wtorek, 27 grudnia 2011

Polisz Czart - Dziesiątka Fryderyka Nguyen'a

Fryderyk Nguyen to postać dość znana na wrocławskiej scenie rockowej. Pomimo bardzo młodego wieku ma już na swoim koncie pierwsze znaczące osiągnięcia. Był współtwórcą nieistniejącego już zespołu The Riffers, a obecnie występuje w grupie Katedra, którą powołał do życia wraz z basistą Maćkiem Stępniem. Katedra nie tylko supportowała koncerty legendarnej grupy TSA, ale niedawno odniosła bardzo spektakularny sukces. Młodzi muzycy znaleźli się pośród innych utalentowanych kapel na corocznej składance płytowej firmowanej przez Piotra Kaczkowskiego - wieloletniego prezentera Programu Trzeciego Polskiego Radia. Kompilacja "Minimax pl 6" zawiera największy jak do tej pory przebój Katedry "Kim jesteś?". Fryderyk jako pierwszy z artystów przedstawił mi dziesiątkę swoich faworytów, które wysłał na adres mailowy: polska.lista@wp.pl

Więcej o Katedrze i samym Fryderyku możecie przeczytać na moim blogu pod adresem:

A oto najlepszych 10 polskich utworów według Fryderyka :

  1. Czesław Niemen - Bema pamięci żałobny - rapsod
  2. SBB - Wizje
  3. Klan - Na przekór
  4. Anawa i Andrzej Zaucha - Abyś czuł 
  5. Marek Grechuta i Anawa - Ocalić od zapomnienia
  6. Skaldowie - Od wschodu do zachodu Słońca
  7. Budka Suflera - Cień wielkiej góry
  8. Breakout - Skąd taki duży deszcz
  9. Coma - Ekhart
10. Nurt - Syn strachu

piątek, 23 grudnia 2011

2-go stycznia 2012 o godz.21.00 - Pierwsza Polska Audycja w Radio Verulam !!!


Drodzy Artyści, Dziennikarze i Fani muzyki

Mam ogromną przyjemność poinformować o nowym programie radiowym, który będzie skierowany przede wszystkim do polskojęzycznych słuchaczy mieszkających na terenie Wielkiej Brytanii. Na falach Radia Verulam w St. Albans (92,6FM) jedna godzina tygodniowo (w każdy poniedziałek od 21.00 do 22.00) przeznaczona będzie dla polskiej mniejszości narodowej. Ideą tego programu będzie prezentowanie polskiej kultury, którą tworzą artyści mieszkający na co dzień w naszej Ojczyźnie oraz poza jej granicami. Na terenie UK mieszka ogromna liczba muzyków, którzy przyjechali z Polski, a także tych którzy tutaj się urodzili, ale posiadają polskie korzenie. W programach będzie dominowała muzyka, ale znajdziecie w nich również garść informacji o wydarzeniach kulturalnych w Polsce i UK, na których warto być oraz będziecie mogli posłuchać wywiadów z zaproszonymi do studia gośćmi.  Programy będą różnorodne, a każdy z prowadzących będzie starał się zachęcić Was do współtworzenia audycji. Audycje nie będą skierowane wyłącznie do Polaków, lecz także do Brytyjczyków i słuchaczy innych narodowości, którym będziemy chcieli prezentować polską kulturę. Z tego powodu nasze programy będą prowadzone częściowo w języku polskim i częściowo w angielskim. Z uwagi na to że audycje będą emitowane na falach radiowych oraz w Internecie, będą mogły być słuchane także poza St. Albans (również w Polsce), przez osoby zainteresowane tym co dzieje się w życiu kulturalnym polskiej emigracji.

Oto link do słuchania Radia Verulam przez Internet:

Pierwsza 20-tominutowa audycja polska prowadzona w języku angielskim odbyła się w Radio Verulam 13/10/2011 w godzinach przedpołudniowych i skierowana była głównie dla słuchaczy anglojęzycznych jako materiał promocyjny i zapowiedź naszych przyszłych programów. Takich audycji miałem później okazję prowadzić jeszcze kilka. 2-go stycznia 2012 w godzinach 21.00 – 22.00 poprowadzę pierwszą oficjalna polską audycję godzinną i już teraz zapraszam do wspólnej zabawy.
Radio to przede wszystkim rozrywka, a muzycznym motorem napędowym każdej radiowej stacji jest Lista Przebojów. Zanim to uczynię na falach radiowych, chciałem zaprosić już teraz do współtworzenia tego programu wszystkich miłośników muzyki.

Oto zasady na jakich będzie można oddawać swoje głosy:

1.       Głosować można tylko drogą mailową podając swoje imię i nazwisko oraz miejscowość. Uczestnik zabawy wysyła do czasu podsumowania każdego z notowań tylko jeden podpisany mail ze swojego adresu mailowego na specjalnie stworzoną na potrzebę Listy Przebojów skrzynkę: polska.lista@wp.pl Przewiduję losowanie nagród i stąd dodatkowa prośba. Jeśli chcielibyście przekazać pozdrowienia dla kogoś bliskiego, proszę podać jego imię oraz informację kto kogo pozdrawia, czyli czy chcesz aby podczas pozdrowień było tylko Twoje imię, czy imię i nazwisko.

2.       Głosować można na maksymalnie 10 utworów. Ich ułożenie będzie jednocześnie informacją dla mnie do przyznawania punktów, czyli za pozycje pierwszą – 10 pkt, drugą – 9 pkt itd. Jeśli ktoś zagłosuje tylko na jeden utwór, otrzyma on 10 punktów. Głosując na mniej niż 10 piosenek lub utworów instrumentalnych, otrzymywać one będą odpowiednio od 10 pkt w dół.

3.       Głosujemy na dowolną piosenkę lub utwór instrumentalny, który śpiewany lub grany jest przez artystę narodowości polskiej lub posiadającego polskie pochodzenie (w przypadku zespołów przynajmniej jedna osoba z grupy). Mogą to być najbardziej popularne nazwiska lub zespoły w historii polskiej muzyki rozrywkowej od czasów przedwojennych do współczesności lub artyści znani tylko lokalnie bądź debiutanci, którzy nagrali dopiero swoje pierwsze demo. Wykonawca utworu, który spełnia powyższe warunki, może być mieszkańcem Polski, Wielkiej Brytanii lub każdego innego kraju świata. Piosenki mogą być wykonywane w dowolnym języku. Można również oddawać głosy na wykonawcę, który nie posiada żadnych rodzinnych związków z Polską, ale piosenkę, na którą chcemy zagłosować śpiewa chociaż w części w języku polskim.

4.       Piosenki emitowane w Radio Verulam nie mogą zawierać słów wulgarnych i obraźliwych. Teksty nie mogą nieść przesłania godzącego w niczyje uczucia światopoglądowe oraz obrażać z powodu wyznania, pochodzenia, orientacji i koloru skóry. W związku z tym zastrzegamy sobie prawo do niewyemitowania tego typu utworów, nawet jeśli zostaną oddane na nie głosy.

5.       W celu zapewnienia wartości artystycznych muzyki emitowanej podczas polskiego programu, nie będziemy prezentowali jakichkolwiek nagrań nurtu zwanego popularnie disco polo. Oczywistą konsekwencją tego punktu będzie też brak tego rodzaju muzyki na naszej liście przebojów.

6.       Już teraz głosować może każdy. W związku z tym proszę o rozesłanie tej wiadomości do wszystkich Waszych znajomych, którzy kochają muzykę i zainteresowani są naszymi programami. Oni także mogą już teraz oddawać swoje głosy na wyżej wymienionych zasadach wysyłając swoje imię, nazwisko, miejscowość, pozdrowienia oraz listę 10-ciu utworów w kolejności od najlepszego ich zdaniem do najsłabszego na adres:  polska.lista@wp.pl


Notowanie przewiduję raz na dwa miesiące i z uwagi na ograniczenie czasowe postaram się je prezentować podczas dwóch kolejnych audycji. W pierwszej z nich zaprezentuję miejsca od 20-go do 11-go oraz tydzień później miejsca od 10-go do 1-go. Co dwa miesiące dla jednej osoby biorącej udział w naszej zabawie wylosowana zostanie płyta CD, lub książka o tematyce muzycznej, a dla 20 innych osób nagrodą będzie odczytanie ich pozdrowień zawartych w mailach z głosami podczas każdego kolejnego notowania Polskiej Listy Przebojów Radia Verulam, której postanowiłem nadać swojsko brzmiącą nazwę „POLISZ CZART”.


Muzycy, Dziennikarze
i przedstawiciele branży muzycznej:

Ideą „POLISZ CZART jest współistnienie na tej samej liście piosenek powszechnie znanych i popularnych oraz tych, które zaistniały dotychczas tylko lokalnie lub w jedynie w wąskich grupach przyjaciół ich twórców i wykonawców, dzięki czemu będą miały one szanse na popularyzację. Stąd moja prośba i propozycja. Proszę wszystkich autorów i wykonawców o oddawanie głosów na swoje i swoich znajomych artystów piosenki i utwory instrumentalne. Proszę o to także dziennikarzy i ludzi związanych z promocją muzyki. Dzięki temu mechanizmowi obok tzw. mega-hitów na które zapewne oddadzą głosy wszystkie osoby nie związane z branżą muzyczną, szansę zaistnienia będą miały także utwory Wasze i Waszych bliskich, które dzięki tym głosom będą słuchane przez szeroką grupę odbiorców. Jeśli nieznany mi utwór pojawi się na propozycjach, zwrócę się wówczas do jego autora o przesłanie mi go TYLKO w postaci mp3 oraz zgodę na jego prezentację. Artystów natomiast proszę o załączanie swoich utworów bezpośrednio do maila z głosami (max. 2 pliki mp3 w jednym mailu)

W imieniu własnym oraz wszystkich prowadzących polską audycję życzę wielu miłych chwil spędzonych z Radiem Verulam oraz zapraszam do wspólnej zabawy. Pamiętajcie to będzie Wasze Radio i to Wy także będziecie tworzyli play listę programu „POLISZ CZART”. Głosujcie już od dziś. Każde notowanie „POLISZ CZART” w formie pisanej będziecie mogli znaleźć na moim blogu „Muzyczna Podróż” pod adresem:


Sławek Orwat

czwartek, 22 grudnia 2011

2nd of January 2012 21.00 hours - Polish broadcast on Radio Verulam!


Dear artists, journalists
and music fans

Phil Richards (in the middle) - Founder director of Radio Verulam
I am very pleased to announce the new radio program which will be directed primarily to the Polish-speaking listeners living in the UK. On Radio Verulam in St. Albans (92.6 FM) one hour a week (every Monday from 21.00 to 22.00) will be allocated for the Polish national minority. The idea behind this program will be presenting Polish culture which makes up artists who live every day in our country and beyond its borders. In the UK lives a huge number of musicians who came from the Polish, as well as those who were born here but have Polish roots. The programmes will be dominated by music but you will also find some information about cultural events in Poland and the UK, which are happening, and can listen to interviews with guests invited to the studio. The programs are diverse and each will try to lead you to encourage co-creation programmes. Broadcasts will not be directed solely to the Poles, but also to the British and students of other nationalities, to whom we want to present the Polish culture. For this reason, our programmes will be conducted partly in Polish and partly in English. Due to the fact that the programmes will be broadcast on the airwaves and the Internet; they can be listened to outside St. Albans (also in Poland) by persons interested in what is happening in the cultural life of the Polish emigration.

Here is the link to listen to Radio Verulam on the Internet:



The first 20-minute Polish programme conducted in English was held at Radio Verulam in the morning of 13 October 2011 and was directed mainly to English-speaking audiences as promotional material and the promise of our future broadcasts. On 2nd January 2012 at 21.00 - 22.00 will start the first official Polish show and I invite you to enjoy it.

Radio is primarily entertainment, and music powerhouse radio station is all the charts. Before I do this thing on the airwaves, I now invite all music lovers to contribute to this programme.

These are the principles on which you can cast your votes:

1.       You can only vote by mail stating your full name and city. Participants send only one signed e-mail from their mail box to a specially created the needs of our Playlist e-mail address: polska.lista@wp.pl.   I also plan a draw prize and, hence, the additional request. If you would like to send greetings to a loved one, please give their name and whether or not you want us to mention your full name during the broadcast.

2.       You can vote for up to 10 tracks. Their placement will also be information for me to give credit for items which are the first - 10 points, second - 9 points, etc. If you only vote for one song, it receives 10 points. By voting for less than 10 songs and instrumental tracks, they will receive 10 points respectively starting from the top.

3.       You can vote on any song or instrumental piece that is sung or played by an artist who has Polish nationality or Polish origin (in case of bands at least one person from the group). These may be the most popular names or bands in the history of Polish music from before the war to the present days, or only locally known artists or newcomers who have just recorded their first demo. An artist who satisfies the above conditions may be a resident of Poland, Great Britain or any other country in the world. Songs may be performed in any language. You can also vote for an artist who does not have any family relationship with the Polish but he signs the song at least partly in the Polish language.

4.      Songs broadcast on Radio Verulam must not contain vulgar or offensive words. Texts cannot carry messages detrimental to anyone's feelings and be offensive to religion, origin, sexual orientation or skin colour. Therefore, we reserve the right not to publish such tracks even if they are voted for.

5.       In order to ensure the artistic value of music during the Polish programme, we will not present any mainstream music popularly known as disco-polo. The obvious consequence of this will be also the lack of this kind of music on our playlist.

6.      We are already accepting votes. Therefore, please send out this message to all your friends who love music and are interested in our programmes. They can also vote following the above principles by sending their name, city, greetings and a list of 10 songs in order from the best to the weakest (in their opinion) to the following address: polska.lista@wp.pl

I plan to present the complete playlist once every two months. Due to time constraints I will present it at two consecutive broadcast. In the first, I will play places from 20th to 11th, and a week later, places from 10th to 1st. Every two months one person taking part in our lottery will win a CD or a book on music, and 20 other people will have their e-mail greetings read at each subsequent braodcasts of Polish Playlist on the Radio Verulam, which I decided to give a familiar name „POLISZ CZART”.

Musicians, Journalists
and representatives of the music industry:
The idea of ​​"Polisz Czart" means the coexistence on the same playlist well-known and popular songs with those that previously existed only locally or among artist's friends, with the latter given a chance of promotion. Hence, my request and suggestion. I ask all song writers, composers and performers for votes on their own songs as well as on their friends' songs and instrumental pieces. I direct the same request also to journalists and people promoting music. In this way along the so-called mega-hits, for which will probably vote all the people not connected with the music industry, also your music and the music of your loved ones will have a chance to be presented to the wide audience. If you vote for the unknown to me work, I will, then, ask you to send it to me ONLY in MP3 file as well as author's approval to broadcast it. If you are an author yourself, please attach your tracks directly to e-mail (max. 2 mp3 files in one email).

On behalf of myself and all engaged in the Polish show I wish you many pleasant moments when listening to Radio Verulam and encourage you to take part in the Playlist. Remember, this will be your radio and it is You who will also create playlists of the "Polisz Czart". Vote now. You will find each listing of "Polisz Czart" in a written form on my blog "Musical Journey" at:


Sławek Orwat

piątek, 16 grudnia 2011

Leszek Możdżer na żywo (Nowy Czas nr 177)

W lipcu zachwycałem się na  łamach "Nowego Czasu" najnowszym albumem Leszka Możdżera „Komeda”. 1-go lutego 2012 roku artysta zaprezentuje muzykę z tego właśnie albumu w Purcell Room na Southbank w Londynie. Zapraszając wszystkich miłośników Leszka Możdżera na ten koncert, przedstawiam treść rozmowy, którą przeprowadziłem z naszym znakomitym pianistą.

- Jak się zaczęła Twoja przygoda z muzyką. Kiedy zdałeś sobie sprawę, że jesteś utalentowany i chcesz grać.

- Nigdy nie myślałem czy jestem utalentowany, natomiast już właściwie jako  czterolatek wiedziałem, że chcę zajmować się muzyką. Od początku mnie to fascynowało. Jak tylko w domu pojawiło się pianino, kiedy miałem trzy albo cztery lata, spędzałem przy nim sporo czasu. Wiedziałem, że to jest to. Muzyka mi się śniła. Modliłem się o to, żeby być muzykiem. Marzyłem o tym, żeby być na scenie. Bawiłem się z kolegami w zespoły. Graliśmy z playbacku na imieninach u mamy. Muzyka od samego początku towarzyszyła mi i była moją miłością.

- Gdańsk to miasto, które odnowiło wiele spraw w Polsce, od politycznych przez kulturowe. Zespół „Miłość”, w którym debiutowałeś i który zrewolucjonizował polską scenę jazzową, także powstał w Gdańsku. Czy jest w tym mieście jakiś szczególny klimat?

- W Gdańsku jest jedna bardzo ważna rzecz. Mianowicie jest morze. Kiedy stanie się nad morzem i popatrzy w dal, coś zmienia się w myśleniu. Człowiek nabiera dystansu i zaczyna sam siebie rozliczać i przywoływać swoje marzenia. Ja sam, jak przyjeżdżam do Gdańska lub Sopotu, to natychmiast idę nad morze, staję na brzegu i patrzę w dal. To jest bardzo ważny dla mnie rytuał, ważny moment. Myślę, że ta przestrzeń, która jest w tym mieście, ten bezkres na pewno zmienia cos w myśleniu.

czwartek, 17 listopada 2011

Pysz(na) uczta jazzowa (Nowy Czas nr 175)



- Od kiedy grasz na gitarze?

– Miałem 11 lat. To była Wigilia 1992 roku. Mój starszy o dwa lata kuzyn wystąpił przed całą rodziną i zagrał kolędę. Wszyscy bili mu brawo, a on stał się gwiazdą tego wieczoru. Byłem tym tak zainspirowany, że powiedziałem sobie: też tak chcę, też się nauczę. Zacząłem pobierać lekcje gry na gitarze, które odbywały się w moim mieście Rybniku. Pierwszym nauczycielem był gitarzysta zespołu Poziom 600 Andrzej Rogiński, u którego przez około dwa lata uczyłem się podstaw gry.
- Co cię bardziej inspiruje, blues czy jazz?

– Mój ojciec jest kolekcjonerem płyt. Posiada blisko 1000 kompaktów i winyli. Dorastałem w domu, gdzie słuchało się Milesa Davisa, Led Zeppelin i muzyki kubańskiej. Tato nie ograniczał się do jakiegoś określonego stylu. Jednego dnia można było usłyszeć Raege Against The Machine i kompozycje Bacha, innego dnia grupę Metallica i Johna Coltrane’a. Będąc nastolatkiem, nasiąkałem jazzem i muzyką latynoską. Słuchałem także gitarzystów bluesowych. Oni używają skali, która nazywa się pentatonika. Pomimo że jest w ich grze ogromna dawka ekspresji, do dyspozycji mają właściwie tylko pięć nut i czasami jeszcze kilka dodatkowych. Każdy początkujący muzyk zaczyna uczyć się improwizacji od bluesa. Ale ten gatunek posiada pewne ograniczenia w formie i w sposób naturalny chciałem wyjść poza ten rodzaj grania. Jazz stanowi rozwinięcie bluesa. W jazzie do dyspozycji jest wiele skal i każda nuta właściwie jest dozwolona. Uważa się powszechnie, że umiejętności gitarzystów jazzowych są dużo wyższe niż gitarzystów bluesowych czy rockowych. Nawet taki wirtuoz gitary, jakim był Frank Zappa, do zagrania fraz jazzowych wolał zaangażować George Duke’a.

- Nie ukończyłeś szkoły muzycznej, a jednocześnie doskonale opanowałeś jazzowy sposób gry na gitarze? Czy można tego nauczyć się samemu?
– Owszem, nie uczyłem się gry w szkole, ale cały ten materiał studiowałem w domu. To była niezwykle ciężka praca. Uczyłem się z tych samych książek, z których ludzie uczą się na uczelniach. Jest taka znana szkoła amerykańska Barklee College of Music w Bostonie. Dowiadywałem się, z jakich podręczników tam się uczą i zamawiałem sobie te same książki oraz czytałem mnóstwo autobiografii i wywiadów. Muzycy jazzowi nieustannie podkreślają, że najlepiej uczyć się grając z innymi oraz słuchając nagrań. Włączałem więc sobie np. płytę Milesa Davisa i usiłowałem improwizować. Próbowałem nauczyć się tych melodii ze słuchu, aby zobaczyć, jaka to jest skala i jakich nut oni używają. Jak widzisz, uczyłem się tego wszystkiego praktycznie, a później doczytywałem sobie pewne rzeczy z książek. Przerobiłem też wiele lekcji instruktażowych, wydawanych przez gitarzystów na kasetach video.

- Czy miałeś już wtedy swoich mistrzów?

– Najważniejszy gitarzysta, który zawsze mnie inspirował, to Al Di Meola. Mieszkając we Wrocławiu, pewnej nocy wysłuchałem jego płyty, która była w kolekcji mojego taty od lat, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji zapoznać się z nią. Zainspirowało mnie to tak bardzo, że zapragnąłem wówczas nauczyć się tak samo dobrze grać, robić to z taką samą ekspresją i podążać właśnie tą drogą. Po latach osobiście poznałem tego znakomitego artystę. Pewnego razu znajomy zrobił mi niespodziankę zapraszając mnie na tydzień do Mediolanu, gdzie Al Di Meola akurat występował w tamtejszym klubie Blue Notte. Był to rok 2006. Meola grał każdego wieczoru dwa koncerty i dzięki temu zobaczyłem aż dziesięć jego występów. Każdego wieczoru chodziliśmy razem na kolacje, a rok później pojechałem z nimi ponownie w trasę do Hiszpanii. Oczywiście że nie występowałem z nim, ale byłem niejako w zespole, nosiłem jego gitarę i od tamtego czasu widuję się z nim każdego roku. Ostatni raz spotkaliśmy się w czerwcu w Londynie. Zapytał mnie: „Maciek, kiedy dasz mi w końcu swoją płytę?”. Jest to dla mnie czytelny znak, że jest zainteresowany moją muzyką i myślę, że jest to najwłaściwszy czas, aby zaprezentować mu swoje nagrania.

- Twoja płyta demo firmowana jest jako Maciek Pysz Trio. Twój zespół występuje również jako kwartet. Z kim grasz?

– Perkusista Asaf Sirkis pochodzi z Izraela. To bardzo znana postać w świecie muzycznym. Nagrywał między innymi płytę z Chickiem Corea. Maurizio Minardi, grający na fortepianie, saksofonie i akordeonie, w swoim kraju ma już za sobą dość znaczącą karierę. Są jeszcze dwaj inni muzycy, którzy występują z nami na zmianę. Yuri Goloubev, kontrabasista z Rosji – przez dziesięć lat występował w Moskwie z orkiestrą symfoniczną – jest muzykiem klasycznym, który przeniósł się do jazzu. Obecnie mieszka pod Mediolanem i nie jest tak łatwo ściągnąć go na każdy koncert, więc jest też basista mieszkający w Anglii – Patrick Bettison, który gra na basie elektrycznym i na harmonijce. Wywodzi się on z bardzo znanego zespołu Acoustic Alchemy. Wszyscy ci instrumentaliści są ode mnie starsi o prawie 20 lat. Jestem przekonany, że właśnie w tym składzie wejdziemy do studia, by nagrać debiutancki album. Widzę u nich fascynację tym co robię i chęć uczestnictwa w moim projekcie.

- Grasz na gitarze, która zamiast centralnego dużego otworu ma kilka mniejszych w lewym górnym rogu.

– Jest to gitara Godin produkcji kanadyjskiej, która dzięki takiemu właśnie rozwiązaniu posiada nieco inny rodzaj brzmienia. Gra na niej francuski gitarzysta Sylvain Luc, znany angielski jazzman John McLaughlin, a także bardzo popularny gitarzysta z Beninu – Lionel Loueke.

- Gdzie wystąpisz w najbliższym czasie i jakie wiążesz z tym nadzieje?

– Za kilka dni, 25 listopada, wystąpię wraz ze swoim kwartetem w bardzo renomowanym londyńskim klubie Pizza Express: The Pheasantry, przy King’s Road. Jest to miejsce, gdzie bardzo trudno jest zorganizować swój wieczór. Jeden z promotorów tego klubu przysłuchiwał się moim koncertom, co zaowocowało zaproszeniem do zagrania w piątkowy wieczór, czyli w tzw. prime time. Nadzieje związane z tym koncertem to promocja mojej muzyki w środowisku brytyjskim. Jest to renomowane miejsce, gdzie spotyka się wielu znanych dziennikarzy, którzy bywają tam regularnie i dobrze znają środowisko muzyczne. Mam nadzieję, że przybędą na nasz występ widzowie reprezentujący różne środowiska, w tym także środowisko polskie, i już teraz za pośrednictwem „Nowego Czasu” serdecznie wszystkich zapraszam

czwartek, 20 października 2011

Kult na żywo (Nowy Czas nr 173)


Mimo trudnej do zliczenia plejady wybitnych twórców polskiej muzyki rockowej, tylko czwórce z nich w mojej opinii udało się przełożyć ambitny, autorski repertuar na sukces komercyjny. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że owi artyści czynili to przez dziesięciolecia nie siląc się zbytnio na artystyczne kompromisy z masowym odbiorcą. Nie jest to łatwe i już choćby z tego tylko powodu chylę czoła przed Grzegorzem Ciechowskim, Kasią Nosowską, Krzysztofem Grabowskim i Kazikiem Staszewskim.
Kazik będąc synem „podejrzanego ideologicznie” emigracyjnego poety,  już na starcie stał się obiektem „szczególnej troski” PRL-owskiej cenzury.  Zanim jednak zdecydował się sięgnąć do literackiej spuścizny swojego ojca, ujawnił ogromny talent i potencjał twórczy, a jego młodzieńcze teksty i kompozycje przebojem wdarły się w świadomość młodych ludzi schyłkowego okresu Polski Ludowej. Legenda Kazika Staszewskiego rosła z każdym wydanym albumem, a jego teksty nie pozostawiały suchej nitki na lansowanych przez różnoraką propagandę autorytetach. Dotykały one sfery religii, polityki, i bezlitośnie demaskowały hipokryzję pojałtańskiego modelu Europy („Arahja”, „45-89", „Komuna mentalna") oraz odradzającej się po 50-ciu latach polskiej demokracji („Jeszcze Polska”, „Łysy jedzie do Moskwy”, „100 000 000”). Koncerty Kultu i Kazika od początku przyciągały tłumy i przyciągają je do dziś niezależnie od tego, że teksty na ostatnich dwóch albumach są już znacznie mniej zaangażowane politycznie. Polacy mają do Kultu szczególny sentyment, a każdy jego koncert stanowi wydarzenie najwyższej rangi.

czwartek, 6 października 2011

Inna - ta sama… Agatha (Nowy Czas nr 172)

Najczęściej publikowane wywiady stanowią efekt precyzyjnie umówionego wcześniej spotkania. Są jednak i takie, które odbywają się spontanicznie, a dziennikarz na gorąco zadaje pytania. Agatę Rozumek poprosiłem o rozmowę w drugim dniu lipcowej ARTerii w chwili, gdy Leszek Alexander przygotowywał nagłośnienie jej występu. Ta niezwykle skromna dziewczyna, posiadając niepospolity talent wokalny, wybrała sobie gatunek, w którym nie zdobywa się łatwo popularności. Jednak spośród prawie tysiąca uczestników to właśnie Agatha została zauważona przez dziennikarzy radiowej Trójki i wkrótce nagra swój pierwszy album. 16-go lipca w krypcie kościoła St. George the Martyr zadałem Agacie - jak się wkrótce okazało - prorocze pytanie: „Kiedy zamierzasz wydać swój pierwszy profesjonalnie przygotowany album z piękną okładką?” Usłyszałem wówczas odpowiedź: „To jest jak wszyscy wiemy bardzo skomplikowane. Teraz jest ten moment, że nareszcie wiem, czego chcę i jaka jest moja muzyka…” Wokalistka chciała jeszcze rozwinąć wizję nagrania swojego pierwszego albumu, ale właśnie w tym momencie zapis rozmowy na moim dyktafonie się urywa. Agatha została wywołana na scenę. Może to i lepiej, że nie zdążyła zbytnio uruchomić swojej wyobraźni. Zapewne w najśmielszych przypuszczeniach nie brała pod uwagę możliwości, że już dwa miesiące od naszego spotkania otrzyma propozycję nagrania debiutanckiego krążka.Czuję ogromną satysfakcję, że po raz kolejny talent obronił się sam, a tak powszechne w dzisiejszym show businessie „rozpychanie łokciami” i tworzenie wokół siebie atmosfery skandalu nie muszą stanowić reguły w odniesieniu sukcesu artystycznego. Cieszę się także, że udało mi się w lipcu namówić Agathę na tych kilka minut rozmowy, która po jej niedawnym sukcesie nabiera szczególnej wartości dziennikarskiej. Niedawno nasza artystka udzieliła wywiadu jednej z najbardziej znanych postaci polskiego świata muzycznego. Piotra Metza nikomu przedstawiać nie trzeba. Ten popularny dziennikarz radiowy gościł Agatę Rozumek w trójkowym programie „Lista Osobista” krótko po tym, jak swoim występem zdobyła serca warszawskiej publiczności. Należy podkreślić, że naszej wokalistce na gitarze akompaniował znany londyńskiemu środowisku dotychczas głównie jako fotograf - Krystian Data, autor niedawnej wystawy podczas ARTerii Nowego Czasu. Wywiad Agathy dla radiowej Trójki dostępny jest w Internecie, a ja zapraszam do przeczytania spontanicznego wywiadu, którego artystka udzieliła dla czytelników Nowego Czasu podczas lipcowej ARTerii.

Piejo Kury piejo... (Nowy Czas nr 172)

Tymon Tymański
   Zasiadając do napisania niniejszej recenzji, po raz pierwszy postanowiłem przygotować się do tej czynności w sposób naukowy. Kura nie jest być może najbardziej dumnym z ptaków, ale nie jest też ptakiem, koło którego przechodzi się obojętnie. W końcu każdy raz na jakiś czas lubi zjeść jajecznicę lub wybrać się na „chickena z frytkami”. Systematyka biologiczna zaliczająca kurę do rzędu Grzebiących, każe nam na nią spojrzeć nieco podejrzliwie, ale już fakt że mała kura koloru żółtego zwana kurczakiem kojarzy nam się z przebudzeniem do nowego życia, wywołuje znacznie przyjemniejsze emocje. Po co właściwie zagłębiam się w te zawiłe biologiczno-obrządkowe dywagacje zamiast skupić się na muzyce?
Tymon Tymański w roku 1992 był już artystą zaszufladkowanym. Kilka lat wcześniej postanowił znajdującej się w poważnej zapaści po rockowym boomie lat 80-tych muzyce jazzowej, nadać całkowicie nowe oblicze. Kiedy zorientował się, że to co stworzył jest tak awangardowe, że nie mieści się już w dotychczasowych kanonach jazzu, postawił grubą kreskę, a zjawisko artystyczne które powołał do życia, ochrzcił mianem „yass”. Jego grupa Miłość wykreowała przez lata takie osobowości jak Leszek Możdżer, Jerzy Mazzoll, Mikołaj Trzaska, Jacek Olter, Maciej Sikała i inni. Mając zapewnione miejsce w historii polskiej muzyki, Tymański nie rezygnując z dotychczasowej działalności, postanowił dodatkowo stworzyć zespół prześmiewczo-alternatywny łączący zamiłowanie do niekonwencjonalnych dźwięków z przyswajalnymi dla szerszego kręgu odbiorców tekstami, których dosadność a momentami nawet zamierzona obleśność, dotykała codziennej rzeczywistości pierwszych lat wolnej Polski oraz stanowiła pastisz różnych gatunków popkultury, ocierając się o  artystyczną prowokację i zamierzony kicz. Szukając w roku 1992 nazwy dla nowopowstałego projektu, która miała - jak to określili sami twórcy - oddawać „obszar heroicznych eksploracji dźwiękowych”, ku zdumieniu całego środowiska zaakceptował propozycję z patosem mającą niewiele wspólnego. I tak oto Kury z fasonem zasiadły na najwyższej grzędzie polskiej sceny niezależne

Mój nowy czas (Nowy Czas nr 172)

Teresa Bazarnik - Wydawca i Grzegorz Małkiewicz - Redaktor Naczelny (fot. Sławek Orwat)

Włodek Fenrych (fot. Sławek Orwat)
Wszystko zaczęło się od... Włodka Fenrycha. Mieszkaliśmy wówczas w tej samej miejscowości, a Nowy Czas trafiał w moje ręce trochę podobnie jak „bibuła” w czasach słusznie minionych. Metoda kolportażu „z ręki do ręki” zamiast oficjalnej dystrybucji jednoznacznie budziła we mnie kombatanckie skojarzenia. Włodek prawie zawsze miał ze sobą kilka egzemplarzy, które rozdawał według sobie tylko znanego rozdzielnika. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za kilka lat sam stworzę podobny rozdzielnik i będę częstował dostojną „bibułą” precyzyjnie wybrane osoby.

30 listopada 2009 roku Włodek zabrał mnie do krypty kościoła St. George the Martyr na nowoczasowe Andrzejki. Tego dnia po raz pierwszy zobaczyłem ludzi, których znałem dotychczas tylko ze szpalt, a obecność Andrzeja Krauze przyprawiła mnie o zawrót głowy. Jako nastolatek byłem bowiem zagorzałym czytelnikiem tygodnika Kultura, w którym pan Andrzej bezlitośnie obnażał absurdy PRL-owskiej rzeczywistości. Rozmowy przewijały się jak w kalejdoskopie. Chłonąłem muzykę i obrazy. Wsłuchiwałem się w słowa i zapamiętywałem imiona. Wtedy poznałem też Monikę Lidke, Leszka Aleksandra, Sławka Żaka, Anetę Barcik oraz niezwykle serdecznych gospodarzy - Teresę i Grzegorza. Wiedziałem, że będę tu wracał.

Andrzej Krauze (fot. Sławek Orwat)
Bardzo dobrze zapamiętałem moment, w którym Grzegorz zaproponował mi pisanie dla Nowego Czasu. Świadomy swojego ówczesnego „miejsca w czasie”, nie przyjąłem jednak tej zaszczytnej propozycji. Za cztery dni miał się ukazać mój artykuł w debiutującym na rynku Luton lokalnym tygodniku Wizjer. Sądziłem, że więcej dobrego zrobię zapraszając poznanych tu ludzi na prowincję, niż zasilając sprawnie działającą instytucję dziennikarskich tuzów. Romantyczną misję zaniesienia ART-eryjnych artystów pod lutońskie strzechy realizowałem z uporem przez półtora roku. Wierzyłem, że jeśli nawet na koncerty Moniki Lidke, Sławka Żaka, Anety Barcik i Włodka Fenrycha nie walą tłumy, to i tak warto to robić dla świadomej swych potrzeb mniejszości.

9 stycznia tego roku przeżywałem gorące chwile. Współorganizowałem już po raz drugi z rzędu Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Gwiazdą tego dnia miała być Dominika Zachman. Niestety. Na kilka dni przed koncertem zmogło ją przeziębienie, a w jej zachrypniętym głosie słyszałem szczery żal. Lista artystów, którzy mieli zagrać dla dzieciaków ustalała się praktycznie do ostatnich chwil. Nie pamiętam już ile razy pokonywałem odległość pomiędzy sztabem, a sceną, ale doskonale zapamiętałem moment, kiedy w słuchawce telefonu usłyszałem głos Teresy: „Sławku jesteśmy z Grzegorzem w górnej części budynku na obiedzie i za chwilę będziemy”. Powitałem ich z radością i nieukrywanym wzruszeniem. Po artystach udało mi się w końcu ściągnąć do Luton także legendarnych twórców Nowego Czasu. Czułem, że dzieje się coś ważnego i sądziłem, że współpraca obu naszych środowisk jeszcze bardziej się zacieśni.


Krystyna Prońko na 4-lecie Jazz Cafe POSK 2011 - mój pierwszy tekst dla Nowego czasu to recenzja z tego wydarzenia
W filmie Stanisława Barei „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” jest pewna scena. Główny bohater filmu wyprowadzony w pole przez swojego bliskiego współpracownika skonsternowany zadaje mu pytanie: „Co tu się dzieje, w Imię Ojca i Syna”, na co tamten udziela mu beznamiętnej odpowiedzi: „Zmiany, zmiany, zmiany”. 19 marca jechałem na koncert Krystyny Prońko do POSK-u jeszcze jako dziennikarz "Wizjera" z Luton. Pociąg do Londynu zmierzał swoim torem, a… zmiany swoim. Nie pierwszy raz w moim otoczeniu popkultura wygrywała ze sztuką, a masówka przyciągała ludzi, z którymi już nie było mi po drodze. Trudno. Nie byłem pierwszym Don Kichotem, który przegrywał z wiatrakami. Kilka dni po istotnych dla mojego dziennikarskiego życia zmianach, otrzymałem telefon od Grzegorza, którego przypadkiem spotkałem na koncercie pani Krystyny. Zapytał, czy nie zechciałbym napisać dla Nowego Czasu recenzję z tego wydarzenia. Tym razem nie odmówiłem.

Miałem w Nowym Czasie okładkowy artykuł i zdjęcie mojego autorstwa
Wielkość dziennikarza poznaje się nie tylko po tym jak pisze i jaką gazetę wydaje, ale przede wszystkim po tym, jakim jest człowiekiem. Nigdy nie zapomnę gościnności Teresy i Grzegorza podczas ostatniej ARTerii. Przygotowując dwudniową imprezę sceniczną, jaką jest Wielka Orkiestra, jestem w pełni świadomy na co porywają się ludzie, którzy podobne wyzwania rzucają sobie kilka razy do roku. Czasami wystarczy tylko zwykły brak kabla lub korek na autostradzie, aby cały misternie opracowany plan nagle runął. Umiejętność szybkiego znalezienia rozwiązania w obliczu scenicznej pustki lub wybranie właściwego numeru telefonu w chwilach organizacyjnego rozgardiaszu to jeszcze nie wszystko. Najistotniejsze jest to, aby w momentach w których nawet „oazom spokoju” puszczają nerwy, zachować pogodny wyraz twarzy nawet wtedy, gdy nie jest „do śmiechu”. Nie tak dawno napisałem artykuł, który zatytułowałem „Skazani na ARTerię”. Skazałem w nim Teresę i Grzegorza na dożywotnią organizację tej imprezy nie tylko z powodu mojej wielkiej miłości do muzyki.

Z tuzami Nowego Czasu - Andrzejem Krauze i Krystyną Cywińskaą
Nowy Czas szanuję najbardziej za rzadko spotykaną wrażliwość osób z nim związanych. Od wczesnej młodości byłem niepoprawnym romantykiem. Niektórzy nawet nazywają to naiwnością. Są tacy, którzy z owego romantyzmu wyrastają. Mnie się nie udało. Biorąc pod uwagę życiowy bilans zysków i strat z tym związanych, wolę jednak nie wyrastać. Bezkompromisowa obrona wolności słowa i informacyjna rzetelność to wartości dla mnie w dziennikarstwie najwyższe i to przede wszystkim dlatego skazałem twórców Nowego Czasu na dożywotnią organizacyjną aktywność. Grzegorz w swoich felietonach zawsze jasno wyraża swoje poglądy, nie zamykając jednocześnie łamów gazety, którą stworzył na inne punkty widzenia. Przykładem tej postawy są chociażby polemiczne felietony pani Krystyny Cywińskiej. Sposób przedstawiania swoich racji przez obie indywidualności pióra oraz wzajemny szacunek mogą stanowić lekcję kultury dla barbarzyńskich metod medialnego wyniszczania się coraz częściej spotykanego w polskiej prasie. Idąc za przykładem Włodka, staram się, aby nasz dwutygodnik trafiał do tych, którzy tęsknią za dziennikarską etyką. Otrzymuję dziesiątki odzewów od moich dawnych czytelników z Luton. Dziękują za każdy podarowany egzemplarz. Wyrażają zdumienie, że taka gazeta jak Nowy Czas istnieje i odwiedzają regularnie stronę internetową. Kilkoro z nich prosiło mnie nawet o przekazanie podziękowań za obronę Fawley Court. W ich imieniu i własnym czynię to niniejszym publicznie.

czwartek, 8 września 2011

voo voo.męskie granie.pl (Nowy Czas nr 171)

Logo i sponsor "Męskiego Grania"
Spotkałem się z kolegą, bo kolega jest od tego i wypada czasem spotkać się z nim… Tymi słowami w ubiegłym roku Wojciech Waglewski wraz z Maciejem Maleńczukiem przekonywał publiczność do Męskiego Grania. Czy męskie spojrzenie na muzykę i sztukę aż tak bardzo różni się od damskiego, że należy to wyrażać za pomocą artystycznego separatyzmu? Waglewski postanowił udowodnić, że prawdziwi mężczyźni mają swój własny muzyczny świat. Lider Voo Voo znalazł promotora – Program Trzeci Polskiego Radia. Mimo iż ta zasłużona rozgłośnia lata największej świetności ma już za sobą, w dobie wszechogarniającej radiowej tandety ciągle nie ma sobie równych poziomem programów i jakością prezentowanej muzyki. Ideą Męskiego Grania jest pokazanie artystów reprezentujących nie tylko różne pokolenia, ale przede wszystkim różne gatunki muzyki i dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców. Udało mi się dołączyć do widowni Męskiego Grania 27 sierpnia w Poznaniu, oraz porozmawiać z kilkoma artystami biorącymi udział w imprezie.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Pierwsza audycja radiowa poświęcona ARTerii Nowego Czasu


Radiowe spotkanie z bohaterem ARTerii Nowego Czasu z lipca 2011 roku  -  Krystianem Datą i Maćkiem Pyszem, można wysłuchać pod adresem:  

http://soundcloud.com/mr-data-1/music-portrait-personality

Krystian Data i Maciek Pysz po audycji
Za nami audycja radiowa poświęcona muzyce polskich artystów związanych z ostatnią ARTerią Nowego Czasu. Był to pierwszy taki program w mojej dwuletniej przygodzie z radiem na terenie UK. Postawiłem sobie wyzwanie przedstawienia przynajmniej po jednym utworze wszystkich osób związanych w jakikolwiek sposób z tym wydarzeniem, którzy nadesłali mi swoje nagrania. Audycję wraz ze mną poprowadzili zaproszeni przeze mnie: Krystian Data oraz Maciek Pysz i z tego powodu ich utwory w programie wystąpiły dwukrotnie. Ogromnie dziękuję wszystkim artystom oraz proszę o wybaczenie, że z uwagi na ograniczający mnie czas, mogłem przedstawić tylko poniższych 15 utworów:


DobraMind - Torn (Krystian Data i Tadeusz Pałosz)
Maciek Pysz Trio - The Things I Miss
Katy Carr - Kommander's Car
Agatha Rozumek - Dancing In The Rain
Marta Carillon - To nie tak
Pola Pospieszalska - You Disappear
Monika Lidke - They Say
The Jigsaw Trio - Pure And Simple (Ula Szczepanek i Jarek Sadowski)
Sabio Janiak - Spherical
Maciej i Mateusz Rychły & Włodek Fenrych - Zdaje się ze zrobię rząd
Arteria Jam Session July 2011 (fragment live)
Ghost Town & Banita Aite - Bitches In Da Zoo
Jazzphrenia - Left Foot (Marek Tomaszewski, Kostas Karidis)
Groove Razors & Chris Webb - Night With You (Tomek Żyrmont i Chris Webb)
DobraMind - Kołysanka (Krystian Data i Tadeusz Pałosz)

piątek, 29 lipca 2011

Skazani na ARTerie (Nowy Czas nr 170)



Grzegorz Małkiewicz - Naczelny Nowego Czasu (fot. Sławek Orwat)

Radiowe spotkanie z bohaterem ARTerii Nowego Czasu z lipca 2011 roku - Krystianem Datą i Maćkiem Pyszem, można wysłuchać pod adresem:



fot. Sławek Orwat
Arteria to rodzaj naczynia krwionośnego rozprowadzającego krew z serca do narządów ciała. Polska kultura w Londynie tętni od lat rytmem serc artystów, którzy cyklicznie spotykają się w krypcie kościoła St George the Martyr niedaleko stacji Borough, ożywiając swoją twórczością jego stare mury.To właśnie tutaj można spotkać ludzi, którzy emigracyjne życie sprowadzają nie tylko do zarabiania pieniędzy. Różne są życiorysy twórców – począwszy od tych urodzonych na brytyjskiej ziemi, a swoją polską tożsamość zawdzięczających rodzicom, a skończywszy na tych, którzy przybyli na Wyspy z falą najnowszej emigracji.

Według innej definicji, „arteria” to trakt komunikacyjny charakteryzujący się dużą przepustowością. Przepustowość ostatniej ARTerii „Nowego Czasu” trudno określić za pomocą liczb. Było to wydarzenie ze wszech miar unikalne. Nie była to typowa wystawa fotograficzna z umiejętnie dobraną do klimatu prac muzyką ilustracyjną. Krystian Data postawił sobie inny cel.

Dwudziestu dwóch instrumentalistów i wokalistów, których uwiecznił podczas wielodniowej sesji fotograficznej (Music Portret Personality) zostało zaproszonych do wzięcia udziału w zaimprowizowanym wielogodzinnym jam session, które wyznaczono na 15 i 16 lipca. Wielu spotkało się ze sobą w tych dniach po raz pierwszy. W oczach niektórych z nich zobaczyłem ten rodzaj… twórczego szaleństwa, który uwielbiam. Nie wszyscy spośród portretowanych muzyków przybyli na ARTeryjne jam session. Niektórych zatrzymały inne artystyczne zobowiązania.

Leszek Alexander (fot. Sławek Orwat)
Dominika Zachman (fot. Sławek Orwat)
Wśród tych, którzy weszli na scenę, można było doszukać się debiutantów oraz postaci znane od lat bywalcom krypty. Niektóre z nich można określić wręcz jako legendarne. Leszek Alexander, jak zawsze, oprócz nieodłącznej gitary przywiózł ze sobą swój magiczny sprzęt nagłaśniający oraz kilometry kabli, których pajęcza sieć połączyła wszystkie mikrofony i instrumenty w perfekcyjną dźwiękową harmonię. Ten znakomity muzyk fascynuje mnie od pamiętnej andrzejkowej ARTerii z roku 2009, podczas której perfekcyjnie wykonał bluesowe kompozycje, a zaraz potem swoim akompaniamentem pomógł Dominice Zachman wzbić się na artystyczne wyżyny. Dzięki doskonałej grze na gitarze oraz niepowtarzalnej barwie i sile głosu, w opinii wielu miłośników bluesa, Leszek bez większego problemu mógłby zagrać na jednej scenie nawet z samym Ericem Claptonem i gdyby nie światowa popularność tego drugiego, trudno byłoby wyrokować, który z nich otrzymałby dziś większe owacje. Leszka Alexandra podziwiam nie tylko za grę i śpiew.

Agata Rozumek z zespołem (fot. Sławek Orwat)
Urodzony w Anglii, doskonale mówi w języku swoich rodziców – 16 lipca opowiadał mi o swoich początkach gry na gitarze, o nagranej w Stanach płycie i udzielał praktycznych rad jak odnaleźć się w Zjednoczonym Królestwie. Wielki muzyk, wielka indywidualność i niespotykana intuicja odnajdywania się we właściwym miejscu i czasie nie tylko podczas jam session, które mimo że pozornie spontaniczne, dzięki Leszkowi było technicznie kontrolowane w sposób dla widza prawie niezauważalny. Pierwszego dnia robił to wspólnie z Bartkiem Nowakiem.

Sabio Janiak (fot. Sławek Orwat)
Znakomity występ Dominiki Zachman w POSK-u tydzień przed ARTerią okazał się jedynie rozgrzewką przed piątkowo-sobotnim jamem. To, co najbardziej obecnie podziwiam w tej wokalistce, to umiejętność nawiązania scenicznego dialogu z grającymi dla niej instrumentalistami. Dominika, niczym orkiestrowy dyrygent wyznaczała solówki, improwizowała, przyspieszała lub zwalniała tempo, płynnie przechodząc z jednej frazy w drugą. Drugiego dnia zupełnie pochłonęło ją etniczno-jazzowo-folkowe szaleństwo zainicjowane przez Sabio Janiaka.

Sabio to postać szczególna. Łączy w sobie najlepsze tradycje polskiego jazzu lat 70. z aranżacją wykorzystującą najnowsze zdobycze elektroniki. Na jam session pokazał znaczną część swoich umiejętności. Ten wykształcony perkusista, który potrafi także grać na trąbce i instrumentach klawiszowych, sprawnie wykorzystuje urządzenia nieodzowne do wykonywania muzyki klubowej.

Katy Carr i Jarek Sadowski (fot. Sławek Orwat)


Katy Carr (fot. Sławek Orwat)
Podczas ARTerii zachwycił swoimi umiejętnościami wszystkich, włącznie z Katy Carr, która wykonując swoją utrzymaną w rytmie walca uroczą piosenkę The White Cliffs płynęła unoszona rytmem wyznaczanym przez siedzącego przy perkusji Sabia.

Katy Carr zaprezentowała się głównie w stylistyce partyzancko-patriotycznej, jakby chciała przypieczętować swoją przynależność do polskiej społeczności, a jej interpretacja ułańskiego szlagieru O mój rozmarynie zaśpiewanego przy dźwiękach czerwonego ukulele była kwintesencją prezentowanego przez nią w tych dniach wizerunku scenicznego. Jej utrzymany w całkowicie odmiennym klimacie przepiękny album Coquette objawił mi zupełnie inne oblicze Katy, które chciałbym zobaczyć kiedyś na żywo z udziałem towarzyszącego jej zespołu.

Katy i Dominika to nie jedyne wokalistki obu wieczorów. Podobał mi się kameralny występ Agaty Rozumek, której piękne poetyckie piosenki zaśpiewane przy akompaniamencie własnej gitary oraz towarzyszącego jej basisty przypominały klimatem atmosferę Piwnicy pod Baranami oraz studenckich festiwali z czasów, gdy to określenie posiadało zupełnie inny wydźwięk.

Główny bohater wystawy - autor wszystkich fotografii Krystian Data z gośćmi (fot. Sławek Orwat)

Marta Carillion (fot. Sławek Orwat)
Marta Carillon zaprezentowała gatunek, który zdaniem wielu krytyków jest najbardziej ryzykowny. Jej repertuar to muzyka środka, która mogłaby z powodzeniem podbijać listy przebojów. Grając rocka lub jazz wykonawca posiada świadomość zaszufladkowania. Repertuar Marty wpisuje się w nurt, który jest skierowany do szerszego kręgu odbiorców, co pociąga za sobą poważne wyzwanie. Marcie udało się znaleźć swój styl i jeśli będzie konsekwentnie podążać w wybranym kierunku, wróżę jej połączenie sukcesu artystycznego z karierą na listach przebojów.

Magda Filipczak jako jedyna reprezentowała skrajnie inny gatunek muzyki. Jej piękna gra na skrzypcach oderwała na chwilę skupionych na słuchaniu jazzowego jam session widzów, przenosząc ich nie tylko do innej sali, lecz przede wszystkich do innego świata wrażliwości muzycznej. Muzyka klasyczna, którą wykonuje

Krystian rozrywany przez tłum wielbicielek (fot. Sławek Orwat)

Magda Filipczak (fot. Sławek Orwat)
Magda nie jest często spotykana na ARTeriach, ale sukcesy naszych młodych wirtuozów są od lat powszechnie doceniane w Europie i na świecie. Niedawno recenzowana przeze mnie na łamach „Nowego Czasu” płyta Leszka Możdżera z kompozycjami Krzysztofa Komedy udowadnia, że fuzja muzyki jazzowej i klasycznej jest możliwa i kto wie, czy w przyszłości nie powstanie ARTeryjny projekt, który zbliżyłby do siebie te dwie pozornie różne grupy słuchaczy.

Prawdziwymi perełkami obu dni były jazzowe popisy instrumentalne, podczas których zmieniający się cyklicznie muzycy byli nagradzani żywiołowymi owacjami po niemal każdym solowym popisie. Pianiści: Ula Szczepanek z grupy The Jigsaw Trio (która koordynowała jam session) oraz Tomasz Żyrmont z Groove Razors oddawali się scenicznym konwersacjom z saksofonami Marka Tomaszewskiego oraz Filipa Filipiuka. Maciek Pysz, podobnie jak Dominika, niedawny występ w POSK-u potraktował jak preludium do ARTeryjnego szaleństwa. Jazzowa improwizacja wchłaniała muzyków niczym gąbka.

Kuba Cywiński (fot. Sławek Orwat)
Kuba Cywiński i Tomek Żyrmont (fot. Sławek Orwat)
Pojawiali się, znikali, przyciągali także tych, którzy nie stanowili ścisłej kadry zdjęciowego teamu Krystiana. Jak grzyby po deszczu pod scenicznym szyldem „Nowy Czas” zaczęli pojawiać się bezimienni muzycy, którzy albo przyszli na jam session podziwiać swoich kolegów po fachu, albo znaleźli się tam przypadkowo, zwabieni dźwiękami muzyki dochodzącej z krypty. Jak w kalejdoskopie zmieniały się także składy sekcji rytmicznej. Wirtuozi instrumentów perkusyjnych: Jarek Sadowski, Tadeusz Pałosz i wspomniany już Sabio Janiak nadawali rytm na zmianę z basistami: Chrisem Webbem i Kubą Cywińskim.

Na ARTerii pojawiły się także dwie wokalistki, które nie zaśpiewały. Moniki Lidke przedstawiać czytelnikom „Nowego Czasu” nie muszę. Jej znakomity album Waking up to Beauty to prawdziwa jazzowo-folkowa perełka. Wydawnictwo to urzekło również Marka Niedzwieckiego który piękną balladę Moniki Rozpalona kołyska zamieścił na jednej z firmowanych swoim nazwiskiem jazzowych kompilacji.

Teresa Bazarnik - wydawca Nowego Czasu z jedną z uczestniczek jamu (fot. Sławek Orwat)
Krystian Data tym razem jako muzyk (fot. Sławek Orwat)
Aksamitny głos Pauliny Pospieszalskiej znam jedynie z nagrań, a nadesłane przez nią Breath oraz You Disappear będą ozdobą niejednej mojej audycji radiowej. Współtwórca sukcesów Sade i Ive Mendes Robin Millar usłyszał w głosie naszej Poli coś takiego, co przekonało go, aby zająć się promowaniem jej talentu. Mam nadzieję, że już wkrótce uda się nam posłuchać jej pięknych piosenek na żywo.

Nie wiem, jakie emocje towarzyszyły Teresie i Grzegorzowi podczas przygotowań do pierwszej ARTerii. Zapewne mieli jakieś oczekiwania. Przypuszczam, że podejmując takie wyzwanie musieli zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojego czynu. Zawsze należy pamiętać, że gdy rzuca się jedną śnieżkę, można wywołać lawinę. Nie wiem jednak, czy lawina ludzi, z jaką zetknęli się teraz, nie przerosła ich najśmielszych wyobrażeń. Po raz pierwszy zobaczyłem Teresę, która dokonywała cudów, aby skutecznie zakończyć jam session.

Moja gorąca dyskusja z Sabio i Krystianem
Widziałem, jak muzykom trzeba było zabierać instrumenty, jak dzieciom zabiera się zabawki, aby poszły spać. Zapamiętałem moment, w którym Leszek Alexander musiał wyłączyć wzmacniacze i mikrofony, aby w końcu wszyscy poszli do domów. Muzyka, której już realnie nie było, brzmiała w uszach jeszcze godzinami. Słyszałem ją wsiadając do pociągu, słyszałem zasypiając. W tytule niniejszego artykułu nie ma błędu. Jeśli ktoś doszukuje się braku litery „ę” wyjaśniam, że nadając taki tytuł, w sposób zamierzony użyłem liczby mnogiej, skazując redakcję „Nowego Czasu” na dożywotnie organizowanie ARTerii. Jeśli ktokolwiek z moim wyrokiem nie zgadza się, uprzejmie proszę o kontakt mailowy.