środa, 29 czerwca 2016

Lista Przebojów Polisz Czart - NOTOWANIE 20 (UWAGA!!! Klikasz w tytuł pierwszej 20-ki i oglądasz teledysk!!!)



1 - N - 1 Szymon Pollak i Tomasz Olewnik World Without Lines
2 - N - 1 Jaruś Cocaine
3 - N - 1 De Indigo Your Obsession
4 - N - 1 Voo Voo & Organek Palec na cynglu
5 - N - 1 Error Squad Dream
6 - N - 1 Transparent Human Creatures Runaway Blues
7 - N - 1 The Sixpounder True To Yourself
8 - N - 1 Lao Che Errata
9 - N - 1 Janusz Raptus Waściński Daj mi siebie
10 - N - 1 Bright Color Vision Mroovki
11 - N - 1 RSC Życie to tylko walc
12 - N - 1 Luxtorpeda MyWasWyNas
13 39 26 1 Tipsy Train We śnie
14 - N - 1 Highway Oddech anioła
15 50 35 1 Czakulec Szukaj
16 - N - 1 From Love To Reflux Alive
17 - N - 1 Asia Lunarzewski Zbuntowany Anioł
18 - N - 1 Acid Drinkers Enjoy Your Death
19 - N - 1 Alex Chór pawianów
20 - N - 1 Whosarz Yanusz On
21 - N - - Setin 10 w skali Beauforta
22 - N - - Rockoholic Teraz Ty
23 - N - - Ludwik Klik klak
24 - N - - Fill Niby nic
25 - N - - Around The Blues Cry Over Me
26 - N - - Korpus Respekt
27 47 20 - Gabinet Looster Ziemia
28 - N - - Dollz Tory
29 - N - - Keira Is You Monitors
30 - N - - Sarang Where To Go
31 - N - - Worms Of Senses Count On You
32 - N - - Ciryam Alone
33 - N - - Raspberry Hills Roadhouse Chillin
34 - N - - Lokian Stone
35 31 -4 2 Syndrom Kreta Luzak
36 - N - - Lustro Bialy krzyz
37 - N - - Milczenie Owiec Zapytaj mnie czy cię kocham
38 27 -11 - Kaatakilla Zawrzeszczeć ciszę
39 - N - - Free Trip Loser
40 - N - - 4INT Optymista
41 - N - - Mick Chwedziak Different
42 - N - - Kita Usta
43 - N - - Blue Horizon Goodbye
44 - N - - Kabanos feat. Zacier Balony
45 - N - - Hopkins Plan
46 - N - - Nadmiar Wolny
47 - N - - God's Favorite Drug Burning Alive 
48 - N - - Searching For Calm Biting a Tongue
49 - N - - Ziemia Zakazana Modlitwa II
50 - N - - Kowaleffsky Chcę Spróbować Jeszcze Raz

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami - IV Festiwal Rocka Progresywnego - Ostrzeszów / Baszta 2016

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.

Organizatorzy Baszty 2016 (fot. Wiesław Kaczmarek)
Piątek 23 czerwca, gorąca temperatura w siedzibie organizatorów, a w powietrzu upał ponad +30 stopni, Maciej Janiszewski otwiera imprezę: "Panowie startujemy! Trzymajcie kciuki, ma być Super!". "I będzie" - słyszę odpowiedź. Z tego co widzę, są już wszystkie zespoły oraz ich przyjaciele i spora grupa słuchaczy. Jest rodzinnie. Nasz przyjaciel Marek wraz z ludźmi z OCK, których wkład w efekt końcowy dzieła jest widoczny, wpuszczają na scenę grupę, która zwyciężyła Festiwal w 2015 roku. Żar leje się z nieba i dobrze, bo pogoda ma być! Spokojnym strumieniem wylewa się muzyka rocka progresywnego. Organizatorzy to  Maciej Janiszewski, Artur Obalski, Tomek Michalak. Patronat, a sponsorzy - Urząd Miasta i Gminy, Kawiarnia Baszta, Starostwo Powiatowe w Ostrzeszowie... bezcenni. Ja staram się przed koncertem chociaż przez chwilę porozmawiać z zespołami - Leafless Tree oraz Retrospective. Znajduję je szybko i dowiaduję się, że tuż po próbach pojechali na nasz wspaniały basen z plażą, którym są zachwyceni, zwiedzili też otoczenie Rynku i chwalą nasze uliczki i czystość miasteczka. Basista Łukasz obiecuje tu wrócić na wypoczynek z rodziną. To cieszy, bo prawdą jest, że Ostrzeszów pięknem słynie. Przedstawiam czytelnikom krótkie rozmowy z zespołami lub wydelegowanymi przez nich osobami do kontaktów z mediami. To piątkowe spędzenie czasu z muzą rocka progresywnego nie tylko dla mnie, ale dla wielu słuchaczy - jak sądzę - było cudowne. Zachwycili się też Rock Festiwalem jako słuchacze - Karol Mania i Filip Gruca - członkowie zespołu Titanium z Ostrowa Wlkp. Była moc, była pogoda, było SUPER! Do zobaczenia za rok, a tymczasem rozmowę czas zacząć...


fot. Wiesław Kaczmarek
Zespół Underffate wygrał Festiwalu Rocka Progresywnego w Ostrzeszowie przed rokiem. Underfate to młody i ambitny zespół komponujący w stylistyce post-progresywno rockowej. Oscylują pomiędzy wieloma gatunkami, a ich muzyka jest trudna do zaszufladkowania. O swojej twórczości członkowie zespołu wypowiadają się w następujący sposób: "Muzyka jaką gramy jest bezpośrednio powiązana z nazwą zespołu. Odnosi się do pewnej drobnej i delikatnej składowej przeznaczenia, określonej przez nas jako pod-przeznaczenie, na którą mamy wpływ i przez, którą możemy wpływać na to, co teoretycznie jest już zapisane. W ten sposób muzyka nam przeznaczona, powstająca w wyniku subtelnego przeplatania konkretnych brzmień, jest dokładnie tym, co pragniemy grać."


Jako jeden z dwudziestu zespołów polskiej młodej sceny znalazł się na składance post-rock PL compilation vol2 zatytułowanej: Cold wind is promise of a storm, którą wydał serwis Post-rock PL pod patronatem wielu rozgłośni i magazynów muzycznych. Grywali koncerty w różnych rejonach Polski dzieląc scenę z artystami takimi, jak: Besides, Disperse, Animations, Sounds like the end of the world czy Cereus. 21.11.2014 debiutowali singlem w audycji Offensywa Piotra Stelmacha w Radiowej Trójce, zaś 31.01.2015 wydali debiutancki koncept album Seven, który opowiada historię chłopca budzącego się po 14 latach śpiączki. Motyw liczby siedem jest symboliczny i pojawia się wielokrotnie w wielu aspektach epickiego konceptu.
fot. Wiesław Kaczmarek
- Gramy już z sobą kilka lat, a stacjonujemy w Gdańsku. Piotr Chomicz -€“ gitara elektryczna, Sławomir Lewandowski - bas, Adam Żmuda - instrumenty klawiszowe, Mateusz Świtała - perkusja. Gościnnie występowała z nami także Iga Rzepka. W tej chwili koncepcja wokalu się rozrasta, ewoluuje i aktualnie Iga nie koncertuje z nami. Wygrywając u was konkurs otrzymaliśmy możliwość nagrania w studio pana Obalskiego płyty. Nagraliśmy singiel z udziałem Lidii Rzepki w klimacie rocka progresywnego ale jest on nieco inny stylistycznie. Dość ciekawe było dla nas to doświadczenie i obecnie staramy się to wydawnictwo promować i szukać różnych kanałów tej promocji. Pracujemy również nad nowym materiałem i dlatego dzisiaj przedstawimy nowe numery, które nie są opublikowane na płycie. Zagramy "Tamed Feat" oraz "We Are All The Naive Wandereres". Polecam też posłuchać naszego utworu - "Memento Books", który w Ostrzeszowie nie był jeszcze grany. Wtedy zabrakło czasu na jego przedstawienie, i dlatego zrobimy to dzisiaj.


- Czy wygrana konkursu pomogła jakoś zespołowi, czy też przeszła bez echa?

- Wygrana zawsze jest pomocna, bo jest to sposobność do dalszego rozwoju oraz jest nagrodą, która jednak potwierdza, że robimy muzycznie coś dobrego, daje kopa i zachęca, żeby iść dalej. Tym bardziej, że rock progresywny jest jednak muzyką trochę niszową, więc i trudniej jest się przebić, czy odnieść sukces, a chce przecież tego każdy z nas. Dzisiaj na pewno damy z siebie
wszystko, co w nas najlepsze.

fot. Wiesław Kaczmarek
Leafless Tree to łódzki zespół zainicjowany przez byłych muzyków formacji N.O.E, jego ostateczny kształt skrystalizował się w 2002 roku. Początków twórczej działalności członków grupy można doszukiwać się w ich wcześniejszych dokonaniach indywidualnych jak i zespołowych. Leafless Tree prezentuje autorski materiał oparty na najnowszych trendach obowiązujących w dzisiejszym świecie inteligentnej muzyki i słowa. Poprzez swoje inspiracje płynące z wielu źródeł oraz twórcze podejście do instrumentów zespół tworzy muzykę na pograniczu fuzji rocka oraz muzyki elektronicznej.


fot. Wiesław Kaczmarek
- Mieszkamy w mieście Łodzi i przyjechaliśmy zagrać bardzo dobry koncert. Koncert nasz potrwa około półtorej godziny. Będą grane nasze starsze utwory oraz nowe... ot cały przekrój utworów, które my uważamy za dobre do słuchania, a nawet do tańczenia. Co do planów wydawniczych, niestety jest z tym ciężko. Rock progresywny nie ma tak szumnego odbioru, więc i płyt też nie jest łatwo wydać, chociaż wszyscy cały czas pracujemy nad nowym materiałem i musimy być przygotowani do nowych nagrań, gdyby taka możliwość zaistniała. Gdy jest zapas muzycznych nowości, jest też możliwość wejścia do studia, gdy taka propozycja będzie. My w tej chwili pracujemy czysto hobbystycznie, każdy z nas pracuje zawodowo, a próby mamy po godzinach. Niestety, jeszcze z naszej muzyki żyć nie możemy i stąd nie możemy tylko jej się poświęcić. Dajemy radę, bo muzyka jest w nas i bez niej byłoby nam niełatwo. Gramy już około lat dziesięciu, więc nieustannie jesteśmy w tych trybach muzycznej przyjaźni. Często jednak mamy przerwy. Niestety i tak bywa, więc biorąc nasze łączne granie, to jest to około pięć lat. Skład zespołu ustabilizował się od 2011 roku. Kochamy to robić i w tym tkwi ta nasza siła trwania i grania pomimo tych przerw, a u was będzie koncert z naszym sercem i tą wielką chęcią grania. Będzie najlepszy, bo będzie od nas dla ostrzeszowskich słuchaczy.

fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Retrospective to formacja reprezentująca młode pokolenie polskich zespołów prog rockowych. Swoją muzykę inspirują twórczością artystów z bardzo szerokiego spektrum gatunkowego. Nie zamykają się ściśle w jednej stylistyce. Często podróżują w rejony różnych odmian rocka, od tego art, po ten hard. Potrafią kreować klimatyczne muzyczne pejzaże przepełnione emocjami, ale również niespodziewanie drasnąć zaskoczonego słuchacza ostrym pazurem. Różnorodność ta i kontrasty spojone w całość sprawiają, że ich muzyka jest wyjątkowa. Retrospective! 2005 - Hollow powołane do życia. 2006 - Pierwsze demo "Hollow". 2007 - Zmiana nazwy na Retrospective. Wydana zostaje EP "Spectrum Of The Green Morning". Zespół supportuje Fisha na koncercie we Wrocławiu. 2008 - Premiera pierwszego albumu "Stolen Thoughts". Formacja rozpoczyna koncertowanie i promowanie albumu. 2011 - Jakub Roszak opuszcza zespół. Wokalistką zespołu zostaje Anna Spławska. Retrospective występują na 5th Anniversary of Progressive Promotion w Rüsselsheim. Po krótkim czasie zespół rozstaje się z Anną, wokalistą znów zostaje Jakub. 2012 - Retrospective nagrywa i wydaje drugi album "Lost In Perception". Wydawcą albumu jest Progressive Promotion Records.


Moje spotkanie z Retrospective w ich i moim rodzinnym Lesznie - 2014
- Mieszkamy w Lesznie, choć nie wszyscy np. nasz wokalista Jakub Roszak, perkusja to Robert Kusik, klawisze - Beata Łagoda, gitarzysta - Maciej Klimek, basista - Łukasz Marszałek i ja gitarzysta - Alan Szczepaniak. W tym składzie gramy praktycznie od początku. Przez chwilę była wprawdzie zmiana wokalisty, ale szybko wszystko wróciło do normy. Jesteśmy wszyscy grupą dobrych przyjaciół, jest nam z tym dobrze i jesteśmy szczęśliwi z tego powodu.


fot. Wiesław Kaczmarek
- Zapytam o dzisiejszy koncert, w końcu jesteście gwiazdą tego dnia festiwalowego.

- Zazwyczaj gramy przekrój naszych dwóch płyt i jednej EP-ki, ale dzisiaj zaskoczymy słuchaczy przynajmniej dwoma całkiem nowymi utworami z nowej płyty, która powinna ukazać się jeszcze do końca tego roku. W tym momencie kończymy pracę w studiu, jednak jak wadomo proces wydawania płyty jest dłuższy od jej nagrania. Mamy też kilka zaplanowanych występów na koncertach festiwalowych nie tylko w Polsce. Powiem jeszcze, że my tak naprawdę nie gramy tylko rocka progresywnego. Gramy mieszankę wszystkiego, co w danym momencie nas najdzie. Podczas prób gramy nieraz "każdy swoje"i jeżeli nam się to skleja, podoba, to wtedy zostaje i powstaje coś nowego. Przed rozmową pytał pan o koncert, który uważamy za najlepszy. Zdecydowanie był taki koncert w Krakowie w roku 2014. Zagraliśmy wtedy w klubie Studio, w którym mogło być wówczas nawet około 1300 osób. Ci ludzie dali nam wtedy taką energię, że daliśmy najlepszy koncert naszego życia. Staramy się dorównać tamtemu koncertowi i może dzisiaj w Ostrzeszowie również nam to się uda.

Z zespołami rozmawiał Wiesław Kaczmarek

piątek, 24 czerwca 2016

24 czerwca w ramach Baszta ProgFest w Ostrzeszowie zagrają Underfate, Retrospective i Leafless Tree


W dniach 24-26 czerwca w Namysłowie wystąpią m.in. Dezerter, KSU, Sedes, The Analogs, TZN Xenna, Apteka, Defekt Muzgó, Bunkier, Kabanos, Ga-Ga Zielone Żabki,


24 czerwca Blind Guardian powraca do Polski - Warszawa Progresja Music Zone!

W czasie magicznego majowego koncertu legendarnych power metalowych bardów z Blind Guardian Hansi Kursch obiecał, że zespół powróci do Polski. I stało się !!! 24 czerwca 2016 roku już po raz kolejny, muzycy z Krefeld spotkają się ze swoimi wiernymi fanami w warszawskim klubie Progresja Music Zone. I znów polska publiczność będzie mogła zaśpiewać wraz z zespołem takie utwory jak „Valhalla” czy (koniecznie siedząc na podłodze) „The bard’s song”. Zespół Blind Guardian (założony w Krefeld w 1984 roku) to jeden z czołowych przedstawicieli niemieckiego power metalu. Ma na swoim koncie legendarne już w tym gatunku albumy takie jak „Nightfall in Middle-Earth” czy „A Night at the Opera”. Ich główną inspiracją jest twórczość autorów fantasy, m.in. J. R. R. Tolkiena czy George'a R. R. Martina. Chętnie sięgają też po starsze motywy jak mity arturiańskie, krucjaty i wojna trojańska. To będzie znowu niesamowity wieczór. Nie może Was tam zabraknąć.


24 czerwca 2016
Warszawa – Progresja Music Zone 
https://www.facebook.com/sopor7/
Otwarcie bram - godzina 19:00
Sprzedaż biletów - Ticketpro, Eventim, klub Progresja Music Zone, sklep Rockus.
Cena biletów:
135zł od 01.02 - 31.05.2016r.
145zł od 01.06 - 24.06.2016r.
Organizator: Agencja IDO.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Polsko-walijski zespół No Thoughts No Gravity wydaje nowy singiel „Out of Her Mind”

fot. Sławek Orwat
„Out of Her Mind” jest drugim singlem formacji No Thoughts No Gravity. Piosenka rozwija unikalny dźwięk zespołu, stworzony z elektrycznej mieszanki ciemnego rocka, wiodącej gitary i kuszącej melodii w klimacie filmów Davida Lyncha.

Gitarzysta zespołu Phil NoThoughts powiedział:
„Jesteśmy niezmiernie zadowoleni z kontynuacji współpracy z SubverCity nad wydaniem naszego drugiego singla „Out of Her Mind”. Ta piosenka jest szczególnie nastrojowa i dala nam szansę zaprezentowania dojrzewających zdolności kompozycji utworu jak i wykonania, wzbogacone o doświadczenie nabyte podczas prac nad naszym debiutanckim singlem „Night Taxi Boy”.

No Thoughts No Gravity składa się z wokalistki Justyny Salamon i gitarzysty/producenta Phil NoThoughts. Podczas koncertów do grupy dołącza perkusista Spiros Maus.


fot. Sławek Orwat
Zespół regularnie gra w Londynie, a ich innowacyjne piosenki i aranżacje zostały przesłuchane ponad 60 tysięcy razy na YouTube. Grupa No Thoughts No Gravity już gościła na wielu stronach gazet po premierze „Night Taxi Boy” w marcu 2016. W grudniu 2015, No Thoughts No Gravity została wybrana do udziału w projekcie Muzyczne Rodowody Wielka Brytania, częściowo sfinansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej. Projekt miał na celu ukazanie dokonań kulturalnych i zdolności polskiej emigracji.

Zdjęcia Justyny i Phila pochodzą z unikalnego plenerowego koncertu zespołu No Thoughts No Gravity z roku 2014 zorganizowanego przez projekt Ptasiarnia (Piotra Wróbla i Rafała Wronę - muzyków niezwykle popularnego w polskim światku muzycznym UK zespołu Gabinet Looster) Koncert odbył się nieopodal londyńskiej elektrowni Battersea.

niedziela, 19 czerwca 2016

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami: Agnieszka Holland - Owacje na stojąco!

fot. Barbara Matuszczak
Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.



W Ostrowie Wlkp. w dniach 4 - 11 czerwca 2016 odbył się 5. Festiwal Filmowy im. Krzysztofa Komedy: Grand Prix Komeda - Muzyka Polskiego filmu. Zaproszono na to wydarzenie interesujące indywidualności polskiego kina, którym umożliwiono spotkania i rozmowy z publicznością w ostrowskim OCK. Przed niedzielnym spotkaniem mieliśmy okazję obejrzeć film „Droga do mistrzostwa” Bartosza Konopki. Jedną z bohaterek tej produkcji była Agnieszka Holland i to właśnie z nią ok. godz. 19:00 publiczność miała możliwość spotkania. Serdecznie przywitana pani Agnieszka przypomniała, że gościła już w Ostrowie trzy lata temu przy okazji projekcji jej produkcji "W ciemności". Trzy lata to dużo i wiele nowego wydarzyło się w tym czasie, a zwłaszcza w kinie zagranicznym. Między innymi artystka zrealizowała dwa odcinki słynnego na świecie serialu "House of Cards". Jak stwierdziła pani Agnieszka, motywacją zajęcia się tym serialem była bardzo dobra aktorska obsada oraz honorowa dla niej sprawa, gdyż do realizacji serialu zapraszani są bardzo znani reżyserzy filmowi, co odebrała jako miłe wyróżnienie. O samej pracy reżyserskiej nad serialem powiedziała, że była ona standardowa, ale taka, która pozwoliła jej odcisnąć odrobinę swojego piętna. Odcinki były kręcone w Polsce i najczęściej pytano reżyserkę kto jest Polskim Francisem Underwoodem lub który z polskich polityków jest tym największym skur... Pani Agnieszka stwierdziła: gdy rozmawiałam z nimi o tym, to każdy z nich chciał nim być. Wypowiedz ta wywołała prawdziwą salwę śmiechu wśród słuchaczy. Natomiast o Kevinie Spacey powiedziała: jest szalenie zawodowy i niebywale przygotowany. Zawsze znał tekst na blachę. U nas w Polsce może się z nim pod tym względem równać tylko Jerzy Radziwiłowicz, który nigdy nie spóźnił się na plan nawet o minutę.


Jednym z głównych wątków, które pojawiły się podczas rozmowy był również najnowszy film Agnieszki Holland "Pokot" zrealizowany na podstawie powieści Olgi Tokarczuk, który swoją premierę będzie miał na początku przyszłego roku. Agnieszka Holland opowiedziała też  m.in. o tym, dlaczego zdecydowała się akurat na tę książkę i co sprawiło, że ten tekst wydał jej się niezwykle filmowy. Stwierdziła, że lubi Olgę Tokarczuk i jej literaturę. Rozmawiano też o starszym filmie pani Agnieszki i pytano o kulisy pracy nad filmem "Całkowitym zaćmieniem". Dowiedzieliśmy się, że historię tę początkowo miał nakręcić Volker Schlöndorff, Rimbauda miał zagrać River Phoenix, a Paula Verlaine’a John Malkovich. Rożne jednak okoliczności zmusiły reżysera do wycofania się z tego projektu i w ten sposób ta filmowa historia trafiła do Agnieszki Holland, która zaproponowała rolę młodziutkiemu Leonardo DiCaprio. Musze przyznać, że bardzo podobało mi się prowadzenie rozmowy przez panią Ewę Smolińską. Robiła to doskonale, a jej pytania były ciekawe, a Agnieszka Holland potrafiła je docenić odpowiadając barwnie, interesująco z wykorzystaniem wielu anegdot, dzięki czemu na sali wielokrotnie wybuchały radosne salwy śmiechu i brawa. Lekkość prowadzonej przez panią Ewę rozmowy można było odczuć także po zadawanych przez widownie pytaniach, dzięki czemu czas upływał szybko. Widownia skorzystała z okazji, by zapytać o wiele znanych projektów Agnieszki Holland i o to, jak postrzega je z perspektywy czasu. Ja zadałem pytanie, które dotyczyło starszego okresu w jej dorobku reżyserskim.


-  Czy ma pani poczucie, że niektóre z pani filmów np: "Zabić księdza" były mimo wszystko zbyt doraźną wypowiedzią, by przetrwały bez uszczerbku próbę czasu?

- Myślę, że ten obraz nie jest doraźny. Pokazuje zbrodnie straszną, jednak jeżeli się abstrahuje od politycznego kontekstu, to mówi on nie tylko o złu, ale o pokusie dobra. Sam koncept tego opowiadania, że jest ono z punktu widzenia ubeka - co oburzyło zresztą część polskich widzów - wydaje mi się nośny, ponieważ bardzo trudno jest pokazać dobro w filmie. Pokazać dobro poprzez zło i poprzez to, że jest jakaś taka pokusa i chęć zniszczenia, zazdrość tego dobra, ponieważ to dobro jest zaprzeczeniem sensu jego istnienia i to według mnie jest właśnie ciekawe i ma uniwersalny wymiar oraz stawia pytania na temat natury ludzkiej i jakim wyzwaniem jest dla człowieka dobro. Dlatego też uważam, że nie ma on w sobie tej doraźności. Niezależnie od tego, że był to film trudny do zrobienia, bo trzeba było odtworzyć pewną polską rzeczywistość w zupełnie innych warunkach i to, że film był zrobiony po angielsku, gdy historia jest tak głęboko zanurzona w określonej rzeczywistości, co od razu teatralizuje film, spowodowało, że ta opowieść stała się bardziej moralitetem niż filmem stricte politycznym.

Ta odpowiedź Agnieszki Holland była dla mnie wyjaśnieniem, które pozwoliło mi ponownie spojrzeć na ten film, który na drugi dzień odnalazłem w internecie i obejrzałem ponownie. Sądzę, że dlatego też inaczej spojrzałem na ten film, bo ostatnio widziałem go dwa albo trzy lata temu. Miałem możliwość zadania jeszcze dwóch pytań, a kierowała mną ciekawość dotycząca filmów, które obejrzałem dawniej oraz to czy moje spojrzenie na dobór aktorów było właściwe. Podczas gdy widownia pytała głównie na temat najnowszych produkcji Agnieszki Holland, ja chciałem otrzymać odpowiedź na to, co mnie najbardziej interesowało.


- Pani Agnieszko, kiedy angażuje pani do filmu tak wyraziste indywidualności jak Leonardo di Caprio czy Roberta Więckiewicza, nie boi się pani, że osobowość aktora wysunie się przed opowiadaną w filmie historię?

- Nie, chyba nie. Są to prawdziwi aktorzy. Leonardo jest gwiazdą, ale to co go interesuje to przede wszystkim to, żeby służyć postaci a nie, żeby grać na siebie. O Robercie już nawet nie mówię, bo to jest ewidentne zupełnie. Ich charyzma mi nie przeszkadza.


- Czy "Tajemniczy Ogród" to na tyle ważny dla pani film, by kiedyś powrócić do podobnej, na poły baśniowej poetyki?

- Chyba nie. Raczej nie miałam takiego projektu, który by ciągnął w tę stronę, czyli w kierunku baśni czy fantazji, co nie znaczy, że na starość nie wrócę do lat dzieciństwa.

Publiczność była też ciekawa, skąd artystka bierze odwagę w życiu prywatnym jak i zawodowym i czy nigdy nie bała się wyzwań i podejmowania ryzyka. Agnieszka Holland odpowiedziała: wiem, że odwaga ma swoje granice i też poznałam swoje limity tej odwagi. Miałem i ja możliwość o to panią Agnieszkę zapytać  i chociaż bardzo się spieszyła, zdążyłem jeszcze uzyskać jej odpowiedź.

- Gdy studiowałam w Pradze w ówczesnej Czechosłowacji, znalazłam się w więzieniu podczas praskiej wiosny. Byłam w tym więzieniu za próbę obalenia siłą układu socjalistycznego - tak oni to oskarżenie mnie sformułowali. Sama dzisiaj przyznaję, że miałam wtedy duszę rewolucjonistki. Nie potrafiłam patrzeć na wiele spraw z boku i nie reagować. Ot młodość... Gdy do Czechosłowacji weszły wojska Układu Warszawskiego i w tym także nasi, zaangażowałam się w działalność, ale tylko w tamtej sytuacji, czyli w tzw. opozycję studencką. Na szczęście otrzymałam tylko półtora roku w zawieszeniu, a w więzieniu siedziałam tylko sześć tygodni. Dzisiaj mogę powiedzieć, że próbowałam wtedy ograć przeciwnika, czyli tamtych przesłuchujących. Oczywiście - powtarzam - byłam młoda i naiwna. ale specjalnie się nie bałam. Może też dlatego, że naczytałam się literatury rewolucyjnej i to dawało mi myśl, że mogę kombinować. Ale i - przyznaję - na tyle byłam mądra, żeby nie przekraczać granic odwagi. Wiedziałam, że strażnicy w tej machinie byli bardzo brutalni, a nie chciałam być bita. Dlatego mówię o granicach i limitach swej odwagi szczerze i nigdy nie opowiadałam jaka to ja byłam odważna.To więzienie w Czechach doprowadziło u mnie później do podziału na tych, z którymi siedziało się fajnie i na takich, z którymi bardzo niefajnie się siedziało.


Spoglądam jeszcze chwilę za oddalającą się postacią pani Agnieszki, osoby delikatnej i zarazem wspaniałej reżyserki, z którą było mi dane porozmawiać, uścisnąć jej rękę, zrobić zdjęcie i spędzić ponad półtorej godziny w pięknym kinie ostrowskiego OCK wraz z wieloma innymi widzami, którzy uwielbiają jej filmy oraz cenią jako jedną z największych reżyserek kina.

Wiesław Kaczmarek

czwartek, 16 czerwca 2016

Śpiewam o tym, co mnie dotyka - z Mickiem Chwedziakiem rozmawia Sławek Orwat

18 czerwca w londyńskiej Jazz Cafe POSK u boku światowej klasy zespołu Mark Olbrich Blues Eternity z legendarnym Jimmy Thomasem - wieloletnim wokalistą zespołu Ike'a Turnera po raz pierwszy publicznie zaprezentuje się... Mick Chwedziak Band! Przybywajcie licznie na to historyczne wydarzenie i zapraszajcie swoje rodziny i znajomych.

- O ile dobrze pamiętam, twój radiowy debiut miał miejsce 13 października 2014, kiedy to przybyłeś do St. Albans, aby gościć w programie Polisz Czart?

- Tak, był to jak najbardziej mój debiut, za co ci bardzo dziękuję.

- "Sen" to nie tylko jak dotychczas jedyny polskojęzyczny kawałek w twoim repertuarze, ale i twój najbardziej doceniony radiowo utwór?

- To akurat jest zasługą twoich wspaniałych słuchaczy i ludzi wspierających moją twórczość. To wielka radość dla każdego artysty, jeśli są ludzie, którzy chcą go słuchać i doceniają to co robi. Ludzie raczej nie chcą wspierać rzeczy, z którymi się nie identyfikują lub które niespecjalnie przypadają im do gustu. Dlatego mam nadzieję, że moja muzyka podoba się i stąd to poparcie. 

Moje pierwsze spotkanie z Mirkiem
- Miałeś podwójne szczęście już na starcie. Po pierwsze urodziłeś się we Wrocławiu - mieście niezwykle ważnym nie tylko dla polskiej kultury, a po drugie urodziłeś się w roku 1985 co oznacza tyle, że raczej nie pamiętasz za bardzo "uroków" PRL-u.

- Tak, pierwsze moje wspomnienia z dzieciństwa dotyczą już czasów Polski demokratycznej, a pierwszym ważnym wydarzeniem, jakie jako dziecko pamiętam, to wybory z roku 1989.

- Zostałeś szczęśliwie uchroniony przed widokiem szwadronów ZOMO, ale jednocześnie pomimo dzielących nas 20 lat życia, podobnie jak ja nasiąkałeś tą samą rockową muzyką Zachodu lat 70' i 80', która dla mojego pokolenia stanowiła niemal świętość i dzięki której bardzo szybko pojawili się w granicach Polski pierwsi muzycy, którzy postanowili grać podobnie. Na jakich wzorcach wychowywałeś się? 

Mick Chwedziak wraz z synem Kubą oraz autorami Listy Listy Polisz Czart
- Moje nasiąkanie muzyką odbywało się pod nadzorem mojego dobrego wujka Tadka, którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiam. Była to muzyka typowo rockowa. Wujek Tadek należy do pokolenia, które tym wczesnym rockiem żyło i które karmiło się nim. Wychowując się w takim domu, trudno było więc tą muzyką nie przesiąknąć, albo jej nie słuchać i byłoby też dziwne, gdyby po latach ta muzyka nie była moją inspiracją. Słuchanie Deep Purple, Scorpionsów i innych tego typu kapel było wręcz nieodłącznym elementem mojego pierwszego etapu dorastania.

- Podobno twój wokal bardzo działa na kobiety. Wiedziałeś o tym?

- Tego nie wiem, natomiast wiem na pewno, że mój głos zawsze działał i wciąż działa na moją wspaniałą żonę Ulę i tutaj taka ciekawostka... otóż moje pierwsze zaloty do mojej przyszłej żony, odbywały się właśnie w sposób śpiewany, czyli za pomocą mojego głosu... 


Koncert dla Nepalu zorganizowany przez Ptasiarnię
- Mick Chwedziak to jednak zdecydowanie wokal plus gitara. Ty i Gibson jesteście niemal jak małżeństwo...

- Moja przygoda z muzyką i moja pasja muzykowania, zaczęła się od gitary. Moją pierwszą gitarę dostałem od wspomnianego już wujka Tadka. Później gitara była już nieodłącznym elementem kultury, w której się wychowałem. Jak już wspomniałeś, urodziłem się i wychowałem we Wrocławiu - mieście, które zawsze było przesiąknięte rockiem i całą tą esencją wrocławskiego undergroundu. Gdziekolwiek bym nie poszedł i z kimkolwiek bym się nie zadał, zawsze był tam rock and roll, a gitara była jak relikt, jak artefakt. Od początku nie wyobrażałem sobie nie grać na gitarze, bo odkąd zacząłem uczyć się grać i interesować muzyką gitarową, instrument ten stał się nieodłącznym elementem mojego życia. Dopiero kilka lat później stwierdziłem, że z gitarą fajnie się też śpiewa i dobrze byłoby coś w tym kierunku zrobić, dzięki czemu od dziewięciu, dziesięciu lat wziąłem się za granie i pisanie własnych rzeczy.

Mick Chwedziak Band
- To wszystko, o czym opowiadasz, jest dla mnie bardzo osobiste. Spotkaliśmy się wprawdzie w Londynie, ale tak się składa, że obaj pochodzimy z tego samego miasta, rozmawiamy o tych samych czasach i mam świadomość, że kompletnie się nie znając, chodziliśmy zapewne w tym samym czasie tymi samymi ulicami. Sam przyznasz, że Wrocław jest miastem szczególnym, a wyróżniającą go cechą jest wyjątkowa otwartość jego mieszkańców. Wrocław był po wojnie miastem tworzonym ludnościowo praktycznie od podstaw, a dzięki temu, że nasi przodkowie byli tu pionierami, we Wrocławiu w odróżnieniu od innych polskich miast tej wielkości trudno jest mówić o podziale na tutejszych i obcych.

- Tak, zgadzam się. To jest bardzo dobra obserwacja i myślę, że jest to główny powód, dla którego widzimy we Wrocławiu taką otwartość i naturalną wolność, która jest pośród ludzi. 

Z Ivarem - rockową ikoną Wrocławia
- Byłeś bardzo młodym człowiekiem, a właściwie byłeś małym dzieckiem, kiedy postanowiłeś, że ujarzmisz gitarę. Jesteś wprawdzie wyjątkowo wysoki, przez co być może miałeś większy rozstaw palców niż twoi rówieśnicy, ale chyba nie jest łatwo grać dziecku na zwykłej gitarze?

- Wiesz, ten element o którym wspomniałeś czyli to, że byłem duży i miałem większe ręce niż większość moich rówieśników, był bardzo pomocny, ale tak naprawdę przez to, że muzyka zawsze w moim życiu była naturalnie obecna, a gitara wpadła w moje ręce dość szybko, to pomimo, że na starcie nie odbywało się to na jakimś zaawansowanym poziomie, to jednak od samego początku zabrałem się za gitarę - że tak powiem - na poważnie...

- Od czego zaczynałeś?

- Od grania standardów.

Deep Purple w Royal Albert Hall. Rok 2014
- "Smoke On The Water"? 

- "Smoke On The Water" był oczywiście pierwszą melodią! Nie było innego wyjścia.

- Pewnie dlatego 15 września 2014 roku Purple nie zagrali tego kawałka w Royal Albert Hall, choć do samego końca liczyłem na to, że tak się stanie. Być może legenda jest już znudzona graniem najbardziej zarzynanego riffu na świecie (śmiech). Wróćmy jednak do twojej twórczości. Oprócz tego, że grasz, śpiewasz i komponujesz, piszesz także teksty. Od kiedy zacząłeś to robić i czy z początku twoje teksty były pisane tylko po polsku, czy też od razu pisałeś również teksty anglojęzyczne?

- Nigdy nie lubiłem brzmienia swojego głosu w języku polskim i to nie jest jakiś negatywizm, skierowany w język polski. Chodzi o to, że ja nie umiem śpiewać po polsku i zawsze sobie to wmawiałem, chociaż od czasu do czasu próbuje swoich sił w tym zakresie. Pasja władania językiem angielskim była w moim życiu zawsze. Jak już wspomniałeś, jestem z pokolenia nowej Polski, gdzie język angielski był bardziej obecny. Poza tym język ten jest generalnie bardziej muzykalny, a że zawsze go lubiłem i zawsze starałem się jak najlepiej uczyć, to naturalnym było, że chciałem też w tym języku pisać. Wszyscy mistrzowie pisali zresztą w języku angielskim, dzięki czemu najlepsze piosenki powstawały właśnie w tym języku. 

Wywiad dla Programu III Polskiego Radia - redaktor Tomasz Żąda

- Twój angielski jest tak dobry, że kiedy prezentowałem twoje nagrania Anglikom, nie dawali wiary, że jesteś Polakiem, a przez twój wyraźnie słyszalny akcent amerykański, najczęściej wskazywali  na Stany, jako na miejsce twojego pochodzenia (śmiech).

- Wynika to pewnie z wpływów i inspiracji, które mają największy oddźwięk w mojej muzyce, bo kiedy słucha się amerykańskiej muzyki i amerykańskiego śpiewania, to ta melodyka językowa gdzieś zostaje.

- O czym traktują twoje teksty?

- Nie potrafię tego zaszufladkować. Mogę tylko powiedzieć, że zawsze piszę o tym, co mnie dotyka i  co przeżywam. Czy są to teksty dotyczące świata, który mnie otacza, czy też dotyczące tego, co aktualnie wokół mnie się dzieje lub czy są to rzeczy, które są gdzieś głęboko we mnie i dotyczą jakichś naturalnych uczuć, reakcji czy przeżywanych spraw, zawsze są to tematy, które silnie związane są ze mną i moim życiem.

- Tak jest chociażby ze "Sky"?

Z ukochaną żoną Ulą
- "Sky" jest piosenką, która przyszła do mnie dosyć niespodziewanie i jako cała koncepcja powstała w pięć minut. Stałem sobie w korku wracając z pracy, rozejrzałem się dookoła siebie i dotknęło mnie głęboko to, w jakim świecie żyjemy i jaki świat zostawimy naszym dzieciom. Spojrzałem w górę i nagle zobaczyłem, że właściwie jedynym, co jeszcze jest naturae i najlepsze w tym środowisku miejskiej dżungli jest tylko... niebo. Jest to taka swoista filozoficzna rozprawa na temat tego, czy jako ludzie w ogóle zastanawiamy się, dokąd zmierzamy.

- Gdyby chcieć twoją muzykę zaszufladkować gatunkowo, to w zasadzie jest to trudne. Są tacy, którzy "pchają" cię w stronę bluesa, podczas gdy ty sam bardzo przed tym się wzbraniasz...

- Myślę, że czystość gatunkową powinno się pozostawić wielkim mistrzom, bo za każdym razem, kiedy jakiś muzyk bierze się za gatunek klasyczny, niemal zaraz zostaje do nich porównany i czasami ciężko się to dla niego kończy. Ja umieszczam siebie gdzieś na pograniczu bluesa, gdzieś na pograniczu country, folku i gdzieś na pograniczu rocka, na którym się wychowałem. Myślę, że różnorodność kompozycji moich utworów może tylko pewne rzeczy sugerować i dlatego staram się nie szufladkować samego siebie. Uważam, że artysta powinien wyrażać się w taki sposób, w jakim najlepiej się czuje. Szczególnie jeśli utwory mówią o różnych rzeczach. Uważam też, że rozwój samego artysty jest ściśle związany z tym, czego słucha, jakich inspiracji szuka i co ma na niego największy wpływ. Zawsze cenię sobie ludzi, którzy słuchają szerokiej gamy muzyki, bo poszerza to ich muzyczny światopogląd, a także ich artystyczną wrażliwość.

- Oprócz tych gatunków, które wymieniłeś, jest jeszcze jeden, o którym nie wspomniałeś, a ukształtował on twoje pokolenie bezsprzecznie o wiele bardziej niż moje i obiecuję, że w dalszej części rozmowy odwołam się do jeszcze niego. Teraz natomiast chciałbym wydobyć z ciebie trochę zwierzeń osobistych, na tyle na ile mi na to pozwolisz. Twoje teksty - zgodzisz się - są pełne osobistych przeżyć. Tak jest choćby z pierwszym z twoich utworów, jaki pojawił się na antenie Polisz Czart, czyli Weathered Soul.

- Jest to bardzo osobisty kawałek, ale mam nadzieję, że jest on zarazem dość uniwersalny, bo wierzę że wszyscy przechodzimy podobne rzeczy. Każdy z nas, w którymś momencie życia czuje się zmęczony lub czuje się tak, jakby był po przejściach i bez względu na to, jakie przejścia, w jakim stopniu i w jakiej skali przechodzi, bardziej lub mniej, ale jednak zawsze osobiście go dotykają i doświadczają. Każdy z nas przechodzi taki etap, w którym to czuje i w którym jest tym dotknięty i myślę, że był to dla mnie właśnie taki moment, w którym tę piosenkę napisałem, był to taki czas w moim życiu, w którym wyrywałem się z czegoś, coś co mógłbym nazwać złym snem i wiedziałem, że gdzieś to we mnie z taką siłą gra, że muszę o tym koniecznie napisać.

- "Weathered Soul"...Wyblakła dusza? Zmęczona dusza? 

- Tak, myślę, że czułem się wtedy bardzo zmęczony i to nie zmęczony fizycznie, ale gdzieś tam w środku. Próbowałem stanąć wtedy na nogi fizycznie i mentalnie i  w tej piosence chciałem do tego się odnieść, bo wiedziałem, że wielu ludzi w którymś momencie swojego życia przechodzi dokładnie te same rzeczy, wiedziałem że mogę napisać coś, co może kiedyś być dla kogoś takim klepnięciem w ramię, aby pokazać - jesteśmy w tym razem, wielu z nas to przechodzi!

- Z jednej strony to, co teraz powiedziałeś, jest niezwykle osobiste, z drugiej strony tak naprawdę nie znam praktycznie żadnego otwartego na zwierzenia człowieka, który ukrywałby, że przechodził różnego rodzaju życiowe zakręty czy zagubienia. Jest to jak najbardziej ludzkie, a w przeszłości dotykające niejednokrotnie również i mnie samego. Najbardziej w tobie jako artyście cenię właśnie to, że w każdym z tych utworów zawierasz nie tylko swoje bóle, ale że jednocześnie słychać w nich wyraźną nutę nadziei, która informuje twojego słuchacza, że to wszystko, co z siebie wylewasz, jest jakimś katharsis, jakimś oczyszczeniem i że wylewając to z siebie oczyszczasz niejako swoją przeszłość.

Pierwsze spotkanie \Mirka z Gabinetem Looster
- Jest dokładnie tak, jak powiedziałeś. Jest to nieodłączny element mojej twórczości i cieszę się, że to zobaczyłeś, bo nawet najsmutniejsza piosenka, którą stworzyłem, zawsze zawiera w sobie iskrę nadziei. Ja sam jestem człowiekiem, który niebywale, silenie wierzy w trójcę podmiotów - w nadzieję, w wiarę i w miłość i w to, żeby zawsze trzymać się tych fundamentalnych wartości i z optymizmem patrzeć w przyszłość, by traktować każde przeżycie jako doświadczenie, a niekoniecznie tylko jako traumę.

- Istotnie, twoja muzyka jest głęboka, dotykająca najbardziej trudnych przeżyć, ale jednocześnie ona zdecydowanie nie jest nihilistyczna! W pewnym momencie twoja zmęczona trudami życia dusza potrzebowała odmiany i z pięknego, bogatego Wrocławia, jak postrzega to miasto bardzo wielu Polaków, postanowiłeś wyjechać do Londynu. Dlaczego wyjechałeś i jak szybko się tutaj odnalazłeś?

- Odpowiedź jest prosta. Trudy życia. Sytuacja ekonomiczna. Podobnie, jak wielu innych Polaków wyjechałem w poszukiwaniu lepszego standardu życia. W Polsce było trudno, w Anglii miało być lepiej. Nie było jednak tak kolorowo, jak można by było tego oczekiwać szczególnie w tamtych czasach. Z czasem wszystko jednak jakoś się poukładało. Już po pierwszych dwudziestu czterech godzinach pobytu w Londynie, najważniejsze było dla mnie to, żebym był tutaj z moją wspaniałą rodziną, z moją cudowną żoną i z moim drogim synem Kubą. Kiedy miałem już ich tutaj ze sobą po paru miesiącach, to wiesz... od razu wiedziałem, że razem będzie można przejść więcej.

- Rozumiem to dokładnie, bo sam przeżyłem, dramatyczne chwile na samym początku mojego pobytu w Londynie z kilkutygodniową bezdomnością włącznie. Czy piosenka „Running Away” jest o tym, że nie było łatwo?

Marek Funkas - znakomity basista Mick Chwedziak Band
- „Runing Away” jest piosenką dotyczącą zmagania się każdego z nas z trudnymi sytuacjami. Kiedy przychodzi moment próby czy moment jakiegoś kryzysu, najczęściej pierwszą reakcją w takim doświadczeniu jest to, żeby od tej sytuacji uciec. Czasami są to sytuacje, z których uciekamy fizycznie, a czasami uciekamy gdzieś tam w naszym umyśle i właśnie o tym jest ta piosenka. 

- Masz też w swoim repertuarze piosenkę szczególnie wyjątkową...

- Nosi tytuł "Porcelain" i dlatego jest wyjątkowa, bo napisałem ją z myślą o mojej Uli. Po tym czasie, który opisywałem w moich wcześniejszych piosenkach i po dosyć trudnym czasie walki wewnętrznej, kiedy to musiałem od nowa stawać na nogi, przyszedł i taki moment, kiedy to swój trudny czas i podobną walkę miała właśnie moja Ula i wiedziałem, że to co musiałem przede wszystkim zrobić w tym momencie, to stanąć w miejscu, które jest przy niej, miejscu, które jest miejscem ochrony dla takiej delikatnej osoby jaką ona jest i  o tym jest ta piosenka i myślę, że jest ona bardzo ważna dla nas obojga, jest elementem, częścią naszej historii i tego, jak przechodziliśmy pewne rzeczy razem, bo właśnie to było zawsze dla nas najważniejsze.

- Obiecałem ci na początku tej rozmowy, że wrócę do muzyki, na której wyrosło twoje pokolenie, a której mówiąc o swoich inspiracjach, nie wymieniłeś. Oprócz bluesa, rocka i country, w twojej muzyce, słychać moim zdaniem także echa grunge'u. Co takiego jest w tym gatunku, że tak mocno ukształtował on twoje pokolenie?

Kuba Łobanowski - wirtuoz gitary Mick Chwedziak Band
Andrzej Miechowski - najlepszy polski perkusista w UK
Obecnie filar Mick Chwedziak Band
- Grunge był dla nas przede wszystkim muzyką niosącą emocje, był przede wszystkim przekazem tego pierwotnego, emocjonalnego ładunku rockowego, ale także i pewnych wartości, które były nieodłącznym elementem pisanych wtedy tekstów. Rzeczywiście jest tak, jak wspomniałeś - wychowałem się na grunge'u i dla mnie rockiem moich czasów był rock Nirvany, Pearl Jam, Alice In Chains i to właśnie te brzmienia były dla nas bardzo istotne i te brzmienia nas kształtowały.

- Jednocześnie, mimo tej fascynacji grunge'm jako bardzo młody chłopak grałeś punk rocka...

- Tak... bo z jednej strony punk rock był bratnią muzyką grunge'u i zawsze był dla nas bratnią muzyką w tym naszym post punkowym świecie, a z drugiej strony dużym czynnikiem była niesamowita energia, jaką punk rock ze sobą niósł, przez co był możliwością wyładowania się, był możliwością pokazania ekspresji i młodzieńczej energii. 

Mick Chwedziak Band podczas próby
- Na koniec spytam cię o coś, co dotyka chyba nasz wszystkich... nas imigrantów. Trudno jest chyba w pełni wyrazić w piosence, czym jest tęsknota?

- Utwór "Home" opowiada o tęsknocie za czymś, co - myślę -  każdy z nas doświadcza, ale nie każdy z nas potrafi to nazwać. Myślę teraz o tych głębszych wartościach, o tym co jest ponadczasowe i ponad cielesne. Jestem człowiekiem głębokiej wiary w rzeczy ponad cielesne i w przeżycia duchowe. To też jest element naszego człowieczeństwa i wydaje mi się, że myślą przewodnią "Home" jest tęsknota za tym, by odkryć to, co nieznane.