wtorek, 30 października 2018

26 listopada w toruńskim HRP Pamela odbędzie się koncert Arka Jakubika. Wokaliście towarzyszyć będzie zespół w składzie: Olaf Deriglasoff g. basowa i gitary, Piotr Jabłoński perkusja, Maks Kucharski - saksofon altowy i instrumenty klawiszowe. Wieczór otworzy swoim występem formacja Lustro

Ruszyła przedsprzedaż biletów na koncert Arka Jakubika w HRP Pamela. Do końca października bilety w rewelacyjnej cenie.

W poniedziałek (26.11.2018) Hard Rock Pub Pamela zaprasza na koncert Arka Jakubika w solowym projekcie. Wokaliście towarzyszyć będzie zespół w składzie: Olaf Deriglasoff g. basowa i gitary, Piotr Jabłoński perkusja, Maks Kucharski - saksofon altowy i instrumenty klawiszowe. Wieczór otworzy swoim występem formacja Lustro. 

Bilety: 20 zł (przedsprzedaż do 31.10.2018) / 30 zł (przedsprzedaż do 25.11.2018) / 40 zł (w dniu koncertu).

Bilety można kupić w Hard Rock Pubie Pamela (Toruń, ul. Legionów 36). Można je również zarezerwować pisząc na adres mailowy hrppamela@gmail.com i po uprzedniej wpłacie na konto odebrać przed koncertem.



poniedziałek, 29 października 2018

Tak dziś jest artysta stawiany: albo możesz pocałować mnie w d..., albo się dostosować - z Przemkiem "Sledziuhą" Śledziem rozmawia Sławek Orwat

Moje drugie spotkanie ze Sledziuhą


Sledziuha to jeden z tych wirtuozów gitary, którzy od momentu, kiedy ujarzmili "wiosło", nie rozpychają się łokciami, aby zdobywać świat na siłę, ale skutecznie i konsekwentnie jak przykazał mistrz Młynarski... robią swoje. Pewnie dlatego więcej osób bardziej kojarzy ucho od śledzia, niż Śledzia gitarę. Przemek kilkukrotnie pojawiał się i znikał na widnokręgu zainteresowań Andrzeja Donarskiego (wywiad z roku 2012 tutaj), ale to dopiero pewna upojna noc gitarowych harców z nieodżałowanym gitarzystą Mr. Zoob Waldkiem Lechem zadecydowała o tym, że Sledziuha oficjalnie znalazł się w składzie legendy. Od lat akompaniuje wielu solistom oraz koncertuje solo, występuje w teatrze, szkoli młodych adeptów gitary, towarzyszy na scenie Wojciechowi Kordzie, ale przede wszystkim zbiera materiał na swoją debiutancką solową płytę i zdobywa listę Polisz Czart wraz ze swoim najambitniejszym muzycznym dzieckiem o tajemniczej nazwie Iż. Poniższa rozmowa to pokłosie dwóch moich spotkań z tym przesympatycznym i niezwykle utalentowanym artystą. Pierwsza miała miejsce w roku 2012 w Poznaniu, druga 20 października tego roku w.... Karkonoszach. Wszystkie zdjęcia poochodzą z profilu Fb Sledziuhy. Zapraszam do lektury. 


- Kiedy po raz pierwszy wziąłeś do ręki gitarę?

- Miałem wówczas 12 lat?

- Ktoś cię jakoś szczególnie zafascynował, usłyszałeś coś w radiu, czy powód był jeszcze inny?

- Muzyczny talent mam w genach. Moja mama jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Irena Dziechciarz w wieku 18/19 lat była wokalistką zespołu, który występował w programach radiowych.

fot. Wisława Nawrocka
Gitarę wziąłem do ręki właściwie po to, żeby się czymś zająć i nie robić na osiedlu bałaganu (śmiech), a tak poważnie to mama kupiła mi gitarę, bo dość szybko zauważyła, że często sobie podśpiewuję i pomyślała, że może rzeczywiście dobrze byłoby w tym kierunku mnie rozwijać i zapisała mnie do ogniska muzycznego. Już w pierwszym roku, w wieku 13 lat dostałem się na konkurs Wieniawskiego, gdzie otrzymałem wyróżnienie.

- Grałeś na skrzypcach?

- Nie, szkoła była im. Wieniawskiego i stąd taka nazwa konkursu.

- Zespół Iż jest chyba najbardziej ambitnym twoim muzycznym dzieckiem?

- Zależy co masz na myśli. Iż, gra utwory, które są awangardowymi piosenkami. Są bardzo zróżnicowane, jaką piosenkę masz na myśli, bo aż trzy powstały z moich wcześniejszych utworów instrumentalnych.

- Zdecydowanie mam na myśli "Moje miasto", bo tylko ten utwór znajduje się na YouTube, tylko ten utwór znamy z wersji studyjnej i tylko on znalazł się na naszej radiowej playliście.


- No tak, reszta piosenek grana jest na chwilę obecną tylko na koncertach i jeszcze przez jakiś czas chciałbym je tak potrzymać.

- Kim jest wasza wokalistka i gdzie ją znalazłeś?

Magda "Mechagodzilla" Nowakowska (fot. Jerzy Kot)
- Magda "Mechagodzilla" Nowakowska. To było na konkursie kapel rockowych w Czarnkowie, gdzie byliśmy z Zoobem w jury. Śpiewała wtedy ze swoim zespołem. Tak się poznaliśmy. Ma duże możliwości i charakterystyczny głos. Ja niestety nie mam dobrego głosu, a piszę dość trudne piosenki. Kolega, który uważał się za dobrego wokalistę, próbował je wykonać naśladując to, co w cudzysłowie było moim śpiewem. Okazało się, że nie dał rady ani rytmicznie, ani harmonicznie. Magda sobie radzi, ma czuja i możliwości.


- To, że piszesz trudne i ambitne kompozycje słychać nie tylko w partiach wokalnych. Tej wycieczki po skalach, jaką słychać w twojej solówce nie powstydziliby się moim zdaniem uznani gitarzyści jazzowi.

- Widzę, że słuchałeś tego dokładnie (śmiech), a muszę ci powiedzieć, że pierwszą część tej solówki nagrałem za pierwszym podejściem, a potem już tylko dograłem końcówkę. Akurat to solo nie jest układane pod harmonię utworu, jest opowiadaniem. Chciałem, żeby było integralną częścią, na którą się czeka.

fot. Jerzy Kot
- Zespół Iż w notowaniu 29 Polisz Czart zajął zaszczytne 15 miejsce!

- Ale to chyba tylko dzięki temu, że to ty nas puszczałeś (śmiech) i otaczałeś miłymi słowami. Bardzo się cieszę, że cenisz sobie takie rzeczy.

- W tym momencie koniecznie muszę dodać, że mój znakomity kolega radiowy z Irlandii Tomasz Wybranowski także niezwykle ciepło wypowiadał się o tej piosence i rzeczywiście niewiele mieliśmy w historii naszej listy utworów z tak świetnym żeńskim wokalem i tak dobrą jazzującą gitarą jednocześnie.

- Nie sądziłem, że ktoś tak kiedyś określi moją gitarę, bo sam raczej nie chciałbym tego tak nazywać. Nie szczędzisz komplementów, albo masz dobry gust.

- Z jednej strony nie chciałbyś być wrzucany do tego koszyka, ale jednocześnie utarło się powiedzenie, że łatwiej gitarzyście jazzowemu zagrać rockowe riffy, niż gitarzyście rockowemu pobawić się w wycieczki po skalach.

- Nie zgodzę się z tobą do końca. Musisz wiedzieć, że są teraz takie młode wilki gitary rockowej, które zagrają ci to, to i jeszcze tamto, zagrają rockowo, jazzowo, folkowo a nawet trash metalowo. Nie jest to dla nich problem.

- Na pewno znasz Janka Pentza. 


- Tak, Janek nie tylko zagra ci na różne sposoby, ale na dodatek potrafi tworzyć świetne kompozycje, w tym filmowe i ma już za sobą wspólne występy z Tommym Emmanuelem. A słyszałeś mojego ucznia Michała Obrębskiego?

- Jeszcze nie, ale już go zapraszam do Polisz Czart. Twoja rekomendacja jest na wagę złota (śmiech).

- To powiem ci, że jeśli lubisz King Crimson i progresywną nutę, to Michał nie tylko znakomicie potrafi ją zagrać, ale dodatkowo wszystkie kompozycje nagrywa sam.

fot. Dobrosława Nawrocka
- Gdybyś miał wybrać moment, w którym byłeś najbardziej zadowolony z siebie jako muzyk w ciągu 30 kilku lat grania, to co by to było?

- Pozornie było to małe zdarzenie, ale dla mnie było ważne. Grałem kiedyś w Norwegii koncert solowy w miejscowości Hamar. Poza pewnym perkusistą, wszyscy zebrani tam widzowie i muzycy byli dla mnie kompletnie obcymi ludźmi. Po występie podszedł do mnie pewien kompletnie nieznany mi gość i będąc pod wrażeniem mojego występu, bardzo chciał ode mnie kupić płytę. Dał mi nawet swój adres i poprosił, abym mu ją przysłał pocztą, jeśli nie mam przy sobie.

- Pod jakim szyldem wtedy grałeś?

- Grałem jako Przemysław "Śledziuha" Śledź, Był to koncert solowy, a ja nie mogłem mu tej płyty podarować, bo... do dziś solowej płyty jeszcze nie udało mi się nagrać (śmiech).

- A kiedy uda ci się w końcu tę płytę wydać?

- Wiesz co... nie wiem. Ja sukcesywnie coś tam wbijam do swojego repertuaru, ale wciąż jeszcze nie dojrzałem do wydania tego materiału i gram go na razie tylko na koncertach. Liczę bardzo, że dzięki tej rozmowie zachęcę twoich czytelników na tyle, że zechcą licznie przybywać na moje występy, a kiedyś także kupować moje płyty.

- Na pewno znasz świetnego gitarzystę sprzed wielu lat, który nagrywał solowe utwory instrumentalne. Nazywał się Ryszard Sygitowicz.


- Jasne! Na nim się przecież uczyłem. Pamiętasz jego kawałek "Cavalcado"?

- Pamiętam nawet jak świetnie sobie radził na Liście Przebojów Trójki.

- Czasem sobie wspominam, jak siedziałem z gitarą na kolanach w kiblu, albo na korytarzu, żeby nie przeszkadzać i uczyłem się motywu z "Cavalcado", a jeśli chcesz zapytać, czy wzoruję się na nim, to tak, uczyłem się na nim konkretnych technik i aranżacyjnie na pewno Sygitowicz jest dla mnie autorytetem i wzorem.

- A od kogo uczyłeś się solówek?

- Pierwszą moją solówką, jaką zagrałem, była solówka Scorpionsów z "When The Smoke Is Going Down". Do tego kawałka razem z kuzynem i jego siostrą dopisaliśmy nawet później nasz własny, smutny tekst o końcu świata.


- Oprócz swojej formacji Iż, jesteś też gitarzystą jednej z bardzo zasłużonych polskich grup. Jak trafiłeś do Mr. Zoob?

- Poznaliśmy się z Andrzejem w momencie, w którym Mr. Zoob akurat się rozpadł. Andrzej chciał zrobić w Poznaniu skład, bo w Poznaniu mieszkał Marcin Zabrodzki. Z Marcinem graliśmy razem w bluesowej kapeli.

fot. Mariusz Skrok
Ja miałem wtedy akurat zespół Śledzie, w którym oprócz mnie grał ściągnięty przez Marcina, Andrzej Święs i właśnie Marcin Zabrodzki znany także z występów w Pogodnie i z Kasią Nosowską.

- Skoro tak blisko znasz Andrzeja Święsa, to musisz też znać Bartka "Sabio" Janiaka, który od lat jest w Londynie cenionym multiinstrumentalistą (wywiad tutaj)?


- Bartek był wtedy tylko młodym bębniarzem, ale już wtedy dał się poznać jako ktoś niesztampowy. Janiak był z Koszalina, Marcin też.

- Jaką muzykę graliście?

Bartek "Sabio" Janiak (fot. Monika S. Jakubowska)
- Ogólnie określiłbym ją jako fusion. Improwizowałem bluesowo, ale numery, które wymyślałem, raczej takie nie były. Oni byli świetnymi muzykami już wtedy mimo, że byli bardzo młodzi.

- Teraz trochę lepiej rozumiem skąd u Sabia w roku 2011 pojawił się pomysł na bardzo ciekawy, jazzujący projekt Spherical Emotion, który Sabio realizował właśnie z Andrzejem Święsem i ze znanym polskim trębaczem Maćkiem Fortuną.


- Maciek Fortuna swój pierwszy koncert w Poznaniu zagrał ze mną i choć dziś może zabrzmi to zabawnie, byłem przez moment dla niego kimś w rodzaju guru (śmiech). On wie, o co chodzi. Otóż dwaj moi uczniowie mieli przygotować materiał na jakąś imprezę charytatywną i poprosili mnie, żebym pomógł zorganizować im na tę okazję skład. Impreza wprawdzie się nie odbyła, ale skład i pomysł pozostał.


Tak powstał Onus Probandi. Mieliśmy koncert w poznańskim klubie i Jacek Winkiel przed koncertem spytał, czy może z nami zagrać młody trębacz. I zagraliśmy w "Minodze" z... Maćkiem Fortuną. Zdaje się że nawet jest nagranie.

- Co to było?

- Covery Johna Scofielda i kilka moich


- Wróćmy do Mr. Zoob...

- Donar, po prostu przyjechał, pokazał nam kilka numerów, a my je zrobiliśmy. Niestety, kiedy po miesiącu Donar przyjechał na kolejną próbę, nikogo oprócz mnie w Poznaniu nie było. Pojechał więc do Koszalina, gdzie dogadał się jakoś z chłopakami z Zooba i to nasze wspólne granie wtedy umarło.

- Donar jednak był ci pisany (śmiech).

Sledziuha z nieżyjącym już wieloletnim gitarzystą Zooba Waldkiem Lechem znanym pod ksywą Gilmur
- Z Marcinem pojechaliśmy do Koszalina zagrać koncert w jakimś niewielkim klubie. Pojawił się tam akurat Marek Dyjak, który zaproponował nam, żebyśmy zagrali z nim koncert w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie. Na tym koncercie pojawił się także... Andrzej Donarski. Zaśpiewał z Dyjakiem „Kawałek podłogi”. Po koncercie Donar, zaproponował mi, żebym zagrał z nim Zooba akustycznie na koncercie w Kołobrzegu. Pojechałem i... nie wziąłem ze sobą gitary, ale w zamian wziąłem... harmonijkarza, który z nim wtedy zagrał (śmiech). Dopiero wieczorem, tak się zaprzyjaźniłem z nieżyjącym już wieloletnim gitarzystą Zooba Waldkiem Lechem znanym w środowisku bardziej pod ksywą Gilmur, że przerobiłem z nim cały ich materiał koncertowy do ostatniej kropli. Było tak dobrze, że Gilmur zaproponował chłopakom, żeby wziąć mnie na najbliższy koncert do Bytowa i właśnie od Bytowa wskoczyłem do zespołu. Zostałem pełnoprawnym członkiem legendy lat 80', łoł!


- Jak myślisz, na czym polega fenomen piosenki "Mój jest ten kawałek podłogi"? Pamiętam, że gdy powstawał Polisz Czart, z początku była to lista polskich utworów wszech czasów i to właśnie Mr. Zoob przez długie miesiące okupował pierwsze miejsce.

- Wiesz... ten numer ma fajny tekst, który zawsze będzie aktualny, bo przecież każdy niezależnie od wieku chce mieć ten swój kawałek podłogi, każdy wie, że są momenty, że czujesz się „osaczony” albo przez rodziców, albo przez szkołę, przez uczelnię czy korporację, że czujesz się po prostu przytłoczony i że potrzebujesz wtedy tego azylu, gdzie możesz być tylko sam ze sobą i na tym polega jego fenomen.

Andrzej Donarski w interpretacji Kamili Kuik i własnej

Jest to jeden z tych utworów, który pomimo, że tak naprawdę jest jedynym tak dobrze znanym kawałkiem tej kapeli, ciągle po prostu jest aktualny. I czy to będzie 14-latek, czy 65-latek, zawsze będzie wiedział, o czym jest ta piosenka.

Znowu ktoś mnie podgląda,
Lekko skrobie do drzwi.
Strasznym okiem cyklopa,
Radzi, gromi i drwi!

- Ja w tym tekście dostrzegam też analogie do Ściany Floydów, którą bohater tego dwupłytowego albumu budował przez całe swoje życie od wczesnego dzieciństwa z okrzykiem: "nauczycielu zostaw nas w spokoju!"




Wielkie dzieło skończyłem,
Głód do wyjścia mnie pcha.
Prężę się i napinam,
Lecz mur stoi jak stał.

- Jest to prosty sposób na komunikat i przekazuje go kapela, która była mocno alternatywna w tym czasie. Do tego piaszczysty głos Donarskiego. Połączenie, które dało nam dobrą piosenkę, a zespołowi miejsce w antologii.

- W Poznaniu jesteś popularnym muzykiem.

Niech żyje przyjaźń poznańsko-wrocławska, czyli Sledziuha z Leszkiem Cichońskim (fot. Ewa Gardoń)


- Dziękuję, po tylu latach większość cię kojarzy (śmiech). Trochę pograłem za granicą Poznania i Polski też.

- W jakim kraju?

- I tu cię zaskoczę. Anglia i Norwegia. Był taki moment, że moich kompozycji słuchali też ludzie w... Japonii. Po różnych reperkusjach Andrzeja Donarskiego, założyłem z nim kiedyś projekt o nazwie Mister Z.U.B, z którym zrobiliśmy numer pod tytułem "Mina Tyma".

- Ja ten kawałek doskonale pamiętam, bo grałem go nawet w propozycjach do listy Polisz Czart.


- Pamiętam, że wysłaliśmy "Minę Tyma" do polonijnego radia w Chicago i do ciebie, bo w Polsce nikt nie chciał tego grać. Okazało się, że w Chicago ten kawałek przez dwa miesiące był na pierwszym miejscu! Był on w Stanach tak popularny, że w pewnym momencie odezwał się do mnie pewien kolega, który mieszkał na Florydzie i który wprowadzał właśnie na rynek 12 firm zajmujących się sprzedażą i rozpowszechnianiem piosenek w formacie mp3. Zaproponował nam, abyśmy na bazie popularności tego przeboju wydali w Internecie całą płytę i za pośrednictwem tych firm rozpowszechniali. Uznał, że skoro aż dwa miesiące ta piosenka utrzymywała się na szczycie popularności, to na pewno sporo ludzi za przysłowiowego dolara będzie chciało mieć ją u siebie i że wystarczy odpowiednio na stronie tego radia podać link do jej ściągnięcia i biznes będzie się kręcił.

fot. Mariusz Skorupiński
Niestety, pomimo, że zrobiłem nawet specjalną okładkę do tego singla, ostatecznie nie udało się nam wtedy wpuścić "Miny Tyma" do sklepów internetowych. Kiedy już zorientowałem się, że całe przedsięwzięcie się nie uda, przeprosiłem tego chłopaka z Florydy i zapytałem go, czy w zamian za ten kawałek, mogę dać mu do dystrybucji około 10 moich własnych utworów instrumentalnych. On się zgodził, tylko poprosił mnie, żebym znalazł sobie szybko jakiś pseudonim artystyczny, a że Donar kiedyś spontanicznie podczas koncertu Zooba krzyknął: "a teraz solówkę zagra nasz kochany Śledziucha", pomyślałem sobie... po co wymyślać nową ksywę, skoro jedna już istnieje. Wtedy on jeszcze poprosił mnie, żebym pozbył się z tej ksywy wszystkich polskich czcionek i dwuznaków jak "ś" i "ch" i w ten sposób w Internecie pojawiło się 10 moich kompozycji pod szyldem Sledziuha. Pamiętam, że namawiałem wtedy różnych znanych mi muzyków w Polsce, aby w ślad za mną też wpuszczali swoje kawałki do tych platform. Dziś - jak dobrze wiesz - sprzedaż mp3-kowa jest już standardem i najbardziej popularną formą pokazania swojej muzyki, ale w tamtym czasie ludzie w Polsce bali się jeszcze zaufać tej formie dystrybucji,

- A co z tą Japonią?

- Pamiętam, że dałem mu wtedy totalny miszmasz. Zebrałem na tej składance rock, fusion, trzy piosenki. Do jednej z tych kompozycji Waldek Chyliński, który regularnie pisał dla Mr. Zooba (jest także autorem wspomnianej "Miny Tyma") napisał tekst i dziś ten kawałek z powodzeniem wykonujemy z projektem Iż pod tytułem "Mnie tu nie ma".


Wszystkie te piosenki i utwory instrumentalne - nie pytaj mnie proszę teraz o ich jakość (śmiech) - poszły wtedy w jednym worku do rozpowszechniania na całym świecie. To właśnie wtedy okazało się, że moje akustyczne utwory mają swoich fanów w Japonii, którzy porównali mnie wtedy do Tommy Emmanuela!!! Najbardziej spodobał im się kawałek, który nagrałem dla mojego syna.

- Kiedy możemy spodziewać się w Radiu WNET nowej piosenki grupy Iż? Czy będzie to wspomniana przez ciebie "Mnie tu nie ma", czy jeszcze inna?

- "Mnie tu nie ma" trwa ponad 5 minut, wiec do radia chyba średnio się nadaje...

fot. Monika Miller
- Mnie to akurat nie przeraża. My z Tomkiem Wybranowskim nie dzielimy utworów na 3-minutowe i dłuższe, tylko na dobre i słabe.

- I tu wracamy do nieustającej dyskusji o rozbieżnościach pomiędzy tym, co na siłę ostatnimi czasy promuje się w dużych mediach, a wartościową polską piosenką, która w świadomości naszej generacji istnieje jeszcze gdzieś tam od Kabaretu Starszych Panów, gdzie tekst i muzyka były ze sobą bardzo mocno kompatybilne i stanowiły istotny element naszej narodowej kultury, co było gwarantem wysokiej jakości, jaką latami dostawaliśmy do uszu, dzięki czemu dziś jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Dziś chciałoby się zaapelować do tych panów, którzy bezkrytycznie puszczają w radiach podsuwaną im muzykę, żeby w końcu zastanowili się choć przez moment, co nasze dzieci dostają do uszu dzięki ich bezmyślnemu traktowaniu swojej medialnej pracy.

- Ja to wprost nazywam zbrodnią na młodym pokoleniu i często zadaję sobie pytanie: czy dobra muzyka z dobrym tekstem i dobrą aranżacją po tylu latach regularnego i świadomego zabijania muzycznej wrażliwości w głowach młodych słuchaczy ma jeszcze realną szansę wrócić do masowych, a przede wszystkich do państwowych mediów, które chyba już dawno zapomniały o swojej misji i o tym, że działają dzięki pieniądzom podatników?

- Wiesz... zawsze uważałem, że ludzie sami sobie powinni weryfikować to, czego chcą lub nie chcą słuchać. Dziś już tak jest, nie muszę słuchać tej stacji, przełączam. Ale to ja, a młodzi? Patrzą, co jest modne, fajne, super... gdzie się tego dowiedzą z czego? Od zawalonych robotą lub niepracujących rodziców?! Z piosenek Zenka? (śmiech).


- Tak, absolutnie masz rację, tylko właśnie... aby ludzie rzetelnie mogli sobie tę weryfikacje przeprowadzić, najpierw w mediach publicznych powinni usłyszeć wszystkie rodzaje muzyki składające się na tzw. dziedzictwo kulturowe, aby świadomie wiedzieli pomiędzy czym, a czym takiego wyboru dokonują. W sytuacji, kiedy dziś w mediach prawie nie ma jazzu, rocka czy fusion, natomiast nieustannie leci tandetnej jakości pop czy disco polo, młodzi ludzie nie są w stanie dokonać jakiegokolwiek wyboru, czego chcieliby słuchać, bo po prostu pewnych brzmień - jeśli nie są szperaczami YouTube - nigdy dotychczas nie usłyszeli. 

Gitarowy Rekord Guinnessa 2017
I tu wypada zadać kolejne pytanie: dlaczego tępiona, a wręcz banowana jest w mediach komercyjnych muzyka gitarowa? Przecież kiedy Kora wydawała w roku 2011 solowy album Ping pong, po rozmowach z kilkoma producentami, w końcu zdecydowała się na Rafała Paczkowskiego, który jako JEDYNY zgodził się na rockowe, gitarowe brzmienie! Masz świadomość, że twój ukochany instrument, na którym zbudowana została muzyczna wrażliwość naszego pokolenia jest dziś w mediach niemile widziany? 


- Słyszałem pewną historię. Ktoś znany, chciał, aby jego nowa produkcja, która była zrealizowana po własnej linii ze świetnymi muzykami, została puszczona w pewnym mainstreamowym radiu, co gwarantuje, że od razu jesteś dużą literą. Usłyszał, że owszem, ale pod warunkiem, że będzie ona wyprodukowana przez ich producenta... i on się na to zgodził. Wiedział, że albo będzie na rynku, albo... Tak dziś jest artysta stawiany: albo możesz pocałować mnie w d..., albo się dostosować.

Sesja u Andrzeja Mikołajczaka


- Dorastaliśmy w czasach, w których w dużych stacjach promowani byli przede wszystkim artyści oryginalni jak choćby Freddie Mercury, który nie uległ naciskom i uparł się, że, "Bohemian Rhapsody" będzie trwał dokładnie 5:53 i ani minuty krócej i że właśnie tak, a nie inaczej będzie ten numer brzmiał. Przecież, gdyby wtedy ktoś mu nie uległ, prawdopodobnie nie byłoby już grupy Queen!!!


- I nigdy być może nie byłoby MTV, bo przecież pierwszy fabularny clip, jaki powstał na świecie, to był właśnie clip do "Bohemian Rhapsody" i to od tego momentu rozpoczęły się tak naprawdę clipy. Wcześniej - jak dobrze wiesz - wszystkie zespoły prezentowane w TV, były po prostu filmowane na planie do playbacku. Ktoś tam tych muzyków zapowiadał, oni grali i to były ich clipy. Tak to wyglądało aż do momentu, w którym świat po raz pierwszy usłyszał "Bohemian Rhapsody".

- Kto wymyślił fabułę do clipu "Moje Miasto"?

- Ja pracuję w Teatrze Nowym i lubię ulicę Dąbrowskiego w Poznaniu. Do dyspozycji mieliśmy dwie kamery i pomysł, że grupa przyjaciół spotyka się w jakimś miejscu i chodzą sobie po mieście, a to miasto w nich płynie. Część zdjęć robiliśmy sami i widać to, o to chodziło. Montował Mariusz Skrok, który też robił zdjęcia z auta. Yach Paszkiewicz stwierdził, że fajny klip, ale niepotrzebne są te zdjęcia. Porównał piosenkę z Jaco Pastoriusa and Joni Mitchell, fajnie, co?

- Jesteś szczęśliwy, że przyszło ci żyć w Poznaniu?


- Lubie Poznań, ale lubię też Wrocław itd....

- A środowisko muzyczne Poznania?

- Wielu bardzo dobrych muzyków tu żyje, ale jeśli jesteś naprawdę dobrym muzykiem i masz świadomość, że stać cię na wiele, to aby coś osiągnąć w tym kraju, musisz mieszkać w Warszawie. Inaczej nie masz szans, aby zaistnieć w świadomości ogólnopolskiej i nieważne, czy to jest klasyka, czy inny gatunek. Jeśli nie wyjedziesz zagranicę, to przynajmniej musisz udać się do Warszawy.

- Gdybyś nie został muzykiem, co byś robił?

- Mógłbym być urzędnikiem, bo studiowałem prawo administracyjne. Byłem też przez jakiś czas elektromonterem, sprzedawcą, technikiem emisyjnym w TV..., więc spokojnie dałbym sobie radę.

- A w teatrze kim jesteś?

fot. Małgorzata Chwalisz
- Aktorem (śmiech), który już od 6 lat jest w obsadzie sztuki "Dom lalki" Ibsena.

- Kogo tam grasz?

- Zakochanego gitarzystę. Ale głównie akompaniuję elektrycznie i akustycznie

- Pewnie perfekcyjnie już znasz tę rolę?

- Znam ją dokładnie, a niektóre zwroty nawet stosuję w życiu prywatnym (śmiech). Szymon Adamczak bardzo dobrze napisał dialogi, Michał Siegoczyński świetnie tę sztukę wyreżyserował, a ekipa aktorska jest naprawdę bardzo dobra. Można ich oglądać w różnych popularnych serialach i reklamach. Jest tam też młoda aktorka, która znakomicie śpiewa.

- Jak się nazywa?

- Ania Mierzwa. Śpiewa rewelacyjnie. Podrzucę ci kiedyś jej płytę z piosenkami Kaliny Jędrusik, którą nagrała z moim uczniem - młodym adeptem perkusji.


- Spełniasz się w roli nauczyciela?

- Uczę dzieci gry na instrumentach strunowych szarpanych, przekazuję im wiedzę o tych instrumentach, o ich historii i zrobiłem nawet specjalną audycję zatytułowaną "Szarpanej struny brzdęk". Pokazuję na żywo w szkołach, przedszkolach historię instrumentów szarpanych, wykorzystując przeróżne instrumenty jak buzuki czy ukulele, kończąc na gitarze elektrycznej z przesterami na tle podróży po świecie.

fot. Jerzy Kot


- Należysz do zespołu giganta polskiego rock and rolla Wojtka Kordy. Jak tam trafiłeś?

- Gigant big bitu Wojciech Korda sam też jest gitarzystą. Zawsze cenił gitarzystów, wiele lat grał z Kozakiewiczem z Perfectu. Zagrałem Wojtkowi gitary do piosenki „Jak w Maratonie”. Słowa Andrzeja Sobczaka (autora "Przeżyj to sam"), muzyka Andrzeja Mikołajczaka ("Napisz proszę"). Potem grałem zastępując gitarzystę Tomka Dziubińskiego. Kilka lat później Wojtek za namową Tomka reaktywował Niebiesko-Czarnych. Za moją też trochę (śmiech) i już w tym składzie jestem na gitarze.


- Słyszałem gdzieś, że kultowe powiedzenie "ucho od śledzia" z filmu Vabank ma jakiś związek z twoją osobą?

- Ucho od śledzia to skrót czegoś niemożliwego. "Śledź nie Ryba" to nazwa mojego spektaklu muzycznego w Teatrze Nowym. Związek jest oczywiście osobowy związany z nazwiskiem. "Ucho Na Śledzia" to wydarzenie do promocji, które było przed "Uchem Prezesa". A tobie chodzi o to, że prezes zaprosił mnie na wódkę, żeby mnie poznać po tym, jak gadałem z jego dziewczyną na kabaretonie w Koszalinie.

Sledziuha z Wojciechem Kordą
- Jaka muzyka jest ci najbliższa?

- Każda szczera, emocjonalna, ale nie omijam brudów, krzyków. Lubię dużo muzyki.

- Podobno istnieje ciekawa historia o tym, jak wszedłeś w posiadanie swojej ulubionej gitary akustycznej. Mógłbyś opowiedzieć?

- Byłem w Koszalinie u kolegi sprzedawcą w sklepie muzycznym. Pewnego dnia wchodzi starszy gość z instrumentem do komisu. Gość grał w znanym polskim zespole i był zawiedziony mocno nasza branżą (nic nowego), co wynikło z rozmowy. Pomagałem mu, gadaliśmy plotkowaliśmy. Kiedyś trafił jak grałem na akustyku. Kiedy skończyłem, zaproponował, że mnie podrzuci. Jedziemy, gadamy j nagle zaproponował mi swoją gitarę, jeśli potrzebuję, bo ma i też chce sprzedać. Ja nie miałem kasy na nową, ale chciałem zobaczyć, co ma. Poprosiłem żeby przywiózł. Następnego dnia Bartek mnie odwiedził i zapomniałem o tym. Wpada z pokrowcem i gitarą. Oglądam, widać że stara, struny... szkoda gadać, ale wygląda solidnie. Bartek krzyczy, że jak ja nie chcę, to on bierze. Chciałem sprawdzić co to za marka, skąd i w ogóle. Umówiliśmy się na wieczór. Sprawdzam co to za gość ten Lowden, a jak zobaczyłem cennik, to kilka razy sprawdzałem, czy się nie pomyliłem w czytaniu. Clapton, ze współczesnych Ed Sheeran, ceny kosmiczne. Wieczorem spotkaliśmy się z bólem serca, bo wiedziałem, że to okazja. Mówię, że to ekskluzywna marka i że może ją za dużo więcej sprzedać i żeby się zastanowił. On na to: "co, nie chcesz?". No chcę! To dawaj kasę, ładnie grasz! \i tak zostałem jej użytkownikiem. Wiem tylko tyle, że pływała na statkach.


- Twoje największe niespełnione marzenie artystyczne?

- Ojej! Nie wiem (śmiech).

- Może zagrać koncert w Royal Albert Hall?

- Ale ja kompletnie nie znam tego miejsca i ono mnie naprawdę nie jara. Co ma mnie kręcić w koncertowej sali do wynajęcia? Poznań też ma ładną, też można wynająć. Ludzie się liczą.

fot. Agata Ożarowska-Nowicka

- To zapytam inaczej. Co byś najbardziej chciał?

- Czuć się dobrze i czuć, że ludzie, którzy mnie znają, mają powód do dumy. Ok?

- Ja mam.

niedziela, 21 października 2018

Październikowa trasa zwycięzcy 35 Notowania Listy Polisz Czart - grupy Over The Under, zdobywcy 2 miejsca w Notowaniu 44 - pARTyzanta oraz Janka Pentza. Dziś w toruńskim HRP Pamela wielki finał pod cykliczną nazwą Dzień Gitary


W poniedziałek (22.10.2018) w toruńskim Hard Rock Pubie Pamela odbędzie się Dzień Gitary. Jest to cykliczne wydarzenie muzyczne prezentujące różne "oblicza gitary". W tym roku w czasie koncertu wystąpią: Wojtek Justyna TreeOh!, Over The Under, Janek Pentz oraz pARTyzant. Wydarzenie rozpocznie się o godzinie 19. Wstęp wolny.

"Dzień Gitary w Hard Rock Pubie Pamela to muzyczno-gitarowa uczta z udziałem pARTyzanta, Over The Under i Janka Pentza czyli Trigonometry Guitar Tour - jest to koncert, którego sam jako fan gitary nie mogę się doczekać. Natomiast na otwarcie wieczoru zagra mój międzynarodowy zespół Wojtek Justyna TreeOh! grający worldjazz na funkowym gruncie. Miłośnicy gitary, muzyki i ogólnego dźwiękowego szaleństwa na pewno znajdą tego dnia coś dla siebie!"

Wojtek Justyna
 

Wojtek Justyna - polski gitarzysta mieszkający w Holandii. Ceniony za brzmienie i wszechstronność stylistyczną. Zespól Wojtek Justyna TreeOh! tworzą wraz z nim muzycy pochodzący z różnych części Europy. Rozpoznawalny charakter muzyce grupy TreeOh! nadaje wybitny basista Daniel Lottersberger z Austrii ze swoim głębokim groove’m. Świetnie osadzonymi rytmami dopełniają go Alex Bernath, wytrawny niemiecki perkusista funkowy, i Diogo Carvalho, Portugalczyk, czarodziej dźwięków, niepodzielnie panujący nad perkusjonaliami i syntezatorem Mooga.



pARTyzant - pierwszy rockowy zespół , który wystąpił w prestiżowej hali koncertowej w stolicy Iranu "Vahdatt Hall", dwukrotnie ją zapełniając. Gitarzystą duetu jest Krzysztof Toczko , który do perfekcji opanował technikę tappingu oburęcznego umożliwiającego grę dwóch niezależnych linii melodycznych w tym samym czasie. Rekomendacja Joe Satrianiego i blisko 7 milionów odsłon na oficjalnym kanale You Tube zachęcają do konfrontacji "na żywo" z zespołem.

"Trigonometry Guitar Tour to satelita naszej corocznej trasy Gitarowa OFFensywa. Do wydarzenia zaprosiliśmy wykonawców reprezentujących różne style muzyczne, w których główną rolę gra gitara. Ważnym elementem jest różnorodność technik gitarowych jakimi posługują się artyści. Trzy odrębne style definiują trygonometryczną trasę, która odwiedzi 4 kraje:

17.10 GNIEZNO „Młyn” PL
18.10 BERLIN „The Maze” DE
19.10 ANTWERP „Rocking Bull BE
20.10 ROTTERDAM „Cafe Paviljoentje NL
21.10 LUBSKO „Lubski Dom Kultury” PL
22.10 TORUŃ „HRP Pamela” PL

Finałowy z sześciu koncertów, nie przypadkowo, odbędzie się w toruńskim Hard Rock Pubie "Pamela", gdzie od dwudziestu lat nieprzerwanie rozbrzmiewa muzyka "na żywo". Klub zrzesza fanów rocka, punka, bluesa i jazzu . Zachęca sympatyków do grania i tworzenia podczas cyklicznych warsztatów muzycznych "Campus HRPP". Dodatkowym atutem wyróżniającym to miejsce jest własna wytwórnia płytowa. Na koncercie trygonometrycznej trasy w "Pameli" obok trzech stałych wykonawców wystąpi również Wojtek Justyna TreeOh! - zespół, który łączy dynamiczny funk-jazz z wielokolorową i urozmaiconą rytmicznie muzyką świata, sięgając jednocześnie po nowe faktury sonorystyczne."

Krzysztof "pARTyzant" Toczko

Moje spotkanie z pARTyzantem w Bydgoszczy w roku 2013



Over The Under - grupa , która pobiła rekord Guinessa grając w zeszłym roku 100 koncertów dzień po dniu w Polsce i Europie Zachodniej. Karol "Koras" Korniluk łączy różne techniki gitarowe z tzw. shreddingiem na czele. Over The Under to mocne rockowe riffy przesycone nieskrępowaną energią


Wywiad z grupą Over The Under - tutaj


Janek Pentz - młody ale już bardzo doświadczony gitarzysta posługujący się techniką fingerstyle. Laureat wielu gitarowych konkursów oraz kompozytor muzyki filmowej. Ma za sobą m.in. wspólne występy z Tommym Emmanuelem.

wtorek, 16 października 2018

19 stycznia w ramach londyńskiego Camden Rocks wystąpi zdobywca 3 miejsca w 31 Notowaniu Polisz Czart znakomita polsko-brytyjska formacja z Londynu - Bad Solution!







20 października we Wrocławiu w charytatywnym koncercie zagrają... Róże Europy!



Pokahontaz „Z innej bajki”. Singiel już w sieci!

fot. Mateusz Szeliga








9 października na kanale MaxFloRecTV oficjalnie zaprezentowany został nowy utwór Rahima i Fokusa. „Z innej bajki” to 1. oficjalna zapowiedź następcy „Resetu”. Po wydanym pod koniec 2017 r. albumie „REset” Rahim i Fokus postanowili nie robić sobie dłuższej przerwy od tworzenia. Właśnie ukazała się 1. propozycja zwiastująca 5. w karierze krążek grupy Pokahontaz. – Chcemy pójść za ciosem i nie czekać z wydaniem kolejnej płyty. Mamy dużo twórczej energii, którą zamierzamy przelać w nowe numery – zapowiada Rahim. Singlowi towarzyszy teledysk zrealizowany przez ekipę GrubeFilmy.


Zdjęcia do wideoklipu powstawały na terenie Zamku Moszna na Opolszczyźnie oraz w Energylandii, czyli w największym parku rozrywki w Polsce. Za bit do utworu „Z innej bajki”, podobnie jak za cały poprzedni album Pokahontaz odpowiedzialny jest Magiera z White House. Nagrania zrealizowano w katowickim MaxFloStudiu, natomiast masteringiem zajął się DJ Eprom.

Tekst: Anna Grabowska (MaxFloRec)

piątek, 5 października 2018

27 października w Łodzi zagra Naked Root - jeden z najważniejszych zespołów Polisz Czart


15 października o godz. 19:00 w toruńskim HRP Pamela odbędzie się Festival L36. Zagra: Continental, formacja założona przez byłego gitarzystę Dropkick Murphys - Ricka Bartona. Set bostończyków swoimi występami poprzedzą: Nasty Rumours (Szwajcaria) i Headless Frog (Polska / Toruń)

Antoni Malewski - Wojtek Korda

Autor felietonu  Antoni Malewski z Gigantami polskiego rock and rolla: Wojciechem Kordą oraz z Markiem Karewiczem i Franciszkiem Walickim










„Kilka razy w życiu – mówię tylko o moich własnych zainteresowaniach muzycznych – trzy razy konkretnie, czułem się jak stary poszukiwacz złota, który po latach bezowocnej pracy nagle na dnie zardzewiałej miski do płukania piasku, znajduje bryłkę prawdziwego kruszcu. Myślę o moich pierwszych spotkaniach z Michajem Burano i Czesławem Niemenem, ale także o spotkaniu z Wojtkiem Kordą w czasie I Festiwalu Młodych Talentów w 1962 roku w Szczecinie. 


 Głosu Wojtek nie miał nadzwyczajnego, raczej nieco przytłumiony, ale piosenkarzem był niesłychanie muzykalnym, zafascynowanym Presleyem i rock’n’rollem. Chłonął wszystkie światowe nowości w muzyce rozrywkowej. A kiedy zaczynał śpiewać polskie piosenki, i był do nich przekonany, musiał robić wrażenie na publiczności i nic dziwnego, że te utwory wchodziły na pierwsze miejsca list przebojów” - Franciszek Walicki.

Było już po pierwszej w nocy, kiedy zerwałem się z łóżka, usiadłem przy komputerze i w Google wpisałem hasło - Wojtek Korda. Korda na internetowym blogu miał podany swój mailowy adres oraz numer telefonu komórkowego. Jeszcze tej nocy napisałem do pana Kordy bardzo ciepły list, wychwalając jego osobę, śpiew, całą karierę:

Szanowny Panie Wojtku Od samego początku pańskiej kariery estradowej tj. od I Konkursu Młodych Talentów w Szczecinie czerwiec/lipiec 1962 roku – a szczególnie po usłyszeniu Pana we fragmencie A Mess of Blues z repertuaru Elvisa Presleya w kronice PKF – jestem pańskim kibicem, fanem do bólu. Oglądałem Pana wielokrotnie na estradzie nie tylko w moim mieście, Tomaszowie Mazowieckim, ale na scenach Łodzi, Warszawy. Chcę również powiedzieć, że jesteśmy rówieśnikami. Nie jestem muzykiem, piosenkarzem i nie gram na żadnym instrumencie, ale oszalałem na punkcie rock’n’rolla już jesienią 1959 roku, kiedy na scenie naszego kina „Mazowsze” ujrzałem po raz pierwszy rockandrollowy zespół Franciszka Walickiego Rhythm and Blues (z Bogusławem Wyrobkiem, Michajem Burano czy Markiem Tarnowskim). Nie muszę Panu mówić, że przez całe swoje młode życie w socjalistycznej Polsce miałem spore kłopoty spowodowane rock’n’rollem. Tak się złożyło, że od sierpnia 2005 roku w swoim mieście w Galerii Arkady cyklicznie, co miesiąc, w ostatnią sobotę, prowadzę spotkania w cyklu Herosi Rock’n’Rolla. Do dziś odbyło się 47 spotkań (w najbliższą sobotę odbędzie się 48). 


W moim programie poświęciłem czas samym „wielkim”; pozwolę sobie niektórych z herosów wymienić: Fats Domino, Bill Haley, Chuck Berry, Jerry Lee Lewis, Elvis Presley, Chubby Checker, Carl Perkins, Wanda Jackson, Connie Francis, Brenda Lee, Ricky Nelson, Roy Orbison, Ray Charles, Three stars (Buddy Holly, Big Bopper, Ritchie Valens), The Everly Brothers, The Shadows, Cliff Richard, The Drifters, The Coasters, Bobby Darin, John Fogerty i inni. 

Spotkania polegają na tym, że opowiadam o danym herosie kilka szczególnych wydarzeń z jego zawodowej kariery, są przerywniki muzyczne a kończę koncertem, filmem fabularnym, dokumentalnym z życia danego artysty czy zespołu W międzyczasie napisałem książkę pod znamiennym tytułem Moje miasto w rock’n’rollowym widzie. W czym rzecz, Panie Wojtku, otóż dostałem całkowitą plenipotencję od Prezydenta mojego miasta, bym w ostatnią sobotę wakacji, 29 sierpnia 2009 roku) w przepięknej Muszli Koncertowej (chyba Pan tu występował) zorganizował imprezę - Skończyły się wakacje - z okazji 50 lat rock’n’rolla w Tomaszowie Mazowieckim oraz z okazji 50 spotkania w moim cyklu Herosi rock’n’rolla. 


W tym dniu chcę również promować swoją książkę. Żeby było ciekawiej, jest to dzień moich urodzin. Wiem, czego Pan dokonał w kwietniu tego roku w Sopocie dtworzył Pan minuta po minucie jak w gdańskim „Rudym Kocie” pierwszy koncert zespołu Rhythm and Blues z marca 1959 roku. Na tym koncercie był mój przyjaciel Czarek, tomaszowianin, od 35 lat mieszkający w Gdańsku, który opowiedział mi „toczka w toczkę”, co się działo, a ja właśnie temu wydarzeniu poświęciłem w książce jeden z rozdziałów pt. „50 lat rock’n’rolla w Polsce”. Zatem, o co mi chodzi? Chcę bardzo, by Pan w tym dniu wystąpił na scenie tej Muszli, tak mocno pragnę, by ziściło się moje marzenie. To tyle i aż tyle. Jutro będę dzwonił na Pańską komórkę podaną w Internecie.


Z poszanowaniem i uznaniem
Antoni Malewski


P.S. W dniu 3-go lutego 2006 roku, w Krzywym Domu na sopockim „montciaku”, w kawiarni Classic (dziś Dream Bar) uczestniczyłem w imprezie „My z XX wieku”, zorganizowanej przez Fundację Krzysztofa Klenczona, którą to finansowo wspiera mój przyjaciel z Nowego Jorku, Wojtek Szymański. To on, będąc w kraju, w Sopocie, przesłał mi imienne zaproszenie na tę imprezę. W programie był między innymi konkurs tańca rock’n’rolla im. Elvisa Presleya, w którym to konkursie mając 61 lat, wraz z moją partnerką zająłem pierwsze miejsce. Puchar Bałtyku wręczał nam osobiście Prezydent Miasta Sopot Wojciech Fułek w asyście siostry Klenczona, Hanny, red. promującego na tej imprezie swoje książki, Marka Gaszyńskiego.


Jeszcze raz pozdrawiam
Antoni

Miałem świadomość, że ani trochę nie przesadziłem i nie nadużywałem wielkich słów, bo Wojtek Korda jest wielkim artystą, jedną z największych gwiazd europejskiego rock’n’rolla z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Mój list wywarł na Kordzie pozytywne wrażenie, tego samego dnia po południu otrzymałem odpowiedź, choć wcześniej, nie wiedząc jeszcze, co wskórałem, przeprowadziłem z nim bardzo sympatyczną rozmowę telefoniczną. Od tej chwili kontaktowaliśmy się ze sobą telefonicznie i przez internet.


Nasze rozmowy dotyczyły historii rock’n’rolla i nowych inicjatyw muzycznych w Polsce jakie przedsięwziął pan Wojtek. Wokalista zarekomendował mi nową grupę rockandrollową, którą założył z Andrzejem Nebeskim, Korda – Nebeski Band, składającą się z polskich muzyków, tak zwanych dinozaurów. W skład zespołu weszli takiej miary instrumentaliści jak: Tomasz Dziubiński, Andrzej Mikołajczak, Leszek Muth i oczywiście założyciele grupy Nebeski oraz Korda.

Korda-Nebeski Band
Ich artystyczna świetność przypadała na lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte ubiegłego wieku; były to złote lata rock’n’rolla w Polsce. Grupa zawiązała się w celu odtworzenia pierwszego, historycznego koncertu zespołu Franciszka Walickiego, Rhythm and Blues, jaki miał miejsce 24 marca 1959 roku w gdańskim „Rudym Kocie”. Koncert Korda – Nebeski Band odbył się 25 kwietnia 2009 roku w restauracji Dream Bar (dawna Classic – tu z Bożeną Dulas wytańczyłem Puchar Bałtyku) w Krzywym Domu, przy ulicy Bohaterów Monte Casino 53 w Sopocie, w ramach obchodów 50 lat rock’n’rolla w Polsce. Było to wspaniałe, muzyczne widowisko, które przerosło wyobrażenia nie tylko wszystkich fanów i miłośników rock’n’rolla, ale również samych wykonawców, organizatorów, kompozytorów, krytyków i dziennikarzy muzycznych, uczestniczących w tym tak istotnym, historycznym przedsięwzięciu. Powstał pomysł, by z tym wspaniałym programem ruszyć w Polskę, niczym koncerty dinozaurów pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku, promować i przedstawiać młodym pokoleniom stary, dobry rock’n’roll.


Muzykę, która pomogła w drugiej połowie XX wieku obalić totalitaryzmy, przynosząc ludzkości wolność. Jestem rówieśnikiem muzyków dinozaurów, dla mnie i dla mojego pokolenia obecność na koncercie to nostalgiczny powrót do przeszłości, do młodych lat, do dzieciństwa, do cudownych wspomnień radosnych i beztroskich chwil, gdy miało się naście lat. Nasze kontakty telefoniczne przerodziły się w przyjazne pogawędki, czułem, że coraz więcej wiemy o sobie.

Wojtek Korda śpiewa Franciszkowi Walickiemu hit „Powiedzcie mu” z tekstem autorstwa 
muzyką samego ojca chrzestnego rock’n’rolla polskiego
Panu Kordzie przypomniałem dwa wydarzenia z jego kariery, pierwsze to wspaniały występ z Adą Rusowicz (jego nieżyjąca małżonka) zakończony wielkimi owacjami na stojąco w Tomaszowie Mazowieckim drugie, to udział w finale I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie latem 1962 roku. Wtedy to Wojtek Kędziora (tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, Korda to artystyczny pseudonim) wystąpił tuż po tomaszowianinie, moim koledze, Mirku Orłowskim.


Korda tę informację przyjął bardzo sympatycznie. - Z chęcią poznam pana Mirka, gdy przyjedziemy do Tomaszowa, będzie o czym wspominać, do zobaczenia - powiedział, a potem przysłał mi dwa egzemplarze książki autorstwa Franciszka Walickiego i Jana Kaweckiego Wojciech Korda – Rock po roku. Jeden egzemplarz był dla pana prezydenta Waldemara Wendrowskiego, drugi dla mnie, oba woluminy z dedykacją. Pozwolę zacytować sobie dedykację w egzemplarzu przeznaczonym dla mnie: Panu Malewskiemu Antoniemu, miłośnikowi Rock’n’Rolla – By ocalić od zapomnienia podpisał Wojtek Korda, Wronki, dnia 04.08.2009 roku.

Cadillac z VIP-ami zbliża się pod klub „Rudy Kot”. Od lewej – Wojtek Korda, Marek
Piekarczyk, Wojtek Korzeniewski. Obok kierowcy Franciszek Walicki. Wita ich sam Marek Karewicz
Książka zawiera ciekawe wątki z artystycznego życia Kordy, przytoczone przez ojca polskiego rock’n’rolla, twórcę pseudonimu Korda i przyjaciela, Franciszka Walickiego. Wiem też, jak bardzo Wojtek Korda kocha pana Franciszka, jak dużo mu zawdzięcza, jak wielkie znaczenie miała ich przyjaźń, trwająca do dziś, w rozwoju polskiego rock’n’rolla. Na zawsze połączyła ich piosenka Powiedzcie jej, kompozycja i słowa pana Walickiego (Jacek Grań), z której to Wojtek w rytmie bluesa, zrobił wielki przebój i zawsze, kiedy znajduje się na scenie śpiewając ją daje z siebie wszystko:

Powiedzcie jej, że ja ją kocham, powiedzcie żeby wróciła tu
Że szukam jej w promieniach słońca, że szukam ją w zapachu bzów
W kolorach tęczy, w błękicie nieba, i w ciszy jezior, w szumie zbóż
Ale jej nie ma już nie ma, ale jej przy mnie nie ma już
Więc jak spotkacie ją kiedyś samą, jak zobaczycie ją gdzieś
To jej powiedzcie, że kocham ją jak ona kiedyś mnie

 
Ale jak z innym, z innym chłopcem dziewczynę moją
Spotkacie gdzieś, możecie wszystkim mówić o tym,
Ale nie mówcie tego mnie, bo ja ją chciałbym zawsze kochać 
I zawsze wierzyć w miłość jej
Więc jak spotkacie ją z innym chłopcem 
To nigdy o tym nie mówcie mnie
I jej też nie mówcie o mnie, bo jakiż byłby to sens
Skoro już ona nie kocha, skoro już nie kocha mnie...

Druga część książki to wywiad rzeka Kordy udzielony dziennikarzowi Janowi Kaweckiemu. Zacytuję fragment wypowiedzi Wojtka na zadane jedno z pytań, przez rozmówcę: - To dobra okazja by zadać Ci pytanie, czy należysz do prekursorów rock’n’rolla w Polsce? - Cieszę się, że byłem przy tym jak powstawała muzyka wyrosła z rock’n’rolla, bluesa, która i dla dzisiejszego pokolenia jest źródłem inspiracji. Rocznice, tak jak dzisiaj, są świetną okazją i pretekstem do wspomnień nie tylko o sobie, ale o przyjaciołach, kolegach, którzy, podobnie jak ja, tworzyli młodzieżową kulturę lat sześćdziesiątych i nową muzykę, wyrażającą niepokoje mojego pokolenia. Nie przypuszczałem, że ta nowa muzyka będzie miała tak duży wpływ na zmianę obyczajów i stylu życia.

W tamtym czasie, to rock’n’roll kształtował naszą wyobraźnię i postawę wobec rzeczywistości, a my, jej miłośnicy, nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, że robimy coś poważniejszego niż zabawę polegającą na drażnieniu decydentów, którym rock’n’roll kojarzył się z demoralizacją, zachodnią subkulturą i dziełem szatana. Z zespołem Niebiesko Czarni byłem związany przez ponad 12 lat. Byliśmy razem na wozie i pod wozem. Zespół powstał w 1962 roku a jego działalność miała w latach sześćdziesiątych znaczący wpływ na rozwój rock’n’rolla i młodzieżowej subkultury. Pomysł z Wojtkiem Kordą był strzałem w dziesiątkę. Już następnego dnia znalazłem się w Wydziale Kultury u pani naczelnik Katarzyny Rutkowskiej-Biernackiej. Przedstawiłem jej treść rozmowy z panem Kordą na komputerowym wydruku, resztę informacji ustnych poddałem urzędniczym mechanizmom w celu ustalenia warunków płacowych i zawarcia ewentualnej umowy z wykonawcą. Rząd jest nam w stanie dać tylko to, co nam wcześniej zabierze.

tekst:Antoni Malewski
fotografie ze zbiorów Autora



Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.