poniedziałek, 29 października 2018

Tak dziś jest artysta stawiany: albo możesz pocałować mnie w d..., albo się dostosować - z Przemkiem "Sledziuhą" Śledziem rozmawia Sławek Orwat

Moje drugie spotkanie ze Sledziuhą


Sledziuha to jeden z tych wirtuozów gitary, którzy od momentu, kiedy ujarzmili "wiosło", nie rozpychają się łokciami, aby zdobywać świat na siłę, ale skutecznie i konsekwentnie jak przykazał mistrz Młynarski... robią swoje. Pewnie dlatego więcej osób bardziej kojarzy ucho od śledzia, niż Śledzia gitarę. Przemek kilkukrotnie pojawiał się i znikał na widnokręgu zainteresowań Andrzeja Donarskiego (wywiad z roku 2012 tutaj), ale to dopiero pewna upojna noc gitarowych harców z nieodżałowanym gitarzystą Mr. Zoob Waldkiem Lechem zadecydowała o tym, że Sledziuha oficjalnie znalazł się w składzie legendy. Od lat akompaniuje wielu solistom oraz koncertuje solo, występuje w teatrze, szkoli młodych adeptów gitary, towarzyszy na scenie Wojciechowi Kordzie, ale przede wszystkim zbiera materiał na swoją debiutancką solową płytę i zdobywa listę Polisz Czart wraz ze swoim najambitniejszym muzycznym dzieckiem o tajemniczej nazwie Iż. Poniższa rozmowa to pokłosie dwóch moich spotkań z tym przesympatycznym i niezwykle utalentowanym artystą. Pierwsza miała miejsce w roku 2012 w Poznaniu, druga 20 października tego roku w.... Karkonoszach. Wszystkie zdjęcia poochodzą z profilu Fb Sledziuhy. Zapraszam do lektury. 


- Kiedy po raz pierwszy wziąłeś do ręki gitarę?

- Miałem wówczas 12 lat?

- Ktoś cię jakoś szczególnie zafascynował, usłyszałeś coś w radiu, czy powód był jeszcze inny?

- Muzyczny talent mam w genach. Moja mama jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Irena Dziechciarz w wieku 18/19 lat była wokalistką zespołu, który występował w programach radiowych.

fot. Wisława Nawrocka
Gitarę wziąłem do ręki właściwie po to, żeby się czymś zająć i nie robić na osiedlu bałaganu (śmiech), a tak poważnie to mama kupiła mi gitarę, bo dość szybko zauważyła, że często sobie podśpiewuję i pomyślała, że może rzeczywiście dobrze byłoby w tym kierunku mnie rozwijać i zapisała mnie do ogniska muzycznego. Już w pierwszym roku, w wieku 13 lat dostałem się na konkurs Wieniawskiego, gdzie otrzymałem wyróżnienie.

- Grałeś na skrzypcach?

- Nie, szkoła była im. Wieniawskiego i stąd taka nazwa konkursu.

- Zespół Iż jest chyba najbardziej ambitnym twoim muzycznym dzieckiem?

- Zależy co masz na myśli. Iż, gra utwory, które są awangardowymi piosenkami. Są bardzo zróżnicowane, jaką piosenkę masz na myśli, bo aż trzy powstały z moich wcześniejszych utworów instrumentalnych.

- Zdecydowanie mam na myśli "Moje miasto", bo tylko ten utwór znajduje się na YouTube, tylko ten utwór znamy z wersji studyjnej i tylko on znalazł się na naszej radiowej playliście.


- No tak, reszta piosenek grana jest na chwilę obecną tylko na koncertach i jeszcze przez jakiś czas chciałbym je tak potrzymać.

- Kim jest wasza wokalistka i gdzie ją znalazłeś?

Magda "Mechagodzilla" Nowakowska (fot. Jerzy Kot)
- Magda "Mechagodzilla" Nowakowska. To było na konkursie kapel rockowych w Czarnkowie, gdzie byliśmy z Zoobem w jury. Śpiewała wtedy ze swoim zespołem. Tak się poznaliśmy. Ma duże możliwości i charakterystyczny głos. Ja niestety nie mam dobrego głosu, a piszę dość trudne piosenki. Kolega, który uważał się za dobrego wokalistę, próbował je wykonać naśladując to, co w cudzysłowie było moim śpiewem. Okazało się, że nie dał rady ani rytmicznie, ani harmonicznie. Magda sobie radzi, ma czuja i możliwości.


- To, że piszesz trudne i ambitne kompozycje słychać nie tylko w partiach wokalnych. Tej wycieczki po skalach, jaką słychać w twojej solówce nie powstydziliby się moim zdaniem uznani gitarzyści jazzowi.

- Widzę, że słuchałeś tego dokładnie (śmiech), a muszę ci powiedzieć, że pierwszą część tej solówki nagrałem za pierwszym podejściem, a potem już tylko dograłem końcówkę. Akurat to solo nie jest układane pod harmonię utworu, jest opowiadaniem. Chciałem, żeby było integralną częścią, na którą się czeka.

fot. Jerzy Kot
- Zespół Iż w notowaniu 29 Polisz Czart zajął zaszczytne 15 miejsce!

- Ale to chyba tylko dzięki temu, że to ty nas puszczałeś (śmiech) i otaczałeś miłymi słowami. Bardzo się cieszę, że cenisz sobie takie rzeczy.

- W tym momencie koniecznie muszę dodać, że mój znakomity kolega radiowy z Irlandii Tomasz Wybranowski także niezwykle ciepło wypowiadał się o tej piosence i rzeczywiście niewiele mieliśmy w historii naszej listy utworów z tak świetnym żeńskim wokalem i tak dobrą jazzującą gitarą jednocześnie.

- Nie sądziłem, że ktoś tak kiedyś określi moją gitarę, bo sam raczej nie chciałbym tego tak nazywać. Nie szczędzisz komplementów, albo masz dobry gust.

- Z jednej strony nie chciałbyś być wrzucany do tego koszyka, ale jednocześnie utarło się powiedzenie, że łatwiej gitarzyście jazzowemu zagrać rockowe riffy, niż gitarzyście rockowemu pobawić się w wycieczki po skalach.

- Nie zgodzę się z tobą do końca. Musisz wiedzieć, że są teraz takie młode wilki gitary rockowej, które zagrają ci to, to i jeszcze tamto, zagrają rockowo, jazzowo, folkowo a nawet trash metalowo. Nie jest to dla nich problem.

- Na pewno znasz Janka Pentza. 


- Tak, Janek nie tylko zagra ci na różne sposoby, ale na dodatek potrafi tworzyć świetne kompozycje, w tym filmowe i ma już za sobą wspólne występy z Tommym Emmanuelem. A słyszałeś mojego ucznia Michała Obrębskiego?

- Jeszcze nie, ale już go zapraszam do Polisz Czart. Twoja rekomendacja jest na wagę złota (śmiech).

- To powiem ci, że jeśli lubisz King Crimson i progresywną nutę, to Michał nie tylko znakomicie potrafi ją zagrać, ale dodatkowo wszystkie kompozycje nagrywa sam.

fot. Dobrosława Nawrocka
- Gdybyś miał wybrać moment, w którym byłeś najbardziej zadowolony z siebie jako muzyk w ciągu 30 kilku lat grania, to co by to było?

- Pozornie było to małe zdarzenie, ale dla mnie było ważne. Grałem kiedyś w Norwegii koncert solowy w miejscowości Hamar. Poza pewnym perkusistą, wszyscy zebrani tam widzowie i muzycy byli dla mnie kompletnie obcymi ludźmi. Po występie podszedł do mnie pewien kompletnie nieznany mi gość i będąc pod wrażeniem mojego występu, bardzo chciał ode mnie kupić płytę. Dał mi nawet swój adres i poprosił, abym mu ją przysłał pocztą, jeśli nie mam przy sobie.

- Pod jakim szyldem wtedy grałeś?

- Grałem jako Przemysław "Śledziuha" Śledź, Był to koncert solowy, a ja nie mogłem mu tej płyty podarować, bo... do dziś solowej płyty jeszcze nie udało mi się nagrać (śmiech).

- A kiedy uda ci się w końcu tę płytę wydać?

- Wiesz co... nie wiem. Ja sukcesywnie coś tam wbijam do swojego repertuaru, ale wciąż jeszcze nie dojrzałem do wydania tego materiału i gram go na razie tylko na koncertach. Liczę bardzo, że dzięki tej rozmowie zachęcę twoich czytelników na tyle, że zechcą licznie przybywać na moje występy, a kiedyś także kupować moje płyty.

- Na pewno znasz świetnego gitarzystę sprzed wielu lat, który nagrywał solowe utwory instrumentalne. Nazywał się Ryszard Sygitowicz.


- Jasne! Na nim się przecież uczyłem. Pamiętasz jego kawałek "Cavalcado"?

- Pamiętam nawet jak świetnie sobie radził na Liście Przebojów Trójki.

- Czasem sobie wspominam, jak siedziałem z gitarą na kolanach w kiblu, albo na korytarzu, żeby nie przeszkadzać i uczyłem się motywu z "Cavalcado", a jeśli chcesz zapytać, czy wzoruję się na nim, to tak, uczyłem się na nim konkretnych technik i aranżacyjnie na pewno Sygitowicz jest dla mnie autorytetem i wzorem.

- A od kogo uczyłeś się solówek?

- Pierwszą moją solówką, jaką zagrałem, była solówka Scorpionsów z "When The Smoke Is Going Down". Do tego kawałka razem z kuzynem i jego siostrą dopisaliśmy nawet później nasz własny, smutny tekst o końcu świata.


- Oprócz swojej formacji Iż, jesteś też gitarzystą jednej z bardzo zasłużonych polskich grup. Jak trafiłeś do Mr. Zoob?

- Poznaliśmy się z Andrzejem w momencie, w którym Mr. Zoob akurat się rozpadł. Andrzej chciał zrobić w Poznaniu skład, bo w Poznaniu mieszkał Marcin Zabrodzki. Z Marcinem graliśmy razem w bluesowej kapeli.

fot. Mariusz Skrok
Ja miałem wtedy akurat zespół Śledzie, w którym oprócz mnie grał ściągnięty przez Marcina, Andrzej Święs i właśnie Marcin Zabrodzki znany także z występów w Pogodnie i z Kasią Nosowską.

- Skoro tak blisko znasz Andrzeja Święsa, to musisz też znać Bartka "Sabio" Janiaka, który od lat jest w Londynie cenionym multiinstrumentalistą (wywiad tutaj)?


- Bartek był wtedy tylko młodym bębniarzem, ale już wtedy dał się poznać jako ktoś niesztampowy. Janiak był z Koszalina, Marcin też.

- Jaką muzykę graliście?

Bartek "Sabio" Janiak (fot. Monika S. Jakubowska)
- Ogólnie określiłbym ją jako fusion. Improwizowałem bluesowo, ale numery, które wymyślałem, raczej takie nie były. Oni byli świetnymi muzykami już wtedy mimo, że byli bardzo młodzi.

- Teraz trochę lepiej rozumiem skąd u Sabia w roku 2011 pojawił się pomysł na bardzo ciekawy, jazzujący projekt Spherical Emotion, który Sabio realizował właśnie z Andrzejem Święsem i ze znanym polskim trębaczem Maćkiem Fortuną.


- Maciek Fortuna swój pierwszy koncert w Poznaniu zagrał ze mną i choć dziś może zabrzmi to zabawnie, byłem przez moment dla niego kimś w rodzaju guru (śmiech). On wie, o co chodzi. Otóż dwaj moi uczniowie mieli przygotować materiał na jakąś imprezę charytatywną i poprosili mnie, żebym pomógł zorganizować im na tę okazję skład. Impreza wprawdzie się nie odbyła, ale skład i pomysł pozostał.


Tak powstał Onus Probandi. Mieliśmy koncert w poznańskim klubie i Jacek Winkiel przed koncertem spytał, czy może z nami zagrać młody trębacz. I zagraliśmy w "Minodze" z... Maćkiem Fortuną. Zdaje się że nawet jest nagranie.

- Co to było?

- Covery Johna Scofielda i kilka moich


- Wróćmy do Mr. Zoob...

- Donar, po prostu przyjechał, pokazał nam kilka numerów, a my je zrobiliśmy. Niestety, kiedy po miesiącu Donar przyjechał na kolejną próbę, nikogo oprócz mnie w Poznaniu nie było. Pojechał więc do Koszalina, gdzie dogadał się jakoś z chłopakami z Zooba i to nasze wspólne granie wtedy umarło.

- Donar jednak był ci pisany (śmiech).

Sledziuha z nieżyjącym już wieloletnim gitarzystą Zooba Waldkiem Lechem znanym pod ksywą Gilmur
- Z Marcinem pojechaliśmy do Koszalina zagrać koncert w jakimś niewielkim klubie. Pojawił się tam akurat Marek Dyjak, który zaproponował nam, żebyśmy zagrali z nim koncert w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie. Na tym koncercie pojawił się także... Andrzej Donarski. Zaśpiewał z Dyjakiem „Kawałek podłogi”. Po koncercie Donar, zaproponował mi, żebym zagrał z nim Zooba akustycznie na koncercie w Kołobrzegu. Pojechałem i... nie wziąłem ze sobą gitary, ale w zamian wziąłem... harmonijkarza, który z nim wtedy zagrał (śmiech). Dopiero wieczorem, tak się zaprzyjaźniłem z nieżyjącym już wieloletnim gitarzystą Zooba Waldkiem Lechem znanym w środowisku bardziej pod ksywą Gilmur, że przerobiłem z nim cały ich materiał koncertowy do ostatniej kropli. Było tak dobrze, że Gilmur zaproponował chłopakom, żeby wziąć mnie na najbliższy koncert do Bytowa i właśnie od Bytowa wskoczyłem do zespołu. Zostałem pełnoprawnym członkiem legendy lat 80', łoł!


- Jak myślisz, na czym polega fenomen piosenki "Mój jest ten kawałek podłogi"? Pamiętam, że gdy powstawał Polisz Czart, z początku była to lista polskich utworów wszech czasów i to właśnie Mr. Zoob przez długie miesiące okupował pierwsze miejsce.

- Wiesz... ten numer ma fajny tekst, który zawsze będzie aktualny, bo przecież każdy niezależnie od wieku chce mieć ten swój kawałek podłogi, każdy wie, że są momenty, że czujesz się „osaczony” albo przez rodziców, albo przez szkołę, przez uczelnię czy korporację, że czujesz się po prostu przytłoczony i że potrzebujesz wtedy tego azylu, gdzie możesz być tylko sam ze sobą i na tym polega jego fenomen.

Andrzej Donarski w interpretacji Kamili Kuik i własnej

Jest to jeden z tych utworów, który pomimo, że tak naprawdę jest jedynym tak dobrze znanym kawałkiem tej kapeli, ciągle po prostu jest aktualny. I czy to będzie 14-latek, czy 65-latek, zawsze będzie wiedział, o czym jest ta piosenka.

Znowu ktoś mnie podgląda,
Lekko skrobie do drzwi.
Strasznym okiem cyklopa,
Radzi, gromi i drwi!

- Ja w tym tekście dostrzegam też analogie do Ściany Floydów, którą bohater tego dwupłytowego albumu budował przez całe swoje życie od wczesnego dzieciństwa z okrzykiem: "nauczycielu zostaw nas w spokoju!"




Wielkie dzieło skończyłem,
Głód do wyjścia mnie pcha.
Prężę się i napinam,
Lecz mur stoi jak stał.

- Jest to prosty sposób na komunikat i przekazuje go kapela, która była mocno alternatywna w tym czasie. Do tego piaszczysty głos Donarskiego. Połączenie, które dało nam dobrą piosenkę, a zespołowi miejsce w antologii.

- W Poznaniu jesteś popularnym muzykiem.

Niech żyje przyjaźń poznańsko-wrocławska, czyli Sledziuha z Leszkiem Cichońskim (fot. Ewa Gardoń)


- Dziękuję, po tylu latach większość cię kojarzy (śmiech). Trochę pograłem za granicą Poznania i Polski też.

- W jakim kraju?

- I tu cię zaskoczę. Anglia i Norwegia. Był taki moment, że moich kompozycji słuchali też ludzie w... Japonii. Po różnych reperkusjach Andrzeja Donarskiego, założyłem z nim kiedyś projekt o nazwie Mister Z.U.B, z którym zrobiliśmy numer pod tytułem "Mina Tyma".

- Ja ten kawałek doskonale pamiętam, bo grałem go nawet w propozycjach do listy Polisz Czart.


- Pamiętam, że wysłaliśmy "Minę Tyma" do polonijnego radia w Chicago i do ciebie, bo w Polsce nikt nie chciał tego grać. Okazało się, że w Chicago ten kawałek przez dwa miesiące był na pierwszym miejscu! Był on w Stanach tak popularny, że w pewnym momencie odezwał się do mnie pewien kolega, który mieszkał na Florydzie i który wprowadzał właśnie na rynek 12 firm zajmujących się sprzedażą i rozpowszechnianiem piosenek w formacie mp3. Zaproponował nam, abyśmy na bazie popularności tego przeboju wydali w Internecie całą płytę i za pośrednictwem tych firm rozpowszechniali. Uznał, że skoro aż dwa miesiące ta piosenka utrzymywała się na szczycie popularności, to na pewno sporo ludzi za przysłowiowego dolara będzie chciało mieć ją u siebie i że wystarczy odpowiednio na stronie tego radia podać link do jej ściągnięcia i biznes będzie się kręcił.

fot. Mariusz Skorupiński
Niestety, pomimo, że zrobiłem nawet specjalną okładkę do tego singla, ostatecznie nie udało się nam wtedy wpuścić "Miny Tyma" do sklepów internetowych. Kiedy już zorientowałem się, że całe przedsięwzięcie się nie uda, przeprosiłem tego chłopaka z Florydy i zapytałem go, czy w zamian za ten kawałek, mogę dać mu do dystrybucji około 10 moich własnych utworów instrumentalnych. On się zgodził, tylko poprosił mnie, żebym znalazł sobie szybko jakiś pseudonim artystyczny, a że Donar kiedyś spontanicznie podczas koncertu Zooba krzyknął: "a teraz solówkę zagra nasz kochany Śledziucha", pomyślałem sobie... po co wymyślać nową ksywę, skoro jedna już istnieje. Wtedy on jeszcze poprosił mnie, żebym pozbył się z tej ksywy wszystkich polskich czcionek i dwuznaków jak "ś" i "ch" i w ten sposób w Internecie pojawiło się 10 moich kompozycji pod szyldem Sledziuha. Pamiętam, że namawiałem wtedy różnych znanych mi muzyków w Polsce, aby w ślad za mną też wpuszczali swoje kawałki do tych platform. Dziś - jak dobrze wiesz - sprzedaż mp3-kowa jest już standardem i najbardziej popularną formą pokazania swojej muzyki, ale w tamtym czasie ludzie w Polsce bali się jeszcze zaufać tej formie dystrybucji,

- A co z tą Japonią?

- Pamiętam, że dałem mu wtedy totalny miszmasz. Zebrałem na tej składance rock, fusion, trzy piosenki. Do jednej z tych kompozycji Waldek Chyliński, który regularnie pisał dla Mr. Zooba (jest także autorem wspomnianej "Miny Tyma") napisał tekst i dziś ten kawałek z powodzeniem wykonujemy z projektem Iż pod tytułem "Mnie tu nie ma".


Wszystkie te piosenki i utwory instrumentalne - nie pytaj mnie proszę teraz o ich jakość (śmiech) - poszły wtedy w jednym worku do rozpowszechniania na całym świecie. To właśnie wtedy okazało się, że moje akustyczne utwory mają swoich fanów w Japonii, którzy porównali mnie wtedy do Tommy Emmanuela!!! Najbardziej spodobał im się kawałek, który nagrałem dla mojego syna.

- Kiedy możemy spodziewać się w Radiu WNET nowej piosenki grupy Iż? Czy będzie to wspomniana przez ciebie "Mnie tu nie ma", czy jeszcze inna?

- "Mnie tu nie ma" trwa ponad 5 minut, wiec do radia chyba średnio się nadaje...

fot. Monika Miller
- Mnie to akurat nie przeraża. My z Tomkiem Wybranowskim nie dzielimy utworów na 3-minutowe i dłuższe, tylko na dobre i słabe.

- I tu wracamy do nieustającej dyskusji o rozbieżnościach pomiędzy tym, co na siłę ostatnimi czasy promuje się w dużych mediach, a wartościową polską piosenką, która w świadomości naszej generacji istnieje jeszcze gdzieś tam od Kabaretu Starszych Panów, gdzie tekst i muzyka były ze sobą bardzo mocno kompatybilne i stanowiły istotny element naszej narodowej kultury, co było gwarantem wysokiej jakości, jaką latami dostawaliśmy do uszu, dzięki czemu dziś jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Dziś chciałoby się zaapelować do tych panów, którzy bezkrytycznie puszczają w radiach podsuwaną im muzykę, żeby w końcu zastanowili się choć przez moment, co nasze dzieci dostają do uszu dzięki ich bezmyślnemu traktowaniu swojej medialnej pracy.

- Ja to wprost nazywam zbrodnią na młodym pokoleniu i często zadaję sobie pytanie: czy dobra muzyka z dobrym tekstem i dobrą aranżacją po tylu latach regularnego i świadomego zabijania muzycznej wrażliwości w głowach młodych słuchaczy ma jeszcze realną szansę wrócić do masowych, a przede wszystkich do państwowych mediów, które chyba już dawno zapomniały o swojej misji i o tym, że działają dzięki pieniądzom podatników?

- Wiesz... zawsze uważałem, że ludzie sami sobie powinni weryfikować to, czego chcą lub nie chcą słuchać. Dziś już tak jest, nie muszę słuchać tej stacji, przełączam. Ale to ja, a młodzi? Patrzą, co jest modne, fajne, super... gdzie się tego dowiedzą z czego? Od zawalonych robotą lub niepracujących rodziców?! Z piosenek Zenka? (śmiech).


- Tak, absolutnie masz rację, tylko właśnie... aby ludzie rzetelnie mogli sobie tę weryfikacje przeprowadzić, najpierw w mediach publicznych powinni usłyszeć wszystkie rodzaje muzyki składające się na tzw. dziedzictwo kulturowe, aby świadomie wiedzieli pomiędzy czym, a czym takiego wyboru dokonują. W sytuacji, kiedy dziś w mediach prawie nie ma jazzu, rocka czy fusion, natomiast nieustannie leci tandetnej jakości pop czy disco polo, młodzi ludzie nie są w stanie dokonać jakiegokolwiek wyboru, czego chcieliby słuchać, bo po prostu pewnych brzmień - jeśli nie są szperaczami YouTube - nigdy dotychczas nie usłyszeli. 

Gitarowy Rekord Guinnessa 2017
I tu wypada zadać kolejne pytanie: dlaczego tępiona, a wręcz banowana jest w mediach komercyjnych muzyka gitarowa? Przecież kiedy Kora wydawała w roku 2011 solowy album Ping pong, po rozmowach z kilkoma producentami, w końcu zdecydowała się na Rafała Paczkowskiego, który jako JEDYNY zgodził się na rockowe, gitarowe brzmienie! Masz świadomość, że twój ukochany instrument, na którym zbudowana została muzyczna wrażliwość naszego pokolenia jest dziś w mediach niemile widziany? 


- Słyszałem pewną historię. Ktoś znany, chciał, aby jego nowa produkcja, która była zrealizowana po własnej linii ze świetnymi muzykami, została puszczona w pewnym mainstreamowym radiu, co gwarantuje, że od razu jesteś dużą literą. Usłyszał, że owszem, ale pod warunkiem, że będzie ona wyprodukowana przez ich producenta... i on się na to zgodził. Wiedział, że albo będzie na rynku, albo... Tak dziś jest artysta stawiany: albo możesz pocałować mnie w d..., albo się dostosować.

Sesja u Andrzeja Mikołajczaka


- Dorastaliśmy w czasach, w których w dużych stacjach promowani byli przede wszystkim artyści oryginalni jak choćby Freddie Mercury, który nie uległ naciskom i uparł się, że, "Bohemian Rhapsody" będzie trwał dokładnie 5:53 i ani minuty krócej i że właśnie tak, a nie inaczej będzie ten numer brzmiał. Przecież, gdyby wtedy ktoś mu nie uległ, prawdopodobnie nie byłoby już grupy Queen!!!


- I nigdy być może nie byłoby MTV, bo przecież pierwszy fabularny clip, jaki powstał na świecie, to był właśnie clip do "Bohemian Rhapsody" i to od tego momentu rozpoczęły się tak naprawdę clipy. Wcześniej - jak dobrze wiesz - wszystkie zespoły prezentowane w TV, były po prostu filmowane na planie do playbacku. Ktoś tam tych muzyków zapowiadał, oni grali i to były ich clipy. Tak to wyglądało aż do momentu, w którym świat po raz pierwszy usłyszał "Bohemian Rhapsody".

- Kto wymyślił fabułę do clipu "Moje Miasto"?

- Ja pracuję w Teatrze Nowym i lubię ulicę Dąbrowskiego w Poznaniu. Do dyspozycji mieliśmy dwie kamery i pomysł, że grupa przyjaciół spotyka się w jakimś miejscu i chodzą sobie po mieście, a to miasto w nich płynie. Część zdjęć robiliśmy sami i widać to, o to chodziło. Montował Mariusz Skrok, który też robił zdjęcia z auta. Yach Paszkiewicz stwierdził, że fajny klip, ale niepotrzebne są te zdjęcia. Porównał piosenkę z Jaco Pastoriusa and Joni Mitchell, fajnie, co?

- Jesteś szczęśliwy, że przyszło ci żyć w Poznaniu?


- Lubie Poznań, ale lubię też Wrocław itd....

- A środowisko muzyczne Poznania?

- Wielu bardzo dobrych muzyków tu żyje, ale jeśli jesteś naprawdę dobrym muzykiem i masz świadomość, że stać cię na wiele, to aby coś osiągnąć w tym kraju, musisz mieszkać w Warszawie. Inaczej nie masz szans, aby zaistnieć w świadomości ogólnopolskiej i nieważne, czy to jest klasyka, czy inny gatunek. Jeśli nie wyjedziesz zagranicę, to przynajmniej musisz udać się do Warszawy.

- Gdybyś nie został muzykiem, co byś robił?

- Mógłbym być urzędnikiem, bo studiowałem prawo administracyjne. Byłem też przez jakiś czas elektromonterem, sprzedawcą, technikiem emisyjnym w TV..., więc spokojnie dałbym sobie radę.

- A w teatrze kim jesteś?

fot. Małgorzata Chwalisz
- Aktorem (śmiech), który już od 6 lat jest w obsadzie sztuki "Dom lalki" Ibsena.

- Kogo tam grasz?

- Zakochanego gitarzystę. Ale głównie akompaniuję elektrycznie i akustycznie

- Pewnie perfekcyjnie już znasz tę rolę?

- Znam ją dokładnie, a niektóre zwroty nawet stosuję w życiu prywatnym (śmiech). Szymon Adamczak bardzo dobrze napisał dialogi, Michał Siegoczyński świetnie tę sztukę wyreżyserował, a ekipa aktorska jest naprawdę bardzo dobra. Można ich oglądać w różnych popularnych serialach i reklamach. Jest tam też młoda aktorka, która znakomicie śpiewa.

- Jak się nazywa?

- Ania Mierzwa. Śpiewa rewelacyjnie. Podrzucę ci kiedyś jej płytę z piosenkami Kaliny Jędrusik, którą nagrała z moim uczniem - młodym adeptem perkusji.


- Spełniasz się w roli nauczyciela?

- Uczę dzieci gry na instrumentach strunowych szarpanych, przekazuję im wiedzę o tych instrumentach, o ich historii i zrobiłem nawet specjalną audycję zatytułowaną "Szarpanej struny brzdęk". Pokazuję na żywo w szkołach, przedszkolach historię instrumentów szarpanych, wykorzystując przeróżne instrumenty jak buzuki czy ukulele, kończąc na gitarze elektrycznej z przesterami na tle podróży po świecie.

fot. Jerzy Kot


- Należysz do zespołu giganta polskiego rock and rolla Wojtka Kordy. Jak tam trafiłeś?

- Gigant big bitu Wojciech Korda sam też jest gitarzystą. Zawsze cenił gitarzystów, wiele lat grał z Kozakiewiczem z Perfectu. Zagrałem Wojtkowi gitary do piosenki „Jak w Maratonie”. Słowa Andrzeja Sobczaka (autora "Przeżyj to sam"), muzyka Andrzeja Mikołajczaka ("Napisz proszę"). Potem grałem zastępując gitarzystę Tomka Dziubińskiego. Kilka lat później Wojtek za namową Tomka reaktywował Niebiesko-Czarnych. Za moją też trochę (śmiech) i już w tym składzie jestem na gitarze.


- Słyszałem gdzieś, że kultowe powiedzenie "ucho od śledzia" z filmu Vabank ma jakiś związek z twoją osobą?

- Ucho od śledzia to skrót czegoś niemożliwego. "Śledź nie Ryba" to nazwa mojego spektaklu muzycznego w Teatrze Nowym. Związek jest oczywiście osobowy związany z nazwiskiem. "Ucho Na Śledzia" to wydarzenie do promocji, które było przed "Uchem Prezesa". A tobie chodzi o to, że prezes zaprosił mnie na wódkę, żeby mnie poznać po tym, jak gadałem z jego dziewczyną na kabaretonie w Koszalinie.

Sledziuha z Wojciechem Kordą
- Jaka muzyka jest ci najbliższa?

- Każda szczera, emocjonalna, ale nie omijam brudów, krzyków. Lubię dużo muzyki.

- Podobno istnieje ciekawa historia o tym, jak wszedłeś w posiadanie swojej ulubionej gitary akustycznej. Mógłbyś opowiedzieć?

- Byłem w Koszalinie u kolegi sprzedawcą w sklepie muzycznym. Pewnego dnia wchodzi starszy gość z instrumentem do komisu. Gość grał w znanym polskim zespole i był zawiedziony mocno nasza branżą (nic nowego), co wynikło z rozmowy. Pomagałem mu, gadaliśmy plotkowaliśmy. Kiedyś trafił jak grałem na akustyku. Kiedy skończyłem, zaproponował, że mnie podrzuci. Jedziemy, gadamy j nagle zaproponował mi swoją gitarę, jeśli potrzebuję, bo ma i też chce sprzedać. Ja nie miałem kasy na nową, ale chciałem zobaczyć, co ma. Poprosiłem żeby przywiózł. Następnego dnia Bartek mnie odwiedził i zapomniałem o tym. Wpada z pokrowcem i gitarą. Oglądam, widać że stara, struny... szkoda gadać, ale wygląda solidnie. Bartek krzyczy, że jak ja nie chcę, to on bierze. Chciałem sprawdzić co to za marka, skąd i w ogóle. Umówiliśmy się na wieczór. Sprawdzam co to za gość ten Lowden, a jak zobaczyłem cennik, to kilka razy sprawdzałem, czy się nie pomyliłem w czytaniu. Clapton, ze współczesnych Ed Sheeran, ceny kosmiczne. Wieczorem spotkaliśmy się z bólem serca, bo wiedziałem, że to okazja. Mówię, że to ekskluzywna marka i że może ją za dużo więcej sprzedać i żeby się zastanowił. On na to: "co, nie chcesz?". No chcę! To dawaj kasę, ładnie grasz! \i tak zostałem jej użytkownikiem. Wiem tylko tyle, że pływała na statkach.


- Twoje największe niespełnione marzenie artystyczne?

- Ojej! Nie wiem (śmiech).

- Może zagrać koncert w Royal Albert Hall?

- Ale ja kompletnie nie znam tego miejsca i ono mnie naprawdę nie jara. Co ma mnie kręcić w koncertowej sali do wynajęcia? Poznań też ma ładną, też można wynająć. Ludzie się liczą.

fot. Agata Ożarowska-Nowicka

- To zapytam inaczej. Co byś najbardziej chciał?

- Czuć się dobrze i czuć, że ludzie, którzy mnie znają, mają powód do dumy. Ok?

- Ja mam.

29 października w toruńskim HRP Pamela odbędzie się kolejny HRPP Festival


sobota, 27 października 2018

27 października w Auli Artis - ul gen. Tadeusza Kutrzeby 10 w Poznaniu zagrają Joanna Dudkowska feat. KOVA oraz Felicjan Andrzejczak, Urszula, Robert Chojnacki i inni

Projekt - Joanna Dudkowska feat. KOVA & Gwiazdy Polskiej Estrady, to wyjątkowe zjawisko na polskiej scenie muzycznej. Joanna Dudkowska to czołowa polska gitarzystka basowa. W Auli Artis wystąpi z wiolonczelistką Agnieszką Kowalczyk, znaną jako KOVA oraz gwiazdami polskiej sceny muzycznej: Urszulą, Felicjanem Andrzejczakiem (Budka Suflera) Robertem Chojnackim, Witkiem Łukaszewskim, Chuciem Frazierem oraz Piotrem Nowakiem. Towarzyszyć im będą: Mateusz Urbaniak - piano, Mateusz Brzostowski - perkusja, Adaś Konieczny - gitara, Kamila Bilicka - wokal.

Spektakl „Music and Visual Experience" określany jest jako swoista podróż po muzyce. W nowatorskich aranżacjach znanych utworów, na bas i wiolonczelę z towarzyszeniem zespołu, artyści odkrywają na nowo zarówno kompozycje z kręgu muzyki popularnej jak i klasycznej. W programie znajdą się m.in. przeboje z repertuaru Michaela Jacksona, Muse, Bruno Marsa. Nie zabraknie też utworów autorskich będących fuzją jazzu, rocka i muzyki klasycznej. Wspólnie z zaproszonymi gośćmi zespół wykona niezapomniane piosenki takie jak „Na sen”, „Dmuchawce latawce”, „Jolka, Jolka” czy „Prawie do nieba”. Całości dopełnią wizualizacje oraz prezentacja „Biżuterii z głębią” autorstwa Marzanny Szkuty


Joanna Dudkowska to basistka, muzyk sesyjny, absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu, współpracująca z wieloma artystami polskiej i zagranicznej sceny muzycznej .Wymieńmy choćby Felicjana Andrzejczaka, Roberta Chojnackiego, Niki Buzz'a, Witka Łukaszewskiego i jego grupę Grand Piano, czy Chuc'a Fraziera. Koncertowała na największych polskich i zagranicznych festiwalach. Słuchano jej m.in. podczas Sopot TOP of the TOP 2018, Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki Opole 2017, Bliuzo Naktys na Litwie, International Blues Challenge 2015 w Memphis w stanie Tennessee, Bass&Beat Festival czy Rawa Blues Festival.

Przez trzy lata z rzędu Joanna Dudkowska była klasyfikowana w pierwszej trójce najlepszych polskich muzyków bluesowych w ankiecie magazynu „Twój Blues". Razem ze wspomnianym amerykańskim gitarzystą Niki Buzz'em i z zespołem Dr Blues & Soul Re Vision nagrała album, który uznano za najlepszą płytę bluesową roku 2013 w Polsce. Dwa razy ukazała się na okładce w ogólnopolskim magazynie BASISTA. Jej twórczość została zauważona przez światowy serwis BassTheWorld, Bass Players United czy niemiecki magazyn dla basistów Bass Quarterly.


KOVA - Agnieszka Kowalczyk – wiolonczelistka, absolwentka AM w Poznaniu, przełamuje swoje klasyczne wykształcenie i poszukuje inspiracji w muzyce innych gatunków. Współpracowała z wieloma muzykami sceny jazzowej, rockowej czy elektronicznej. Występowała i nagrywała m.in. z zespołem Nicole Mitchell, Dee Alexander, grupą Adre' N'Alin czy An_Arche. Od kilku lat współpracuje też z Rayem Wilsonem, ostatnim wokalistą Genesis. Zagrała na festiwalach Open'er, Tauron Nowa Muzyka, Transatlantyk i innych. Współpracuje z reżyserami teatralnymi i twórcami muzyki teatralnej. Można ją było usłyszeć i zobaczyć w spektaklach Teatru Nowego w Poznaniu, Polskiego Teatru Tańca, Teatru Biuro Podróży czy grupy teatralnej Usta Usta. Występuje również w ramach swojego solowego projektu KOVA na wiolonczelę elektryczną i loop station.

środa, 17 października 2018

Październikowa trasa zwycięzcy 35 Notowania Listy Polisz Czart - grupy Over The Under, zdobywcy 2 miejsca w Notowaniu 44 - pARTyzanta oraz Janka Pentza. Dziś w toruńskim HRP Pamela wielki finał pod cykliczną nazwą Dzień Gitary


W poniedziałek (22.10.2018) w toruńskim Hard Rock Pubie Pamela odbędzie się Dzień Gitary. Jest to cykliczne wydarzenie muzyczne prezentujące różne "oblicza gitary". W tym roku w czasie koncertu wystąpią: Wojtek Justyna TreeOh!, Over The Under, Janek Pentz oraz pARTyzant. Wydarzenie rozpocznie się o godzinie 19. Wstęp wolny.

"Dzień Gitary w Hard Rock Pubie Pamela to muzyczno-gitarowa uczta z udziałem pARTyzanta, Over The Under i Janka Pentza czyli Trigonometry Guitar Tour - jest to koncert, którego sam jako fan gitary nie mogę się doczekać. Natomiast na otwarcie wieczoru zagra mój międzynarodowy zespół Wojtek Justyna TreeOh! grający worldjazz na funkowym gruncie. Miłośnicy gitary, muzyki i ogólnego dźwiękowego szaleństwa na pewno znajdą tego dnia coś dla siebie!"

Wojtek Justyna
 

Wojtek Justyna - polski gitarzysta mieszkający w Holandii. Ceniony za brzmienie i wszechstronność stylistyczną. Zespól Wojtek Justyna TreeOh! tworzą wraz z nim muzycy pochodzący z różnych części Europy. Rozpoznawalny charakter muzyce grupy TreeOh! nadaje wybitny basista Daniel Lottersberger z Austrii ze swoim głębokim groove’m. Świetnie osadzonymi rytmami dopełniają go Alex Bernath, wytrawny niemiecki perkusista funkowy, i Diogo Carvalho, Portugalczyk, czarodziej dźwięków, niepodzielnie panujący nad perkusjonaliami i syntezatorem Mooga.



pARTyzant - pierwszy rockowy zespół , który wystąpił w prestiżowej hali koncertowej w stolicy Iranu "Vahdatt Hall", dwukrotnie ją zapełniając. Gitarzystą duetu jest Krzysztof Toczko , który do perfekcji opanował technikę tappingu oburęcznego umożliwiającego grę dwóch niezależnych linii melodycznych w tym samym czasie. Rekomendacja Joe Satrianiego i blisko 7 milionów odsłon na oficjalnym kanale You Tube zachęcają do konfrontacji "na żywo" z zespołem.

"Trigonometry Guitar Tour to satelita naszej corocznej trasy Gitarowa OFFensywa. Do wydarzenia zaprosiliśmy wykonawców reprezentujących różne style muzyczne, w których główną rolę gra gitara. Ważnym elementem jest różnorodność technik gitarowych jakimi posługują się artyści. Trzy odrębne style definiują trygonometryczną trasę, która odwiedzi 4 kraje:

17.10 GNIEZNO „Młyn” PL
18.10 BERLIN „The Maze” DE
19.10 ANTWERP „Rocking Bull BE
20.10 ROTTERDAM „Cafe Paviljoentje NL
21.10 LUBSKO „Lubski Dom Kultury” PL
22.10 TORUŃ „HRP Pamela” PL

Finałowy z sześciu koncertów, nie przypadkowo, odbędzie się w toruńskim Hard Rock Pubie "Pamela", gdzie od dwudziestu lat nieprzerwanie rozbrzmiewa muzyka "na żywo". Klub zrzesza fanów rocka, punka, bluesa i jazzu . Zachęca sympatyków do grania i tworzenia podczas cyklicznych warsztatów muzycznych "Campus HRPP". Dodatkowym atutem wyróżniającym to miejsce jest własna wytwórnia płytowa. Na koncercie trygonometrycznej trasy w "Pameli" obok trzech stałych wykonawców wystąpi również Wojtek Justyna TreeOh! - zespół, który łączy dynamiczny funk-jazz z wielokolorową i urozmaiconą rytmicznie muzyką świata, sięgając jednocześnie po nowe faktury sonorystyczne."

Krzysztof "pARTyzant" Toczko

Moje spotkanie z pARTyzantem w Bydgoszczy w roku 2013



Over The Under - grupa , która pobiła rekord Guinessa grając w zeszłym roku 100 koncertów dzień po dniu w Polsce i Europie Zachodniej. Karol "Koras" Korniluk łączy różne techniki gitarowe z tzw. shreddingiem na czele. Over The Under to mocne rockowe riffy przesycone nieskrępowaną energią


Wywiad z grupą Over The Under - tutaj


Janek Pentz - młody ale już bardzo doświadczony gitarzysta posługujący się techniką fingerstyle. Laureat wielu gitarowych konkursów oraz kompozytor muzyki filmowej. Ma za sobą m.in. wspólne występy z Tommym Emmanuelem.

wtorek, 16 października 2018

Pokahontaz „Z innej bajki”. Singiel już w sieci!

fot. Mateusz Szeliga








9 października na kanale MaxFloRecTV oficjalnie zaprezentowany został nowy utwór Rahima i Fokusa. „Z innej bajki” to 1. oficjalna zapowiedź następcy „Resetu”. Po wydanym pod koniec 2017 r. albumie „REset” Rahim i Fokus postanowili nie robić sobie dłuższej przerwy od tworzenia. Właśnie ukazała się 1. propozycja zwiastująca 5. w karierze krążek grupy Pokahontaz. – Chcemy pójść za ciosem i nie czekać z wydaniem kolejnej płyty. Mamy dużo twórczej energii, którą zamierzamy przelać w nowe numery – zapowiada Rahim. Singlowi towarzyszy teledysk zrealizowany przez ekipę GrubeFilmy.


Zdjęcia do wideoklipu powstawały na terenie Zamku Moszna na Opolszczyźnie oraz w Energylandii, czyli w największym parku rozrywki w Polsce. Za bit do utworu „Z innej bajki”, podobnie jak za cały poprzedni album Pokahontaz odpowiedzialny jest Magiera z White House. Nagrania zrealizowano w katowickim MaxFloStudiu, natomiast masteringiem zajął się DJ Eprom.

Tekst: Anna Grabowska (MaxFloRec)

sobota, 13 października 2018

13 -go w Londynie wraz z Lilian DJ ska i 20-go października z okazji Urodzin Selektora Franklina Inna Sound System Style w Łodzi zagra m.in. DJ Pappa Dread I-Land z Londynu!


13 października w Poznaniu zagra Luxtorpeda oraz Litza z przyjaciółmi z Turbo, KNŻ, Acid Drinkers, 2Tm2,3 i Flapjack!


Wywiad z Litzą tutaj



Foreign Pact, Sekstola, Żurek, Muddy Stomp i Sors zagrają w Reading 13 października dla walczącego z chorobą Antosia i jednocześnie uświetnią 4-te urodziny pubu White Eagle!

Scroll down for English

Gramy gramy gramy !!!!

Właśnie tak, gramy koncert, ale ze my nie lubimy takich zwykłych zwyczajnych, to i tym razem zrobimy coś innego! Słuchajcie ludziska! Największa (właśnie tak) największa impreza jaka w tym roku miała miejsce w The White Eagle jeszcze się nie odbyła... największa impreza odbędzie się 13-go października!!! Musicie tam być Spytacie dlaczego? Otóż ponieważ :

Gramy dla Antosia !
Tak, właśnie gramy dla wspaniałego młodego człowieka, który dzielnie walczy z naprawdę poważną chorobą. Liczy się każda pomoc, liczy się każde wsparcie i my właśnie wspierać go zamierzamy! Przyjdźcie więc, bo im nas więcej wspiera, tym więcej ten młody człowiek odnajduje w sobie odwagi, by walczyć dalej.

Gramy na urodziny!
Otóż to, 4-te urodziny pubu White Eagle! Kto by pomyślał, że to już 4 lata i cała masa naprawdę fajnych koncertów, które się tam odbyły, cała masa fajnych wspomnień, a urodziny trzeba świętować hucznie... więc chodźcie do nas, bo im nas więcej, tym hałas większy


Gramy w 5 kapel!
Ot i coś nowego! Właśnie tak 5 pełnowymiarowych kapel, czyli my oraz grupa bliskich nam przyjaciół tego samego wieczoru postaramy się, by przez kolejne pół roku to miasto nie mówiło o niczym innym! Widzieliście kiedyś 5 kapel jednego wieczoru? Przyjdźcie, a będziecie mieli o czym opowiadać!

Gramy, bo ma być HAŁAS!
Co tu dużo pisać... czy kiedykolwiek zawiedliśmy was w tej konkretnej obietnicy? Otóż to! Chodźcie do nas, a i tym razem się nie zawiedziecie.

A czy wspominaliśmy ze będzie z nami stacja radiowa? Nie? Hmmm... cóż nasz błąd, ale już naprawiamy! Polskie Radio Swindon na żywo z White Eagle w trakcie koncertu... właśnie tak... stacja radiowa, która na ten jeden wieczór przeniesie swoje studio do wnętrza pubu, by spędzić ten wieczór z nami!


Jednym zdaniem... TAM TRZEBA BYĆ!

Zapraszajcie znajomych, rodziny, ciotki i wujków, bierzcie psa, kota, wielbłąda czy co tam dane jest wam na spacer wyprowadzać i zjawcie się w White Eagle 13-go października!!!

Niech będzie głośno !!!

Zapraszają

Foreign Pact
Sekstola
Żurek
Muddy Stomp
Sors

Foreign Pact
And here comes English as promised!

Yes that’s correct and you’ve heard it right! We are playing a gig!!!

This time a very special one as we will be trying to raise awareness towards a very young man whom we feel close to, he’s name is Antoś and despite his young age he proved himself to be a very brave boy as he’s been fighting cancer for major part of his life so far. So come and join us to support him in his battle !!


In addition we are celebrating 4th B’day of the pub in question and let’s be honest here .... is there a better reason to come and join us for few pints and few hours of some proper music than the B’day of the actual pub we are to meet at ?? Yep we didn’t think so either so looking forward to seeing you there !

But that’s not all .....

There are 5 bands playing on the night .... yes you’ve heard it right ! FIVE bands ..... now that night will remain in the memory of Reading residents for some time we think.... so join us and become part of that memory yourself

Oh .... did we mentioned that there will be a live Radio broadcast from that show ? We did not ? Well ... now you know ;


So if you had any other plans for 13th of October .... now might be a good time to start sending cancellations

See you at The White Eagle !!!

Foreign Pact
Sekstola
Żurek
Muddy Stomp
Sors