czwartek, 28 grudnia 2017

Bartosz Bukowski - Konkurs Czterech Skoczni doskonale robi na kaca!

Jakiś czas temu odnalazłem taki niebieski kalendarz, który dostałem, a może sobie wziąłem od mojego kolegi. Kalendarz jest, a właściwie był przygotowany z myślą o roku 2001. Rzecz wielka - nowe tysiąclecie, a moją własnością stał się w roku 2002, a może nawet 2003, czyli był już nie do końca aktualny. Mi w niczym to nie przeszkadzało, bo ja z czasem jestem całkowicie na bakier i to z wzajemnością. Nie to, że nie lubimy się, ale za bardzo nie wchodzimy sobie w drogę. A poza tym kalendarze mają taką właściwość, że co jakiś czas powtarzając się, stają się aktualne i daty na powrót zazębiają się z dniami tygodnia. Uciszyłem się, bo był praktycznie czyściutki. Kolega bardzo mało planował w pierwszym roku nowego tysiąclecia, widocznie niespecjalnie jeszcze mu wtedy ufając. Jeden z moich ulubionych wpisów nim ten kalendarz stał się moją własnością jest krótka acz treściwa notatka znajdująca się pod datą 10 VI o treści: „Urodziny Edytki uprasza się o złożenie życzeń i ofiarowanie prezentu!” Natomiast ostatnio przeglądając go odnalazłem taką oto historyjkę datowaną na styczeń 2004:


"Wszedł do baru, zamówił grzane z cukrem, po czym poprosił mnie, bym włączył telewizor, a następnie wydał jedną z swoich ulubionych komend:

- Przeleć po kanałach jak Zorro!!! - Gdy pojawili się na ekranie telewizora panowie w obcisłych strojach przysiadający na desce powiedział:

- O zostaw Konkurs Czterech Skoczni.

Konkurs Czterech Skoczni doskonale robi na kaca, a szczęśliwie organizowany jest w okresie bardzo dużego nasilenia tej uciążliwej przypadłości. Wiec obaj z niemałym zadowoleniem zaczęliśmy chłonąć kojący nasze pobijane głowy i dusze spokój i porządek skoków narciarskich od czasu do czasu tylko odrywając wzrok od telewizora, aby wyjrzeć przez okna baru, za którymi prószył śnieg na ósmy cud świata - gierdeckie zaspy z wielkim kunsztem i znawstwem usypane przy odśnieżaniu barowego parkingu.

- Nie ma co... jak twój stary usypie te zaspy, to nie ma chuja we wsi! Nie kryjąc dumy skwapliwie zgodziłem się z nim. Niestety nazbyt często dla tych majestatycznych śniegowych dzieł niepozbawionych uroku i słodyczy, gdy nasze głowy zbyt mocno rozpaliło tak grzane piwo jak i grzane wino, urządzaliśmy swój własny Konkurs Skoków w owe piękne białe cuda, w wyniku czego rano ich twórca miał niezbyt szczęśliwą minę.


O podobny wyraz twarzy przyprawiała go poniedziałkowa lektura zeszytu, który swojego czasu wisiał pod mosiężną rączką. Po chwili spojrzał na mnie tak jakoś badawczo jakby chciał coś wysondować, zbadać mnie, nabrać pewności, po czym z niemałą werwą, ale ciągle na poły konspiracyjnym tonem zaczął opowiadać mi swoją przygodę.

A okazało się, że nowy rok rozpoczął dość pechowo. Gdy wrócił do domu z imprezy, na której nie raz nie dwa wznoszono radosny okrzyk "na zdrowie!!!", postanowił zgodnie ze swoim zwyczajem nie bacząc na noworoczne postanowienia, zajrzeć do swojej przyjaciółki lodówki. Otworzył ją, a że był w stanie "delikatnie po", więc trzymając drzwi lodówki zachwiał się, co w następstwie zachwiało lodówką, a ta niczym jakaś stęskniona kochanka rzuciła się na niego i w serdecznym uścisku przykryła go szczelnie na podłodze w kuchni. Na szczęście huk obudził jego babcię i ciotkę, które wydobyły go spod tak nagle ożywionego i gwałtownie okazującego swe ciepło wbrew swej naturze sprzętu AGD, zaprowadziły go zdrowo zziębniętego i wystraszonego do łóżka. Na sam koniec swojej historii przyznał się był pierwszy raz w jego życiu, że nic nie zjadł,  gdy otworzył lodówkę.


Zamknąłem mój niebieski kalendarz i jeszcze raz serdecznie zaśmiałem się z nim, a niby od dawna nie było możliwe. Kalendarze też mogą płynąć pod prąd czasu, a nasi przyjaciele mimo tego, że niby odeszli z tego świata, to zawsze skorzy są do wspólnego śmiechu.

***

Ja, czyli Bartosz Bukowski. 19 maj 1978 to mój początek. Dzieciństwo pięknie podzielone pomiędzy Kraków, a później Gierczyce. Tu i tam niekończąca się bajka pełna malin, spacerów na Wawel i dzikich podróży do Gęstych Cierni i ukrytych w nich niezapominajek. I tak samo pełne wypraw w przeszłość wraz z historiami opowiadanymi mi przez moją babcie i jej starszą siostrę - dla mnie po prostu ciocię Gienię. W roku 1983 przekraczam próg szkoły podstawowej im. Marii Curie Skłodowskiej w Łapczycy, a dokładniej jej fili w Gierczycach. O samej szkole podstawowej niewiele mogę powiedzieć z wyjątkiem tego, że do 3 klasy miałem pod górkę, a później PKS-em. W 1992 roku dostaje się do liceum im. Edwarda Dembowskiego i tu w jednej chwili rodzę się na nowo, gdy ktoś z tłumu na mój widok krzyczy - "te kur... popatrz jaki sprężyna idzie". I tak zostałem Sprężyną, choć sam zmieniłem pisownie na Sprenrzyna, by podkreślić moją dysortografię i odróżnić od innych "pospolitych" sprężyn. W gdowskim liceum zacząłem przygodę z pisaniem publikując swoje teksty w legendarnym w pewnych kręgach "Kujonie Wieczornym wydanie poranne". Po szkolę średniej wracam na cztery szalone lata do Krakowa i rozpoczynam dziką zabawę połączona z okazjonalnymi wizytami na uczelni, co zaowocowało trzykrotnym pobytem na drugim roku bibliotekoznawstwa UJ. Ten jakże wesoły etap mojego życia kończy się gwałtownym spotkaniem z pewną wierzbą, w wyniku którego pewna fiesta trafia na złom, a ja zaprzyjaźniam się na trzy lata z dwiema laskami (kulami). To nieudane hamownie przed drzewem dość mocno wyhamowało moje życie i na powrót zacząłem sobie zapisywać to i owo. Wreszcie miałem w nadmiarze tego, czego zazwyczaj wszystkim brakuje – czasu. W 2007, gdy w miarę pewnie staję na dwóch nogach, wsiadam w samolot i zaczynam swoją angielską przygodę, która trwa do dziś. Na początku był Queen, a potem długo, długo nic. Ich cała dwudziestoletnia dyskografia nauczyła mnie, że w rock and rollu nie mam miejsca na szufladki i że można zwiewnie flirtować z różnymi gatunkami. Dzięki Freddiemu i spółce mam niesamowicie otwartą głowę na Muzykę, choć jako upadły bibliotekarz powinienem lubić szufladki. Tak się jednak nie stało i w to mi graj!!! Bibliotekoznawstwo, więc mnóstwo książek za mną, ale od kilkunastu lat mam wrażenie, że najważniejszą już przeczytałem, a jest nią zbiór opowiadań Antoine de Saint-Exupery z najważniejszym dla mnie – Ziemia, planeta ludzi. Nic więcej nie dodam z wyjątkiem PRZECZYTAJCIE!!!

sobota, 23 grudnia 2017

Lista Polskich Przebojów Radia WNET Polisz Czart Notowanie 37, które przejdzie do historii

fot. Magdalena Salbert

MaxFloRec Pany!


"Muzycy powinni ze sobą współpracować i przestać odwracać się od siebie nawzajem jak i od publiczności (zarówno niszowi jak i gwiazdeczki). Należy brać przykład ze sceny hip hopowej, gdzie jeden drugiego wspiera, a nie zwalcza i wszyscy na tym wychodzą na plus".

Powyższy cytat fragmentu mojej rozmowy ze zwycięzcami 35 Notowania Listy Polisz Czart należy do gitarzysty i wokalisty bydgoskiej grupy Over The Under i po najnowszym - 37 Notowaniu naszej zabawy zapewne nikt nie odmówi Karolowi Kornilukowi racji. Rahim i jego raperzy z MaxFloRec pozamiatali i nie pozostawili najmniejszych złudzeń, kto dziś rządzi na rynku wartościowej muzyki.

Bob One i Bas Tajpan (fot. Dominik Zachariasz)
Aby jednak być w pełni zgodnym z własnym sumieniem, muszę stwierdzić, że cichym bohaterem tej jednodniowej! akcji, podczas której reperskie środowisko zdemontowało doszczętnie dotychczasowy stan rzeczy jest autor wielu zajawek wydawniczych należącej do Rahima wytwórni MaxFloRec Kajetan Balcer, którego kilkumiesięczna współpraca z moim blogiem Muzyczna Podróż przyniosła właśnie pierwsze owoce. Jarecki, BRK, Vixen, Minix, Christofer Luca, Bob One, Zeus, BU, Majkel, Kleszcz, DINO, Bob One, Bas Tajpan, L.U.C, K2, Mesajah, Pokahontaz, Buka Grubson, a przede wszystkim gigant polskiego rapu numer 1 - dawny filar Paktofoniki, a u nas dziś gościnnie niemal we wszystkich niżej wymienionych projektach i jednocześnie indywidualny numer 1 zestawienia - Rahim, to... 14 utworów TOP20.

Marek Andrzejewski - samotny bard


Moje spotkanie z Markiem Andrzejewskim w Londynie (fot. Marek Jamroz)
I właściwie to mogłoby być już całe podsumowanie 38 Notowania, gdyby nie pewien od lat uznany artysta sceny poetyckiej - filar Lubelskiej Federacji Bardów Marek Andrzejewski, który nie tylko obronił honor Krainy Łagodności, ale dodatkowo uczynił to w imponującym stylu wprowadzając do TOP 20 aż 2 swoje utwory: 7-tygodniowy hit "Kiedykolwiek" (poz. 18) oraz rewelacyjną swingującą nowość "Ballada o Czarnym Wtorku" od razu na pozycję 14!

Kryzys na szczytach władzy... 

 
Grabaż (fot. Monika S. Jakubowska
Zawiedli tym razem nawet niektórzy mainstreamowi giganci, którzy pospadali na końcowe pozycje TOP50, a jedynymi jasnymi punktami klasyki polskiego rocka w pierwszej 20-ce pozostali jak zawsze niezawodni: Kult, Strachy Na Lachy, Hey, Sztywny Pal Azji, Hetman i Organek.

Po tak unikalnym Notowaniu, które bezsprzecznie przejdzie do historii Listy Polisz Czart i wspominane będzie jeszcze zapewne za kilka lat, z niecierpliwością czekam już na kolejne - 39 zestawienie, a scenie hip-hopowej gratuluję pokazowej lekcji środowiskowej zwartości i tego, o czym swego czasu śpiewał Mark Knopfler z zespołem Dire Straits i co - być może nieco górnolotnie - ośmielę się nazwać muzycznym braterstwem broni: "You did not desert me my brothers in arms..." spokojnie mógłby wykrzyczeć dziś swoim niezawodnym Ziomom Rahim.

piątek, 22 grudnia 2017

Lista Przebojów Polisz Czart - NOTOWANIE 37 (UWAGA!!! Klikasz w tytuł pierwszej 20-ki i oglądasz teledysk!!!)





1 - - N RahimSekunda
2 - - N GrubSon & BRK - Szansa
3 - - N Buka ft. Rahim - Krok na szczyt
4 - - N Pokahontaz ft. Rahim - Pompuj pompuj
5 - - N L.U.C ft. K. Prońko, K2, Mesajah - Wzwiązku z tym
6 - - N Bob One ft. Bas Tajpan - Daj z siebie wszystko
7 1 -6 7 Kult - Opowiadam się za miłością
8 - - N Kleszcz & DiNO - Szukaj mnie
9 - - N BU ft. Majkel & Rahim - Siła przebicia
10 5 -5 3 Strachy Na Lachy - Co się z nami stało
11 - - N Christofer Luca ft. Bob One, Zeus - Dzień po dniu
12 - - N Minix ft. Rahim - Da się, nie da się
13 - - N VixenFalala
14 - - N Marek Andrzejewski - Ballada o Czarnym Wtorku
15 6 -9 7 Hey2015
16 2 -14 4 Sztywny Pal AzjiLuxtorpeda
17 - - N Jarecki & BRKKoniec
18 20 +2 7 Marek AndrzejewskiKiedykolwiek
19 17 -2 3 Hetman - Czarny chleb i czarna kawa
20 7 -13 6 Organek - Mississippi w ogniu
21 11 -10 8 Janusz Radek - Nie mów, że dotyk
22 - - N pARTyzant  - Kenopsja
23 3 -20 7 Farben Lehre – Wolność
24 19 -5 2 Vis Maior – Wierzba
25 - - N Dezerter - Paradoks
26 - - N Janusz Radek - Manekin start
27 40 +13 3 Paweł Szymański - Mija czas
28 23 -5 2 Paweł Domagała - Opowiem Ci o mnie
29 16 -3 2 The Depth Of Self   Delusion
30 10 -20 4 Mela Koteluk – Melodia ulotna
31 26 -5 9 Piotr Selim - Specjalista od wzruszeń
32 9 -23 3 Scorpions - Tainted Love
33 29 -4 4 Quo Vadis – Quo Vadis II
34 22 -12 5 Katedra – Kiedy zgasło serce
35 - - N Biak x HWR ft. Lilu - The Winners
36 4 -32 3 T. Love - Marta Joanna od Aniołów 
37 28 -9 4 Voo Voo - Słowa pożegnania
38 25 -13 2 Scream Maker – Cisza
39 14 -25 4 Kabanos feat. Zacier – Balony
40 24 -16 5 Ceti – I Know
41 - - N Lubelska Federacja Bardów - Kowalski jako taki
41 17 -25 9 Agnieszka Truszczyńska – Niekochanie
42 33 -9 7 Jan Kondrak - Za nic do dodania
43 - - N Agnieszka Truszczyńska - The Morning
44 44 - 7 Natalia Świtała - In The Arms Of The Angel
45 34 -11 3 Piotr Woźniak - Tango Mortale
46 - - N Piotr Selim - W rytmie bolera
47 46 -1 5 Joanna Kołaczkowska & Blues Flowers – Blues o Zenonie L.
48 27 -21 7 Old Breakout – Modlitwa
48 21 -27 3 Kasia Moś – Charlene
49 13 -36 3 Milczenie Owiec – Niewiele
50 47 -3 2 50 47 -3 2 Remi & Falko - Metafora i oksymoron
50 - - N Gienek Loska Band - Pieśń emigranta

środa, 20 grudnia 2017

W Polsce jest więcej ludzi, którzy słuchają tylko tego, co podają media, a media w większości zapodają totalny syf - ze zwycięzcami 35 Notowania Listy Przebojów Polisz Czart, muzykami bydgoskiej grupy Over The Under rozmawia Sławek Orwat

Bydgoska formacja Over The Under to drugi taki przypadek w historii Polisz Czart, a w pewnym sensie nawet pierwszy. W grudniu roku 2015 na szczycie naszej Listy znalazł się bliżej nikomu nieznany zespół z Krakowa o tajemniczej nazwie Pora Wiatru tutaj, który - jeśli wierzyć dobrze poinformowanym źródłom - podobno już dziś nie istnieje. Panowie z prastarej Stolicy Polaków wiedzieli wprawdzie, że na naszej liście propozycji są, ale - jak wiele innych kapel - nie uczynili nic, aby w choć najmniejszym stopniu poinformować facebookową grupę sympatyków o swoim udziale w naszej zabawie. Zdziwienie moim telefonem informującym jednego z muzyków o zdobyciu miejsca nr 1 było tak wielkie, że dość długo zespół był prawdopodobnie przekonany, że jest wkręcany w coś na wzór "Mamy Cię", albo innego pranka i niczym niewierny Tomasz, póki nie usłyszał się w radiowym wydaniu Listy na żywo, dość wymijająco reagował na moją prośbę o wywiad, który do przeczytania jest dostępny tutaj.

Grupa Over The Under nie tylko nie zrobiła nic w kwestii promocji głosowania na naszą Listę, ale prawdopodobnie będąca od blisko stu dni w nieustannym koncertowym amoku, nie miała nawet pojęcia, że ich kawałek w ogóle u nas tego tygodnia startuje. Kiedy więc zadzwoniłem do nich w godzinach przedpołudniowych dnia emisji radiowej, bydgoskie trio przemieszczało się właśnie autem przez zatłoczone ulice... Londynu, gdyż tego dnia akurat czyli 1 grudnia był zaplanowany jeden ze 100 koncertów, jakie widniały w grafiku bicia rekordu, o którym nie tylko za moment sami opowiedzą, ale także okraszą to najnowszymi, nigdzie lub prawie nigdzie niepublikowanymi dotychczas zdjęciami. Aby więc Waszej ciekawości nie trzymać dłużej w napięciu, oddaję głos Krystianowi Borowskiemu - perkusja, Karolowi Kornilukowi - gitara i wokal oraz Krzysztofowi Wyszomirskiemu - bas. Przed Wami trzej panowie K!


- Zespół Over The Under powstał na przełomie 2012/2013 roku. Jak i dlaczego narodził się w waszych głowach pomysł, aby w Polsce grać southern metal, skoro pomimo ogromnej pracy takich ludzi jak Paweł Freebird Michaliszyn southernowe brzmienia wciąż nie zdobyły jeszcze u nas aż tylu wyznawców jak grunge, nu metal czy przeróżne odłamy rocka brytyjskiego?

Krystian Borowski: Bo lubimy wyzwania!


Karol Korniluk: Nie szufladkujemy naszej muzyki. To że ma ona jakiś tam southernowy klimat jest wypadkową tego, czego słuchamy i czym się inspirujemy. Gramy to, co czujemy. Nie uprawiamy kalkulacji.

Krzysztof Wyszomirski: Nasz gust muzyczny jest bardzo szeroki. Nie zamykamy się na jeden określony gatunek. Jeżeli ludzie słyszą w naszej muzyce southern, to bardzo dobrze. Nowy materiał który powstawał na trasie jest na pewno bardziej eklektyczny, choć dalej jest to OTU. 

- Muzyka jaką wykonujecie, najlepiej - jak sądzę - przyjmowana jest w środowiskach motocyklowych i z definicji przez wszystkich zakochanych w kulturze amerykańskiego południa. Jak liczną grupę fanów przyciągają wasze koncerty i stylistycznie pokrewnych wam kapel?

Karol: Zacznijmy od tego ze w dzisiejszych czasach ciężko o subkultury.

Krystian: Dziś czlowiek z ramoneską lata na koncerty Zenka M, a punkowcy żyjący na squocie chodzą do pracy. \Na trasie widzieliśmy to na własne oczy.

Krzysztof: Na pewno mamy dobre doświadczenia z klubami motocyklowymi, zawsze wszystko idzie sprawnie i jest dobra atmosfera. Jeśli chodzi o subkultury, to zgadzam się z chłopakami. W dzisiejszych czasach to wszystko stało się bardzo rozmyte.

- Bezkompromisowość w tekstach, riffy inspirowane brzmieniem klasyków z NOLA oraz szczerość przekazu, to składowe waszego debiutanckiego LP, którego premiera odbyła się z początkiem 2016 roku w Bydgoszczy. Jak porównujecie wasz debiutancki krążek z materiałem, który będzie zawierało kolejne wydawnictwo i o czym tak naprawdę traktują teksty waszych utworów? 

Krystian: Jak już mówiliśmy, muzyka będzie bardziej różnorodna. Większość tego materiału powstało na trasie. W takich warunkach jest inaczej niż w przypadku tworzenia w studiu czy na sali prób. Klimat miejsca, ludzie, samopoczucie... to wszystko na trasie jest zmienne i ma bardzo duży wpływ na tworzoną muzykę.

Karol: Teksty na nowym materiale są o wiele bardziej osobiste. Zwyczajnie nie było czasu. To wszystko było jak jeden wielki strumień świadomości. Można powiedzieć, że teksty pisały się same.

- Misja odbudowania polskiej sceny muzycznej spowodowała, że postanowiliście ruszyć w trasę „100%tour” – czyli 100 koncertów w 100 dni. Domyślam się, że taka idea wymagała od was nie tylko solidnego przygotowania logistycznego, ale przede wszystkim finansowego. 


Prawie 4 miesiące bez dochodów plus olbrzymie wydatki związane nie tylko z przejazdem po Polsce, bo - przypomnijmy - zahaczyliście przecież kilka razy także i o zagraniczne sceny (Czechy, UK). Jak to wszystko ogarnęliście i czy były jakieś momenty kryzysowe?

Karol: Całe przygotowanie trasy zajęło nam 7 miesięcy. Booking, pieniądze, reklama, logistyka - to wszystko zrobiliśmy sami. Absolutne DIY

Krzysztof: Jeśli chodzi o sprawy finansowe, to na pewno nalezą się wielkie podziękowania dla sponsorów, którzy uwierzyli w ten projekt i bez których ciężko byłoby o jego realizację. Jest ich zbyt wielu, aby wymienić. Niektórzy z nich stali się nawet naszymi przyjaciółmi. 

- Idea trasy „100% tour” - jak głosicie - to budowanie polskiej sceny muzycznej. Czy rzeczywiście bicie rekordów w koncertowaniu wyzwoli w innych kapelach podobne porywy serc? Czy wasz entuzjazm jest w stanie wykrzesać w ludziach aż takie pokłady energii, aby bez wsparcia dużych mediów jak niegdyś Marek Kotański porwać tłumy i dokonać rewolucji w myśleniu posiadaczy iPadów, ipodów, Smarthphone’ów i innych zabawek dla dużych dzieci? Wszak sami piszecie: "Teraz, gdy wszyscy siedzą wpatrzeni w ekrany telefonów zamiast na podwórku i słuchają wystukanych przez komputer bitów, zanikają subkultury". Czy bez wyrazistych programowo subkultur cokolwiek przełomowego w młodych umysłach może się jeszcze narodzić? "Wszyscy są podobni, nudni, bezbarwni, bez pasji i pomysłu na siebie" - to wasze słowa. 

Krzysztof: To odbudowywanie polskiej sceny okazało się trudniejszym wyzwaniem, bo praktycznie nie ma już czego odbudowywać. Poznaliśmy kilka zespołów, których nasze działania zainspirowały do wzmożonej pracy, ale ze smutkiem należny stwierdzić, że było ich niewielu. Większość to zespoły hobbistyczne z podejściem typu: “jest tak chujowo, że nic z tym nie da się zrobić”. Wielu muzyków jest bardziej zainteresowanych kupnem nowego efektu do gitary niż rozwojem swojego zespołu. Przez takich “zapychaczy sceny” - jak zwykliśmy ich nazywać - jest jeszcze trudniej dotrzeć do ludzi. Trzeba przebijać się ze swoją muzyką przez gąszcz zespołów założonych, żeby mieć fajną “profilówkę” z gitarką na Facebooku.


Karol: Jeśli chodzi o ludzi uczęszczających na nasze koncerty budujące jest to, że nie spotkaliśmy się z głosem niezadowolenia. To daje ogromnego kopa. Grasz 100 koncertów w różnych miejscach dla bardzo rożnych ludzi i wszyscy są jak to mawiamy “podpaleni” od młodego death metalowca aż po przysłowiowego “janusza”. 

- Pozwólcie, że ponownie was zacytuję: "Gdy ktoś mnie zapyta gdzie poznałem większość swoich przyjaciół i znajomych, odpowiadam - na koncercie. Muzyka rozwija, budzi w człowieku kreatywność, zachęca do szukania innych, coraz to nowszych brzmień, dzięki którym człowiek łatwiej odnajduje swoją drogę". Sam obserwuję, że coraz więcej młodych ludzi spędza czas na grach komputerowych, a jeśli już oglądają jakieś koncerty, to najczęściej te na... YouTube. 


Co musi waszym zdaniem nastąpić, aby wasi rówieśnicy choć na moment odłożyli swoje fantastyczne telefony i skupili uwagę na przeżywaniu czegoś w realnej rzeczywistości. Odnoszę czasami wrażenie, że na drodze ewolucji zaczną się kiedyś rodzić ludzie ze specjalnie przystosowanymi palcami do coraz szybszego operowania dotykową klawiaturą i umysłem skierowanym na jak najszybsze wyszukiwanie danych.

Karol: Musi nastąpić przesyt. Przesyt zachwytu nad substytutami rzeczywistości.

Krzysztof: Głęboko wierzymy, że już wkrótce cala ta cyfrowa papka i polerowanie rzeczywistości zwyczajnie ludziom się znudzi i nastąpi przełom podobny do tego z początku lat 90-tych. Historia kołem się toczy.

- Piszecie w swoim credo: "Koncertów jest coraz mniej, za to pojawia się coraz więcej dyskotek w stylu disco polo. Młodzież powoli zapomina jak brzmi żywy instrument. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to nasza kultura muzyczna sięgnie dna". Ten bolesny temat ja także podejmowałem wielokrotnie. Pisał o tym zjawisku też muzyk i felietonista – lider jeleniogórskiego Regres Group Darek Klimaszewski. Co waszym zdaniem można realnie zrobić, aby do minimum zniwelować rozprzestrzenianie się muzycznej tandety wśród młodych ludzi. Kiedyś disco polo to były wioski i małe miasteczka. Dziś z przerażeniem patrzę, jak ten niskich lotów nurt jest zapraszany na salony wielkich aglomeracji i do mediów publicznych. Jak z tym zjawiskiem walczyć i jak zmusić włodarzy wielkich mediów i miast do ratowania szczerej sztuki w powodzi wszechobecnego chłamu?

Krystian: Pamiętam, jak w czasach podstawówki słuchanie disco polo było po prostu wstydliwym tematem. Była to muzyka na wesela i potańcówki i tak powinno być dziś.

Krzysztof: Najbardziej zaraźliwa i niebezpieczna w Internecie i telewizji jest głupota. Zaczynamy wszystko z automatu wyśmiewać i trywializować. Ludzie zamiast szukać refleksji, buntu przeciw systemowi, zaczynają z wszystkiego robić komedie, zamydlając sobie w ten sposób obraz świata. Obecnie potrafimy robić memy i śmiać się z naprawdę okrutnych rzeczy. Z tą znieczulicą trzeba po prostu walczyć.

- Napisałem kiedyś, że największym kuriozum polskiej przestrzeni muzycznej jest fakt, że lansowane przez większość wiodących stacji radiowych w naszym kraju zespoły nie odnotowały jak dotychczas żadnego spektakularnego sukcesu poza granicami ojczyzny, natomiast jakże często grupy znane jedynie w bardzo wąskich kręgach odbiorców zostały zauważone w takich krajach jak Stany Zjednoczone, Kanada czy Wielka Brytania. 

Przypomnijmy sobie chociażby przypadek warszawskiej grupy Pustki, która w roku 2011 zagrała kilka entuzjastycznie odebranych koncertów podczas festiwalu Canadian Music Fest w Toronto oraz South by Southwest w amerykańskim Austin. Występy te wzbudziły wówczas także ogromne zainteresowanie tamtejszych dziennikarzy. Niezwykle poczytny dziennik The Austin Chronicle określił nawet ich piosenkę „Lugola” mianem arcydzieła. 


Natomiast Toronto Star wybierając jedynie kilka koncertów z całego festiwalowego dorobku, zaproponował swoim czytelnikom właśnie nasze Pustki. Czy nigdy nie myśleliście, aby zamiast zdzierać sobie "głos wołającego na pustyni",  udać się np. do USA i zostać tam docenionymi?

Karol: Zauważ, że końcówka tej trasy to właśnie granie poza granicami kraju. Zostaliśmy tam cudownie przyjęci i już 6 stycznia wracamy do Holandii na tydzień koncertowania.

Krzysztof: Zdecydowanie naszą przyszłość koncertową upatrujemy zagranicą. Końcówka trasy nam to udowodniła. Kto wie? Może za jakiś czas pościmy się na Stany.

Krystian: Za granicą ludzie są bardziej różnorodni. Istnieje tam także moda na tandetę, jednakże nadal jest tam sporo ludzi zainteresowanych szukaniem muzyki dla siebie. U nas w Polsce jest więcej ludzi, którzy słuchają tylko tego, co podają media, a media w większości zapodają totalny syf.


- Zdecydowanie się z tobą zgadzam. Największe polskie media od dawna nie grają już tego, co w muzyce jest najbardziej wartościowe, a w zamian sprzedają cenny czas antenowy niczym bazarową „pietruszkę” lub inny nie mający nic wspólnego z kulturotwórczą misją mediów towar, przez co najlepsza polska muzyka trafia głównie do niezależnych programów internetowych, a także do Radia WNET, które mam zaszczyt od pewnego czasu współtworzyć. Jak myślicie, jakie kroki należy przedsięwziąć, aby dużym nadawcom opłacało się w końcu grać rocka i metal tak, jak w latach 90-tych opłacało się to czynić telewizji publicznej, a nawet takim gigantom jak MTV?

Krystian: Należy promować muzykę alternatywną wśród młodych ludzi, pokazać im, że to jest po prostu fajne. Spychając ją na peryferia mediów zwyczajnie dajemy sygnał młodym, że to nic nie jest warte.

Karol: Muzycy powinni ze sobą współpracować i przestać odwracać się od siebie nawzajem jak i od publiczności (zarówno niszowi jak i gwiazdeczki). Należy brać przykład ze sceny hip hopowej, gdzie jeden drugiego wspiera, a nie zwalcza i wszyscy na tym wychodzą na plus.


Krzysztof: Problemem są też te wszystkie darmowe koncerty, gdzie nawet zespoły wartościowe odwalają pańszczyznę, ucząc ludzi tego, że muzyka powinna być darmowa i w końcowym efekcie więcej na tym tracą niż zyskują.

- Zagraliście w UK, poznaliście Bad Solution. Co po tak krótkiej i szybkiej akcji możecie powiedzieć o polskim środowisku muzycznym na Wyspach, którego tak naprawdę poznaliście jedynie wierzchołek góry lodowej. Czy możemy spodziewać się częściej waszych występów na terenie Zjednoczonego Królestwa?


Karol: Zdecydowanie!\Już planujemy inwazję koncertową na Londyn!

Krystian: Za mało czasu spędziliśmy z tymi zespołami, żeby coś więcej powiedzieć. Wszyscy byli bardzo sympatyczni i mieli coś fajnego do zaprezentowania. Przykro to stwierdzić, ale zdystansowanie do polskiej rzeczywistości muzycznej służy! :D

- Wasza wygrana na Liście Polisz Czart wydarzyła się 1 grudnia, czyli dokładnie wtedy, kiedy graliście swój koncert w Londynie. Czyż nie mają racji ci, którzy twierdzą, że życie pisze najlepsze scenariusze? Pamiętam, że zadzwoniłem do was z tą wiadomością w godzinach przedpołudniowych, kiedy to byliście w drodze na koncert. Jak odebraliście tę wieść i ile ta wygrana znaczy dla was jako artystów?

Krystian: Bardzo nas to ucieszyło i podbudowało morale. Wszystkim serdecznie dziękujemy.

Karol: Wygrana dala nam to samo co pozytywne opinie ludzi po koncertach, przeświadczenie, żeby jeszcze mocniej z tym zapier… Jeżeli ludzie chcą naszej muzy, to warto.

- O czym traktuje nasz nr 1 "If you pay"?

Karol: “Jak nie posmarujesz, to nie pojedziesz” (śmiech). Jest też o tym, że w życiu możesz wiele kupić i jednocześnie stracić. Konsumpcjonizm może zniszczyć człowieka, to jest jak hazard.


- Wspomniane koncerty na terenie UK były częścią waszego 100-koncertowego touru. Gościliście po jego zakończeniu w wielu mediach, pobiliście rekord i coś udowodniliście sobie i innym undergroundowym kapelom. Jak dziś już na chłodno oceniacie tę trasę? Jaki jest bilans zysków i strat i który z występów zapamiętaliście najlepiej, a jaki najgorzej? Nie myślicie, aby wydać o tym książkę z płytą CD w charakterze wkładki?

Karol: Każdy koncert był równie wartościowy. Ciężkie sytuacje dały nam tyle samo, co pozytywne zwroty akcji. Nie chcemy wartościować tych koncertów. Każdy był na swój sposób wartościowym doświadczeniem, bo każdy był inny. To nie było tourne po stadionach.

Krystian: Właśnie jesteśmy pogrążeni w pracy nad archiwizacją materiałów z trasy. Już niedługo coś z tego powstanie.


- Karol i Krystian. To wy stanowicie nieustannie trzon i jesteście gwarantem istnienia OtU. Basiści zmieniali się u was często. Jak myślicie, czy obecny skład waszego tria każe wam patrzeć bez obaw w przyszłość? Krzysztofie czy czujesz się już pełnoprawnym muzykiem tego bandu i jak bardzo chcesz związać swoje losy z tym projektem?

Krystian: Ta trasa “zacementowała” zespól na stale. Nie ma już odwrotu :D

Krzysztof: Nigdy nie myślałem o wstąpieniu do zespołu i o tej trasie w kategoriach przygody. Koniec trasy to dopiero początek naszych działań.

Over The Under z Kamilą Kilian
- "Muzyka rozwija, budzi w człowieku kreatywność, zachęca do szukania innych, coraz to nowszych brzmień, dzięki którym człowiek łatwiej odnajduje swoją drogę. Pomaga w zawieraniu nowych znajomości. Dzięki muzyce możemy spotkać naprawdę wartościowych, twórczych i oryginalnych ludzi". Przykładem tego, co słusznie głosicie jest choćby Kamila Kilian, dzięki której o waszym istnieniu i projekcie koncertowym dowiedziałem się ja. Czy to właśnie nie w istnieniu takich środowiskowych pasjonatów - ludzi, którym jeszcze coś się chce, należy najbardziej doszukiwać się odrodzenia jak i polskiej sceny rockowej, tak i w konsekwencji możliwości nadejścia kolejnego - trzeciego już rockowego bumu, jak te z lat 1958 i 1982?


Karol: Oczywiscie ze tak. Bardzo dziękujemy Kamili jak i wszystkim innym, którzy pomogli nam w tworzeniu tego projektu. Bez was i waszego wsparcia to by się nie udało.

Krzysztof: Scena to ludzie plus muzycy, Koniec kropka. Bez fanów, i przychylnych ludzi zespoły nie istnieją. Im szybciej takie oczywistości dotrą do wszystkich zespołów, tym lepiej dla nas.

- "Młodych kapel jest coraz mniej. Dlaczego?! - pytacie - Kluby nie chcą im dać sceny żeby mogli się pokazać, a rówieśnicy słuchają disco… Nic dziwnego, że grają parę miesięcy i się rozpadają". "Pamiętam początki Odnowy - opowiada legenda toruńskiej sceny Piotr Warszewski - Każdy zespół miał swoją kanciapę i mogły mieć tam próby. Były boksy, gdzie chowało się sprzęt. Tomek Siatka opowiadał, że dysponował swoim boksem, ale nie miał dostępu do perkusji, więc dogadał się z jednym zespołem, że oferuje swój boks w zamian za użyczanie perkusji na próby. 


To były inne czasy, kiedy to nie każdy jeszcze miał swój sprzęt, więc trzeba było się dzielić i uzupełniać". Jak myślicie, czy postęp cywilizacyjny zabija w artystach pierwotny entuzjazm, którego na próżno szukać u ludzi urodzonych po roku 1989 dlatego, że niczego nie musieli zdobywać? 

Karol: Zdecydowanie! Im bardziej musisz o coś się starać i walczyć, tym więcej to dla ciebie znaczy i chcesz to rozwijać. Zbyt duża dostępność do sprzętu niestety niszczy zespoły. Często przysłania im to samo sedno grania muzyki, czyli wyrażanie własnych uczuć.

- "Postanowiliśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, żeby dać wiarę młodym kapelom, takim jak my, że można, że czasy muzyki granej na żywo wrócą, że kluby poprzez naszą misje zrozumieją, że warto budować to razem z nami. Nie pozwolimy by ktoś nam w tym przeszkodził biorąc miliony monet za udostępnienie sceny z wielkim akustykiem Andrzejem, okraszonym czarnym wąsem, i setką świateł... Nie oszukujmy się, komu to jest do szczęścia potrzebne? Światła, barierki, drinki z palemką". Czyż te wasze słowa nie są dowodem na to, że w polskim rynku muzycznych widowisk tak naprawdę nie o to chodzi, aby ktoś tworzył sztukę, tylko, aby właściciele stoisk promocyjnych oraz producenci napojów i palemek mogli sobie kupić nową brykę lub polecieć na kolejne Malediwy?


Karol: Fakt, świat muzyczny mocno pobłądził, zatracił sedno całej zabawy. Czekamy aż ludziom to się przeje tak samo jak bezproduktywne siedzenie w internetach.

Bydgoski klub El Jazz, w którym narodził się zespół Over The Under
- O czym marzycie najbardziej i jakim rokiem dla OtU będzie rok 2018? Pomysł na wasze wspólne granie został zainicjowany w piwnicy jednego z bydgoskich klubów. Kto wie, może tak bardzo uda wam się namieszać w polskim światku rockowym, że ów klub (jak on się nazywa tak BTW?) jak niegdyś toruńska Odnowa stanie się symbolem obecnych czasów, czego z serca wam życzę.


Krystian: Klub nazywa się El Jazz. Przy tej okazji bardzo serdecznie pozdrawiamy Pana Józefa Eliasza i Janka Górnego.

Karol: Życzymy sobie i innym coraz większej otwartości na szczerą muzykę wszystko jedno jakiego gatunku. Sam zespól po prostu chce dalej się rozwijać i z tego żyć. To wszystko.

Antoni Malewski - Boże Narodzenie w Radio NEAR FM (Dublin-Irlandia)


Kiedy zadzwonił do mnie w ubiegłą środę (13 grudnia 2017r) Tomek Wybranowski z propozycją udziału w jego audycji „Polska tygodniówka” (dziennikarz polskojęzycznego Radio NEAR FM w Dublinie) byłem, może zabrzmi to banalnie, „cały w skowronkach” - „Słuchaj Antoni – zagaił Tomek – chciałbym cię zaprosić do udziału, w świątecznym bożonarodzeniowym wydaniu, mojej audycji cotygodniowej, na środę 20 grudnia 2017 roku godz. 20.00 czasu polskiego. Tematyka, jej scenariusz, dobór postaci, należy do ciebie. Myślę przyjacielu, że nie odmówisz. Czekam na twoją propozycję i decyzje.

- Myślę przyjacielu, że nie odmówisz.
Szczęśliwy, że mogę zaprosić w wigilię do stołu na biblijne wolne miejsce dla nieobecnego, nie tylko mojego domu, ale do wszystkich polskich domów i rodzin, wybranych przeze mnie postaci, spowodowało, że odpowiedziałem bez zastanowienia, po prostu,- Wyrażam zgodę na swój udział w Twojej audycji Tomku!!! Problem zaczął się podczas doboru, wyboru osoby, muzyka, piosenkarza, zespołu. Moje ponad 60 lat „życia” w rock’n’rollowym świecie przysporzyło mi tak wiele trudności. Przez te lata w mojej duszy, w moim sercu nagromadziło się tyle WSPANIAŁOŚCI, że nie dziwiłem się sobie z tak powstałych w moim wnętrzu trudności z wyborem …. a jednak zadecydowałem ….

-- Tomku, tobie nigdy...
W mojej muzycznej, awangardowej „paczce” przyjaciół, koleżanek i kolegów, w latach (1959/62) XX wieku, kiedy Rock’n’Roll przenikał do Europy, naszego kraju, mojego miasta a my z trudem wzbogacaliśmy się w zdobywaniu gramofonowych płyt, niczym jak z „zakazanym owocem” apetyt na rock’n’roll wzrastał wraz z jego konsumpcją. W okresie świąt, szczególnie w ferie świąt Bożego Narodzenia, zgodnie z piękną, polską tradycją, poświęcaliśmy przedświąteczny czas na muzyczne spotkania z kolędą, z muzyką gospel. Bazą na prezentowanie prześlicznych, światowych kolęd (nie tylko polskich), zawsze stanowił dom przy Placu Kościuszki 17 (tu mieszkał człowiek, który w mieście wywołał „epidemię rock’n’rolla” – dziś mieszkaniec Nowego Jorku, Wojtek „Szymon” Szymański) czy kultowa kawiarnia „Literacka” mieszcząca się w Zakładowym Domu Kultury (ZDK) „Włókniarz” przy ulicy Mościckiego 6 w Tomaszowie Maz. Dziś w przededniu bożonarodzeniowej WIGILII chciałem opowiedzieć, podzielić się ze słuchaczami Radia NEAR FM z moimi, osobistymi przeżyciami z wydarzeń lat mojej młodości. Wybrałem na te wspomnienia trzy wielkie postacie, nie tylko dla mnie, ale dla całego, mojego pokolenia: 1) Elvisa Presley, 2) tomaszowianin Bogusław Mec oraz 3) zmarły w październiku tegoż roku Fatsa Domino. w ubiegłą środę (13 grudnia 2017r)

Elvis Presley – to niekwestionowane, muzyczne bożyszcze z lat mojej młodości (zm.w 1977r). Był koniec listopada lub początek grudnia 1961 roku jak do domu Wojtka "Szymona" Szymańskiego (Tomaszów Maz. Pl. Kościuszki 17) od rodziny z Niemiec Zach. na gwiazdkę docierają dwie ostatnie, długogrające, najnowsze płyty Elvisa (LP nr."12") "HIS HAND IN MINE" (na niej m.in. tytułowa "His Hand In Mine", "Know Only To Him", "Sweet Down, Sweet Chariot" czy "I Believe In The Man In The Sky") i (LP nr. "13") "SOMETHING FOR EVERYBODY" (m.in. na niej "Judy", "Geve Me The Right", "In Your Arms" czy "Sentimental Me"). Wojtek był już w posiadaniu (LP nr. „4”) „ELVIS CHRISTMAS ALBUM” („White Christmas”, „Peace In The Valley”, „Blue Christams”, „Silant Night” czy „It Is No Secret”). Grudzień/Styczeń (1961/62) to najpiękniejszy czas zapamiętany w mojej młodości, Spędzaliśmy najcudowniejsze, muzyczne ferie zimowe (trwały od 22 grudnia 1961r/do 6 stycznia 1962). Codziennie, do południa muzyczne spotkania na chacie Wojtka "Szymona" a wieczorem, w feryjne dni, przy wypełnionej po brzegi, naszej kultowej kawiarni "Literacka" słuchaliśmy, rozkoszowaliśmy się największymi, będącymi na czasie, świątecznymi hitami samego ELVISA. Jego kolędy i songi gospel dominowały w miejscach muzycznego kultu.


Rozpoczęły się oddolnie, potajemnie wykonywane tańce (protoplasta fajfów tanecznych) często przerywanych przez barmana lokalu, pana Jana Janowskiego. Dopiero latem 1962 (sierpień) fajfy zaakceptowane zostały przez dyrekcję ZDK "Włókniarz", w którym to Domu Kultury mieściła się "Literacka". Dzięki płycie LP, „His Hand In Mine” odkryłem, że Elvis to nie tylko szalony R&R, nie tylko country i kolędy ale także przepięknie wykonywane utwory stylu gospel, w którym to stylu muzycznym, bezgranicznie zakochałem się. Miłość do gospel, zmieniła mnie, nie tylko muzycznie, na zawsze. Zmiana ta trwa i odczuwalną jest do dzisiaj. Fanom Elvisa, wszystkim słuchaczom Radia NEAR FM składam najserdeczniejsze, gorące życzenia Bożonarodzeniowe, wspierając przepięknym gospelowym Elvisem utworem - "I Believe In The Man In The Sky"

Bogusław Mec (zm. 2012 r) - Boguś był ode mnie o dwa lata młodszym kolegą. Mecowie zamieszkiwali na plebani Zbawiciela, kościoła ewangelickiego. W tym samym budynku w pewnym, powojennym okresie zamieszkiwali pp Karewiczowie (Marek artysta fotografik). Boguś uczęszczał do istniejącego wówczas Liceum Pedagogicznego i brał lekcję, jak Marek Karewicz, gry na skrzypcach. Tu też kończył maturę. Spotykaliśmy się na fajfach tanecznych w "Literackiej" czy na dyskusjach po seansach filmowych w DKF-ie, np. po filmie Elie Kazana z James Deanem "Na wschód od Edenu" czy Louisa Bunnela "Piękności dnia" z Catherine Deneuve. Kiedy byłem w armii Boguś założył rock’n’rollowy zespól "Szare Koty" w którym to grał na perkusji i ... śpiewał. Miałem duże szczęście, że akuratnie będąc na urlopie (1 września 1965 r), mogłem ten zespół zobaczyć jedyny raz w życiu. Grali na rozpoczęcie roku szkolnego na scenie miejskiej Muszli Koncertowej, dziś Park „Solidarność”. Boguś zaśpiewał trzy wspaniałe utwory w języku francuskim. Zauważyłem, że w moim mieście rodzi się, rośnie WIELKA GWIAZDA POLSKIEJ PIOSENKI. Kiedy wyszedłem z wojska, zespół już nie istniał. Boguś był już na studiach w Łodzi i .... będąc amatorem wyśpiewał hit nad hity, kompozycji Włodzimierza Nahornego, "Jej portret", który otworzył mu drogę na artystyczne salony.


Rzadko się widywaliśmy, od czasu do czasu na ulicy, mówiąc sobie zwyczajne „cześć”, czy to w okresie świąt (Boże Narodzenie, Wielkanoc) czy na cmentarzu w dniu Święto Zmarłych, aż .... aż przyszła choroba. Ciężka choroba. Ponieważ siostra Bogusława, Danusia, jest moją rówieśniczką, koleżanką a także dawczynią szpiku kostnego dla chorego na białaczkę brata, na swoje 60-te urodziny (2005r) zaprosiła swoich bliskich, znajomych (do SCh TOMY przy ul. Bartosza Głowackiego), także swojego brata Bogusia (już po przeszczepie szpiku), a wśród gości znalazłem się również ja.

Spotkanie w SCh TOMY przy ul. Bartosza Głowackiego z Bogusławem. Stoją Bożena Dulas i Antoni Malewski siedzą Jacenty Buczyński z wpisującym dedykację BOGUSŁAWEM MECEM
Było to moje oficjalne, ostatnie spotkanie z Bogusławem. Muzycznie nie wystąpił na urodzinach siostry Danuty, był zbyt słaby, tuż po zabiegu ze szpikiem, ale promował na ekranie widniejącym ekranie TOMY swój najnowszy klip, pt. "Przyjaciele po to są". W kuluarowych naszych rozmowach dużo czasu poświęcaliśmy nagraniu płyty z coverami z repertuaru Nat King Cola, którego Boguś uwielbiał do bólu. Rok później Danusia, pracując w Wydziale Kultury UM z organizowała koncert Bogusława Meca na scenie ZDK "Włókniarz", który to sama poprowadziła, zapowiadając każdy utwór, wzbogacając przerywnikami z życia rodzinnego Meców jak i samego Bogusia.


Na tym koncercie, zaśpiewał swoje wszystkie przeboje, w tym również trzy przeboje, hity z repertuaru Nat King Cola, "Mona Lisa", „Unforgettable”, czy "Ramblin' Rose". Ponieważ koncert miał miejsce na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, w jego repertuarze znalazło się przepięknie wykonanych kilka,polskich kolęd. Okazało sie, że był to ostatni JEGO koncert. Nastąpił wkrótce nawrót choroby, po którym to, po 11 latach walki z "białą zarazą", Boguś zmarł. Wspominając Bogusława Meca chciałbym pożegnać wszystkich miłośników, JEGO fanów przepiękną kolędą wykonaną na ostatnim koncercie w Tomaszowie, w mistrzowskim wykonaniu - "Jezus malusieńki".

Fats Domino w świątecznym, bożonarodzeniowym nastroju
Fats Domino (zm. w październiku 2017r) - Fats to najukochańsze, muzyczne dziecko mojego pokolenia. Nie było tanecznych fajfów, dancingów bez udziału rhythm and bluesowych hitów Fatsa Domino. Kochaliśmy go wszyscy, i dziewczyny i chłopacy. Kiedy rozpoczynałem swoje muzyczne spotkania z cyklu "Herosi Rock'n'Rolla" właśnie rozpocząłem postacią Fatsa Domino. Dwukrotnie w swoich spotkaniach, poświęciłem czas niekwestiowanemu mistrzowi RHYTHMandBLUESA. Każde z nich było wielkim wydarzeniem w moim mieście, szczególnie te, na które z Nowego Jorku przybył osobiście Wojtek „Szymon” Szymański. Ten koncert odbył się na JEGO 65 urodziny pt. "Fats&Friends" z udziałem Raya Charlesa, Jerry Lee Lewisa, Ronnie Wooda i Paula Shaffera a odbył się w Nowym Orleanie, w klubie STORYVILLE, który to klub został zmieciony (2004 rok) z powierzchni ziemi przez tsunami Kristina a sam Fats podczas morskiej nawałnicy ratował się przed utonięciem na dachu własnego domu, gdzie dopiero po 7 dniach poszukiwania, został zauważony i uratowany przez załogę helikoptera US Army.


Kiedy w październiku przygotowywałem się do programu "Polskiej Tygodniówki" Tomasza Wybranowskiego, zadzwonił do mnie Wojtek "Szymon" z Nowego Jorku ze smutną informacją, - Antek przed chwilą radio NYC podało, że zmarł w wieku 89 lat król rhythm and bluesa FATS DOMINO!!! Żegnam ukochanego piosenkarza, zapraszając do wigilijnego stołu, nie tylko przez moje pokolenie, cudowną kolędą w JEGO wykonaniu "Rudolph The Red-Nosed Reindeer" życząc wszystkim słuchaczom Zdrowych, Pogodnych i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Antoni Malewski


Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.

piątek, 15 grudnia 2017

Każdy koncert jest jedyny w swoim rodzaju - z muzykami koszalińskiej metalowej formacji Othis rozmawia Kamila Kilian

Autorka wywiadu Kamila Kilian (druga z lewej) z muzykami grupy Othis
Koszaliński zespół OTHIS powstał 11 lat temu. Przetrwał do dziś pod wodzą perkusisty - Pawła, jednego z założycieli. W skład zespołu wliczają się również: Kevin - gitarzysta oraz wokalista zespołu, Majka - basistka oraz gitarzysta Darek. Ich muzykę można określić po prostu jako metal, ale uważni słuchacze mogą zauważyć wpływy takich gatunków jak thrash, heavy, power itd. Na przestrzeni lat zespół inspirował się przeróżnymi artystami, ale na pewno możemy wymienić tutaj Iron Maiden, Amon Amarth, Kreator, jak również Black Sabbath, a w związku z tym, że osobiste zainteresowania członków zespołu sięgają od punka, przez power metal, aż do black metalu, finalnie otrzymujemy mieszankę jedyną w swoim rodzaju. Niedługo OTHIS pochwali się EPką, ale nie znamy na razie więcej szczegółów, za to niedawno na YouTubie ukazał teledysk. Akcja odbywa się w opuszczonej fabryce, w której znajduje się pewna osoba... Jeśli chcecie sami się przekonać co się tam działo to zapraszamy do obejrzenia poniżej. Na wiosnę zespół planuje trasę promującą EPkę oraz udział w przeglądach i festiwalach. Są także są otwarci na rożne propozycje koncertów.

 

- Skąd wzięła się wasza nazwa i co oznacza?

Paweł: Nazwa pojawiła się znikąd. Przyszła do głowy Aśce - jednej z założycieli zespołu. Spodobała się wszystkim i została. Zaczęliśmy szukać w Internecie, czy już ktoś takiej nazwy nie wykorzystuje i okazało się, że pod Paryżem jest miejscowość o takiej nazwie. Nawet kiedyś zrobiłem sobie zdjęcie pod tablicą z tą nazwą miejscowości

- Jak długo istniejecie i kto był inicjatorem powstania kapeli?

Paweł: Zespół istnieje od 2006 roku? Chyba, bo szczerze mówiąc już nie pamiętam dokładnie czy to był 2006 czy 2005 rok. Powstał w momencie, kiedy zacząłem uczyć się grać na perkusji. Moi rodzice grali na gitarach. Ich poprzedni zespół zakończył działalność, więc zaczęliśmy grać razem i powoli zaczęło się to rozwijać.

- Co robicie na co dzień?

Kevin: Niedawno ukończyłem studia magisterskie i rozglądam się za pracą w zawodzie. A jeżeli chodzi o rozrywkowanie się, to poza muzyką oczywiście, jestem gamerem.

Darek: Pracuję w sklepie z artykułami RTV oraz AGD.

Majka: Na co dzień uczęszczam do technikum elektronicznego. W wolnym czasie lubię zająć się DIY lub wybrać się na koncert ze znajomymi.

Paweł: @ Kevin - "oczywiście gamerem." Hahaha :D. Z wykształcenia jestem inżynierem mechanikiem. Skończyłem studia magisterskie na Politechnice Koszalińskiej i obecnie pracuję w zawodzie. Poza tym uwielbiam grzebać przy samochodach, albo innych urządzeniach, w których coś się obraca, przesuwa, zamyka, otwiera itd.

- 17 grudnia 2014 roku zginął Wasz wokal/gitar. Możecie powiedzieć coś na ten temat?

Kevin: Generalnie jest to dość ciężki dla nas temat. Do dziś bardzo za nim tęsknimy i brakuje nam go jako muzyka i przyjaciela.

Paweł: Ja bardzo niechętnie wracam do tego tematu. Bardzo szkoda, że go nie ma z nami, natomiast mam nadzieję, że gra sobie teraz razem z Dimebagiem, Dio i innymi wspaniałymi muzykami.

- Zanim ustalił się obecny skład, mieliście sporo zmian. Z czego one wynikały i czy można już powiedzieć, że jesteście stabilnym bandem?

Paweł: Najczęściej wynikało to z tego, że ktoś szedł na studia, albo wyprowadzał się z Koszalina, bo jechał pracować w innej części Polski, albo odchodził z zespołu z powodów osobistych. W całej historii zespołu z różnych powodów wyrzucone zostały dwie, albo trzy osoby, które powinny zostać tylko w zespole. Nie ma sensu publicznie prać brudów, bo to nigdy się dobrze nie kończy.

Kevin: Jeżeli chodzi o to, co jest teraz: od około pół roku jest stabilnie. Materiał przerobiony. Nowy w drodze. Teledysk nagrany. Koncertów zagrane więcej niż przez poprzednie pół roku i kolejne w drodze. A na dodatek EPka już za rogiem. Pracujemy nad zgraniem, ale Darek i Majka są świetni i z próby na próbę wychodzi im coraz lepiej.



Darek: Jeśli o mnie chodzi to mam zamiar grać jak najdłużej. Nie przewiduję opuszczenia zespoł

- Powiedzcie kilka zdań o sobie i kto za jaki instrument odpowiada?

Kevin: Wokal i gitara. A może gitara i wokal. Zaczynałem od basu, ale szybko przeszedłem na gitarę. W tym się czuję najlepiej. Wokal wpadł całkowicie przypadkiem. Z racji wspomnianych wcześniej rotacji składu, w pewnym momencie pomyślałem, że dobrze byłoby się ubezpieczyć na wypadek kolejnej zmiany za mikrofonem i poszedłem na lekcje śpiewu. Z racji tego, że na rynku Koszalińskim jest bardzo mało wokalistów, uważam to za dobry krok, ponieważ dziś możemy grać a nie ponownie szukać składu.

Darek: Odpowiadam za gitarę rytmiczną oraz za grillowanie.

Majka: Gram na basie.

Paweł: Perkusja od zawsze. Trochę pomagam Kevinowi w kwestii komponowania. A poza tym jestem trochę managerem, trochę logistykiem, większość spraw "papierkowych" trafia do mnie.

- Kiedy przewidujecie premierę waszej pierwszej EP-ki. Co się na niej znajdzie, gdzie będzie można będzie ją nabyć lub posłuchać?

Majka: Przewidujemy, że premiera odbędzie się jeszcze w tym roku. Na płycie będą się znajdować utwory, które możecie usłyszeć również na naszych koncertach. Po wydaniu jej postaramy się podzielić nią z wami w każdy możliwy sposób.

- Kevin i Paweł: Gracie w Othis odkąd pamiętam, czyli od koncertu w Inferno Cafe w Koszalinie w  2014 roku. Co przez ten czas się u was zmieniło?

Kevin: Poza wspomnianym składem, raczej same rzeczy techniczne. Nowe gitary. Zestawy bezprzewodowe... Największa różnica jest taka, że już nie gramy w std E i std D, ze zmianą gitar podczas koncertu, tylko wszystko gramy w std E.

Paweł: Kevin wyczerpał temat. Ludzie, sprzęt. Nie zmieniło się tylko podejście. Grać i robić swoje, tak jak się chce, a nie tak jak inni tego oczekują.


- Jakie macie plany na przyszłość jako zespół i jakie macie największe marzenia ?

Darek: Grać, grać, jeszcze więcej grać! A jedno z marzeń to występ na dużym festiwalu tylko z muzyką metalową.

Majka: Na pewno zamierzam zostać z tym zespołem, a później wiadomo, jak każdy muzyk, stanąć nie tylko na dużych scenach, ale także zostać docenionym przez świat muzyki.


- Jesteś jedyną dziewczyną w zespole. Jak czujesz się z chłopakami?

Majka: Zależnie od sytuacji. Czasem ich bardzo lubię, a czasem z chęcią bym udusiła :D Chłopacy, jak chłopacy - też ludzie :D, wszystko zależy od charakteru każdego z nich, a tak poza tym... wydaje mi się, że dogadujemy się dobrze mimo różnicy wieku i płci.

- Dlaczego śpiewacie po angielsku?

Kevin: Nie śpiewam tylko po angielsku. Mamy dwa kawałki po polsku. Generalnie język angielski jest bardziej przystępny. Trafia do szerszego grona. Jest uniwersalny.

- Skąd czerpiecie inspiracje muzyczne?

Kevin: Różnie. Raz jest to inny zespół i ich utwór, a raz podpalenie bibliotek na Prespero przez Space Wolfes. Generalnie z duszy - tego co mamy gdzieś w środku i co nas kręci.

Paweł: To jest wypadkowa tego, czego słuchamy, niekiedy w danym momencie, w którym siadamy do zrobienia kawałka. Każdy z nas siedzi w trochę (albo bardzo) innym klimacie około rockowym i to wpływa na to, co ostatecznie nam wychodzi.

- Jaka jest tematyka waszych tekstów i kto je pisze?

Kevin: W sumie tu odwołam się trochę do odpowiedzi na poprzednie pytanie. Tematyka zależna od tego, co było akurat inspiracją.


Paweł: Przez długi czas teksty zawsze pisał wokalista. Obecnie kto ma pomysł, ten pisze. Tematyka jest różna, choć ja osobiście nie chcę wchodzić w politykę i ogólnie rozumiany światopogląd. Muzyka powinna być ponad tym i łączyć ludzi, a nie dzielić, bo ktoś ma inne poglądy.

- Z kim chcielibyście zagrać koncert?

Kevin: Iron Maiden

Darek: Generalnie sporo by wymieniać. Jeśli już to między innymi Amon Amarth, Judas Priest, Anihilator.

Majka: Na pewno ze wspaniałymi ludźmi, prawdziwymi artystami, którzy robią to, co kochają. Nie chciałabym tutaj wymieniać jakiś zespołów skali światowej, ponieważ to dosyć rzeczywiste, za to muszę powiedzieć, że uszczęśliwia mnie granie z małymi zespołami, dzielenie się spostrzeżeniami, informacjami, muzyką.

Paweł: Metallica, Kreator, Testament, Amon Amarth. A tak po chwili zastanowienia, to z każdym zespołem. Każdy koncert, czy to ze znanymi zespołami, czy dopiero co powstałym jest jedyny w swoim rodzaju i dostarcza nowych i ciekawych (choć nie zawsze miłych) doświadczeń.

- Gdzie chcielibyście zagrać koncert?

Kevin: Ozzfest

Darek: B90 w Gdańsku oraz Brutal Assault

Majka: Hmmm. Chyba Woodstock. Wiem, że są większe, może i lepsze festiwale, ale tylko ten jest w moim serduszku.

Paweł: Wacken? 70000 Tones of Metal? Tak, chyba to drugie. 4 dni na jednym statku z setką muzyków i tysiącami fanów. Do tego ciepłe klimaty Florydy. Mógłbym tak grać.

- Jaki był Wasz najlepszy i najgorszy występ?

Kevin: Najgorszy chyba „Tribute To Dime”. Wszystko się waliło. Tu mikrofon spadł na werbel, tam stopa rozwaliła naciąg... posypaliśmy się wszyscy. Najlepszy... mi osobiście najbardziej podobał się koncert juwenaliowy w 2016 roku w Koszalinie. Graliśmy przed Lady Pank i Oberschlesien. Niestety przez to też mieliśmy bardzo mało czasu na grę... Ale publika była bardzo liczna, scena ogromna, telebim obok i po koncercie słyszeliśmy, że wszyscy się dobrze bawili.

Darek: No cóż... póki co, to zagrałem dopiero kilka koncertów z zespołem. Jeśli już wymieniać najgorszy i najlepszy to oba były w pubie Graal.

Majka: Troszkę w sumie zagrałam już tych koncertów, ale ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. W szczególności dla mnie ,,dobry koncert" zależy w dużym stopniu od publiczności i tego jak się bawi, czasem również jej dystans, zrozumienie. Pozytywnie odbieram ostatni koncert na Tarantelladzie, zwłaszcza znajomych, którzy wygłupiali się pod sceną. W pewnych momentach prawie płakałam ze śmiechu.

Paweł: Najgorszy? Pod względem technicznym - Tribute to Dime. Pod względem frekwencyjno - publicznościowym dwa. Jeden w Katowicach, a drugi już nie pamiętam gdzie. Zapamiętałem tylko to, że ludzie byli bardziej zainteresowani oglądaniem chyba jakiegoś meczu, albo walki niż koncertem. Przykre. Najlepszy? Chyba każdy przeglądowo-konkursowy. "Zwykłych" koncertów zagrałem ponad 100 i z biegiem czasu trochę mi spowszedniały. Natomiast na przeglądach zawsze jest zastrzyk adrenaliny, żeby pokazać się z jak najlepszej strony i zagrać najlepszy koncert w życiu.


Kamila Kilian mieszka w Łazach. Przyszła na świat 22 września 1996 roku w Koszalinie. Jej hobby to fotografia, zwierzęta, traktory, a przede wszystkim muzyka. Od trzech lat jest też wolontariuszką w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Koszalinie. Jej miłość do traktorów pojawiła się na Zlocie Traktorów i Maszyn Rolniczych w Łazach, a muzyka jest u niej od zawsze. Rocka słucha od podstawówki. W gimnazjum zaczęła uczestniczyć w koncertach i poznawać nowe zespoły. Prowadzi grupę na Facebooku "Koncerty Koszalin Słupsk Gdańsk Gdynia Miastko Pomorze PL" Blisko rok temu postanowiła spopularyzować swoje zaprzyjaźnione zespoły w propozycjach do Listy Przebojów Polisz Czart! Słucha różnych gatunków metalu i ciągle poznaje nowe kapele. Zbiera płyty, kostki do gitary, pałki i bilety koncertowe oraz playlisty z autografami. Na koncertach uwielbia się dobrze bawić, headbanging, pogo i darcie się razem z wokalistą uwalnia ją od codziennych problemów. Na FB prowadzi polski fan- page brytyjskiej Metasomy.