piątek, 14 grudnia 2018

Bartosz Bukowski - Efekt, czyli rzecz o zderzeniu marzeń z tirem





Do naszego sennego wiejskiego baru wkroczyła Ona. I na moment cały bar zamilkł. Rozmowy przestały być ważne, zadający pytania przestali być zainteresowani odpowiedziami. Wszystko zamarło. Cały życie baru skupiło się w jednym punkcie. W miejscu, gdzie ze smug niebieskiego dymu wyłoniła się Ona. Co prawda w tym nieoczekiwanym cudzie była pewna wtórność, lecz ta niewysoka blondynka była tak pewna swej kobiecości, że jednym niby niewymuszonym wypięciem swoich wydatnych piersi strąciłaby z tej przerośniętej muszli tą gapowatą rudawą piękność wprost w niebyt lub jeszcze gorzej... w niezauważenie. To, że świat baru na moment stanął dla niej w miejscu, nie skrępowało jej. Nie. Wręcz przeciwnie. Ona zachłannie i żarłocznie karmiła się tą chwilą swego niezaprzeczalnego triumfu nad tym męskim światem. Doskonale świadoma tego, że mężczyźni tylko mają ciała a kobiety są ciałem, wypięła jeszcze bardziej swój wielki biust zbrojny w odbierający mowę dekolt jednocześnie tak od niechcenia niby niewinnym skromnym ruchem zaczęła obciągać swoją wściekle czerwoną spódniczkę mini która w sposób niemiłosierny dla męskich zmysłów opinała jej pupę, czym do reszty dopełniła zniszczenia.


Zapanowała całkowita, głucha cisza, taka jak na moment po wybuchu bomby. Uśmiechnęła się szeroko i w tej ciszy wybrzmiało jej tak bardzo jak to się tylko da amerykańskie przeciągłe i zadziorne.

- Haajj !!! – po czym ku uldze zebranych dodała – Dżoana jestem i przyleciałam z ju-es-ej!!!

Nagle cały bar, ten męski świat na powrót ożył!!! Zwariował. Zahuczało jak w ulu od naprędce na wyścigi pojawiających się najbardziej wyszukanych i pełnych galanterii powitań, padania do nóżek, całowania rączek itd. A ona rozpływała się w tej powodzi komplementów które zalały pod sam sufit bar. W ślad za powitaniami pojawiły się propozycje a czegóż się pani napije? Czym zechce się pani uraczyć? I nagle okazało się, że stałym bywalcom baru, którzy nigdy nawet nie zadali sobie tyle trudu, by choćby omieść wzrokiem najwyższą półkę, to ta stała się dziś dla nich za krótka. Spoglądali na mnie z wyrzutem, a przepraszająco i ze skruchą w kierunku swojej nowej władczyni. Na szczęście dla mnie nowo przybyła królowa zadowoliła się małym piwem z sokiem z obowiązkową słomką. Goście rozradowani tym pięknym wydekoltowanym aniołem, który przyleciał do nich z USA jęli prześcigać się w swoich rozmowach coraz to bardziej dziwnymi i przezabawnymi formami. Słowa gotowały im się w ustach, ale nikt nie zwracał na to uwagi, bo właśnie nieoczekiwanie dla wszystkich rozpoczął się gorący karnawał.


Prym wśród nie najmłodszych już tancerzy obskakujących przybyłą wiedzie Jasiu Krzemień. Wyszukuje dla niej najlepsze miejsce. Jest szarmancki, jak tylko on potrafi. Odstawia jej krzesło przeciera je swoim sławnym kraciastym kaszkietem. Mimo że już nie młody i pomarszczony, to piękny jest w tym swoim tańcu godowym.

Podoba mi się ten odmieniony bar. Ci zazwyczaj leniwie rzucający karty na stół faceci z minami ludzi, którzy przeżyli już wszystko i na nic już nie czekają. Mężczyźni, których interesują już tylko te karciane damy i to najlepiej cztery w łapie. Porzucają swoją grę dla niej. Jej przybycie ożywiło głęboko skrytą w nich chęć przeżycia czegoś naprawdę Wielkiego. Niesamowitej przygody. Jest krzykiem, który budzi w starych mężczyznach coś, z czego nie do końca zdają sobie sprawę. Za tymi pożądliwymi spojrzeniami kryje się coś więcej. Przytępione codziennością (może całkiem udanego życia) marzenie o wielkiej szalonej miłości, o kimś, z kim można by obrócić się plecami do całego już zupełnie niepotrzebnego Świata i bez strachu i cienia żalu wlać w swoje przepalone gardło tą ostatnią truciznę. Niestety ten kolorowy rajski ptak, który przyleciał do nas aż z ameryki w końcu opuszcza bar. Dumna i szczęśliwa, pełna zadowolenia z wrażenia jakie wywarła w tym miejscu. Z tego, że była gwiazdą i wniosła trochę wielkiego świata w ten zapomniany prowincjonalny bar.


Całej tej sytuacji lekko nieobecnym i nieco zamglonym wzrokiem przyglądał się jeden mocno już zmęczony trudami życia mimo młodego wieku chłopak. Alkohol ma tę moc, że z reguły bez reszty angażuje, zaprzęga w bezmyślny dziki pęd przeżywania, pcha do działania z pominięciem pracy mózgu refleksji mówiąc stanowcze – nie!!! Czasami jednak, gdy już na dłużej rozgości się w swoim gospodarzu, to w ramach zapłaty za gościnę potrafi obdarzyć go niesamowitym dystansem i spokojem. Pozwala widzieć rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, obdartymi z wszelkich oczekiwań, marzeń i podtekstów. Na takiego człeka nie zadziała żaden podprogowy przekaz. Teraz ten milczący, lekko nieobecny młodzian zaraz po jej wyjściu zapytał z niedowierzaniem kręcąc głową:

- Co to kurwa było? Wylotówka na Kielce?

***

Ja, czyli Bartosz Bukowski. 19 maj 1978 to mój początek. Dzieciństwo pięknie podzielone pomiędzy Kraków, a później Gierczyce. Tu i tam niekończąca się bajka pełna malin, spacerów na Wawel i dzikich podróży do Gęstych Cierni i ukrytych w nich niezapominajek. I tak samo pełne wypraw w przeszłość wraz z historiami opowiadanymi mi przez moją babcie i jej starszą siostrę - dla mnie po prostu ciocię Gienię. W roku 1983 przekraczam próg szkoły podstawowej im. Marii Curie Skłodowskiej w Łapczycy, a dokładniej jej fili w Gierczycach. O samej szkole podstawowej niewiele mogę powiedzieć z wyjątkiem tego, że do 3 klasy miałem pod górkę, a później PKS-em. W 1992 roku dostaje się do liceum im. Edwarda Dembowskiego i tu w jednej chwili rodzę się na nowo, gdy ktoś z tłumu na mój widok krzyczy - "te kur... popatrz jaki sprężyna idzie". I tak zostałem Sprężyną, choć sam zmieniłem pisownie na Sprenrzyna, by podkreślić moją dysortografię i odróżnić od innych "pospolitych" sprężyn. W gdowskim liceum zacząłem przygodę z pisaniem publikując swoje teksty w legendarnym w pewnych kręgach "Kujonie Wieczornym wydanie poranne". Po szkolę średniej wracam na cztery szalone lata do Krakowa i rozpoczynam dziką zabawę połączona z okazjonalnymi wizytami na uczelni, co zaowocowało trzykrotnym pobytem na drugim roku bibliotekoznawstwa UJ. Ten jakże wesoły etap mojego życia kończy się gwałtownym spotkaniem z pewną wierzbą, w wyniku którego pewna fiesta trafia na złom, a ja zaprzyjaźniam się na trzy lata z dwiema laskami (kulami). To nieudane hamownie przed drzewem dość mocno wyhamowało moje życie i na powrót zacząłem sobie zapisywać to i owo. Wreszcie miałem w nadmiarze tego, czego zazwyczaj wszystkim brakuje – czasu. W 2007, gdy w miarę pewnie staję na dwóch nogach, wsiadam w samolot i zaczynam swoją angielską przygodę, która trwa do dziś. Na początku był Queen, a potem długo, długo nic. Ich cała dwudziestoletnia dyskografia nauczyła mnie, że w rock and rollu nie mam miejsca na szufladki i że można zwiewnie flirtować z różnymi gatunkami. Dzięki Freddiemu i spółce mam niesamowicie otwartą głowę na Muzykę, choć jako upadły bibliotekarz powinienem lubić szufladki. Tak się jednak nie stało i w to mi graj!!! Bibliotekoznawstwo, więc mnóstwo książek za mną, ale od kilkunastu lat mam wrażenie, że najważniejszą już przeczytałem, a jest nią zbiór opowiadań Antoine de Saint-Exupery z najważniejszym dla mnie – Ziemia, planeta ludzi. Nic więcej nie dodam z wyjątkiem PRZECZYTAJCIE!!!

Bartosz Bukowski - Niewolnicy drogi

fot. Sławek Orwat




Idziemy przez świat drogami. Dzięki nim wszędzie jest dużo bliżej, niemal tak o dwa kroki. Podróżujemy sprawniej i wygodniej. Niełatwo się teraz zgubić (a czy odnaleźć łatwiej? Ja nie wiem). Poruszamy się sprawdzonymi szlakami, które wytyczył ktoś przed nami. Jest wygodniej bezpieczniej i szybciej. Z drugiej strony, korzystając z tych dróg bardzo wąsko (dosłownie i w przenośni) poznajemy świat i nawet te nasze małe ojczyzny znamy tylko z widzenia, przelotnie z okien samochodów czy z poboczy dróg, bo świat mieści się na drogach a cała reszta to rzecz poboczna.


fot. Sławek Orwat
Tylko we wczesnym dzieciństwie, kiedy drogi ulice są dla nas zakazane i żyjemy po za nimi, to wtedy tak naprawdę dokładnie i obszernie poznajemy ten swój sobie przeznaczony świat. Tak wzdłuż i wszerz, a potem, gdy wieku lat X nabieramy praw do poruszania się drogami, to świat urośnie nam gwałtownie, ale dużo bardziej wzdłuż niemal tracąc na szerokości. Nie będzie już nigdy równowagi pomiędzy wzdłuż a wszerz. Wiedza o tym jak wygląda nasz najbliższy świat, nasze otoczenie z reguły nie sięga dalej niż możemy to zaobserwować gołym, nieuzbrojonym okiem, w czasie poruszania się naszymi codziennymi szlakami, a codzienność osłabia wszystkie zmysły, a nawet oślepia. Pół biedy, gdy droga biegnie grzbietem jakiejś górki i daje szeroką perspektywę, w której jednak często ginie szczegół. Nie zawsze wzniesienia są naszymi sprzymierzeńcami - to prawda, że swoich zdobywców nagradzają pięknym widokiem, ale mało która droga porywa się na taki śmiały wyczyn, a my z nią. Bite szlaki wydeptują całe pokolenia ludzkich stóp. Mnogość i czas rozwadniają ludzi, bo śmiałków i zdobywców jest niewielu a większość niczym rzeka woli wić się między wzgórzami, niż je zdobywać. Z doliny widać dużo mniej, a nawet niewielkie wzniesienie może przesłonić kawał świata.



fot. Sławek Orwat
Może być tak, że od lat niezmiennie mijamy pewien zakręt, za którego wyrasta pagórek, nie wiemy co jest za nim. Nigdy nie przyszło nam do głowy, by to sprawdzić. Nie zrodziła się w nas taka ciekawość, bo co tam może być za nim innego, od tego, co już znamy i widzieliśmy. Tu i tak wszystko jest nasze swojskie. Przecież nie ma tam pieczary ze złotym smokiem pilnującym skarbu. Co tam może być? Jakieś pole czy łąka? A jak u nas w Gierczycach, to może i sad? Zdziczały, niesamowity, gęsty, że aż nie do przebycia, kwitnący i groźnie stroszący swe kłujące gałęzie sad zdziczałych słodkich śliw. Jadąc dalej drogami opuszczamy nasze początki wiemy, gdzie Święta, a gdzie Niwa, Krupki czy Gęsty Cierń. Dzielnie i pełni zapału ruszmy przemierzać Kraj i inne kraje by w tym przemierzaniu poznać je, a jak nie poznać to chociaż zobaczyć. A widzimy tylko malusieńki nieznośnie wąski wycinek rzeczywistości, ale to nic, bo chyba z nich z grubsza uszyty jest świat. Przejechanie całej Europy autostradami ma urok i oprawę gier 8 bitowych. Oglądam przez większość czasu mniej lub bardziej ciekawe ekrany wygłuszające. Trochę się różniące między sobą, ale czy warte tej całej podróży? Ale to nie byłoby żadne nieszczęście... wielkie lub mniejsze, gdyby to dotyczyło tylko sposobu w jaki podróżujemy. Podróż nieczęsto jest celem samym w sobie, a z reguły jest tylko narzędziem, powinnością, która musi wydarzyć się pomiędzy punktem A i B.



Dużo bardziej niepokojące jest to, że my nawet myśląc, podążmy drogami innych. Często całkowicie anonimowych dla nas budowniczych tych wygodnych autostrad dla „naszych” myśli. Cieszymy się tą wygodą, tą płaską i równą powierzchnią, którą pędzimy na oślep. Bez żadnej zbędnej refleksji, która może uwierając nas w bucie, mogłaby nie pozwolić wcisnąć do dechy ten pedał naszego samozadowolenia. Możemy śmiało przyspieszyć jeszcze bardziej, by zdążyć do celu, na który i tak nie sposób się spóźnić.

***

Ja, czyli Bartosz Bukowski. 19 maj 1978 to mój początek. Dzieciństwo pięknie podzielone pomiędzy Kraków, a później Gierczyce. Tu i tam niekończąca się bajka pełna malin, spacerów na Wawel i dzikich podróży do Gęstych Cierni i ukrytych w nich niezapominajek. I tak samo pełne wypraw w przeszłość wraz z historiami opowiadanymi mi przez moją babcie i jej starszą siostrę - dla mnie po prostu ciocię Gienię. W roku 1983 przekraczam próg szkoły podstawowej im. Marii Curie Skłodowskiej w Łapczycy, a dokładniej jej fili w Gierczycach. O samej szkole podstawowej niewiele mogę powiedzieć z wyjątkiem tego, że do 3 klasy miałem pod górkę, a później PKS-em. W 1992 roku dostaje się do liceum im. Edwarda Dembowskiego i tu w jednej chwili rodzę się na nowo, gdy ktoś z tłumu na mój widok krzyczy - "te kur... popatrz jaki sprężyna idzie". I tak zostałem Sprężyną, choć sam zmieniłem pisownie na Sprenrzyna, by podkreślić moją dysortografię i odróżnić od innych "pospolitych" sprężyn. W gdowskim liceum zacząłem przygodę z pisaniem publikując swoje teksty w legendarnym w pewnych kręgach "Kujonie Wieczornym wydanie poranne". Po szkolę średniej wracam na cztery szalone lata do Krakowa i rozpoczynam dziką zabawę połączona z okazjonalnymi wizytami na uczelni, co zaowocowało trzykrotnym pobytem na drugim roku bibliotekoznawstwa UJ. Ten jakże wesoły etap mojego życia kończy się gwałtownym spotkaniem z pewną wierzbą, w wyniku którego pewna fiesta trafia na złom, a ja zaprzyjaźniam się na trzy lata z dwiema laskami (kulami). To nieudane hamownie przed drzewem dość mocno wyhamowało moje życie i na powrót zacząłem sobie zapisywać to i owo. Wreszcie miałem w nadmiarze tego, czego zazwyczaj wszystkim brakuje – czasu. W 2007, gdy w miarę pewnie staję na dwóch nogach, wsiadam w samolot i zaczynam swoją angielską przygodę, która trwa do dziś. Na początku był Queen, a potem długo, długo nic. Ich cała dwudziestoletnia dyskografia nauczyła mnie, że w rock and rollu nie mam miejsca na szufladki i że można zwiewnie flirtować z różnymi gatunkami. Dzięki Freddiemu i spółce mam niesamowicie otwartą głowę na Muzykę, choć jako upadły bibliotekarz powinienem lubić szufladki. Tak się jednak nie stało i w to mi graj!!! Bibliotekoznawstwo, więc mnóstwo książek za mną, ale od kilkunastu lat mam wrażenie, że najważniejszą już przeczytałem, a jest nią zbiór opowiadań Antoine de Saint-Exupery z najważniejszym dla mnie – Ziemia, planeta ludzi. Nic więcej nie dodam z wyjątkiem PRZECZYTAJCIE!!!

czwartek, 13 grudnia 2018

Premiera albumu Arczisty. Niespodziewane wideo już na MaxFloRecTV









6.12, do regularnej sprzedaży trafił krążek „Nic dla każdego”. Debiutanckie wydawnictwo Arczisty dostępne jest tylko na www.MaxFloSklep.pl. Także tego dnia na MaxFloRecTV pojawiła się wizualizacja do ostatniego utworu z tracklisty premierowej płyty Arczisty. Na Youtubowym kanale MaxFloRec został reuploadowany, czyli ponownie wgrany utwór „Nic dla każdego, coś dla nikogo”. Na długo zanim Arczista pojawił się na MaxFloRecTV numer trafił na kanał rapera. 


Po raz pierwszy fani MaxFloRec usłyszeli o Arcziście w ub. roku za sprawą utworu „Nawyki zła”, który pojawił się na kanale wytwórni jako luźny singiel. Ciepłe przyjęcie artysty sprawiło, że w sierpniu 2018 r. zaprezentował się jako jeden z uczestników akcji WYNURZENIE. W ramach inicjatywy na MaxFloRecTV pojawiły się kolejne utwory Arczisty, w tym numer „Bez bilbordów”, któremu towarzyszy teledysk. Pod koniec października br. pojawiła się informacja, że w MaxFloSklepie wystartował pre-order debiutanckiego krążka Arczisty pt. „Nic dla każdego”.  Wydawnictwo zawiera 10 premierowych utworów, za które w całości odpowiada Arczista. Wyjątkiem na płycie jest numer „Jak można”, do którego bit stworzył Lema. Pełny odsłuch albumu dostępny jest od dziś we wszystkich najważniejszych serwisach z muzyką cyfrową. Patronat medialny nad „Nic dla każdego” sprawują: serwis Dyktafonografika.com, audycja Rap Gra w Radiu Aktywnym oraz Freestyle.pl, Beatbattle.pl i DlaStudenta.pl. Wiadomo już, że album jest 1. odsłoną dwuczęściowego projektu, którego kontynuacja przewidziana jest na wiosnę 2019 r.

Tekst: Anna Grabowska (MaxFloRec)

piątek, 7 grudnia 2018

9 grudnia o godz. 20:00 w warszawskim klubie Chmury przy ul. 11 listopada 22 odbędzie się pierwszy transmitowany na żywo na falach Radia WNET koncert. Wrocławska grupa Katedra zagra swój najnowszy album: Człowiek za dużo myślący

9 grudnia to niezwykła data dla wrocławskiego zespołu Katedra oraz Radia WNET. Od momentu nadawania na częstotliwościach 87,8 w Warszawie i 95,2 w Krakowie, tego właśnie dnia o godz. 20:00 w warszawskim klubie Chmury przy ul. 11 listopada 22 odbędzie się pierwszy transmitowany na żywo na falach Radia WNET koncert. Człowiek za dużo myślący to tytuł drugiego albumu młodych wrocławskich muzyków i zarazem koncepcyjna historia niepoprawnego romantyka zanurzonego w coraz bardziej zdehumanizowany świat XXI wieku oprawiona w zniewalającą psychodeliczną, progresywną aranżację.

"Katedra to zespół istniejący poza czasem - zawieszony gdzieś pomiędzy utopijną wizją kolorowych lat 60. i 70. a współczesną manią przetwarzania i remiksowania przeszłości. Od prawie dziesięciu lat wskrzesza ideę naturalnego, analogowego grania. Może wydawać się widmem sprzed kilku dekad, które postanowiło nawiedzić epokę Internetu i zmącić jej spokój - mimo swojej niestosowności, sterczy jako wyrzut niczym stare katedry na tle wielkomiejskiego krajobrazu. 
W czasie swojego dziwacznego żywota zespół pojawił się niespodziewanie w medialnej przestrzeni za sprawą występu w 5. edycji programu "Must Be The Music", awansując aż do finału. W 2015 roku wydał debiutancką płytę Zapraszamy na łąki i z tej okazji zdobył drugie miejsce w plebiscycie "Teraz Rock" w kategorii debiutantów. 
Raz wystąpił też obok najprawdziwszej katedry, grając koncert na dużej scenie Slot Art Festival 2016 w Lubiążu. 2018 jest rokiem powrotu - Katedra wydaje koncept album zatytułowany Człowiek za dużo myślący. Podobnie jak średniowieczne świątynie, muzyka na nim zawarta powstawała bardzo długo. 
Jest ona efektem dojrzewania refleksji, które towarzyszyły członkom grupy od momentu założenia zespołu. Kompozycje opowiadają historię pewnego człowieka – idealisty poszukującego prawdziwej wartości mogącej wypełnić jego życie. Wiecznie nienasyconego, wyglądającego raju, który jest wciąż „tuż za rogiem”. To także opowieść o wszystkich ludziach za dużo myślących".
Tyle młodzi muzycy o sobie.
Zespół powstał we Wrocławiu w 2009 roku z inicjatywy gitarzysty Fryderyka Nguyena, basisty Macieja „Jima” Stępnia, klawiszowca Michała Zasłony i perkusisty Pawła Drygasa, który jednak odszedł ze składu po zagraniu pierwszego koncertu. W zespole kilkukrotnie zmieniał się perkusista, w formacji grali przez jakiś czas Łukasz Rataj i Karolina Synowiec. Na początku października 2011 roku ukazał się debiutancki mini-album zespołu pt. Katedra. Niedługo po tym, w pierwszej połowie 2012 roku, do składu powrócił Paweł Drygas. W 2013 roku do zespołu dołączył żeński chórek: Katarzyna Radoń i Teresa Grabiec. Pod koniec lipca premierę miał drugi mini-album muzyków zatytułowany Nieukryte. W październiku 2015 roku ukazał się wspomniany debiutancki album studyjny zespołu zatytułowany Zapraszamy na Łąki. Niedawno w miejsce poprzednich chórzystek Katedry pojawiły się Asia Zieleń i Agnieszka Rusiecka.

I na koniec ciekawostka. Zespół Katedra to koledzy z 12 LO we Wrocławiu. Podczas klasowej wycieczki do Warszawy, spacerując alejami cmentarza powązkowskiego w pewnej chwili basista Maciek Stępień wypowiedział do swoich kolegów następujące słowa: "bądźmy Katedrą". 
Od tego momentu zaistniała grupa, która 9-go grudnia powróci do miasta, w którym tak naprawdę uformowała się. Ponadto w dniach od 3-go do 7-go grudnia w ramach promocji koncertu słuchacze Radia WNET będą mogli wysłuchać codziennej audycji "Płyta tygodnia", w której objawi się im po raz pierwszy Człowiek za dużo myślący... Serdecznie zapraszamy.


8 grudnia w Bishop's Stortford zagra Transparent Human Creatures







Wywiady z THC
2014 tutaj
2017 tutaj
Recenzja z londyńskiego 
koncertu 2015 tutaj
Recenzja pierwszej EP tutaj

 

7 grudnia w Londynie zagra Acid Drinkers oraz znany z wysokich miejsc Listy Polisz Czart Bad Solution


Wywiad z Titusem z roku 2016 znajduje się tutaj

Fenomenalny polski artysta ukrywający się pod szyldem K-essence 7 grudnia o godz. 20:00 wystąpi w katowickim klubie Herbateka przy ul. Głogowa 31. Cały Górny Śląsk wali drzwiami i oknami. Nieobecność będzie usprawiedliwiona tylko za okazaniem L-4