niedziela, 9 czerwca 2019

„Kiedy był przy mnie, niczego więcej nie pragnęłam.” Z włoską wokalistką Concettą „Faridą” Gangi – wielką miłością i muzą Czesława Niemena rozmawia Sławek Orwat

Zdjęcie wykonane tuż przed wywiadem
- Przyszła pani na świat jako Concetta Gangi w jednej z niewielkich, malowniczo położonych miejscowości na zboczach Etny.

- Dokładnie w miasteczku Bronte niedaleko Katanii.


- Pani mama była Arabką i urodziła się w egipskiej Aleksandrii, a jedna z pani babć pochodziła z USA. W jakim stopniu ta wielokulturowość, w której pani dorastała, wpłynęła na pani twórczą wyobraźnię i artystyczną tożsamość?

- Rzeczywiście czuję się nieco inna i na pewno nie można o mnie powiedzieć, że jestem typową Włoszką, ale trudno jest też jednoznacznie stwierdzić, że ta wielokulturowość jakoś szczególnie wpłynęła na postrzeganie przeze mnie świata, albo na moją artystyczną wrażliwość. Każdy z nas posiada przecież jakieś dobre i złe cechy, a to, co chyba najbardziej chciałam zawsze przekazać poprzez moje piosenki, to przede wszystkim jakąś prawdę i szczerość wobec tych wszystkich, dla których moje przesłanie jest ważne i inspirujące.

- Jak powszechnie wiadomo, pani sceniczne imię Farida nie pojawiło się z przyczyn artystyczno-marketingowych. Ten słodki przydomek otrzymała pani już we wczesnym dzieciństwie, a zawdzięcza go pani swojej egipskiej babci.

- Tak, "farida" po arabsku oznacza "słodki cukierek", ale ja uważam, że to imię nie tylko jest słodkie, lecz przede wszystkim piękne i tajemnicze.

- Przed wielu laty podczas kolacji tuż po zakończeniu jednego z pani mediolańskich koncertów, kelner podobno przekazał pani zapakowany w serwetkę kosztowny pierścionek z dedykacją od tajemniczego księcia... "dla najpiękniejszego stworzenia, jakie kiedykolwiek widziałem". Pewnie jeszcze nie jeden raz była pani obiektem podobnych westchnień, a wymyślony przez pani babcię przydomek jedynie potwierdza, że musiała pani być prześliczną istotą już od wczesnego dzieciństwa. Czy ta wyjątkowa uroda pomagała pani w robieniu kariery, czy raczej przeszkadzała?


- Na pewno mi nie pomagała, chociaż producenci i promotorzy mogli niejednokrotnie tak myśleć. Owszem, dzisiejszy świat często wartościuje artystę przez pryzmat jego urody, ubrań, biżuterii i innych walorów zewnętrznych. Ja jednak zawsze starałam się być daleko od takiego myślenia o sobie i uparcie pomniejszałam rolę urody w kontekście moich sukcesów jak i osiągania kolejnych szczebli kariery. Jedno jest pewne - nigdy świadomie się nie sprzedawałam.

- Ile miała pani lat, kiedy odkryła pani w sobie talent wokalny i czy ujawnił się on spontanicznie, czy też ktoś z najbliższego otoczenia nieustannie w pani tę świadomość pielęgnował?

- Śpiewałam i tańczyłam już w wieku trzech lat, o czym wielokrotnie opowiadała moja mama. Jednocześnie był w mojej najbliższej rodzinie wujek Vicenzo, który wielokrotnie moim rodzicom powtarzał - uważajcie na nią, bo to dziecko ma ogromny talent. Ponadto nie bez znaczenia były też u mnie tradycje rodzinne - siostra  mojej mamy także była śpiewaczką.

- Czyli śmiało można powiedzieć, że wchodziła pani w dorosłe życie ze świadomością, że scena jest pani naturalnym środowiskiem i życiowym przeznaczeniem?

- Odkąd sięgam pamięcią, nigdy nie interesowały mnie lalki czy zabawy z dziećmi. Zawsze wiedziałam, że będę śpiewać i że scena jest ogromnie ważną częścią mojego życia. Zawsze też poprzez śpiew najpełniej potrafiłam wyrażać takie nastroje jak złość, radość, smutek oraz wszystkie inne towarzyszące naszemu życiu emocje.


- W roku 1966 na Festiwalu Nieznanych w Ariccia zorganizowanym przez Teddy'ego Reno i Ritę Pavone wystąpiła pani jako Ketty Gangi. Czy to był właśnie ten występ, który otworzył pani drogę do kariery?

Opera Leśna Farida z Januszem Zielińskim z Enigmatic
i Marią Gutowską (fot. Stefan Figlarowicz)
- I tu ponownie pojawia się wujek Vicenzo, który nieustannie czuwał nad moim rozwojem wokalnym i który osobiście zadbał o najdrobniejsze organizacyjne formalności, dzięki czemu mogłam się wtedy w Ariccia pokazać. I rzeczywiście ranga tego wydarzenia, a zwłaszcza pozycja artystyczna jego organizatorów dawała młodym, dobrze zapowiadającym się wokalistom nadzieję na prawidłowy rozwój ich talentu i tym samym na o wiele szybsze osiągnięcie sukcesu.

- Czyli można powiedzieć, że wujek Vicenzo był pani pierwszym promotorem i managerem?

- Zdecydowanie tak (śmiech).



- Dwa lata po Festiwalu w Ariccia, czyli w roku 1968 nagrała pani swoją pierwszą piosenkę zatytułowaną "Superman", która nie tylko pojawiła się w filmie "Wspaniali trzej Supermeni w Tokio", ale - co dla wokalistki jest chyba najistotniejsze - ukazała się również na płycie będącej zapisem jego ścieżki dźwiękowej.

fot. Sławek Orwat
- Była to koprodukcja włosko-niemiecka w reżyserii Bitto Albertiniego, a od strony muzycznej kierowana przez Ruggero Cini. Z perspektywy czasu nie uważam dziś jednak tego filmu za jakieś moje szczególnie znaczące osiągnięcie. O wiele ważniejszym dla mnie wydarzeniem roku 1968 było natomiast ciepłe przyjęcie wydanych na jednym krążku piosenek "Io per lui" i "Il Pianoforte" oraz utworu "La voce del silenzio".


- I bodajże od tego momentu rozpoczęło się pani artystyczne życie pod imieniem Farida?

- Tak.

Farida z Marią Gutowską fot. Stefan Fiflarowicz
- Ważną decyzją dla pani kariery było też rozpoczęcie współpracy z popularnym rzymskim Piper Club, gdzie wykonywała pani niezapomniane evergreeny takich mistrzów jak Mikis Theodorakis, niedawno zmarły Charles Aznavour czy niezapomniany przedstawiciel genueńskiej szkoły song-writerów Luigi Tenco.

- Śpiewałam tam również piosenki autorskie, w tym najbardziej popularną "Vedrai, vedrai", a co do wspomnianych standardów, to warto dodać, że były one świetnie zaaranżowane i smakowicie podane w jazzowo-rockowym sosie a'la Billie Holiday i Janis Joplin.

- Wielu miłośników pani talentu dopatruje się ogromnego podobieństwa barwy pani głosu do barwy głosu Janis Joplin. W jednym z wywiadów mówi pani o tym w następujący sposób: "to porównanie oczywiście mi pochlebia. Ona na scenie była jak wulkan, a ja wychowałam się na zboczu dymiącej Etny i dlatego głęboko wierzę w gniew i ciepło mojej ziemi, przez co nieobca jest mi podobnie jak jej żarliwość i desperacja w kierunku życia, miłości i pasji. Niestety, przychodzą w naszym życiu i takie chwile, które zmuszają nas do dokonania bolesnych wyborów, przewartościowania priorytetów i całkowitej zmiany dotychczasowego stylu życia, a nawet rezygnacji z wielu ważnych dla nas ideałów." Czy ta refleksja wypływa z pani osobistych przeżyć?


fot. Sławek Orwat
- Wyszłam za mąż pod koniec lat 60-tych. Moja młodość przypadła na okres, kiedy artyści zmuszani byli przez wytwórnie do ukrywania przed światem faktu posiadania dzieci. Ja nigdy nie poszłam w tym kierunku. Postanowiłam swoje dzieci wychować samodzielnie i w najmniejszym stopniu ich istnienia nie ukrywać. Na początku lat 70-tych urodziłam syna Jonathana, a w drugiej połowie tej dekady córkę Martinę. Taka decyzja zmusiła mnie jednak do świadomej rezygnacji z wielu ważnych dla mnie spraw i właśnie o tym jest ta wypowiedź.

- Z czym kojarzy się pani piosenka "Pensami stasera"?

- Z miłością...


- Wykonała ją pani podczas niezapomnianego festiwalu "Cantagiro" w roku 1970, który całkowicie odmienił pani życie.

fot. Hieronim Dymalski
- Finał tego festiwalu regularnie odbywał się w Fiuggi i każdego roku był wielką, radosną manifestacją jedności wszystkich biorących w nim udział wykonawców pochodzących zarówno z Włoch jak i z zagranicy. We mnie jednak wtedy eksplodował zupełnie inny rodzaj jedności. Czułam, jak pomiędzy mną i Czesławem Niemenem, który wówczas również się tam pojawił, rodzi się trudne do wyjaśnienia, niespotykane porozumienie dusz zaskakujące tym bardziej, że przecież wcześniej kompletnie się nie znaliśmy. Pamiętam tylko, że tak bardzo wystraszyłam się tego, co wtedy się we mnie rodziło, że świadomie i wbrew sobie zaczęłam po prostu go unikać.

- Dlaczego aż tak bardzo wystraszyła się pani tego uczucia?

- Bo ono wybuchło bardzo krótko po moim ślubie. Cały mój świat przewrócił się do góry nogami, a w mojej głowie powstało takie zamieszanie, że nawet nie pamiętam, kiedy zrodziła się we mnie myśl, że mój mąż to tylko mój przyjaciel! Ten strach był we mnie tak ogromny, że z początku naprawdę nie chciałam przyjąć tego daru od losu i robiłam wszystko, aby być jak najdalej od Czesława, a przede wszystkim konsekwentnie unikałam jego spojrzeń.


- Przeznaczenie było jednak bezlitosne. Jeszcze tego samego roku otrzymała pani zaproszenie do udziału w międzynarodowym festiwalu piosenki w Sopocie. Czy pani naprawdę liczyła na to, że ktoś taki jak Czesław Niemen nie pojawi na tej rangi wydarzeniu?

fot. Hieronim Dymalski
- O tym, że to Czesław był bezpośrednim sprawcą zaproszenie mnie w roku 1970 do Sopotu dowiedziałam się... dwa lata temu! Tak, nie przesłyszał się pan... dopiero w roku 2017 po raz pierwszy usłyszałam, że był jedynym człowiekiem, który zabiegał wtedy u organizatorów o mój udział, ale sam nigdy mi o tym nie powiedział.


- I nie wzbudził pani podejrzeń nawet jego przyjazd na lotnisko z bukietem orchidei?

- Pomyślałam wtedy, że jako jeden z uczestników festiwalu posiadał naturalną wiedzę, kto na nim wystąpi, przez co jego przyjazd na lotnisko kompletnie nie skojarzyłam z zaangażowaniem w jego działania organizacyjne. Poza tym przez cały czas byłam przekonana, że za wszystkim stoi jedna z włoskich agencji, która do tego stopnia aktywnie uczestniczyła w tych działaniach, że w pewnym momencie nawet moi włoscy koledzy-artyści podchodzili do mnie i pytali - Po co ty jedziesz do tej Polski? Przecież tam nic nie ma (śmiech). Na co ja im odpowiadałam, że podczas "Cantagiro" poznałam jednego artystę z Polski, który posiada imponującą dyskografię i jest wyjątkowo utalentowanym człowiekiem.


Najstarsza córka Cz. Niemena M. Gutowska to zdjęcie nieznanego autora dostała
od swojego Taty. Zdarzyło się to już po rozstaniu z Concettą. Kiedy Maria zrobiła
Faridzie niespodziankę, wręczając skan tej fotografii, Concetta nie miała pojęcia 
od kogo Cz. Niemen to zdjęcie otrzymał i jak je zdobył
- Jednak już podczas próby z orkiestrą strach z Fiuggi powrócił do pani z taką siłą, że zdenerwowała pani swoim brakiem koncentracji samego dyrygenta.

- Podobno miał nawet krzyczeć - kogo wy mi tu przywieźliście!? Doskonale widziałam tę jego złość i bardzo źle się z tym czułam. Jednocześnie na mnie takie sytuacje zawsze wpływają mobilizująco i gdzieś tam w środku sobie wtedy przyrzekłam - poczekaj, wieczorem jak zaśpiewam, to na pewno zmienisz zdanie.

- Wyśpiewała pani "Nagrodę Publiczności" i w krótkim czasie stała się pani gwiazdą w krajach Europy wschodniej.

- A dyrektor orkiestry tym razem był tak oczarowany moim występem, że kiedy skończyłam śpiewać, podszedł do mnie, uklęknął, aby mi podziękować i powiedział, że byłam wspaniała.

- Przypomnijmy jeszcze, że zaśpiewała pani wówczas...

- ...dobrze znaną z "Cantagiro"... "Pensami  stasera". A wracając do tej nieszczęsnej próby, to nie był to z mojej strony typowy problem z koncentracją. Ja wtedy zwyczajnie nie miałam już wcale ochoty śpiewać! Czesław był niemal wszędzie, jego spojrzenia w moją stronę nie znikały nawet na ułamek sekundy, a czara goryczy podczas tej próby przelała się, kiedy poślizgnęłam się i z hukiem upadłam na środku sceny (śmiech).


- Przyzna pani jednak, że była w tym pani upadku też i pewna symbolika. Cały pani świat przecież też przewrócił się do góry nogami, co potwierdzają pani słowa - "myślałam o całym swoim życiu, o małżeństwie, rodzinie, trudnościach, które nastąpią, bo już wiedziałam, że między nami rodzi się wielka miłość". Czy dobrze rozumiem, że w Sopocie złożyła pani w końcu broń i ostatecznie zakończyła tę nierówną walkę z przeznaczeniem?

- Tak.

fot. Hieronim Dymalski
- W jakich okolicznościach Czesław Niemen po raz pierwszy wyznał pani miłość?

- Powiedział mi to od razu po przyjeździe z lotniska.

- Jak pani wspomina warszawskie mieszkanko przy ul. Niecałej?


- Pamiętam doskonale. Nazywałam ją "Niekala".

 - "Tam odcinałam racjonalne myślenie o tym, że kiedyś za te chwile szczęścia przyjdzie nam obojgu zapłacić. " - przyznała pani po latach. Jaki był bezpośredni powód smutnego zakończenia tej szalonej miłości, której po miesiącach wewnętrznej walki nie bacząc na konsekwencje w końcu pozwoliła pani wejść do swojego życia?

fot. Hieronim Dymalski
- Wraz z pojawieniem się tego uczucia, bardzo poważnie zachorował mój tato. Jestem osobą głęboko wierzącą i kocham Jezusa z całego serca. Podczas jednej z modlitw złożyłam Mu obietnicę, że jeśli sprawi, że mój ojciec wyzdrowieje, wrócę do Włoch.

- Czy człowiek ma prawo poświęcić miłość za miłość?

- Myślę, że tak.

- Jeśli dziś - bogatsza o lata doświadczeń i refleksji - miałaby pani podjąć tę decyzję po raz drugi, jaka by ona była?

- Teraz to ja już żyję życiem moich dzieci, ale doskonale rozumiem, że to pytanie dotyczy tamtej sytuacji. Tak... gdybym potrafiła cofnąć czas, na pewno zostałabym z Niemenem.

- Jak pani myśli, czy gdyby została pani wtedy u boku Czesława Niemena, to jego twórczość byłaby inna od tej, z jakiej wszyscy go znamy i pamiętamy? Na podstawie pozostawionej przez niego dyskografii, a zwłaszcza dwóch ostatnich albumów, trudno nie zauważyć, że jego muzyka z każdym kolejnym rokiem stawała się coraz bardziej molowa i refleksyjna.


- Dotknął pan istoty tego, co najbardziej mam sobie do zarzucenia. Kiedy zdecydowałam się zakończyć ten związek, nie miałam pojęcia, jak ogromne cierpienie mu zadam.

- Co pani najbardziej w nim kochała?

- Właściwie to powinnam odpowiedzieć, że wszystko, ale jeśli już miałabym jakąś cechę w nim szczególnie wyróżnić, to przede wszystkim jego szczere serce i ogromnie wrażliwe wnętrze. Ilekroć przekraczaliśmy próg malutkiego i kompletnie nieurządzonego mieszkania przy ulicy Niecałej, wtedy najpełniej rozumiałam, co tak naprawdę czyni człowieka szczęśliwym. Kiedy byliśmy razem, nigdy nie skarżyliśmy się, że czegoś nam brakuje i zawsze potrafiliśmy cieszyć się tym, co w danej chwili mieliśmy. Kiedy był przy mnie, niczego więcej nie pragnęłam.

- O skromności tego miejsca, które z taką czułością i ciepłem dziś pani wspomina, krążą legendy, a jednak dla pani to zawsze będzie...

- ... raj!

- Nigdy nie kłóciliście się?

- Nie, nigdy. Pamiętam tylko jedną sytuację, która mogła przypominać kłótnię. Wychodziliśmy akurat na jakiś koncert i w trosce o moje zdrowie Czesław próbował wymusić, żebym ubrała się cieplej. Pamiętam, że był to wyjątkowo zimny dzień, a ja uparcie chciałam założyć bardzo cienki i delikatny płaszczyk. To był chyba ten jedyny raz.

- O czym rozmawialiście najczęściej?

- O wszystkim, ale nigdy nie zajmowały nas tematy materialne. Bardzo często na niewielkiej powierzchni tego mieszkanka tańczyliśmy.


- "W życiu jest coś takiego, jak obecność duchowa. Nie wymaga ona obecności fizycznej. I takie coś zachodzi pomiędzy mną i Czesławem." - kiedyś pani wyznała. W jakich momentach najbardziej czuje pani jego obecność?

- Czuję go na przeróżne sposoby. Często przychodzi do mnie w snach.

- Czy pani śni wspomnienia z nim związane, czy dalszy ciąg waszego wspólnego życia?

- Częściej są to momenty, których nigdy ze sobą nie przeżyliśmy, ale to, co w ostatnich moich snach najbardziej jest dla mnie ważne, to jego niegasnący uśmiech. Moje wewnętrzne przekonanie, że Czesław jest teraz szczęśliwy, jest dla mnie ogromnie istotne tym bardziej, że tak naprawdę zaczął być smutny w chwili, w której go opuściłam. Bardzo długo przewijał się w moim życiu sen, w którym ja robię wszystko, aby go do siebie przytulić, ale kiedy prawie już go obejmuję, on mnie nagle odpycha i zaczyna uciekać.

- Kiedyś podobno miała pani powiedzieć: "Popełniłam błąd, którego nigdy sobie nie wybaczyłam, choć ten najgorszy ból w końcu minął. Kiedy Czesław się ożenił, miałam tylko nadzieję, że jest szczęśliwy. Byłoby mi lżej. Mąż czekał, aż ta miłość się we mnie wypali, ale nie wypaliła się, a nasz związek z Czesławem pozostał wciąż mocny, przeszedł tylko w inny, duchowy wymiar. W miarę możliwości kontaktowaliśmy się. Kochałam go, kocham i do końca mego życia będę go kochać." Ile kosztuje panią życie z tym poczuciem winy?


- To, ile ja za to płacę jest mało istotne. Ja cierpię dlatego, że on przeze mnie był potem smutny. Za to wszystko, co dla mnie zrobił i jaki dla mnie był, nigdy sobie na to nie zasłużył. I ta świadomość to najwyższa cena, jaką płacę.

- "Dziwny jest ten świat" to dla Polaków dzieło ponadczasowe. "Lo senza lei" - włoskojęzyczna wersja naszego songu wszech czasów tekstowo traktuje wprawdzie o czymś innym, ale kiedy ją słyszymy, nasze serca od razu biją szybciej. Co pani czuje, kiedy ją pani śpiewa ?


- Czuję jego obecność jeszcze bardziej.

- "Musica Magica" tutaj to pani tekst i muzyka Czesława Niemena. O czym jest ta piosenka?

- O sercach, które się połączyły.

* "Kiedy grasz z takim wyczuciem i w taki sposób, jak tylko ty to potrafisz, muzyka staje się... magią. Graj, bo kiedy twoje spojrzeniie kładzie sie na mnie, wczorajsze tajemnice, dzisiejsze wątpliwości i każde twoje wzruszenie... wszystko to staje się magią. Graj dla mnie, bo pragnę śmiać się i płakać jednocześnie, w kruchym rytmie śmiać się i opłakiwać moje trzeźwe szaleństwo, śmiać się i płakać nad drogą... która jest taka trudna... "

- Analizując szczegółowo pani repertuar, niemalże od razu można dostrzec trzy piosenki posiadające bezpośredni związek z czasem, który dane wam było przeżyć razem. "Pensami stasera" kojarzy się pani z miłością, dzięki "Lo senza lei" odczuwa pani obecność Czesława Niemena jeszcze mocniej, a "Musica Magica" to wasze serca, które się złączyły. Ja jednak jestem głęboko przekonany, że istnieje jeszcze czwarta, o wiele później napisana piosenka, która nawiązuje do tamtych chwil i emocji.

fot. Jerzy Płoński (źródło: fan page Faridy na Fb)
- Jaką pan ma na myśli?

- "Abbrutita non sarò". Czy dobrze mi się wydaje?


- Tak, całkowicie się zgadzam.

- Kiedy ona powstała?

- Jakieś 18 - 20 lat temu.

- Czyli na kilka lat przed śmiercią Czesława Niemena. Co chciała pani tą piosenką wtedy wyrazić?

- Chciałam wyjść ze stanu smutku i melancholii, z którego tak naprawdę ani ja, ani on nigdy nie wyszliśmy.

- Włoski dziennikarz Giuliano Zunino powiedział o pani w roku 1997 następujące słowa: "Farida to najbardziej niezwykły głos naszej muzyki. Nigdy nie popadła w banał i komercję. Nigdy też nie uległa muzyce niskiej jakości". Jak pani myśli, dlaczego tak bardzo obniżył się poziom artystyczny współczesnej muzyki popularnej? Dlaczego słyszymy dziś coraz więcej tekstów traktujących o niczym opakowanych w tragicznie słabe melodie?

- Obecnie myśli się jedynie o zysku materialnym i dotyczy to praktycznie wszystkiego. Producentom zależy tylko na jak najszybszej sprzedaży piosenek, a nie - jak dawniej - na tym, by posiadały niebanalną melodię i mądre przesłanie i tym samym, aby pozostały na zawsze zapamiętane.

- Czy odrodzi się jeszcze kiedyś szczera muzyka?


- Mogę mieć jedynie taką nadzieję.

- "Przeraża mnie wszelkie zło, które uderza bezpośrednio w dzieci począwszy od narkotyków, aż po sytuacje i miejsca, w których muszą walczyć, aby rozwijać się intelektualnie." - powiedziała pani w jednym z wywiadów. Z drugiej jednak strony niemal na każdym kroku zauważyć można dziś budzące trwogę powszechne uzależnienie młodych ludzi od smartfonów, słuchawek i tak zwanej wirtualnej rzeczywistości.

- Moim zdaniem jest to bardzo niepokojące zjawisko, które w skrajnym przypadku może doprowadzić ludzkość nawet do wyobcowania. Wielokrotnie obserwuję sytuacje, kiedy młodzi ludzie wybierają się gdzieś całą grupą, a już po kilku chwilach każde z nich siedzi w ciszy zapatrzone w swój telefon. Pomimo wszystko, staram się jednak nie wybiegać zbyt mocno w przyszłość i nieustannie analizować te zagrożenia, których wachlarz wraz z rozwijającą się technologią rośnie z każdym dniem. Staram się raczej koncentrować głównie na dniu dzisiejszym. 

- Jest pani artystką wielu dziedzin. Niewiele o tym się mówi, ale pięknie maluje pani na szkle, uwielbia pani także układać kompozycje kwiatowe. Od kiedy pani się tym zajmuje i która z tych pasji pozamuzycznych pochłania panią najbardziej?


- Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam wymyślać przeróżne kompozycje. najbardziej jednak pochłaniało mnie zawsze upiększanie wnętrz i projektowanie odzieży.

- Lubi też pani przebywać w kuchni. a tortellini w rosole oraz makaron alla palermitana z bułką tartą i sardynkami to podobno pani szczególnie ulubione potrawy. Najbardziej jednak uwielbia pani kurczaki...

- (śmiech)

- Podobno Czesław Niemen specjalnie dla pani w siermiężnych czasach PRL-u dokonał niemożliwego i... zorganizował rożen. A teraz padnie pytanie, które narodziło się w mojej głowie, od momentu, kiedy tylko się o tym dowiedziałem - gdzie smażyliście te kurczaki? Na balkonie?

- W tym mieszkaniu nie było balkonu (śmiech). Rożen stał na parapecie, a my na czas pieczenia otwieraliśmy okna.

- W latach 1995- 2005 zrobiła pani sobie 10-letnią przerwę i przestała pani występować. Dlaczego?


- Od czasu do czasu mam takie momenty, że nie chce mi się nic z siebie dawać.

- Czym się wówczas pani zajmuje?

fot. Sławek Orwat
- Wszystko czyszczę, poleruję, układam kwiaty, studiuję Biblię.

- Czym dla pani jest Chrześcijaństwo?

- Kochać Boga i ufać Jego miłosierdziu wpatrując się w Miłość, jaką zesłał nam w postaci Jezusa, który stał się naszym Zbawicielem poprzez cierpienie, jakie złożył w ofierze za nasze grzechy. Gdyby wszyscy ludzie chcieli dostrzec wielkość tego, co stało się na Golgocie, świat byłby dziś o wiele lepszy, bo ludzie nie czyniliby aż tyle zła.

- Są jednak i tacy, którzy mają do Boga żal za to, że tak słabym i niedoskonałym istotom, jakimi jesteśmy, podarował wolną wolę, która jest według nich bezpośrednim powodem takiego ogromu zła.

- Nam nie wolno Boga osądzać. On po to podarował nam rozum i wolną wolę, abyśmy sami dokonywali właściwych wyborów w oparciu o dary Ducha Świętego. Człowiek posiada w sobie wiele dobroci i uczciwych intencji, ale nie wolno nikomu zapominać, że często jesteśmy słabi i wychodzi z nas wtedy zazdrość czy złość. Ja też czasami przestaję podobać się samej sobie i wtedy staram się odnajdywać u siebie te cechy, które każąc nam czynić dobro, powstrzymują nas przed czynieniem zła. To jest jedyna droga. Innej nie ma.


Jeszcze szczypta prywaty, bo... do dziś się szczypię, by wierzyć, że nie śnię
- Dzięki literaturze i kinematografii, a zwłaszcza na podstawie takich filmów jak "Ojciec Chrzestny" wytworzył się pewien stereotypowy obraz Sycylijczyka.

- Mafia istnieje na całym Świecie.

- Antysystemowcy twierdzą nawet, że największą stanowią politycy.

- Przede wszystkim oni!

- 16 lutego 2009 roku wystąpiła pani na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu z okazji 70. urodzin Czesława Niemena. W roku 2017 pani koncert wypełnił po brzegi salę World Trade Center na terenie Międzynarodowych Targach Poznańskich. Wystąpiła wówczas pani z zespołem w składzie: Daniel Troczewski - instrumenty klawiszowe, organy Hammonda, Janusz Musielak - gitara, Przemysław Lisiecki - perkusja oraz pani mąż Amerigo Colaprisca - bas. 22 maja tego roku zaśpiewała pani w Poznaniu podczas pokazu mody. W dniach 28 - 30 czerwca tego roku wystąpi pani na 15. Ogólnopolskim Zlocie Miłośników Muzyki Czesława Niemena w Białogardzie, natomiast 6 października zaśpiewa pani w szwedzkim Malmö. Ostatnio coraz częściej można panią zobaczyć w Polsce. Lubi pani u nas występować?

Farida ze swoim mężem Amerigo Colaprisca - bardzo cenionym basistą, który nieustannie towarzyszy jej w życiu i na scenie (fot. Sławek Orwat)

- Kocham Polskę. Jesteście wspaniałym narodem i niesamowicie wrażliwą publicznością, a przede wszystkim wasza Ziemia wydała człowieka, który na zawsze będzie w moim sercu. Dlatego śpiewać dla was to dla mnie coś więcej niż tylko śpiewać.


fot. Śławek Orwat
- Wszyscy pamiętamy pani przepiękne piosenki z lat 70-tych jak i te powstałe znacznie później. "Brucia ragazzo brucia", "Vedrai, vedrai", "Pensami stasera", "Rodolfo Valentino", "Eccoci Qua", "Le mie radici" , "La tempesta", "Lui è un angelo", "Io per lui", "Abbruttita non sarò" jak i te, o których wspominaliśmy w tej rozmowie już wcześniej. Która z nich jest pani najbardziej ulubioną?

- "Vedrai, vedrai", "Pensami stasera", "Io senza te"...

- Czy pani dzieci są także muzycznie utalentowane?

- Jonathan gra na perkusji, prowadzi szkółkę gry i ma ciągle głowę w chmurach. Jest bardzo sentymentalny. Martina natomiast uwielbia "koncerty" czwórki swoich dzieci (śmiech). Oboje są niezwykle uczuciowi.

- Urodziła się pani na zboczu Etny. Czy kiedykolwiek z tego powodu zrodziło się w pani poczucie zagrożenia?

- Nigdy.


- A propos słowa "nigdy"... nigdy prawdopodobnie nie byłoby mi dane z panią się tak blisko spotkać, gdyby nie pani Maria Gutowska - pierworodna córka Czesława Niemena.

- Kocham ją bardzo!

Farida przytule Marię Gutowską - córkę Cz. Niemena (fot. Stefan Figlarowicz)
- W wywiadzie, jaki przeprowadziłem z nią nie tak dawno, pani Maria powiedziała następujące słowa: "Farida - jedyna miłość, jaką świadomie było mi dane u ojca obserwować i jedyne dzielone ze mną jego osobiste szczęście. A potem osobisty dramat. Doświadczenie niepowtarzalne, gdyż miłości moich rodziców już nie widziałam, a miłość do drugiej żony, Małgorzaty działa się z daleka ode mnie. Dlatego właśnie tę miłość tak zapamiętałam od czasu koncertu w Sopocie, gdy podczas ich wspólnych tras po Polsce, ojciec specjalnie przywiózł mnie do Opery Leśnej i przedstawił Faridzie. Jej gest serdecznego przytulenia obcego i okazuje się, bardzo bliskiego dziecka, pozostanie ze mną na zawsze z wdzięcznością, która wyposaża na lata. Do dnia dzisiejszego jesteśmy sobie z Faridą bardzo bliskie. Ona widzi we mnie swojego Niemena, a ja w niej mojego szczęśliwego ojca. Ojca już nie ma, ale ciągle żyje jego wielkie, chociaż krótkotrwałe szczęście. Czasami tyle musi wystarczyć". Kim dla pani jest Maria Gutowska?

- Maria jest dla mnie bardzo ważną osobą. Jest żyjącym kawałkiem Niemena.


* Moja nieśmiała próba przetworzenia gotowego tłumaczenia internetowego piosenki "Musica Magica" w sposób bardziej zrozumiasłe dla polskiej duszy z zachowaniem sensu tekstu oryginalnego Faridy.

Zdjęcia wykorzystane w wywiadzie pochodzą bezpośrednio od córki Czesława Niemena (3), od Hieronima Dymalskiego nadesłane przy okazji poznańskiego koncertu Faridy sprzed kilku lat. Są również zdjęcia mojego autorstwa (wykonane podczas realizacji wywiadu) oraz fotografie, które zostały użyczone przez samą Faridę i pochodzą z jej fan page na Facebooku.

Autor wywiadu gorąco dziękuje Marii Gutowskiej oraz paniom Ludmile (gospodyni spotkania) oraz Basi (tłumaczce) za wszelką pomoc i życzliwość, dzięki której to spotkanie mogło dojść do skutku.

1 komentarz: