piątek, 30 września 2016

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami: Popiknikowa rozmowa z zespołem Kolorowe Gitary w Kobylej Górze

Autor wywiadu z zespołem Kolorowe Gitary
Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.


fot. Wiesław Kaczmarek
Z muzykami tworzącymi zespoły Kolorowe Gitary i Budka Band spotkałem się podczas pikniku w Kobylej Górze  Okazali się nie tylko wspaniałymi muzykami, ale i przyjaznymi, radosnymi ludźmi. Obserwując ich koncert udzieliła mi się super atmosfera, którą potrafili stworzyć z widzami, a do tego piękne piosenki Czerwonych Gitar oraz Krzysztofa Klenczona śpiewali razem z widownią. To był bardzo energetyczny koncert. Okazało się, że za trzy godziny będą grać i śpiewać covery \budki Suflera. Zespoły te, to tak naprawdę dwa projekty tworzone przez tę samą grupę muzyków. Zainteresowany i zaciekawiony postanowiłem zadać im kilka pytań, żeby poznać bliżej ich działalność.


fot. Wiesław Kaczmarek
- Na początek wyjaśnijcie - Kolorowe Gitary, Budka Band… O co chodzi?

Robert Żarczyński: Te dwa zespoły to tak naprawdę jeden skład występujący z dwoma programami. Od niespełna 15 lat gramy koncerty z największymi przebojami zespołu Czerwone Gitary. Występowaliśmy wcześniej w nieco innym składzie, pod inną nazwą. Na początku 2015 roku postanowiliśmy wnieść do naszej działalności odrobinę świeżości, zaprosiliśmy do współpracy cenionego przez nas gitarzystę, absolwenta Akademii Muzycznej w Łodzi, Krzysztofa Grajczaka. Wymyśliliśmy nową nazwę i zaczęliśmy wszystko od nowa.


fot. Wiesław Kaczmarek
- Nie było to chyba łatwe?

Wiesław Markowski: Na początku oczywiście czekało nas dużo pracy, jednak już po kilku tygodniach zaczęliśmy koncertować i trwa to do dziś.

Mirosław Kurek: Włożyliśmy w to całe serce, nie było taryfy ulgowej i są tego pierwsze efekty. Po niespełna roku działalności w tym sezonie zagraliśmy już kilkadziesiąt koncertów, a także zakwalifikowaliśmy się do finału IV Festiwalu im. Krzysztofa Klenczona w Pułtusku i zdobyliśmy tam III nagrodę. Jest to dla nas ogromne wyróżnienie, ponieważ w jury Festiwalu zasiadały zasłużone postacie polskiego świata muzycznego, m. in. Tomasz Jaśkiewicz - gitarzysta Czesława Niemena, Ryszard Poznakowski - muzyk, kompozytor, członek zespołu Trubadurzy, redaktor radiowej Jedynki - Paweł Sztompke, Marek Gaszyński - dziennikarz i prezenter muzyczny, autor tekstów największych przebojów Czerwonych Gitar i ponad 150 innych piosenek. Na czele jury zasiadła wdowa po Krzysztofie Klenczonie - pani Alicja Klenczon. Nasz występ był retransmitowany przez Telewizję Polską, a utwory Krzysztofa Klenczona w naszym wykonaniu zostały wykorzystane jako ilustracja muzyczna do audycji w australijskim Radiu 2000FM.



fot. Wiesław Kaczmarek
- Skąd pomysł na nazwę zespołu?

fot. Wiesław Kaczmarek
Krzysztof Grajczak: Mam nadzieję, że nazwa kojarzy się jednoznacznie z zespołem Czerwone Gitary. Padały różne propozycje, ale po burzy mózgów, biorąc pod uwagę opinie naszych rodzin i znajomych, wybraliśmy nazwę Kolorowe Gitary. Budka Band to już bezpośrednie nawiązanie do zespołu Budka Suflera. Chcieliśmy, żeby nazwy były intuicyjne, żeby potencjalny słuchacz czytając nazwę zespołu na plakacie, nie musiał zastanawiać się jaki rodzaj muzyki będzie przez nas wykonywany.

- Wspomniałeś o Budka Band. Może coś więcej. Skąd taki pomysł?

Robert Żarczyński: Bardzo cenimy dokonania Budki Suflera, która jest jednym z najbardziej legendarnych zespołów polskiej sceny rockowej.

Mirosław Kurek: W 2014 roku, kiedy Budka Suflera oficjalnie zakończyła swoją działalność, pomyśleliśmy, że chcemy, by ta muzyka pojawiała się nadal na scenach. Są to tak wybitne kompozycje, że szkoda byłoby, gdyby odeszły do lamusa. Robert ma bardzo podobny głos do Krzysztofa Cugowskiego i to spotyka się z bardzo entuzjastycznym odbiorem publiczności. Muzyka Budki Suflera jest niezwykle energetyczna, daje nam ogromną radość podczas grania, a słuchacze śpiewają większość tekstów razem z nami, co dodatkowo utwierdza nas w przekonaniu, że to był dobry pomysł.


fot. Wiesław Kaczmarek
- Czerwone Gitary i Budka Suflera to zespoły reprezentujące raczej odmienne style. Jaka publiczność przychodzi na wasze koncerty?

fot. Wiesław Kaczmarek
Mariusz Łuczak: Oba zespoły, których przeboje wykonujemy, są ponadczasowe. Dlatego podczas naszych koncertów bawią się doskonale trzy pokolenia publiczności. Oczywiście Budka Band to program bardziej rockowy, dlatego też chętniej słucha nas młodsza i starsza młodzież, natomiast koncerty Kolorowych Gitar są skierowane teoretycznie do starszego pokolenia. Ale zauważamy, że również młodzi ludzie doskonale znają takie przeboje jak „Nie zadzieraj nosa”, czy „Kwiaty we włosach”.

Wiesław Markowski: Dużo też zależy od rodzaju imprezy, na jaką jesteśmy zapraszani. Zazwyczaj organizator chce przyciągnąć szerokie spektrum publiczności. Graliśmy na jednej scenie z wieloma wykonawcami. Byli to między innymi Ray Wilson, Szymon Wydra, Margaret, Lady Pank, Blue Cafe, Halina Młynkowa, czy jak dzisiaj - Norbi. Czyli jak widać współwykonawcy są zróżnicowani, co zachęca do przybycia różnorodną publiczność.


fot. Wiesław Kaczmarek
-  Jakie macie najlepsze wspomnienia koncertowe?

Robert Żarczyński: est ich bardzo dużo. Najbardziej cenimy sobie kontakt z publicznością. Dużą radość sprawia nam, kiedy publiczność żywiołowo reaguje na naszą muzykę, kiedy tańczą, śpiewają… kiedy po prostu dobrze się bawią w myśl naszej maksymy „Baw się razem z nami”. Synergia w takich chwilach powoduje, że my też doskonale bawimy się na scenie.

Krzysztof Grajczak: Dla mnie jednym z piękniejszych momentów było, kiedy graliśmy utwór Jana Borysewicza, który występował kiedyś w Budce Suflera, pod tytułem „Nie wierz nigdy kobiecie”. Było to podczas koncertu przed zespołem Lady Pank. Kilkutysięczny tłum pod sceną, w oczekiwaniu na swojego idola - Jana Borysewicza, śpiewał każdy wers, znał na pamięć każdy dźwięk tego utworu. Dla mnie, jako dla gitarzysty, było to spore wyzwanie, ale i ogromna satysfakcja.


fot. Wiesław Kaczmarek
-  Jakie macie doświadczenie muzyczne? Czy Kolorowe Gitary i Budka Band to jedyne zespoły, w jakich graliście?

Robert Żarczyński: Nie, oczywiście nie jest to nasze jedyne doświadczenie. Każdy z nas grywał wcześniej w innych składach. Graliśmy różne rodzaje muzyki i koncertowaliśmy z różnymi wykonawcami. Krzysiek i Wiesiek wywodzą się ze środowiska bluesowego i mają spore osiągnięcia. Wiesiek zajął I miejsce i zdobył główną nagrodę z zespołem Po Godzinach na Festiwalu Blues nad Bobrem w 2014 roku. Dodatkowo otrzymał nagrodę indywidualną dla najlepszego basisty Festiwalu. Zespół Berlin Blues, który współtworzył Krzysiek, został zaproszony do nagrania i umieszczenia swojego autorskiego utworu na płycie Antologia Polskiego Bluesa, która zdobyła status platynowej.

 
fot. Wiesław Kaczmarek
Podczas studiów Krzysztof zdobył również drugą nagrodę w międzynarodowym konkursie chóralnym, In Canto Sul Garda we Włoszech. Mirek grywał z wieloma znanymi muzykami, praktycznie na całym świecie, od Bahrajnu przez Jugosławię, Niemcy, aż po Skandynawię. Mariusz, nasz perkusista, to z kolei muzyk współpracujący w latach 2004-2007 z Marcinem Rozynkiem. Razem z jego zespołem nagrał płyty Następny będziesz Ty oraz On Off.

- Mieszanka wybuchowa. Różne inspiracje, różne charaktery… Spędzacie ze sobą sporo czasu. Czy nie powoduje to konfliktów?

Mariusz Łuczak: Owszem zdarzają się zgrzyty, ale zazwyczaj tylko na polu muzycznym. Czasem spieramy się o kwestie aranżacji utworów, czy o dobór repertuaru. Wynika to chyba właśnie z tego, że wywodzimy się z różnych muzycznych środowisk. Jednak można to uznać za sporą zaletę, bo mamy inne spojrzenie na pewne sprawy, a te sprzeczki są zazwyczaj bardzo konstruktywne i wpływają pozytywnie na poziom muzyczny naszego zespołu.


Mirosław Kurek: Spędzamy sporo czasu w trasie. W naszym busie przed koncertem panuje zawsze przyjazna atmosfera, bo jesteśmy podekscytowani występem, natomiast w drodze powrotnej regenerujemy się i większość z nas śpi. Nie jesteśmy typowymi rockandrollowcami (śmiech).


fot. Wiesław Kaczmarek
- Spędzacie sporo czasu w trasie. Co na to Wasze rodziny?


fot. Wiesław Kaczmarek
Krzysztof Grajczak: Gramy wszyscy od kilkunastu lat i dłużej. Nasze żony zdążyły się chyba przyzwyczaić.

Wiesław Markowski: Zresztą „widziały gały co brały” (śmiech).

- Gdzie w najbliższym czasie można Was posłuchać?

Krzysztof Grajczak: Jest tego sporo, nie sposób wymienić. Najlepiej polubić nasze strony na Facebooku www.facebook.com/kgitary, www.facebook.com/budkaband Tam umieszczamy na bieżąco informacje o naszych koncertach. Można też obejrzeć zdjęcia, czy posłuchać naszych wykonań.

- Jakie macie plany na przyszłość?

Mirosław Kurek: Cały czas pracujemy


fot. Wiesław Kaczmarek
nad tym, żeby jak najwięcej koncertować. Nawiązaliśmy współpracę z firmą Fun and Care, która oprócz naszego managementu, jest m. in. project managerem Urszuli na Wielkopolskę. Organizują również wszelkiego rodzaju imprezy masowe, od małych i dużych eventów firmowych, po duże festiwale muzyczne. Mamy wiele planów koncertowych na ten i przyszły rok. W rękawie mamy również sporego asa. W przyszłym sezonie bod szyldem Budka Band zgodził się występować z nami legendarny członek Budki Suflera, Felicjan Adrzejczak, czyli oryginalny głos znany publiczności z takich przebojów jak „Jolka Jolka”, czy „Noc Komety”.

- W takim razie, czego wam życzyć?

Robert Żarczyński: Wystarczy, żeby udało nam się zrealizować choć część pomysłów, które mamy w głowach. A jest tego sporo. Ale tak tradycyjnie, może pozrywania strun, połamania pałeczek itd.

- Dziękuję za rozmowę i tego Wam zatem życzę. No i dużo koncertów, ale o to chyba możecie być spokojni?!

... Dziękujemy


 

Zespół tworzą:
Krzysztof Grajczak - śpiew, gitary
Mariusz Łuczak - perkusja
Mirosław Kurek - śpiew, instrumenty klawiszowe
Wiesław Markowski - śpiew, gitara basowa
Robert Żarczyński - śpiew, gitara akustyczna

Rozmawiał:  
Wiesław Kaczmarek

środa, 28 września 2016

Lista Przebojów Polisz Czart - NOTOWANIE 23 (UWAGA!!! Klikasz w tytuł pierwszej 20-ki i oglądasz teledysk!!!)




1 - - N 1 Thetragon Wings of Destiny
2 26 +24 2 Pustki Liczę do dwóch
3 - - N 1 Janusz Raptus Waściński Desiderata
4 - - N 1 Luxtorpeda Silnalina
5 31 +26 2 Gabinet Looster Wojenka
6 - - N 1 Zenek Valar Morghulis
7 - - N 1 Wolni Ludzie Chwila spokoju
8 - - N 1 Daymos Bezsprzecznie
9 25 +16 2 Jacek Stęszewski Dziewczyna z księżyca
10 32 +22 2 Lao Che Bajka o Misiu (tom pierwszy)
11 - - N 1 Underfate Mercury
12 - - N 1 Nocny Kochanek Wielki Wojownik
13 - - N 1 Caroline Baran Wiem najlepiej
14 - - N 1 Eklektik Inna
15 - - N 1 Unitra American Girl
16 - - N 1 Always look to the left Man Of The Moon
17 24 +7 N 2 Zdrowa Woda W tunelu ulicy
18 6 -12 2 Thetragon Cicha łza
19 - - N 1 Kayah Lamma Bada
20 39 +19 1 Alex Mocny czosnek
21 21 - - - Pyorrhoea Lies
22 - - N - Danuta Zasada EDI
23 - - N - Flourytale Takiego chłopaka (Micromusic cover)
24 47 +23 N - Scream Maker Back Against The World
25 35 +10 - Free Trip Loser
26 - - N - Koniec Świata Mikorason
27 - - N - Pokój nr 3 Nie zamykaj Drzwi
28 18 -10 3 Asia Lunarzewski Zbuntowany Aniol
29 - - N - Julia Pietrucha We care so much
30 - - N - Milczenie Owiec To koniec
31 - - N - Exlibris All Guts, No Glory
32 34 +2 N - Asia Lunarzewski Ciagle tutaj
33 15 -18 1 Bright Color Vision Lost
34 - - N - Revolucja Głupie sny
35 - - N - P.A.G.E Szobiznes
36 11 -25 1 Kaliber 44 Historia
37 - - N - Lustro Dziś do ciebie przyjść nie mogę
38 23 -15 - Centurion No one to serve
39 50 +11 - Runika Taniec śmierci
40 41 +1 - Cyriam Alone
41 - - N - Emiliyah and the MightyZ All Stars Power
42 5 -37 1 Hey Prędko, prędzej
43 20 -23 1 Acid Drinkers My Soul's Among the Lions
44 49 +5 - Setin Ponad to
45 4 -41 1 Kita Usta
46 - - N - Internal Quiet So Cold
47 - - N - Soulride Paralazyed
48 - - N - Bordlajn Zycie jest B
49 - - N - ANN Ostrozna
50 1 -49 1 Theresy Lonely


wtorek, 27 września 2016

The Baseballs - Hit Me Baby… Live 2016 - 27 września w Gdańsku i dzień później w Warszawie!

Nadchodzącej jesieni mamy dla was kilka rad: wyprasujcie swoje spódnice, przygotujcie żel do włosów i koniecznie przećwiczcie ruchy bioderkami – oto The Baseballs wraca z nowym albumem i trasą po Europie! Koncerty rozpoczną się od występów w Polsce - 27 września godz. 20:00 w Gdańsku i dzień później w Warszawie. W ramach trasy trio da koncerty również w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Holandii. Pod koniec ubiegłego roku, Sam, Digger i Basti zdradzili, że wkrótce usłyszymy ich nowy materiał. Teraz możemy już oficjalnie potwierdzić, że wraz z pożegnaniem tego lata, dwukrotni zdobywcy niemieckiej nagrody ECHO, wydadzą swój piąty album pod tytułem „Hit Me Baby…”, który ponownie przywoła rock’n’rollowego ducha lat 60. i 70.  Czarujący wokaliści już nie mogą doczekać się spotkań ze swoimi fanami, na których przedstawią im swoją nową muzykę: „W The Baseballs chodzi przede wszystkim o pozytywne wibracje. Zapominamy o codzienności i celebrujemy te niesamowite chwile, nawet jeśli nie mogą trwać wiecznie” – wyjaśnia Sam. Wygląda na to, że tej jesieni lato potrwa odrobinę dłużej niż zwykle, więc nie chowajcie zbyt wcześnie swoich najlepszych butów do tańca, bo na pewno wam się przydadzą 27 i 28 września!



BILETY:

Gdańsk:
Przedsprzedaż: 99 pln (stojące), 129 pln (siedzące antresola)
do kupienia w kasie Starego Maneżu (Gdańsk Wrzeszcz, ul. Słowackiego 23 i w kasie Klubu Stodoła (Warszawa ul. Batorego 10)

Warszawa:
Przedsprzedaż: 99 pln (stojące), 129 pln (balkony)
W dniu koncertu: 109 pln (stojące), 129 pln (balkony)
do kupienia w kasie Klubu Stodoła (Warszawa ul. Batorego 10)

Sprzedaż internetowa:
www.interticket.pl, www.kupbilecik.pl, www.eventim.pl, www.stodola.pl (koncert w Gdańsku)
www.stodola.pl, www.ticketpro.pl, www.eventim.pl, www.ebilet.pl (koncert w Warszawie)

poniedziałek, 26 września 2016

Antoni Malewski - Kazimierz „KUBA” Cychner

Od lewej: Mirek Orłowski. Jurek Dereń (zmarł pod koniec sierpnia 2016r), Fredka Jędrzejczyk Cychner, Basia Goździk właścicielka księgarni przy Pl. Kościuszki 22 i Kaziu Cychner z głową na ramieniu Basi podczas jubileuszowych obchodów w sali kina „Włókniarz” „50 lat Rock’n’Rolla Tomaszowie-Maz.
Wczesnym, poniedziałkowym (19.09.2016r) rankiem, po trzydniowym pobycie w Zakościelu na spotkaniu „Z Markiem Karewiczem raz jeszcze”, czując się wykończony jak po koncercie słynna czwórka z Liverpoolu „a hard days night” (noc po ciężkim dniu), gdy nagle budzi mnie telefon od przyjaciela, Jurka Lamberta, - „Antek dzisiaj nad ranem zmarł nasz przyjaciel Kaziu Cychner”. Informacja ta zwaliła mnie z nóg, zdążyłem jedynie wybełkotać  „O Boże!!! A Kaziu miał być w Zakościelu”. Pierwsze co uczyniłem, za nim telefonicznie powiadamiać zacząłem o śmierci Kazia znajomych, dokonałem wpisu na stronę FC tej oto treści:  Dzisiaj, poniedziałek 19 września, po długiej chorobie zmarł mój przyjaciel KAZIMIERZ "KUBA" CYCHNER. Kaziu był jednym z "ostatnich mohikaninów" tomaszowskiego rock'n'rolla. Stały uczestnik spotkań rock'n'rollowych na chacie u Wojtka Szymańskiego przy Pl. Kościuszki 17. Członek "Rodziny LITERACKA '62", uczestnik w kawiarni LITERACKA "Spotkania po latach". Stały bywalec mojego cyklu muzycznych spotkań "Herosi Rock'n'Rolla" w Tomaszowie Maz.. DROGI, KOCHANY PRZYJACIELU POKÓJ TWOJEJ DUSZY

***

Była kultowa kawiarnia „Literacka” promocja mojej drugiej publikacji „A jednak Rock’n’Roll”. Kaziu Cychner w drugim rzędzie w szarym swetrze w czarne pasy



Mój przyjaciel Kazimierz Cychner – towarzyski pseudonim „Kuba” – urodził się w 1946 roku w Tomaszowie Mazowieckim w dzielnicy Starzyce, gdzie aż do ożenku mieszkał przy ulicy Wspólnej. Pochodziliśmy z jednej dzielnicy, znaliśmy się od dziecka, od przedszkola (dziś starzyckie przedszkole nr.17), choć ja byłem w grupie „starszaków” a Kaziu wraz z młodszym moim bratem Tadeuszem, w grupie młodszej. Nie pamiętam, w którym okresie przyjaźnienia się, koledzy nadali mu ksywę, pseudonim „Kuba”, mogę dzisiaj powiedzieć, że przez cały okres młodości a nawet jeszcze długo po ożenku tym pseudonimem porozumiewaliśmy się wśród tak zwanych „swoich”. Wszyscy znajomi i bliscy wiedzieli who is who. Do szkoły podstawowej, jak większość dzieciaków ze Starzyc, uczęszczał „na górkę” do nr. 2 (była jeszcze jedna w pobliżu, około 300/350 m dalej od 2, szkoła nr. 7 vis a vis ulicy Głównej) przyszłej, pierwszej w województwie „jedenastolatki”. W okresie nauki w podstawówce naszemu kolegowaniu się, poświęcaliśmy zbyt mało czasu. Tak naprawdę nasza przyjaźń stała się czymś ważnym i trwałym w szkole średniej a właściwie jak zza żelaznej kurtyny do naszego kraju, do naszego miasta, do naszej dzielnicy przenikał styl muzyczny o dziwnej, egzotycznej nazwie Rock and Roll. Ale tak naprawdę pełna trwałość naszej, wielkiej przyjaźni w coraz to powiększające się nowe grupy młodzieży, był moment przekroczenia symbolicznego progu mieszkania (wręcz określić można słowem, klubu), mieszkania przy Placu Kościuszki 17 czyli próg chaty Wojtka „Szymona” Szymańskiego. Miejsce kultu i kultywowania stylu Rock’n’Roll. Być w tym miejscu, słuchać tu największych z największych zakazanego owocu, stylu, dla każdego młodego tomaszowianina, i nie tylko, było wielką, pokoleniową nobilitacją. I właśnie mniej więcej w jednym czasie z Kaziem „Kubą” znaleźliśmy się w NIEZWYKŁYCH pomieszczeniach posesji nr. 17 w samym centrum miasta, co nieuchronnie ukształtowała nasze image. Na tej samej ulicy (Wspólna) mieszkało Kazia kuzynostwo, Wacka Kurcówna oraz rodzeństwo Romka i Janek Jankowscy. Wszyscy byli z jednego pokolenia, stanowili razem bardzo silną grupę w rock’n’rollowych szaleństwach w tomaszowskich kawiarniach, klubach czy bardzo modnych w tamtych latach prywatkach czy też na częstych, muzycznych spotkaniach na chacie u Wojtka „Szymona”. Wspólnie z moim przyjacielem z dzielnicy, Andrzejem Tokarskim (razem z Kaziem byli w klasach równoległych w II LO) dołączaliśmy do „rodzinnej” grupy z ul. Wspólnej udając się razem w miejsca, w których nieustannie brzmiał styl, Rock’n’Roll.

Kamienica przy Pl. Kościuszki 17 - tu narodził się  się w Tomaszowie R'n'R
Jakim człowiekiem był Kaziu „Kuba” Cychner? Powiem tak, w języku polskim brak ciepłych przymiotników, w które można byłoby „ubrać” Jego sylwetkę. Nie wiem czy był w naszym pokoleniu ktoś charakterem, sposobem bycia, podobny do Kazia „Kuby”? Był inteligentnym, przystojnym, wysokim i uśmiechniętym chłopakiem. Niesłychanie pogodny, nigdy nie zdradzający zdenerwowania, tak mimiką na twarzy jak również w emocjonalnych ruchach ciała. Zawsze gdy tylko popełnił jakąś gafę, choć nie pamiętam by czynił to często, stać Go było na słowo „przepraszam” z podaniem ręki, wsparte sympatycznym uśmiechem na pogodnej twarzy. Jeżeli w naszym towarzystwie, wśród znajomych, ktokolwiek mówił o kimś spokojnym, pogodnym, zawsze synonimem tych cnót, wartości był Kazimierz Cychner. Wszyscy kochaliśmy Kazimierza, kochały go dziewczyny, miał wśród „słabej płci” uzasadnione powodzenie. Był wierny swoim zasadom, nigdy ich nie zdradzał i takim pozostał końca dni swoich. Był rok 1962 a może 1963, wakacje, sporą grupą chłopaków wybraliśmy się autostopem na (zapamiętałem tych, których pozwoliłem sobie wymienić: Jurek Lambert, Kaziu Cychner, Waldek Kondejewski, Reniek Szczepanik, Zygmunt Pietryniak czy moja osoba) organizowany przez tomaszowski ZMS, obóz żeglarski w Sławie Śląskiej leżącej na przepięknej Ziemi Lubuskiej. Było to cudowne wydarzenie obfitujące w wielką wodę (Jezioro Sławskie), słońce, taneczne spotkania, pierwsze miłości i beztroską wolność. Po dwutygodniowej „labie”, wracaliśmy do domu w różnych liczbowo grupach. Ja wracałem z Kaziem i Waldkiem Kondejewskim. Mieliśmy taką oto przygodę, czekając w rowie na samochód, w okolicach Rawicza w kierunku Poznania Kaziu zatrzymał „skrzyniowca” (Star 25) bez plandeki. W szybkim tempie złapaliśmy za swoje plecaki, pomimo lekko padającego deszczu, by znaleźć szybko wygodne miejsce do już zapełnionej autostopowiczami, samochodowej skrzyni. Kiedy zbliżaliśmy się do Poznania zauważyłem, brak swojej Książeczki Autostop i kuponów na kilkanaście tysięcy kilometrów. Natychmiast zatrzymaliśmy pojazd, by z Waldkiem wysiąść i udać się z powrotem, kierunek Rawicz. Ponieważ samochód jechał aż do Rokicin k/Łodzi, pożegnaliśmy się z Kaziem, bo zależało mu by tego dnia dotrzeć do Tomaszowa. Natomiast ja z Waldkiem, w krótkim czasie dotarliśmy w miejsce naszego, ostatniego zgrupowania i… o dziwo w rowie zapakowana w folię leżała moja Książeczka Autostop. Do Tomaszowa dotarliśmy nazajutrz przed południem. Jakież było moje zdziwienie gdy wieczorem w drzwiach mojego mieszkania ukazała się pani Cychner, mama Kazia, z pytaniem, - Tolek czemu mój syn nie przyjechał z tobą, przecież razem wyjechaliście? Przez okres dwóch dni z zrozpaczoną mamą Kazia bardzo przeżywaliśmy Jego nieobecność. Nawet zgłosiliśmy na milicję Jego zaginięcie. Kiedy zjawił się „Kuba”, jakby nigdy nic się nie stało, z pogodną twarzą, oznajmił, - „Bawiłem dwa dni w Łodzi u swoich kuzynów, nie miałem okazji i warunków was powiadomić”.

W drodze do Literackiej na fajf. Zbiórka pod „kasztanem” vis a vis dzisiejszego DT TOMASZ
Kazimierza zaliczam do „Rodziny - Literacka’62”. Od pierwszych dni, jak tylko powstały fajfy taneczne (sierpień 1962r) w kultowej kawiarni „Literacka”, Kaziu był stałym uczestnikiem i wraz z innymi koleżankami, kolegami nie schodził z parkietu. Do „Literackiej” przychodziło wiele wspaniałych dziewcząt między innymi trzy nierozłączne koleżanki z byłej, nieistniejącej dziś dzielnicy Kaczka, Ewa, Fredka, Ela. Trzy wymienione dziewczyny bardzo dobrze tańczyły „jiva”. Ciągle były przez chłopaków do tańca „rozrywane” a jedna z nich, Fredka, została Jego żoną. Kiedy w gastronomicznym kombinacie, restauracji/kawiarni „Jagódka” przy ulicy (dziś nie istnieje) Warszawskiej 10/12, w niedzielne przedpołudnie organizowano tzw „Taneczne poranki” (w godzinach 10.00/14.00), Kaziu ze swoim kuzynostwem (Romką, Wacką i Jankiem) zawsze był na przysłowiowym, tanecznym posterunku. Nie tylko naszą „paczką” spotykaliśmy się na tańcach ale również z naszymi dziewczynami wspólnie przebywaliśmy na nadpilicznych „opalankach” na Rajcha czy plaży na przystani „Lechii” (dziś ośrodek OSiR-u). Tworzyliśmy nierozerwalną grupę przyjaciół przyrównując ją do WSPÓLNOTY. Po maturze wraz z drugim kolegą imiennikiem, Kaziem Szmidtem, studiowali w Mławie, w pomaturalnym PST w branży Transport Leśny, które ukończyli po dwu i półletniej nauce. „Kuba” wrócił do Tomaszowa, Kaziu Szmidt (również uczestniczył w moich, muzycznych przedsięwzięciach) ożenił się i pozostał w Mławie na zawsze, aż do śmierci. Zmarł dwa lata temu. Kaziu „dyrektorzył” w Zakładzie Przetwórstwa Drzewnego przy ulicy Spalskiej jak również w Zakładzie Drzewnym i Stolarni w pobliskiej Konewce k/Spały. Od pięciu lat był na zasłużonej emeryturze. Mając czas, nie nudził się zbytnio, startował dwukrotnie w telewizyjnej jedynce w programie Roberta Janowskiego „Jaka to melodia?” oraz w programie Tadeusza Sznuka „Jeden z dziesięciu”. Stał się erudytą encyklopedycznej wiedzy i muzyki rozrywkowej.

Galeria ARKADY nocą
Kiedy stworzyłem w Galerii ARKADY cykl muzycznych spotkań „Herosi Rock’n’Rolla” był aż do choroby, stałym uczestnikiem muzycznych spędów, wspierając je, często podpowiadał, co by w tym cyklu ulepszyć by stał się atrakcyjniejszym. Dużo mu zawdzięczam a nawet śmiem twierdzić, że przyczynił się do przetrwania cyklu. Uczestniczył w jubileuszowym „50 spotkaniu z cyklu Herosi Rock’n’Rolla” w Galerii ARKADY czy w spotkaniu w kinie „Włókniarz” z okazji „50 lat Rock’n’Rolla w Tomaszowie Maz” jak również w „Spotkanie po latach” tomaszowskich dinozaurów tworzących podwaliny rock’n’rolla w naszym mieście w byłej, kultowej kawiarni „Literacka”. Był dla mnie nie tylko muzycznym doradcą ale i największym fanem moich muzycznych przedsięwzięć. Często po spotkaniu przegrywałem Mu koncerty na płytę DVD czy muzycznie „układałem” płytę CD. Kiedy zauważyłem, że na moje spotkania Kaziu nie przychodzi, przyznam, że zakłopotałem się. Po kolejnych Jego nieobecnościach postanowiłem wykonać do niego telefon. Odezwał się, ale wprost nie usprawiedliwiał swojej nieobecności, w jakiś sobie tylko znany sposób, uniknął odpowiedzi, kończąc naszą rozmowę, zapewniał, że - „niebawem wpadnę na „Herosów”. Któregoś dnia jeden z naszych wspólnych znajomych przypadkowo oznajmił mi, że Kaziu ma kłopoty ze zdrowiem, że ma nowotwór, że jest podłamany. Strasznie byłem zaskoczony tą informacją, zrozumiałem Go, dlaczego trzymał swój stan zdrowia w tajemnicy. Ale także docierały do mnie informacje, że czuje sie lepiej, co mnie uśpiło. Pod koniec sierpnia zmarł nasz wspólny przyjaciel, Jurek DEREŃ. Gdy do mnie dotarła ta informacja, pierwszą osobą do której wykonałem telefon z tą smutną informacją, był Kaziu. Bardzo długo rozmawialiśmy, wspominając nasze wspólne „przygody”. I te śmieszne i te przykre. Rozmowa nasza trwała blisko 30 minut i nic nie wynikało z niej, że Jego stan się pogorszył. Okazało się, że był to nasz ostatni kontakt, że była to nasza ostatnia rozmowa.

Ks. prałat parafii św. Antoniego Edward Wieczorek kolega z ławki szkolnej Kazia Cychnera
W piątek 23 września 2016 w pogodne i słoneczne południe w kaplicy cmentarnej Miejskiego Cmentarza przy ul. Smutnej ksiądz Edward Wieczorek, kolega szkolny Kazimierza, celebrował pożegnalną mszę przyjacielowi z ławki szkolnej, po której prochy zmarłego wyprowadzono z kaplicy i pochowano w grobie rodzinnym. Najbliższa Rodzina (żona Alfreda, córka z mężem, wnuczkami), przyjaciele z ławki szkolnej, koledzy, znajomi, sąsiedzi żegnając zmarłego w bólu, skupieniu wydawało się, jakby chcieli wykrzyczeć - Kaziu, tak nie można. Coś Ty nam zrobił. Dlaczego odszedłeś??? Wyrazy współczucia dla Rodziny, Bliskich, Przyjaciół

Przyjaciel Antoni Malewski

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.

sobota, 24 września 2016

24 września w O2 Arena w Londynie zagra Lombard


Antoni Malewski - z Markiem Karewiczem raz jeszcze

ZAKOŚCIELE - „Z Markiem Karewiczem raz jeszcze”. W tle „tuwimowska”, modrzewiowa willa
W ostatni weekend (16-18 września – piątek, sobota, niedziela roku 2016) w przepięknie położonych w lasach Puszczy Spalskiej, na załomie rzeki Pilicy, obiektach Chrześcijańskiej Społeczności PROEM w miejscowości Zakościele koło Inowłodza doszło do sentymentalnego spotkania przyjaciół z mistrzem światowej fotografii w dziedzinie jazz, blues, rock’n’roll - Honorowy Obywatel Miasta Tomaszów Mazowiecki – „Z Markiem Karewiczem raz jeszcze”. Po „Spotkaniu po latach BIS”, które miało miejsce (2011r) na tych samych, leśnych obiektach Zakościela z udziałem Marka Karewicza, mistrz fotografii zauroczony retrospektywnym, przy każdym kontakcie ze mną, spotkaniem ciągle do mnie powtarzał słowa, - „Antek, bardzo cię proszę, jeśli tylko możesz, z organizuj takie spotkanie w Zakościelu raz jeszcze, bym mógł ponownie przeżyć te cudowne chwile”. Marek kiedy zamieszkiwał z rodziną w Tomaszowie Maz. (lata 1944/1955), jako 10/11 letni chłopak ze swoim ojcem Julianem, odwiedzał domek (willa) modrzewiowy (zamieszkiwały tu, zawiadywały domem dwie starsze panie) stojący w samym sercu dzisiejszego obiektu SCh PROEM. Do tej willi często w okresie pobytu na letnisku w Zakościelu, przyjeżdżał z miasta Łodzi (przed II Wojną jak również na krótko po powrocie z emigracji, po wojnie) nasz wybitny poeta Julian Tuwim. Mówi się, że w tym modrzewiowym domku, „dopieszczał” przed wydaniem największe swoje dzieło życia, klasyk poezji, nie tylko polskiej, niezapomniane „Kwiaty Polskie”.

Monika Fiszer i Ewa Komar główne inspiratorki spotkania w towarzystwie Andrzeja Grubby 
W domku zainscenizowany jest pokoik z regałami a na nich książki, biurko przypominające epokę, lata 30/40-te, a na nim maszyna do pisania a w niej wkręcona kartka formatu A4. Na tej maszynie powstawały listy do przyjaciół i znajomych, dokańczał, adiustował poetyckie dzieła. Gospodarze mówią o pomieszczeniu tym - tuwimowski kącik poezji. Uważam, że Markowi po pierwszym pobycie we wrześniu 2011r powróciły szczególne, retrospektywne wspomnienia z lat szkolnego dzieciństwa, z stąd pragnienie „przeżyć to jeszcze raz”. Od pierwszego „Spotkania po latach” w Tomaszowie Mazowieckim, z Markiem Karewiczem spotykałem się wielokrotnie: czy to na imprezach, wystawach organizowanych przeze mnie, czy Krzyśka Jochana we wsi Niebrów, czy spotkania cykliczne w Sopocie, czy prywatne moje pobyty w jego mieszkaniu przy ulicy Nowolipki, zawsze w kuluarowych rozmowach kierował do mnie słowa, - „Antek pamiętaj o spotkaniu w Zakościelu!”. Tak, że kryptonim „Zakościele” przez cały ten okres czasu, aż do jego realizacji, to jest 16 września tegoż roku, nie opuszczał mnie. Przyznam, że kiedy Marek złamał (tą „nieczynną”) nogę, kiedy obwarowano ją gipsem, co raz bardziej widziałem jak z Marka odchodzi radość życia. Później, kiedy zdjęto mu gips nastąpił ciąg szpitalnych i sanatoryjnych rehabilitacji, po których twarz Marka bardziej stała się smutna z widocznym, przyspieszonym starzeniem. Sytuacja ta zmobilizowała mnie, bym szybciej doprowadził do spotkania przyjaciół Karewicza w Zakościelu za nim sam NACZELNY uprzedzi mnie i „pomoże” rozwiązać problem „przed czasem”.

Migdałowy taniec na „parkiecie” carskiej salonki, Andrzeja Grubby
Do pomocy „markowego przedsięwzięcia” włączyły się moje dwie koleżanki ze WSPÓLNOTY, Ewa Komar i Monika Fiszer. Właśnie te dwie dziewczyny, które biorą w SCh TOMY przy ulicy Jerozolimskiej w Tomaszowie (w jednej rodzinie z zakościelowym SCh PROEM) udział w duchowych spotkaniach tej społeczności, przyczyniły się poprzez osobistą protekcję do przyspieszenia spotkania, lajkując w kalendarzu lokalnej społeczności, termin wrześniowy. W miesiącu czerwcu wielokrotnie jechaliśmy (trzy/cztery razy) na spotkanie z panem Danielem, szefem tej społeczności, dopowiadając szczegóły, typując pomieszczenia na nasze spotkania, ceny, dopieszczając tematykę, dzięki którym to spotkaniom mogłem stworzyć zaproszenie (tekst) by na początku lipca wysłać powstałą treść do wszystkich znajomych, przyjaciół bliskich Markowi, tak w kraju jak i za granicę. Oto treść zaproszenia:

Zaproszenie na spotkanie 
pt  "Z Markiem Karewiczem raz jeszcze"

Mam WIELKI zaszczyt zaprosić bliskich, znajomych, kolegów i przyjaciół na retrospektywne spotkanie z naszym wybitnym artystą fotografikiem w dziedzinie jazz, rock'n'roll, panem MARKIEM KAREWICZEM. Spotkanie odbędzie się w dniach 16,17,18 września 2016 (piątek, sobota, niedziela) w malowniczo położonym ośrodku (Społeczność Chrześcijańska "PROEM") na obrzeżu Puszczy Spalskiej nad pięknym zalesionym załomem rzeki Pilica: Ośrodek o obszarze 6 ha położony jest w centrum Polski - 100 km od Warszawy - nad rzeką Pilicą w lasach Spalskiego Parku Krajobrazowego. Bogata roślinność, zróżnicowany krajobraz, przyroda, rzadkie gatunki zwierząt oraz klimat stanowią o wysokich walorach turystycznych i wypoczynkowych tego regionu. Ośrodek w Zakościelu to atrakcyjne miejsce całorocznej działalności, wypoczynku, konferencji, imprez sportowych i kulturalnych.

Wnętrze willi w której odbywały się dwudniowe spotkania. Od lewej Jola Byliniak, Ewa Komar i Marek Karewicz
Na terenie ośrodka mieści się hotel z jadalnią i salą konferencyjną. Centrum posiada nowoczesne murowane kompleksy mieszkalne dla 180 osób (w jednym zestawie 2 spania i 4 spania - sześcio osobowe pokoje z pełnym węzłem sanitarnym). Atrakcją Ośrodka SCh "PROEM" jest 100 - letnia modrzewiowa (w latach przedwojennych i powojennych przyjeżdżał na letnisko polski poeta Julian TUWIM) willa, w której znajduje się kawiarnia i sala bilardowa.

Koszt noclegu w Ośrodku: w murowanym kompleksie, zestawie - 50 zł/osoba/ noc w budynku głównym części hotelowej - 65 zł/osoba/noc

Można również skorzystać (posiłki/dania wybiórczo) z wyżywienia ceny:
śniadanie 15 zł (stół szwedzki), kolacja 15 zł (stół szwedzki), obiad 20 zł

Przy całym pobycie uczestnika całkowity koszt wyniósłby (dwie kolacje, dwa śniadania dwa nocleg)– 180zł. Godziny-posiłków:

Śniadanie-8.00/9.00, obiad 13.00/14.00, kolacja 18.00/19.00.
W sześcioosobowe zestawy można się organizować ze znajomymi, przyjaciółmi.

W programie

1. Piątek (16.09.16r) - Sala Konferencyjna po kolacji (godz.18.00) Film Wojciecha Fułka "Galeria Marka Karewicza" po filmie spotkanie i gawęda z artystą fotografikiem.

2. Sobota (17.09.2016r) - Przed południem zwiedzanie obiektu i przepięknych okolic Zakościela a po obiedzie wycieczka (przejażdżka) Carską Koleją po okolicach Puszczy Spalskiej (m.in. Ośrodek COS-u, hitlerowskie bunkry w Konewce, miejscowość wypoczynkową SPAŁA i INOWŁÓDZ. Wieczorem taneczne spotkania przy rock'n'rollowej muzyce, koncerty muzyczne mojego cyklu "Herosi Rock'n'Rola".

3. Niedziela (18.09.2016r) - Godz. 9.00/10.00 pożegnalne śniadanie.

Precyzyjny program do ustalenia z uczestnikami na miejscu;

Przelew pieniężny za uczestnictwo proszę przesyłać na moje konto do dnia 09.09.2016r:

Antoni Malewski - Plus Bank S. A. Oddz. Tomaszówm Mzaowiecki
Nr. Rachunku - 94 1680 1206 0000 3000 0868 4310

Mój tel. 507 757 177

Proszę o odwrotne potwierdzenie uczestnictwa z wymienieniem korzystania z rodzajów (wpłata na konto) posiłków. Z rock'n'rollowym pozdrowieniem

Antek Malewski

Na ekranie Lesley Gore śpiewa słynne „It’s My Party” a ja z Marylą w tych rytmach, kołatamy
O spotkanie w Zakościelu nie tylko sam Marek Karewicz mnie nagabywał ale również wielu innych uczestników wrześniowego spotkania z 2011 roku. Wysłałem zaproszenia mailową pocztą do blisko 80 osób. Okres ponad trzech miesięcy od wysyłki na pocztę, do „premiery” w SCh PROEM, wiele zmienił wśród zaproszonych przyjaciół, w postaci przykrych i smutnych wydarzeń. Sabinie Fronckowiak, uczestniczce wszystkich spotkań jakie dotychczas organizowałem, zginęła córka Wirginia, we Wrocławiu w noc po powrocie z rodzinnych wczasów zmarł nagle, stały bywalec moich spotkań Jurek DEREŃ (to on pierwszy zaproponował w 2011 roku przejażdżkę Koleją Carską, która stała się stałym punktem programu naszych spotkań), Sławek ORWAT z Londynu, który za wszelką cenę dążył do spotkania, właśnie w Zakościelu, z Wojtkiem Szymańskim z Nowego Yorku, z DERENIEM, Iwoną Thierry z Polskich Nagrań, Wiesław Wilczkowiak z Gdyni czy Jurek GOŁOWKIN z Malmoe. Wojtek „Szymon” ponownie uwikłał się w przeprowadzkę na Florydę a Edek Wójciak musiał lecieć do Toronto, narodziny wnuczka. W tym okresie przypadły 18 urodziny syna Sławka ORWATA co rozwiało jego marzenia o przybyciu do Zakościela. Na szczęście na punkt zborny do modrzewiowej willi Tuwima dotarły oczekiwane prze Sławka, tylko dwie osoby, Iwona Thierry z Warszawy i Wiesiek Wilczkowiak z Gdyni.

Andrzej Grubba
W przeddzień spotkania do Tomaszowa, po wspólnym uzgodnieniu, przybył z Wejherowa Andrzej Grubba (nie był rodziną ze zmarłym polskim pingpongistą). Andrzej przygotował (gra na gitarze) na cześć Marka Karewicza kilka osobistych songów własnej kompozycji, z własnymi tekstami, chcąc nam, organizatorom „przed premierą” przedstawić. Jeden z nich najbardziej adekwatny tekst do życia artysty fotografika, pozwolę sobie zacytować:

Wita Cię świat i nie wiesz nic
Kim w swoim życiu chciałbyś być
Pasje dorastają z Tobą,
Są, to znowu gdzieś odchodzą 

Życie bierzesz jakim jest
Kochasz ROCKA, wielbisz JAZZ
Odwiedzając wiele miejsc
Tworzysz ALBUM swoich zdjęć

ref. Rodzisz się raz,
Korzystasz z szans
Które daje Ci życie
Pisane prozą
Utrwalasz w kadrze
Ukryte w nim tajemnice 

A gdy wejdziesz na sam szczyt
Chcesz by na nim tworzyć, być
Ale nie jest takie proste
Aby móc już tam pozostać 

Dziś wspominasz, tamten czas
Chociaż wciąż, przybywa lat
Tak się chciało wtedy żyć
Spalić skręta, wódę pić

ref. Rodzisz się raz … 

Andrzej Grubba

Właśnie z Andrzejem i jego partnerką Tereską zabrałem się, około godziny 15.00 w piątek, do Zakościela. Miałem informację, że wielu zaproszonych gości w ciągu godziny zjawi się na miejscu spotkania. Po drodze zatrzymaliśmy się w restauracji „Pod Żubrem” w Spale, by z właścicielem lokalu, panem Benkiem Myłkiem umówić dokładnie dzień, godzinę na wycieczkę naszej ekipy Koleją Carską po okolicach i miejscach pamięci po obrzeżach Puszczy Spalskiej. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, oczekiwała nas Ewa Komar z mężem Jankiem (byli od nas szybsi, choć wyjechaliśmy wcześniej). Pan Daniel zabezpieczył naszej grupie część pokoi na życzenie w hotelowym budynku (dawna nazwa SOPLICA) i cały kompleks (pięć dwuizbowych pomieszczeń z 6 miejscami do spania każdy, razem 30 spań).

Piątek 16 września 2016r

Filmowe LOGO
Między godziną 15.30 a 17.45 do Zakościela dotarli wszyscy zaproszeni, którzy potwierdzili swój przyjazd, goście. Dość sprawnie rozmieściłem w gościnnych, wg ich życzeń, pokojach przybyłych na wyjątkowe spotkanie „Z Markiem Karewiczem raz jeszcze”. Pozwolę sobie wymienić przyjaciół Marka z miejscami zakwaterowania. W hotelowym budynku (była SOPLICA) zamieszkali: Danusia Piotrowska (Badek), Ela Świtkowska (Balasińska) z W-wy, Andrzej Grubba z partnerką Tereską z Wejherowa, Wiesław Wilczkowiak z Gdyni, Hanna Erez z Tadeuszem Gillem z Kozienic, małżeństwo Bożenka i Grzesiek Grabowscy ze Sztumu. W zestawie kompleksu IV zamieszkali Ewa i Janek Komarowie, Krzysiek Zieliński, Janek Koziorowski, Monika Fiszer, Waldek Gałek, Maciek Smoluch i moja skromna osoba, wszyscy z Tomaszowa, Jola Byliniak, Marek Karewicz, Maryla Tejchman, Iwona Thierry z Warszawy oraz Wiesław Śliwiński z Gdańska i jeden rodzynek „zagraniczny” Henrietta (Henia, była mieszkanka Tomaszowa) z Vancouver (Kanada).

W spalskiej restauracji „Żubr”. Od lewej - Waldek Gałek, Tomek Sobczak, Antek Malewski i Marek Karewicz
Z kilkuminutowym opóźnieniem (po godz. 18.00) spotkaliśmy się na kolacji. Nie chodziło tylko o samą konsumpcję a raczej chciałem by, przy wieczornym posiłku, wszyscy przybyli mogli się poznać (nie wszyscy wcześniej z sobą się spotykali) i zintegrować grupę. Po sutej kolacji rozeszliśmy się do swoich miejsc zakwaterowania by rozpakować bagaże i odpocząć po podróży bo …. o godz. 19.30 w modrzewiowej willi („podarowano” nam ten obiekt na cały pobyt) nastąpiła realizacja pierwszego punktu naszego spotkania. Tak jak zaplanowałem, dzień pierwszy poświęciliśmy bohaterowi naszego spotkania, panu Markowi Karewiczowi. Ponieważ cały pobyt „podciągnąłem” pod swój cykl „Herosi Rock’n’Rolla”, jak przystało na ten cykl, rozpocząłem swoją czołówkę tradycyjnym, muzycznym LOGO z tajemniczym głosem Franciszka Walickiego (od słów z płyty OLD ROCK MEETING A.D.1986) „…Od srebrnego wesela polskiego rocka, które…”) i wielkiego hitu Chucka Berryego w wykonaniu Jerry Lee Lewisa „Memphis Tennessee”. Po wprowadzeniu wszystkich w świat rock’n’rolla Andrzej Grubba przepięknie wykonał, specjalnie przygotowany na tę szczególną imprezę, utwór dla Marka, którego tekst zamieściłem powyżej.


Nasza stołówka, nasza grupa. Miejsce kulinarnych spotkań, sytuacja przed pożegnalnym śniadaniem
Po wprowadzeniu obecnych przez Andrzeja na spotkanie, w „karewiczowski klimat” na ekranie ukazał się (specjalnie przeze mnie przygotowany) film dokumentalny z 1999r wg scenariusza Wojciecha Fułka (przyjaciel pana Marka) „Galeria Marka Karewicza”. W filmie (Marek fizycznie jeszcze sprawny, przed wylewem) zaprasza do swojego Studia w PKWiN wielu przyjaciół z show businessu, muzyków i co charakterystyczne w tym filmie, prowadzi profesjonalne jak dojrzały dziennikarz rozmowy (wywiady). Dziesięć mini rozmów, filmików, które poświęcił wielkim z największych, tak w kraju jak i na świecie. Rozpoczął Franciszkiem Walickim, ojcem chrzestnym polskiego rock’n’rolla a następnie rozmowy o Elli Fitzgerald z Ewą Bem, Miles Davisie, z Jerzym „Duduś” Matuszkiewiczem, z Zofią żoną Krzysztofa o KOMEDZIE, zespole KLAN z Markiem Ałłaszewskim, Karolem Warginem o Krzysztofie Klenczonie, o słynnym koncercie w Sali Kongresowej zespołu „The Rolling Stones” w rozmowie ze Zbigniewem Hołdysem czy z Tadeuszem i Piotrem Nalepami o zespole „Breakout”. Film zrobił ogromne wrażenie na oglądających, tym bardziej, że nie był prezentowany w kinach czy w TV. Dyskusje po filmie w Sali modrzewiowej „tuwimowskiej willi” trwały by jeszcze długo gdyby Andrzej (było to zamierzone w piątkowym programie) przy akompaniamencie gitary wykonał kilka swoich, kolejnych kompozycji, wszystkie dedykowane Markowi. Były też bisy, a nasz pierwszy dzień spotkania, Andrzej zakończył utworem, którym rozpoczął wieczór a wszyscy obecni Marka przyjaciele z tekstem w ręku, śpiewali refren kierując słowa do wzruszonego Karewicza. Tak oto, przed północą zakończyliśmy dzień pierwszy, po czym zmęczeni a spełnieni, udaliśmy się do swoich pokoi oddając się w objęcia Morfeusza.

Sobota 17 września 2016r

Kolej Carska z salonką a za kierownicą nie kto inny jak Wiesław Wilczkowiak
Sobota, jak wszyscy uczestnicy określili, przebiegała w takim tempie, że brakło nam czasu na przysłowiowe „załadowanie taczki”. Tuż po śniadaniu na dziedziniec SCh PROEM zajechała „Kolej Carska”, gdzie całe 100% uczestników zapełniło miejsca w carskiej salonce. Tak jak w 2011r, tradycyjnie nasza podróż odbyła się utartym szlakiem, to jest: zwiedzanie bunkrów hitlerowskich w Konewce, zwiedzanie Spały i okolic a zakończenie miało miejsce w zamku Kazimierza Wielkiego w Inowłodzu. Nie zwiedziliśmy tylko, jak w poprzedniej ekskursji z 2011r, słynnej, komunistycznej budowli (gierkówka - została w międzyczasie wyburzona) i obiektu olimpijskich przygotowań (OPO) gdyż trwał remont drogi do głównego wjazdu na Ośrodek. Ledwie ruszyliśmy w drogę, z dobrze nagłośnionego wnętrza carskiej salonki rozległa się muzyka ludowych kapel opoczyńskiego regionu, wprowadzając podróżujących w dobry nastrój, by po blisko półgodzinnych, ludowych rytmach z głośników salonki, „prawdziwy” rozległ się rock’n’roll. Medlay super hitów największych herosów rock’n’rolla („Good Golly Miss Molly”,“Rip It Up”,“Long Tell Sally”, “Lets Twist Again”, Lets Dance” czy nieśmiertelne “Tutti Frutti”) wprowadziły w taneczny szał przyjaciół Marka Karewicza. Wybijającą nogą obłędne rytmy, Ewę Komar, porywa do szalonego tańca nasz bard, Andrzej Grubba i razem wznieśli się na ekwilibrystyczne, taneczne wyżyny bo …. Kolej Carska cały ten czas była w ruchu. Były też muzyczne, taneczne kawałki tzw migdałowe. I w takich rytmach dojechaliśmy do bunkrów w Konewce.


Mistrz Aleksander podczas pracy i jego wspaniałe poniżej, rękodzieła (WYCINANKI)
Po zwiedzeniu bunkrów dojechaliśmy do Spały gdzie w restauracji Benka Myłka „Pod Żubrem” zrobiliśmy dłuższy odpoczynek. Jedni zostali pod restauracyjną wiatą, racząc się herbatą, kawą, piwem a inni poszli, spacerując, zwiedzać „starą” i „nową” Spałę (tj. zabytkowy, drewniany kościółek, brązową rzeźbę żubra, Carską Wieżę, korty czy zabytkowy most na rzece Pilica. Po blisko godzinnym odpoczynku, kiedy zasiedliśmy w fotelikach salonki, Benek Myłek odtworzył przez głośniki, nagraną na płytę CD czytającego lektora, który nas zapoznał z historią Spały, Inowłodza i okolic. Następnie udaliśmy się do Inowłodza na zamek królewski (króla Kazimierza Wielkiego) gdzie oczekiwał nas, wcześniej umówiony, artysta ludowy, specjalizujący się w ludowych wycinankach, pan Aleksander Dutkiewicz (miał tu swoich rękodzieł wystawę). Alek, jak na ludowca przystało, wykonał dla nas zwiedzających „na żywo” przepiękną wycinankę, którą sprezentował naszej Hani EREZ. W trakcie zwiedzania wystawy jedna z uczestniczek, Ela Świtkowska, dzisiaj mieszkanka Warszawy, spytała mnie, czy wiem gdzie tu w Inowłodzu mieszka nasza wspólna ze szkolnych lat koleżanka, Ania Szczepaniak (z domu Grudzińska). Tak się złożyło, że Ania mieszka vis a vis inowłodzkiego zamku. Podprowadziłem Elę (ja musiałem być na wystawie, byłem umówiony z artystą) pod dom i poprosiłem ją by zaprosiła Anię na wieczorne spotkanie, gitarowy koncert Maćka Smolucha, do tuwimowskiej willi.


Z dużym opóźnieniem, blisko godzinnym, Kolej Carska dotarła na bazę do SCh PROEM gdzie zmęczeni, z wielkim apetytem, w tempie sprintera opróżnialiśmy swoje talerze, by jeszcze choć na chwilę wyciągnąć na łożu swoje ciało by o 16.00 zdążyć na spotkanie, odczyt, prelekcję z Iwoną Thierry. Punktualnie o godzinie 16.00 na werandzie stołówki (hotelowy budynek SOPLICA) zebraliśmy się na spotkanie z naszą koleżanką Iwoną. Iwona Thierry to długoletni pracownik kilku przedsiębiorstw, związanych z tłoczeniem płyt analogowych. Swoje życie zawodowe Iwona zakończyła w minionym roku, odchodząc z tej firmy (Polskie Nagranie MUZA) na emeryturę. Iwona to chodząca encyklopedia w tej branży, to bank informacji i magazyn anegdot z życia tych największych z polskiego, i nie tylko, show businessu. Iwonka w sposób wielce profesjonalny przedstawiła nam od czasów przedwojennych w II RP, historię polskich fabryk tłoczących płyty, od słynnej, przedwojennej SYRENY REKORD do powojennej MEWY czy FOGG RECORD. Dużo powiedziała o zmieniających się technologiach, materiałach na krążki (od obrotów 78/min przez 33 i 1/2 obr/min do singli 45 obr/min), od kruchych płyt szelakowych, ebonitowych, winylowych aż do współczesnych kompakt dysków. Opowiedziała o wszystkich wytwórniach, w niektórych pracowała, w Polsce jak GONG, WIFON, POLTON, PRONIT, POLJAZZ, TONPRESS, ARSTON, SAVITOR aż do Polskich Nagrań MUZA, z której to firmy jak wspomniałem wcześniej, odeszła na emeryturę. Operując piękną polszczyzną, cudownie budowała stopniowanie napięcia, stosując anegdotyczne przerywniki, przez co stała się transparentną i kontaktową, aż chciało się jej słuchać. Uważam, że był to bardzo ważny, istny strzał w dziesiątkę, punkt naszego spotkania.

Iwona Thierry
Spotkanie z Iwoną trwało do samej kolacji, w międzyczasie, kiedy Iwonka jak w transie dzieliła się swoim doświadczeniem i wiedzą, do Ośrodka dotarł Waldek Gałek z Tomkiem Sobczakiem przywożąc z sobą Maćka Smolucha, który w ramach „Herosów Rock’n’Rolla” miał zagrać swój mini recital, co w drugim dniu naszego spotkania było „gwoździem programu”. Już krótko po godzinie 19.00 salka widowiskowa w tuwimowskiej, modrzewiowej willi wypełniła się po brzegi. Oprócz „naszych”, z Tomaszowa Mazowieckiego dotarła Basia Barańska z córką Zuzią oraz z Inowłodza przybyła moja koleżanka była mieszkanka Tomaszowa z młodych lat, Anna Szczepaniak. Punktualnie o 19.30, filmową czołówką otworzyłem drugi dzień spotkania „Z Markiem Karewiczem raz jeszcze”. Po czym zapowiedziałem i zaprosiłem pod ekran, do mikrofonu Maćka Smolucha. Maciek po krótkim dostrojeniu swojej gitary, przy wewnętrznej, dużej koncentracji rozpoczął bardzo mocnym akcentem, utworem z repertuaru hiszpańskiego mistrza flamenco, Paco de Lucia. W jego repertuarze znalazły się jeszcze trzy utwory flamenco i kilka kompozycji własnych, które praktycznie stylem i ekspresją uderzania w struny, nie odbiegały od w/w „pierwowzoru”. Muszę przyznać, że tak bardzo zaskoczył i wciągnął mnie swoją grą, że nie mogłem wzroku i ucha oderwać od gitary i grającego, niczym jak przyciąganie kawałka metalu do magnesu. Zauważyłem, że wszyscy obecni zachowywali się podobnie jak ja. Podczas wykonywania każdego utworu, na Sali panowała cisza jak makiem zasiał, by po każdym zakończeniu utworu rozlegały się nieustające, rzęsiste brawa. Panowała zgodność, że to co Maciek wykonał było wielkim, jak na nasze warunki, wydarzeniem muzycznym. Kiedy po blisko 40 minutach koncertowania ucichły dźwięki gitary, wokół Marka znalazła się spora grupa osób, a wśród nich Ania Szczepanik i Basia Barańska z Zuzią, dziękując mu za wspaniały występ, pytając o szczegóły z życia.

Maciek Smoluch podczas swojego recitalu w hiszpańskich rytmach flamenco
Ponieważ całe, trzydniowe spotkanie w Zakościelu, podporządkowałem swojemu cyklowi „Herosi Rock’n’Rolla” więc nie mogłem zakończyć sobotniego wieczoru bez rock’n’rollowych szaleństw. Przygotowałem w tym celu szczególny film/koncert „Shake, Rattle and Roll”, który przed laty dosłał mi z Nowego Jorku Wojtek „Szymon” Szymański. W jednym miejscu, lokalu w nowojorskiej Telewizji Public Broadcasting Sony Music (TV bez reklam) wystąpiły największe, ówczesne gwiazdy amerykańskiego rock’n’rolla, że wymienię w/g kolejności występowania; Jerry Lee Lewis, Darlen Love (The Crystals), The Drifters, Lesley Gore, Ben E. King, The Coasters, Chubby Checker, The Shirelles, Johnny Maestro, Carl Perkins i kończy koncert Brenda Lee.


Wszystko odbywało się na żywo przy tańczącej publiczności a miało to miejsce w 1986 roku w ostatni dzień karnawału (ostatki). Całość poprowadził słynny amerykański DJ Coussin Brucie. Gdy Jerry Lee rozpoczął tytułowym utworem „Shake, Rattle and Roll” parkiet w modrzewiowym domku wypełnił się tańczącymi. Blisko dwie godziny trwało rock’n’rollowe szaleństwo, w którym uczestniczył Janek Komar, Maciek Smoluch, Waldek Gałek, Grzesiek Grabowski czy moja skromna osoba i oczywiście nasze, tańczące dziewczyny – Bożena, Maryla, Monika, Danusia, Ela, Ewa, Tereska. Około północy ucichły rock’n’rollowe rytmy i roztańczeni Silną, zwartą grupą, ze śpiewem na ustach wracaliśmy do swoich nocnych legowisk.

Niedziela 18 września 2016r

Pożegnalny mini recital Andrzeja z udziałem Tereski trzymającą teksty piosenek
W niedzielny poranek, pożegnalne śniadanie zaplanowaliśmy na godzinę 8.30 by po konsumpcji szybko opuścić Ośrodek i udać się do pobliskiej Spały, do restauracji „Pod Żubrem” pana Myłka (wcześniej umówiony punkt programu z gospodarzem). Tu, na zewnątrz pod wiatą, Andrzej Grubba przygotował swój, specjalny, pożegnalny „program” i przy akompaniamencie gitary wykonał kilkanaście swoich utworów. Wiele z nich wcześniej nie wykonywał. Jednym z songów był, już nam dobrze znany, przebój spotkania poświęcony Markowi, którego refren śpiewaliśmy wspólnie. Andrzej tym występem odsłonił swój prawdziwy „image” artysty. Zasłuchani, przy kawie, herbacie czy piwie, podsumowaliśmy swoje uwagi, spostrzeżenia, dzieląc się przeżytymi wrażeniami z trzydniowego pobytu w Ośrodku nad pięknym załomem rzeki Pilicy. Jedno co nas wszystkich pozytywnie zaskoczyło, jak na tę porę roku, to … POGODA. Przez cały pobyt mieliśmy przepiękne, słoneczne i ciepłe dni. Przyszedł jednak, co czyniliśmy ociężale, z trudem, czas pożegnania. Obejmując się uściskami, pocałunkami, wymianami telefonów, adresów, przyrzekliśmy sobie kolejne spotkanie w tym samym miejscu, za rok. Oby sam NACZELNY w naszym, przyjacielskim przedsięwzięciu nie przeszkodził a raczej … nam POMÓGŁ.

To już prawdziwy koniec spotkania „Z Markiem Karewiczem raz jeszcze”. Pożegnanie z artystą
i Jolą Byliniak, aktualną opiekunką Karewicza, w dali Grzesiek i Bożena Grabowscy





Poniedziałek 19 września 2016r

Wczesnym rankiem, będąc już w domu, budzi mnie telefon od przyjaciela Jurka Lamberta, - Antek dzisiaj nad ranem zmarł nasz przyjaciel Kaziu Cychner. Informacja ta zwaliła mnie z nóg zdążyłem pomyśleć „ O Boże!!! A miał być w Zakościelu”. Natychmiast taką informację „wrzuciłem” na FB: Wczoraj, poniedziałek 19 września po długiej chorobie zmarł mój przyjaciel KAZIMIERZ "KUBA" CYCHNER. Kaziu był jednym z "ostatnich mohikaninów" tomaszowskiego rock'n'rolla. Uczestnik spotkań rock'n'rollowych na chacie u Wojtka Szymańskiego przy Pl. Kościuszki 17. Członek "Rodziny LITERACKA '62", uczestnik w kawiarni LITERACKA "Spotkania po latach". Stały bywalec mojego cyklu muzycznych spotkań "Herosi Rock'n'Rolla" w Tomaszowie Maz.. DROGI PRZYJACIELU POKÓJ TWOJEJ DUSZY

Kino „Włókniarz”. FOTO z jubileuszowych obchodów „50 lat Rock’n’Rolla w Tomaszowie”. Stoją od lewej: Mirek Orłowski, Jurek DEREŃ (zmarł w sierpniu tegoż roku, miał uczestniczyć w Zakościelu) Fredka Jędrzejczak-Cychner, Basia Goździk, właścicielka księgarni przy Pl. Kościuszki 22 a na jej ramieniu z położoną głową, zmarły w poniedziałek Kaziu Cychner, mąż Fredki (również miał uczestniczyć w spotkaniu w Zakościelu)

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.