środa, 30 listopada 2016

Lista Przebojów Polisz Czart - NOTOWANIE 25 (UWAGA!!! Klikasz w tytuł pierwszej 20-ki i oglądasz teledysk!!!)




1 - - N 1 Adrian Szejka Nie chcę więcej
2 - - N 1 Eklektik Wołanie
3 41 +38 1 Setin Ponad to
4 - - N 1 Naked Root Now And Then
5 4 -1 2 EjPiEj Alternatywa 
6 - - N 1 MIRO Be There
7 - - N 1 Poligon Nr.4 Underdog
8 48 +40 1 Zuzanna Jednooka
9 5 -4 2 Milczenie Owiec To koniec
10 50 +40 1 The Polish Żołnierze wyklęci
11 - - N 1 Bartek Grzanek Nie odejdę stąd
12 - - N 1 The Unifiers Grace
13 35 +22 1 Kayah Kondja Mia, Kondja Mia
14 49 +35 1 Daymos Nie ma ich
15 24 +9 1 Fonetyka Sobota
16 45 +29 1 Lilly Hates Roses Mokotów 
17 46 +29 1 Curcuma Nie o nas
18 - - N 1 Lao Che Tu
19 8 -11 2 Lao Che Bajka o Misiu (tom II)
20 21 +1 1 Luxtorpeda Imago
21 - - N - Bejf Zawód człowiek
22 - - N - K2 Twój fire
23 20 -3 1 Kult Madryt
24 - - N - Marry The Unicorn Anything
25 - - N - Białka Czule miejsca
26 32 -6 - Katedra Zapraszamy na łąki
27 27 - - - Radio UFO Texas Driver
28 - - N - Ornette Nie zapomnę 
29 - - N - Internal Quiet Energy
30 - - N - Dora Gola After the nightmare
31 37 +6 - Jacek Stęszewski Drzwi
32 - - N - After Life Land Of The Broken Mirrors
33 - - N - Highway Ona i ja
34 - - N - Farben Lehre Kultura
35 - - N - Green On i On Nie odpuszczaj
36 28 -8 - Chris June Karramba
37 23 -14 - Koniec Świata Mikorason
38 38 - - - Vinyl Wstań, rusz do walki
39 30 -9 - Gabinet Looster Spokojnie
40 - - N - Monika Borzym Off To Sea
41 - - P 1 Theresy Lonely
42 - - N - Vespa Kant
43 31 -12 - Exlibris All Guts, No Glory
44 - - N - Kolorofonia Serwus
45 - - N - Mikromusic Takiego chłopaka
46 - - N - Nocny Kochanek Piątunio
47 - - N - 8 lat w Tybecie król popkultury
48 40 -8 - Lipiny Syndicate Żura wina
49 - - N - Milczenie Owiec Koma
50 - - N - Hengelo The Parting

poniedziałek, 28 listopada 2016

28 listopada w toruńskim HRP Pamela wystąpi kanadyjska grupa The Brains. Wieczór otworzy toruńsko-bydgoski Smogs, po której wystąpi trójmiejski SuperPotwór

W poniedziałek 28 listopada 2016 w Hard Rock Pubie Pamela wystąpi charyzmatyczna, kanadyjska grupa The Brains. Wieczór otworzy set toruńsko-bydgoskiej formacji Smogs po której wystąpi trójmiejski skład SuperPotwór. Koncert rozpocznie się o godzinie 19. Wstęp na to wydarzenie jest wolny. The Brains zostało założone w 2002 roku w Montrealu . Zespół porusza się w stylistyce horrorpunk / psychobilly. W skład grupy pierwotnie wchodzili Renè D La Muerte (wokal, gitara), Johnny Montreal (kontrabas) i Franck O'Brains (perkusja). Formacja wydała swoją pierwszą płytę - "No Pain No Brain" w 2005 roku. Następnie zagrała wiele koncertów i tras, w tym wystąpiła u boku takich zespołów jak The Creepshow i Devil's Hotrod. Kolejne wydawnictwa The Brains to "Hell 'N Back" (2007), "The Brains" (2009) i "Zombie Nation" (2010). Na "Zombie Nation" na kontrabasie w miejsce Johnny'ego Montreala pojawił się Colin The Dead. W 2011 zespół wydał album "Drunk Not Dead". Nastąpiła także zmiana perkusisty - do grupy dołączył Pat Kadavar. Kolejny krążek grupy to "The Monster Within" (2013) po którym trio The Brains nagrało jeszcze cztery utwory na ep-kę "The Cover Up" (2014) oraz jedenaście na płytę "Out In The Dark" (2015). Zespół kontynuuje koncerty wypełniając liczne sale koncertowe w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Europie u boku takich grup jak: Rancid, Mad Sin, Nekromantix czy The Offspring. Obecnie The Brains występuje w składzie: Renè D La Muerte , Colin The Dead oraz Phil The Beast.

sobota, 26 listopada 2016

Antoni Malewski: Marek Karewicz – Złoty Fryderyk w Tomaszowie Maz. Odc.8 - Czas pożegnania

Przyjaciele Marka Karewicza, od lewej; Monika Fiszer, Sławek ORWAT (z Londynu), Marianna Michowska, Hania EREZ, Karol Wargin (z duetu z Krzysztofem Klenczonem)



Niedzielny, słoneczny poranek 1 kwietnia, kalendarzowe prima aprilis, nadszedł czas pożegnania. Przed godziną 10.00 rano dotarłem na ulicę Brzozową gdzie Marek Karewicz ze swoimi przyjaciółmi spędzali ostatnią noc. Mój przyjaciel, wspaniały kuchmistrz i gospodarz - Janek Koziorowski, przygotował bardzo smaczne śniadanie dla gości. Jako, że to Niedziela Palmowa i czuć było nadchodzące święta WIELKIEJ NOCY, więc i na stole znalazły się około wielkanocne dania jak: biała kiełbasa, jajko w majonezie, warzywna sałatka czy deser w postaci ciasta, mazurek. Tuż po śniadaniu przyjechała swoim seatem Maryla Tejchman (nocowała u swojej córki). Załadowaliśmy bagaże gości do bagażnika po czym usiedliśmy wszyscy - Marek, Hanka, Maryla, Wiesiek, gospodarz Janek i ja - przy kawie podsumowując zakończony weekend. – Moi drodzy - zagaił Marek – było to dla mnie wspaniałe spotkanie. Muszę ci Antku powiedzieć, że wszystko było w tempie i sprawnie zrealizowane. Aż nie chce mi się wierzyć, że mógł tego dokonać jeden człowiek. Kiedy przybyłem w sobotę do SCh TOMY i zobaczyłem wystawę, analogiczną jak dzień wcześniej w Starostwie, myślałem, że rollapów i okładek masz więcej niż zamawiałeś, niż ci dostarczyliśmy. Nie przypuszczałem, że wystawa w TOMY powstała w wyniku demontażu w Starostwie. Sprawnie to zrobiłeś.

W mieszkaniu w gościnnym domu przy Brzozowej; ja, Wojtek Szymański i gospodarz Janek
- Tak Marku – odpowiedziałem - masz rację, zrobiłem to sprawnie, dzięki Jankowi, który swoim „saabem” przewiózł twoje dzieła do TOMY. Również nie zauważyłeś, że w TOMY zdemontowałem wystawę za nim opuściliśmy ten obiekt. A jutro w poniedziałek uzupełnię nimi ekspozycję w Starostwie za nim pracownicy przyjdą do urzędu. Na 8.00 rano wszystko będzie na tip-top. Umowę ze Starostwem na wystawę mamy na czas od 30 marca do 14 kwietnia. - Jesteśmy na twojej – odezwał się Wiesiek – trzeciej imprezie, którą sam organizujesz. Aż nie chce się wierzyć, żeby robiła takie imprezy jedna osoba. Byliśmy na „Spotkaniu po latach” w Literackiej, na „Spotkaniu po latach BIS” (trzy dni) w Zakościelu a teraz dwa dni, jeden dzień w Starostwie a drugi w TOMY. Wszystko logistycznie zabezpieczyłeś, począwszy od naszych zakwaterowań, wyżywienia do bezbłędnie zorganizowanych spotkań Marka Karewicza tak z urzędnikami w Starostwie, jak i z mieszkańcami miasta w SCh TOMY. – A ja chciałem podziękować – odpowiedziałem kierując się do gospodarza – szczególnie mojemu przyjacielowi Jankowi. To, że jesteście zadowoleni z pobytu w Tomaszowie to ogromna zasługa Jego właśnie. Pełny żołądek i wygodne spanie to więcej niż połowa sukcesu. Ale dla mnie organizatora imprezy, bezsprzecznie największą przysługę uczyniła Marylka Tejchman. To ona w Warszawie załadowała ”na ful”, do swojego samochodu całą ekspozycją, 44 sztuki projektów okładek płyt i 10 rollapów, i dowiozła na dwa dni przed jej otwarciem do Starostwa. Niesłychane, jak ona to pomieściła, wracając jeszcze w tym samym dniu do Warszawy rozkopaną „gierkówką”.

Zakościele. Stoją od lewej Grzesiek Kaczmarek, Janek Sikora z żoną oraz Janek Koziorowski
Dwa dni później, wszystkich was dowiozła z Warszawy na otwarcie wystawy do Starostwa. Z całego serca dziękuję ci Marylko. To dzięki tobie mogli tomaszowianie podziwiać artystyczne dzieła pana Karewicza. Grzecznościowy kącik kadzenia sobie, przerwał sam Marek, - Moi drodzy, chciałem wszystkich zaprosić w imieniu pastora na luterańskie nabożeństwo do ewangelickiej kaplicy Kościoła Zbawiciela, na godzinę 12.00. Przed śniadaniem właśnie zadzwonił do mnie pastor Pawlas i upoważnił mnie bym zaprosił swoich przyjaciół, co czynię na Luterańskie Nabożeństwo. Kwadrans przed ”W samo południe” niczym w westernie o tym samym tytule, z Gary Cooperem i Grace Kelly, pożegnaliśmy dom Janka Koziorowskiego udając się w kierunku centrum miasta, do parafii kościoła ZBAWICIELA przy ulicy św. Antoniego. Kiedy odjeżdżaliśmy spod gościnnego domu przy Brzozowej, Janka Koziorowskiego, na ul. Św. Antoniego, do ewangelickiego Kościoła Zbawiciela nikt nie przypuszczał co może jeszcze nas spotkać tego dnia. Pogoda, o ironio, przyrównując ją do dnia wczorajszego (wszystkie pory roku), gdzie odbywaliśmy retrospektywny spacer ulicami miasta, którymi przemieszczał się w latach 40/50 minionego wieku, mały Marek Karewicz, była przepiękna. Ciepło, bezchmurnie i słonecznie. Tuż przed 12.00 zajechaliśmy na dziedziniec kościoła. Weszliśmy w ciszy i skupieniu do parafialnych pomieszczeń. Luterańskie nabożeństwo w kaplicy Kościoła Zbawiciela było ostatnim, wspólnym spotkaniem podczas pobytu Grupy Karewicza w naszym mieście.

Dąb Lutra dla Karewicza

Kościół ZBAWICIELA parafii ewangelicko – augsburskiej
w Tomaszowie Mazowieckim przy ulicy Św. Antoniego 39
(fot. Jarosław Kruk)
Kościół ZBAWICIELA parafii ewangelicko – augsburskiej w Tomaszowie Mazowieckim przy ulicy Św. Antoniego 39 mieści się vis a vis Parku Rodego. Po lewo widać część korony zasadzonego w 1911 roku Dąb Lutra. W tej parafii przy kościele, mieszkali po przybyciu po Powstaniu Warszawskim do Tomaszowa, państwo Karewiczowie. Tutaj również mieszkali państwo Mecowie. Tak jak wcześniej mały Marek Karewicz, w latach późniejszych w ogrodach parafialnych bawiło się, pod czujnym okiem księdza pastora Waldemara Gastpary’ego, rodzeństwo Danusia (Wypart) i Boguś (nasz wybitny piosenkarz – Jej portret – zmarł w lutym 2012 roku) Mecowie. Miało tu miejsce wielkie, zaskakujące wydarzenie dla Grupy Karewicza jak i samego Marka. Podczas luterańskiego nabożeństwa w kaplicy Kościoła Zbawiciela, ksiądz pastor Roman Pawlas wręczył bardzo ważne wyróżnienie dla członka kościoła ewangelickiego, kapituła przyznała panu Karewiczowi – statuetkę DĘBU LUTRA. Na cześć jubilata, zacnego gościa, chór pod dyrygenturą Ewy Kanonienko – Pawlas zadedykowała Markowi przepiękną pieśń pt BENEDICTION. Do wielu określeń, przymiotników określających Karewicza – Człowiek ze Złotym Obiektywem, Złoty Fryderyk - jakimi zawodowe życie obdarowało naszego artystę fotografika, doszło jeszcze jedno, bardzo ważne wyróżnienie, jakie otrzymał Karewicz w naszym mieście. W „palmową niedzielę” w luterańskiej kaplicy, nadana mu została, przez księdza pastora Romana Pawlasa w/w statuetka. Nadmienić pragnę, że w tym miejscu, piętro wyżej nad kaplicą, w której odbywało się nabożeństwo, zamieszkiwali po przybyciu po Powstaniu Warszawskim do Tomaszowa, państwo Karewiczowie (babcia Julia, Marek, mama Bronisława i ojciec Julian). Zapewne dla Marka Karewicza była to szczególna, retrospektywna chwila przywołująca najpiękniejszy okres z życia każdego człowieka jakim jest – dzieciństwo. W czasie wręczania przez pastora tej pięknej statuetki widziałem w oczach Marka ogromne wzruszenie.

Przed głównym wejściem do kościoła Zbawiciela;
ksiądz pastor Roman Pawlas, córka pastora Ewa
oraz piosenkarz Bogusław Mec
Budynki parafii, były pierwszym miejscem zamieszkania po przybyciu Karewiczów do Tomaszowa Mazowieckiego, w których przywitał nas bardzo serdecznie pastor Roman Pawlas, wprowadzając do wnętrza kaplicy. Usiedliśmy obok siebie Maryla, Wiesiek, Hania i ja, stawiając wózek z Markiem tuż obok nas, w tak zwanym zasięgu ręki. Luterańskie nabożeństwo odbiegające od podobnych spotkań wiernych w moim kościele katolickim, za sprawą pastora Pawlasa, jeśli tak mogę się wyrazić, było interesujące. Lecz jej finał zaskoczył nie tylko nas ale również samego Karewicza. Pastor Pawlas trzymając w ręku na kawałku drewna dębowego, z zamontowanym na powierzchni płaskim odlewem, w pełnej koronie drzewa dębu, wypowiedział słowa, - Wręczając niniejszą statuetkę panu Markowi Karewiczowi, nawiązuję bezpośrednio do DĘBU LUTRA zasadzonego przed tomaszowskim kościołem w 1917 roku (w 400-lecie Reformacji), w ramach międzynarodowej akcji sadzenia pamiątkowych dębów i obchodzonych światowych uroczystości. Jest to jedyny taki DĄB na terenie naszego kraju, będący pod opieką Kościoła ewangelickiego. Ten fakt dał nam prawo do ustanowienia w 2011 roku specjalnej statuetki. Pierwsze wręczenie miało miejsce w maju ubiegłego roku i dotychczas statuetkę (z których każda jest indywidualnie oryginalna) uhonorowałem zacne osoby z Polski (m.in. Edward Skorek nasz wybitny siatkarz czy nasz skoczek Adam Małysz), Niemiec, Słowacji i Łotwy. Pan Marek jest dziesiątą, uhonorowaną osobą. Planuję wręczenie statuetek z certyfikatem do 2017 roku, kiedy to w tomaszowskiej parafii odbędą się centralne, polskie uroczystości 500 - lecia Reformacji. Statuetkę ustanowiłem wiosną 2011 roku nawiązując do daty objęcia przez 28 letniego naukowca (filozof, teolog) ks. Marcina Lutra z Uniwersytetu w Wittenberdze katedry biblistyki, co miało miejsce w 1511 roku. Muszę przyznać, że Marek był nie tylko zaskoczony ale i głęboko wzruszony. Na zakończenie luterańskiego nabożeństwa zrobiliśmy sobie kilka wspólnych fotek w kaplicy kościoła i to był ostatni moment pobytu Marka Karewicza w Tomaszowie.

Restauracja „Pod Żubrem” w Spale. Ten biały sweter, który Marek ma na sobie to ten sam, w którym ubrany był mały Piotrek Nalepa podczas sesji zdjęciowej. To słynne foto wykorzystane zostało do płyty Blues Breakout (z ojcem Tadeuszem idą drogą trzymając się za ręce – awers i rewers okładki). Za Karewiczem Waldek Gałek, Tomek Sobczak i moja osoba
Ponieważ dla mnie zbliżała się pora obiadowa, a w domu od czterech dni byłem gościem, oddalonym około trzech km od parafii Zbawiciela, zabrałem się na chatę z Grupą Karewicza, powracającą do Warszawy. Na pożegnanie rzuciliśmy się w objęcia, dziękowaliśmy sobie za przepięknie spędzone chwile, życząc sobie kolejnego spotkania. Seat z Marylą Tejchman, Hanią Erez, Wiesiem Śliwińskim i Markiem Karewiczem ruszył z miejsca w kierunku Warszawy. Ze znikającego w dali z moich oczu, niczym amerykański „Znikający punkt” w reżyserii Richarda C Sarafiana, przez uchyloną szybę seata, dobiegał dygresyjny głos Marka, prawie mi grożący, - Antek, ja ci tego weekendu nie zapomnę!!! I to był cały Karewicz, on zawsze symulując złość, zmieniając na ponury tembr głosu, wyraża swoją wdzięczność i radość.



Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.

Włodek Fenrych kaligrafuje Cohena

there ain't no cure for love (nie ma sposobu na wyleczenie się z miłości) - tekst Leonard Cohen, kaligrafia Włodek Fenrych
 Piosenka z "there ain't no cure for love"

from bitter searching of the heart we raise to live
a better part (jest tu błąd ortograficzny, powinno
być „rise”) z gorzkich poszukiwań serca
wzrastamy, by żyć lepszą część
Zawsze uważałem, że cytaty z Cohena znakomicie się nadają do tego, żeby na nich ćwiczyć kaligrafię. Kaligrafia to, jak wiadomo, zajęcie całkowicie bezużyteczne i zazwyczaj albo od razu ląduje w koszu, albo schowana gdzieś w kupie papierzysk na strychu czeka na to, by wylądować w koszu po jakimś dłuższym lub krótszym czasie. No chyba że autorem kaligrafowanych cytatów jest na przykład Leonard Cohen, który nagle umiera i wtedy autor kaligraficznych wprawek idzie na strych i wyciąga je z kupy papierzysk, ponieważ przychodzi mu do głowy, żeby je zeskanować i wysłać do znajomych. Żeby nie było wątpliwości, nie są to dzieła sztuki tylko wprawki na świstkach, niektóre na zużytych kopertach z brązowego papieru. Ale co tam, również swistkami można uczić pamięć wielkiego poety. Jak ja to powiedziałem? Poety? Ja tak naprawdę myślę, że to nie poezja tylko modlitwy, a modlitwa na świstku spisana nie przestaje być modlitwą.

Dla nieznających angielskiego przetłumaczę przesyłane skrawki.

it is in love that we are born, in love we disappear
(w miłości się rodzimy i w miłość odchodzimy)

Let the lights in the land of plenty shine of the trutch one day (Niech światła w kraju opływających we wszystko pewnego dnia oświetlą prawdę)

there ain't no cure for love (nie ma sposobu na wyleczenie się z miłości)

from bitter searching of the heart we raise to live a better part (jest tu błąd ortograficzny, powinno być „rise”) z gorzkich poszukiwań serca wzrastamy, by żyć lepszą część

Włodek Fenrych

 Utwór z cytatem "from biter searching...

it is in love that we are born, in love we disappear (w miłości się rodzimy i w miłość odchodzimy) oraz Let the lights in the land of plenty shine of the trutch one day (Niech światła w kraju opływających we wszystko pewnego dnia oświetlą prawdę) - tekst Leonard Cohen, kaligrafia Włodek Fenrych

 it is in love that we are born, in love we disappear

Cohen at King's Garden, Odense, Denmark, August 17, 2013 
(fot. Takahiro Kyono)


Let the lights in the land of plenty shine of the...

***

fot. Sławek Orwat
Włodek Fenrych - historyk sztuki, tłumacz, eseista, globtroter. Urodził się w 1955 roku w Poznaniu. W latach siedemdziesiątych był działaczem opozycyjnego podziemia i politycznym dysydentem związanym z Komitetem Obrony Robotników. Kilkukrotnie spotykał się także z opozycjonistami z terenu Czechosłowacji, w tym z legendarnym czeskim zespołem rockowym The Plastic People Of The Universe. Efektem tej znajomości jest podziemne wydanie przez Włodka ich kasety Pasijove Hry Velikonocni. To właśnie aresztowanie muzyków tej grupy w roku 1976 doprowadziło rok później do powstania pierwszej opozycyjnej organizacji w Czechosłowacji - Karta 77. W roku 1981 wyjechał z Polski. Podróżując po krajach Europy i Azji, osiadł w angielskim hrabstwie Hertfordshire. Kiedy w latach osiemdziesiątych przyjaciele Włodka z poznańskiego podziemia zaczęli wydawać nielegalne czasopismo Czas Kultury, jego angielski adres był wtedy jedynym oficjalnym kontaktem z redakcją aż do roku 1990, kiedy to w Polsce zniesiono cenzurę. Przez kilkanaście lat Włodek publikował na łamach Czasu Kultury liczne artykuły. Niektóre z nich oparte były na jego euroazjatyckich podróżach, podczas których przebywał w klasztorach Zen w Japonii i na Tajwanie oraz w przypominających klasztory Zen chrześcijańskich wspólnotach tego regionu. W 1999 roku nakładem wydawnictwa Obserwator ukazał się będący efektem tych podróży zbiór jego kontrowersyjnych esejów pod tytułem "Czy Jahwe Zastępów jest władcą totalnego państwa?", który nadal jest w sprzedaży internetowej tutaj Inne teksty Włodka były jeszcze bardziej prowokacyjne, co w konsekwencji doprowadziło do zakończenia jego współpracy z tym niezwykle zasłużonym dla polskiej kultury czasopismem. Pod pseudonimem Szuszwoł ze Swarzyndza pisał także do dominikańskiego pisma W Drodze. Z uporem prezentowana kąśliwość doprowadziła jednak w końcu do rozstania Włodka także i z tą redakcją. Z londyńskim Nowym Czasem związany jest od dawna i to właśnie Włodek ponosi odpowiedzialność za pojawienie się mojej osoby w składzie redakcji tego pisma, o czym można przeczytać w moim artykule "Mój nowy czas" tutaj. Włodek w stopniu podstawowym posługuje się językiem japońskim, natomiast jego znajomość języka perskiego pozwala mu na tłumaczenie literatury tego narodu na język polski i angielski. Jest między innymi jedynym tłumaczem wierszy znanej ze swoich niezależnych poglądów emigracyjnej perskiej poetki Ziby Karbassi. Włodek to również podróżnik i kulturoznawca. Jest autorem bardzo poczytnego bloga - Pytania Obieżyświata, z którym można zapoznać się pod adresem: http://wlodekfenrych.bloog.pl Włodek Fenrych to także miłośnik bluesa, a zwłaszcza jego pierwotnego brzmienia. Jest jednym z nielicznych znanych mi osobiście interpretatorów nieśmiertelnych bluesów Roberta Johnsona - artysty, który dla bluesa jest tym, kim dla reggae Bob Marley. Dodatkową atrakcją kompozycji Johnsona w interpretacji Włodka Fenrycha są oparte na podstawie oryginałów własnoręcznie napisane przez niego polskie teksty.

piątek, 25 listopada 2016

Kleszcz & DiNO z klipem fantasy. Gościnnie Rahim

Rahim na planie klipu do utworu MIĘDZY PIEKŁEM A NIEBEM Kleszcza & DiNO. Fot. Anna Grabowska.
Rahim jako rycerz, Kleszcz jako „dzikus”, a DiNO – mędrzec i druid w jednej osobie? Do tego krasnoludy, elfy i tajemnicza układanka? Takie rzeczy tylko na MaxFloRecTV! Dziś (17.11) do sieci trafił klip do utworu „Między piekłem a niebem”. Ten magiczny singiel zwiastuje nowy album duetu Kleszcz (MC) & DiNO (producent)

– Pewnego dnia zadzwonił do mnie Rahim i spytał, czy zrobię dla niego oraz Kleszcza & DiNO „Władcę Pierścieni”. „No cóż – brakuje nam może jakichś 100 mln dolarów, ale... ja nie zrobię?!” – wspomina Aleksander Kozłowski, szef ekipy realizującej najnowszy klip dla MaxFloRec. – To była zdecydowanie największa produkcja Przedmarańczy [grupa filmowa, na której czele stoi Kozłowski – przyp. red.], jeśli chodzi o liczbę zaangażowanych osób: na planie mieliśmy dziesiątki rycerzy, dzikusów, elfów i krasnoludów – dodaje.



Jak mówi Kleszcz, na planie klipu panowała świetna atmosfera. – „Dzikusy” sobie podśpiewywały, nikogo nie peszyła kamera. Pełna „wczuta”, śpiewanie piosenek, wybijanie rytmu patykami o drzewa – aż chciałoby się zamieszkać w lesie – śmieje się raper.

Kleszcz i drużyna tzw. dzikusów. Fot. Screen z klipu do utworu MIĘDZY PIEKŁEM A NIEBEM. Źródło - MaxFloRecTV.jpg
Powyższe wideo nie powstałoby jednak, gdyby nie wsparcie Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach i Tarnogórskiego Centrum Kultury. Dodajmy, że wszystkie zdjęcia zrealizowano właśnie na terenie powiatu tarnogórskiego, z którym związany jest Kleszcz. – Tarnowskie Góry weszły w projekt, żeby zwrócić uwagę na swoją ciekawą przyrodę. Moją uwagę zwróciły. Nie spodziewałem się, że 20 min od domu znajdę tak fantastyczny świat. Jeśli jeszcze nie byłeś, jedź do rezerwatu Segiet i szukaj elfów! – zachęca Aleksander Kozłowski z Przedmarańczy.

„Między piekłem a niebem” to pierwszy oficjalny zwiastun nowego krążka spod szyldu Kleszcz & DiNO. Drugi już wspólny album artystów zatytułowany będzie „Cyrk na qłq”. – Będzie dużo emocji. Mamy zamiar kontynuować magiczną konwencję. Poza tym spodziewajcie się więcej melodii i rzeczy kompletnie niespodziewanych – zapowiadają artyści. Wydawnictwo na sklepowe półki trafić ma wiosną 2017 r. Singiel „Między piekłem a niebem” jako MP3 dostępny jest m.in. na

https://maxflosklep.pl/pl/p/Kleszcza-Dino-ft.-Rahim-Miedzy-pieklem-a-niebem/779 

w e-sklepach z cyfrową muzyką oraz w serwisach streamingowych.

Tekst: Kajetan Balcer (MaxFloRec)

Anna Spławska - "Ostrożna", a... jednak

Zespół ANN założyłam wspólnie z moją managerką w 2013 roku w Kościanie. W pierwszej połowie 2014 roku zespół „próbował” w Oborzyskach Starych w salce parafialnej u Proboszcza ks. Wojciecha Słomińskiego. Nad salką mieszkali ludzie i nikt wówczas nie zgłaszał żadnego sprzeciwu odnośnie naszych prób. Wręcz przeciwnie, okoliczni mieszkańcy do dzisiaj wspominają je z sentymentem. W drugiej połowie 2014 roku „dorobiliśmy się” swojego lokum i gramy próby u moich rodziców, w specjalnie przystosowanej do tego salce. Powstała ona po przearanżowaniu jednego z pomieszczeń gospodarczych. Do budowy i wyposażenia salki prób użyto materiałów:

- wyciszająca wełna skalna, mineralna Rockwool, zapewniająca komfort akustyczny salki – sufit; styropian 10cm – ściany oraz podłoga; płyty kartonowo gipsowe – sufit, ściany; pianka podłogowa oraz wykładzina – podłoga; pianka akustyczna, wygłuszająca, pochłaniająca fale akustyczne oraz izolująca dźwięk – ściany, drzwi; pułapki basowe w narożnikach salki - skutecznie wytłumiają dudnienia w paśmie basowym, zapewniają absorpcję dźwięków, poprawiają spójność i czytelność brzmienia, a także wyrównują dynamikę akustyczną; ekrany akustyczne – ściany.


Do końca 2014 roku w próbach zespołu uczestniczyło 2 gitarzystów solowych, basista, perkusista, wokalistka, czasem pojawiał się też klawiszowiec – czyli teoretycznie było zdecydowanie głośniej niż teraz i nikt nie zgłaszał mi żadnych zastrzeżeń ani tego, że jest za głośno. Także sąsiedzi, którzy teraz nas skarżą! Aktualnie zespół liczy 4 członków: Gitara, bas, perkusja i wokal. Salka została również doposażona w wiele dodatkowych elementów wygłuszających. W takim składzie gramy od początku 2015 roku. Od półtora roku sąsiedzi (małżeństwo) atakują mój zespół oraz moich rodziców. Grożą osobiście i telefonicznie, że zniszczą zespół, pozbawią mnie pracy, a moi rodzice pożałują, że tam mieszkają.

Pani sąsiadka półtora roku temu wtargnęła na prywatny teren, gdzie odbywają się próby i nakazała aby zespół natychmiast zaprzestał prób, albo „grał je na pustyni”. Z racji agresywnego tonu i natarczywości została wyproszona przeze mnie z posesji. Odtąd wraz z mężem nęka zespół oraz moją rodzinę. Kilka minut po rozpoczętej próbie zgłasza na policję, że zespół zakłóca spokój i powoduje hałas zbyt głośną muzyką. Sugeruje też, że nie ma możliwości wypić kawy w słoneczne dni, na swoim tarasie, gdyż cały czas hałasujemy (gramy średnio 2 razy w miesiącu). W sezonie letnim przez zespół zmuszona była przebywać na swoim ogrodzie zaledwie 15 min. Poza tym rzuca w moim kierunku nieprawdziwe oskarżenia i kieruje zarzuty.

Nagranie, w którym sąsiadka mówi o tym:

Sąsiedzi mieszkają bardzo blisko linii kolejowej, gdzie przejeżdżające pociągi w dzień oraz w nocy powodują o wiele większy hałas, niż nasza muzyka. Próby zespołu odbywają się 2,3 razy w miesiącu, nigdy nie przekraczając godziny 22:00. Zespół gra na instrumentach do 1,5 godziny łącznie, w godzinach między 18:00 a 22:00. Próby zatem nie odbywają się w nocy i codziennie oraz nie trwają po 8 godzin. Warte uwagi jest również to, że żadnym okolicznym sąsiadom one nie przeszkadzają. Posiadamy podpisy sąsiadów. Nie słyszy żadnych hałasów pani, której dom jest bliźniaczym domem moich rodziców. Mam wrażenie, że tak naprawdę sąsiedzi wyliczają nam czas próby od momentu, kiedy pojawią się samochody muzyków na podwórku lub przed domem. Policja przyjmuje zgłoszenia. Kilkakrotnie zostałam wzywana na policję w celu złożenia wyjaśnień w tej sprawie. Wraz z ojcem uczestniczyłam w spotkaniu mediacyjnym z sąsiadem, zainicjowanym przez policję w celu porozumienia się stron. Niestety do porozumienia nie doszło, ponieważ sąsiad zażądał całkowitego zaprzestania grania prób przez zespół ANN, co jest niemożliwe.


3 listopada 2016 roku na wniosek kościańskiej policji, odbyła się pierwsza rozprawa sądowa. Otrzymaliśmy wniosek o ukaranie. Art. 51 § 1kw. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. Sprawa stanęła na tym, że sędzia pozytywnie rozpatrzyła nasz wniosek o przeprowadzenie mediacji pomiędzy stronami. Zaproponowaliśmy ją, ponieważ chcemy załatwić pokojowo konflikt. Jednak zachowanie sąsiadów nie wróży nic dobrego i mam wrażenie, że nie uda się nam dojść do porozumienia i sprawa mimo wszystko wróci na wokandę.

ANN to prężnie działający zespół, który regularnie koncertuje i chce nadal robić to, co kocha najbardziej, czyli grać. Jest to nasza pasja, a zarazem środek utrzymania. Pojawiamy się również w wielu miejscach charytatywnie, by muzyką wspomóc potrzebujące chore dzieciaki i młodzież. W wydaniu singla grupy zaangażowanych było wiele osób oraz firm prywatnych z różnych miast Wielkopolski. Działalność zespołu ANN stanowi twórczy element kultury, który nie może być w tak karygodny sposób niszczony. Jest sposobem na życie oraz legalnie działającą firmą ANN-MUSIC, z której się utrzymuję. Dzięki koncertom możemy nagrywać kolejne utwory w najlepiej wyposażonym studio nagraniowym w Polsce. W obecnej sytuacji część zebranych pieniędzy na nagrania musimy przeznaczyć na prawnika, co wiąże się z poważnymi utrudnieniami w realizacji planów nagraniowych.

Bardzo niepokoi mnie stosunek policji do tej sprawy. Sposób, w jaki odniósł się pan policjant do mnie, podczas rozmowy telefonicznej, kiedy wzywana byłam na mediację był karygodny. „Nie może pani ruszyć dupy na 8? Przecież zdąży pani na 9:00 do pracy.” Kiedy na spotkaniu przedstawiłam mu płytę – singla zespołu, tłumacząc, że zespół nie gra ot tak sobie, nie chciał nawet na nią spojrzeć, mówiąc, że go to nie interesuje. Uważam, że jeśli składa się wniosek o ukaranie, należy rozpatrzyć wszystkie racje obydwu stron. W tym przypadku mam wrażenie, jakby policja przyjęła jedną, prawdziwą tezę sąsiadów, stawiając ich na pozycji pokrzywdzonych i nie reagując na to, że obydwoje grozili zespołowi i mojej rodzinie.

To zespół ANN oraz moja rodzina są ofiarami złośliwości sąsiadów. To oni w żaden sposób nie chcieli pójść na kompromis, żądając kategorycznego przerwania prób zespołu. Jest to niemożliwe i krzywdzące, ponieważ zespół cały czas przygotowuje się na bieżąco do koncertów oraz nagrania płyty. Próby zespołu są przerywane, zakłócane, co powoduje niemożliwość przygotowania się do koncertów i olbrzymi stres dla każdego członka. Zespół powinien być szanowany, a nie tępiony i zastraszany. Salka została przystosowana specjalnie na potrzeby zespołu ANN i wcześniej zostały przeprowadzone rozmowy ze sąsiadami. Nie przeprowadzono również żadnego pomiaru hałasu, na podstawie którego można byłoby ukarać, nałożyć mandat oraz udowodnić, że zespół ANN zakłóca spokój.

Policja próbuje nam wmówić absurdalne wykroczenia, nie mierząc głośności. Cechuje ich złośliwość oraz brak profesjonalizmu i wiedzy. Dzielnicowy – 8 września 2016r. na ucho zmierzył, że zespół powoduje hałas i na tej podstawie spisał wszystkich członków zespołu. Chciał wystawić mandaty ale zespół nie przyjął ich. Stwierdził, że takiego czegoś się nie mierzy… Rzecznik prasowy policji stwierdził, że nie dysponują takim urządzeniem w komendzie, dlatego zastanawiam się w jaki sposób stwierdzili, że zespół ANN robi hałas? Jest to subiektywna ocena.

Posiadamy ekspertyzę pani Dr Teresy Kwiek-Walasiak, dr nauk fizycznych z zakresu akustyki, Rzeczoznawcy Ministra Ochrony Środowiska ZNiL w zakresie ochrony przed hałasem i wibracjami (nr 9R48) i biegłej Ministra Ochrony Środowiska (nr 0654) oraz Wojewody Wielkopolskiego w zakresie sporządzania ocen oddziaływania na środowisko, w której w wyraźny sposób dokonuje analizy sytuacji akustycznej związanej z prowadzeniem prób przez zespół ANN w Kościanie. Pani dr jest osobą neutralną i nie znała wcześniej żadnego z członków zespołu ANN.

Ekspertyza pani dr zawiera następujące zdania:
 
„Kulturalnie prowadzone próby muzyki trudno nazwać zakłócaniem porządku publicznego, wykroczeniem, wybrykiem, czy czynem zabronionym, tym bardziej, że próba zespołu trwa kilka godzin, nie odbywa się codziennie i nie zakłóca ciszy nocnej.

Próby zespołu nie powodują przekroczenia norm akustycznych, ani nie naruszają norm współżycia (które można spokojnie ustalić).

Członkowie zespołu także mają prawo do realizacji swoich celów życiowych, a jak wynika z dokumentacji, osiągają sukcesy i pozytywnie organizują młodzież, której nie przedstawia się dużego wyboru.

Mediacja co do godzin i ilości prób, będących źródłem hałasu. Życzliwość i dobra wola jest kluczem do wzajemnej akceptacji.

Wiedząc, że próba zespołu nie trwa zbyt długo, w tym czasie można zamknąć okna od strony źródła hałasu, przejść do innego pokoju, użyć wtyczek do uszu. Można cieszyć się z sukcesów młodych sąsiadów, nie denerwować siebie i Zespołu.

Taką akceptującą jest postawa innych osób z sąsiedztwa.

Z pism zespołu ANN skierowanych do władz Miasta (Burmistrza, Komendanta Powiatowego Policji, Prokuratury) wynika, że praca zespołu wymaga ochrony i wsparcia ze strony Miasta.”

24 listopada do domu naszego niepełnoletniego basisty Kamila Siudeja, brata gitarzysty Pawła Siudeja przyszedł kurator sądowy, który uzasadniał swoją obecność i troskę o Kamila, na podstawie notatki sporządzonej 8 września 2016r, w sprawie głośnego grania zespołu ANN. Czy to nie jest złośliwość? Może dbałość o to, by tak naprawdę doprowadzić do rozpadu mojego zespołu, zniechęcając powoli każdego z jego członków. Czy w tym momencie nie szuka się dziury w całym? Czy zamiast zająć się poważnymi problemami rodzin dysfunkcyjnych oraz dzieci, których opieka stoi pod znakiem zapytania, sensowne jest zgłaszanie do sądu rodzinnego kwestii opieki naszego niepełnoletniego basisty, którego grę rodzice w 100% aprobują a do Kościana na każdą próbę przyjeżdża pod „eskortą” pełnoletniego brata? Pisma w tej sprawie od naszej manager z prośbą o pomoc zostały wysłane do burmistrza Kościana oraz komendanta policji w Kościanie.

Osiągnięcia zespołu ANN
Ich nagrania gościły na antenach takich stacji radiowych, jak: Program 3 Polskiego Radia, Radio Merkury Poznań, Radio Orbit, Radio Aspect, Szkocja Fm, Radio Ziemi Wieluńskiej, czy Radio Jantar. Dzięki uprzejmości wielu ludzi dobrego serca oraz własnej determinacji, zespół we wrześniu 2015r. nagrał singla "Ostrożna", w gdańskim Custom34 Studio. Utwór "Zerwanie kontaktu bojowego z życiem" trafił do propozycji Listy Przebojów Programu 3. Znalazł się także na 2 pozycji Listy Przebojów Radia Merkury Poznań oraz gościł 7 tygodni na miejscu 1 w Liście Przebojów Radia Orbit. W lutym zespół był gościem TVP 3 Poznań w programie "Tej poranek", gdzie odbyła się telewizyjna premiera nowego wydawnictwa "Ostrożna". W sierpniu, dzięki współpracy z Centrum Kultury w Opalenicy, zespół koncertował w Niemczech, gdzie zaprezentował się na festiwalu Alinae Lumr w Storkow, u boku gwiazd europejskiej sceny muzycznej. Zespół koncertuje charytatywnie, czynnie wspiera osoby niepełnosprawne oraz chore na raka. Wspiera działalność „Szlachetnej Paczki”.

Dyskografia:
"Ostrożna" - singiel – 2015
- Czwórka Polskie Radio, Radio Merkury Poznań, Muzykoolicy, Polskie Piosenki, Polisz Czart,
"Zerwanie kontaktu bojowego z życiem"
- Program 3 Polskiego Radia - propozycja do LP3
- Radio Orbit - 34 tygodnie na liście, 7 tyg. nr 1.
- Podsumowanie 200 notowań Radio Orbit - miejsce 2.
- Radio Merkury Poznań - 18 tygodni na liście, nr 2:)
- Radio RockTime – 19 tygodni na liście, obecnie na liście.
"Ludzie tacy są" EP - 2014
"Ludzie tacy są"
- 18 tygodni w zestawieniu Radia Orbit, 4 miejsce w podsumowaniu rocznym,
- 10 tygodni na Aspect Rock Chart,
- 28 tygodni na Szkocja.fm,
- Radio Jantar, Radio Merkury.
- utwór pojawił się na składance "XXVII Wszyscy Śpiewamy na Rockowo".
"Wyspa"
- 18 miejsce w podsumowaniu rocznym Top Orbit.
- 17 tyg. w zestawieniu Radia Jantar,
- 15 tyg. w zestawieniu Top Orbit.
- 14 tyg. na szkocja.fm
- 4 tyg. Lista Przebojów Radia Ziemi Wieluńskiej,
- 4 tyg. Lista Przebojów Polskie Przeboje,

ARTYKUŁY DOTYCZĄCE SPRAWY
http://www.koscian.net/ANN_stanie_przed_sadem,28421.html
http://www.koscian.net/Ann_przed_sadem,28511.html
http://elka.pl/content/view/81583/79/
http://koscian.nowinylokalne.pl/artysci-w-sadzie/
http://m.radiomerkury.pl/kdCmsAssets/render/id/118925/file_name/studio_do_sadu.mp3

Zen z Egotrue w MaxFloLabie!

Zen. (fot.Stanley Ipkiss Photography)
Na MaxFloRecTV trafił dziś (23.11) klip do utworu pt. „Kto” wrocławskiego rapera Zena. Tym samym artysta dołączył do grona tzw. rekrutów hip-hopu inicjatywy MaxFloLab. To dla niego szansa na wydanie solowego krążka „na legalu” w MaxFlo. Reszta w Waszych rękach!

To kolejny reprezentant nowego nurtu. Nie boi się melodii, często zaprasza gości do wykonywania elementów śpiewanych w swoich utworach. Stroni od auto-tune'a, ufając własnym umiejętnościom – mówi o Zenie Robert Boćwiński, koordynator inicjatywy MaxFloLab. – I tymi umiejętnościami właśnie nas ujął. A do tego autentycznością przekazu, doświadczeniem i determinacją – dodaje.

Choć Zen „płynie” wraz z nowoczesnym nurtem muzyki hip-hopowej, jego twórczość nie jest „agresywna”. Charakterystyczne jest dla niej spokojne tempo utworów i swego rodzaju wyrafinowanie. – Gość ewidentnie ma pomysł na siebie i swoją karierę – komentuje Boćwiński.


Za realizację powyższego wideo odpowiada Stanley Ipkiss Photography. Produkcją muzyczną utworu zajął się duet HVZX. Gościnnie w numerze pojawia się katowicki raper KID.

Dodaj napis
Singiel „Kto” jest już drugą po „Mało ważne” odsłoną pierwszego solowego albumu Zena. Krążek zatytułowany będzie „Zimne ognie” i trafi do odsłuchu na kanale MaxFloRecTV w ciągu najbliższych tygodni.

– Nie będzie bzdurnych metafor i żadnych kompromisów. Przedstawię realtalk, w którym nie ma miejsca na dyskusje z otoczeniem. Tworząc tę płytę, zawiesiłem się w czasoprzestrzeni. Inspirowałem się własnymi reakcjami na stres, radość, złość czy poczucie odpowiedzialności za swoje czyny – zapowiada Zen. – Czuję, że krążę po rewirach, w kierunku których większość nawet boi się spojrzeć. Bo paradoksalnie najtrudniej jest żyć pośród faktów.

Przypomnijmy, że MaxFloLab to inicjatywa polegająca na promocji tych mniej znanych, a wyróżniających się spośród reszty artystów. Twórczość uczestników akcji, nazywanych „rekrutami hip-hopu”, poddawana jest ocenie odbiorców. Ci z raperów, którzy najbardziej spodobają się słuchaczom, podpisują kontrakt płytowy z MaxFloRec, czego żywym przykładem są: K2, Kleszcz i Bejf. Jak czytamy na MaxFlo.pl, akcja jest odpowiedzią na liczne nagrania demo, które nieustannie spływają do MaxFlo: „Nie chcemy, aby rokujący tudzież utalentowani rekruci zostali w podziemiu, a brak możliwości pokazania się szerszej publiczności spowodował wygaśnięcie ich zajawki”. Laboratorium MaxFlo wciąż otwarte jest dla nowych, godnych uwagi artystów – swoje nagrania należy wysyłać na demo@maxflo.pl Szczegóły akcji w zakładce Lab na www.MaxFlo.pl


Tekst: Kajetan Balcer (MaxFloRec)
Źródło: MaxFlo.pl, Robert Boćwiński
***
Zen (właśc. Wojciech Janicki) – polski raper, rocznik '90, ur. w Tomaszowie Lubelskim, aktualnie zam. we Wrocławiu. Współtwórca hip-hopowej grupy Egotrue. Na koncie posiada 3 nagrane z tą formacją płyty, z których zdecydowanie najpopularniejszą jest wydana w 2014 r. „Definicja Ego”. Jest to legalny, debiutancki longplay Zena i Emesa, który znalazł się na 18. miejscu wśród najlepiej sprzedających się płyt w Polsce (OLiS). Zen współpracował już m.in. z takimi artystami, jak: Mam Na Imię Aleksander, Tusz Na Rekach czy Jot. Od 2016 r. jest oficjalnym członkiem działającej przy MaxFloRec inicjatywy MaxFloLab.

Polska produkcja w kinach w USA

Christofer Luca. (fot. Renata Starowicz)
„No Manches Frida” to meksykańska komedia, która podbija kina w Stanach Zjednoczonych i krajach hiszpańskojęzycznych. W filmie wykorzystano dość długi fragment utworu jednego z polskich producentów muzycznych. Mowa o Christoferze Luce i jego singlu „We On” z udziałem K Davida i Lorda Nettyego. Film w reżyserii Nacho G. Velilliego emitowany jest głównie w Meksyku, Chile oraz USA. To typowy reprezentant kina popularnego. W pierwszych miesiącach dystrybucji znajdował się wśród 20 najbardziej dochodowych filmów w USA wg rankingu Box Office Mojo.

Historia związana z debiutem w filmie nie jest wyjątkowa. Poznaliśmy kiedyś ludzi z agencji Red Giant, którzy układają soundtracki. Spodobała im się nasza muzyka i zwyczajnie postanowili ją włączyć ją akurat do tego filmu – mówi Christofer Luca. W produkcji usłyszeć można niemal cały utwór „We On” pochodzący z debiutanckiego, dwupłytowego albumu Christofera pt. Stopy i werble. To duże osiągnięcie. Rzadko zdarza się, żeby aż tak obszerny fragment jednego numeru został użyty w ścieżce filmowej.


Wydawnictwo Stopy i werble miało premierę na polskim rynku w marcu 2016 r. Pod jednym tytułem ukazały się dwa CD: jeden wyłącznie z utworami po polsku, drugi – wyłącznie po angielsku. Wśród angielskojęzycznych numerów znalazł się singiel „We On”, w którym udzielają się Lord Netty i K David. Jak się okazało, międzynarodowa płyta stała się przepustką do zaistnienia w branży filmowej za granicą. Płyta Stopy i werble wciąż dostępna jest m.in. w MaxFloSklepie na:

https://maxflosklep.pl/pl/p/Christofer-Luca-Stopy-i-werble-2-CD/690 

i w sklepach muzycznych w całej Polsce.

Tekst: Anna Grabowska (MaxFloRec)

"W takim miejscu jestem i dziś w górę pnę się, bo chcę jeszcze więcej", czyli Albert Sałapat o tym jak z Ekipą Apollo 11 będzie zdobywał kosmiczną przestrzeń Polisz Czarta



The Abbs

Mój początek przygody z muzyką, a właściwie z rapem datowałbym na 2012 rok. Wraz z kolegami zachłysnęliśmy się freestyle, początkowo w małym gronie, bo tylko ja i mój kolega Damian, ale później poznałem jeszcze więcej osób, które dopiero raczkowały, tak jak wtedy ja, lub już się w to bawiły. Od freestyle'u powolutku przeszedłem na pisanie tekstów. Nie było wcale łatwo. Początkowo moje teksty składały się z prostych rymów kończących się zazwyczaj na czasownikach...

"by
-żyć
- ty
- pi
- chwy"

Pisząc teksty zawsze starałem przedstawić wszystko takim, jakim jest, najprawdziwiej i jak najprościej, aby słuchacz mniej więcej skumał, o co mi chodzi. To również nie było łatwe. Niby rap to takie rymowanki, bardziej gadanie niż śpiewanie (w zależności od flow). Ale to nie do końca tak jest. Rap musi mieć przesłanie, rap musi być prawdziwy, rap w pewnym sensie musi mieć "duszę".

Hot16Challenge i pierwszy Bit - The ABBS - Co jest grane???

Parę lat temu w Polsce bardzo popularny zrobił się HOT16Challenge, w którym brały udział znane twarze polskiej rap sceny nominując kolejnych uczestników. Przyznam szczerze, dla mnie była to pewnego rodzaju szansa na nagranie czegoś w końcu po tak długim okresie ciągłego pisania tekstów. Tu możecie zobaczyć mój pierwszy występ przed majkiem:


Ku mojemu zdziwieniu moje Hot16 nabiło znacznie większą ilość wyświetleń, niż mogłem się spodziewać. Ba, nawet marzyć o czymś tak spektakularnym. Szacowałem, że osiągnę maksimum 3 tyś do 4 tyś. Myliłem się… Zamieściłem klip na jednym z portali społecznościowych. Zaledwie po tygodniu dobił do 7 tysięcy wyświetleń... Dziś jest około 12tyś… Niektórzy ludzie nawet zarzucali mi kupno odsłon. Nie miałem zielonego pojęcia, że coś takiego można zrobić... zresztą muzyka to moja pasja, nie zniżyłbym się do takiego poziomu, nawet gdybym wiedział, że taki przekręt jest możliwy. Pamiętam dobrze szok na mojej twarzy, kiedy zobaczyłem YouTube... Dla takich chwil warto tworzyć. W każdym razie w tamtym momencie zadecydowałem, że będę nagrywał więcej. Początkowo myślałem o tylko jednym kawałku, tak dla kurażu… wszyscy nagrywają, więc i ja mogę. Ale kiedy opublikowałem The Abbs - Co jest Grane i zauważyłem, że ludziom się to podoba, że podoba im się to, co robię, nic bardziej nie mogło mnie zmotywować do pisania następnych kawałków. Po to przecież to robimy - dla ludzi. A oto "Co jest grane" nagrane w 9JedenStudio.


"W takim miejscu jestem i dziś w górę pnę się, bo chcę jeszcze więcej"

Po około półrocznej przerwie od nagrywania, któregoś pięknego słonecznego dnia na moim ukochanym Podhalu wpadłem na pomysł spróbowania rapu w innym języku, mianowicie w języku angielskim. Z racji tego, że byłem (i nadal jestem) wielkim fanem takich artystów jak Eminem, Dr.Dre, Snoop Dogg, Ice Cube czy Tupac, postanowiłem że chcę spróbować... tylko spróbować. Powiem wam szczerze, w języku angielskim jest znacznie więcej dźwięcznych słów, które łatwo dopasować do rymów... ale w średniej klasy angielskim (jak na tamte czasy) bez żadnej praktyki, no ,może tylko za wyjątkiem "Hi, how are you?" było dość ciężko ... Napisałem wtedy tekst do bita - Remember me - FallOutBoy - Centuries... Jedna zwrota po angielsku a druga po polsku, czuć różnicę - jednak lubię rap po angielsku - Fajnie mi się go pisze i śpiewa. Zresztą sami posłuchajcie jak to brzmi.... TheAbbs "Remember Me".


"Życie ahh to życie, cieszysz japę, gdy jesteś... na samym szczycie,
gdy upadasz... to z kwaśną miną... żyjesz chwilą, wiesz że one i tak przeminą".

Jakiś czas później, zrobiłem sobie przerwę od tego wszystkiego. Zabujałem się i w pewnym sensie całą swoją uwagę skupiłem na mojej "miłości". Jednakże, odczuwałem pustkę - brak rozwoju osobistego, co czasami doprowadzało mnie do szału... bo miałem mega ochotę coś stworzyć, jednak cały czas poświęcałem swojej kobiecie. No ale coś o tej miłości. Wiecie jak to jest w związkach, nie zawsze kolorowo. Jednak uczucie bycia potrzebnym i kochanym sprawia, że mimo przeciwności losu chce nam się żyć jeszcze mocniej i jeszcze lepiej... No w moim przypadku nie wiedziałem ku..wa, gdzie się znajduję... Mój związek nie wypalił...  Ale ale ale... To co uwielbiam w pisaniu tekstów, to to, że każdy ładunek emocjonalny od negatywnych po pozytywne możesz przelać na kartkę i stworzyć niesamowite arcydzieło - niesamowite - bo twoje... Zacząłem więc pisać jeszcze więcej niż wcześniej. A związek? Związek szlag trafił, bo zaufanie zostało zniszczone jak fundamenty WTC - po porostu jeden "samolot" Boom ! I jeb, wszystko się wali...

Przygoda za granicą

Moja wyprawa i zarówno ucieczka po nowe życie to wyjazd do Irlandii, gdzie zacząłem pracę w restauracji. Mając 18 lat zacząłem swoją przygodę. Pełną "Innych" kultur i "Innych" poglądów. Poznałem masę nowych, cudownych jak i również zjeb...nych ludzi. Jednak to nauczyło mnie aby szanować relacje z bliźnimi. Pracowałem nad sobą nad swoja kulturą osobistą, tak aby nie odstawać od reszty. Zmieniałem swoje nawyki, pracowałem nad swoimi wypowiedziami i unikałem zbędnych relacji. W Irlandii każdego dnia po skończonym shifcie w pracy zawsze brałem kartkę z mojego notesu a4 i pisałem - nie było istotne co - pisałem rymy tak dla treningu, bawiłem się słowami szukałem dwuznaczności, nowych kombinacji oraz dźwięczności... I tak spędzałem wiele nocy - po prostu pisząc.

The Abbs: One Love

Miłość ahh ta miłość... nie wiem co ja mam, ale od dziecka jestem romantykiem. Mam takie jazdy czasem, jak z tych komedii romantycznych. Chciałbym w dzień robić szalone rzeczy, a w nocy np. położyć się na ziemi, plaży, trawie - whatever - i patrzeć w gwiazdy... oczywiście nie sam. Chociaż samemu nawet też jest fajnie, nie powiem że nie - zwłaszcza jak coś zajarasz... Ale mniejsza o to. W Irlandii poznałem pewna dziewczynę, była z Brazylii.(Ps. w Irlandii jest w mnóstwo innych nacji, ale Irlandia to teraz taka druga Brazylia). W każdym razie, przeżywałem podobne chwile jak te wyżej opisane, właśnie z nią... Mówię wam, to dodawało mi motywacji. Mimo tego, iż ta miłość była nieszczęśliwa, bo to ja się zabujałem, a ona nie - to i tak znalazłem świetny powód do naskrobania tekstu. Strzał w dziesiątkę - trochę reggae i trochę rapu - Mix jak "Sex on the beach" w klubie. The Abbs - One Love... "Pam pa ram pam pam pram".


Przeprowadzka do Anglii
Tego samego roku, dostałem propozycję zamieszkania w Anglii wraz z moją siostrą. Nie odmówiłem, bo była to dla mnie opcja poznania nowej kultury oraz nowych ludzi... Z racji tego, że w Irlandii nie miałem studia, a miałem mnóstwo materiału, zadecydowałem, że poszukam studia w Birmingham. Szukanie było żmudne, albo studia, które były pod wynajem, czyli spoko opcja, ale bezużyteczna dla mnie, bo ja nie wiedziałem jak się obsługuje taki sprzęt, jak oni tam mieli... Albo studia za magiczne kwoty... Poddałem się, do czasu... Jestem katolikiem, wierzącym i praktykującym. Będąc pewnego razu w kościele na wieczornej mszy, usłyszałem piękne głosy oraz melodie. Była to schola... W tym samym momencie usłyszałem w głowie słowa - " Spróbuj". Po mszy podszedłem do nich z zapytaniem, czy by mnie przyjęli no i tak zostałem członkiem tej scholi. Powiem wam, fajne uczucie śpiewać na mszy i jeszcze na chwałę Panu Bogu. Będąc w scholi, zapytałem mojego Kolegi Maćka, który jest wokalistą w zespole RESPUBLICA, czy zna może kogoś, kto ma studio nagraniowe. Maciej odparł - owszem. I zabrał mnie kiedyś po próbie do studia Wetfloor


Ohh My God. Dla mnie wizyta tam była jak wypad w kosmos z EKIPĄ APOLLO 11. Zobaczyłem tyle możliwości, tyle gitar, monitorów, perkusji - normalnie świat stanął w miejscu, a ja byłem jak w ekstazie! Półtora roku bez studia - To uczucie było nie do opisania słowami! W tym studiu poznałem między innymi dwóch mega zajebistych, pozytywnych oraz mądrych ludzi - Grzegorza i Marka. Ci panowie odpowiedzieli na wszystkie moje pytania, dając mi przy okazji wiele cennych rad oraz napędzając mnie do nagrywania, za co jestem im bardzo wdzięczny! Gaweł, Marek! Dzięki! Razem z Ekipą WetFloorStudios nagraliśmy kawałek, z którym chciałbym zaistnieć na liście Polisz Czarta. The A - Doceniajmy to co mamy w którym opisałem całą problematykę życia... Zarzuć bit. Jest to mój najnowszy jak do tej pory bit.

Podsumowując - W mojej muzyce, w tekstach które piszę, staram się dać coś więcej, coś ode mnie. "Piszę o życiu, by móc znów je poczuć". Wiem że to nie koniec, wiem że to dopiero początek i delikatne 10% moich umiejętności. Ale powoli powoli - wszystko przychodzi z czasem. "You can't climb on the ladder of success, with your hands in the pocket" - Arnold Schwarzenegger. Na dziś dość. Idę spać, bo jest 2:00 w nocy. Dzięki za uwagę no i oczekujta na nowości.


Pozdrawiam
The Abbs (The A)
Albert Sałapat
Tekst: Albert
Zdjęcia: albumy Alberta