wtorek, 25 września 2018

Anna Mysłajek - Pamięć Psa (Polska 2018)

"Chodź, spróbuj mnie ogarnąć, jeśli możesz,
dotykiem poznać całą, porzuć ten strach.
Chciej budować mnie od podstaw i formować,
doskonałą tobie mogę się stać..."

Takimi oto słowami zaprasza nas Anna Mysłajek do swojego muzycznego świata wrażliwości już po raz piąty. Tym razem jednak zdecydowanie najbardziej osobisty. O ile poprzednio Ania zarejestrowała swój głos na krążkach firmowanych przez takie szyldy jak: Oshalala (2009), Mono Liza (2012) i dwukrotnie jako wokalistka często grywanej w programie Polisz Czart grupy Buenos Agres (2012 i 2015), tym razem ta niezwykle utalentowana wokalistka nie tylko podpisuje płytę swoim nazwiskiem, ale na dokładkę  teksty wszystkich sześciu piosenek wykonuje w pierwszej osobie liczby pojedynczej stając się niejako podmiotem lirycznym tego jakże pięknego i w pełni przemyślanego etapu swej artystycznej DROGI (słowo - klucz) pod nieco zagadkowym tytułem Pamięć Psa.

Piosenka "Wyobraźnia", która otwiera krążek i od słów której rozpocząłem moje dzielenie się myślami na jego temat, swoim klimatem od pierwszych dźwięków do złudzenia przypomina brzmienia znane z dokonań takich mistrzów rockowej łagodności jak chociażby Chrisa Rea czy Rod Stewart. Jest ona jednak tylko pozornie "deserowym winem" na leniwe, niedzielne popołudnie. W samym środku kompozycja ta przeobraża się bowiem nagle w agresywne funky rodem z najbardziej kultowych dokonań firmy Motown, podkreślając tym samym swoją aranżacyjną ostrością (brawo Robert Okręglicki - bas i Andrzej Obuchowski - perkusja) mocne słowa stanowiące sedno przekazu tego wydawnictwa.

"Hej! Jeżeli myślisz, że możesz mnie tworzyć
tylko po to, by mieć coś na własność,
tylko po to, abyś sam nie zwariował,
ja jestem tylko wyobraźnią!"

Ania na wokalu "z pazurem" zna się doskonale, a jej dokonania z zespołem Buenos Agres są najlepszym dowodem na potwierdzenie tej tezy. Niedowiarków i dociekliwych odsyłam chociażby do utworu "Tu i teraz", który można odnaleźć w przepastnych zasobach serwisu YouTube. Tym razem jednak ta nietuzinkowa artystka uwodzi nas swoją zmysłową łagodnością, a wokalna agresywność to jedynie odpryski przeżyć, które niczym ostre przekąski z dodatkiem chili każą nam z ulgą wracać do smaku deserowego wina, by za moment utonąć w pełnym afrodyzjaków i zmysłowości erotyku "Prośba II"...

"Bądź mi słowem, daj ułożyć ten sens,
bym siebie więcej nie rzucała na wiatr.
Bądź pod skórą, pozwól odkryć mi puls,
bym mogła poczuć niewidzialny mój strach..."

... z ekspresyjnie wykrzyczanym pragnieniem...

"Bądź mi głodem, co wypija mój sok,
bym mogła tęsknic, dalej pragnąć i żyć!
Jeżeli przyjdziesz właśnie po mnie,
jeśli w ogóle jesteś,
za krótko, by określić - wiem,
bądź i zostać chciej..."

Anna Mysłajek to młoda wokalistka, którą najbardziej cenię właśnie za właściwy wybór DROGI. Posiadając świetny wokal i niepospolitą urodę, mogła przecież ubrać świecącą, kusą sukienkę i zostać kolejną... miały tu paść nazwiska, tylko... po co? Myślący poszukiwacze szlachetnych dźwięków i tak domyślają się, kogo mam na myśli, a do ślepo zasłuchanych i wiernopoddańczych niewolników masowych stacji radiowych ta recenzja i tak nigdy nie trafi. Ania udowadnia tym krótkim albumem (albo wydłużoną EP-ką jak kto  woli) podobnie jak lubiana przeze mnie Kasia Moś, że będąc piękną i obdarzoną świetnym głosem artystką, wcale nie trzeba iść na łatwiznę i śpiewać kopie zachodniego chłamu z tekstami o niczym lub wystąpić na Roztańczonym Narodowym.

Pieniądze to przecież nie wszystko, a obciach zostaje po wsze czasy. Piosenki Ani smakuje się i dlatego nie bez powodu użyłem w tym tekście kilku kulinarnych odniesień. Takie albumy to prawdziwa uczta dla uszu i materiał na budowanie własnych obrazów wyobraźni z szeroko zamkniętymi oczami. Ta płyta to ogromny szacunek Artysty dla Słuchającego i nie bez powodu użyłem w tym zdaniu wielkich liter. We współczesnym świecie bezkrytycznego sprzedawania się i lansowaniu tandety na siłę, Ania ofiarowuje nam niezwykle osobiste przeżycia i pragnienia opakowane w klimatyczną gitarę Sebastiana Adamczewskiego i klawiszowe smaczki Łukasza Nowoka, by w najbardziej osobistym utworze "Jak pies" obnażyć się do granic bólu i bez fałszywego wstydu.

"Jest we mnie pamięć psa dobra i zła
pamiętam wszystko.
Jak mnie głaskano - raz,
jak mnie kopano - dwa,
kto nalał mi wody do miski,
ochoczo kto przyjął pod dach,
kto wabił, by kijem wlać,
kaganiec zakładał mi kto,
gdy chciałam bronić swych praw."

a słowa...

"Ty byłeś mi dobry każdego dnia
i chcę być wierna ci aż po grób."

...to niepierwszy już na tej płycie sygnał ogromnej tęsknoty za ulokowaniem uczuć i rzuceniem się bez obaw w bezdenną głębinę dzikich namiętności. Istota przekazu tego krążka to w mojej subiektywnej ocenie motto innej znakomitej płyty sprzed lat, której przesłanie samoistnie pojawiło się w mojej głowie już podczas pierwszego przesłuchania Pamięci Psa:

„Za każdym razem - teraz i wtedy - trzymasz mnie.
Za każdym razem - teraz i wtedy - pokazujesz mi.
I teraz i wtedy troszczysz się. Teraz i wtedy kochasz mnie."

Nieprzypadkowo kilka lat temu wybrałem właśnie te słowa pochodzące z utworu ”Now And Then” na motto recenzji albumu grupy Archive You All Look the Same to Me. Dlaczego akurat te? Ponieważ zaprzeczają one przesyconej pozornym pesymizmem treści tego mistrzowskiego wydawnictwa. Pesymizm jest bowiem stanem człowieka, który traci nadzieję, choć w gruncie rzeczy jego dusza wyje nocami i dniami w błagalnym niemym krzyku z kończącego tamten krążek utworu "Need": „Proszę odnajdź mnie (…) Czy jest jeszcze trochę nadziei wewnątrz Ciebie?”. Obawa granicząca z pesymizmem dotyka także podmiot liryczny albumu Anny Mysłajek, a słyszymy ją doskonale w utworze "Śmiem nie wiedzieć nic":

"Tak bardzo chcę, lecz boję się,
tak bardzo pustka, nie pełnia,
a może skok w kolejny bok,
w to, co niejasne, niepewne."

Co dla Ani jest w życiu ważne: "Ważne są muzyka, treści i emocje, które z tych na pozór błahych czynników powstają i przenikają do wnętrza." - odpowiada. "Bardzo ważny jest czas, a czas to chwile tak wielobarwne i mnogie. Moje życie jest chwilą i cieszę się, że dość szybko to pojęłam. Najważniejsi są ludzie. To oni swoją obecnością, a potem nieobecnością rysują linie życia. Mojego. Twojego. Każdego." - dodaje.

"Za głosem pójdę swoim, już  czas.
Ten głos nie milknie we mnie od lat.
Za głosem pójdę swoim, a jak,
ten głos już nie ucichnie, to wrzask!
I w którą pójdę stronę, do czego zbliżam się,
chcę zacząć inną drogę, odkrywać lepszą treść."


"Za głosem" to głęboko przemyślany singiel promujący to jakże ważne moim zdaniem wydawnictwo, które zaistniało sobie nieśmiało na skostniałym i smutnym polskim rynku muzycznym i choć sukcesu finansowego ono zapewne Annie Mysłajek nie przyniesie, bo nie stoi za nim żadna z tych wytwórni, której utwory (niezależnie od faktu, czy są wartościowe, czy obciachowe) z klucza dostają się do masowego promowania (czytaj zarzynania), to jest ono dowodem na to, że szczerzy artyści szanujący siebie i swojego odbiorcę jeszcze na tym muzycznym łez padole istnieją. "Na swoim koncie nie mam milionów dolarów, ale mam znacznie większy dorobek." - jakby na potwierdzenie moich słów mówi sama artystka - "Ze spokojnym sumieniem mogę stwierdzić, że coś po mnie zostanie i że zapisałam się na kartach wieczności."

Na koniec tego krótkiego (zdecydowanie zbyt krótkiego) albumu Ania zostawiła nam największą jego perełkę, perfekcyjnie dopracowane cudo i zarazem moją ulubioną od dwóch dni kołysankę, bo najlepiej tej płyty słucha się późnym wieczorem, kiedy płomień zapachowej świecy bawi się z naszą wyobraźnią, a  świetlne refleksy prowadzą niemy dialog z osobistymi refleksjami.

"Mam to, co mam, niebo nade mną - okno na świat.
Okno bez ram i bez parapetu, bez zasłon i szyb, otwieram je...
I widzę jak gwiazdy spadają w dół,
z mocą i pięknem walną o bruk,
za horyzontem zniknie ich blask,
słońcem wybuchną, gdy przyjdzie czas.
A czas wyznacza pory i granice nam.
Za chwile, za moment pożegnam cię znów."

"Muzyką i słowem zajmuję się od dawna i nie potrafię ustalić jednoznacznie od kiedy. Może i lepiej. - pisze na swej stronie bohaterka niniejszej recenzji - Doceniano mnie na wielu festiwalach piosenek poetyckich. Moja próżność (na szczęście) nie została wystarczająco zaspokojona i podjęłam wyzwanie" - deklaruje Ania Mysłajek, która w jednym z wywiadów jeszcze jako wokalistka zespołu Buenos Agres wyznała, że dla niej ważniejsza od celu jest... DROGA do niego. Są bowiem tacy ludzie, dla których ważniejsze jest, aby gonić króliczka, niż go złapać. Ciekaw jestem, czy pomimo wiekowej przepaści, jaka dzieli mnie i Annę Mysłajek, co zapewne przekłada się także i na liczbę życiowych doświadczeń, ta urocza wokalistka podobnie jak ja nadal nie wie do końca, co robić powinna, za to posiada świadomość, czego czynić jej już nie wolno. Żywię nadzieje, że będzie mi dane kiedyś ją o to osobiście zapytać, a dziś zachęcam Was gorąco do nabycia tego urzekającego krążka zatytułowanego Pamięć Psa. A tak już zupełnie na marginesie... ciekaw jestem też ilu z nas odczuwa samotność w czasach wszechwładnego Facebooka?

tekst: Sławek Orwat
fotografie: fan page Anny Mysłajek
cytaty: fragmenty tekstów z albumu oraz wypowiedzi Anny Mysłajek zawarte na jej FB

poniedziałek, 24 września 2018

24 września w toruńskim HRP Pamela wystąpi Magasin du Café. Wydarzeniu towarzyszy Giełda Płyt Winylowych

W poniedziałek (24.09.2018) w Hard Rock Pubie Pamela wystąpi Magasin du Café. Koncert odbędzie się w dwóch setach i będzie transmitowany przez Radio PiK. Wydarzeniu towarzyszyć będzie Giełda Płyt Winylowych, która odbędzie się w ogródku letnim Hard Rock Pubu Pamela. Start godzina 19. Wstęp wolny.


Magasin Du Café przywołuje atmosferę retro, magię bistro, milongi i nowojorskich klubów unoszących się między nowoczesnością a tradycją. Czterech muzyków wprowadza na scenę swoje ogromne doświadczenie z intensywną muzyką i ironią. Swing, manouche, folk, tango, rock i muzyka współczesna. Osobliwością tego projektu jest mieszanka pomiędzy elegancją a energią!


Ich utwory są wdzięczne i bezczelne, smaczne i gwałtowne. Magasin du Café kontrolują tornado. Richard Galliano, Gorny Kramer, Astor Piazzolla, Django Reinhardt ucieleśniają muzyków, którzy mają większy wpływ na ich muzykę. Są też cytaty z muzyki Edith Piaf, Charliego Chaplina, Carlosa Gardela, Yanna Tiersena, a nawet Bacha. 

Skład zespołu:
Luca Allievi: Acoustic Guitar
Davide Borra: Accordeon
Mattia Floris: Acoustic Guitar / Voice Efx
Alberto Santoru: Electric Double Bass / Kick / Floor Tom / Efx

niedziela, 23 września 2018

23 września w gdańskim Starym Maneżu wystąpi zespół The Rasmus

Po ogromnym sukcesie zeszłorocznych koncertów w Warszawie i Krakowie, zespół przyjedzie ponownie do Polski! The Rasmus wracają po krótkiej przerwie! Przyjadą w ramach trasy koncertowej promującej najnowszy singiel „Paradise”, który został nagrany i zmiksowany w Sztokholmie, a wyprodukowany przez szwedzkie The Family. Jeden z topowych fińskich kapel eksportowych, zespół The Rasmus, może pochwalić się znakomitą karierą, choć ich sukces międzynarodowy przypieczętowany został dopiero dzięki piątemu albumowi, gdy singel „In The Shadows” stał się hitem na całym świecie.


W roku 2012, po wydaniu kolejnych trzech płyt i wielu trasach dookoła świata, członkowie grupy, Lauri Ylönen, Pauli Rantasalmi, Eero Heinonen i Aki Hakala postanowili zrobić sobie przerwę od The Rasmus i zająć się życiem prywatnym. W tym czasie wokalista zespołu przeprowadził się do Los Angeles, a ta zmiana zdecydowanie pozytywnie odbiła się na nowej twórczości grupy.bO nowym singlu The Rasmus „Paradise” (z ang. „Raj”), Lauri mówi: „Raj jest rzeczą względną. To, co dla jednego człowieka może być piekłem, dla innego może być właśnie rajem.”

Supporty:

THE SHIVER - powstał w 2005 roku, ich muzyka to połączenie alternatywnego rocka, metalu i muzyki elektronicznej. Zespół ma za sobą koncerty w całej Europie, a także występy przed wieloma zespołami m.in Misfits, The Ark, Papa Roach, God Is An Astronaut, Negramaro, Perturbazione.

OVERLAPS – rockowy zespoł pochodzący z Włoch. Niecodzienna nazwa zespołu oznacza ciekawą i energetyczną mieszankę pięciu zupełnie różnych, ale uzupełniających się postaci, w których wszystkie elementy i rozbieżne wpływy zbiegają się w chwytliwe, mocne i wieloaspektowe rockowe brzmienie.

sobota, 22 września 2018

22 września w Londynie zagrają dwa znakomite zespoły - Kult i Gabinet Looster. Poniżej garść wywiadów, clipów i fotografii. Musicie tam być!






KULT-owe rozmowy:
Rozmowa pierwsza - Piotr Wieteska tutaj
Rozmowa druga - Tomek Glazik tutaj
Rozmowa trzecia - Janusz Zdunek tutaj
Rozmowa czwarta - Jan Staszewski tutaj
Rozmowa piąta - Kazik Staszewski (po raz pierwszy) tutaj
Rozmowa szósta - Kazik Staszewski (po raz drugi) tutaj

Rozmowa Gabinetowa - tutaj

piątek, 21 września 2018

21 września w kultowej Muzycznej Owczarni zagrają Trebunie Tutki


Urocze Panie i Przystojni Panowie największa Pol - ska łobuzerka o nazwie Vespa 21 września zakłóci spokój sielskiej osady... Londyn!





Kleszcz ujawnia gości na płycie. Najbardziej horry klip już na MaxFloRecTV









6 września do sieci trafił singiel pt. „Pogarda”. To kolejna zapowiedź najnowszego albumu Kleszcza. Do współpracy przy tym utworze raper zaprosił ekipę FBS. Premiera „Czerni i bieli” już za tydzień! Na MaxFloRecTV pojawiła się kolejna odsłona krążka. „Pogarda” to ostatni przed pozycją bonusową utwór z tracklisty „Czerni i bieli”. Premierowy singiel Kleszcza został nagrany z gościnnym udziałem składu Fat Brutal Sound.


Oprócz grupy FBS na płycie tarnogórskiego rapera pojawią się tacy artyści, jak: Rahim, Tymek, Kopruch, Dejlu oraz Sit. FBS to ekipa, w której skład wchodzą Kret i Diabeł. Fani MaxFloRec mogą kojarzyć grupę z udziału w inicjatywie „WYNURZENIE”. Jako uczestnicy akcji na kanale MaxFloRecTV zaprezentowali 2 single – „Nagle coś wybuchło” i „Może Cię kocham”. Wcześniej artyści pojawili się również na Youtubowym kanale Kleszcza – HORREcTV. Tym razem muzycy połączyli siły w numerze „Pogarda”, do którego bit stworzył Doon. Utworowi towarzyszy horry klip zrealizowany przez Radka Beresia z grupy Ace of Art.


W związku z wydaniem „Czerni i bieli” Kleszcz przygotował dla słuchaczy sporo atrakcji. W dniu premiery albumu, czyli 14.09, raper zaprosił fanów o mocnych nerwach do Delirium Horror House w Katowicach na spotkanie autorskie. Dzień później natomiast (15.09) w zabrzańskim klubie CK Wiatrak odbył się koncert promujący najnowsze wydawnictwo Kleszcza połączony ze świętowaniem 30. urodzin rapera. Na scenie obok solenizanta wystąpili: Rahim, ekipa FBS, Żyjoki z Kopruchem, Sit oraz Dejlu.

Tekst: Anna Grabowska (MaxFloRec)

czwartek, 20 września 2018

"Gramy to, co czujemy" - z muzykami zespołu Thetragon rozmawia Tomasz Piątkowski.

  Rozmowa ukazała się pierwotnie na muzyktomania.blogspot.com

Thetragon podczas wywiadu w St. Moritz Club. Fot. Krzysztof Plocek
21 lipca 2018, Londyn. Najgorętsze od czterdziestu dwóch lat lato na Wyspach Brytyjskich. W sobotni wieczór, wprost z rozkrzyczanej i rozbawionej ulicy centrum dzielnicy Soho, wchodzimy w podziemia St. Moritz Club i już od samego wejścia dochodzą nas energetyczne dźwięki Wings of Destiny. Odrodzony w 2013 roku zespół Thetragon właśnie gra koncert dla fanów, sympatyków i przyjaciół. Wyczuwalna w powietrzu atmosfera podekscytowania udziela się także i nam. Jest to bowiem ostatni londyński koncert grupy, przed trasą po Polsce. Pierwszą po bodaj piętnastu latach od zawieszenia działalności. Po koncercie z braku innych opcji spotykamy się w najciaśniejszym i najduszniejszym pomieszczeniu klubu. Rozmawiamy o przeszłości, nadziejach i planach. Już po chwili wiadomo, że choć Thetragon muzycznie różni się od tego, co robił kiedyś, to jest to ta sama, dobra i znana wszystkim marka, którą grupa ma zamiar potwierdzić, dając koncerty na najwyższym poziomie. 

Tomek:
Zacznijmy od nazwy. Skąd się wzięła?

 Piotr "Cricket" Wojtyczek
Wojtek Wojtyczek: Nazwa pochodzi od figury geometrycznej. Kiedyś chcieliśmy się nazywać Tetragon, ale już taka kapela istniała, więc dołożyliśmy literkę „h” w środek i tak zostało. Gitarzysta, który udzielał się na pierwszym demo Thetragon, twierdził, że to imę ducha smutku, lecz po długich wertowaniach w słownikach nic takiego nie znalazłem.

Tomek: Thetragon powstał w 1997 roku w Krośnie, gdzie debiutował na Wojewódzkim Przeglądzie Zespołów Muzycznych, zajmując trzecie miejsce. Wydaliście potem demo Gate Of Darkness. Czy to był ten moment, w którym zaczęliście się wybijać na czołowe metalowe miejsce w Polsce? 

Wojtek Wojtyczek: Do czołówki w Polsce było nam jeszcze daleko jak do nieba, ale udało się nam zagrać dużo fajnych koncertów. Byliśmy młodzi i zbuntowani. To były inne czasy, nie było YouTube'a, nie było internetu, ale za to były kontakty. Dzięki nim zagraliśmy z zespołami typu Devilyn, Christ Agony, czy znana wtedy Atrophia Red Sun. To wszystko jednak ruszyło dopiero po wydaniu albumu The Everlasting Glance of Eternity



Tomek: Czyli po 2000 roku. Ta płyta jest w pełni profesjonalna i otworzyła wam drogę do grania z dość znanymi grupami. Mieliście wtedy uczucie, że zaraz dołączycie do ekstraklasy metalowej, albo że się w niej już znajdujecie?

Wojtek Wojtyczek: Przyznam, że po tym albumie poczuliśmy się docenieni, bo udało się wtedy zagrać z czołowymi zespołami z Polski jak: Acid Drinkers, Decapitated, Closterkeller, Sceptic czy Corruption i to były naprawdę duże koncerty.

Tomek: Który z nich najlepiej wspominasz?

Wojtek Wojtyczek: Na pewno z Closterkeller w Dębicy. Duża publika, wszyscy ciepło nas przyjęli i czekali na nas, chociaż przyjechaliśmy spóźnieni z powodu defektu auta. Zdążyliśmy dosłownie „na styk”, ale ten koncert i tak miło wspominam. Podobnie z Decapitated, choć to były dopiero ich i nasze początki. Wtedy jeszcze się tak nie liczyli, jak teraz. Witold „Vitek” Kiełtyka świętej pamięci, perkusista, brat Wacława, udzielał się u nas na koncertach w Jaśle, kiedy nasz bębniarz był za granicą. Zagrał z nami dwa koncerty, ten drugi to był ze Sceptic w Aramis Klub w Krośnie, bardzo liczna publika przybyła. Również mam mocno w pamięci koncert z Acid Drinkers w Rzeszowie w klubie Akademia, świetny klub!

Tomasz: Kiedyś można było czytać na wasz temat w Thrashem All, Metal Hammer czy 7 Gates, graliście w radiach. Widać, że powoli powracacie na dawną pozycję. 

Wojtek Wojtyczek: Myślę, że tak. Mamy duże plany na ten rok. Przed nami trasa po Polsce. Dlatego uważam, że jesteśmy gotowi wrócić do tego, co było kiedyś. Może nawet z większym czadem, bo jesteśmy starsi, każdy z bagażem doświadczeń życiowych i dojrzalsi muzycznie.

Tomek: Trzecia płyta pod tytułem Before I Die nie została wydana ze względu na śmierć twojego brata - basisty Piotra „Cricketa”. Zespół zawiesił wtedy swoją działalność. Co się stało z materiałem?


Wojtek Wojtyczek: Kilku kawałków można posłuchać na YouTube. Kiedyś pojawiła się taka myśl, żeby ją wydać, ale zespół zmienił styl. Jak zauważyłeś na starych wydawnictwach graliśmy z growlem. Teraz gramy z innym wokalistą, dlatego trudno będzie odgrzebać te kawałki, zrobić je na nowo, z normalnym czystym wokalem. Nie podjęliśmy jednak ostatecznej decyzji co do tej płyty. Jest jeszcze inna kwestia. Materiał do tego albumu był nagrany w 2003 roku, a brzmienia poszły bardzo do przodu. Wtedy nagrywaliśmy to, powiedzmy, w średniej jakości studiu, jeżeli słuchasz tego teraz. Na tamte lata to brzmiało dobrze, natomiast teraz brzmi raczej średnio. Może ewentualnie niektóre numery dałoby się przearanżować na czysty wokal i zagrać jeszcze raz. Zobaczymy.

Thetragon. Od lewej: Dariusz Kerl, Wojciech "Świerszcz" Wojtyczek, Vinnie Moon (Tomasz Wiśniewski), Wacław Wolan
Tomek: Po reaktywacji zespół wyraźnie zmienił swój styl muzyczny. Teraz jesteście jakby zupełnie innym zespołem. Gracie power metal czy może jakiś inny podgatunek metalu?

Wojtek Wojtyczek: Nam samym sobie trudno nadać sobie jakąś nalepkę. Najlepiej, gdyby słuchacze to ocenili, ale jest to na pewno jakiś rodzaj heavy metalu.

Wacław Wolan: …albo hard rock.

Tomasz Wiśniewski: Są też elementy doom metalu, jeżeli mielibyśmy się odnieść do stylistyki. Na pewno nie ma w tym thrashu. Tempo raczej umiarkowane.

Wojtek Wojtyczek: Gramy to, co czujemy.


Tomek: Dlaczego zrezygnowaliście z death metalu?

Dariusz Krel: Ponieważ z kompilacjami osobowości, które się spotkały, już nie dałoby rady tego zrobić. 

Marcin Kielar: Nasz wokalista nie śpiewa growlem, więc nie nadawałby się do death metalu, choć jest świetnym gitarzystą.

Wojtek "Świerszcz" Wojtyczek
Wacław Wolan: Każdy z nas jest inny i jakby pochodzi z innej epoki. Ja jestem rocznik Black Sabbath.

Marcin Kielar: Wacek to jeszcze z dinozaurami chodził po świecie. (śmiech)

Wojtek Wojtyczek: Myślę, że zrezygnowaliśmy z death, bo czujemy, że jesteśmy dojrzalsi i chcieliśmy się doskonalić.

Tomek: Czy po tych wszystkich zmianach w składzie myślałeś też o zmianie nazwy?

Wojtek Wojtyczek: Był taki plan na początku, ale chłopaki przekonali mnie, żeby utrzymać nazwę, więc została. A poza tym cały czas gramy kawałki z drugiej płyty Thetragonu.

Tomek: Od ostatniego wywiadu ze Sławkiem Orwatem tutaj minęło trochę czasu. Nastąpiły jakieś zmiany w zespole?

Wojtek Wojtyczek: Mamy nowego perkusistę Darka, ale poza tym jakiś specjalnych zmian nie było.

Tomek: Jakiś czas temu wydaliście EP-kę Wings of Destiny zawierającą długogrające melodyjne cztery numery: And I see, Somewhere, Silent Tear, Wings of Destiny. Czyje są to kompozycje i kto układał teksty?



Wojtek Wojtyczek: EP-ka powstała jeszcze przed dołączeniem Tomasza do zespołu. Szkielety kawałków uformowałem w domu, a potem Marcin dokładał solówki. Samymi szkieletami zająłem się osobiście, podzieliliśmy ilości: co pod wokal, a co na gitarę. Co do tekstów, ja napisałem jeden, reszta należy do Tomka.

Tomasz Wiśniewski
Tomasz Wiśniewski: Z formowaniem kawałków i pisaniem tekstów wiąże się historia mojego dołączenia do Thetragonu. Wojciecha spotkałem u naszego przyjaciela, gdzie podobnie jak on wynajmowałem pokój. Tam jakoś się zgadaliśmy i on przedstawił mi swoją muzykę. Kompozycje i stylistyka bardzo mi pasowały, a akurat zespół szukał wokalisty. Napisałem wszystkie słowa do piosenek oprócz  Cichej łzy (Silent Tear), do której Wojciech napisał tekst, po bolesnym przeżyciu.

Tomek: Ballada z dużym ładunkiem emocjonalnym pod tytułem Silent Tear zawiera dwie wersje, polską i angielską. Jest to hołd dla Piotra, twojego brata?

Wojtek Wojtyczek: To jest tekst, który jest dla mnie bardzo osobisty i oparty na prawdzie. Tę piosenkę napisałem dla mojego brata, który był basistą Thetragonu. On już jest teraz po tamtej stronie i mam nadzieję, że załatwia nam koncerty na przyszłość. Teraz wreszcie mogę o tym spokojnie mówić, minęło już czternaście lat od jego śmierci i pogodziłem się z tym, tak jak napisałem w tekście. Mam nadzieję, że jest w dobrym miejscu, bo był dobrym człowiekiem. Zespół reaktywowałem dla niego. Pamiętam, że dzień przed śmiercią powiedział mi: „Młody musisz grać dalej bez względu na wszystko, co miałoby się stać! Thetragon musi grać! Ta kapela kiedyś będzie wielka!”. Piotrek był cztery lata starszy ode mnie. Był prawdziwym starszym bratem, za złe negował, za dobre wychwalał, a oprócz tego był moim przyjacielem. Wspólna muza, wspólne dzieciństwo... Co mogę więcej powiedzieć? Myślę, że czuwa nade mną i naszym zespołem,


Tomek: Thetragon powoli odbudowuje swoją markę. Macie za sobą wygraną na liście Polisz Czart z piosenką Wings of Destiny, wydaliście EP-kę, zaraz ruszacie w trasę. Co potem w planach? Kiedy spodziewać się LP?

Wojtek Wojtyczek: Mamy w planach wydanie płyty jeszcze w tym roku.

Tomasz Wiśniewski: Postanowiono, że w tym roku nagrywamy!

Thetragon podczas koncertu w St. Moritz Club w Soho. Fot. Piter Piotr (Facebook)
Wojtek Wojtyczek: Skoro Tomasz tak powiedział... (śmiech). Oprócz tego, że gramy, wszyscy pracują. Mieszkamy w Londynie i okolicach. Marcin i Wacław mieszkają poza Londynem. Staramy się grać razem chociaż raz w tygodniu. Czasem bywa ciężko, dlatego trudno na sto procent podać datę premiery naszej płyty.

Tomek: Album będzie w dwóch językach?

Wojtek Wojtyczek: Raczej będzie po angielsku.

Tomek: Wings of Destiny udowadnia, że jesteście już w pełni profesjonalną drużyną. Wysoki poziom i techniczne granie. Jaka jest wasza ocena tej EP-ki?



Wojtek Wojtyczek: W skali o jeden do pięciu, moim zdaniem jest na cztery z plusem, ze względu na bardzo szybki czas nagrania oraz tylko dwa miesiące wspólnych prób przed nagraniem.

Dariusz Kerl: Ja oceniam ją średnio, ponieważ była nagrana zbyt szybko.

Wacław Wolan:
Za szybko ją nagraliśmy, ale i tak dobrze wyszła.

Tomasz Wiśniewski: Na EP-ce mamy cztery utwory, plus dwa w wersji polskiej. Zachęcamy do posłuchania. Jest to pierwsze wydawnictwo Thetragon po odrodzeniu zespołu. Mamy nadzieję, że materiał się spodoba. Płyty będą dostępne również na naszych najbliższych koncertach, na które serdecznie zapraszamy! 
Marcin Kielar - gitara

Tomek:
Thetragon to także Wacław Wolan, Marcin Kielar i Darusz Kerl. Jak trafiliście do zespołu? Pomimo poszukiwań nie udało mi się znaleźć wiele informacji o was. Czy możecie opowiedzieć coś o sobie czytelnikom i fanom? 

Marcin Kielar: Przewinąłem się przez kilka zespołów w Polsce. Gitara - można powiedzieć - była moją pracą. Były wesela, bankiety itd. Oprócz tego grałem w zespołach. Zaczynałem w rockowych, pop-rockowych, później bardziej poszedłem w metal. Wojtek grał na bębnach… 

Wojtek Wojtyczek: …w Last Time. Taka formacja!

Marcin Kielar:… Wrak najpierw! A potem był Last Time. Grałem trochę w tych małych kapelach, które sobie istniały gdzieś w okolicach Krosna. 

Darek Kerl: Moja historia, jeżeli chodzi o muzykę, sięga daleko. Gram na instrumencie od dziewiątego roku życia. Później było również trochę grania weselnego, ale niedużo. Mój ojciec grał po weselach i był multiinstrumentalistą. W młodzieńczych czasach grałem z bratem muzykę jak na tamte czas dość zaawansowaną, bo thrash metal. Potem nawet w techno thrash weszliśmy. To miało być bardzo fajne brzmienie, technicznie dobrze rozpracowane, ale wojsko pozamiatało wszystko. Brat poszedł do armii, a potem wszyscy się porozjeżdżali.


Tomek: Dość imponująco, wyglądasz przy perkusji. Potężny facet i rozłożysty sprzęt perkusyjny. (śmiech)

Darek Kerl:
Zawsze rajcowały mnie duże zestawy perkusyjne ze względu na możliwości. Jeżeli w głowie ma się jakoś dobrą koncepcję na to, żeby utwór dobrze brzmiał i się go dobrze zaaranżuje, to można przeróżne rzeczy wtedy zagrać. Zestawy, na których ja gram, mają mnie zainspirować i pomóc temu wybrzmieć. Uwielbiam koloryt brzmienia i to, co można na dobrym instrumencie zagrać, jak pod wartościować czy podkreślić muzykę.

Wacław Wolan
Wacław Wolan: Moja biografia nie jest tak imponująca. Za komuny graliśmy po domach kultury i mieliśmy band Black Mirror. Dość fajnie nam szło. Heavy metalu i Black Sabbath zacząłem słuchać, odkąd brat przyniósł do domu płyty. To we mnie zostało. Ta muzyka pozostała po dziś dzień i zostanie, aż chyba znajdę się w piekle. (śmiech)

Wojtek Wojtyczek: Ty do nieba pójdziesz, bo dobry człowiek jesteś (śmiech)

Wacław Wolan: Do UK trafiłem w sumie do pracy, jak większość i nie myślałem o graniu. Kiedyś złapałem gazetę Cooltura i tam było ogłoszenie: „Polski band szuka basisty, żeby pograć sobie dla relaksu”. Była to mieszanka Węgrów i Polaków. Fajnie nam szło, ale potem to się rozpadło. Do Thetragonu to trafiłem niechcący można powiedzieć. Dość zrezygnowany, znów rzuciłem okiem na ogłoszenia w jednym z portali polonijnych, a tam czytam ponownie ogłoszenie, że szukają basisty. Zadzwoniłem, przyszedłem i jestem do dziś.
Tomek: Tomek Twój pseudonim artystyczny to Vinnie Moon. Mnie od razu przychodzi na myśl świetny gitarzysta UFO Vinnie Moor, którego z resztą obaj mieliśmy okazje poznać osobiście po koncercie w St. Albans w 2016 roku. 

Tomasz Wiśniewski:
Pomimo że jestem fanem Vinniego, to mój pseudonim nie wziął się od jego nazwiska. To wszystko było znacznie wcześniej. Jeszcze, kiedy śpiewałem w Kruku, planowaliśmy swoje pseudonimy z myślą o koncertach zagranicznych, bo moje nazwisko mogło być zbyt trudne do wypowiedzenia. „Moon” oznacza księżyc, niesie też w sobie jakąś tajemnicę, a oprócz tego jest dźwięczne. To tylko tyle. Używam w Thetragonie też swojego imienia i nazwiska. To zależy od sytuacji.



Tomek: Jesteś zafascynowany malarstwem Beksińskiego. W jakim stopniu ta pasja przenika do tego, co robisz jako muzyk?

Tomasz Wiśniewski: Obrazy i dźwięki to światy, które łączy niewidzialna nić, one się uzupełniają i przenikają nawzajem. Obrazy Beksińskiego mają coś szczególnego w sobie, co mnie porusza i na mnie działa. Wiele z nich jest mrocznych, tajemniczych, niefizycznych. Ten swoisty klimat pomaga na pewno tworzyć muzykę, jest inspiracją, której nie sposób pominąć. Pamiętam wycieczkę do Sanoka, jaką sprawiłem sobie z myślą o wystawie Beksińskiego. To było niezapomniane przeżycie. Polecam każdemu, kto jeszcze nie miał okazji tam być.

Tomek: Twój wokal w Thetragonie różni się od tego, jak śpiewałeś w Kruku. Dużo zajęło Ci przestawienie się? Przygotowywałeś się jakoś szczególnie?

Tomasz Wiśniewski: Żadnych szczególnych przygotowań nie robiłem. Wydaje mi się, że ta umiejętność zmiany wynika u mnie z naturalnego podejścia do muzyki. Pamiętam, że już od pierwszych prób wsłuchiwałem się, gdzie chłopaki stroją nisko gitary, a gdzie trzeba trochę mocy włożyć. I od takich rzeczy zależy, że akurat do danej interpretacji śpiewam tak, a nie inaczej. Jak śpiewam Cichą łzę, mam łagodniejszy wokal, dopóki nie pojawią się ostrzejsze riffy, wtedy jest inaczej. Raczej nie ma w tym żadnej kalkulacji czy przygotowań, to jest naturalne u mnie tak, jak u każdego muzyka. 



Tomek: Niektórzy twierdzą, że polski metal czasy świetności ma za sobą, co przyznał też w rozmowie ze mną i ze Sławkiem tutaj Grzegorz Kupczyk („Sprzedaż płyt w Polsce jest taka, a nie inna, a przez miesiąc, czy dwa sprzedamy tych płyt za granicą więcej, niż przez rok w Polsce”) Czy to jest jeden z powodów, że Thetragon emigrował? 

Wojtek Wojtyczek:
To nie tak, że wyemigrowaliśmy, żeby grać. Tak się nasze życie potoczyło, że udało się reaktywować Thetragon w Londynie, a nie gdzie indziej. Nie byłem do końca tego pewny, że to się uda, bo wyjechałem głównie z powodów osobistych. Marcin dołączył trochę później, a resztę składu poznaliśmy tutaj. Polski metal jest świetny. Mega kapele jak wyżej wymieniany już na przykład Decapitated.

Tomasz Wiśniewski: Jest wiele młodych, zdolnych zespołów w Polsce, które być może nie mają możliwości, żeby się wypromować. Myślę, że wiele zależy od podejścia, bo jeżeli chcą grać, to można wszędzie, gdzie coś się dzieje. Podobnie płyty tak naprawdę można nagrywać w każdym miejscu. Martwi to, że w Polsce, moim zdaniem brakuje wsparcia pomiędzy kapelami. Jest pewna wyczuwalna zawiść, zazdrość, dlatego często nie ma współpracy. Tutaj jest większa chęć kooperacji, tego wspólnego grania, wspierania się. Tego zawsze mi brakowało w Polsce. To jest moje zdanie, być może to się troszkę zmieniło, odkąd wyjechałem, ale zamiast się wspierać i pomagać sobie, zawsze wyczuwałem jakiś dystans pomiędzy zespołami. Po prostu nie trzeba negować innych, bo to jest bez sensu. Tego hejtu jest za dużo moim zdaniem.

Tomek: Pochodzicie z Krosna – z tego samego miasta co Decapitated, Krusher, Utopia, MoshMachine i wiele innych. We wrześniu gracie swój pierwszy koncert po odrodzeniu zespołu właśnie w Krośnie. Zdaje się, że jest to koncert w ramach waszej trasy Wings of Destiny, w którą ruszacie po Polsce i Wielkiej Brytanii. Jak uczucia?

Wojtek Wojtyczek: Tak, to nasz pierwszy koncert po odrodzeniu w naszym kraju, w Krośnie. Trudno powiedzieć jak uczucia. Na pewno się wzruszę. Nie wiem jak chłopaki. Myślę, że będzie ciekawe przyjęcie. Później gramy na festiwalu KrushFest w Jaśle. Oprócz nas zagra też Hunter, Krusher, Thermit i Steel Velvet.

Tomasz Wiśniewski: Krosno Iron Klub jest miejscem, które szczególnie miło wspominam jeszcze z czasów, gdy śpiewałem w zespole Kruk. Poznałem tam wielu wspaniałych ludzi, z którymi mam nadzieję znów się spotkać, dlatego cieszę się ogromnie. Mamy również koncerty w Rzeszowie w klubie Vinyl z zespołem Iscariota i Styxx i oczywiście największy na Podkarpaciu festiwal Krushfest. Oprócz tego zagramy w Chorzowie w Leśniczówce z zespołem Styxx i Nocna Straż. 


Tomek: Świetny skład bandów! Wygląda na to, że Thetragon wraca pełną parą i tego wam bardzo życzę!

Wojtek Wojtyczek: My sobie tego również życzymy.

Dariusz Kerl photo by @krizphoto

12 sierpnia 2018 zespół Thetragon wydał oświadczenie, w którym poinformował, że z powodów osobistych z zespołu odszedł gitarzysta Marcin Kielar.
Opracowanie tekstu Anna Piątkowska

Tomasz Piątkowski: Urodziłem się w 1982 roku i należę do pokolenia zmian systemowych w Polsce. Pochodzę z miasteczka Jelcz Laskowice, w którym powstawały słynne ciężarówki. Do mojego zainteresowania muzyką przyczynił się szkolny radiowęzeł, z którego po raz pierwszy usłyszałem kawałek zespołu Metallica pod tytułem “One”, od którego zaczęła się moja fascynacja muzyką. Od tamtego momentu, zupełnie zelektryzowany magią gitary Kirka Hammeta. Poświęcałem niemal każdą wolną chwilę na zgłębianie wiedzy o muzyce. Dużo czytałem. Początkowo wciągnęły mnie bez reszty ciężkie brzmienia death metalu, a z czasem poszerzyłem swoje zainteresowania o hard rock, punk i klasyczny heavy metal, którego stałem się fanem. W miarę poznawania historii tych gatunków starałem się także uczestniczyć w koncertach i festiwalach. Najmilej wspominam legendarne już festiwale Woodstock w Żarach (2001, 2002, 2003), które zapadły mi w pamięć dzięki ich niepowtarzalnej atmosferze. Dziś staram się poszerzać swoje horyzonty muzyczne o poezje śpiewaną, blues i w mniejszym stopniu jazz. O muzyce rockowej wiem zapewne równie wiele, co o historii, która jest drugą z moich namiętności. Obie traktuję jako źródła niekończących się wątków do rozmów i dyskusji, które z chęcią i upodobaniem jestem w stanie prowadzić z każdym, o każdej porze dnia i nocy. Przybycie na Wyspy Brytyjskie pozwoliło mi poznawać tutejszą scenę muzyczną, otworzyło przede mną możliwości uczestnictwa w koncertach, a czasem nawet osobistego spotkania z legendami świata muzyki jak chociażby występ grupy UFO w St Albans w 2016 roku, po którym na backstage'u spotkałem się osobiście z członkami zespołu. Od niedawna stawiam pierwsze kroki w roli dziennikarza. Uczestniczyłem już w wywiadzie z Lubelską Federacją Bardów oraz z  legendą polskiego heavy metalu Grzegorzem Kupczykiem.

poniedziałek, 17 września 2018

17 września w torunskim HRP Pamela zagrają: Sound Siatki, The Cuffs i Turbo A.C.'s





W najbliższy poniedziałek (17.09.2018) toruński Hard Rock Pub Pamela inauguruje nowy sezon koncertowy. Będzie energetycznie, o co zadbają nowojorczycy z Turbo A.C.'s. Zespół europejską trasą koncertową promuje swój najnowszy album, noszący tytuł "Radiation". Amerykanów wesprze polska formacja The Cuffs. Wieczór otworzy grupa Sound Siatki. Zespół założony przez byłego perkusistę Rejestracji zagra pierwszy koncert w swojej historii. Wydarzenie rozpocznie się o godzinie 19. Wstęp wolny.


The Cuffs powstał w styczniu 2005 roku w Morągu jako nowy rock’n’rollowy projekt zaprzyjaźnionych muzyków rodem z Warmii i Mazur, Kujaw i Mazowsza. Członkowie założyciele mieli za sobą doświadczenia zdobyte w czołowych kapelach polskich scen punk, hc i psycho-rockabilly takich jak SKARPETA, ROBOTIX, SCHIZMA, IN SPITE OF czy 666 ANIOŁÓW. W sierpniu 2005 The Cuffs rozpoczęli nagrywanie swego debiutanckiego albumu.

Muzyka klimatem nawiązująca do takich klasyków jak MOTORHEAD, RAMONES, MISFITS czy SOCIAL DISTORTION, przeznaczona dla tych, ktorych serca biją szybciej kiedy słyszą TURBONEGRO, ZEKE, THE BONES, TURBO A.C.’S...jak na polskie swojskie warunki absolutna nowość! Płyta zatytułowana "Rock On" została wydana na początku 2006 roku. Wzbogaceni o doświadczenia koncertowe pod koniec 2007 The Cuffs byli gotowi na nagranie drugiej płyty. Owoc tych wysiłków, płyta pt. "Songs for Demolition" ujrzała światło dzienne na początku roku 2008 nakładem nowej niezależnej wytwórni Burning Chords Records. Rok 2008 to również szereg udanych koncertów, m.in. w ramach festiwalu GLOBALTICA w Gdyni (u boku nowojorskiego Turbo A.C.'s) czy też łódzkiego HARDFESTU (m.in. razem z Discipline z Holandii).nW lipcu 2009 ukazuje się EPKA THE CUFFS „CONSPIRACY” z 4 nowymi numerami. 13 luteg 2010 roku nakladem bialostockiego Black Fox Records ukazała sie składanka w hołdzie grupie Danzig . Jej tytul to "THE DARK SIDE OF THE BLUES – A TRIBUTE TO DANZIG" a THE CUFFS zaprezentowało na niej swoją wersję "Mother".


Jesienią 2010 ukazała się skladanka „TRIBUTE TO RAMONES” gdzie również można usłyszeć THE CUFFS w coverze „I just wanna have something to do’. 29 października w warszawskiej Proximie The Cuffs supportował Marky Ramone Blitzkrieg czyli projekt ostatniego zyjącego członka legendarnych RAMONES. Trzecia płyta THE CUFFS pt „Blood, Rhythm & Booze” ukazałą się na początku 2011 roku , a wydawcą został Spook Records. Takiej dawki zmutowanego rock’n’rolla jeszcze w Polsce nie słyszano... Zespół THE CUFFS powrócił po pięcioletniej przerwie do działalności koncertowej i studyjnej w nowym składzie i z nowym materiałem. W 2016 roku światło dzienne ujrzała EP "Nutry". Zespół pojawił się na kilkunastu koncertach w całej Polsce. Po okrzepnięciu nowego składu The Cuffs w 2017 rozpoczęło nagrywanie kolejnej płyty, która została wydana w 2018 przez Black Fox Records/ Spook Records i nosi tytuł "Count von Madenoff and the Electric Anaconda Society". Zawiera autorski materiał, który spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem na koncertach jak również w magazynach muzycznych. 2018 rok upływa THE CUFFS na licznych kocertach promujących najnowsze wydawnictwo.

Turbo AC´s 2018 fot. Jens Tuch

sobota, 15 września 2018

Znakomity album Pawła Rosaka Who Knows ponownie na rynku!

Tracklista:
01. Oscar's Intro
02. Love Is A Traveller
03. Whispers And Cries
04. My Bossa Nova
05. Adonde Vas?
06. Love Will Always Flow
07. I'm Coming Home
08. Mysteries Of The Heart
09. Love Is A Traveller (Unplugged)
bonus track:
10. Have I Told You

Znakomity album Pawła Rosaka ponownie na rynku! Na reedycji „Who Knows” znalazł się niepublikowany dotąd utwór „Have I Told You”. Jest to album zrealizowany z niespotykaną atencją dla szczegółu, a przy tym bezpretensjonalny i zmysłowy. Tu brzmienia vintage przeplatają się z nowoczesnością.


Oscar Castro Neves fot. Wikipedia
To wielowymiarowa podróż w świat muzyki bez geograficznych i gatunkowych granic; kwintesencja kulturowych, duchowych i muzycznych doświadczeń oraz fascynacji artysty.

Paweł Rosak, wokalista, kompozytor, autor tekstów, muzyk a zarazem producent w jednej osobie, tworzył m.in. u boku takich gigantów muzyki jak Gerry Rafferty, gwiazda soulu i mentor artysty Ben E. King, czy legenda bossanovy i jazzu - Oscar Castro Neves. W wyniku także tej współpracy powstał jego własny język muzyczny będący mariażem bossa novy, jazzu, popu oraz muzyki świata okraszonej smaczkami soulu czy flamenco. Album „Who Knows” nagrywany w kilku krajach, składa się z autorskich kompozycji i tekstów Pawła. Wśród znakomitych gości zaproszonych do współpracy znaleźli się: Brazylijczyk Oscar Castro Neves; maestro jazzowego saksofonu z Kalifornii - Gary Meek; ceniona polska wokalistka jazzowa Anna Maria Jopek; brytyjski mistrz gitary - Hugh Burns; czy urodzony na Kubie, parokrotny zdobywca nagrody Grammy, trębacz i multiinstrumentalista - Lulo Perez.


Podstawowa wersja albumu wydana w 2016 roku cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, a pierwszy nakład wyprzedał się błyskawicznie. Artysta został zaproszony m.in. do Los Angeles do kultowego programu The Brazilian Hour w KXLU Radio, który nadawany jest przez ponad 40 stacji NPR w USA, Radio Pacifica w LA, do hiszpańskiego programu Bulevar Del Jazz w Canal Sur Radio, radiowej Trójki i Markomanii Marka Niedźwiedzkiego, a muzyka z płyty jest grana już na 3 kontynentach m.in. codziennie w prestiżowym Bossa Club w radio MKK w Brazylii wśród największych gwiazd muzyki brazylijskiej.

Album dostępny w serwisach cyfrowych:

Płyta zainspirowała również autorkę Monikę A. Oleksa do napisania powieści „Spacer nad rzeką”, która ukazała się w 2017r.

15 września w Londynie zagrają: Harmfool, Offensywa, Czapa, Koniec Świata i Analogs


czwartek, 6 września 2018

6 września w Witney zagra Transparent Human Creatures


Łukasz Orwat - "Urizen Stwarzający Świat" (Wrocław 28 grudnia 2011)

W dzisiejszej podróży po wirtualnym muzeum zatrzymamy się przed obrazem „Urizen Stwarzający Świat” namalowanym przez XVIII-wiecznego angielskiego malarza, poety i wielkiego mistyka, Williama Blake’a. Spójrzmy najpierw na samo dzieło. Wykonane metodą trawienia reliefowego (rozpropagowaną w malarstwie właśnie przez pasjonującego się rytownictwem Blake’a), czyli poprzez stworzenie woskowego negatywu obrazu na miedzianej płytce i wytrawienie kwasem niezabezpieczonej miedzi. Wykonaną odbitkę taką wypełniał następnie artysta akwarelami. Ujawnia się to w charakterystycznych, krzyżujących się liniach, które dostrzec można w wielu punktach obrazu. Za swoją twórczość malarz niejednokrotnie spotykał się z krytyką środowisk kościelnych i umieszczaniem swojej twórczości pisanej na liście ksiąg zakazanych. Paradoksalnie, sam był człowiekiem głęboko religijnym, doznawał niejednokrotnie objawień, które uznawał za najwyższe przeżycia duchowe. Treść jednak jego dzieł miała wydźwięk dość niepokojący, przesycony duchem Miltona i swedenborgistycznymi poglądami. Uważał, że Jezus jest ucieleśnieniem wyobraźni, a jego apostołami dziś są artyści. Sam Blake tworzył dla ludzi wybijających się ponad przeciętność, jak sam wspominał: „To, co wielkie, jest nieuchronnie ukryte przed słabymi. To, co oczywiste dla idioty, nie jest warte mego zachodu.” 


Chciałbym przytoczyć tutaj fragmenty poematu „Księga Uriziena” i w oparciu o nie spojrzeć na obraz.

„Oto cień grozy się wzniósł pośród Wieczności!
Nieznany, bezpłodny, zamknięty w sobie,
Wszystko odpychający. Jakiż Demon
Tę wstrętną pustkę ukształtował,
Próżnię, która przeraża duszę? Niektórzy powiadali:
„To Urizen”. Lecz nieznana, odosobniona,
Zaczajona, tajemna, mroczna moc się kryła.
Czasy po czasach rozdzielił; i przestrzeń

Wymierzył za przestrzenią w dziewięciokrotnej ciemności,
Niewidzialny, nieznany. Zmiany się pojawiły
Jak odosobnione góry, roztrącone gwałtownie
Czarnymi zamętu wichrami.

Albowiem bitwy toczył przeraźliwe
W niewidzialnej Wojnie ze zrodzonymi
Z porzuconej przez niego puszczy
Kształtami bestii, ptaków, ryb, wężów, żywiołów,
Ogni, wichrów, oparów i chmur.


William Blake by Thomas Phillips
(…)
Ziemi nie było ani kul przyciągania.
Wola Nieśmiertelnego rozprzestrzeniała
Albo ścieśniała wszystkie jego giętkie zmysły.
Śmierci nie było; wieczne krzewiło się życie.

Głos trąby niebiosa przebudził;
I szeroko rozpostarte chmury krwi
Toczyły się wokół skał Urizena zamglonych.
Takie nosił imię ten samotny w Bezmiarze.„

Urizien stwarzający świat budzi jednoznaczne skojarzenia z Jahwe. Od razu jednak wkradają się nam tu pewne wątpliwości. Obraz Stwórcy przesycony epitetami pogłębiającymi aurę tajemniczości i mroku nie przystaje nam do dobrego Boga. I tak jak Jahwe dla ludu Abrahama z pewnością był „nieznany”, tak nie na miejscu wydaje się być twierdzenie jakoby „odpychający Demon”, jak nazwany jest tu Stwórca, mógł rzeczywiście być biblijnym Bogiem. Poniekąd słusznie, Urizen jest w „prywatnej mitologii” Blake’a symbolem i ucieleśnieniem rozumu, swoistym demiurgiem, ideą, która według wzorca idei nadaje kształt światu. I jako taki nadaje prawa, zaskakujące rozdźwiękiem z Dekalogiem, a zbliżone bardziej do nauk Jezusa:

„Niechaj każdy jeden wybierze przybytek,
Odwieczny swój dom bezmierny,

Jedno przykazanie, radość jedną, tęsknotę jedną,
Jedną klątwę, jedno brzemię, jedną miarę,
Jednego Króla, jednego Boga, jedno Prawo.”

Są to prawa, które mógłbym podsumować stwierdzeniem, że niezależnie od wyznawanej religii człowiek powinien być bliźnim dla innego człowieka i czynić dlań tak, jak chciałby, aby i on względem niego czynił.

Przyjrzyjmy się teraz samemu obrazowi. Skulony starzec, któremu wicher (od średniowiecza już tradycyjnie towarzyszący podniosłej chwili stworzenia) rozwiewa długie, siwe włosy kształtuje własnoręcznie świat przy pomocy swej boskiej mocy, okolony ognistą sferą, która rozjaśnia kłębiące się wokół mroki. Nietrudno jest wyciągnąć wniosek, że Urizen, najwyższy rozum, oświeca swym rozumem przestrzeń wokół siebie i kreuje rzeczywistość.


Promienie wybiegające z jego dłoni noszą zadziwiające podobieństwo do wolnomularskiej symboliki cyrkla, będącego symbolem wiedzy, rozumu, mądrości w symbolice masońskiej. Cyrkiel, który łączy w sobie punkt i okrąg może być tu alegorią absolutu Urizena, ucieleśnieniem kreowania świata powołanego z rozumu, a on sam staje się nie tyle co stwórcą, ale Architektem świata. Nawet jednak odpychający i ponury Demon nie jest niewrażliwy na piękno istnienia, i po dokonaniu aktu stworzenia pada na kolana z zachwytu nad światem, co obrazuje zamieszczona z lewej iluminacja. Dzieło Blake’a do dziś porusza oglądających, będąc źródłem inspiracji i nawiązań. Za przykład posłużyć może wejście do GE Building w Nowym Jorku na fotografii powyżej.

Przypis:
Fragmenty „Księgi Urizena” w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka.

***

Łukasz Orwat, urodzony w roku pańskim 1992, prywatnie syn Sławomira Orwata, niezależnego redaktora periodyku muzyczno-kulturowego Muzyczna Podróż. Domorosły pasjonat literatury oraz historii, które to fascynacje przekuł w działalność akademicką na Uniwersytecie Wrocławskim. Specjalizuje się literacko głównie w literaturze antycznej oraz epice rycerskiej, historycznie w dziejach starożytnego Rzymu, Bizancjum oraz historii Imperium Osmańskiego, kulturoznawczo w historii metafizyki, filozofii i magii, zwłaszcza w kręgu kultury biskowschodniej. Tłumaczył z łaciny zbiór poezji humanistów polskich oraz zachodnich, Żałoba Węgier (Pannoniae Luctus) powstały po zdobyciu Budy (ówczesnej, pozbawionej jeszcze Pesztu, stolicy Węgier) w 1544 roku. Ciągoty zainteresowań akademickich korelują także z zainteresowaniami natury fantastycznej.