poniedziałek, 28 marca 2011

O tym jak Patryk karczmarkę potworami straszył i koniczyną Irlandię chrystianizował (Wizjer nr 66)









Dawno, dawno temu, nim Anglowie i Sasowie Brytanię zasiedlać poczęli, dzielne plemię Brytów z Piktów i Celtów się wywodzące, nad Wyspą protektorat swój miłościwie wszelkiemu stworzeniu roztaczało. Wywodzący się z plemienia owego człek imię Sucat noszący, z walijskiej ziemi do irlandzkiej przybywszy, ludowi tamtejszemu chrześcijańską wiarę rozkrzewiać Bogu przysiągł. Ażeby przynależność swoją do Jezusa przypieczętować, Sucat chrystusowe imię Patryk na chrzcie świętym otrzymał. Pogańskiemu ludowi Irlandii istotę Świętej Trójcy objaśniając, Patryk ów trójlistną koniczynę zerwawszy, do swej misyjnej działalności ją przysposobił i symbolem Zielonej Wyspy na wieki wieków tym doniosłym gestem był uczynił.


Stare irlandzkie podanie głosi, iż dnia pewnego jedna nieuczciwa karczmarka należnej miarki trunku nie nalewając, niecnym tym uczynkiem świątobliwego Patryka tak rozsierdziła, iż ten uciec się do fortelu zmuszonym został. Nastraszył on ową niegodziwą kobietę, że gdy proceder ów niecny kontynuować będzie, potwory okrutne jej karczmę nawiedzać poczną, co niechybnie wędrowców odstraszyć może, dochody potrzebne do wyżywienia rodziny raz na zawsze zabierając. Karczmarka w sposób takowy przez świętego męża potraktowana, od dnia owego po chrześcijańsku szklanicę po sam brzeg napełniać poczęła, a lud Irlandzki na pamiątkę tego doniosłego wydarzenia każdego siedemnastego dnia miesiąca marca w karczmach spotykając się, szklanicę whisky zwaną dzbanem Patryka uroczyście wypijać postanowił. A że naród ten - podobnie jak sarmacki - do biesiadnego spożywania ognistych napojów szczególne nabożeństwo należne chrześcijańskim narodom jeno przywiązuje, każdego roku dla uszanowania dnia śmierci zacnego Patryka, który na ołtarze z czasem wyniesion został, spotyka się gromadnie narodową tradycję swych ojców kultywując.


17-go marca Roku Pańskiego 2011 po Chrystusie, w pubie „O’Shea’s” w malowniczo położonej perle hrabstwa Bedfordshire – urokliwym miasteczku Luton Town niżej podpisany miał zaszczyt wraz z licznie zebranymi przedstawicielami starożytnego ludu Celtów, dla oddania czci świętemu Patrykowi niejeden kufel niebiańskiego trunku Guinessem zwanego przechylić, czym wstawiennictwo owego świętego męża w niebiesiech sobie zaskarbił, a ryciny tych niezapomnianych chwil niniejszym uroczyście na szpaltach Muzycznej Podróży narodowi przedstawia…

… I ja tam byłem, Guinessa piłem, a co mi zostało z brody nakapało…

Igor Boxx - Breslau (Polska/UK) 2010 Wizjer nr 66


Moje miasto nazywa się Wrocław. W roku 1997 dotknęła to miasto niespotykana w dziejach powódź, która dla większości Polaków kojarzy się jako największy jego dramat. Moje miasto nazywa się Wrocław dopiero od roku 1945. Wcześniej nazywało się Breslau, a jeszcze wcześniej Vratislav. Wrocław ma ciekawą historię, którą dane mi było poznać dopiero gdy ukończyłem 35 lat. Wcześniej zabraniano mojemu pokoleniu poznawać historię Breslau. Moje miasto na przestrzeni dziejów przechodziło z rąk do rąk. Około roku 850 pierwsi Słowianie zajęli małą wyspę na Odrze zwaną Ostrowem Tumskim i aż do roku 1000 historia o nich milczy. W roku 1000 powstało tu biskupstwo, ale już ponad dwa wieku później wszyscy mieszkańcy uciekli z obawy przed Mongołami. Ci ostatni w końcu jednak miasta nie zdobyli dzięki jakiemuś cudownemu zjawisku. Jakiemu? Tego nie wiadomo dokładnie, ale Jan Długosz uznał, że było ono skutkiem modłów człowieka, którego relikwie znajdują się kilkadziesiąt metrów od domu, w którym spędziłem prawie 10 lat życia. Pamiętam tylko, że ów człowiek miał na imię Czesław. Niecałe 100 lat później moje miasto stało się miastem czeskim, a w skutek ekspansji dynastii Habsburgów  z czasem znalazło się w granicach Austrii. Jeszcze w połowie wieku XVII w mieście zwanym dziś Wrocławiem dominowała ludność używająca w domach języka polskiego, ale już 100 lat później w skutek zdobycia go przez Fryderyka, króla Prus otrzymało ono nazwę Breslau, którą nosiło aż do roku 1945. Jeśli dodam, że „po drodze” moje miasto przez lat 6 należało do Francji, to myślę, że dopełnię tym faktem obrazu zagmatwanej jego historii.

sobota, 26 marca 2011

Krystyny Prońko londyńskie POSKramianie jazzem (Nowy Czas nr 163)

Krystyna Prońko i Kuba Raczyński
Jadąc 19 marca na koncert pani Krystyny Prońko do Jazz Cafe POSK, myślami przenosiłem się w lata mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Lata siedemdziesiąte były czasem wzrastania jej talentu, a rok 1980 przypieczętował jej wielkość zdobyciem tytułu „piosenkarka roku”. Jest „coś”, co zawsze wyróżniało tę wokalistkę w gronie gwiazd, które zniknęły na lata z tak zwanego topu i owo „coś” bardzo chciałem na tym koncercie usłyszeć.
Pierwszym zaskoczeniem była dla mnie niezwykle skromna, żeby nie powiedzieć ascetyczna, jazzowa aranżacja. Ze składu zespołu, z którym artystka koncertuje w kraju, mieliśmy przyjemność zobaczyć i usłyszeć pianistę Pawła Serafińskiego oraz saksofonistę młodego pokolenia Jakuba Raczyńskiego. O ile ten pierwszy jest już postacią od lat znaną i wielokrotnie uhonorowywaną prestiżowymi nagrodami na rodzimej scenie jazzu, o tyle osoba najmłodszego na scenie Kuby Raczyńskiego była dla mnie największym odkryciem tego wieczoru.

poniedziałek, 21 marca 2011

Naga prawda o reklamie (wizjer 65)

Brak taktu, a czasem nawet dobrego smaku u reklamodawców znany jest powszechnie i nikogo już pewnie on nie dziwi. Reklama ma bowiem szokować, zachwycać, zniesmaczać, oburzać, byle tylko przyciągała uwagę klientów. Osobną dziedziną jest reklama wyprzedaży, zwanej w języku tubylców – „SALE”. Wyższość tubylczego słowa „SALE” nad rodzimym „WYPRZEDAŻ” objawiła się w naszej Ojczyźnie wszędobylską obecnością tego pierwszego we wszystkich rodzajach sklepów, co początkowo powodowało u ludzi nie znających języka angielskiego wiele zabawnych nieporozumień. Pewien wrocławski szewc zapytał kilka lat temu panią ekspedientkę w jednym ze sklepów, ile kosztuje wynajem sali i był zawiedziony, kiedy dowiedział się, że ów sklep żadnych sal nie wynajmuje. Ostatnimi czasy, reklama wyprzedaży, sięgnęła po dwa skrajne, ale jakże sprawdzone narzędzia mające zapewnić jej skuteczność. Nic tak bowiem nie działa na chęć zakupu samochodu, jak… ubrana w krótką spódniczkę pani, która zupełnie przypadkowo opiera się o jego maskę. Jest jednak także pokaźna grupa ludzi wyznających chrześcijańskie zasady postępowania (także podczas czynienia zakupów). Dla tej dość licznej grupy obywateli naszego kraju, wybitni fachowcy od psychologii i socjotechniki zatrudnieni przez bogate firmy opracowali hasło reklamowe, którego własnoręcznie wykonaną fotografię zamieszczam powyżej. Nie wiem jak ma się owo hasło do wyczynu innej placówki handlowej, która zamieściła na wystawie nagie manekiny, przyodziane jedynie w szarfy z wypisaną na nich informacją o wyprzedaży. Jak widać, w pojęciu niektórych rodzimych handlowców, naga prawda o wyprzedażach w ojczyźnie Jana Pawła II nie musi kłócić się z tradycyjnym polskim wychowaniem religijnym, a załączone przeze mnie fotografie stanowią na to namacalny dowód.

Czy Brytania może się stać się wielkim śmietniskiem? (Wizjer 65)


Dziś nie będzie o muzyce. Dziś będzie o graniu na... nerwach. To ten mniej przyjemny rodzaj grania, ale także skłaniający do przelania emocji na tekst pisany.
Opieszałość w wywożeniu śmieci w niektórych brytyjskich miasteczkach wzbudza we mnie narastający niepokój, a przede wszystkim zdziwienie. Nie wiem, czy usprawiedliwieniem dla władz, które są przecież bardzo proceduralne w pobieraniu od mieszkańców należnego council taxu, może być na przykład protestacyjna akcja przedsiębiorstwa wywozowego (takie plotki obiegły mieszkańców pobliskiego Hatfield). Niewywożone stamtąd od tygodni czarne worki ze śmieciami zalegają niektóre wyznaczone miejsca do ich składowania. Jako dowód załączam powyżej fotografię posesji pomiędzy bankami Nat-West i Lloyds. Żeby nie uspokajać naszych lutońskich władz, załączam również inne zdjęcie. Tu rzecz jasna winę za stan rzeczy ponoszą miejscowi obywatele i stróże porządku. Jak bowiem określić skandaliczną sytuację, gdy obok podstawionego przez Urząd Miasta kontenera piętrzą się zwały rozrzuconych luzem odpadów. Właściciel owego „wzgórka bezmyślności” nie pofatygował się nawet, aby umieścić ten bałagan w plastikowych workach, tylko usypał stertę pod ściana domu. Nie powiem, abym odczuwał satysfakcję z powyższych znalezisk, ale poczułem się nieco lepiej w dyskusjach z Brytyjczykami odwiedzającymi Polskę, którzy zwracali niejednokrotnie uwagę na nasz polski nieporządek. A tak swoją drogą wolałbym raczej aby w obu Krajach zniknęły tego typu zjawiska, zaś odczuwanie satysfakcji pozostawiłbym na inne, znacznie przyjemniejsze dziedziny życia. 

poniedziałek, 14 marca 2011

Shakira w Polsce! (Wizjer nr 64)

Wyczytałem niedawno na jednej ze stron internetowych , że światowej sławy kolumbijska sex bomba muzyki pop - niejaka Shakira Isabel Mebarak Ripoll, znana bardziej jako Shakira ogłosiła przedłużenie swojej światowej trasy koncertowej "Sun Comes Out World Tour". Wśród nowych miejsc pojawiła się swojsko brzmiąca miejscowość - Łódź (bardziej znana jako Miasto Łódź). Artystka obiecuje (i tu cytat z zapowiedzi organizatorów) „przekraczać ograniczenia koncertowe, dając fanom pulsujące widowisko, łamiące wszelkie muzyczne granice”. Nie bardzo wiem, co wokalistka ma zamiar łamać i czym pulsować oraz jakie granice przekraczać, ale wyrażam nadzieję, że wykonując "Waka Waka" na żywo, Shakira nie uczyni nic, co mogłoby skierować uwagę męskiej części publiczności na jakiekolwiek inne walory artystki niż wokalne. Organizatorzy ustalili, że cena biletu na koncert Shakiry w Łodzi wyniesie 154 zł i domyślam się, że owe bilety rozejdą się jak ciepłe bułeczki. Tym bardziej jestem ciekaw jaka musiała być cena nieoficjalnego przylotu Shakiry do Poznania w styczniu tego roku. Ktoś powie że to niemożliwe, gdyż żadne media nie podawały takiej sensacyjnej informacji. Musiał być to więc jak sądzę przylot objęty najwyższej rangi tajemnicą państwową, ale dowód na to że Shakira wystąpiła w jednej z poznańskich jadłodajni w styczniu tego roku posiadam i zamieszczam poniżej. A swoją drogą, nigdy bym nie przypuszczał, że gwiazda tego formatu zdecyduje się zaśpiewać do schabowego. No cóż… jeśli nawet to nie była ta Shakira tylko podszywający się pod kolumbijski symbol seksu miejscowy zespół disco polo, gratuluję pomysłu właścicielowi baru. Myślę że klientów owego wieczoru w jadłodajni nie brakowało podobnie jak nie zabraknie 17-go maja widzów na koncercie oryginalnej Shakiry z hologramem w Mieście Łodzi.

poniedziałek, 7 marca 2011

Krakowski - Pankracy Sessions (Polska) 2008 Wizjer 63

„Kochanie, znaleźliśmy Ci z tatusiem WARTOŚCIOWEGO kandydata na męża. Henryk to bardzo PRZYZWOITY człowiek. Ma własną firmę i kandyduje do władz powiatu”       
                                                                                                                 (zasłyszane)

W roku 1976 Mel Brooks zrealizował jedną z najlepszych komedii w dziejach kinematografii. „Nieme kino” to film, w którym aktorzy nie wypowiadają ani jednego słowa, a siła komizmu tkwi w sytuacjach. Jest tam pewna scena przedstawiające zebranie biznesowe, które rozpoczyna się… modlitwą. Na ścianie jednak zamiast wizerunku bóstwa znajduje się monstrualnych rozmiarów symbol amerykańskiego dolara.
Materializm jest dziś już tak powszechny, że dawno przestał być obiektem potępienia, a zdolne i szybko zarabiające jednostki co najwyżej stają się celem zawiści. Jest grupa ludzi, która mimo że talentów nie posiada zbyt wiele, charakteryzuje się przeogromna chęcią zdobycia tego, co jej zdolni współobywatele wypracowali latami uczciwą pracą. Takie osoby trafiają zazwyczaj w dwa obszary – przestępczość lub… polityka nazywaną przez duchowe dzieci Boba Marleya Babilonem. Zdarza się dość często, że te dwa światy spotykają się ze sobą. Wówczas walka z przestępczością staje się poważnym problemem, a Babilon zaczyna docierać pod strzechy.


W moich czasach licealnych punktem honoru szanującego się nauczyciela było takie przygotowanie nas do egzaminu dojrzałości, aby każdy sprostał zadaniu z jak najlepszym rezultatem, a porażka ucznia była traktowana jako osobista porażka nauczyciela. Poza bowiem ewidentnymi przypadkami w których zawinił uczeń, nauczycielska moralność nakazywała uznać ówczesnym pedagogom, że to oni sami popełnili jakiś błąd, a negatywna opinia o ich poziomie nauczania budowana była na podstawie liczby uczniów, którym się nie powiodło.

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny, w roku 2007 rozmiar polskiej emigracji zarobkowej osiągnął blisko dwa miliony ludzi. Liczba ta rosła sukcesywnie od roku 2004, a politycy ogłaszali wszem i wobec swoje niesłychane sukcesy w uzdrawianiu naszej ekonomii. Mijały ekipy i zmieniały się rządy, a owe „sukcesy” doprowadziły do coraz większych dysproporcji majątkowych i bezrobocia na skalę dotychczas w kraju nad Wisłą niespotykaną. Chciałoby się chociaż mieć nadzieję, że odpowiedzialni za ten stan ludzie wyrażą kiedyś emigrantom wdzięczność za sztuczne zmniejszenie armii bezrobotnych o owe dwa miliony jak również za miliony funtów i euro, które zasilają wiele będących na skraju ubóstwa polskich rodzin. A co z moralnością owych nauczycieli? Czy ktoś z politycznego Babilonu zdobędzie się kiedyś na podobną im odwagę i obarczy siebie winą za tą skandaliczną sytuację oraz za miliony ludzi zmuszonych do wyjazdu?
Moje spotkanie z Juniorem Stressem
Piotr Krakowski jest trębaczem, gitarzystą, autorem tekstów, liderem i kompozytorem zespołu Milkshop, z którym nagrał dotychczas dwie dobrze ocenione przez krytyków płyty długogrające. Styl jego twórczości to mieszanka jazzu, popu i ambientu. Zespół ma na swoim koncie nawet sukces komercyjny. Ich ścieżka dźwiękowa do serialu „Magda M.” z nową wersją przeboju grupy 2+1"Chodź, pomaluj mój świat" uzyskała status złotej płyty. Ponadto w roku 2004 Milkshop wygrał koncert „Debiuty” podczas opolskiego festiwalu. Przed powstaniem zespołu Milkshop muzyk był związany z jazzową formacją Transylwania oraz współtworzył duet Krakowski i Kosma. Równolegle z reggaowym projektem Pankracy Soundsystem, który firmuje niniejszy album, artysta tworzy także dla eksperymentalnego kwartetu Redaktor Maj. Piotr Krakowski skomponował także ścieżki dźwiękowe do filmów dokumentalnych Sylwestra Latkowskiego i wielu programów telewizyjnych. To właśnie muzyka ilustracyjna stanowi największą pasję Piotra.

Do nagrania tego albumu, artysta zaprosił największe gwiazdy polskiego nurtu reggae-soundsystem. Gościnnie wystąpili: Ras Luta, Junior Stress, Bob One, Cheeba, Jarex, Iza Tomczyk, a także wykonawcy, którzy na co dzień nie są związani z reggae – wokalista grupy De Mono Andrzej Krzywy oraz największa niewątpliwie postać tego albumu – Stanisław Soyka. W tekstach piosenek wszystko kręci się wokół dysonansu pomiędzy czystą miłością, a miłością do pieniądza. Sarkastyczny kawałek zaśpiewany przez Andrzeja Krzywego jest świetną i zarazem zjadliwą satyrą na opętanie współczesnego człowieka „parciem na kasę”. Brudna polityka i jeszcze bardziej brudne pieniądze. Czy ten pesymistyczny obraz to jedyne oblicze świata? Czy Babilon definitywnie już wygrał z czystymi intencjami? 8-go i 9-go stycznia ponownie uwierzyłem, że na szczęście nie. W Hat Factory i okolicach zebraliśmy ponad pięć tysięcy funtów dla chorych dzieci. Sarkastyczne ujęcie PRZYZWOITOŚCI we wstępie do niniejszego artykułu w tamtych dniach nabrało pierwotnego znaczenia i stało się czystym darem serc. Stanisław Soyka w piosence „Waluta”, którą umieścił na albumie Piotra Krakowskiego na okrągło powtarza tylko trzy słowa: „Przyzwoitość to waluta”. Ciekaw jestem ile trzeba nie dotkniętej brudami tego świata waluty, aby PRZYZWOITOŚĆ dotarła do sumień Babilonu i nabrała znów pierwotnej WARTOŚCI. Cesarz rzymski Wespazjan nakładając podatki od publicznych toalet wypowiedział słynną sentencję „Pecunia non olet”. Pragnę życzyć wszystkim politykom, aby przez ich ręce nigdy nie przepływały pieniądze, które pozostawiałyby na dłoniach trwały ślad, piętnujący ich, niczym krwawa plama czoło Balladyny.

Coś mi tu śmierdzi… (Wizjer nr 63)

Po nie tak dawnej popartej przeze mnie fotograficznym dowodem w 55 numerze Wizjera intrygującej informacji, że jeden z brytyjskich producentów kosmetyków wypuścił na rynek serię dezodorantów o swojsko brzmiącej nazwie TUSK, uprzejmie donoszę, że sytuacja na tymże rynku uległa drastycznej zmianie. Nie zdążyłem jeszcze wysłać owej rewelacji do Tele Expresu, a tu brytyjski producent udowadnia naszej licznej mniejszości narodowej, że jest na bieżąco z wiedzą o wydarzeniach na polskiej scenie politycznej. Jak powszechnie wiadomo, po tarciach w łonie PO pomiędzy panami Tuskiem i Schetyną oraz po raptownym spadku popularności pana Premiera, tutejszy producent dezodorantów TUSK wykazał dużą nerwowość i świadom zaistniałej sytuacji dokonał poważnego kroku marketingowego, który także upamiętniłem na kolejnej fotografii. Obecnie można już kupić dwa dezodoranty marki TUSK za jedyne  Ł1,20. Kosmetyk stracił więc 40% wartości i do tego sprzedawany jest już w pakietach po dwa. Czy po to aby jak najszybciej się rozszedł? Tego nie wiem. Chciałem zadać sobie nawet trud, czy o większy procent spadła cena dezodorantu, czy popularność samego pana Premiera, ale w porę przypomniałem sobie, że jestem tylko redaktorem muzycznym, a na polityce się nie rozumiem. Wiem tylko od jednego bacy, że „polityka to tako długa tyka co się na kuńcu poli”. Tą informacją kończę doniesienie i pozdrawiam. Aaa…. Jeszcze tak na marginesie. Czy spadek ceny dezodorantu może oznaczać, że w naszej polityce coś śmierdzi?

wtorek, 1 marca 2011

Republika - '82-'85 (Polska) 1993 (Wizjer nr 62)

 „Kombinat pracuje, oddycha buduje.
Kombinat to tkanka, ja jestem komórką.
Kombinat pulsuje, nikt nie wie że żyje.
Nic nie wiem o sobie, mam tętno miarowe
Nie wyrwę się, nie wyrwę się, to tylko wiem”.

Album, który dziś przypominam nie jest kolejnym albumem w dyskografii. Nie jest to jednak także zwykła  kompilacja. Żadna z piosenek tej płyty nie wystąpiła nigdy w oryginalnym brzmieniu na poprzednich longplayach grupy. Republika to unikat w polskiej muzyce. Mimo że zespół dysponował piosenkami, które gdyby zostały nagrane w UK, zostałyby światowymi hitami, nie umieścił ich na żadnym ze swoich albumów. Dlaczego? W wywiadzie z roku 1984 Grzegorz Ciechowski wyjaśniał: „Nie dopatrzyliśmy by sprzedać je „Tonpressowi” na czas. Kiedy zostały wylansowane przez radio, było już za późno na myślenie o singlu. W sumie szkoda, gdyż nie mają one żadnej dokumentacji fonograficznej”. Dwa lata później artysta dodaje, że brak „Białej flagi”, „Kombinatu”, „Telefonów” i „Sexy Doll” na albumie „Nowe sytuacje” to również kryterium doboru tekstów, które dla muzyków Republiki zawsze stanowiło priorytet. Republika nie była zwykłym zespołem rockowym. Było to na naszym rynku niepowtarzalne zjawisko artystyczne. Grzegorz Ciechowski był człowiekiem wszechstronnym. Pisał teksty, komponował, grał na flecie, instrumentach klawiszowych i śpiewał. Skąd czerpał swoje inspiracje? W jednym z wywiadów ujął to w sposób następujący: „Słuchając w roku 80-tym rzeczy starych wiedzieliśmy, jak grać już nie można. Słuchając rzeczy nowych zauważyliśmy, że trzeba ruszyć tą samą drogą, ale z głową uniesioną wysoko, nie spoglądając na świeże koleiny po poprzednikach.”