wtorek, 8 marca 2016

Przed Godziną Zero - 8 marca 2016. Program Trzeci Polskiego Radia. Godzina 23.07 czasu polskiego. Audycję prowadzi Tomasz Żąda

fot. Sławek Orwat
Tomasz Żąda (ur. 24 października 1964 roku w Zambrowie) – polski dziennikarz muzyczny, telewizyjny i radiowy, prezenter, konferansjer. Członek Akademii Fonograficznej ZPAV. Od początku lat 90. pracuje w Programie III Polskiego Radia. Wcześniej pracował w redakcji magazynu Między Nami Programu IV Polskiego Radia. W radiowej Trójce prowadzi audycje: Muzyczna poczta UKF, Nocna Polska oraz Historia pewnej płyty (wspólnie z Anną Gacek). Wcześniej na antenie tej stacji prowadził m.in. Strefę odkrywkową, kulinarny Zapach poranka oraz, na zmianę z Piotrem Stelmachem, nocne 3maj z nami. W roku 1998, jako druh zastępowy poprowadził jedno wydanie Listy Przebojów Programu Trzeciego. W latach 90. współpracował też z magazynem muzycznym Brum. W roku 2006 był współautorem programu realizowanego dla TVP1 Trend'owaci. Jest członkiem Akademii Fonograficznej i Sekcji Muzyki Rozrywkowej ZPAV. W dniach 4-6 marca 2013. Tomasz Żąda przebywał w Londynie jako korespondent Programu III Polskiego Radia podczas Buch Fest 2016.

Siedziba Polskiego Radia Londyn: Tomasz Likus, Piotr Wróbel, Tomasz Żąda  (fot. Monika S. Jakubowska
Tomasz Żąda (fot. Sławek Orwat)
Tomasz Żąda: Dobry wieczór. Zosia Kuszewska, Tomasz Żąda. Dziś o Buch Festiwalu z Londynu. Pierwszy Festiwal polskiej muzyki pod tą właśnie nazwą odbył się w miniony weekend w Londynie. Ja tam byłem. Było naprawdę wspaniale, a pierwsze kroki z lotniska skierowałem w kierunku polonijnego radia - Polskiego Radia Londyn. To pierwszy Buch Festiwal, prawda? 

Tomasz Likus: Tak, to pierwszy Buch Festiwal. Robię od ponad dziesięciu lat koncerty i stwierdziłem, że to będzie takie podsumowanie. Wystąpią artyści, którzy już wcześniej grali na koncertach, które organizowałem.  

Tomasz Żąda: Ile tych koncertów zorganizowałeś w Londynie. 

Tomasz Likus:  Przez 11 lat około 200 sztuk.

Tomków dwóch: Likus i Żąda (fot. Monika S. Jakubowska)
Tomasz Żąda: Powiedz, kto wystąpi podczas pierwszego dnia Buch Festiwalu, bo faktycznie wielkie gwiazdy przyjeżdżają z Polski i też ważna informacja, że ta impreza odbywa się pod patronatem Polskiego Radia.

Tomasz Likus:  Tak, dokładnie. Odbywa się pod patronatem Polskiego Radia i Polskiego Radia Londyn także. Pierwszego dnia, czyli w sobotę wystąpią:  Gabinet Looster - nasza londyńska kapela. Siedzący tu Piotrek Wróbel, zaraz pewnie powie o tym coś więcej. Następnie zagra grupa Dezerter, potem Kasia Nosowska z bandem oraz Pidżama Porno. Drugiego dnia - w niedzielę 6 marca wystąpią: Strachy Na Lachy, Maciek Maleńczuk z solowym koncertem, grupa Raz, Dwa, Trzy, która będzie świętować 25-lecie na scenie oraz Voo Voo, także serdecznie zapraszamy.

Robert Wiktorowicz (fot. Rafał Piętka)
Tomasz Żąda:  Gabinet Looster prosto z Londynu dwa dni po imprezie jedzie do Gdańska nagrywać swoją pierwszą płytę. \wszystko w pełnej gotowości?

Piotr Wróbel: Mam nadzieję, że tak (śmiech). Wydaje nam się, że jesteśmy przygotowani i na koncert i na płytę. Wczoraj mieliśmy taką solidną, ostatnią próbę i czujemy się gotowi.

Tomasz Żąda:  Gabinet Looster otworzył Buch Festiwal. Było świetne przyjęcie publiczności, były bisy, a ja z zespołem spotkałem się zaraz po ich koncercie.

Robert Wiktorowicz: Dzień dobry. Mam na imię Robert. Lat 25. Przyjechałem do Londynu sześć lat temu bodajże. Gram na perkusji i pracuję na co dzień w firmie, która wysyła paczki. Pochodzę z Mrągowa z Mazur, gdzie się urodziłem.

Gabinet Looster - wywiad dla Programu III PR (fot. Monika S. Jakubowska)
Rafał Wrona (fot. Marek Jamroz)
Adam Szczebel:  Dobry wieczór. Ja mam na imię Adam. Jestem troszkę starszy od Roberta. Mieszkam i pracuję w Londynie od dziesięciu lat. Z Polski jestem z województwa Zachodniopomorskiego z bardzo małej miejscowości o dźwięcznej nazwie Golenice.

Piotr Wróbel: Ja nazywam się Piotrek Wróbel. Pochodzę z południa Polski, z Czechowic-Dziedzic, a w Londynie jestem od dziewięciu lat.

Rafał Wrona: Nazywam się Rafał Wrona. Przyjechałem do Anglii 10 lat temu. Jestem teraz konsultantem wodnym. Urodziłem się w Mławie, a wychowałem w Lublinie. 

Bart Kowalski: Ja jestem Bartek Kowalski. Pochodzę z Tomaszowa Lubelskiego i jestem najkrócej w zespole. To był tak naprawdę mój pierwszy koncert. Jestem w zespole od czterech miesięcy, a w Londynie od dwóch lat. 

Tomasz Żąda: Jak widziałem wasz koncert, to miałem wrażenie, że macie już tutaj sporą grupę fanów. Od kiedy właściwie razem gracie?

Gabinet Looster podczas Buch Festiwalu (fot. Artur Grzanka)
Bart Kowalski (fot. Sławek Orwat)
Piotr Wróbel:  Zaczęliśmy koncertować chyba w lutym 2012 - o ile dobrze pamiętam - i wtedy był nasz pierwszy koncert. Od kiedy poznaliśmy Tomka Likusa - naszego managera, trochę tych koncertów się namnożyło i w ostatnich dwóch latach graliśmy o wiele więcej, głównie w Londynie i dlatego tu mamy najwięcej fanów. Poza tym graliśmy w Manchesterze, graliśmy w Dublinie. Tam nas ludzie jeszcze nie znają za bardzo. Zespół powstawał przez dosyć długi okres czasu. Najpierw ja z Rafałem zaczęliśmy grać solowo na dwóch gitarach. Potem szukaliśmy pełnego składu i po kolei dochodzili Robert na perkusję, a po jakimś czasie doszedł do nas Adam. Kompletowanie tej czwórki trwało praktycznie grubo ponad rok czasu. Ostatnią osobą, która do nas doszła jest Bartek, który dziś zagrał notabene swój pierwszy koncert. Natomiast jako zespół grający swoje własne utwory, to tak naprawdę ustabilizowaliśmy się dopiero gdzieś tak w połowie albo z końcem roku 2013, bo przez pierwszy rok graliśmy dużo coverów.


Gabinet Looster - wywiad dla Programu III PR (fot. Monika S. Jakubowska)
Adam Szczebel (fot. Artur Grzanka)
Tomasz Żąda: Teraz gracie własny repertuar i ten repertuar - nie ukrywam - nie jest śpiewaniem o niczym. Te utwory poruszają publiczność także od strony tekstowej. 

Adam Szczebel: Spędziłem 25 lat w Polsce zanim wyjechałem, więc jest to jakiś tam bagaż doświadczeń z tamtego okresu, ale generalnie - dość często to powtarzam - staram się pilnie obserwować środowisko i na bazie tego buduję swoje myśli, składam je potem w całość i  tak powstają teksty i piosenki. Taką - może nie wizytówką - ale rzeczą, do której się przyzwyczailiśmy i którą już wiemy na 100 procent jest to, że Gabinet Looster nie jest zespołem studyjnym i my zawsze najlepiej czujemy się grając na żywo i najważniejsze jest dla nas to, żeby grać na żywo, żeby te emocje były po prostu podane na tacy wprost, żeby ludzie czuli to, co się z nami dzieje i myślę, że forma przekazu i to, że próbujemy to robić jak się da najszczerzej, odbija się na tym, że to brzmi tak, jak chcemy. 


Krzysztof Grabowski - Dezerter (fot. Marek Jamroz)
Jacek Chrzanowski - Dezerter (fot. Artur Grzanka)
Tomasz Żąda: Tak gorącej atmosfery na festiwalu - szczerze mówiąc - nie spodziewałem się i miałem takie dziwne uczucie, że wsiadałem do metra w Londynie przy Hyde Parku, wysiadałem przed salą Forum też w Londynie, ale w środku czułem zupełnie jakbym był w Warszawie. Jako drugi zespół wystąpił Dezerter, czyli Krzysztof Grabowski, Robert Matera i Jacek Chrzanowski. Muzycy często grają w Londynie.

Krzysztof Grabowski: Gramy regularnie od - powiedzmy - dziesięciu lat co rok, co półtora roku. Tak, rzeczywiście to jest prawda. 

Robert Matera: To wynika z sytuacji, która się zmieniła, bo to zaczęło się wtedy, kiedy  w Anglii, a w Londynie głównie pojawili się  młodzi Polacy, czyli gdy granice się otworzyły, bo ten koncert 10 lat temu to był pierwszym koncertem w Londynie w ogóle. Wcześniej była próba pewnej trasy do Anglii, która nie doszła do skutku, ale to już osobna historia. Także ta nasza historia zaczęła się około 10 lat temu i trwa, dzięki temu, że są tu Polacy, którzy chcą słuchać i  są Polacy, którzy chcą organizować koncerty i okazuje się, że można normalnie funkcjonować i robić kulturę bez żadnych problemów w takim mieście jak Londyn. 

Robert Matera - Dezerter (fot. Marek Jamroz)
Jacek Chrzanowski: Trochę jest tak, że Londyn i Dublin jest wpisany w normalną trasę. Jak nagrywasz i robisz plan trasy, to Londyn i Dublin jest normalnie w planie grania tak jak Warszawa czy Kraków. Tak się porobiło, że jest tu tylu Polaków, że gra się normalne, regularne koncerty co rok czy co półtora roku. 

Robert Matera - Dezerter (fot. Artur Grzanka)
Tomasz Żąda: Czym te koncerty z waszej strony różnią się, jeśli w ogóle się różnią?

Krzysztof Grabowski: Moim zdaniem nie różnią się, jeśli chodzi o publiczność, bo dużo ludzi, którzy przychodzą na te koncerty jest znanych nam z Polski. Są to ludzie, których pamiętamy z lat 80', 90'. Przychodzi nasze pokolenie, czyli 50-ciolatków i to następne, czyli wszyscy kolejni, którzy słuchali tej muzyki i których spotykaliśmy na trasach przez lata, kiedy gramy. Część z nich wyjechała po prostu tutaj, więc my się czujemy tutaj trochę jak w domu. Oprócz tego, że jest to inne miasto, inne państwo, jeździ się po lewej stronie, to na koncertach jest po prostu jak u siebie.

Robert Matera: Pewne różnice jednak są w porównaniu z graniem w Polsce, bo zwykle jest tak, że lecimy samolotem na koncert, co nam się w Polsce nie zdarza to raz, a dwa przychodzi trochę Anglików, a w Dublinie Irlandczyków, zwykle znajomi Polaków, którzy przyprowadzają ich na koncert i dobrze się bawią. Zdarzają się sytuacje śmieszne, że angielski kumpel pyta - ale o czym oni śpiewają i jest na bieżąco tłumaczenie tekstów w czasie koncertu, także to są te różnice. Natomiast jeśli chodzi o atmosferę, to rzeczywiście jest podobnie jak w Polsce. Ogólnie atmosfera zabawy jest może trochę bardziej wyluzowana, może jest trochę lepszy dźwięk, bo jednak tutaj imprezy i kluby są na wysokim poziomie. Tu jest tradycja klubowego grania od dziesiątek lat, czyli to co w Polsce zaczęło się - nie wiem - 10, 15 lat temu, tu w zasadzie trwa od czasów powojennych, także to są te różnice, natomiast to, co jest wspólne to atmosfera.


Sławek Orwat i Tomasz Żąda (fot. Evi Naumowicz)
fot. Monika S. Jakubowska
Tomasz Żąda: W Londynie spotkałem człowieka, który jest właściwie człowiekiem instytucją wśród Polonii, szczególnie wśród tych, którzy kochają polską muzykę. On sam powiedział mi, że gdyby nie muzyka, to by chyba tam nie wytrzymał. Ale jest mnóstwo artystów, którzy przyjeżdżają do Londynu i regularnie robi z nimi wywiady, prezentuje je potem na blogu Muzyczna Podróż, ale nie tylko. Sławomir Orwat.

Sławek Orwat: Nazywam się Sławek Orwat i jestem dziennikarzem muzycznym mieszkającym w St. Albans niedaleko Londynu, około 20 minut jazdy pociągiem, natomiast całe centrum mojej działalności i wszystko, co muzycznie tutaj robię, zasadza się w Londynie, choć nie tylko. Moja muzyczna działalność rozpoczęła się w 2009 roku. Mogę nawet podać dokładną datę, gdyż była to dla mnie wtedy tak ważna chwila, że ją zapamiętałem. 29 lipca 2009 roku zaproponowano mi poprowadzenie pierwszej audycji autorskiej w nieistniejącym już internetowym Radiu Flash, które mieściło się w Luton. Nie byłem wtedy do końca pewien, co mam zrobić na samym początku. Nie mając wielkiego doświadczenia z Polski poprosiłem więc bardzo cenionego czeskiego dziennikarza muzycznego i radiowca Libora Příbramský'ego z Ołomuńca, który też się tutaj dziwnym trafem znalazł i który miał w tej dziedzinie wieloletnie doświadczenie. Zrobiliśmy wspólnie audycję poświęconą muzycznym koneksjom polsko-czeskim. Były to moje początki.

fot. Monika S. Jakubowska
Sławek Orwat (fot. Monika S. Jakubowska)
Później dostałem propozycję pisania artykułów muzycznych do również już nieistniejącego tygodnika Wizjer z Luton, po czym udało mi się też zaistnieć poprzez współorganizowanie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Luton w latach 2010 i 2011, po czym też w roku 2011 przeszedłem do londyńskiego Nowego Czasu. Jest to taki magazyn i zarazem najwyżej cenione polskojęzyczne pismo w Wielkiej Brytanii porównywalne poziomem do paryskiej Kultury. Od tej pory rozpoczęło się już to bardziej poważne moje pisanie, które trwało aż do momentu, kiedy to spotkałem Tomka "Dzikiego" Likusa. Wtedy nastąpiła już prawdziwa ekspansja mojej działalności muzycznej, gdyż Tomek zetknął mnie z takimi gwiazdami jak: Kazik Staszewski, Krzysztof "Grabaż" Grabowski, Kasia Nosowska itd. Po drodze stworzyłem też audycję muzyczną, którą nazwałem Polisz Czart pisaną - tak sobie to wymyśliłem - polską transkrypcją, czyli "sz", "cz". Na bazie tej audycji stworzyłem listę przebojów trochę podobną do trójkowej, aczkolwiek inną w założeniu, ponieważ moja lista przebojów dopuszcza wykonawców polskojęzycznych z wielu krajów świata. Wygrywają na niej nawet ludzie zza Oceanu, z Polski rzecz jasna też i dość szybko zaczęła to być dość popularna lista w wielu kręgach undergroundowych, z czego bardzo się cieszę i mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś zanieść pod "polskie strzechy", ponieważ chciałbym, żeby była ona przyszłościowo nadawana z terenu Polski, gdyż nie ukrywam, że zamyślam powrót do kraju. 

Sławek Orwat
Tomasz Żąda: Jakie gatunki dominują na tej scenie?

Sławek Orwat: Tak naprawdę są one bardzo różne. Gabinet Looster np. trudno jest ocenić gatunkowo. Na ten temat nawet rozmawialiśmy z muzykami tego zespołu w niedawnym wywiadzie. Jest to trochę taka mieszanina muzyki spod szyldu reggae, ska i bluesa. Jest też scena metalowa reprezentowana przez Metasomę. Był swego czasu też zespół Blueberry Bush, który zanim zawiesił działalność, grał czysto amerykańską muzykę sutuhernową, prawie kompletnie tu niespotykaną. Trzeba także powiedzieć o najważniejszym wykonawcy, który właśnie szykuje zespół i przygotowuje się do "ataku", ponieważ do tej pory był solistą. Mick Chwedziak, czyli Mirek Chwedziak, pochodzi z Wrocławia i - powiem szczerze - będzie to lata moment wielkie odkrycie, gdyż Mirek ma nie tylko unikalny głos, ale - co jest ciekawe - jest chyba jedynym tutejszym polskim wokalistą, który śpiewa po angielsku jak native speaker.

Tomasz Żąda i Mick Chwedziak (fot. Sławek Orwat)
Mick Chwedziak: Witam, dzień dobry. Jestem Mick Chwedziak, po polsku Mirek, w Londynie od dziesięciu lat. Znamy się z Gabinetem Looster i od jakiegoś czasu razem próbujemy budować londyńską scenę muzyczną wraz z redaktorem Orwatem i pozostałą ekipą. Gram od około piętnastu lat, tworzę własny materiał w klimacie blues, country, rock. W tej chwili wraz z moim producentem jestem w trakcie pracy nad albumem i zbieramy ekipę do grania na żywo po trasach londyńskich, ale również szukamy ujścia w Polsce.


Kasia Nosowska (fot. Artur Grzanka)
fot. Monika S. Jakubowska
Tomasz Żąda: I jeszcze jedna gwiazda Buch Festiwalu - Katarzyna Nosowska. Powiedz jak się gra dla Polonii? Czy są to inne koncerty? 

Kasia Nosowska: Mam wrażenie, że w ogóle taka publiczność, której korzeń jest wciśnięty w naszą polską ziemię, jest bardzo charakterystyczna i że zachowuje się ona bardzo podobnie na wszystkich szerokościach geograficznych. Jest to po prostu taki rodzaj emocjonalnego reagowania na dźwięk, na przekaz i właściwie nie widzę specjalnej różnicy pomiędzy ludźmi na koncertach tutaj, a np. ludźmi w Polsce i że mają oni taki rys charakterologiczny człowieka, który urodził się w Polsce i chodzi na koncerty. To jest takie mocne, żywiołowe i jednakowe i tu i tam.

Tomasz Żąda: Spróbowałaś policzyć, w ilu zakątkach świata koncertowałaś?

Kasia Nosowska: Muszę stwierdzić, że głównie obstawiamy Europę i Amerykę Północną. Szczerze mówiąc nie graliśmy nigdzie poza tymi dwoma kontynentami, a marzyłoby mi się zajrzeć do Azji z muzyką, bo przecież wiem, że polscy artyści - przynajmniej kilku - bardzo aktywnie uczestniczy w oszałamianiu swoją sztuką ludności tamtych terenów i zazdroszczę im czasami tego. Chciałoby się do Japonii pojechać, zobaczyć jak tam jest i w ogóle wszędzie. Ja uważam, że świat jest wielki i że powinien być dostępny dla wszystkich, żeby móc grać wszędzie.

Tomasz Żąda: Jak dobierasz repertuar na taki koncert chyba dość specjalny jednak mimo wszystko?

fot. Artur Grzanka
Kasia Nosowska: Ja to nie mam w tej chwili specjalnie dość wielkich możliwości zaserwowania czegoś nowego, ponieważ jestem chyba cztery lata po nagraniu ostatniej płyty i grałam już tutaj z solowym składem, tak więc nowości żadnych nie należy się spodziewać, ponieważ one jeszcze po prostu nie są przygotowane, ale jak zakończymy już zamieszanie związane z nową płytą Heya, to myślę, że wreszcie zabiorę się za prace związane z nowym solowym materiałem i wtedy będę mogła pożonglować i zaproponować coś więcej. Tutaj chyba głownie chodzi o to, żeby było dosyć energetycznie i żeby nie przynudzać tym bardziej, że w tekstach bywam - powiedziałabym - mocno przymuszającą istotą inne istoty do refleksji, w związku z tym chodzi o to, żeby nóżka przynajmniej poruszyła się.


Mateusz Augustyniak i Tomasz Żąda (fot. Sławek Orwat)
Tomasz Żąda: A za chwilę kolejni fani polskiej muzyki, jakich spotkałem w Londynie na Buch Festiwalu - założyciele portalu Polski Wzrok.

Mateusz Augustyniak: Jestem Mateusz Augustyniak. W Anglii mieszkam od - straciłem już trochę rachubę - pięciu czy sześciu lat. Pracuję w IT na helpdesku od roku i mam ten swój Polski Wzrok, jako hobby, które jest bardzo przyjemne (śmiech).  Przyjechałem z Krakowa.

Tomasz Żąda: Jakie były twoje początki tutaj w Anglii?

Mateusz Augustyniak: Ciężkie, takie chyba jak wszystkich. Pracowałem wszędzie, gdzie się dało. Pracowałem w browarze, pracowałem w magazynach, raz nawet sprzątałem pod kinem (śmiech). Później znalazłem stałą pracę i jak już ją miałem, udało mi się zrobić jakiś kurs i dzięki temu pracuję teraz w tym, w czym zawsze chciałem.

Ludzie Polskiego Wzroku: Marek Jamroz, Justyna Urbaniak i Red. Naczelny Mateusz Augustyniak (fot. Sławek Orwat)
Tomasz Żąda: Powiedz coś o Polskim Wzroku, bo to - rozumiem - jest taka wasza działalność troszkę hobbystyczna.

Mateusz Augustyniak: Tak, zawsze chciałem w jakiś sposób związać się z muzyką. Gram też trochę na gitarze, a że droga artystyczna jakoś mi nie idzie, więc spróbowałem od innej strony. Dowiedziałem się, że powstaje amatorskie radio, gdzie udało mi się zakręcić i przez kilka miesięcy miałem swoją audycję. Do niczego jednak to nie prowadziło i w końcu stwierdziłem z kolegą, że może założymy bloga o takiej tematyce, bo naprawdę dużo polskich kapel przyjeżdża do Londynu, żeby zagrać dla Polonii, która jest bardzo liczna i nie było jakby jednego kanału, którym te informacje się przedostają. Okazało się, że spotkało się to z bardzo dobrym przyjęciem, a że zawsze interesowałem się komputerami, więc wiedziałem też jak to ugryźć od strony technicznej. Zebrała się wokół tego projektu grupa osób i tak to się kręci do teraz już ponad rok.

Marek Jamroz i Tomasz Żąda (fot. Sławek Orwat)
Marek Jamroz: Dzień dobry, Nazywam się Marek Jamroz i jestem jednym z założycieli portalu - strony internetowej Polski Wzrok. Zajmuję się głównie fotografowaniem na koncertach, a za namową Sławka Orwata zacząłem pisywać także relacje i przeprowadzać wywiady. Przełamałem się jakoś przy wywiadzie z Melą Koteluk, a było to bodajże w kwietniu zeszłego roku. Działalność Polskiego Wzroku to przede wszystkim nagłaśnianie imprez kulturalnych i muzycznych w Wielkiej Brytanii. Głównie chodzi tu o gwiazdy polskie, ale czasem jeśli lubimy coś czy mamy swojego ulubionego wykonawcę, to nie unikamy także podawania wiadomości o jakimś  innym ciekawym wydarzeniu. Staramy się też promować muzyków grających na Wyspach, w tym kapele undergroundowe bardziej lub mniej znane. Staramy się też utrzymywać dobry kontakt z promotorami i pomagamy im nagłaśniać te imprezy, które tu są, żeby jak najwięcej naszych rodaków na Wyspach miało okazję obcować z dobrą muzyka i kulturą. To jest całkowicie niekomercyjna strona, nie mamy żadnych reklam i nie mamy tego w planie przynajmniej na jakiś czas. Chcemy po prostu jakoś spełniać się w tym. Do Wielkiej Brytanii przyleciałem w 2005 roku na trzy miesiące i są to najdłuższe trzy miesiące w moim życiu chyba.

Tomasz Żąda: Na Buch Festiwalu pojawili się również goście z Irlandii

Olimpia Chołuj (fot. Artur Jabba)
Olimpia Chołuj: Nazywam się Olimpia Chołuj. Jestem z Polski i mieszkam w Dublinie od jedenastu lat.

Tomasz Żąda: A wyemigrowałaś... dlaczego?

Olimpia Chołuj: Bo nie miałam pomysłu na siebie po skończeniu studiów. To był główny powód.

Tomasz Żąda: Co studiowałaś?

Olimpia Chołuj: Skończyłam Marketing i Zarządzanie.

Tomasz Żąda: Ale w tej chwili w Dublinie zajmujesz się zupełnie czymś innym?

Olimpia Chołuj (fot. Rafał Piętka)
Olimpia Chołuj: Tak, bo Dublin to jest miejsce, które pozwala realizować marzenia, daje niesamowite możliwości i tak właśnie się stało. Zaczęłam pracować w korporacji. Pracowałam tam przez dobrych 8 lat i w pewnym momencie powiedziałam sobie - rób w życiu to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia i tak zaczęłam przygodę z tymi wspaniałymi rzeczami.

Tomasz Żąda: Czyli co robisz teraz?

Olimpia Chołuj: Uczę salsy, jestem instruktorem narciarstwa, pomagam organizować koncerty naszych polskich artystów w Dublinie, podróżuję, robię to, co kocham.

Olimpia Chołuj (fot. Rafał Piętka)
Tomasz Żąda: Powiedziałaś, że uczysz narciarstwa, ale tak trochę trudno jest mi to sobie wyobrazić w Dublinie.

Olimpia Chołuj: Tak, mamy mnóstwo gór i śnieg (śmiech). Jest to tak zwana bieżnia narciarska, jeśli mogliby sobie państwo wyobrazić dużą bieżnię, po której się biega. Jest ona mniej więcej 8 na 9 metrów, zmienia się jej nachylenie, polewana jest wodą i jest pokryta dywanem. Stoi instruktor, trzyma pilota, włącza tę bieżnię, my się wpinamy w narty i możemy non-stop bez przerwy jeździć ile tylko chcemy.

Tomasz Żąda: Nie marzyłaś nigdy o tym, żeby wrócić do kraju?

Olimpia Chołuj: To jest dość ciężkie. Pewnie, że chciałabym wrócić. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś przyszedłby do mnie i to nie tylko do mnie, ale do większości z nas i powiedział, że jakbym ci zaproponował, że mogłabyś wrócić i dostać 70 procent tego, co masz tutaj, to czy byś wróciła, to ja bym się nie zastanawiała, tylko się spakowała i wróciła. Na tę chwilę niestety wiem, że Polska nie da mi takich niesamowitych możliwości rozwojowych.

Tomasz Żąda: Podczas koncertu Raz, Dwa, Trzy na Buch Festiwalu odbyły się nawet zaręczyny.

Ania i Michał - szczęśliwi narzeczeni (fot. Magdalena Danicka)
Grzegorz Szwałek: Zadzwonił do mnie młody człowiek z pytaniem. Zadał nam pytanie, czy to jest możliwe i myśmy się po prostu zgodzili. Zgodziliśmy się drugi raz w życiu, bo taka sytuacja już raz miała miejsce w Jeleniej Gorze. Tam trochę dłużej to trwało i było wzruszające, bo kolega klęczał, pani weszła i w ogóle. Tutaj kolega się streścił, ale myślę, że było super. Sam się zdecydował, kobieta się zgodziła, powiedział, że to ostatni raz w życiu. Trzymamy kciuki (śmiech).

Michał: Jakieś dwa miesiące temu napisałem maila do chłopaków z Raz, Dwa, Trzy. Oni się zgodzili. Pomyślałem sobie, że jak się nie zgodzą, to napiszę do Maleńczuka, napisze do Voo Voo, napiszę do Dezertera, napiszę do Nosowskiej i ktoś się w końcu zgodzi, chociaż wiem, że Ania najbardziej lubi Raz, Dwa, Trzy i "Talerzyk". Chłopaki jednak od razu się zgodzili i powiedzieli, że nie ma sprawy. Co powiedziałem? Nie wiem. Wyszedłem i powiedziałem, że mam tu pudełko, jesteśmy razem 5 lat i pomyślałem sobie, że nadszedł czas, żeby to jakoś sfinalizować (śmiech).

Szczęśliwy Michał podczas publicznych oświadczyn (fot. Marek Jamroz)
Tomasz Żąda: Jaka była odpowiedź?

Ania: Tak, oczywiście tak. Michał dziś trochę inaczej się zachował niż zwykle. Tego się nie spodziewałam, absolutnie nie.


Krzysztof "Grabaż" Grabowsk (fot. Marek Jamroz)
fot. Monika S. Jakubowska
Tomasz Żąda: Niektórzy artyści podczas Buch Festiwalu byli wyjątkowo zapracowani. W trzech zespołach występował Krzysztof Grabowski. Ty byłeś w dwóch.

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Tak, był jeszcze Krzysztof Grabowski, bo grał na perkusji w Dezerterze, także można powiedzieć, że jest to Festiwal Krzysztofów Grabowskich.

Tomasz Żąda: Wczoraj miałem wrażenie, że jesteście największą gwiazdą tego festiwalu.

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: To nie mnie już oceniać. Ja od dawna unikam tego typu deklaracji, bo uważam, że tyle jesteś wart, ile twój ostatni koncert i to chyba jest najlepszy sposób radzenia sobie z tego rodzaju dylematami.

Tomasz Żąda: Czy kiedykolwiek sam prywatnie myślałeś o emigracji?

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Tak, myślę o tym bardzo często. Wiem nawet, gdzie mógłbym mieszkać. Tyle, że byłyby to nigdy nie kończące się wakacje. Ja żyję, kiedy pracuję. Pracować mogę w Polsce, bo jestem Polakiem, myślę po polsku, ryj mam polski i generalnie jestem nieprzekładalny na inne języki, także tutaj istnieje jakaś sprzeczność między tym, o czym myślę i gdzie chciałbym mieszkać a tym, gdzie przyszło mi żyć. Jest to Polska i niech tak będzie.

Pidżama Porno (fot. Marek Jamroz)
Tomasz Żąda: Często grywacie za granicą?

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Nie. Gramy regularnie na Wyspach, bo Buch dosyć często składa nam propozycje nie do odrzucenia, więc przyjeżdżamy do Londynu. Gramy też w Dublinie, a pod koniec ubiegłego roku testowaliśmy jeszcze Stany. Pierwszy raz w życiu zagrałem w Stanach. Fajnie było.

Tomasz Żąda: Czyj to był pomysł, żebyście zagrali jako obydwa składy?

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Bucha, czyli Tomka Likusa, który jest pomysłodawcą, organizatorem i producentem tego Festiwalu.


Tomasz Likus i Tomasz Żąda raz jeszcze (fot. Artur Jabba)
fot. Monika S. Jakubowska
Tomasz Żąda: Jesteśmy już po Buch Festiwalu. Tomasz Likus jest ze mną. Jak oceniasz wydarzenia ostatnich dwóch dni?

Tomasz Likus: Dzień dobry. Sądzę, że było naprawdę fajnie. Koncerty udane, publiczność zadowolona i ja również. Będzie kontynuacja w przyszłym roku. Jest tylko lekkie zmęczenie materiału, ale zregenerujemy siły (śmiech).

Tomasz Żąda: Jak sądzisz, który z zespołów był przyjęty najcieplej?

Tomasz Likus: Mimo wszystko sądzę, że Pidżama Porno w pierwszy dzień, a w drugi dzień nie widziałem koncertu Strachy Na Lachy, aczkolwiek z relacji moich znajomych Raz, Dwa, Trzy.

Tomasz Żąda: Od kiedy jesteś w Londynie? Opowiedz o swoich początkach tutaj.

fot. Monika S. Jakubowska
Tomasz Likus: W Londynie mieszkam dokładnie od 31 grudnia 1999 roku... oj to jest długa historia (śmiech). Mieszkałem na squotach, kiedyś coś takiego tutaj było. Przez parę lat pracowałem jako kurier na motorze, więc stąd znam Londyn bardzo dobrze i nigdy się tutaj nie zgubię (śmiech). Od 2007 roku przestałem pracować i zacząłem zajmować się tylko i wyłącznie organizowaniem koncertów, które tak naprawdę zacząłem 23 marca 2003 koncertem grupy Kult w legendarnej sali Astoria. Koncert przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania, gdyż oczywiście bilety były wyprzedane na 2 tygodnie przed koncertem, a przed salą pojawił się tak olbrzymi tłum, że  policja zamknęła kawałek ulicy i były małe zamieszki. Byliśmy troszeczkę przerażeni, aczkolwiek sam koncert... było OK i jest co wspominać (śmiech). Agencja koncertowa Buch, którą sobie wymyśliłem, posiada coś takiego jak ramki i poza te ramki nie chciałbym wychodzić. Oczywiście z szacunkiem dla wszystkich innych artystów, którzy tworzą muzykę i sztukę, ale są ramki i poza te ramki nie wykraczam. Oczywiście w tych ramkach mieszczą się grupy, które wystąpiły na festiwalu, grupa Kult, grupa T. Love, nawet zmieściła się Maryla Rodowicz swego czasu. Staram się po prostu - ja to nazywam - robić zespoły, które sam po prostu lubię a dwa, które maja jakiś przekaz muzyczny, przekaz myślowy, żeby człowiek mógł się zastanowić nad tym, co robi w życiu itd. Staram się nie robić tzw. komercyjnej, płytkiej muzyki i tego nie sprzedawać ludziom.

fot. Marek Jamroz
Maria Peszek podczas Dnia Kobiet 2014 (fot. Artur Grzanka)
Tomasz Żąda: Który z koncertów uważasz za swój największy sukces?

Tomasz Likus: Paradoksalnie był to pierwszy koncert Kultu 23 marca 2003 w Londynie, którym zaczęliśmy i przez długi, długi okres czasu był to dla mnie jeden z najlepszych koncertów, ale było ich naprawdę sporo. Były i koncerty Pidżamy Porno, był wspaniały koncert Marysi Peszek, Kasi Nosowskiej, Moniki Brodki, bo kiedyś zrobiłem w jednym dniu Dzień Kobiet i było to dwa lata temu. Fantastyczne koncerty wszystkie trzy. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie tak naprawdę. Bez przyjaciół i bez ludzi, którzy ze mną współpracują przy koncertach, nie byłoby oczywiście agencji Buch i nie byłoby sensu tego robić. Są to wspaniali ludzie, którzy kochają muzykę, pomagają mi przy tym, spełniają się i tworzą naprawdę fantastyczną grupę pozytywnych ludzi.

Tomasz Żąda: A myślałeś kiedykolwiek o powrocie do Polski

Tomasz Likus: Myśleliśmy o powrocie w ciągu dwóch najbliższych lat, a jak będzie, to zobaczymy. Nie wiem jeszcze.

Lao Che (fot. Marek Jamroz)
Tomasz Żąda: To był Tomasz Likus - organizator Buch Festiwalu 2016, jaki odbył się w Londynie pod patronatem Polskiego Radia. I to tyle na dziś. Bardzo dziękuję całej londyńskiej ekipie. Było naprawdę fantastycznie. Nie spodziewałem się tak świetnego przyjęcia. Okazało się, że właściwie chyba cały Londyn słucha Programu Trzeciego. Także miło mi było spędzić te trzy dni tam wraz z ludźmi, którzy naprawdę kochają polską muzykę, tak jak my kochamy ją tu w Trójce. Zofia Kuszewska, Olga Nowińska, Tomasz Żąda. Dziękujemy. Wiadomo już, że za rok na Buch Festiwalu wystąpi Fisz Emade Wagiel, ale także Lao Che. 

Gośćmi Tomasza Żądy byli:
Tomasz Likus - organizator Buch Festiwalu
Piotr Wróbel - Gabinet Looster (gitara i harmonijka)
Adam Szczebel - Gabinet Looster (gitara, wokal, autor tekstów)
Rafał Wrona - Gabinet Looster (gitara basowa)
Robert Wiktorowicz - Gabinet Looster (perkusja)
Bart Kowalski - Gabinet Looster (instr. klawiszowe)
Krzysztof Grabowski - Dezerter (perkusja)
Robert Matera - Dezerter (gitara i wokal)
Jacek Chrzanowski - Dezerter (gitara basowa)
Sławek Orwat - autor bloga Muzyczna Podróż, twórca audycji Polisz Czart
Mick Chwedziak - gitarzysta i wokalista z Londynu
Kasia Nosowska - wokalistka projektu Nosowska oraz grupy Hey
Mateusz Augustyniak - Red. Naczelny i założyciel portalu Polski Wzrok
Marek Jamroz - Fotograf i dziennikarz Polskiego Wzroku
Olimpia Chołuj - Instruktor salsy i narciarstwa z Dublina
Grzegorz Szwałek - Manager i muzyk zespołu Raz, Dwa, Trzy
Krzysztof "Grabaż" Grabowski - wokalista i autor tekstów zespołów Strachy Na Lachy i Pidżama Porno
oraz Ania i Michał - szczęśliwi narzeczeni

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza