czwartek, 25 kwietnia 2019

"Kiedyś było widać, kto naprawdę jest dobry, a kto kopiuje" - z basistą Franka Zappy i The Aynsley Dunbar Retaliation, synem polskiego żołnierza armii gen. Andersa - Alexem Dmochowskim rozmawia Sławek Orwat. Współudział i tłumaczenie: Mark "Bestia" Olbrich

fot. Dominik Witosz
Alex Zygmunt Stanisław “Erroneous” Dmochowski jest synem żołnierza armii gen. Andersa. Alex zaczął być niezwykle poważany w Wielkiej Brytanii od czasów jego gry dla Aynsley Dunbar Retaliation. Byli absolutnie kultowym zespołem bluesowym, a wydane przez nich albumy, które bardzo szybko stały się hitami, do dziś sprzedają się za duże sumy w renomowanych sklepach muzycznych. Cena niektórych z nich dochodzi nawet do 60 funtów! W konsekwencji tej popularności Alex został zaproszony do John Mayall Bluesbrakers, z którym grywał w Anglii, na kontynencie europejskim i w USA. W pewnym momencie Alex dołączył do zespołu Franka Zappy, gdzie grał, nagrywał i tworzył pod pseudonimem Erroneous. Kultowe albumy Franka Zappy jak Waka Jawaka, Hot Rats, Grand Wazoo, Quaudiophiliac i Apostrophe są także produktami geniuszu Alexa Dmochowskiego. Jego praca jest obecna również na albumach The Lost Episodes 1972, 1974, 1996, 2004. Alex Dmochowski grał także z takimi legendami rocka jak brytyjscy pionierzy bluesa - Long John Baldry i Graham Bond, a także stworzył własny zespół, do którego min. należał sam Peter Green (ex. Fleetwood Mac), a także wziął udział w nagraniu albumu Petera Grrena The End of the Game. Wielkość Alexa Dmochowskiego można dodatkowo podkreślić faktem, że jego numer “Warning” został nagrany przez legendarny zespół Black Sabbath na jego debiutanckiej płycie! Z Alexem Dmochowskim rozmawiałem w Londynie nieopodal Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego.

Podział Polski wg paktu Ribbentrop-Mołotow opublikowany w dzienniku Izwiestia 18.09.1939
- Jesteś synem polskiego żołnierza armii gen. Andersa. Twoja mama też była Polką. Jaką posiadasz wiedzę o przeszłości swojej rodziny?

- O ojcu nie wiem za dużo. Rodzice się rozwiedli, a tata potem umarł. Generalnie ci, którzy przeżyli wojnę, nie rozmawiali między sobą zbyt wiele o tym, co się działo. Co wiem o Polskiej historii? To, że Polacy zostali wydymani [to jest chyba najdelikatniejsze tłumaczenie czasownika fucked over - przyp. red.] przez Rosjan i zdradzeni przez Anglię. Takie jest moje myślenie o tym, co się stało. Poza tym… jak może jeden aliant okupować drugiego!? Moja mama, ojciec i siostra (sporo starsza) byli zesłani na Syberię do niewolniczej pracy. Mówili żartem - zostaliśmy “wyzwoleni”. Po dwóch latach wyszli przez Persję. Z tego co mi mówili, była to zasługa Sikorskiego, który wywierał presję na Anglię i w końcu się udało. Mama opowiadała (mieli farmę), że z samego rana ruskie wojsko wywaliło drzwi z okrzykiem: “wstawać i wynocha”. Pozwolili wziąć tylko trochę rzeczy, które można było nieść w rękach i… na Sybir. Zabili psa i wszystkich, których spotkali po drodze do naszej farmy.


- Czujesz się Polakiem?

- Jestem Polakiem wtopionym w Brytyjską kulturę.

fot. Dominik Witosz
- Jednak nigdy jeszcze nie byłeś w ojczyźnie swoich rodziców. Chciałbyś kiedyś odwiedzić Polskę?

- Słyszałem, że jak nie pijesz wódki i nie jesz mięsa, to w Polsce już po tobie (śmiech). Ja już wprawdzie alkoholu nie piję, ale w latach 60-70 było na odwrót. Pamiętam jak "jechało się" na koniaku, brandy lub whisky, a potem był 2-3 dniowy kac. Za to po wódce idziesz spać pijany, wstajesz trochę pijany, ale kaca nie ma (śmiech)!


- W jakich okolicznościach dołączyłeś do zespołu Franka Zappy i jak wspominasz postać tego genialnego artysty?

- Graliśmy kiedyś w Belgii z The Aynsley Dunbar Retaliation, a on akurat tam zapowiadał. W pewnym momencie poprosił o jam z nami i to wtedy zdecydował, że chce z nami współpracować. Frank najpierw zabrał Aynsleya Dunbara. Ja potem byłem w Nowym Jorku i szukałem lepszego układu. Rozmawiałem o tym z Aynsleyem i ten zapytał Franka o mnie.

fot. Dominik Witosz
Zappa powiedział, że jak będę w Los Angeles w styczniu, to chętnie ze mnie skorzysta. Planował tylko nagranie jednego numeru, który nosił roboczy tytuł "Think It Over" ("Przemyśl to sobie") i który na płycie nazywa się "Grand Wazoo". Pierwotnie miała to być piosenka, ale w trakcie pracy zdecydowaliśmy, że będzie to utwór instrumentalny. Bylem w LA w styczniu, a Frank był wtedy w gipsie po tym jak spadł ze sceny, co dla mnie było nawet korzystne, bo nagle z krótkiego pobytu zrobiło się aż sześc miesięcy!


- Muzyka Franka Zappy nie jest łatwa i wymaga od instrumentalistów dużych umiejętności technicznych. Łatwo było ci przejść od bluesa do karkołomnej progresji?

fot. Dominik Witosz
- Zaczęło się od przesłuchania. Album zakładał udział 12 muzyków, a Frank planował grać wszystko z nut. Ja nie czytam zbyt szybko, więc dokładnie mnie przesłuchał, aby upewnić się jak szybko łapię to, co trzeba. Trwało to cały dzień! Pamiętam, że pierwszy numer był na 7/8 (ta da ta da da ta na). Potem przejechał się po mnie na wszystkich riffach. Było ¾, ½ bardzo szybko i nie pozwolił powtarzać. Potem dodał coś na ⅝, a potem… kazał grac mi to wszystko razem bez żadnego wgrania się. Robiło się "ciasno w dupie", ale zagrałem wszystko (śmiech)! Zespół, który się temu wtedy przyglądał, powiedział potem, że byłem w zupełnym transie. Na koniec Frank spytał: “chcesz to grać? Próby raz w tygodniu - stawki związkowe”. To był też jedyny moment, kiedy Frank powiedział mi komplement, co nie było jego bajką. Wychodząc jeszcze o kulach mruknął: “szybko łapiesz”.

- Jak powstała twoja ksywa Erroneous?

- Ta ksywa nie wzięła się z kontraktów - jak niektórzy sądzą - tylko pojawiła się jako alias sceniczny (stage name). Najpierw Frank chciał mnie nazwać Alexis, ale u nas już był Alexis Korner i byłoby głupio. Była też Alexis z "Dynastii" i była tam wiodącą damą, więc nie był to dobry pomysł. W końcu wyszło tak, że Frank czytał jakieś komiksy oparte na Rzymie - myślał zrobić pełny film rysunkowy do płyty - i tam byli tacy bohaterowie jak Victorious, Gregorius, Erroneous. Ja wziąłem sobie Erroneous.


- Twój utwór ”Warning” został nagrany przez Black Sabbath na ich debiutanckiej płycie! Myślę, że to jeden z najważniejszych momentów w twojej karierze. Jak doszło do tej kolaboracji?

fot. Dominik Witosz
- Nie wiem czy - jak niektórzy mówią - Sabbath nie byli pewni swoich kompozycji i dlatego wzięli naszą. Wiem tylko, że “Warning” to był singiel Ainsley Dunbar Retaliation, który oni wzięli i nagrali. Jak tak patrzę na Google, YouTube etc, to jest tam o mnie mnóstwo rzeczy zmyślonych. Na przykład ktoś gdzieś napisał, że na koncercie w Marquee Club grałem tak gwałtownie, że zerwałem trzy struny i skończyłem z jedną. Prawdą jest, że miałem silne palce i czasami trzeba było szarpać mocniej, bo nagłośnienie sceny nie było wtedy takie jak dziś, no i struny tez nie były takie, ale wtedy zerwałem tylko dwie - D & G.


- Stworzyłeś własny zespół, w którym zagrał min. Peter Green.

- Dostałem serię koncertów w słynnym miejscu - Town and Country Club i ktoś potem napisał, że grał tam Peter Green, a ja w jego zespole. Było jednak na odwrót. Nie miałem wtedy swojego zespołu, ale dostałem gig, więc zadzwoniłem po kolegów - w tym po Petera Greena, a on powiedział: “twój zespół - twoja nazwa”. Peter zagrał raz, inni też po razie, w tym John Warley - popularny wtedy sax player.

fot. Dominik Witosz
- Zostałeś też zaproszony do John Mayall Bluesbrakers, z którym grałeś w Anglii, na kontynencie europejskim i w USA. Jak wspominasz postać Johna Mayalla, którego nie tak dawno miałem okazję podziwiać na koncercie w St. Albans, a nawet zrobić z nim krótki wywiad?

- Mayall dwa razy oferował mi członkostwo w czasie Retaliation, ale odmówiłem mu mówiąc, że to honor dla mnie, ale muszę dotrzymać zobowiązań. Dla basisty najważniejszą sprawą jest też dobry pałker, a Aynsley był najlepszy. U Johna był Keith Hartley - nie bardzo.

- A jednak później występowałeś z nim.

- Tak. Zadzwonił kiedyś do mnie nagle jego manager z prośbą, aby następnego dnia zrobić z nimi gig w Niemczech w Nürnbergu, bo ich basista złamał palec. Jakoś doleciałem. Zdążyliśmy dojechać na 10 minut przed wejściem na scenę! Nie znałem nawet materiału, ale wszystko poszło jak się należy. Dali mi nawet zagrać solo, a John powiedział: “You motherf...er I didn’t know you could play like that!!!” Potem kontynuowałem z nimi trasę Niemcy, Francja i jeszcze gdzieś tam. Kilka lat później grałem z nimi też w LA. Żadnych prób. To była dobra szkoła jazdy, bo sam musiałem się połapać jak się gra, bez YouTube i bez szkół muzyki popularniej. Kiedyś było widać, kto naprawdę jest dobry, a kto kopiuje. W moim życiu było zresztą jeszcze sporo ciekawych muzycznych kolaboracji, ale o tym - myślę - jeszcze kiedyś sobie porozmawiamy.


Alex wrócił na stałe do Londynu i obecnie współpracuje z kilkoma wytwórniami płyt jako session-man. 

Autor wywiadu dziękuje Markowi "Bestii" Olbrichowi (którego dzieje życia można znaleźć tutaj) za wszystkie działania, które przyczyniły się do powstania powyższej rozmowy.

Mark "Bestia" Olbrich (fot. Dominik Witosz)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza