czwartek, 3 marca 2016

Gramy razem nawet w myślach - z muzykami londyńskiej grupy Gabinet Looster rozmawia Sławek Orwat

fot. Monika S. Jakubowska / montaż Sławek Orwat
Adam Szczebel - gitara, wokal (fot. Sławek Orwat)
- Skąd pochodzicie?

Adam Szczebel: Pochodzę z Województwa Zachodniopomorskiego z bardzo małej miejscowości, która nazywa się Golenice i liczy sobie około 1000 ludzi. Myślę, że po tych całych zamieszkach imigracyjnych i wyjazdach Polaków do różnych krajów Europy jest ich teraz trochę mniej.

Piotr Wróbel: Ja pochodzę z miejscowości, która nazywa się Czechowice-Dziedzice i która znajduje się na południu Polski.

Robert Wiktorowicz: Z Mrągowa na Mazurach.

Rafał Wrona: Urodziłem się w Mławie, a wychowałem w Lublinie.

Bart Kowalski: Jestem z Tomaszowa Lubelskiego.

- Pochodzicie z najróżniejszych krańców Polski. Można więc śmiało powiedzieć, że Gabinet Looster nigdy by nie powstał, gdyby przez przypadek każdy z was w tym samym czasie nie znalazł się w Londynie. Co jest dla was ważniejszym osiągnięciem imigracyjnym? Wasz status materialny, czy to, że spotkaliście się?

Próba z roku 2012

fot. Monika S. Jakubowska

Piotr Wróbel - gitara, harmonijka (fot. Sławek Orwat)
Adam: Z pewnością to drugie. Przynajmniej dla mnie.

Piotr: To, że spotkaliśmy się, spowodowało, że nasz status materialny znacznie się pogorszył (śmiech)

wszyscy - salwa śmiechu

- "Kiedyś mieliśmy takie studio, w którym było duże lustro. Siedzieliśmy tam dwa dni i rozmyślaliśmy nad nazwą zespołu, żeby odpowiadała każdemu i w pewnym momencie - nie pamiętam już, kto to powiedział - padła nazwa Gabinet Looster, która każdemu się spodobała i tak już zostało". To są słowa Rafała z programu radiowego Polisz Czart, na który zaprosiłem was przed trzema laty do St. Albans. Przypomniałeś już sobie, kto faktycznie jest autorem waszej nazwy?

Rafał: Adam.

fot. Monika S. Jakubowska

Rafał Wrona - bas (fot. Sławek Orwat)
- Adamie, czy oprócz tego słynnego lustra, jakiś udział w waszej nazwie ma twoja urocza dziewczyna Gabi?

Adam: Na początku padła nazwa Loostra, ale pamiętam, że gdy po próbie dojechałem do domu, stwierdziłem, że czegoś tam brakuje i że fajnie byłoby stworzyć jakieś miejsce dla tych Looster i wtedy dodałem Gabinet. Był to faktycznie okres, w którym poznałem swoją dziewczynę Gabi. Ten fakt skojarzyłem tak naprawdę dopiero później, ale strzeliłem wtedy ten „Gabinet” i pamiętam, że od razu napisałem o tym chłopakom.

- Czy tamto lustro, które wisiało w tym waszym pierwszym historycznym studiu, jeszcze istnieje?

Piotr: Wydaje mi się, że ten budynek już nie istnieje, aczkolwiek jak zapewne zauważyłeś w naszym obecnym studio wiszą aż dwa. [rozmowa odbywa się tuż obok sali prób zespołu - przyp.red.]. 

Gabi (od której być może pochodzi fragment nazwy zespołu), Rafał i Robert (fot. Monika S. Jakubowska)

Robert Wiktorowicz - perkusja (fot. Sławek Orwat)
Powiem ci w skrócie, co się stało. Ta salka, w której spotkaliśmy się po raz pierwszy była dla nas dość dużym wyzwaniem, bo spotkaliśmy się tak trochę na ulicy, trochę przez neta i na początku nie mieliśmy gdzie grać. Nie mieliśmy też pojęcia, jak poważnym przedsięwzięciem będzie dla nas ten projekt. Tuż po spotkaniu z Adamem udaliśmy się z "Buzią" [Rafał Wrona - przyp.red] na spotkanie z chłopakiem, którego też znaleźliśmy w Internecie. Gość chciał wynająć studio dlatego, że szukał zespołu do podzielenia się kosztami. Zgodziliśmy się więc na swego rodzaju kontrakt, bo wynajęcie tego studia zobowiązywało nas zapłacenia takiego samego depozytu, jak za mieszkanie. Miesięczne składki wyniosły wtedy jakieś 250/300 funtów. Było to sporo kasy, którą musieliśmy wydać już na początku. Więc zanim zaczęliśmy porządnie grać, wpakowaliśmy się w pełen kontrakt wynajmu pomieszczenia. Świadczy o tym, że tak naprawdę nic nie działo się przypadkowo, wszystko było dokładnie przemyślaną decyzją. Bardzo związaliśmy się z tym miejscem, bo to tam poznawaliśmy się i to tam spędzaliśmy sporo czasu. W pewnym momencie okazało się jednak, że jakiś deweloper kupił ten stary budynek i zdecydował się go zburzyć. Wkrótce został rozebrany i zniknął razem z naszym lustrem.

Próba zespołu (fot. Monika S. Jakubowska)

Bart Kowalski - instr.klawiszowe
(fot. Monika S. Jakubowska)
- Górnolotnie można więc powiedzieć, że jesteście zespołem, który nie ma już swojej ojczyzny?

Piotr: Tak, ale jak widzisz znaleźliśmy sobie nową (śmiech). Po drodze trochę plątaliśmy się, ale na szczęście niezbyt długo.

- Wspominając wasze początki nie sposób nie powiedzieć o Mirku Boguszu. Jadąc kiedyś z Mirkiem jego samochodem na jakiś koncert, rozmawialiśmy o polskich kapelach z Londynu i w pewnym momencie Mirek zadał mi pytanie - a Gabinet Looster znasz? Szczerze odpowiedziałem - nie mam pojęcia co to takiego. Gdzie i kiedy spotkaliście Mirka po raz pierwszy?

Adam: Wydaje mi się, że pierwszy raz spotkałem Mirka w pubie New Cross Inn, gdzie zagraliśmy kilka koncertów.

- W New Cross Inn ja też zobaczyłem was po raz pierwszy.

Adam: Pierwsze spotkanie z Mirkiem musiało się zdarzyć na jednym z naszych wczesnych koncertów. Pamiętam, że po jednym z nich podszedł do mnie człowiek, który powiedział, że znalazł nas w Internecie i że widział kilka filmów, na których gramy i śpiewamy. Powiedział też, że śledzi nas tylko w ten sposób, bo nie posiada innych źródeł, że przebył kawał drogi, żeby zobaczyć nas na koncercie. Wydawało mi się to wtedy jakimś mega kosmosem, że ktoś przemierzył taką drogę, by zobaczyć nasz występ.

Mirek Bogusz - pierwszy Słuchacz Polisz Czart i zarazem pierwszy człowiek,
który spopularyzował Gabinet Looster w mediach (fot. Sławek Orwat)

Tomek "Dziki" Likus - manager
(fot. Sławek Orwat)
- 14 października 2013 podczas wspomnianej audycji powiedziałeś Adamie następujące słowa: "Ten zespól to nie tylko muzyka i to, co tworzymy razem. Jesteśmy zespołem nawet poza zespołem. Gramy razem nawet w myślach. Wszystko to, co wspólnie przeżywamy, prawie zawsze sprowadza się do muzyki. To wszystko cały czas w nas jest i fajnie, że chłopaki nie dają mi odpocząć i cisną, żebym coś robił, chociaż nie zawsze pisanie przychodzi mi z łatwością". Jak udało wam się wypracować w zespole ten klimat twórczej przyjaźni?

Piotr: To wzięło się stąd, że mamy trochę inne spojrzenie na zespół i inne wartości dla nas są ważne. Z jednej strony muzyka jest na piedestale, choć z drugiej jest na drugim planie. Tak naprawdę najważniejsze jest dla nas to, czy rozumiemy siebie wzajemnie i czy potrafimy ze sobą rozmawiać. Jeżeli z tym byłby problem, to nie byłoby sensu grać. Tak do tego zawsze podchodziłem. Ciężko byłoby tworzyć coś razem, jeżeli po pierwsze nie bylibyśmy przyjaciółmi.

Adam: Nawet gdyby okazało się, że ktoś nie daje sobie rady muzycznie, nigdy nie byłoby miejsca na sytuację typu - OK Stary, ty sobie ewidentnie z tym nie radzisz, więc musisz się spakować i zwyczajnie poszukać sobie kolegów gdzie indziej.

Moje pierwsze historyczne spotkanie z Gabinetem Looster w pubie New Cross Inn w roku 2013


Piotr Wróbel (fot. Monika S. Jakubowska)
- Czy jest u was określone jakieś minimum?

Piotr: Nie! Właśnie nie ma u nas żadnego minimum.

Adam: Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że zmieniamy czwartego perkusistę, bo trzech poprzednich nie dawało rady. Zupełnie nie o to chodzi w tym zespole.

Bart: Jako najmłodszy stażem członek zespołu, dostałem dużo czasu i możliwości do wpasowania się. Nie jest tak, że jeśli nie zagrasz jakiegoś dźwięku czysto, to nie nadajesz się do grania. Wiemy, że każdy z nas ma coś do powiedzenia i chcemy to z siebie wydobyć. Tak to czuję.

Adam: Trzeba pamiętać o tym, że każdy z nas jest zupełnie inną osobowością. Mamy wspólny mianownik i hołdujemy podobnym zasadom. Jeśli chodzi o przyjaźń i to, jak ludzie powinni zachowywać się między sobą, to mamy taką bazę, której bardzo się trzymamy i źródło, na którym wszystko opieramy. Jeśli czujemy, że coś zaczyna się szarpać, przede wszystkim staramy się utrzymać tę równowagę.

Banner historycznej audycji Polisz Czart z roku 2013 (fot. Monika S. Jakubowska i archiwum zespołu)
Adam Szczebel (fot. Artur Grzanka)
- Podczas tamtej audycji powiedziałeś Robercie takie słowa: "Piotrek z Rafałem zaczęli tę przygodę, którą z początku oparli na swoim duecie gitarowym. Potem pojawiłem się ja, a potem Adam... Po bliższym zapoznaniu się, wstawaliśmy troszkę ciężko (śmiech)". Jak to faktycznie było z tym "bliższym zapoznawaniem się" i gdzie wyhaczyliście "Białego"?

Robert: Przyjechałem do "Londka" mając 19 lat. Zostawiłem w Polsce zespół i już po trzech miesiącach zaczęło mi już brakować muzyki. W pewnym momencie znalazłem pewną stronkę gdzie dałem ogłoszenie. Po paru dniach zadzwonił niejaki Piotrek Wróbel. Pamiętam, że zaczął opowiadać mi gdzie grał i co widział. Odpowiedziałem „mogę z wami grać, ale musisz po mnie przyjechać”. Bałem się wtedy nawet wsiąść do autobusu, czy pociągu, żeby się nie zgubić. Znałem tylko drogę z domu do pracy i nic więcej. Przyjechali po mnie Piotrek z Rafałem i spotkaliśmy się najpierw przy "Szekspirze" [Shakespeare Inn - przyp.red.] na Sutton, w okolicach którego wówczas mieszkałem.

Koncert dla Nepalu w Battersea (fot. Marek Jamroz)
W oczekiwaniu na jeden z koncertów BUCH-a. Na pierwszym planie Mateusz
Augustyniak - Red. Naczelny Polskiego Wzroku (fot. Marek Jamroz)
- Zanim w zespole pojawił się Robert, Piotr i Rafał, którzy także poznali się przez Internet, byli sobie duetem gitarowym, który nie miał tekstów. Był więc gitarzysta, był basista i teraz przydałby się perkusista, żeby można było już coś zagrać?

Piotr: Nasze pierwsze próby z "Białym" polegały na tym, że grały dwie gitary elektryczne i perkusja. Basu nie było.

Robert: I graliśmy covery: Metallicę, Nirvanę...

Piotr: "Buzia" został zmuszony do gry na basie, a że był w składzie od samego początku, więc na czymś grać musiał.

- Słyszeliście o tym, że o doborze instrumentów w słynnej węgierskiej kapeli Omega zadecydowało losowanie?

Piotr: U nas nie było losowania, tylko przydział (śmiech).


Adam Szczebel z Markiem Jamrozem - dziennikarzem Polskiego Wzroku podczas Przystanku Woodstock 2015
Piotr Wróbel (fot. Monika S. Jakubowska)
Rafał: W sumie dopiero wtedy, gdy doszedł Adam stwierdziliśmy, że ja będę grał na basie, bo Piotrek jest lepszym gitarzystą, więc logiczne było, że on zostaje na gitarze.

- Na początku graliście głównie metal i ciężki rock...

Robert: ...akustycznie.

wszyscy: salwa śmiechu

- "Stworzyliśmy nasz własny styl gabinetowy z połączenia naszych wszystkich gustów muzycznych. 'Milicja' jest kawałkiem bluesowym, 'Kra' podchodzi pod ska, 'Spokojnie' jest miksem, który w ogóle ciężko nazwać i jakoś sami próbowaliśmy odnaleźć się w tym wszystkim" powiedział kiedyś o waszej wczesnej muzyce Piotr. "Gitarowy rock z domieszką reggae i korzenności z elementami dobrej nowej fali z posmakiem folkowym". Tak wasze granie określił natomiast Tomek Wybranowski. Trafił w sedno?


Manager zespołu Tomek "Dziki" Likus i Robert Wiktorowicz (fot. Monika S. Jakubowska)
Gabinet Looster podczas jednego z koncertów Buch IP
(fot. Monika S. Jakubowska)
Piotr: Gdy ktoś nas pyta, jaki rodzaj muzyki gramy, to ciężko jest na to pytanie odpowiedzieć.

Robert: Gabinetowy.

- Ja bym określił wasz rodzaj muzyki, że jest to coś pomiędzy tym, co grają oba zespoły Grabaża, a nurtem reggae/ska.

Robert: Większość porównuje nas do Strachów na Lachy i Pidżamy Porno. Może faktycznie tak jest. Każdy z nas lubi różne stylistyki, od metalu po jazz, od reggae po rock progresywny. Teraz jest nas piątka i tak różne pomysły rodzą się w naszych głowach, że wychodzi z tego coś naprawdę pomieszanego.

fot. Monika S. Jakubowska

Bart Kowalski (fot. Monika S. Jakubowska)
Tomek "Dziki" Likus (manager): Nie chcę twierdzić, że to co gra Gabinet, już było. Na pewno jest to połączenie różnych gatunków i uważam, że chłopaki wypracowali sobie już namiastkę, albo nawet swój własny styl.

Adam: Dokładnie. Staramy się łączyć style, więc nie jest tak, że gramy stricte reggae, bluesa, czy rocka. My to mieszamy. W muzyce, którą dajemy ludziom, usłyszysz kawałek każdego z nas. We fragmentach, które gram i śpiewam, usłyszysz na przykład te bardziej reggae'owe klimaty, natomiast Piotrek dodaje dużo progresji. Piotrek też wrzuca mnóstwo ścieżek basowych.

- "On nas strasznie zainspirował swoją osobowością jeszcze zanim zaczął pisać i troszkę działa jak magnes. Ten zespół nabrał w ogóle sensu w momencie, w którym on dołączył do nas. Najważniejszy jest przekaz, czyli tekst Adama, a my jesteśmy tłem i chcielibyśmy, aby to tło jak najlepiej pasowało do tego, o czym on śpiewa". Tak rok temu Piotr powiedział w Dublinie, a Tomek Wybranowski określi was wtedy jako "Adam i jego metafory oraz pocisk muzycznej miłości".


fot. Marek Jamroz
Rafał Wrona
Adam: Myślę, że Tomka tutaj trochę poniosło z tym „pociskiem miłości”, chociaż dobrze kombinował. Jeśli chodzi o mnie, to jest to takie odpowietrzenie i dlatego jestem chłopakom winien ukłon, i to taki po kolana, za to, że wymusili na mnie, żebym zaczął pisać. Jestem charakterem, który gromadzi w sobie dużo emocji i jeśli nie znalazłbym ujścia, gdzie mogę je wypuścić, to konsekwencje mogłyby być przykre. Muzyka sprawiła, że mogę to wszystko z siebie wykrzyczeć.

- Czy zanim ich spotkałeś, miałeś już jakieś gotowe teksty, czy też wszystkie piosenki Gabinetu Looster powstały dopiero po twoim dołączeniu do zespołu?

Adam: Zanim poznałem chłopaków, tak naprawdę zbierałem informacje. Natomiast kiedy ich poznałem, byłem w stanie to wszystko poskładać i ubrać w słowa.

- Czyli że gdyby nie Gabinet Looster, nie byłoby dziś artysty Adam Szczebel - autor?


"Adam i jego metafory oraz pocisk muzycznej miłości" (fot. Marek Jamroz)
Adam Szczebel (fot. Marek Jamroz)
Adam: Coś tam wcześniej pisałem. Mogłem nawet zrobić taki manewr, że mógłbym to wszystko spisać, wydać tomik wierszy i jarać się nim do końca życia. Ale to nie byłoby dla mnie żadnym rozwiązaniem, bo ja potrzebuję zupełnie innej formy ekspresj.

Robert: Pamiętam, że jak zaczęliśmy robić pierwsze autorskie kawałki, było ciśnienie, żeby Adaś zaczął pisać teksty. Po jakimś czasie Adaś sam powiedział, że nie jest na to gotowy i że zacznie pisać, ale jeszcze tego nie czuje. Dopiero po roku pojawił się pierwszy kawałek "Spokojnie", potem była "Milicja" i wtedy Adaś powiedział... kurde, to jest to! Pamiętam, jak mi się gęba ucieszyła, jak tę "Milicję" żeśmy skończyli. Zaraz potem był "Trzeci", a potem "Wojenka" i tak powoli te wszystkie covery zaczynały znikać z play listy. Pojawiły się następne: "Nie Czas". "Ziemia" i "Kra". Robiliśmy po dwa, trzy nowe kawałki w jednym momencie i to wszystko było bardzo fajne. 

video
 Jeden z koncertów w The Jamm na Brixton
 
Jeden z wielu koncertów w The Jamm (fot. Sławek Orwat)
Piotr Wróbel (fot. Sławek Orwat)
- Skąd wziął się pomysł na grę w pozycji siedzącej?

Piotr: Gitara akustyczna podczas grania, w które wkłada się dużo ekspresji, wymaga siedzenia. Jeżeli śledzisz przeróżne koncerty unplugged, czy też koncerty kapel, które grają muzykę hiszpańską, to zauważysz, że wszyscy gitarzyści siedzą. Tego rodzaju granie nie zostało stworzone do stania. Takie gitary oryginalnie nie mają nawet zapięć do paska. My natomiast mamy taki pomysł, żeby zagrać kiedyś plugged, czyli zagrać taki koncert, że wstaniemy i będziemy grać na elektrykach. Zrobiliśmy to nawet raz na próbie i popłakaliśmy się ze śmiechu (śmiech).

Adam: Pozwól, że odpowiem ci na to pytanie trochę metaforycznie. Nam nie chodzi o to, żeby nas było widać. Nam bardziej chodzi o to, żeby nas było słychać.

- "W pewnym momencie zgraliśmy się i pewne rzeczy zaczęły wychodzić z nas same. Śmiało mogę powiedzieć, że to oni w pewien sposób trochę mnie otworzyli i zaczęliśmy tworzyć razem". To słowa Adama z pamiętnej audycji. Tego, jak otworzyć szampana, aby nie wylać ani jednej kropli, można się nauczyć, ale jak otworzyć Adama Szczebla, to już wasz patent. Uchylicie rąbka tajemnicy?


Jeden z koncertów w Battersea (fot. Sławek Orwat)
Robert Wiktorowicz (fot. Artur Grzanka)
Piotr: Adam obawiał się przynieść swoje teksty na próbę. Bał się, że nie pisze wystarczająco dobrze i w związku z tym wszystko chował do szuflady. Został przez nas przekonany, że ma w końcu te teksty przynieść i spróbować je zaśpiewać. Pamiętam tę próbę, na którą przyniósł "Spokojnie". Wyjął pomiętą kartkę popisaną ołówkiem i powiedział - nie wiem, czy to jest zajebiste, czy do dupy. Powiedzieliśmy mu - spróbuj, zobaczymy. Ciężko cokolwiek jest powiedzieć patrząc na ciebie z pomiętą kartką.

- Skąd brał się u ciebie ten strach?

Adam: Nie wiem. Wiesz... czułem, że jest to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu, taki potężny sprawdzian, przy którym egzamin na prawo jazdy i wszystkie inne ciśnieniowe sprawy są niczym.

- Wcześniej nigdzie nie grałeś?

Adam Szczebel (fot. Marek Jamroz)
Adam i Piotr podczas wywiadu (fot. Monika S. Jakubowska)
Adam: Próbowałem sił w różnych zespołach w Polsce zanim przyjechałem. Tutaj to była zupełnie inna kmina. Znaleźliśmy już z chłopakami wspólny język i bazę muzyczną, na której chcieliśmy się oprzeć. Bałem się rozczarować nie tyle ich, co samego siebie.

Rafał: Zajęło to chwilę, ale jak już Adam otworzył się raz, to już popłynął.

Piotr: Są takie momenty na próbach, że gramy nowe motywy. Wtedy widzimy, że Adamowi już gra coś w głowie.

- Czyli to dzięki wam Adam uwierzył w siebie jako autora tekstów?

Adam: Może nie tyle uwierzyłem w siebie, co moje pisanie dostało nagle sygnał, do wyjścia na światło dzienne. Gdyby nie fakt, że gram z chłopakami, to pewnie dalej bym dziergał słowa i pisał te swoje wiersze do szuflady. Nie byłoby okazji, żeby o tym zwyczajnie powiedzieć światu.

Rafał Wrona (fot. Marek Jamroz)
Piotr i Rafał w Polisz Czart - 2013 (fot. Monika S. Jakubowska)
- Kolejny cytat z Adama: "Mi się wydaje, że to wszystko dzieje się spontanicznie. My niczego nie planujemy tak naprawdę. Spotykamy się, wracamy ze studia i mamy ze sobą instrumenty. Ja zawsze staram się wozić wszystko ze sobą i zawsze jestem na takie sytuacje przygotowany. Robimy to spontanicznie, jesteśmy w autobusie, wyciągamy instrumenty i po prostu zaczynamy grać". Pierwszą rzeczą, o jakiej myśli większość nowo powstających kapel, to - musimy nagrać płytę! Wy mieliście zupełnie inny pomysł na siebie. Zaczęliście od grania na ulicach i górnych pokładach londyńskich autobusów.

Adam: Wiesz dlaczego? Wszyscy czujemy, że najważniejsze jest to, żeby grać, a nie nagrywać. Nagrywanie jest spoko i prędzej czy później musi dojść do skutku, jeśli chcesz funkcjonować w świecie muzycznym. Nam jednak nie o to chodziło.

Adam, Robert, Marek Jamroz i Czapa podczas koncertu dla Nepalu
fot. Monika S. Jakubowska
- A czy przypadkiem nie było tak, że poczuliście nagle zew wolności?

Adam: Cały czas jesteśmy wolni i w tym temacie nic tak naprawdę się nie zmieniło.

Bart: Suma sumarum nagrać w końcu coś trzeba, choćby po to, żeby pokazać ludziom, którzy lubią przychodzić na nasze koncerty inny wymiar zespołu.

- "Mały" - wieloletni legendarny techniczny Kultu, powiedział mi kiedyś, że zna wiele takich zespołów, które jeszcze nigdy nie nagrały nic porządnie, za to na koncertach są zajebiste.

Bart: Dokładnie tak jest. Od początku istnienia muzyki popularnej było tak, że właśnie podczas koncertów zespoły były wychwytywane przez różnych agentów, managerów itd. Z nami było podobnie. Tomek za Sławka namową, zgodził się wypuścić Gabinet przed Strachami i od tego momentu wszystko tak naprawdę się zaczęło.

fot. Monika S. Jakubowska
Robert Wiktorowicz (fot. Artur Grzanka)
- W wywiadzie, jaki zrealizował z wami rok temu Tomek Wybranowski powiedziałeś Adamie, że ulica jest szczera, bo ludzie nie mają tam przymusu sluchania, tylko robią to, bo tego chcą będąc często przecież w pospiechu. Ile razy widzieliście takich zaganianych przechodniów, którzy przebiegając obok was, zatrzymywali się?

Rafał: Bardzo często tak robię. Idziesz sobie ulicą i nagle widzisz dziewczynę nad rzeką, która śpiewa i gra na gitarze. Czy nagle w metrze zobaczysz kogoś grającego, to na pewno przystaniesz, posłuchasz i mimo pośpiechu znajdziesz na to czas.

Adam: Muzyka to emocje. Potężne. Przynajmniej są dla mnie. Nie można dzielić ludzi na takich, siakich i owakich i nie chciałbym nas wkładać w jakieś szuflady. Wydaje mi się, że wszyscy mamy podobne potrzeby i wszyscy mamy wrażliwość na poziomie wspólnym. To, co nam się najbardziej udało to fakt, że śpiewamy i gramy na takich falach, że docieramy do wielu.


fot. Marek Jamroz
fot. Sławek Orwat
- Potwierdzam to, bo podczas waszych występów sam wielokrotnie widziałem wspólnie bawiących się metalowców, regałów, bluesmanów i miłośników piosenek popularnych.

Adam: Myślę - i nie chciałbym tu używać zbyt dużych słów - że wszystko co robimy, robimy szczerze. My nie mamy potrzeby, by odgrywać kogoś, kim nie jesteśmy, bo to w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że wszystko co robimy, robimy naturalnie, robimy szczerze i ludzie właśnie do tego lgną. Dajemy im siebie, a w zamian dostajemy kredyt zaufania na dzień dobry. Wtedy bez problemu wypruwasz z siebie flaki nie chcąc nic w zamian.

- Adam w tamtej audycji poruszył jeszcze jedną kwestię: "Myślę, że dla ludzi jest to jakaś alternatywa, kiedy w tym pędzie życia wsiadają do autobusu zupełnie nie spodziewając się czegoś takiego. Wchodzi nagle paru kolesi, wyciągają instrumenty, zaczynają grać i do tego jeszcze śpiewają po polsku. Dla Anglików to jest nowość". I to jest chyba wasz największy fenomen. Anglicy jak mało który naród nie tolerują piosenek śpiewanych w obcym języku. W Londynie widziałem tylko dwa razy sytuację, że tubylcy byli zasłuchani w takie kawałki. Był to islandzki muzyk Ásgeir i wy. Jak to wyjaśnicie?

Ásgeir

Bart Kowalski (fot. Monika S. Jakubowska)


Rafał Wrona (fot. Monika S. Jakubowska)
Adam: Właśnie o tym mówiłem. Nie jest tak naprawdę ważne, co gramy, ani o czym śpiewamy. To nie ma zupełnie znaczenia. Chodzi o sam sposób, w jaki podajemy naszą muzę.

Robert: Chodzi o wibracje.

Adam: Chodzi o to, że wierzymy w to, o czym śpiewamy. Utożsamiamy się z tym. Ja identyfikuję się z każdym słowem, które pada z moich ust i za każde biorę odpowiedzialność. Naprawdę! To nie jest tak, że coś tam sobie plumkam. Ja gram i śpiewam po coś i myślę, że ludzie to czują. Nie muszą tego rozumieć, bo im wystarczy to, że widzą, że my jesteśmy pochłonięci tą muzyką.

Piotr: Chcesz wiedzieć, jaki był nasz najcięższy koncert? Anglik, który spotkał nas na ulicy i został naszym przyjacielem, niejaki David, zaprosił nas na swoje urodziny. Rozłożył nas na ogródku, żebyśmy zagrali dla jego gości. Przyszła jego najbliższa rodzina, ludzie z pracy itd. 

Piotr Wróbel (fot. Marek Jamroz)

"A wiesz jak jest 'Spokojnie' po angielsku? Easy" (fot. Monika S. Jakubowska)
Była to typowa angielska impreza, a my graliśmy dla nich po polsku. David miał duże obawy, ale jednocześnie był przekonany, że to się uda. Usiedliśmy na zamkniętym małym ogródku a przed nami stała cała jego rodzina i przyjaciele z kieliszkami w rękach, wszyscy wpatrzeni w nas. Później David powiedział mi, że bardzo się bał, że nie każdy odbierze nas tak jak on. Mieliśmy też inną sytuację. Graliśmy pod mostem kawałek "Spokojnie" i nagle zatrzymała się ubrana na sportowo kobieta, która regularnie tamtędy biegała. Powiedziała do mnie - biegam pod tym tunelem już 25 lat i nigdy jeszcze się nie zatrzymałam. Dziś się zatrzymałam, bo muszę wiedzieć, jak nazywa się ten kawałek. Odpowiedziałem, że nazywa się "Spokojnie" (śmiech).

Robert: A wiesz jak jest "Spokojnie" po angielsku? Easy.

wszyscy - salwa śmiechu


Z Gabinetem prywatnie (fot. Monika S. Jakubowska)
Bart Kowalski (fot. Monika S. Jakubowska)
- Dość często dajecie mi sygnały, że nie celujecie w popularność, a czasem wręcz odnoszę wrażenie, że wy tej popularności zwyczajnie się boicie.

Adam: My się już tego nie możemy bać, bo to nie jest ważne tak naprawdę. Najważniejsze jest to, żebyśmy zawsze mogli się spotkać i szczerze pogadać. Najważniejsze jest, żeby relacje między nami były zawsze szczere. Cała ta reszta jest zwykłą codziennością.

- "Unikam śpiewania w języku angielskim, bo nie jest to mój ojczysty język i nie byłbym w stanie wyrazić w nim swoich emocji" powiedział kiedyś Adam. Nigdy nie korciło was, żeby stworzyć anglojęzyczne wersje waszych kawałków choćby tylko na takie okazje, jak wspomniane przez Piotra urodziny Davida?

Adam: Nie korci nas to zupełnie i powiem ci dlaczego. Jakiekolwiek przekładanie z polskiego na angielski tekstów, które napisałem, nie ma zupełnie sensu dla odbiorcy, który nigdy nie był w Polsce i który kompletnie nie zna polskiej kultury.

Adam i Rafał w Battersea (fot. Marek Jamroz)
Rafał i Adam (fot. Monika S. Jakubowska)
- Chcesz powiedzieć, że byłoby to tym samym, gdyby kazać Anglikowi oglądać tłumaczenie takich filmów, jak "Miś", czy Rejs"?

Adam: Taki odbiorca nie wie, czym była komuna i nie ma pojęcia o tym, co dzieje się w Polsce teraz. W ogóle nie widzę sensu tłumaczenia komuś czegoś, co tak naprawdę jest nie tyle nie do przetłumaczenia ile nie do wytłumaczenia.

Piotr: Też na początku myślałem o tym, czy warto to robić i powiem ci, że zaskoczył mnie w końcu syn mojego brata Michał. W trakcie rodzinnej imprezy zaczął ze mną gadać o zespole i powiedział mi coś, co później od razu chłopakom napisałem. Powiedział, że fajnie, że gramy w naszym języku, bo dajemy Anglikom możliwość poznania polskiej kultury muzycznej. Do dziś to zostało moją odpowiedzią na pytanie - dlaczego nie gracie po angielsku? Michał rozwalił mnie tym tekstem, na który sami nie wpadliśmy. Poza tym - zauważyliśmy, że tym, którzy chcą nas słuchać, język wcale nie przeszkadza. Do dziś dobija się do nas babka pochodząca z Afryki, która powiedziała nam, że ona chce być pierwszą, która dostanie naszą płytę, kiedy tylko wyjdzie. Znajomi z Mangoseed (mieszanka ludzi z Australii, Trynidadu i Tobago, Jamajki i Irlandii) mówią o nas - ci goście robią zajebistą muzę. Nigdy nas nie zapytali - dlaczego nie śpiewacie po angielsku? Nikomu nie przeszkadza, że w swoich ojczystych językach śpiewają francuski Zaz [Isabelle Geffroy - przyp. red], hiszpański zespół Héroes del Silencio, islandzki Sigur Rós, czy niemiecki Rammstein.


Koncert Zaz w Londynie - 2015 (fot. Ola Sonik-Okrasa)


Krzysztof "Grabaż" Grabowski (fot. Marek Jamroz)
Bart: Jest też i polska Kapela ze Wsi Warszawa, która nie dość, że gra po polsku, to gra polski folklor. Grają trasy po Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie, graja trasy po Ameryce Południowej, a tydzień później lecą do Tokio. W muzyce jest tak, że nie musisz rozumieć, o czym ktoś śpiewa. Ja szczerze wierzę w to, że przekaz "Milicji" jest zrozumiały dla wszystkich, nawet jeżeli jest śpiewana po polsku.

- "W pewnym sensie wychowałem się na Pidżamie, dużo słuchałem Pidżamy i tak naprawdę zakochałem się w tej muzyce, jak tylko pierwszy raz ją usłyszałem. Wszystkie imprezy, jakie w życiu przeżyłem z gitara w ręku pełne były coverów Pidżamy i chyba te próby naśladowanie Pidżamy pewnie we mnie gdzieś tam zostały" powiedział kiedyś Adam. Istnieje w środowisku pogląd, że Adam posiada barwę głosu uderzająco podobną do Grabaża. Mam też pewien pogląd własny. Jesteście według mnie zespołem, który przy braku nowych tekstów Grabaża jako jedyny ma realną szansę na zdobycie publiki, która złakniona nowych piosenek, może w waszych utworach odnaleźć swoją ulubioną poetykę.


fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
Piotr: Gdy spotkaliśmy się pierwszy raz i Adam zaczął śpiewać, to miałem podobne wrażenie. Rozumiem, że takie odczucie może mieć wielu ludzi i tego nie da się zmienić. Adam zresztą nie ukrywa faktu, że wychował się na Pidżamie. Ja natomiast poszedłem bardziej w muzykę amerykańską i w punka, a później jeszcze w progresję. "Buzia" lubi inne klimaty, "Biały" też słucha czegoś innego.

- Mi nie tyle nawet o barwę chodzi, ile o Adama poetykę.

Tomek: Ludzie mają prawo szufladkować sobie każdego jak chcą. Mogą porównywać was do Kultu, do Pidżamy Porno i innych. Takie jest prawo publiki.

Adam: Tak będzie zawsze i tego nie unikniemy. Ludzie zawsze gdzieś nas wrzucią i nic złego w tym nie ma. Powiem ci taką ciekawostkę. Było kilka takich grubych akcji na próbach i chłopaki na pewno o tym pamiętają. Robiliśmy jakiś nowy numer, zaczynaliśmy i nagle padało takie - ej, ej, to jest Pidżama! Świadomie wyrzuciliśmy parę fajnych rzeczy z niektórych kawałków, żebyśmy my sami nie czuli się z tym źle!

Gabinet Looster z Kozakiem (fot. Monika S. Jakubowska)
Piotr: Nam zawsze będzie ciężko wyzbyć się Kultu czy Pidżamy, bo my jesteśmy od lat z tym osłuchani.

Adam: Czerpiemy inspiracje z innych zespołów, jednak to wszystko, co słyszysz, to jednak my. Mamy ten bagaż, musimy na czymś budować tę muzykę i byłoby zwyczajnym kłamstwem, gdybyśmy powiedzieli, że wszystko co robimy, jest oryginalne, z kosmosu i że żaden zespół nie ma na nas wpływu. Tak nie jest.

- Powiedziałeś kiedyś Adamie, że całe życie coś tam pisałeś i większość tych tekstów nie ujrzała światła dziennego. Ile takich zapisków zawiera twoja szuflada i czy znalazłyby się takie, które ciągle jeszcze nie straciły na aktualności?

Adam: Zdziwisz się może, bo tak naprawdę napisałem w życiu niewiele. Kilka wierszy, bo zainspirowały mnie czasami tylko pojedyncze frazy, albo wyrazy. Jestem gościem, który kompletuje słowa i który nie do końca potrzebuje całości, żeby ułożyć tekst. Tak naprawdę wystarczy mi jedno zdanie, czasami myśl, żeby ułożyć z tego tekst.

fot. Monika S. Jakubowska
Rafał: Często jest tak, że kiedy gramy jakiś nowy kawałek, Adam podchwytuje jakiś pojedynczy wers, po czym wraca do domu i pisze tekst.

Bart: Dokładnie tak było z "Pajęczynami". Gdy zaczęliśmy robić szkielet tego numeru, Adam wrzucił tekst „pajęczyny na ustach”. Cały tekst później został zbudowany właśnie na tej frazie.

Adam: Kiedy pisałem ten tekst, oglądałem dokument o Michaelu Jacksonie. Był tam motyw o tym, jak ludzie go stłamsili i zniszczyli. Był fenomenem, którego nikt nie mógł ogarnąć. Poczułem, że o tym trzeba napisać tekst.

- Wasza muzyczna przygoda dzieli się w zasadzie na dwa etapy: przedBUCH-wy i wyBUCH-owy (śmiech) Co dzięki Tomkowi zmieniło się w waszym życiu artystycznym?

Robert: Połączyła nas chemia.

wszyscy: salwa śmiechu

Z "Dzikim" szczerze o Gabinecie (fot. Monika S. Jakubowska
"Połączyła nas chemia" (fot. Monika S. Jakubowska)
Adam: Wszystko! Mam w nim zajebistego kumpla. Co ciekawe, do Tomka ustawiła się kolejka naprawdę dobrych kapel z Polski i stąd, a my w tej kolejce nigdy nie staliśmy.

Tomek: A ja, bardzo szarmancko, wszystkim podziękowałem (śmiech).

- Tomku, jak oceniasz swój czas z Gabinetem Looster i co zmieniło się w twoim życiu dzięki tym ludziom?

Tomek: Jestem bardzo szczęśliwy, że poznałem chłopaków. Pomijając już to, co graja, pomijając dobre teksty i dobrą muzę, przede wszystkim są dobrymi ludźmi, z których płynie pozytywna energia. I jak z takimi ludźmi czegoś nie robić? A co się zmieniło? Dużo się zmieniło. Mam nadzieję, że w tym roku nagrają świetną płytę, a potem będziemy zastanawiać się, jak ją wydać. A poza tym skoro pytasz o management, to u nas to tak nie funkcjonuje...

Piotr: My z "Dzikim" dzielimy się przepisami do gotowania.

fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
Adam: Myślę, że Tomek idealnie zajarzył filozofię zespołu. Od samego początku zrozumiał, że jesteśmy - i nie boję się użyć tego słowa - laikami, ale coś fajnego potrafimy zagrać.

- O was w środowisku mówi się wprost, że jesteście instrumentalistami takimi sobie...

Adam i Piotr: ...bo tak jest...

- ...ale razem tworzycie coś genialnego!

Adam: I o to chodzi! Powiem ci, że dobry zespół to nie są to pojedynczy, mega fajni i wyuczeni artyści. To grupa ludzi, którzy są ze sobą i są razem w muzyce, którą grają dobrze się w niej czują. Mogą być przeciętnymi gitarzystami i mieć przeciętny wokal. Takich przykładów na polskiej scenie jest masa.

fot. Monika S. Jakubowska
Bartek (fot. Monika S. Jakubowska)
Bart: Zawsze uważałem Pink Floydów za niesamowite zjawisko. Tworzyli muzykę, której normalny człowiek nie był w stanie stworzyć. Wtedy ktoś mi kiedyś powiedział, że każdy z nich osobno nie gra nic wyjątkowego. Dopiero kiedy złożysz ich razem, to wychodzi z nich geniusz. W związku z tym zacząłem Pink Floydów słuchać analitycznie i rzeczywiście - każdy z tych instrumentalistów nie robił nic wyjątkowego. Żaden nie był wirtuozem, ale razem robili takie rzeczy, jakich nie zrobił nikt wcześniej.

- W pamiętnej rozmowie w Dublinie, Tomek Wybranowski podkreślił, że istotą waszej muzyki jest znaczenie przekazu, czyli tego, o czym współczesne zespoły najczęściej zapominają. "Ma być miło przyjemnie i ma być muzyka po której nie ma refleksji". Od lat w naszych programach idziemy z Tomkiem pod prąd i z uporem gramy muzykę, która jest o czymś. Czy wy też czujecie, że być może właśnie teraz nadszedł TEN moment, aby muzyka z przekazem, podobnie jak na początku lat 80' ponownie trafiła "pod strzechy"? Adam powiedział kiedyś znamienne słowa - zależy nam na mądrej publice.

Tomasz Wybranowski (fot. Tomasz Szustek)
Rafał (fot. Monika S. Jakubowska)
Adam: Dobrze, że o tym mówisz. Kwestia ambitnej muzy jest bardzo elastycznym pojęciem. Ambitna muza to jest to coś w pewnym sensie wirtualnego, z trudem można do niej coś obiektywnie kwalifikować. Z muzą jest tak, że dzieli się na dobrą i słabą. Mam nadzieję, że to, co my robimy jest postrzegane przynajmniej jako klasa średnia. Są na świecie ludzie bardziej kumaci i mniej kumaci, jest dobro i zło, jest dzień i noc. Wiem, że są to banalne porównania, ale podobnie jest z muzyką. Nie doszukiwałbym się tutaj żadnej filozofii, bo dla wszystkich jest miejsce. Są kapele słabsze i lepsze. Poza tym sama idea undergroundu w moim rozumieniu jest taka, że underground nie powinien być na piedestale.

- Chcieliście - bo takie było wasze założenie - żeby wasza debiutancka płyta została nagrana jak najbardziej surowo, bez żadnych upiększeń i ozdobników. Potem okazało się jednak, że potraktowaliście ten materiał jako wersję demo, a pierwsza oficjalna płyta zostanie nagrana dopiero w marcu. Jaki to będzie krążek, kiedy się ukaże i jak wyobrażacie sobie jego produkcję?


fot. Monika S. Jakubowska
Piotr (fot. Monika S. Jakubowska)
Adam: Po wysłuchaniu nagrania napisałem dość długi list do chłopaków o tym, że materiał jest słaby i wszystko odbywało się w porozumieniu z nimi, a przede wszystkim z Tomkiem. Ludzie, którzy tego słuchali, twierdzili że materiał jest spoko, ale nie jest to materiał na płytę i ja na dzień dobry z tym się pogodziłem. Nie udało się też niestety nagrać wszystkiego. Nie będę już tu zgłębiał dlaczego tak się stało, ale stwierdziliśmy, że to co nagraliśmy, będzie materiałem demo, który pozwoli ludziom usłyszeć nas w lepszej jakości.

- Czy w nowych nagraniach aranżacyjnie coś się zmieni?

Adam: Zmieni się dużo. Sama postać Bartka, który dołączył do zespołu jest dość sporą zmianą...

Robert: Tak naprawdę to nie powinniśmy dziś zbyt wiele mówić o tym, co będzie na tej płycie. Wszyscy dowiedzą się o szczegółach wtedy, kiedy już ją nagramy i kiedy sami będą mogli jej posłuchać i ocenić. Nam Podoba się już teraz i możemy o tym mówić różne rzeczy, ale poczekajmy, aż wszystko będzie gotowe.


Adam (fot. Artur Grzanka)
Rafał (fot. Artur Grzanka)
Adam: Jeśli uda nam się wszystko zarejestrować w takiej jakości, w jakiej gramy to u nas w studio, to będzie to mega sukces.

Bart: Na temat dema dodam tylko, że chłopaki skupili się głównie na tym, żeby wszystko nagrać dobrze technicznie. Przez to zgubiła się cała energia, którą widać na koncertach. Właśnie to będzie główną różnicą pomiędzy demem, a płytą. Stąd decyzja o nagraniu wszystkiego na żywca.

- Czyli, że wszystko będzie nagrywane "na setkę"?

Bart: Tak, gramy wszyscy razem. Chodzi o to, żeby złapać energię, jaka jest w tej muzyce, a nie o to, żeby było wszystko ładne i wypieszczone.

Adam: Gabinet nie jest kapelą studyjną i o wiele bardziej sprawdzamy się na żywo. Przez to demo nie mogłem długo zasnąć. Analizowałem je i w końcu napisałem reszcie, że sorry, ale nas stać na wiele więcej.

Piotr (fot. Monika S. Jakubowska)
Bartek (fot. Monika S. Jakubowska)
Robert: I nie było żadnego sprzeciwu.

- Co do brzmienia zespołu wniósł Bartek i czy dokonały się jakieś istotne zmiany po jego dołączeniu do składu?

Bart: Może nie zabrzmi to skromnie, ale odnoszę wrażenie, że jestem takim katalizatorem, którego Gabinet potrzebował do jeszcze większego otwarcia się na pewne tematy muzyczne i dźwiękowe. Uważam, że tak naprawdę nie zmieniło się wiele. Zespół zyskał dodatkową gałąź wyrazu, dzięki czemu to, co mieli dotąd do powiedzenia, mogą przekazać w nowy sposób.

- Jak to jest, kiedy człowiek niejako znikąd trafia nagle do najpopularniejszego polskiego zespołu w Wielkiej Brytanii i do tego staje przed wyzwaniem zagrania swojego pierwszego koncertu na tak ogromnym wydarzeniu jakim jest Buch Fest przed takimi gwiazdami jak Dezerter, Nosowska czy Pidżama Porno?  

 
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
Bart: Niskie ukłony chłopakom za to, że obdarzyli mnie zaufaniem. Poza tym, sam sposób, w jaki znalazłem się w zespole... Pamiętam po koncercie Kultu w Manchesterze rozmawialiśmy o muzyce i w pewnym momencie Piotrek zapytał - "A może chciałbyś grać z nami?" Odpowiedziałem - "Stary, ale ty przecież nawet nie wiesz, jak ja gram!", na co on - "Ale to nie o to chodzi. Wydajesz się fajnym facetem i chciałbym, żebyś z nami spróbował coś zrobić" . Na tym właśnie polega fenomen Gabinetu, że nie jest to kwestia tego, czy ktoś jest mega super muzykiem, albo czy ktoś osiągnął to czy tamto w sferze muzycznej. Zostałem członkiem zespołu tylko dlatego, że mnie polubili i zaprosili do współpracy.

Bart i Kropka (fot. Marek Jamroz)
fot. Monika S. Jakubowska
Adam: Przyznam, że od początku strasznie się bałem...

Rafał: ...ja też się bałem...

Adam: ...bałem się, że nastąpią jakieś diametralne zmiany i że wywrócimy zespół do góry nogami. Z drugiej strony miałem świadomość tego, że ja w tym kolektywie jednak mam coś do powiedzenia i że nie dopuszczę do tego, żeby zespół wyłożył się na plecy tylko dlatego, że wpadł jakiś gość i miesza coś na klawiszach. Bałem się bardzo. Przez trzy lata byliśmy we czwórkę i nagle wpada ktoś i próbujemy się do tego faktu dostosować. Mamy już zrobiony jakiś materiał i nagle uczymy się wszystkiego od nowa. Nie ma czegoś takiego, że przychodzi Bartek na próbę, a my mówimy - "Ej Stary, słuchaj, ucz się, graj i pamiętaj, że to jest Gabinet", tylko jest - OK, to zagrajmy jeden kawałek, drugi, trzeci, spróbuj coś z tym zrobić, a jak się nie da, to popróbujemy inaczej. Próbujemy otworzyć Bartkowi takie pole, w którym on może się swobodnie poczuć. Nie chcemy robić żadnej akcji typu, że ciśniemy na coś, z czym Bartek ma zaistnieć. Nie o to nam chodzi. Chcemy, by zwyczajnie odnalazł siebie w tym, co my robimy. Mamy ten pomysł już gotowy, mamy siebie, mamy Gabinet i chodzi o to, żeby Bartek w tym wszystkim spróbował się odnaleźć.

fot. Monika S. Jakubowska
Adam (fot. Monika S. Jakubowska)
Bart: Z jednej strony to było trudne. Tak naprawdę jest to zespół, który już 4 lata ze sobą gra, jest to zespół który zagrał już kilka fajnych koncertów i który w środowisku jest postrzegany jako bardzo zgrany kolektyw. Z drugiej strony jest trochę łatwiej (śmiech), bo nie musisz przechodzić już tej całej drogi, którą oni przeszli beze mnie.

- Nomen omen, nie musisz wspinać się - sorry Adam - po szczeblach (śmiech). 

Bart: Dokładnie. Wszedłem do już rozwiniętego zespołu i moja rola w tym wszystkim jest taka, żeby niczego nie zepsuć, a dodać coś swojego tak, by było to jak najlepsze. Z jednej strony jest to duże ułatwienie, a z drugiej strony jest trudnym doświadczeniem. Każdy dźwięk, który zagram, może być odebrany jako zepsucie, tego, co już wcześniej razem stworzyli.

- Chciałbym teraz zatrzymać się Adamie na twoich tekstach. W "Krótkiej piosence o wojnie" śpiewasz:
"To, co jest ci dane
Człowieczeństwem zwane
Obrócone w proch i pył
Ten pył wchodzi mi do żył"

fot. Monika S. Jakubowska
Twoje teksty rzeczywiście wchodzą ci do żył i wyraźnie to słychać w tym, jak je interpretujesz i jaka towarzyszy ci podczas koncertu ekspresja. Jednym słowem jesteś w moim odczuciu człowiekiem niezwykle empatycznym.


Hej kolego w czarnej sukni
Popatrz goście twoi smutni
A ja skulony w środku struty
Ty do nieba masz na skróty

Hej kolego w garniturze
Znowu rozpętałeś burze
Ten deszcz nie zmyje brudu z rąk
Twoja władza jest jak trąd

Hej koledzy mundurowi
A czy już dla was nie ma żadnych granic
Hej koledzy mundurowi
Ludzi macie za nic!

fot. Monika S. Jakubowska
"Megafony" to w mojej opinii jeden z najlepszych tekstów w historii całej polskiej muzyki rockowej, Jest to numer, który nie zostawia suchej nitki na wszystkich możliwych grupach "trzymające władzę" i kiedy wydawało się, że jest to już tak skrajnie zaangażowany politycznie tekst, że bardziej się u ciebie już nie da, ty nagle napisałeś "Łezkę", po której Gabinet Looster już nigdy nie będzie taki, jak dawniej. 

 
Gdybym miał naboje
To bym strzelał
Ale że ich nie mam
To wszystko wam wyśpiewam

Od lat ilu nie pamiętam
Ciągle ta sama śpiewka
Poszarpana przez historie
Biało-czerwona chorągiewka

Dlaczego wciąż pielęgnujecie drzewo
Pełne kolców i schorzeń?
Kiedy żaden z was nie widzi
Skąd wyrasta korzeń

Pęka na pól okrągły stół
Upada berliński mur
Wojny na słowa wygrane
Ćwierć wieku zmarnowane

Tak tęsknie za Tobą
I kogo bym nie spotkał
Mówią żeś ciężko chora
Nowotwór cię zjada od środka

Z każdym dniem słabniesz
W żyły pompując chemie
Na nic to kiedy przerzuty są
Na młode pokolenie

A ja patrzę Ci w oczy bezsilnie
I pytam się wszystkich was
Ile samolotów musi spaść
Żebyście przestali kraść

Leci mi łza leci łezka
Patrzę jak się szmaci
Biało-czerwona chorągiewka
Leci mi łza leci łezka
Ciągnie mnie na dno
Sprzedajna kurewka

fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
Adamie, z człowieka, który zawsze pisał znakomite teksty, "Łezką wyrosłeś mi nagle na barda, który idzie w kierunku Jacka Kaczmarskiego.

Adam: Nie wiem... Wszystko piszę pod wpływem emocji. Tematyka moich tekstów zawsze jest odbiciem tego, co widzę. Dość pilnie obserwuję środowisko, w którym się znajduję. Bardzo utożsamiam się z miejscem, w którym spędziłem 25 lat czyli z Polską. Mnóstwo ludzi może mi zarzucić: co koleś, który od 10 lat mieszka w Anglii może powiedzieć o Polsce? Jednak to do końca tak nie jest. Ćwierć wieku tam spędziłem, niejedno widziałem i słyszałem. Na bazie tamtych doświadczeń piszę teksty. Jednocześnie cały czas staram się mieć oczy otwarte na to, co się tam dzieje obecnie, chociaż unikam mediów. Nie oglądam telewizji, nie słucham radia i stronię od informacji, jednak to wszystko i tak gdzieś tam do mnie dociera. 

 
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
- Czesław Niemen śpiewał kiedyś - "A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem", ty natomiast powiadasz, że słowami ranimy siebie jak bombami. Skoro w miejsce noża pojawiły się bomby, to w stosunku do sytuacji z lat 60' dziś ewidentnie możemy mówić już o masowości ofiar zakłamanych lub agresywnych słów. O kompletnej ignorancji zaangażowanych społecznie artystów przez polityków opowiadał mi Kazik Staszewski. Jaka więc według ciebie jest dziś rola barda i czy tacy poeci wyzwolenia, jak ty mają dziś szansę swoimi słowami coś wymóc na możnych tego świata?

Adam: Nie mam takiej władzy, żeby obrócić wszystko do góry nogami i poukładać świat po swojemu. Tak się zwyczajnie nie da. Jedyną rzeczą, którą mogę dziś robić, to śpiewać o tym, co nie do końca mi się podoba. Ale czy jestem w stanie coś zmienić? Nie wydaje mi się. Mam jedynie nadzieję, że jestem w stanie ruszyć coś w świadomości ludzi, że dzięki moim tekstom mogą zmienić poglądy na pewne sprawy. 

fot. Marek Jamroz
fot. Artur Grzanka
Podam ci pewien przykład. Miałem kiedyś przepychankę słowną z moją siostrą. Taki zwyczajny banał. Rozmawialiśmy na temat spotkanego na ulicy gościa, który źle się zachowywał. Wyrzucał śmieci obok śmietnika, chociaż miał go na wyciągnięcie ręki. Siostra mówi - to jest normalne, ludzie się tak po prostu zachowują, a ja jej na to, że to nie jest normalne i do takiego gościa trzeba zwyczajnie podejść i powiedzieć mu - ej stary, robisz źle. Wywiązała się z tego dyskusja, której nie było końca. Była spina, gdzie ja za wszelką cenę chciałem dowieść tego, że nie można cały czas odwracać głowy i przymykać oczu. Trzeba stale przypominać o tym, jacy powinniśmy być.

- Wiesz dlaczego to twoje społeczne zaangażowanie w tekstach tak mnie zachwyca? Bo ja na takiego barda jak ty Adamie czekałem od lat. Zniknęli już tego typu artyści w polskiej muzyce rockowej, a co jest najsmutniejsze, zabrakło ich w czasach, kiedy są najbardziej potrzebni! Grabaż nic nowego nie napisał już od kilku lat, Kazik złagodniał, Ciechowski nie żyje. Prawie nikt dziś już nie pisze takich słów jak ty. Śpiewasz wyjątkowo odważne słowa, jak chociażby te z utworu "Niewola", gdzie mówisz o zatrważającej alienacji młodzieży i bijesz na alarm w temacie źle pojętej wolności:


"Dzień i noc powstają między nami ściany
I niepokojące zmiany
Sztuka tworzenia w złych rękach
Prowadzi do zniszczenia
Popatrz sam na ten chłam, który połykają dzieci
Czy to prawdziwa wolność jest
Czy zaplątana w sieci"

fot. Marek Jamroz
fot. Monika S. Jakubowska
Komu według ciebie zależy dziś na ogłupianiu młodych umysłów i sprowadzaniu ich do będącej na usługach wielkich korporacji bezmyślnej masy niewolników jedynie słusznego globalnego systemu?

Adam: Wszystkim tym, którym zwyczajnie zależy, żeby robić "siano". Tym, którzy czerpią korzyści finansowe, a zupełnie nie myślą o tym, co jest ważne w życiu i co tak naprawdę ważne jest w nas – w ludziach. Ale powiem ci ciekawostkę - niczego nie odkryłem. Ludzie zawsze się wyrzynali i zawsze podkładali sobie kosy pod gardło, tylko po to, żeby zdobyć talary, złoto i inne dobra.

- Teraz będzie mała zagadka: Czyje to słowa?


Co zrobiliśmy Światu?
Spójrz, co zrobiliśmy
Co się stało z tym całym pokojem,
który przyrzekłeś swemu jedynemu synowi?
Co się stało z kwitnącymi polami?
Czy jest jeszcze czas?
Co się stało ze wszystkimi marzeniami,
o których mówiłeś, że są twoje i moje?

A teraz Gabinet Looster w kawałku  "Ziemia":


Fałszywe dobro w górę nie wzleci
Zginie w zamieci ta fabryka śmieci
Ludzie jak szczury wychodzą z nory
Jak wchodzisz do nory to ściągaj buciory
Potwory władają tym światem
Sami są sędzią, sami są katem
A najgorzej jest do wszystkiego tego
Kiedy zjebane ego dopina swego

fot. Marek Jamroz
fot. Marek Jamroz
Ten pierwszy fragment to tłumaczenie "Earth Song" Michaela Jacksona. Dostrzegacie podobieństwo?
 
Adam: I tu masz kolejny dowód na to, że nie odkryłem Ameryki!

- Jak myślicie, czy ludzie są jeszcze w stanie uratować Ziemię przed... człowiekiem?

Adam: Nie.

- Jesteś pesymistą?

Adam: Nie jestem pesymistą. Jestem realistą.

Bart: A ja jestem optymistą i mam wrażenie, że coraz więcej ludzi budzi się z letargu. Być może bardziej chcę w to wierzyć, niż tak rzeczywiście jest, ale tak wolę żyć.

Adam: Wzniosę za to toast z tobą, ale moim zdaniem jest naprawdę za późno. Ludzie się budzą, ale pewne sprawy zabrnęły już za daleko, zapędziliśmy się w tym wszystkim.

fot. Marek Jamroz
fot. Monika S. Jakubowska
- W polskiej muzyce rockowej, którą od lat otrzymuję w mailach i którą odnajduję na płytach większość tekstów jest bardzo średnia, część z nich jest wręcz słaba i raz na jakiś czas zdarzy się perełka,  pokroju "Było" szczecińskiej Curcumy. Uwierzcie mi, że moc rażenia tekstów Adama jest tak ogromna, że przy dobrej promocji jesteście w stanie jeszcze w tym roku spowodować niemałe zamieszanie w polskim show biznesie.

Tomek: Wiem, że Sławek może mieć rację, bo identyczne opinie zbieram od muzyków, przed którymi graliście. Najczęstsza z nich brzmi: - Czemu wy tego k... nie gracie w Polsce!?

- Pozwólcie, że na koniec zamiast pytania wygłoszę oświadczenie (śmiech). Podczas wspomnianego programu radiowego z roku 2013, zażartowałem sobie, że jeśli w takim tempie będziecie się rozwijać, to za rok, półtora możecie otrzymać nominację do London Music Awards. Wówczas wszedł mi w zdanie Robert, który powiedział - tam to raczej nie, ale w Opolu na pewno zagramy. Drogi Robercie, jeśli wypowiedziałeś wtedy słowa prorocze, obiecuję przy świadkach, że stawiam ci piwo. 


fot. Marek Jamroz




Z zespołem Gabinet Looster w składzie:

Adam Szczebel - gitara, wokal
Piotr Wróbel - gitara
Robert Wiktorowicz - perkusja
Rafał Wrona - gitara basowa
Bart Kowalski - instrumenty klawiszowe
Tomek "Dziki" Likus - manager

rozmawiał
Sławek Orwat

fot. Sławek Orwat
Autor dziękuje całemu Zespołowi za współpracę w redakcji powyższego materiału, a w szczególności Bartkowi i Monice S. Jakubowskiej. Dziękuję również całemu Zespołowi za wszystkie lata, podczas których wspólnie dojrzewaliśmy. Tomkowi Likusowi dziękuję za wielokrotnie okazywaną mi życzliwość. Mirkowi Boguszowi dziękuję za to, że Gabinet Looster stał się częścią mojego życia. Wszystkim wymienionym dziękuję za Przyjaźń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz