sobota, 14 marca 2015

Marek Jamroz - Hanys z aparatem

Mógłbym zacząć od zdania, że muzyka była u mnie w domu od zawsze. Owszem była, ale zawsze gdzieś w tle. Rodzice nie kupowali płyt, tylko słuchali radia, a to co muzycznego działo się w pokoju mojej starszej siostry, było dla mnie tajemnicą, gdyż jako smark nie miałem tam wstępu. Na szczęście, choć dorastałem w typowo śląskiej rodzinie, moi rodzice nie katowali mnie słuchaniem jakże popularnych wśród sąsiadów, niemieckich szlagierów i tyrolskich polek. Pierwsze utwory jakie pamiętam to "bezpieczne" , zatwierdzone przez ekipę trzymającą władzę w PRL piosenki z niedzielnego Koncertu Życzeń takich wykonawców jak Irena Jarocka, Urszula Sipińska Jerzy Połomski i nieśmiertelna Mireille Mathieu z przebojem (o zgrozo po niemiecku !) Santa Maria.

Nie będę pisał o Fasolkach i śpiewającym Zającu Poziomce, bo każdy w moim wieku przeżył tę traumę, więc przejdę do pierwszych moich fascynacji "dorosłą" muzyką, a była nią twórczość Jeana Michelle Jarre'a, legendarnego francuskiego instrumentalisty. Jak to się stało? Ano w końcu dostałem się kiedyś do pokoju siostry i tam usłyszałem Equinoxe, fascynująca muzyka i moim zdaniem świeża po dziś dzień. Oprócz czarodzieja z Francji pamiętam jeszcze Marka Bilińskiego,The Beatles i Andreasa Vollenweidera wirtuoza harfy.

Zawsze byłem wzrokowcem [no i jak miał nie trafić do Polskiego Wzroku - przyp autora] i często teledyski decydowały o tym, jak głęboko muzyka kotwiczyła mi w głowie. Prezentowane Przez Krzysztofa Szewczyka w programie Jarmark klipy "Money for Nothing" Straitsów, "Take on Me" A-HA wbijały mnie w fotel. Jakże były one inne od tych drętwych polskich. W późniejszych latach osiedlowa telewizja kablowa emitowała piracko MTV (to prawdziwe, gdzie kiedyś puszczano muzykę) i to była uczta drapieżnika.

Chłonąłem każdy gatunek muzyki, pop, rap, rock, metal, wszystko co brzmiało. Słuchałem Trójki i listy w każdy piątek, kupowałem "pirackie oryginały", jakbym chciał się tym wszystkim udławić. Nie wiem czy to właśnie ogromnej tolerancji czy ze strachu, żeby nie dostać po gębie, nigdy nie identyfikowałem się z żądną subkulturą. Wokół był jeden wielki gulasz pełen, metali, punków, depeszów, ojów i innej maści kameleonów utożsamiających się z jakąś grupą. Mnie jednak nigdy nie pociągało wbijanie się w jakieś sztywne ramy. Jako jeden z niewielu na podwórku chodziłem z podniesionym czołem mówiąc że lubię Guns'n'Roses i nikt nie wiedział jaka przyczepić mi łatkę. W szkole średniej muzyka straciła dla mnie swój dotychczasowy wymiar tła i zacząłem słuchać jej bardziej świadomie. Wsłuchiwałem się w teksty piosenek polskich wykonawców i nieudolnie starałem się tłumaczyć tych anglojęzycznych. Wtedy to kolega pożyczył mi album Meddle Pink Floyda i tak to nietypowo, bo nie od Dark Side'a czy The Wall zaczęła się moja wielka przyjaźń z muzyką brytyjskiej czwórki (a później trójki).

Potem pojawiły się kolejne fascynacje z różnych zaułków muzycznego świata, Metallica, Biohazard, Smashing Pumpkins, Type O Negative, Sepultura i cała masa innych. Z polskich wykonawców w słuchawkach mojego wypasionego walkmana zazwyczaj brzmiał Dżem, Ira, Kazik, Piersi, Hey ale i Turnau, Grechuta, Soyka i Grupa pod Budą. Dżem był mi zawsze bliski, bo to lokalny patriotyzm i przy ognisku śpiewało się Whisky i Wehikuł Czasu, a w późniejszym czasie namacalnie odczułem tragedię śmierci Pawła Bergera, gdy wykonywałem napis na jego płycie nagrobnej pracując jako liternik w zakładzie kamieniarskim.

Później przyszedł czas emigracji. Wyjechałem na trzy miesiące w listopadzie 2005 roku i muszę przyznać że ten kwartał cholernie mi się dłuży. Muzyka w UK wróciła znów do roli epizodycznej, bo zawsze działo się coś ważniejszego od niej. Moją największą pasją jest robienie zdjęć zwane też bardziej snobistycznie fotografowaniem. Nie aspiruję do miana fotoguru, ale jakoś daję radę kontrolować to ciężkie czarne ustrojstwo robiące "pstryk".

Zaczynałem, gdy jeszcze nikomu nie śniło się o aparatach cyfrowych, a na wywołanie zdjęć (o ile nie miało się własnej ciemni) czekało się parę dni. Tak droga młodzieży, DNI! Łapanie momentów upływającego czasu i zamiana ich w obrazy zawsze było dla mnie jakimś rodzajem magii. Ktoś powiedział kiedyś, że obraz ma siłę tysiąca słów i uważam że to prawda, bo jedno zdjęcie może opowiedzieć całą historię. Oprócz focenia lubię też stare polskie filmy, absurdalny humor, historię i książki.

W wolnym czasie czytam co popadnie i sprawia mi to nieznośną frajdę. Ostatnio w "Skandalistach PRL-u" Sławomira Kopra zupełnie przypadkowo znalazłem relację mojego wujka Romka o wspólnym piciu wina z Rafałem Wojaczkiem i wybrykach niepokornego poety. Jakiś czas temu zupełnie przypadkowo poznałem pewnego mechanika samochodowego, który najpierw okazał się całkiem fajnym gościem, a później gościem z ogromną wiedzą muzyczną. Tym mechanikiem jest Kuba Mikołajczyk, który wraz z Mateuszem Augustyniakiem założyli portal kulturalno muzyczny Polski Wzrok. Czasem tak się układa, że człowiek chce się przyjrzeć czemuś z boku i poobserwować, a tu jakaś łapa wciąga cię w wir i jesteś samym środku wydarzeń. Tak też dzieje się teraz ze mną i Polskim Wzrokiem.

Kuba i Mateusz uznali, że moje hobby może im się przydać i zacząłem fotografować dla portalu na koncertach. Muszę przyznać że sprawia mi to wielką przyjemność, poznaję wielu ciekawych ludzi i czuję, że dzieje się coś fajnego. Wierzę w to że ani Ojcom Założycielom ani mnie nie zabraknie pomysłów, żeby popychać projekt do przodu. Myślę, że jest potrzebne miejsce gdzie nasi rodacy na Wyspach będą mogli znaleźć informacje o wydarzeniach kulturalnych, przeczytać wywiady z wykonawcami, recenzje płyt i w ogóle wiedzieć, co w trawie piszczy i w duszy gra. Nasza emigracyjna wspólnota ewoluuje. Już nie skupiamy się tylko na tym, jak tu się utrzymać i ile uciułać. Potrzebujemy rozwoju duchowego i kontaktu z czymś więcej niż wódka i zakąska w weekendy przy grillu.

 ***

A teraz pozwolę sobie umieścić jeszcze coś od siebie. Kabaretowo-ironiczny talent Marka ujawnił się dla mnie w tym oto krótkim tekście ze zdjęciem mojej postaci i nie zawaham się go użyć:

W tym roku Sławek się zbuntował, powiedział że koncertu z okazji Dnia Kobiet nie poprowadzi. Na scenie ostentacyjnie pojawił się z poduszką i listą żądań. Ogłosił że idzie spać za perkusję i mowy nie ma że kiwnie palcem w bucie dopóki wszystkie życzenia nie zostaną spełnione. Na szczęście szybka reakcja organizatorów uratowała muzyczne święto w londyńskim Forum. Licznie przybyła publiczność mogła nacieszyć się obecnością konferansjera a konferansjer stał się szczęśliwym posiadaczem ciągnika Ursus C355, luksusowej daczy w Zimnej Wódce w woj. opolskim i pięciu ton rzodkiewki.

No i jak go nie lubić? ;-)

Moja lista dziesięciu piosenek,kolejność bez znaczenia.
Dżem - Autsajder
Myslowitz - Zamiana
Marek Grechuta - Dni których nie znamy
Pidżama Porno - 28 (One love)
Kult - Knajpa morderców
Grzegorz Turnau - Naprawdę nie dzieje się nic
Perfect - Niepokonani
Stanisław Soyka - Familok blues
Ewa Demarczyk - Karuzela z Madonnami
Czesław Niemen - Italiam Italam

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza