poniedziałek, 9 marca 2015

Na scenie rozumiemy się bez słów. Z leszczyńskim zespołem After Seven rozmawia Sławek Orwat



Aleksander "ALX" Maćkowiak
- "After Seven to pięć różnych osobowości, które w wyniku dźwiękowej konfrontacji tworzą wybuchowo-elektryzujący koktajl podany na ostro". Tak mówicie sami o sobie. Gdzie graliście przed After Seven i co was połączyło?

Aleksander "ALX" Maćkowiak: Śmiało mogę powiedzieć, że przed A7 nie było nic (śmiech) Jakieś tam pogrywanie w garażu i samotna nauka gry na gitarze w pokoju. Trwało to wiele lat. Dopiero na studiach muzycznych w PWSZ w Lesznie poznałem ludzi, z którymi stworzyłem pierwszy zarys A7 i pierwsze utwory. Graliśmy wtedy w trzech, dwie gitary i perkusja (Grzegosz Klimkiewicz gitara oraz Mariusz Czujko perkusja). Cała historia powstania After Seven to już zbieg okoliczności i też łut szczęścia. Pewnego dnia usłyszał nas pracujący w pobliżu naszej salki prób „JJ” Jędrzej Wojtkowiak (bas).Nie mieliśmy wtedy basisty, więc dołączył do nas. Po pewnym czasie wspólnych prób doszliśmy do wniosku, że trzeba coś zrobić, by uatrakcyjnić brzmienie zespołu, wprowadzić coś innego. Nie chcieliśmy stać się typowym zespołem rockowym. Już wtedy każdy z nas słuchał innej muzy, rockowej ale innej. Mariusz był miłośnikiem Dream Theater, Jędrzej często słuchał Rage Against The Machine, Grzegorz był gitarzystą po szkole muzycznej, więc klasyka, a ja… Korn, Limp Bizkit i wszystko, co dawało moc i ciężar. Wszystkie te różnice sprawiały, że już wtedy zaczynało to brzmieć inaczej niż to, co można było usłyszeć na leszczyńskiej scenie. Mariusz wpadł na pomysł, by wprowadzić klawisze. Na studiach (PWSZ Leszno) poznał pewnego klawiszowca Piotra „Batmana'' Wojtkowiaka.

​Od lewej: Batman, Arriss, MJ, ALX, dr Jimmy G
Gdy usłyszeliśmy jak gra, nie było pytań (śmiech). Już od pierwszego spotkania dołączył do składu. W tym samym czasie, gdy Piotrek dołączył do składu, jego szeregi opuścił Grzegorz. Zawsze bardzo mile wspominamy Grzesia. Tak więc była już gitara, bas, perkusja i klawisze. Często spotykaliśmy się na próbach i wymyślamy utwory, ale co nam było po utworach bez wokalu. Długo zastanawialiśmy się jaki to powinien być wokal i tak naprawdę nigdy nie doszliśmy do ostatecznego wniosku, jakiego wokalisty szukamy. Wszystkie poszukiwania zakończył Batman. Pewnego razu przyprowadził na próbę swojego dobrego kolegę. Był nim Kuba „dr Jimmy G '' Drgas. Przekazaliśmy mu jakieś amatorskie nagranie jednego z naszych utworów i daliśmy mu wolną rękę. Tydzień później na próbie zaprezentował nam, co zrobił z naszym utworem. Byliśmy szczęśliwi. Tak powstał pierwszy pełny skład zespołu After Seven.  Późniejsze wydarzenia dotyczące zmian w zespole doprowadziły nas do dzisiejszego składu, który uważam za dream team (śmiech).

Marcin „MJ” Jaśkowiak


Marcin „MJ” Jaśkowiak, nasz trzeci perkusista, został zwerbowany przez naszego świętej pamięci przyjaciela Dariusza Lempe, po tym jak wcześniej zespół opuścił drugi z perkusistów Nikodem Turkowiak. Nikodem zaś zastąpił Mariusza, który ze względów osobistych wrócił do rodzinnego Międzyrzecza i już nie mógł uczestniczyć na próbach nie mówiąc już o koncertowaniu. Marcin wniósł do zespołu bardzo dużo energii i zapału do pracy. Jego moc gry na perkusji zmieniła też ogólną moc gry całego zespołu.  Wiele części w poszczególnych utworach zmieniliśmy ze względu na Marcina, który wręcz nalegał, by coś przyspieszyć, dodać power'a. Zmiany te pozytywnie wpłynęły na charakter gry zespołu. Arkadiusz „Arriss” Makarowicz, basista, który zastąpił „JJ”, wszedł do zespołu z pełnym impetem.

Piotr "Batman" Wojtkowiak
 Startowaliśmy wtedy w konkursie Emergenza i Arriss musiał szybko nauczyć się materiału przygotowanego na koncert. Swoją charyzmą, a szczególnie wyglądem, wstrzelił się idealnie. Jego zamiłowanie do muzyki rockowej z odległego Kraju Kwitnącej Wiśni dodało zespołowi nowy smaczek. I tak właśnie od muzyki klasycznej przez elektronikę, ciężkie brzmienia, aż do j-rock, przez zawirowania losu dziś After Seven brzmi tak, a nie inaczej, co mnie bardzo cieszy.

Piotr "Batman" Wojtkowiak: Rozpoczęcie nauki w szkole muzycznej w klasie fortepianu to początek mojej przygody ze światem muzyki. Moją inspiracją był brat grający na gitarze klasycznej. Następne lata to głównie praca nad doskonaleniem techniki i odnalezieniem swojego stylu. Trwało to do momentu, w którym poznałem nurt szeroko pojętej muzyki rockowej. Wtedy też zrozumiałem, że to jest właśnie to co mnie kręci i od tamtej chwili rozpoczęła się moja świadoma przygoda z muzyką. Pierwsze szkolne zespoły, uczestnictwo w różnych projektach muzycznych i tworzenie kapel garażowych.

Kuba "dr Jimmy G " Drgas
W tym właśnie okresie, przypadkiem do jednego z moich zespołów trafił pierwszy perkusista A7 - Mariusz i po paru wspólnych próbach zaproponował mi współpracę. Nie mając wcześniej do czynienia z tego typu gatunkiem, podszedłem z dystansem do tej propozycji. Jednak ciekawość i chęć poszerzenia horyzontów wzięły górę. Okazało się, że od razu poczułem ten klimat i tych ludzi. Tak też właśnie trafiłem do After Seven na chwilę, a… zostałem na dłużej (śmiech), a dalszą część historii opowiedział już ALX.

Kuba "dr Jimmy G " Drgas: Moja rockowa przygoda zaczęła się około roku 2004 (miałem wtedy 14 lat), kiedy to zacząłem pisać pierwsze teksty, komponować muzykę, no i założyłem pierwszy zespół. Początkowo siedziałem w klimatach punkowych, z czasem przechodząc w nieco mocniejsze i bardziej ambitne. Przez parę lat zdobywałem pierwsze doświadczenia sceniczne, zacząłem zajmować się home-recordingiem i w 2007 roku z zespołem Gildia nagrałem pierwszą płytę. Później zająłem się wieloma różnorodnymi projektami muzycznymi, w tym projektem solowym jako dr Jimmy G. Jak już wspomniał ALX, do After Seven wkręcił mnie Batman, który szybko zauważył moje chęci grania ciężej niż dotychczas. Do czasu dołączenia do A7 zdążyłem stworzyć ponad 30 kompletnych utworów, więc coś tam już o życiu wiedziałem (śmiech).

Arek "Arriss" Makarowicz

Arek "Arriss" Makarowicz: Ja wcześniej nigdzie nie grałem, a szukając kogoś z kim mógłbym zagrać wstawiłem ogłoszenie w Internecie i ​voilà (śmiech).

Aleksander "ALX" Maćkowiak
- Muzyka jaką gracie to - jak sami twierdzicie - mieszanka core'owej energii, nu-metalowego ciężaru i elektronicznej przestrzeni. Kto was inspiruje? Słuchając waszej ostatniej EP-ki odnoszę wrażenie, że jesteście znacznie bardziej melodyjni od innych kapel grających w Polsce tego typu muzykę. Zgodzicie się tą opinią?

ALX: Z tą inspiracją to jest bardzo rożnie. Najczęściej oczywiście są to kapele na których się wychowałem, Korn, Limp Bizkit, Slipknot, Nirvana i wiele innych. Inspiracji do wymyślania partii gitarowych szukam też w innych gatunkach muzyki. Kiedyś byłem i do dziś jestem fanem Michael'a Jacksona, Prince'a czy Elvisa. Nie zamykam się w jednym gatunku. Po prostu lubię dobrą muzykę, ale zawsze wracam do nu-metalu i jakby nie było, wszystko czego słucham, sprowadzam potem do mocnego klimatu. A co do tej melodyjności w naszych utworach to myślę, że to zasługa tego braku schematu w naszych kompozycjach jak i Batmana oraz dr Jimmy'ego.

Kuba "dr Jimmy G " Drgas
dr Jimmy G: Jeśli chodzi o mnie, to staram się, aby w każdym kawałku wokal był choć odrobinę melodyjny. Sam lubię jak w utworach, których na co dzień słucham, dużo się dzieje wokalnie. Myślę, że tzw. “cleany” uatrakcyjniają i urozmaicają naszą muzykę, sam rap czy darcie z czasem może nudzić słuchacza. Duża w tym zasługa Batmana, bo często tylko dzięki jego partiom nadającym harmonię jestem w stanie ułożyć jakąś mniej lub bardziej skomplikowaną melodię. Osobiście słucham najcięższej muzyki spośród całej ekipy, a inspiruję się głównie klimatami corowymi i zapewne stąd bierze się chęć mieszania darcia z melodyjnym śpiewem. Ale nie ukrywam, że inspirują mnie również klimaty reggae, ragga, hip-hop czy wciąż jeszcze klimaty punka i alternatywnego rocka.

Batman: Partie klawiszowe, które tworzę bądź co bądź wywierają presję na resztę poprzez osadzenie utworów w określonej strukturze harmonicznej. Choć staram się przełamać ten schemat, to nadal siedzi we mnie ta cząstka “klasyka”, która wpływa na to, jak tworzę partie do utworów. Być może, jest to właśnie jeden z tych elementów, dzięki którym After Seven to zespół tak odmienny. Co się tyczy inspiracji… krótko, zwięźle i na temat - każda wartościowa muzyka. Począwszy od klasyki, poprzez jazz, blues, rock, metal. W każdym gatunku muzycznym znajdą się utwory, które mniej lub bardziej przypadają do gustu. Klucz do sukcesu to znaleźć te najlepsze i czerpać z nich garściami.


Arriss: Jak widać każdy z członków zespołu inspiruje się czym innym. Ja muzycznie i wizerunkowo inspiruję się głównie j-rockiem.
 
- W połowie 2010 roku wydaliście wasze pierwsze demo. Niektóre kawałki z tej płyty zostały wykorzystane na ścieżce dźwiękowej do filmu "No Fear No Limits No Hope" Piotra Pazoły. Kto wpadł na ten pomysł: wy, czy twórca filmu i jak ten zabieg przełożył się na waszą popularność? 


ALX: Piotr Pazoła to mój dobry znajomy. Jego praca nad filmem i naszym demo jakby zbiegły się w fazie końcowej. Któregoś wieczoru przy zimnym piwku Piotr zapytał, czy może użyć naszej muzy do filmu. Twierdził, że świetnie nada się szczególnie „Mr G”, bo doda w filmie mocy. Oczywiście nie miałem nic przeciwko. Jakiś czas później mogliśmy już obejrzeć efekt końcowy jego pracy. Byliśmy bardzo zadowoleni z tego, co zobaczyliśmy, a szczególnie z tego co usłyszeliśmy (śmiech). Film ten dał nam zastrzyk promocji. Mogliśmy zagrać koncert po premierze filmu.


Summer Rock Festival
- Dwa lata później uplasowaliście się tuż za zespołem Monroe z Pleszewa, zdobywając II miejsce na IV Summer Rock Festival. Czy to jedyny wasz sukces na tej rangi imprezie i czy zamierzacie w najbliższej przyszłości podnieść sobie poprzeczkę i zawalczyć na przykład o Woodstock albo LuxFest?

dr Jimmy G: Nie jest to jedyny sukces. Również drugie miejsce zajęliśmy na Festiwalu Muzyki Granej na Żywo - Gramy Swoje w Platerowie, można powiedzieć, że na drugim końcu Polski, gdzie zostaliśmy świetnie przyjęci. Również Festiwal Emergenza możemy uznać za sukces, bo nigdy nie spodziewalibyśmy się, że zajdziemy tak daleko szczególnie po zmianach, jakie nastąpiły wtedy w zespole. Poprzeczkę podnosimy stale, zgłaszamy się na wiele eliminacji, konkursów, festiwali, ostatnio głównie na te wyższej rangi. W tym roku walczymy nie tylko o Woodstock. Wyznaczyliśmy sobie jako cel także wspomniany LuxFest, ale również inne większe festiwale, nie tylko w Polsce.

Podczas Emergenzy

ALX: Takie wydarzenia zawsze dodają dużo motywacji do pracy.

- Arek to wasz drugi basista, natomiast Marcin jest już trzecim perkusistą. Czy problemy z sekcją rytmiczną są już definitywnie za wami? Czujecie pełne zgranie i zrozumienie podczas występów?

ALX: Jak już wcześniej wspomniałem, obecny skład zespołu to już dream team (śmiech).  W zespole czuć już pełne zżycie i zaangażowanie. Myślę, że problemy, które przeszliśmy mocno zgrały zespół. Podczas koncertów rozumiemy się bez słów.

Piotr "Batman" Wojtkowiak

Batman: Tak, na scenie rozumiemy się bez słów, ale nie tylko na scenie. Po za nią określiłbym wręcz nasze relacje jako “stare dobre małżeństwo”. Spięcia są, ale żyć bez siebie nie możemy (śmiech).

Arriss: Myślę, że to koniec zmian i czas na stabilizację zespołu. Za bardzo się lubimy żeby z któregoś z nas zrezygnować

- Najsłabsza i najsilniejsza strona After Seven to...

Kuba "dr Jimmy G " Drgas
Arriss: Najmocniejsza… na pewno energia jaką dajemy słuchaczom. Szczególnie ze sceny

ALX: Myślę , że najsłabszą i najsilniejszą stroną zespołu jesteśmy my. Potrafimy się tak pokłócić, że nie odzywamy się do siebie przez dwa tygodnie, ale z drugiej strony gdziekolwiek jesteśmy, gdziekolwiek byśmy nie grali, zawsze trzymamy się razem. Trochę jak tacy muszkieterowie (śmiech), jeden za wszystkich , wszyscy za jednego.

dr Jimmy G: Mocną stroną muzyki, którą tworzymy jest to, że nie ograniczamy się muzycznie. Nie zamykamy się w jednej szufladce, żeby reprezentować taki i taki gatunek. Nie staramy się być dokładnie tacy jak jakiś zagraniczny zespół, który zrobił karierę albo być jego polską wersją. Staramy się tworzyć coś nowego, co przypadnie przede wszystkim nam do gustu, a jak się okazuje podoba się też szerszemu gronu, które niekoniecznie na codzień siedzi w takich klimatach.

- Jak z perspektywy kilku miesięcy oceniacie waszą najnowszą EP-kę?

dr Jimmy G: Myślę, że mimo upływu paru miesięcy, każdy z nas jest zadowolony z tego, co nagraliśmy. Wciąż otrzymuje ona bardzo pozytywne noty jeśli chodzi o brzmienie i kompozycje, ale przede wszystkim budzi niedosyt, a w tym momencie jest to dla nas ogromny plus, ponieważ z całą pewnością duża część z tych osób w związku z owym niezaspokojeniem naszą muzyką, ciekawością i pragnieniem “więcej A7” sięgnie po długogrający album, nad którym aktualnie pracujemy. Wiadomo, że praca w studiu i jej rezultat jakim jest ta EPka wiele nas nauczyła, wyciągnęliśmy wiele wniosków, dzięki którym będziemy starać się, aby nadchodzący album był jeszcze lepszy i w zupełności zaspokoił głód naszych fanów i ich nie zawiódł.

- Polskojęzyczne ekspresyjne teksty to wasz znak rozpoznawczy. Kto je pisze i jaki mają nieść przekaz? 

Kuba "dr Jimmy G " Drgas

dr Jimmy G: Od samego początku to ja jestem autorem wszystkich naszych tekstów. Nie mają one jednolitego przekazu czy podobnej tematyki. Każdy kawałek piszę o czymś innym i z reguły nie robię tego w sposób prosty. Staram się raczej tworzyć teksty, które nie przekazują treści bezpośrednio, ale za pomocą metafor zmuszają słuchacza do zastanowienia się, bo każdy przecież może je interpretować na swój sposób. Podczas pisania słów do kawałków zwracam również uwagę na muzykę, gdyż powinny one ściśle ze sobą współgrać, przez co rapowane frazy są treściowo bardziej bezpośrednie, partie śpiewane zawierają więcej motywów metafizycznych i są bardziej liryczne, natomiast w przypadku różnego rodzaju krzyków ma przeważać energia i emocje, zatem są to pojedyncze słowa lub krótkie ale treściwe zwroty. Każda z form wokalnych, które wykorzystuję, ma więc inną funkcje w przekazie treści utworu. Pisanie polskich tekstów to wyzwanie, a banalność i prostota słów piosenek, które na co dzień serwuje nam szeroko pojęty mainstream mobilizuje mnie do tego, aby starać się pisać coś głębszego, szczególnie że to nasz piękny polski język, w którym warto tworzyć i śpiewać. A nasz przekaz na pewno ma być energiczny, pozytywny, ale czasem dać też trochę do myślenia.

- Jak wygląda praca nad aranżacją. Tworzycie swoje brzmienie na zasadach demokracji, czy też jest w After Seven jakaś ostatnia instancja, która ma decydujące zdanie o efekcie końcowym. Podobno to ALX trzyma kapelę silną ręką (śmiech)?

ALX: Wszystko co tworzymy, tworzymy razem. Co prawda przeważnie zaczyna się od tego że wymyślę jakąś partię na gitarze, jakiś schemat utworu, ale tak naprawdę wszystko potem tworzymy już razem. Każdy dodaje coś od siebie i coś z tego wychodzi. To zawsze jest taki żywioł, rzucam temat i niech się dzieje co chce.

After Seven z managerem

Arriss: Demokracja. Każdy ma jakiś pomysł na brzmienie i później wybiera się najlepszy. Czasem nie jest łatwo zdecydować, bo dobrych pomysłów jest za wiele.

Batman: Choć, jak zostało to ujęte, ALX jest na swój sposób liderem grupy, to jednak przy kompozycjach objawia się to zazwyczaj jako wypadkowa różnych pomysłów. Czasem stworzymy coś wspólnymi siłami podczas spotkania, a czasem któryś z nas, jak wspomniał ALX, przyniesie swoje “wypociny”, jako propozycję do stworzenia czegoś nowego. Z mojej strony w związku z tym, jaką pełnię rolę w zespole, często wersja początkowa pomysłu nie jest tą ostateczną, ponieważ klawisz ma jednak za zadanie tworzyć klimat utworu, być swego rodzaju dopełnieniem, wisienką na torcie, tak więc dopiero w końcowej fazie, kiedy mam już całość, biorę utwór na warsztat ponownie, biorąc tym razem pod uwagę treść utworu, wokal i w pełni już dopracowaną sekcję rytmiczną. Nie zagłębiając się w szczegóły... na koniec jak to w demokracji bywa, wszystkie pomysły rzecz jasna idą pod dyskusję i kiedy już wszystko wiadomo, zamykamy temat.


dr Jimmy G: Zawsze najpierw powstaje muzyka. Kiedy instrumentalnie utwór jest gotowy tworzę linię wokalną i wtedy dopiero powstaje tekst. Nigdy na odwrót. Wydaje mi się, że taka kolej rzeczy nie występuje zbyt często w kapelach grających w naszym klimacie, ale u nas się to sprawdziło i nie zamierzam tego zmieniać.

- Jako zdeklarowany kibic sportu żużlowego napisałeś utwór opiewający postać popularnego leszczyńskiego żużlowca Jarosława Hampela. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Jarek nazajutrz po premierowym wysłuchaniu piosenki „13 Byk” został indywidualnym mistrzem Polski. Czujesz dumę?

After Seven i Jarosław Hampel - żużlowy Mistrz Polski
ALX: Żużel (śmiech). Nie jestem kibicem, który zna na pamięć punktacje z meczów, pełne składy iluś tam drużyn, ale jestem fanem tego sportu. Żaden inny sport nie wywołuje u mnie gęsiej skórki. Sprawa z utworem „13 Byk” to przykład na to, jak inni ludzie mogą na ciebie wpłynąć. Pamiętam że to był ciężki sezon dla leszczyńskich Byków, kontuzje goniły kontuzje. Skład drużyny był w rozsypce, ale Jarek Hampel robił cuda (śmiech). Po którymś z meczów, gdy Jarek uratował wynik byłem nim zafascynowany. Może tak jak kiedyś Kazik Gołotą (śmiech). Zaraz po meczu wróciłem do domu i chyba w godzinę wymyśliłem gitarę. Wieczorem powiedziałem chłopakom jaki mam pomysł na utwór i zabraliśmy się do roboty. Utwór „13 Byk” powstał w jeden dzień i w jedną noc został nagrany. W trakcie tworzenia muzyki tworzyliśmy tekst. Kuba to wszystko zmiksował i zmasterował, ja zaprojektowałem okładkę i płytę, kolega Patrik Wujec ją wyprodukował i pomógł dotrzeć do samego Jarka. Udało się dzień przed Indywidualnymi Mistrzostwami, które odbyły się w Lesznie. Spotkaliśmy się z Jarkiem podczas treningu. Utwór bardzo mu się spodobał i nie krył tego. Co więcej, zaraz po finale mistrzostw, gdy Jarek został już mistrzem, na stadionie imienia Alfreda Smoczyka zabrzmiał „13 Byk” (śmiech). Nie było nas wtedy na stadionie, bo graliśmy koncert w Szamotułach, ale kolega Patrik zdał nam telefoniczną relację. Po tym wydarzeniu podczas meczy żużlowych, gdy tylko jechał Jarek Hampel, na stadionie leciał „13 Byk”. Wtedy czułem ogromną dumę.

- Najpierw ścieżka dźwiękowa do filmu narciarsko-snowboardowego, potem piosenka żużlowa. Jesteście chyba pierwszym zespołem rockowym w Polsce, który aż tak bardzo może być kojarzony ze sportem. Czy można porównać adrenalinę, jaka wydziela się podczas zawodów sportowych do tej, jaką czujecie na scenie podczas koncertu?

Aleksander "ALX" Maćkowiak
ALX: Tak, zdecydowanie tak. Start zawodników żużlowych podnosi mi adrenalinę w kosmos. Tak samo się czuję, gdy mogę zagrać koncert i dać z siebie wszystko. To są takie mocne pozytywne doznania, od których można się uzależnić.

Batman: Oczywiście że można, a tym bardziej w przypadku takiej muzyki jak nasza, muzyki rockowej, czy też metalowej. Tak jak sportowcom i kibicom wydziela się adrenalina na zawodach, tak samo jest z muzykami i widownią na koncertach. Zjawiska takiego możemy się doszukać w ogólnym pojęciu psychologii tłumu. Ludzie, będący istotami empatycznymi, odbierają pozytywne wibracje od siebie nawzajem i od sportowców czy też od muzyków, dla których wspólnie się zebrali i to właśnie kumulację tych emocji, energii i adrenaliny możemy zaobserwować i poczuć na imprezach masowych. Zresztą z autopsji wiemy, że to właśnie dzięki koncertom, spotkaniom z ludźmi czującymi ten sam klimat co my, jesteśmy w stanie naładować swoje akumulatory, żeby czerpać z nich inspirację do dalszego działania.

- Kuba, zaskoczyłeś mnie ciekawą interpretacją songu Jacka Kaczmarskiego "A my nie chcemy uciekać stąd" w wersji post-hardcorowej. Skąd ten pomysł i czy myślisz o jego kontynuacji?

Kuba "dr Jimmy G " Drgas
dr Jimmy G: Pomysł tworzenia własnych interpretacji twórczości Jacka Kaczmarskiego narodził się w momencie, kiedy oprócz tego że słuchałem jego piosenek, zacząłem je też na swój sposób interpretować i rozumieć. Wtedy też pomyślałem, że fajnie by było przedstawić te treści w formie jeszcze bardziej emocjonalnej, a muzyka corowa jest dla mnie gatunkiem, w którym najlepiej potrafię wyrazić swoje emocje. Swoją drogą Kaczmarski jest jedną z moich największych inspiracji jeśli chodzi o pisanie tekstów. Kontynuacja była realizowana na bieżąco, ponieważ wypuszczając “A my nie chcemy uciekać stąd” miałem już gotowy kolejny kawałek Kaczmarskiego, a w tej chwili mam już kilka nagranych. Niestety to jest minus mojego solowego projektu, że wszystko robię sam, od rozpisania całego utworu w nutach, poprzez samodzielne nagranie ścieżki każdego instrumentu, a nie na każdym z tych instrumentów gram na co dzień, wszystkich wokali łącznie z chórem, nagranie ujęć do klipu, miks, mastering, montaż video itd. Nie jest to więc takie proste, ale sprawia mi niesamowitą przyjemność i satysfakcję, że stworzyłem to w 100% sam, więc myślę że warto w miarę możliwości czasowych ciągnąć to. Mam nadzieję, że już niedługo kolejny z kawałków w końcu opuści moją szufladę i zagości “w internetach”. Wystarczy znaleźć mój profil i kanał i obserwować (śmiech).


 
- Pomimo dość ostrego a momentami wręcz agresywnego brzmienia, wasza muzyka jest jak na reprezentowany przez was gatunek - o czym już wcześniej wspomniałem - dość melodyjna. "Sonet" w mojej opinii to materiał na radiowy przebój. Czy tej linii zamierzacie trzymać się konsekwentnie, czy kolejne kompozycję będą niosły ze sobą jakieś nowe pomysły? 


dr Jimmy G: Nasza muzyka z czasem bardzo mocno ewoluowała i myślę, że ten proces się jeszcze nie zakończył. Cały czas się rozwijamy, a przede wszystkim nie trzymamy się jednego schematu, a nawet, jak już wcześniej wspomniano, żadnych schematów. Nowe pomysły rodzą się na bieżąco, a w efekcie na bieżąco zmienia się i kształtuje nasz styl.


Batman: To nie jest tak, że mamy już jeden obrany kierunek. Tak jak Kuba wspomniał, nasza muzyka ewoluowała i zapewne to nawet nie jest koniec, a dopiero początek, bo każdy z nas stara się ciągle rozwijać swój warsztat i pracować nad sobą. Co natomiast tyczy się melodyjności, w większym bądź też mniejszym stopniu jest to moja “zasługa”, tym bardziej, że jak już mówiłem, mam korzenie klasyczne, przez co jednak tworzę aranże opierając się na wiedzy i nabytym doświadczeniu. Natomiast nie przeczę, że coraz częściej staram się łamać ten schemat, żeby wypłynąć na zupełnie nowe i jeszcze mi nie w pełni poznane wody elektronicznej muzyki klawiszowej (śmiech).



- Jak często jesteście grani w polskich stacjach radiowych i czy możecie w tym temacie liczyć na lokalny patriotyzm leszczyńskiego Radio Elka (śmiech)?

Arriss: Elka? Jesteśmy chyba za mocnym zespołem dla nich (śmiech).

Arek "Arriss" Makarowicz
dr Jimmy G: Lokalne media dosyć rzadko doceniają “swoje”... albo mają po prostu inny target. Ale za to od paru lat nasze kawałki stale goszczą na antenie Radia Afera z Poznania. Jest to jeden z naszych głównych patronów medialnych. Parę lat temu nasza muzyka pojawiła się też w Esce Rock. Poza tym grały nas również stacje internetowe.

- Zagraliście kilka koncertów jako support Kabanosa. Jak przyjmowała was ich publiczność? Przed kim jeszcze chcielibyście zagrać i jakiej formy promocji najbardziej obecnie oczekujecie?

ALX: Byliśmy bardzo zaskoczeni reakcją fanów Kabanosa na nasze koncerty. Nie da się ukryć, że gramy inaczej i nie przypuszczaliśmy, że będzie tak fajnie. Pozdrawiam ludziska z Chojnic (śmiech). Z takich marzeń realnych, przyziemnych to z mojej strony bardzo chciał bym zrobić wspólne numery z Lipali i AbradAbem, a co do kapel to zdecydowanie Hope oraz Materia. Myślę że takie koncerty to jest odpowiednia promocja dla zespołu. Koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty.

Aleksander "ALX" Maćkowiak

dr Jimmy G: Wiele polskich zespołów z biegiem czasu stało się standardem jeśli chodzi o supporty kultowych, zagranicznych kapel w swoim gatunku i  my w tym kierunku na pewno będziemy dążyć. Wielkim zaszczytem byłoby dla nas zagranie przed rapcore’owymi i nu-metalowymi gwiazdami, o których już wspominaliśmy podczas tego wywiadu, ale również przed kapelami z innych, zbliżonych klimatów muzycznych.

- Podczas ubiegłorocznej Emergenzy zaprzyjaźniliście się podobno z muzykami symphony metalowej formacji Kingdom Waves. Myślicie o wspólnych koncertach? Mam wrażenie, że to co najbardziej łączy obydwa wasze bandy, to ogromny głód sukcesu. 




z Lordem Wizzardem z Kingdom Waves
ALX: Tak, wspólne koncerty z Kingdom Waves bardzo nas interesują. Lubie koncerty, na których każdy może znaleźć coś dla siebie. Proszę sobie wyobrazić co by mogło powstać, jednorazowo, z jakiejś okazji, jeden wspólny numer. Ta symfonia „Piratów” i mocne uderzenie A7 (śmiech) ciekawe. A głód sukcesu? No tak, nie ma co ukrywać. Każdy z nas marzy o tym, by żyć z tego co się kocha.

Batman: Faktycznie, dobrze wspominam nasze pierwsze spotkania. Co się tyczy koncertów, to od samego początku padła z obu stron taka propozycja. Okazało się, że choć muzycznie posiadamy odmienne brzmienia, to jednak przypadliśmy sobie nawzajem do gustu. Może właśnie przez to, że obserwując swoje koncerty, po obu stronach poczuliśmy tę iskrę na scenie (śmiech).


Z radiowcem leszczyńskiej Elki Grzegorzem Sterną
- Podczas niedawnego leszczyńskiego Roots & Fruits Festival prowadzonego przez popularnego radiowca Elki Grzesia Strenę poznałem świetny leszczyński progresywny zespół Retrospective. Teraz dowiaduję się o was. Jakie jeszcze ciekawe kapele z regionu leszczyńskiego moglibyście wyliczyć i jak liczna publiczność przychodzi w moim rodzinnym Lesznie na rockowe koncerty ?

dr Jimmy G: Ostatnimi czasu bardzo dobrze rockuje zespół Ziemia Zakazana, jednak to zupełnie inna bajka niż my. Jeśli chodzi o cięższe klimaty, to nie można zapomnieć o Bloodstained, który aktualnie promuje nową płytę nie tylko w Polsce, ale nawet za oceanem. Oprócz tego należy wspomnieć kapele takie jak Mięso czy Recall, oraz hard rock’n rollowy Pendejos, z którym zagramy koncert charytatywny 28 lutego w Fabryce Dźwięków w Lesznie.

Arriss: Jeśli chodzi o publikę na koncertach rockowych, to prawdę powiedziawszy różnie bywa. Niestety na chwilę obecną nie ma takich warunków do koncertowania, jak dawniej.

Kiedyś większość koncertów odbywała się w amfiteatrze, który został zburzony, w MOK-u i D.K. Kolejarza. Teraz została Fabryka Dźwięków. Choć z tego co mi wiadomo, Kolejarz ma zostać przywrócony do życia, więc jest nadzieja na jakąś zmianę na lepsze.

Batman: Tak, zgodzę się z Arrissem. Rockowe, ale podkreślam ROCKOWE życie Leszna, faktycznie jest prawie na wymarciu, a dopiero od niedawna znalazło się paru pozytywnych zapaleńców, którzy próbują je reanimować poprzez organizację koncertów czy festiwali. Miejmy nadzieję, że im się to uda i trzymamy za nich kciuki (śmiech). Również czasy koncertów w wymienionych przez Arissa miejscach nie są mi obce i z ręką na sercu przyznam, że przy każdym powrocie do rodzinnego miasta zerkam wstecz do tego okresu z nutką nostalgii. Leszno tętniło wtedy nocnym życiem, a co ważniejsze muzyką. Co do Fabryki Dźwięków, polecamy wszystkim, świetny klimat i doskonała współpraca z właścicielem. Natomiast nie bójmy się powiedzieć tego wprost, że jest to chyba tylko jeden z trzech lokali, w którym odbywają się teraz koncerty.

Spotkanie z Ziemią Zakazaną w Londynie
Z tego co kojarzę, w miarę prężnie działa jeszcze Motor i Za Kulisami, ale żaden z nich nie jest w stanie zastąpić imprez masowych z tego typu muzyką, a tego właśnie brakuje w Lesznie.

- Dziękując za rozmowę, na koniec nieco was zaskoczę. Jeden z wymienionych przez Kubę leszczyńskich bandów ponad rok temu zagrał w angielskim Hull w ramach odbywającej się przy organizacyjnym współudziale mojej audycji radiowej Polisz Czart Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a działo się to na kilka miesięcy przed mocno nagłośnionym w mediach występem tej kapeli jako supportu Lady Pank w Londynie. Z treścią mojej rozmowy z Ziemią Zakazaną przeprowadzonej nazajutrz po ich występie na WOŚP w Hull możecie zapoznać się tutaj.

Rozmówcami byli muzycy zespołu After Seven:
Aleksander "ALX" Maćkowiak - guitar
Piotr "Batman" Wojtkowiak - piano
Kuba "dr Jimmy G " Drgas - vocal ,sampler
Arek "Arriss" Makarowicz - bas

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza