czwartek, 5 maja 2016

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 96 Subiektywny EPILOG R&R w Tomaszowie Maz.

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj   Część 25 tutaj  Część 26 tutaj Część 27 tutaj Część 28 tutaj  Część 29 tutaj Część 30 tutaj Część 31 tutaj   Część 32 tutaj Część 33 tutaj Część 34 tutaj  Część 35 tutaj  Część 36 tutaj  Część 37 tutaj Część 38 tutaj Część 39 tutaj Część 40 tutaj  Część 41 tutaj Część 42 tutaj Część 43 tutaj Część 44 tutaj  Część 45 tutaj Część 46 tutaj  Część 47 tutaj Część 48 tutaj  Część 49 tutaj Część 50 tutaj Część 51 tutaj Część 52 tutaj Część 53 tutaj  Część 54 tutaj Część 55 tuta   j Część 56 tutaj Część 57 tutaj Część 58 tutaj Część 59 tutaj, Część 60 tutaj  Część 61 tutaj Część 62 tutaj  Część 63 tutaj  Część 64 tutaj Część 65   tutaj Część 66 tutaj Część 67 tutaj Część 68 tutaj Część 69 tutaj  Część 70 tutaj  Część 71 tuta Część 72 tutaj Część 73 tutaj Część 74 tutaj  Część 75 tutaCzęść 76 tutaCzęść 77 tutaj Część 78 tutaj  Część 79 tutaj  Część 80 tutaj Część 81 tutaj Część 82 tutaj  Część 83 tutaj Część 84 tutaj Część 84 tutaj  Część 85 tutaj  Część 86 tutaj Część 87 tutaj Część 88 tutaj Część 89 tutaj Część 90 tutaj Część 91 tutaj Część 92 tutaj  Część 93 tutaj Część 94 tutaj Część 95 tutaj


Drogi Antku

Tak wiele ciepłych słów pod moim adresem nie znalazło się dotychczas w żadnym artykule. Tym większą wartość mają dla mnie Twoje słowa, że pisze je Człowiek - Legenda. Heros polskiego Rock'n'Rolla i krzewiciel idei wolności w każdej postaci - także w tej niemuzycznej. Dziękuję Ci Przyjacielu nie tylko za wyrazy uznania dla mojej osoby, ale przede wszystkim za zaufanie, jakim obdarzyłeś łamy Muzycznej Pdoróży. Życzę Ci Drogi Antku kolejnych wspaniałych publikacji, spotkań z Twoimi Herosami Rock'n'Rolla, a przede wszystkim dużo zdrowia i wytrwałości. Gratuluję Ci wszystkich osiągnięć i nagród, które słusznie Ci się należą.

 Sławek Orwat



Z zamiarem zakończenia, rozstania się z cyklem „Subiektywna Historia R&R w Tomaszowie Mazowieckim” nosiłem się od września/października 2014 roku, tuż po ukazaniu się na portalu „nasz Tomaszów” 88 odcinka, felietonu poświęconego „XVII Molo JAZZ Festiwal Sopot 2014”z organizowanego przez Marcina Jacobsona i po części przez Fundację Sopockie Korzenie. Nawet tytuł tego felietonu „Sopocki EPILOG” był moim zamysłem i sugerował zakończenie tego cyklu. Jednak wydarzenia jakie nastąpiły, miały miejsce w naszym kraju, mieście, tak jak zaplanowany wcześniej (maj) w Oleśnicy, wrześniowy koncert Magdy Piskorczyk w OK. TKACZ, zbliżające się 80 urodziny ELVISA, przyznanie mi II nagrody w konkursie „Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla” za pracę SUPLEMENT do „Subiektywnej Historii R&R w Tomaszowie Maz” czy najlepszym momentem pożegnania się z cyklem, mogłaby stać się listopadowa (2015r) śmierć blisko 95-letniego ojca chrzestnego polskiego rock’n’rolla, Pana Franciszka Walickiego.

Ale jeszcze bardzo ważne dwa wydarzenia powstrzymywały mnie przed zakończeniem cyklu „Subiektywna…”. Pierwsze to zgłoszone przez grupę mieszkańców (300 podpisów) miasta pod egidą Krzysztofa Jochana, kandydaturę naszego artystę fotografika, pana Marka Karewicza na Honorowego Obywatela Miasta Tomaszów Mazowiecki czy w ostatniej chwili drugie wydarzenie to zgłoszenie (na tak zwany rzut na taśmę) mojej osoby przez „Dziennik Łódzki” na Człowieka Roku 2015 Powiatu Tomaszowskiego. Pomyślałem sobie, że wydarzenia powyższe zapisane, przedstawione w felietonie tego cyklu, stałyby się przepięknym, kończącym akcentem mojej, subiektywnej publikacji, uwieczniając na zawsze jej historyczne przesłanie. Przygoda z pisaniem, kronikowaniem złotych, najpiękniejszych lat 50/60-tych minionego wieku, wieku światowego, rock’n’rollowego szaleństwa stała się dla mnie nieocenioną przyjemnością, a w pewnym okresie pisania historii z mojej, młodzieńczej epoki – priorytetem.

Zamysł mój był taki, by dla przyszłych pokoleń zostawić rewolucyjny, obyczajowy ślad po naszych rodzicach, dziadkach, niejednokrotnie pradziadkach. Stało się tak, że „rozpisując się” felietonowo, dotarłem do czasów współczesnych. By utrzymać historyczną formę moich książek, felietonów i innych, wydanych publikacji, „współczesność” postanowiłem pozostawić, przekazać innym, młodszym kronikarzom, generacji późnego rocka, disco, rapu czy innych odmian tych stylów aż do, nie uznawanych przez wszystkich, polskiego stylu disco polo. Im więcej pisałem przeróżnych artykułów, felietonów, książek moja polszczyzna stawała się (tak to dzisiaj odczuwam) coraz lepsza, której nie muszę się wstydzić. Pani od języka polskiego nie miałaby kłopotów wystawiając mi przynajmniej dostateczną ocenę. Traktując moje pisarstwo jako szkolne wypracowania. Czego nie mogę powiedzieć o moich początkach, choć dziś ich się nie wstydzę, bo jako nie polonista chcący zapisać swoją historię od czegoś musiałem zacząć.

Antoni Malewski z Markiem Gaszyńskim wymieniają swoje publikacje
Kronikując wydarzenia z przeszłości, uważam to za nie pisarstwo, beletrystykę, choć miałem świadomość, że pisana historia tamtych lat, jest najpiękniejszym okresem mojego dzieciństwa, dorastania w XX wieku. Dzięki „grzebaniu” w przeszłości przywracałem w swojej głowie, sercu i duszy, czas czy miejsca w moim mieście, przeważnie już nieistniejące, a w szczególności pamięć o ludziach, znajomych, przyjaciołach, o których słyszałem z przekazu starszych czy osób, z którymi miałem szczęście żyć, przebywać z nimi, pracować. Chciałem się również na łamach tego felietonu, artykułu pochwalić, że z moich publikacji, książek korzystali, cytując moje teksty w wydawnictwach swoich, inni wielcy ze świecznika polskiego show businessu jak Marek Gaszyński dziennikarz, DJ radiowy, poeta i publicysta (autor ostatniego dzieła „Moja historia Rock’n’Rolla w Polsce”), Marcin Jacobson były wiceprzewodniczący i założyciel Fundacji Sopockie Korzenie, wielki propagator i znawca jazzu, organizator wielu imprez jazzowych (m.in. Jazz na molo) autor wielu branżowych publikacji, przyjaciel pana Marka Karewicza, autor głośnej (wywiad rzeka bez pytań zadawanych) książki – „Karewicz Big Beat” czy Aleksandra Zaprutko Janicka, krakowska historyczka i publicystka współzałożycielka blogu internetowego „Ciekawostki historyczne”. Pozwolę sobie przedstawić fragmenty w/w publikacji, w których autorzy wykorzystali fragmenty z moich książek:

Marek Gaszyński
Marek Gaszyński „Moja Historia Rock’n’Rolla w Polsce”. W rozdziale „Sopocki Non Stop – moda, muzyka, taniec”(str. 161/162) cytuję jej fragmenty: - [„Taneczne Non Stopy powstawały w wielu miastach Polski, a to czy organizatorzy dostaną na ich otwarcie zgodę, zależało od władz lokalnych, partyjnych głównie. W kwietniu 2011 roku nastolatkowie z lat 60-tych, dziś dorośli mężczyźni, kobiety, w 50 rocznicę otwarcia „Non Stopu” w Tomaszowie Mazowieckim (Spotkanie po latach), postanowili zebrać jeszcze żyjących uczestników z tamtego okresu, by razem w tym samym lokalu ponownie znów się zabawić. Historię tamtych lat (fajfy w Non Stopie tomaszowskim) opowiada Antoni Malewski w książce „Tomaszów Mazowiecki:: Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”:

- Był rok 1962, początek wakacji – czerwiec/lipiec – otrzymuję telegram z Gdańska od Andrzeja Tokarskiego, tomaszowianina, przyjaciela, tej treści W KINIE LENINGRAD PREMIERA FILMU „RIO BRAVO” stop KUPIŁEM W PRZEDPŁACIE TRZY BILETY NA DZIEŃ 8 LIPCA stop CZEKAM NA CIEBIE I WOJTKA „SZYMONA” stop. Z telegramem pędzę co sił do „Szymona”, jest godzina 11.00, szybka, męska decyzja – JEDZIEMY. Nie mamy pieniędzy ale „Szymon” daje mi do ręki dwa longplaye do sprzedania, ”Swinging On A Rainbow” Frankie Avalona oraz „Rockin’ The Oldies” Billa Haleya, mówiąc, - „Tolek pędź co sił autostopem do Piotrkowa, spylaj te płyty, wracaj jak najszybciej. Jeszcze dziś po południu walimy na Wybrzeże. Tuż po 14.00 wróciłem po udanej transakcji, a późnym popołudniem wyszliśmy na trasę i po koszmarnej podróży, w dniu trzecim dotarliśmy do Gdańska. Dlaczego western „Rio Bravo” budził w nas takie reakcje i emocje, wśród młodych fanów rock’n’rolla? Przyczyna była prosta, obok Johna Wayne’a i Deana Martina w filmie grał Ricky Nelson, którego przebój „Hello Mary Lou” był aktualnie na topie.


Antoni Malewski i Wojtek "Szymon" Szymański
Wojtek "Szymon" Szymański
To dla Ricky Nelsona jechaliśmy na Wybrzeże autostopem trzy dni, dzień i noc, w okrutnych warunkach, bez plandek, zdezelowanymi samochodami m-ki „Star”. Nazajutrz, po obejrzeniu filmu, udaliśmy się pieszo z „Szymonem”, plażą z Brzeźna do Sopotu. Obok stoiska z napojami widniała tablica a na niej kartka formatu A4 z napisem wykonanym grubym, czarnym mazakiem PRZYJMUJEMY DO PRACY. Zgłosiliśmy się. Okazało się, że codziennie tworzyliśmy słynny, sopocki Non Stop (zaciąganie grubych brezentów, tworząc ściany oddzielające taneczny parkiet od ulicy wiodącej na molo), w którym przez całe wakacje przygrywał do tańca, pierwszy, twistowy zespół, Niebiesko Czarni. Kiedy w końcu lipca (pracowaliśmy w nim około dwóch tygodni a … może dłużej) nad ranem wróciliśmy do domu, w głowach naszych było jedno: jak zorganizować podobne, taneczne spotkania w Tomaszowie? Jeszcze tego popołudnia znaleźliśmy się w Domu Kultury (ZDK) Włókniarz, w gabinecie pana dyrektora Józefa Nikodema Gawarzyńskiego i… coś niesamowitego. Uzyskaliśmy zgodę pana dyrektora: „Zejdźcie na dół do kawiarni „Literacka” i powiedzcie Janowskiemu (barman), że wyrażam zgodę na te, jak mówicie … wasze fajfy … ale tylko od poniedziałku do piątku, od 17.00 do 22.00”. Nasze taneczne Non Stopy odbywały się przez całe wakacje, przez kolejne cztery lata (1962/1965), umierając w końcu śmiercią naturalną. Ten pionierski okres trwania fajfów w „Literackiej”, uczynił to miejsce kultowym dla spotkań tomaszowskiej młodzieży. W moim pokoleniu, przy każdym wspomnieniu o tym lokalu, wywołany jest dreszczyk emocji przywołujący w pamięci najszlachetniejsze, najpiękniejsze, najczystsze PRZEŻYCIA z okresu mojej młodości”].

Marcin Jacobson (znawca i propagator jazzu i … zespołu „The Rolling Stones” autor książki o tym zespole, uczestnik słynnego koncertu w Sali Kongresowej w dn.13 kwietnia 1967 roku)
Marcin Jacobson w książce „Karewicz Big Beat” również użył z moich publikacji dwa cytaty z książki „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”. Pierwszy na stronie 29, - „Miałem 15 lat. Jak co tydzień, w niedzielę, wybrałem się na poranek do kina „Mazowsze” przy ul. Jerozolimskiej na seans o godzinie 11.00. Przed kinem zauważyłem sporą grupę starszych ode mnie, jakoś dziwnie ubranych (bikiniarze) osobników, których wcześniej na porankowych seansach nie widywałem. Wszedłem do kinowej poczekalni i tu… szok, wypełniona po brzegi, nieznaną mi starszą młodzieżą. Bileterki pod silnym naporem tłumu z wielkim trudem do granic wytrzymałości, zamykają drzwi wejściowe do wypełnionej Sali kinowej. Zrozumiałem, że dziś mojego, ulubionego poranka nie będzie. W poczekalni kina robił się coraz większy tumult. W tym zamieszaniu dało się słyszeć, choć szczątkowe, odgłosy dziwnych dla mnie, dzikich rytmów dobiegających z głębi Sali. Poczekalnia wrzała wykrzykując hasło „Rock’n’Roll! Rock’n’Roll!”. Przyłączyłem się do większości i darłem się na całe gardło. Chciałem przypodobać się starszym kolegom. Po chwili ktoś od wewnątrz otworzył drzwi i niesiony przez tłum znalazłem się w centrum szalejącej Sali. Grający na scenie instrumentaliści zachowywali stoicki spokój a widownia dosłownie kipiała, szalała, wywijała kapotami, gwizdała, piszczała … Nie jestem w stanie opisać tego co się wówczas ze mną działo. Opuszczając kino, miałem świadomość, że uczestniczyłem w pierwszym w swoim mieście koncercie, na którym profesjonalni muzycy grali zakazany rock’n’roll Ten zespół, pewnie dla niepoznaki, nazywał się „Rhythm and Blues”.


„Karewicz Big Beat” Marcina Jacobsona
Drugi cytat ze strony 49, który „włożyłem” w usta mojego kolegi Mirka Orłowskiego brzmi - „Przyjazd grupy Czerwono Czarni w 1960 roku do Tomaszowa Mazowieckiego wywołał wielką, rock’n’rollową epidemię. W naszym mieście powstawał zespół za zespołem. Jesienią 1961 roku przyjechali ponownie i wywołało to wielką sensację, nie tylko z powodu samego koncertu ale głównie dlatego, że C-C z organizowali, po raz pierwszy w Polsce konkurs pod hasłem „Szukamy Młodych Talentów”. W eliminacjach wystąpiło 14 osób, ja odniosłem sukces dostając się do półfinałów, które odbyły się w łódzkiej Hali Sportowej. Konkurs poprowadził Jacek Fedorowicz. Zająłem pierwsze miejsce i jako jedyny z łódzkiego województwa zakwalifikowałem się do szczecińskich finałów. Do Szczecina pojechałem z COMBO, zespołem z Piotrkowi Tryb. Była to wówczas najlepsza rock’n’rollowa grupa w łódzkim województwie. Pierwsze próby i przesłuchania finalistów miały miejsce w Filharmonii Szczecińskiej, w piątek, 29 czerwca 1962 roku.

W sobotę zaś, 30 czerwca, na tenisowych kortach odbyły się przesłuchania wszystkich uczestników. Śpiewałem po Czesławie (późniejszy Niemen) Wydrzyckim a po mnie wystąpił Wojtek Kędziora (Korda). W tym dniu występowała też piękna liderka konkursu, szczecinianka Helena Majdaniec. Wyłoniono „Złotą Dziesiątkę”, która występowała w niedzielę, 1 lipca 1962 roku, w strugach deszczu przeszła do historii polskiego rock’n’rolla . Zapamiętałem wtedy takie nazwiska jak Czesław Wydrzycki, Wojtek Gąssowski, Karin Stanek, Krzysztof Klenczon, Wojtek Kędziora, Michaj Burano, Marianna Wróblewska, Antoni Kaczor czy w/w Helena Majdaniec. Zajęliśmy piąte miejsce w konkursie zespołów. To była moja fantastyczna przygoda…”. Aleksandra Zaprutko Janicka - krakowska historyczka i publicystka współzałożycielka portalu internetowego „Ciekawostki historyczne”. Na tym portalu pani Aleksandra zamieściła artykuł pt „Rock’n’roll w PRL-u. Muzyka białych murzynów walczących z kapitalizmem!”.


Ruiny nieistniejącego kina „Mazowsze”. Dziś Społeczność Chrześcijańska TOMY. To w tym
budynku odbył się pierwszy koncert (4.10.1959r) rock’n’rolla zespołu „Rhythm and Blues”

Również pani Aleksandra w swoim krytycznym artykule o rock’n’rollu, o epoce lat 60-tych, skorzystała z moich publikacji „A jednak Rock’n’Roll” i „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, które to fragmenty poniżej cytuję: -  „Innym razem rozentuzjazmowani fani w Tomaszowie, wręcz szturmowali kino „Mazowsze” przy ulicy Jerozolimskiej, gdzie miał się odbyć koncert zespołu Rhythm&Blues. Napięcie było coraz większe, a ludzie chcieli na siłę wcisnąć się do już i tak pełnej sali.- jak wspomina Antoni Malewski: W tym zamieszaniu dało się wyłowić szczątkowe odgłosy dziwnych, dzikich rytmów dobiegających z głębi sali. Poczekalnia wrzała, wykrzykując hasło „Rock’n’roll! Rock’n’roll!”. […] Po chwili ktoś od wewnątrz otworzył drzwi i niesiony przez tłum znalazłem się w samym centrum szalejącej sali. Grający na scenie instrumentaliści zachowywali stoicki spokój, a widownia dosłownie kipiała, rzucała kapotami, gwizdała, piszczała. […] Uczestniczyłem w pierwszym w moim mieście koncercie, na którym profesjonalni muzycy grali zakazany styl zwany rock’n’roll…

Po prawej redaktor Muzycznej Podróży Sławek ORWAT. Po lewej Jakub Mikołajczyk z Polskiego Wzroku i w środku jeden z największych muzyków polskiego rocka - lider zespołu Luxtorpeda i Arka Noego - Robert "Litza" Friedrich
Jednak największy wkład w propagowanie, rozsławianie moich publikacji (również zagranicą), czyni dla mnie do dzisiaj, Sławek ORWAT - polski dziennikarz muzyczny z Londynu, świetnie piszący swoje artykuły o koncertach, muzykach, przeprowadza wspaniałe wywiady z muzykami, piosenkarzami zamieszczając je na swoim portalu Muzyczna Podróż. Dziś śmiało i odważnie mogę powiedzieć, że ORWAT stał się dla mnie objawieniem, darem od Boga. Człowiekiem, który bezinteresownie rozsławia nie tylko moje dobre imię ale szczególnie nasze miasto, za co moja wdzięczność za jego klasyczne przedsięwzięcia jest przeogromna, którą nie jestem w stanie ubrać w słowa. Sławek, choć fizycznie nigdy się nie spotkaliśmy, od lutego 2014 roku stał się dla mnie kimś bliskim, jest moim przyjacielem. Połączyła nas, o ironio, tragiczna śmierć Arkadiusza „ELVISA” Milczarka (występował w moich Herosach śpiewając covery PRESLEYA). Arek również, do dnia śmierci (zginął w wypadku samochodowym pod Kielcami), od 9 lat mieszkał tak jak Sławek w Londynie, w którym to mieście często (Arek zajmował się także kabaretem) spotykali się. O czym on, o tych spotkaniach pisał na swoim portalu Muzyczna Podróż.


Kinga Plich
Od co najmniej półtora roku wysyłam swoje felietony, artykuły „Subiektywnej Historii Rock’n’Rolla” do Londynu, Sławek „uzbraja je” tematycznie w pliki muzyczne czy w FOTO, zamieszczając na portalu Muzycznej Podróży czy Facebooku co przyczyniło się do dużej czytelności moich publikacji wśród polskojęzycznych czytelników na całym świecie. Jego „przeróbki” felietonów cyklu „Subiektywnej …” rozsyłam do swoich znajomych i przyjaciół, tak, że dziś śmiało mogę powiedzieć za Adamem Mickiewiczem, ciesząc się jednocześnie, dzięki Sławkowi ORWATOWI że „moje książki mogą trafiać pod strzechy”.

„PANGEA Magazine”
Muszę też wspomnieć w tym artykule Kingę Plich, byłą mieszkankę Tomaszowa z Edynburga (Szkocja), która wcześniej mieszkając w Glasgow felietony w odcinkach, cyklu „Subiektywna Historia R&R…”, zamieszczała w polskojęzycznej gazecie GAZETA POLONIJNA. Dystrybucja gazety GAZETA POLONIJNA miało miejsce w całej Anglii, wszędzie tam gdzie istnieją duże skupiska Polaków. Po przeprowadzeniu się do Edynburga (gościliśmy u Kingi na jej zaproszenie wraz Markiem Karewiczem, Marylą Tejchman, Wiesiem Śliwińskim), Kinga współzakłada w Edynburgu kolorowy miesięcznik „PANGEA Magazine” wydawany na obustronnym papierze kredowym (format A4) w języku polskim i angielskim, którego zasięg, dystrybucja ma miejsce na wyspach Wielkiej Brytanii jak i na kontynencie europejskim. W wymienionym periodyku, również w odcinkach, Kinga zamieszcza cyklicznie „Subiektywną Historię Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim”. Trzy egzemplarze „PANGEA Magazine” posiadam w swoim domu. Nie tylko potwierdzam w tych egzemplarzach, zamieszczone moje felietony, ale mogę porównywać językowe treści, ucząc się przy okazji języka angielskiego.

W „Galerii we wsi Niebrów”. Od lewej gospodarz Krzysztof Jochan, Alicja Klenczon i ja
Swoją przygodę z „Subiektywną …” chciałbym zakończyć dwoma szczególnymi wydarzeniami z ostatnich 3/4 m-cy, tygodni, dni, jakie wydarzyły się w naszym mieście. Zawsze marzyłem by artyście fotografikowi, Markowi Karewiczowi, bez granic kochającego nasz Tomaszów, przyznać tytuł honorowego obywatela tego miasta. Stworzyła się taka sytuacja, nazwijmy ją polityczną, którą wykorzystał skrzętnie Krzysztof Jochan, zgłaszając oficjalnie JEGO osobę na sesję Rady Miasta UM. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, dlatego by pomóc mu w tym przedsięwzięciu czynnie włączyłem się w szlachetny proceder (zbierając podpisy – wymagane 300 – czy stworzenie na piśmie dla potrzeb radnych UM informacji o Karewiczu z życia artysty tomaszowskiego okresu, zaczerpniętych z moich, wcześniejszych publikacji). Dla mnie osobiście również ważne było drugie wydarzenie, które chciałbym zamieścić w tym felietonie. Dotyczy ono mojej osoby, zgłoszonej przez redakcję „Dziennika Łódzkiego” do plebiscytu „Człowiek Roku 2015 Powiatu Tomaszowskiego”. Ten niecodzienny konkurs wygrałem (14.558 głosów). Zamieszczając na tych łamach informację o tym wydarzeniu, nie chciałbym stać się próżnym i zgorzkniałym przemieszczając się pysznie ulicami naszego miasta. Ale też z drugiej strony nie sposób ominąć, nie wspomnieć tak społecznie ważnego dla miasta, powiatu, jakim był plebiscyt na wybór „Człowieka Roku ….”, dlatego postanowiłem ten fragment felietonu zatytułować oryginalnie niczym przysłowiowe „masło maślane” to jest: Epilog „EPILOGÓW”.


Epilog „Epilogów”

Piotrek Gajda z „programem” w ręku wita Carewicza w asyście Wiesława Śliwińskiego
Bardzo pięknym i uroczystym dniem w naszym mieście, był czwartek 11 lutego 2016r w OK TKACZ przy ulicy Niebrowskiej na tak zwanym Krycha Polu. W tym dniu o godzinie 17.30 nastąpiło, zgodnie ze wcześniejszą uchwałą na miejskiej sesji 26 listopada 2015 roku , uroczyste wręczenie Aktu Nadania tytułu Honorowego Obywatela Miasta Tomaszów Mazowiecki mistrzowi fotografii, panu Markowi Karewiczowi. Również na tej imprezie wręczono statuetki „Zasłużony dla Miasta Tomaszowa Mazowieckiego” dwom wybitnym postaciom, pedagogom, panom: Józefowi Lenarczykowi i Emilianowi Leszczyńskiemu. Uroczysta gala, przy wypełnionej po brzegi sali widowiskowej TKACZA była imprezą świetnie przygotowaną przez Wydział Kultury, Promocji i Turystyki, który to Wydział profesjonalnie przygotowywał i sprawnie reprezentował Piotrek GAJDA (chwała Ci za to Piotrze), nie było żadnych przestojów, programowych potknięć, pomyłek, przejęzyczeń czy przenikającej tremy.

Pani Wiceprezydent i Przewodniczący RM UM wręczają AKT NADANIA panu Karewiczowi
Pani Wiceprezydent Zofia Szymańska i Przewodniczący Rady Miasta Krzysztof Kuchta, na których spadło całe odium uroczystego wręczania w/w tytułu i statuetek, zachowali się w tej roli w sposób rzeczowy, dowcipny niczym słynna, polska para prowadząca Festiwale Polskiej Piosenki w Sopocie, niezapomniani, kochani przez wszystkich, nie tylko telewidzów: popularni konferansjerzy w osobach: pani Ireny Dziedzic (prowadziła w TVP-1 „Teleecho”) i Lucjana Kydryńskiego.(prowadził radiową „Rewię Piosenek”). Jest to nie tylko moja, subiektywna opinia ale wielu uczestniczących w tych uroczystościach osób a w szczególności samego Marka Karewicza, który nazajutrz podczas pożegnalnego śniadania w Hotelu Mazowieckim przekazał mi te słowa:

Autor wiersza pan Henryk Myśliwiec czyta swój tekst...
- Antku uczestniczyłem w swoim bogatym życiu w tysiącach tego typu imprezach tak w kraju jak i za granicą ale to co mnie spotkało w ukochanym Tomaszowie przerosło moje oczekiwanie (wypowiadając te słowa miał łzy w oczach), nie spodziewałem się tego. Wszystko było dla mnie tak cudownie zorganizowane, że po prostu brakło mi słów by to ogarnąć. Antku, przekaż wszystkim, że ich bardzo, bardzo kocham. Kocham mój na zawsze, Tomaszów Mazowiecki. Do końca życia nie zapomnę tych cudownych doznań, przeżyć jakie mi stworzyliście. 
 

Do tej przepięknej imprezy dostroił się zespół Wojtka Lubczyńskiego (Wojtek jako muzyk dobrze jest znany Karewiczowi, niejednokrotnie na spotkaniach w ARKADACH przygrywał jazzowe partie, wielkiemu znawcy tego stylu, mistrzowi fotografii) Part-Time Jazz Quintet, wystąpił w OK TKACZ w klasycznym składzie: Wojciech Lubczyński – perkusja, Mirosław Misiak - gitara, Mateusz Olszewski - instrumenty klawiszowe, Paweł Filipek – tenorowy saksofon, klarnet.

Nasz Wyraz
Być
marzyć przeżywać dni
zdarzeń mrowie
Śnić o młodzieńczych latach
W Tomaszowie
Pochłaniać mijane krajobrazy
w czasie i przestrzeni
Cieszyć się tak jakby każdy
diamentami się mienił
Znaczyć swoimi barwami świat
Być
jak każdy najpiękniejszy kwiat
Być
Kimś na ludzkim firmamencie
Człowiekiem zwykłym
z wzięciem
Uchwycone w różnych ujęciach
na zdjęciach
Chwile też z Miles’em Davies’em Ray’em Charles’em
Z innych jazzowych
koncertowych tras
Zdjęć dżungla
ponad dwumilionowy las
Minęły
są pokrywane coraz grubszą patyną
Ludzie tak
ale one nigdy nie miną
Wielce Szanowny Marku Karewiczu
Ze swoim atelier zdjęć
Królewiczu
Zostawiłeś swe ślady na plebani kościoła Zbawiciela
u księdza pastora Gastpary’ego
Willi Landsbergów Studium Fotograficznym
Tadeusza Ulikowskiego
W „końskich jatkach”
Dziś ARKADY
Wszystkich wymienić
nie da rady
Znaczone w życiowym krajobrazie
w biegu chwile
Jedna myśl przyćmiewa inne
i po głowie się błąka
Chcesz być na bieżąco w sporcie
Idź do fryzjera Mieczysława Bąka
W jego raporcie
dowiesz się wszystkiego
o OM TURze
Spójni Lechii Pilicy
O Gienku Furgalskim
szybszym od wiatru
Henryku i Zygmuncie Wątróbskich
Białkowskim Wędraku
Kaziu Pietruszczaku (Walczyku)
O wschodzących piłkarskich gwiazdach
i co w zaniku
O „Isiu” Komarze
wyczyniający w bramce cuda
To były piękne czasy
a nie ułuda
Szanowny Marku synie Juliana
kiedyś prezesa OM TURu
Przypomniane z Twojej młodości
zdarzenia
Są naszym wyrazem sympatii
Dla Ciebie
i nowego pokolenia
Przeżyłeś je jeszcze raz
od nowa
Od dziś HONOROWY OBYWATELU
MAZOWIECKIEGO TOMASZOWA
Dobrane z pietyzmem
powyższe słowa
Są Naszym Wyrazem
dla Ciebie
Oddaję Papieżowi co papieskie
Są naszym uznaniem
Płynących z głębi serc
TOMASZOWIAN 

...i wręcza go jubilatowi.
Dobór utworów, ich poziom wykonania, łagodna i spokojna interpretacja przez muzyczną grupę Lubczyńskiego, mogła zadowolić najbardziej wybrednych znawców jazzu (na zakończenie koncertu brawa i owacje na stojąco), o czym świadczyć mogą pochlebne opinie nie tylko mieszkańców Tomaszowa ale pana Pawła Brodowskiego (naczelny Jazz FORUM) czy jednego z największych w Polsce znawców jazzu, który swoje całe życie poświęcił temu stylowi, długoletni, zasłużony dyrektor warszawskiego Jazz Clubu TYGMONT przy ul. Mazowieckiej 6 (przedwojenna, słynna restauracja ZIEMIAŃSKA), pana Marka Karewicza.


Laureaci. Od lewej Emilian Leszczyński, Józef Lenarczyk, Marek Karewicz przyjmujący suwenir z rąk Moniki Fiszer i Wiesław Wilczkowiaka. W tle pani Prezydent i Przewodniczący RM UM
Pozwolę sobie wymienić gości specjalnych, przyjaciół Marka Karewicza, którzy do Tomaszowa na tę uroczystość przybyli: z Warszawy Paweł Brodowski – naczelny redaktor JAZZ FORM, Maryla Tejchman przyjaciel Karewicza, z Gdyni dotarł przyjaciel Wiesław Wilczkowiak wiceprezes Stowarzyszenia Muzycznego CHRISTOPHER im. Krzysztofa Klenczona, z Gdańska Wiesław Śliwiński wice prezes Fundacji Sopockie Korzenie, sprawujący opiekę nad Karewiczem czy lokalni przedstawiciele miasta, starostwa powiatowego, dziennikarze wszystkich, lokalnych mediów, łódzka TV, rodzina Jochanów, Ewa Komar przyjaciel Karewicza (zapisała swoją kamerą na filmowej taśmie wiele wydarzeń w mieście z udziałem Marka Karewicza), Monika Fiszer szczególny przyjaciel Marka (zebrała ponad 200 podpisów niezbędnych dla Rady Miasta przy UM w celu rozpatrzenia wniosku o nadanie w/w tytułu).

Od lewej: Wiesław Śliwiński, Paweł Brodowski, Wojtek Lubczyński ze swoim zespołem i Honorowy
Obywatel Miasta Tomaszów Mazowiecki – Marek Karewicz
Nazajutrz, w piątek 12 lutego 2016 roku, po uroczystościach w TKACZU, na Facebooku, po trzy tygodniowej walce o głosy w plebiscycie „Dziennika Łódzkiego” „Człowiek Roku 2015 Powiatu Tomaszowskiego” odbyła się w godzinach 22.00-23.59 (piątek był ostatnim dniem trwającego od 22 stycznia plebiscytu) niesamowita bitwa o głosy. Do godziny 22.15 prowadziłem ponad 500 głosami nad drugą osobą przy ogólnej liczbie głosów około 7.500. Prawdziwa wojna, wyścig, rozpoczął się około 22.30. Wszystko w szybkim tempie zmieniało się jak w przysłowiowym kalejdoskopie. Raz byłem na trzeciej pozycji, ponownie okupywałem drugą, pierwszą by po paru minutach znów zostać wyprzedzonym spadając na trzecią, drugą pozycję. Około godz. 23.15 wyszedłem na pierwszą pozycję by już do północy (koniec głosowania w plebiscycie) nie oddać palmy pierwszeństwa. Jak emocjonująca była walka niech ten fakt odsłonią zmieniające się nieustannie liczby głosów. Przez trzytygodniowe trwanie plebiscytu utrzymałem się sumą 7.500 głosów na miejscu pierwszym. W ciągu jednej godziny i czterdziestu minut przybyło mi ich ponad 100% (na godzinę 24.00 uzbierałem 14.558 głosów).

Drugie miejsce zajął Arkadiusz Gajewski (11.051 głosów) a trzecie Marcin Witko (10.713 głosów). W piątek 19 lutego w „Dzienniku Łódzkim” (dodatek „Tygodnik 7 Dni”) oficjalnie ogłoszono wyniki i tak pisano o zwycięzcy tego plebiscytu, - „Antoni Malewski, wielki popularyzator muzyki rozrywkowej w Tomaszowie, działacz Wspólnoty AA, został wybrany głosami naszych czytelników na „Człowieka Roku 2015 Powiatu Tomasowskiego”. Tak wielkiego kręgu fanów nie miał żaden z kandydatów biorących udział w naszym plebiscycie. Antoni Malewski w świetnym stylu wywalczył ten tytuł”. Szczerze przyznam, że ten fakt plebiscytowego zwycięstwa sprawił mi wielką radość ale też pobudził do myślenia: jak to się stało, co było przyczyną, co zadecydowało, że pokonałem wiele (startowały w konkursie 24 osoby) wspaniałych postaci z lokalnej polityki, działaczy kultury, sportu czy ludzi podobnych do mojej, społecznej działalności. Muszę jednak na to wydarzenie spojrzeć bardziej odważnie, nie wyrzekając się, nie wstydząc się swojej przeszłości powiedzieć asertywnie, rozstając się z „Subiektywną Historią R&R”, kim jestem?

Monika Fiszer i Marek Karewicz podczas pożegnalnego śniadania w Hotelu Mazowiecki
Od ponad 26 lat nie piję alkoholu, jestem alergicznie uczulonym na ten napój. Tyleż właśnie lat związany jestem ze WSPÓLNOTĄ AA będąc jej „przewodnikiem” oraz ze Stowarzyszeniem Abstynenckim ALA do dziś niosąc posłanie innym, jeszcze cierpiącym ludziom, na alkoholizm. W latach, sierpień 1989/marzec 2015, byłem, przez blisko 26 lat, członkiem MKRPA pełniąc w tym okresie funkcję przewodniczącego, sekretarza, wiceprzewodniczącego tej specyficznej, szczególnej (nieustanny kontakt z ludźmi z alkoholowym problemem), niezbędnej dla osób dotkniętych alkoholizmem, ich rodzin, bliskich, przyjaciół – KOMISJI. Przez lata trzeźwienia odbyłem blisko 80 spotkań ze szkolną młodzieżą z zakresu alkoholowej problematyki (w Liceach Ogólnokształcących I, II, III, w Technikum Gastronomicznym, Szkołach Zawodowych, w Szkole Specjalnej przy ul. Majowej czy w Domach Pomocy Społecznej przy ul. Polnej i Farbiarskiej).

Widownia w OK. TKACZ podczas uroczystości Aktu Nadania HOMT
W międzyczasie, trzeźwiejąc, reanimowałem w sobie zaniedbaną przez lata picia miłość do stylu muzycznego Rock’n’Roll. Od 13 sierpnia 2005 roku tworzyłem w tym mieście muzyczne, cykliczne spotkania „Herosi Rock’n’Rolla” (dotychczasowe miejsca spotkań Galeria ARKADY, Bar ALIBI, Restauracja ALABASTRO, SCh TOMY, SCh PROEM w Zakościelu, Galeria BULWARY, Bar TYSKI) nieustannie trwające do dzisiaj. Uczestniczyło w tych (ponad 130) spotkaniach tysiące tomaszowian i wielu fanów, miłośników dobrej muzyki z innych miast a nawet z innych państw jak USA, Szwecja, Niemcy a nawet, byli mieszkańcy naszego miasta, państwo Krystyna i Edward Wolscy z Nowej Zelandii. Kiedy prezentowałem ten cykl spotkań „Herosi R&R” zacząłem kronikować te wydarzenia w wyniku czego powstało kilka publikacji.


Ja z Ewą Komar i Pawłem Brodowskim trzymamy w rękubv egzemplarze „Jazz FORUM”
Napisałem i wydałem oficjalnie trzy książki, które ukazały się na półkach księgarskich („Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”), czytelniach i bibliotekach miasta oraz kilka tytułów napisanych do tak zwanej przysłowiowej szuflady („Marek Karewicz Złoty Fryderyk w Tomaszowie Mazowieckim”, „Subiektywna Historia Rock’n’Rolla”, „Herosi Rock’n’Rolla w Tomaszowie Maz.” oraz Suplement jako część druga do „Subiektywnej Historii Rock’n’Rolla”. Odbyłem kilka spotkań przy wypełnionych po brzegi salach, promując swoje książki (w Miejskiej Bibliotece przy ul. Mościckiego, w Centrum Dialogu przy Pl. Kościuszki, w Galerii ARKADY). Moje publikacje rozeszły się jak przysłowiowe, ciepłe bułeczki, w większości rozdystrybuowałem je na cyklicznych, swoich spotkaniach „Herosi Rock’n’Rolla”.

Foto dolne z panią Prezydent w „Galerii we wsi Nieborów”
Dzisiaj jest potrzeba wznowienia tych publikacji ale sytuacja ekonomiczna w moim domu nie jest przyjazna dla wykonania tego przedsięwzięcia. Zorganizowałem również dwa „Spotkania po latach” tomaszowskich dinozaurów, prekursorów w naszym mieście tanecznego rock’n’rolla. Pierwsze w byłej, kultowej kawiarni LITERACKA a drugie „Spotkanie po latach BIS” w Zakościelu n/Pilicą. Były to wydarzenia historyczne, bez precedensu, które w annałach miasta zapisały się na zawsze. Przybyli na te spotkania po 50 latach i więcej, ludzie przez wiele lat nie widzący się z sobą, których los porozrzucał po całym świecie (Nowy Jork, Toronto, Berlin, Malmoe), po całym kraju (Szczecin, Gdańsk, Gdynia, Bieszczady, Żary, Kraków, Wrocław, Lubliniec, Warszawa, Nowe Miasto, Łódź). Nigdy nie zapomnę tych spotkań, ludzi, którzy z wielkimi trudnościami, zę łzami w oczach, rozpoznawali się. By po rozpoznaniu rzucając swoje ciała w objęcia, tulili się do siebie niczym, szekspirowscy kochankowie z Werony. Jeszcze trudniejsze niż spotkania były rozstania.

Bogusław Mec
Wielu przybyłych na „Spotkanie po latach” dinozaurów, przekroczyło siedemdziesiątkę a wielu innych było grubo po sześćdziesiątce, dlatego, żegnający się mieli świadomość, że mogło to być ich ostatnie spotkanie. Co wkrótce stało się faktem. Jeszcze w roku tego spotkania, dwie osoby odeszły na zawsze.  Dlaczego przedstawiam, właśnie teraz, całą swoją publiczną działalność? Dlaczego wybrałem te trzy przedsięwzięcia, tj: przeciwdziałanie alkoholowe, rock’n’rollowy cykl spotkań, pisarstwo? DLACZEGO? DLACZEGO? DLACZEGO? Teraz właśnie mogę głośno wykrzyczeć wszem i wobec, EUREKA. To plebiscyt, a właściwie jego wyniki odkryły „kuchnię” sukcesu, dając mi jednoznaczną odpowiedź. Moja publiczna działalność przysporzyła, trwająca od co najmniej 26 lat w trzech w/w dziedzinach życia, wielu przyjaznych mi ludzi dobrej woli, których dziś mogę określić tytułem ostatniego songu wyśpiewanego przez Bogusia Meca „Przyjaciele po to są. W trakcie trzytygodniowych, plebiscytowych zmagań odbyłem dwa spotkania w moim cyklu „Herosi Rock’n’Rola”, na których obecni, bez nakłaniania, wyjęli swoje „komórki” wpisując mój kod „CTM.15”, wysyłając jego treść do konkursowej bazy, wykrzyczeli, - Antek, głosujemy na ciebie!!! Musisz wygrać!!!

Przyjaciele po to są

Kiedy wszystko wyjdzie źle
Wezwij mnie, wezwij mnie
Kiedy znajomych tłum jak wróg odwróci się
Wezwij mnie, zjawię się.
Gdy Twój świat rozpada się
Wezwij mnie, wezwij mnie
Czuję, że dziś jak dziecko boisz się
Wezwij mnie, zjawię się 


Przeprowadzę Cię przez mrok
Nie pozwolę ranić łzom
I nie będziesz już się bać
Przyjaciele po to są
Kiedy już, kiedy już Ci braknie sił
Wezwij mnie, wezwij mnie
Boisz się, że nie wesprze Cię już nikt
Wezwij mnie, zjawię się
I pomogę z kolan wstać
I zbudować nowy dom
I znów poczujesz życia smak.
PRZYJACIELE PO TO SĄ 

Członkowie TPTM i Wiesław Wilczkowiak wręcza suwenir Markowi Karewiczowi.
Sławek ORWAT i Antek Malewski. Dwaj przyjaciele po to są
Korzystając z zapisu kończącego felietonu, mojego cyklu „Subiektywnej Historii Rock’n’Rolla” pozwolę sobie na tych łamach wymienić kilka osób, moich nieocenionych przyjaciół, którzy tworzyli tzw sztaby plebiscytowe głosujące na moją osobę. Dwa z nich stworzyli przyjaciele ze WSPÓLNOTY AA Monika F. i Basia B. oraz drugą, bohaterowie ZMARTWYCHWSTANIA mojego artykułu, Jadzia S. i Bogdan S. w DPS-ie przy ul. Farbiarskiej. Bardzo prężny sztab powstał w dalekich Kozienicach gdzie moi przyjaciele od rock’n’rollowych spotkań Hania i Tadeusz dorzucili ogromną ilość głosów, których ich liczby nie jestem w stanie określić, przybliżyć. Wiesław Wilczkowiak. z Gdyni ze swoimi trójmiejskimi przyjaciółmi w ostatnich dwóch dniach plebiscytu bez przerwy mnie informował jak jego silna grupa głosuje na osobę o kryptonimie„CTM.15”. Również szczecinianie Ania Hoffmann z rodziną i przyjaciółmi. czy Mietek Kałużny z synami i synowymi, uczestnicy moich tomaszowskich spotkań, informowali o swoich „ludziach” z rodzinnych sztabów, głosujących na moją osobę.

Sławek ORWAT i Antek Malewski. Dwaj przyjaciele po to są
Mój przyjaciel Sławek ORWAT z Londynu, „przetwarzający muzycznie” moje felietony, okazał się najbardziej pomysłowym ze wszystkich plebiscytowych sztabowców. Na stronie Facebooku zamieścił informację o mojej sylwetce, działalności gdzie jego przyjaciele, fani, czytelnicy z całej Europy i nie tylko, portalu MUZYCZNA PODRÓŻ okazali się bardzo skuteczni w głosowaniu. Jestem za to im bardzo wdzięczny. Również z dalekiego Nowego Jorku mój przyjaciel, Wojtek „Szymon” Szamański ze swoimi polskimi kolegami z nowojorskiej Long Island, przyczynili się do mojego zwycięstwa. Kończąc plebiscytową sekwencję nie sposób z czytelnikami podzielić się tym, że jeszcze do dzisiaj odbieram telefoniczne gratulacje i informacje o głosowaniu na moją osobę przez całe rodziny, bliskich ich znajomych, za rozpowszechnianie wszechnicy oświatowej związanej ze stylem rock’n’roll, najpiękniejszych lat (50/60-tych) XX wieku w cyklu moich spotkań „Herosi Rock’n’Rolla”.


Nocny urok fontann na Placu Kościuszki w Tomaszowie Mazowieckim
Chciałem zakończyć moją felietonową przygodę w naszym Tomaszowie Mazowieckim zapisaną w postaci „Subiektywnej Historii Rock’n’Rolla” sprawozdaniem (poniedziałek 29 luty 2016 roku) z uroczystej Gali, która odbyła się w Centrum Idei Ku Demokracji przy Kościele Akademickim Panien Dominikanek w Piotrkowie Tryb. Do Piotrkowa Tryb., podczas nieustannie padającego deszczu, pojechaliśmy we troje, to znaczy ja ze swoim dwuosobowym sztabem plebiscytowych wyborów. Praktycznie z naszego powiatu odhaczyło się najwięcej osób (9) uczestniczących w plebiscycie oraz trzyosobowa (Andrzej Wdowski, Barbara Pożyczka i Beata Dobrzyńska) grupa redakcyjnych dziennikarzy oddziału tomaszowskiego „Dziennika Łódzkiego” i „Tygodnika 7 Dni”. W galowych uroczystościach uczestniczyło pięć powiatów naszego województwa (opoczyński, tomaszowski, bełchatowski, radomszczański, piotrkowski) czyli dziesięcioosobowe składy zajmujące wg kolejności miejsc na plebiscytowych listach. Spotkanie, punktualnie o godzinie 18.30 otworzył Redaktor Naczelny „Dziennika Łódzkiego” pan Robert Sakowski.

Uroczysta Gala w piotrkowskim Centrum Idei Ku Demokracji, na której zabrałem głos dziękując wszystkim uczestnikom za udział w tym plebiscycie. Został on po raz pierwszy zorganizowany przez gazetę „Dziennik Łódzki” w piątkowym, regionalnym wydaniu „7 dni”. Stoją od lewej: Andrzej Kobalczyk, Zbigniew Bartos, Bogdan Smolarek, Katarzyna Rutkowska-Bernacka, Arkadiusz Gajewski, Marcin Witko, Krzysztof Iskierka i moja osoba przy mównicy
Przedstawił w kilku słowach uzasadnienie, popularyzację pierwszego w historii istnienia dziennika plebiscytu, po czym głos oddał szefom lokalnych, powiatowych redakcji, którzy to dziennikarze wręczali swoim „dziesiątkom” dyplomy uznania za uczestnictwo i miejsca zajęte, jak również dla pierwszej, plebiscytowej TRÓJKI na specjalnej desce, na srebrnej blasze (format A4) treść dedykacji za zajęte miejsce w plebiscycie: [Dużego formatu litery treści Człowiek Powiatu Roku 2015, pod którym to napisem piękne motto, sentencja Jana Pawła II – „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”. Następnie napis „Szanowny Pan” a pod nim imię i nazwisko osoby i zajęte miejsce w plebiscycie (w moim przypadku – „Otrzymał tytuł”) „Człowieka Roku 2015 Powiatu Tomasowskiego” w plebiscycie organizowanym przez „Dziennik Łódzki” i „Tygodnik 7 Dni”. Po lewej nazwisko i imię Redaktora Naczelnego „Dziennika Łódzkiego” pod nim logo gazety „DzŁ”, po prawej imię i nazwisko Szefa Redakcji Lokalnej „DzŁ” w danym powiecie i pod nim logo „7 Dni” oraz na dole tabliczki data: LUTY 2016].

Miałem na uroczystej Gali swoje pięć minut, które wykorzystałem zabierając finalnie głos
Pierwszą grupą nagrodzonych w plebiscycie byli uczestnicy z powiatu bełchatowskiego, zaraz po nich pani Beata Dobrzyńska Szef tomaszowskiej Redakcji dziennika, czytając nazwiska od tyłu (od zajętego 10 miejsce) zapraszała laureatów na scenę, gdzie wręczano w/w ”gadżety”. Jako ostatni ja wszedłem na scenę, wręczono mi bukiet kwiatów i tabliczkę (A4). Do mikrofonu, by podzielić się plebiscytowymi wrażeniami, powiedzieć o sobie, o swoim mieście, „dopuszczano” tylko zwycięzców z poszczególnych powiatów. Miałem to szczęście zabierając głos, opowiedzieć właśnie o sobie, o moim Tomaszowie, o swoich trzech pasjach, które najprawdopodobniej, wg mojej sugestii, opinii zadecydowały o zwycięstwie w tym plebiscycie. Po uroczystym zakończeniu wręczania plebiscytowych „gadżetów” na scenę weszli dwaj lokalni muzycy, którzy na swoich klasycznych gitarach wykonali, na niezłym poziomie, kilka znanych, tematów (w stylu flamenco np. „Hey Jude”) jazzowych. Po zakończonym krótkim mini koncercie wszyscy przeszliśmy w kuluarowe krużganki, gdzie gospodarze przygotowali sakralną, małą wystawę dzieł sztuki malarskiej. Jak to bywa na tego typu imprezach, towarzyskie kuluary miały swoje zakończenie przy suto zastawionych szwedzkich stołach.

Z Prezydentem Miasta, Marcinem Witko chwilę po wręczeniu plebiscytowych „gadżetów”
Po pogawędkach w podgrupach, grupach, przy nadal padającym deszczu, około 22.00 powróciliśmy do swoich domów. Tak się złożyło, kończąc przygodę z „Subiektywną Historią Rock’n’Rolla w Tomaszowie Maz.”, że w moim pożegnaniu z tytułem zamieściłem reportaże z dwóch wydarzeń w naszym mieście z nadania w/w, społecznych uhonorowań. Jedno związane z przyjacielem, wybitnym artystą fotografikiem, bohaterem niektórych moich felietonów, Markiem Karewiczem a drugie, podobne wydarzenie z autorem tych publikacji. Lepszego zakończenia nie byłbym w stanie wymyślić. Wyręczył mnie przypadek, ślepy los, zbieg okoliczności czy siła większa ode mnie samego? Nie będę dywagował, komentował zaistniałych wydarzeń, niech czytelnik tych publikacji, felietonów sam oceni i znajdzie swoją odpowiedź. Do spotkania na portalu „nasz Tomaszów”, choć w innej formie pisanych artykułów, felietonów. A jakich? Jeszcze na tu i teraz nie odpowiem ale myślę, zarażony pisarstwem, że coś wymyślę i że tak całkowicie od ukochanego Rock’n’Rolla nie odejdę. Jak zajdzie potrzeba, konieczność, niespodziewane wydarzenie w mieście, w kraju czy na świecie to wrócę poświęcając czas temu tematowi, temu stylowi.

Do Z O B A C Z E N I A, do U S Ł Y S Z E N I A. na portalu „nasz Tomaszów”.
Antoni Malewski

1 komentarz:

  1. Antku, ogromne gratulacje za to wszystko, co zrobiłeś dla Tomaszowa, rock & rolla i naszej przyjaźni.

    OdpowiedzUsuń