czwartek, 5 maja 2016

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 93 - III PUŁTUSK FESTIWAL im. Krzysztofa KLENCZONA

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj   Część 25 tutaj  Część 26 tutaj Część 27 tutaj Część 28 tutaj  Część 29 tutaj Część 30 tutaj Część 31 tutaj   Część 32 tutaj Część 33 tutaj Część 34 tutaj  Część 35 tutaj  Część 36 tutaj  Część 37 tutaj Część 38 tutaj Część 39 tutaj Część 40 tutaj  Część 41 tutaj Część 42 tutaj Część 43 tutaj Część 44 tutaj  Część 45 tutaj Część 46 tutaj  Część 47 tutaj Część 48 tutaj  Część 49 tutaj Część 50 tutaj Część 51 tutaj Część 52 tutaj Część 53 tutaj  Część 54 tutaj Część 55 tutaj Część 56 tutaj Część 57 tutaj Część 58 tutaj Część 59 tutaj, Część 60 tutaj  Część 61 tutaj Część 62 tutaj  Część 63 tutaj  Część 64 tutaj Część 65   tutaj Część 66 tutaj Część 67 tutaj Część 68 tutaj Część 69 tutaj  Część 70 tutaj  Część 71 tuta Część 72 tutaj Część 73 tutaj Część 74 tutaj  Część 75 tutaCzęść 76 tutaCzęść 77 tutaj Część 78 tutaj  Część 79 tutaj  Część 80 tutaj Część 81 tutaj Część 82 tutaj  Część 83 tutaj Część 84 tutaj Część 84 tutaj  Część 85 tutaj  Część 86 tutaj Część 87 tutaj Część 88 tutaj Część 89 tutaj Część 90 tutaj Część 91 tutaj Część 92 tutaj  

Dziś pragnę wyrazić bardzo osobistą radość. Niniejszy odcinek Historii Antoniego Malewskiego po raz pierwszy łączy się z moimi muzycznymi dziećmi - wrocławskim zespołem KATEDRA - finalistą Must Be The Music i laureatem Grechuta Festival, zespołem, który znam jeszcze z czasów, gdy jego muzycy byli licealistami. Z podziwem od lat obserwuję ich artystyczny rozwój, a III nagroda na Festiwalu im. Krzysztofa Klenczona 2015 w Pułtusku jest dla mnie kolejnym potwierdzeniem ich olbrzymiego talentu i możliwości, jakie drzemią w tej młodej kapeli, która od początku swej działalności stylistycznie czerpie z dorobku polskiego big bitu i inspiruje się twórczością Krzysztrofa Klenczona, Czesława Niemena i innych wielkich twórców tamtego okresu. Poniższe zdjęcie to pamiatka jednego z moich trzech pobytów w Warszawie, kiedy to regularnie odwiedzałem program Must be The Music, gdzie na back stage'u zagrzewałem moje "Dzieciaki" podczas finałowych zmagań.













W 12 lat po śmierci Krzysztofa Klenczona w Gdyni, Wiesław Wilczkowiak, Adam Jarzębiński i Krzysztof Arsenowicz, wielcy miłośnicy twórczości i przyjaciele artysty, w listopadzie 1993 roku powołują do życia Stowarzyszenie Muzyczne CHRISTOPHER im. Krzysztofa Klenczona. Już w grudniu (28/29) tegoż roku organizują w Teatrze Muzycznym w Gdyni wielki, dwudniowy, galowy koncert roku na JEGO cześć, pt „Muzyka z tamtej strony dnia”. Udział w tym szczególnym spotkaniu wzięli: zespół ŻUKI oraz artyści, przyjaciele Krzysztofa - Halina Frąckowiak, Wojtek Korda, Janusz Popławski, Ryszard Rynkowski oraz przyjaciel Krzysztofa z zespołu Czerwone Gitary, Jerzy Kossela (wraz z Heniem Zomerskim współzałożyciel zespołu wszech czasów Cz. G). Dwaj przyjaciele, Adam i Wiesław, twórcy Stowarzyszenia CHRISTOPHER pragnęli stworzyć coś większego, stałego, coś w rodzaju „DNI” czy „Festiwalu” imieniem Klenczona. Z takim projektem do Urzędu Miasta Szczytno udał się Tadeusz Grzeszczyk, Stowarzyszenie CHRISTOPHER tę piękną inicjatywy Szczytna wspierało. Tu od dziecka mieszkał, wychowywał się, kończył szkoły, młody Krzysztof za nim dotarł na studia WSWF w Gdańsku - Oliwa.


Włodarze miasta tuż po otwarciu Festiwalu z współorganizatorami pułtuskiej imprezy - Pułtusk Festiwal 2015
Władze miasta Szczytno kupiły gdyński projekt i do stałych obchodów (Dni i noce Szczytna), benefisowych uroczystości (w latach 2001/2008), wdrożyło do miejskich uroczystości muzyczną twórczość słynnego mieszkańca grodu Krzysztofa Klenczona. Odbywały się tu nie tylko koncerty znanych grup muzycznych, zespołów ale również konkursy naszej uzdolnionej muzycznie, młodzieży. To tu w Szczytnie wypłynęła na wielkie wody gwiazda, dzisiaj lidera Czerwonych Gitar, Mieczysława Wądołowskiego. Niewytłumaczalne dla mnie jest dziś odstępstwo przez włodarzy miasta, rezygnacja z tak pięknej, promującej region i miasto imprezy. Choć osobiście nie uczestniczyłem w klenczonowskich benefisach w Szczytnie, to jedno wiem, że wielu mieszkańców Tomaszowa i okolic tam bywało. Około pięciu lat trwały poszukiwania nowego miejsca, w którym można by było kontynuować tę piękną, jakże szlachetną imprezę. Wreszcie stało się. Alicja Klenczon oraz Wiesław Wilczkowiak dotarli z projektem do miejscowości położonej w północnej części Mazowsza, do Pułtuska. W styczniu 1942 r przyszedł na świat, syn Czesława i Heleny Klenczon, Krzysztof. Od czerwca 2013 w ramach dni miasta organizowany jest PUŁTUSK FESTIWAL im. Krzysztofa Klenczona. Czy ten cykl spotkań, klenczonowskich festiwali, potrwa długo? Czas pokaże.

Alicja Klenczon
To już kolejny III PUŁTUSK Festiwal im. Krzysztofa Klenczona (odbędzie się 26/28 czerwca 2015r), szkoda tylko, że ta cykliczna impreza zbiegła się w tym samym czasie co nasze Dni Tomaszowa. Tydzień przed imprezą otrzymałem imienne, VIP-owskie zaproszenie (zresztą jak co roku) na benefisowe święto wielkiego, rock’n’rollowego muzyka, od Pana Burmistrza Miasta, pod honorowym patronatem żony Krzysztofa, Alicji Klenczon, aktualnie mieszkanki Stanów Zjednoczonych. Stworzył mi się spory problem. Co wybrać? Tomaszów czy Pułtusk. Zapewne pozostałbym „w domu” gdyby w przeddzień (czwartek 25), nie dotarł do mnie telefon od pani Alicji, - Dzień dobry Antoni, myślę, że zobaczymy się w Pułtusku, od miesiąca jestem w kraju i bardzo na spotkaniu z Tobą mi zależy, mamy wiele do wspominania. Wikt i spanie zabezpieczam. Gorąco zapraszam. Telefon od Alicji zadecydował, że wybrałem miasto filmowego Stanisława Anioła, bohatera (radni miasta w Rynku ufundowali tablicę pamiątkową, tej postaci, odtwarzanej przez super aktora Romana Wilhelmiego) polskiego, najlepszego telewizyjnego serialu „Alternatywy 4”.


Marek Karewicz i Antoni Malewski
Wcześniej, miałem zaszczyt uczestniczyć w pierwszym, inauguracyjnym Pułtusk Festiwal im. Krzysztofa Klenczona (czerwiec 2013), o którym opowiedziałem w swoich felietonach (56, 57) w suplemencie do „Subiektywnej Historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie”. W drugim Festiwalu, pomimo zaproszenia, nie uczestniczyłem (przebywałem wówczas z Markiem Karewiczem w Edynburgu o czym opowiedziałem w suplemencie, felieton 86, 87 do SHR&R). Właśnie w 2014 r przybyła ze Stanów do Pułtuska Alicja (na pierwszy Festiwal choroba, patronującej tej imprezie żonie artysty, uniemożliwiła przylot do kraju). Już wtedy, po przylocie ze Szkocji, w rozmowie telefonicznej z Alicją ustaliliśmy, że jeżeli NACZELNY nie pokrzyżuje nam szyków, nie będzie przeszkód by się spotkać. Stąd mój przyjacielski, ambiwalentny do końca, wybór. Przyznać muszę, że tą decyzją przysporzyłem kłopotów nie tylko sobie, również przyjaciołom ze Stowarzyszenia ALA, gdyż moja osoba zaplanowana była przez Zarząd Stowarzyszenia, jako klubowy nestor, w uroczystym ulicami miasta, przemarszu w ramach święta Dni Tomaszowa.


Miałem tylko jeden dzień na przygotowanie się do atrakcyjnego wyjazdu. Ponieważ moje zaproszenie gwarantowało udział osobie towarzyszącej, w ostatniej chwili (czwartek 25) powołałem do drużyny, mojego przyjaciela Marka Zająca. Trzydniowy program III Pułtusk Festiwal im. Krzysztofa Klenczona 2015 na który zapraszają: Gmina PUŁTUSK i Stowarzyszenie „WSPÓLNOTA POLSKA”

Piątek 26.06.2015 
17.00 – msza św. w intencji Krzysztofa Klenczona w bazylice pułtuskiej
18.00 – Inauguracja Festiwalu – Amfiteatr Domu Polonii
18.30 – otwarcie wystawy w krużgankach Domu Polonii
20.00 - koncert wykładowców warsztatów muzycznych „Wojtek Pilichowski Band”
– Amfiteatr Domu Polonii
21.00 – „The Show Never Ends” – Amfiteatr Domu Polonii


Scena główna (Rynek). Jubileuszowy koncert Czerwonych Gitar



Sobota 27.06.2015
11.00/13.00 – konkurs festiwalowy – Amfiteatr Domu Polonii
16.30 – projekcja filmu „Klenczon w anegdocie” reż. Kazimierz Bihun - Sala
Maneż Domu Polonii
18.30 – Koncert Laureatów konkursu – Rynek (scena główna)
20.00 - Koncert. Zespół Klenczon Projekt – Rynek (scena główna)
21.00 – Koncert TSA – Rynek (scena główna)

Niedziela 28.06.2015
18.00 – Projekcja filmu – „Zbuntowany Anioł Polskiego Rocka” reż. Kazimierz Bihun
18.30 – MugShots - koncert
20.00 – Koncert. Czerwone Gitary „Złoty jubileusz 50-lecia występów”


Alicja Klenczon i przedstawiciel „Wspólnoty Polskiej” tuż po odsłonięciu tablicy z wizerunkiem 
męża Alicji, Krzysztofa
Dom Polonii w Pułtusku
Piątek 26 czerwca 2015r – Wyjechaliśmy z miasta, ze względu na Marka dzień pracy, dość późno, około godz. 15.00. Tak jak przewidywaliśmy, w piątki przed weekendem polskie drogi, szczególnie prowadzące przez Warszawę, są zakorkowane, można powiedzieć zamurowane przez samochodowe TIR-y. Tak było i tym razem. Przez stolicę przedzieraliśmy się ponad godzinę tak, że do Pułtuska dotarliśmy tuż, tuż przed 18.00. Zdążyliśmy jednak, na tak zwany „rzut na taśmę” na uroczyste otwarcie III Pułtusk Festiwalu im. Krzysztofa Klenczona. Nie dotarliśmy na czas na mszę (godz.17.00), która corocznie z okazji Festiwalu poświęcona jest Krzysztofowi Klenczonowi i jego ojcu Czesławowi, żołnierzowi wyklętemu. Otwarcie festiwalu nastąpiło w Amfiteatrze XVI wiecznego Zamku Biskupów Polskich (dziś Dom Polonii). Po oficjalnych przemówieniach włodarzy miasta (pani wiceburmistrz Róża Krasucka) i przedstawiciela „Wspólnoty Polskiej” (pana Marka Różyckiego), Alicji Klenczon, nastąpiło uroczyste odsłonięcie przez Marka Różyckiego i panią Alicję postaci męża, nadające Amfiteatrowi nazwę imienia Krzysztofa Klenczona.


Na tarasie zamku, Domu Polonii, od prawej siedzą Marek Zając, ja w koszulce z wizerunkiem Klenczona, Alicja Klenczon. Stoją Wiesiek Wilczkowiak, Jurek Klenczon, Jacek Siemaszek mąż kuzynki Klenczona w tej samej koszulce co ja. Siedzą obok Alicji ich żony, od lewej Krystyna i Lalka.

Wspomnienie z I Festiwalu im. Krzysztofa Klenczona
Po uroczystościach otwarcia wszyscy przeszliśmy do krużganków zamku, w których Wiesław Wilczkowiak (pomysłodawca i współorganizator Festiwalu) zorganizował okolicznościową wystawę poświęconą Krzysztofowi a na krużgankowym przedłużeniu wystawiony był długi, suto zastawiony stół szwedzki z przepysznym jadłem i napojami, przy którym nastąpił dla przybyłych, poczęstunek. Podczas konsumpcji organizowały się i rozpoznawały, tak ważne przy tego typu spotkaniach, kuluarowe grupy i podgrupy. Z Markiem Zającem również stworzyliśmy swoją podgrupę (Marek uczestniczył po raz pierwszy w moich rock’n’rollowych wojażach więc obowiązkiem moim było przybliżyć mu obecnych, stojących i konsumujących przy szwedzkim stole, VIP-ów), w której to podgrupie uczestniczył Kazimierz Bihun (reż. filmów o Klenczonie z Krakowa), Wiesław Wilczkowiak, jego przyjaciel i szef Adam Jarzębiński (Stowarzyszenie CHRISTOPHER) z Gdyni, Alicja Klenczon i najliczniejsza rodzina na festiwalu, Klenczonowie (kuzyni i kuzynki z mężami i żonami), przybyła ze Szczytna. Przy szwedzkim stole również uczestniczyły grupy (większości szkolne) młodzieżowe (z Białorusi, Litwy, Rosji, Ukrainy) ze swoimi opiekunami, pedagogami, które miały brać czynny udział w konkursie. W kuluarach zamku odbyły się wspomnieniowe rozmowy, w moim przypadku powracałem do I Festiwalu (2013), gdzie wspominaliśmy gawędy piłkarskie Andrzeja Strejlaua i anegdoty redaktora muzycznego, Andrzeja Szlachty z Gliwic (a miał dojechać, nie wiem co się stało?). Również Alicja zwierzała się ze swoich zdrowotnych problemów, które o mały włos uniemożliwiły by jej przyjazd do Europy. Po konsumpcyjnym spotkaniu rozeszliśmy się do swoich pokoi (dopiero teraz rozpakowaliśmy z Markiem swoje bagaże) by na godzinę 21.00 dotrzeć do Amfiteatru imieniem Krzysztofa Klenczona gdzie na jego scenie miał się odbyć kolejny punkt programu, koncert The Show Never Ends (tytuł utworu i płyty LP - Klenczona).


Antoni z Markiem na tle sceny amfiteatru podczas (między naszymi głowami rekwizyt, ostatnia gitara KK – Gibson Les Paul)) koncertu „The Show Never Ends”. W głębi na scenie Alicja Klenczon z Maćkiem Cybulskim (prezes Stowarzyszenia – Polski Rock’n’Roll) prowadzą ostatni, piątkowy koncert poświęcony Krzysztofowi Klenczonowi
Do amfiteatru przybyła niewielka liczba mieszkańców z Pułtuska, większość siedzących miejsc zapełnili hotelowi goście, a było ich sporo, tak z kraju jak i zza granicy. Koncertowy wieczór poprowadzili, jak na powyższej fotografii, Alicja z Maćkiem Cybulskim. Z ich ust padło wiele ciekawych informacji o Krzysztofie tak z muzycznej działalności kiedy mieszkał w Polsce jak również Alicja przybliżyło kilka szczegółów z ich rodzinnego życia, jego nostalgii do ojczyzny aż do ostatniego występu Krzysztofa w klubie Milford, po którym w nocy, w drodze powrotnej do domu, nastąpił tragiczny wypadek. Utwory z „amerykańskiej” płyty wykonywali uczestnicy warsztatów wokalnych gdzie niektórzy wystąpili na scenie śpiewając hity jak: „Lost soul”, „Polesia czar”, „Hey Mr. America” czy tytułowy „The Show Never Ends” a wyśpiewali je m.in. Michał Pilichowski, Paulina Przybysz czy Michał Trzpioła. Ogromne wrażenie na przybyłych zrobił występujący poza konkursem (nie zdążyli na czas) młody zespół PROFUSION, 14/16 -latków z Chicago, którzy z ogromną ekspresją wykonali „10 w skali Beauforta”. Po 23.00 zakończył się pierwszy dzień festiwalu, jeszcze kilka kuluarowych pod chmurką wymian zdań z przyjaciółmi, w ciepłą, gwiaździstą noc na tarasie zamku gdzie przed północą, mocno zmęczeni dotarliśmy do swojego pokoju.


Oto „surowy” skład jury chroniący przed upalnym słońcem swoje ciała pod wiatą, od lewej: Marek Różycki, Paweł Sztompke, Wiesław Wilczkowioak, Maciej Cybulski, Alicja Klenczon i Andrzej Ambroziak
Sobota 27 czerwca 2015r – Obudził mnie strasznie upalny poranek. Całą noc, choć mieliśmy otwarte okno z widokiem na przepięknie zadrzewiony brzeg rzeki Narew, przez długi czas nie mogliśmy zasnąć, tak Marek jak i ja. Na szczęście włączony przez całą noc telewizor ułatwił cierpienia nocnej, bezsennej monotonii. Na sportowym kanale były powtórki meczy m.in. w siatkę z Iranem oraz transmitowane lekkoatletyczne konkurencje Europejskich Igrzysk w Baku. Było co oglądać, przy czym następowały drzemki przechodzące w sen, by po chwili otwierało się oko i ponowne drzemki i zaśnięcia. Około 9.30 po porannym, chłodnym prysznicu udaliśmy się na śniadanie gdzie zastaliśmy konsumującą naszą grupę przyjaciół, również tak jak my zmęczonych nocnymi niedoskonałościami. Po śniadaniu zasiedliśmy na tarasie Domu Polskiego i przy małej czarnej, po porannej konwersacji udaliśmy się wszyscy do Amfiteatru, na którego scenie (w godzinach11.00/13.00) miał się odbyć konkursowy przegląd amatorskich zespołów, wykonujących covery utworów kompozycji z repertuaru beneficjenta, jubilata Krzysztofa Klenczona i Czerwonych Gitar. Przy upalnej aurze, na scenie, mierzyli się z pogodą pokonując debiutancką, konkursową tremę młodzi wykonawcy, a pod zadaszoną wiatą siedzące jury surowo i merytorycznie oceniało wykonawców.

Pułtuski Amfiteatr. Na scenie ekspresyjna grupa z Chicago PROFUSION z jej liderką, 14-letnią Karoliną Baran, wokalistka grająca na gitarze basowej w utworze „10 w skali Beauforta”. Grupa ta, startowała poza konkursem (spóźnieni, nie przybyli na czas konkursowej eliminacji) ale juror, radiowiec Paweł Sztompke nagrodził ich, by zaprezentowali się na antenie w „Muzycznej Jedynce” w ogólnopolskiej audycji Polskiego Radia – Program I



Konkursowy przegląd piosenek, utworów Krzysztofa Klenczona, według subiektywnej, mojej oceny, stał na średnio wysokim poziomie. Oprócz wspaniałych, dobrze wykonanych przez młodych wykonawców interpretacji były też słabsze, typu, przy ognisku, przy ognisku. Do II Etapu konkursu wokalno-instrumentalnego jury zakwalifikowało dwunastu wykonawców. Konkursowy finał miał odbyć się w sobotę po południu o 18.30, na scenie głównej w Rynku. Po obiedzie i poobiedniej sjeście wybraliśmy się (godz. 16.30) do Sali Maneż, która mieściła się w oddzielnym budynku na terenie Domu Polonii, gdzie odbyła się projekcja nowego filmu w reżyserii naszego przyjaciela z Krakowa, Kazimierza Bihuna pt „Klenczon w Anegdocie”. Były to krótkie, ciekawe wypowiedzi przyjaciół, kolegów Krzysztofa Klenczona z zespołów, tak z życia artystycznego, poza artystycznego, rodzinnego, niektóre zabawnie śmieszne, niektóre smutne. O artyście wypowiadali się między innymi, kuzyn Truskolaski, żona Alicja, Krzysztof Krawczyk, Bernard Dornowski, Jerzy Skrzypczyk, Piotr Stajkowski czy Marek Karewicz nasz największy artysta w dziedzinie - fotografia.

Widownia w Amfiteatrze w czasie konkursowego przesłuchania. Od lewej Marek Zając, ja oraz
Adam Jarzębiński (prezes Stowarzyszenia CHRISTOPHER) w głębi rodzina Klenczonów


Po zakończonym filmie udaliśmy się na pobliski Rynek gdzie mieściła się scena główna, bo na niej o godzinie 18.30 miał odbyć się koncert laureatów (12 wykonawców) konkursu imieniem Krzysztofa Klenczona. Pomimo, że słońce miało się ku zachodowi, na pułtuskim Rynku panowała duchota, kolokwialnie mówiąc, nie było czym oddychać, choć dopiero mieszkańcy filmowego grodu Stanisława Anioła, zaczęli zapełniać brukowane (niczym z lat 50-tych łódzki bruk) podłoże najdłuższego Rynku w Europie. Za ogrodzeniowymi barierkami, stanowiące zabezpieczenie dla artystów przed publicznością, stał bliżej sceny VIP-owski namiot, wiata, do którego porządkowe służby skierowały nas, gości (mieliśmy na szyi zawieszone emblemat z napisem „VIP”) zabezpieczający nam wygodne miejsca siedzące i dobrą widoczność sceny.

Gospodarze festiwalu w taki oto sposób (wiata) zabezpieczyli nam, gościom, VIP-om spokojne i wygodne przeżywanie muzycznych reminiscencji. Na pierwszym planie (w białej bluzce) widoczna Alicja Klenczon i stojący przy barierce Wiesław Wilczkowiak. Nasza grupa, w głębi zadaszonej wiaty



Zasiedliśmy, wszyscy „nasi”, pod zadaszoną wiatą (Adam, Wiesław, Marek, Kaziu i ja, również przy stoliku obok, Alicja z rodziną Klenczonów i inni VIP-owie) a do nas, przy jednym ze stołów przyłączyli się, bardzo skromni, ojciec Walery z córką Moniką (Białoszyccy) praktykujący głęboko, polscy katolicy (Bóg, Honor, Ojczyzna) z Ukrainy. Córka Monika to 11-letnia dziewczynka, uczestniczka pułtuskiego konkursu (IV Nagroda Alicji Klenczon). W rozmowie (świetnie mówili po polsku, bez akcentu wschodniego), nawiązaliśmy swobodną dyskusję o aktualnej, dramatycznej na Ukrainie sytuacji (mieszkali 300 km od Kijowa i 400 od Lwowa) i ich osobiste uczucia do Polski. Uderzyła nas jego miłość, wielki patriotyzm do ojczyzny oraz historyczna wiedza o naszym kraju. A młoda Monika zaskoczyła nas sporą wiedzą o twórczości KK, jak wyznała, jej wielkiego idola. Alicja, żona idola, dodatkowo podarowała im najnowszą płytę Krzysztofa Klenczona (jest to zbiór 30 najlepszych kompozycji w wykonaniu patrona festiwalu) a ja (zawsze zabieram z sobą dwa/trzy komplety) podarowałem z wpisem, swój Tomaszowski Tryptyk (Moje miasto w rock’n’rollowym widzie, A jednak Rock’n’Roll i Rodzina LITERACKA ’62).

Niektórzy uczestnicy festiwalowego konkursu na pułtuskim Rynku, z dyplomami w ręku za uczestnictwo. Pierwsza od lewej (sukienka w kwiaty) to młoda Monika Białoszycka z Ukrainy
Sylwia Martyniuk z Jeleniej Góry zdobyła Główną Nagrodę Burmistrza Miasta
Pułtusk za cudowne wykonanie i interpretację pięknego, aczkolwiek trudnego
utworu Krzysztofa Klenczona „Muzyka z tamtej strony dnia” do słów niedawno
zmarłego przyjaciela Krzysztofa, Janusza Kondratowicza (uczestnik I Festiwalu
Punktualnie o godz. 18.30 na scenie głównej Rynku (obok widniał dużych rozmiarów telebim) rozpoczął się konkurs laureatów III Pułtusk Festiwalu. Spotkanie otworzyli, Alicja Klenczon oraz Maciej Cybulski, kolejno zapraszając na scenę wykonawców (soliści, zespoły). Po każdym zakończonym występie, artyści amatorzy, nagradzani byli przez fundatorów nagród. Muszę przyznać, że zainstalowany obok sceny telebim, pełnił bardzo ważną funkcję. Dzięki zbliżeniu ekranowemu można było dokładnie zobaczyć twarze wykonawców, ich emocje, ekspresję, tremę, radości i smutki. Uważam, że koncert laureatów, stał na wyższym poziomie niż w 2013 roku podczas I Festiwalu (w drugim festiwalowym konkursie nie uczestniczyłem więc nie mogę się wypowiedzieć w tym temacie). Finałowy koncert był muzycznie tak barwny, ekspresyjny, stojący na dobrym, wysokim poziomie o dziwnych, przeróżnie egzotycznych interpretacjach, że nie sposób na łamach tego felietonu ich opisać. O twórczości Klenczona w moich artykułach, publikacjach, cyklicznych (Herosi Rock’n’Rolla) spotkaniach dużo opowiedziałem, że nie będę się powtarzał na tych łamach. Pozwolę sobie tylko wymienić listę, słusznie i sprawiedliwie ocenionych przez jury, nagrodzonych w III pułtuskim, muzycznym konkursie im. Krzysztofa Klenczona. Bez względu na fundatora i konkursowej, chronologicznej kolejności, pozwolę sobie ich wymienić:


Fryderyk Nguyen  wokalista i gitarzysta wrocławskiej grupy Katedra


Sylwia Martyniuk – Nagroda Główna Burmistrza Miasta Pułtusku za utwór: 
(Muzyka z tamtej strony dnia),
Monika Białoszycka – IV Nagroda Alicji Klenczon,
Zespół KATEDRA – III Nagroda Alicji Klenczon, III Nagroda Burmistrza Pułtusk,
utwór (Nie przejdziemy do historii)
Zespół OLDYOUNG – Nagroda od Internautów, Nagroda Stowarzyszenia CHRISTOPHER
za utwór (Samotny cygan),
Zespół OMNI MODO - II Nagroda Burmistrza Pułtusk, II Nagroda Alicji Klenczon, Nagroda
rodziny Klenczonów (elektryczna gitara) za utwór (Nie przejdziemy do historii),
Marcin Błądzyński - Nagroda Anny Kondratowicz (żona Janusza – poety),

Wręczanie nagród i dyplomów przez jurorów laureatom konkursu. Na scenie pośród osób nagrodzonych, Maciej Cybulski, Alicja Klenczon oraz po prawej Wiesław Wilczkowiak, który z Alicją władzami miasta pomimo obiektywnych trudności wnieśli największy wkład by III Pułtusk Festiwal, się odbył 


Jury miało najwięcej kłopotów (taki jest konkursowy regulamin) z zakwalifikowaniem, chyba najlepszego, tegorocznego wykonawcy – młodzieżowy zespół z Chicago PROFUSION z liderką grupy Karoliną Baran – w strefie nagród, najbardziej profesjonalnego wykonawcy coverów Klenczona. Jednak konkursowe jury i opinia publiczna - uzyskali największą liczbę punktów – uznała ich wielkość i tak członek jury, Paweł Sztompke z Polskiego Radia zaprosił Karolinę Baran z zespołu do swojego programu „Muzyczna Jedynka” na ogólnopolskiej antenie PR a Alicja Klenczon przyznała I Nagrodę zespołowi PROFUSION (za utwór 10 w skali Beauforta) i Nagrodę Stowarzyszenia „Polski Rock’n’Roll”, którego prezesem jest juror, Maciej Cybulski. Zespół wywołał tak duże emocje, sympatię, że na niedzielę (zakończenie III Pułtusk Festiwal) organizatorzy zaproponowali zespołowi blisko godzinny występ, koncert (godz. 17.00) na scenie głównej Rynku.


Wiesław, jako strażnik Klenczona gitary, przed wizerunkiem swojego idola, 
i przyjaciela w dniu (27.06), swoich 71 urodzin

O godzinie 20.00 na scenie głównej pułtuskiego Rynku wystąpił zespół Klenczon Projekt, promowany przez gdyńskie Stowarzyszenie Muzyczne CHRISTOPHER imieniem Krzysztofa Klenczona. Po rozpadzie „Czerwonych Gitar” powstały dwie, różne (personalnie) muzyczne grupy. Jedna pod egidą Jurka Skrzypczyka (na czele z Jerzym Kosselą, pod starą nazwą) a drugą stworzył inny, były członek Bernard Dornowski (Ex Czerwone Gitary). Właśnie, po odejściu Bernarda, trzon zespołu przejęli nowo, starzy członkowie i w styczniu 2015r powstał pod patronatem Stowarzyszenia CHRISTOPHER – zespół Klenczon Projekt w składzie – Tadeusz Rząca, Zenon Miluski, Marek Zienkowski i Sławomir Koryzno. W ciągu godziny, żaden zespół (jest to moja prywatna opinia) tak wiernie nie interpretował, odtwarzał nawet grą na gitarze, utworów kompozycji i w wykonaniu, jak sam Krzysztof Klenczon. Wśród przybyłych byli tacy, którzy ze zdziwieniem otwierali usta, - A co to, dziś jest koncert Czerwonych Gitar? Przecież w programie mają wystąpić w dniu jutrzejszym? Naprawdę było to wspaniałe widowisko (same, wielkie hiciory KK), wspaniała zabawa, idealne preludium przed jutrzejszym koncertem Czerwonych Gitar pod egidą perkusisty, Jurka Skrzypczyka.


Marek Piekarczyk tradycyjnie koncertował w Pułtusku ze swoim zespołem TSA
Na zakończenie drugiego dnia III Festiwalu o godzinie 21.00 wystąpiła oczekiwana z dużym zainteresowaniem przez lokalnych fanów, pułtuszczan, przy kompletnie wypełnionym placu Rynku, w rock’n’rollowym koncercie super grupa TSA, na czele z jej liderem, ulubionym przez wszystkich, Markiem Piekarczykiem. Dużo o Marku, o TSA pisałem w swoich felietonach, o ich muzyce i repertuarze, choćby dwukrotnie występującego z zespołem na zakończenie V i VI Edycji konkursu Wspomnienia Miłośników Rock’n’Rolla w Operze Leśnej i Muzycznej SCENIE w Sopocie. Dziś chciałem opowiedzieć o tym wspaniałym występie Marka ze względu na zakończenie występu poświęcone starszemu, przedwcześnie zmarłemu (39 lat) koledze z muzycznej branży. Pragnę zakończyć tę część felietonu, cytując fragment przepięknego, wyśpiewanego epitafium na cześć Krzysztofa, - „Idąc cmentarną aleją widzę Ciebie mój przyjacielu. Odszedłeś bo byłeś słaby jak suchy liść. Dzisiaj możemy dotknąć Cię naszymi, pustymi duszami, obnażyć swe oszustwa i nasze wypalone sumienia …”. 


Pod ścianą domu Krzysztofa Klenczona z pamiątkową tablicą w towarzystwie Marka Zająca i Adam Jarzębińskiego
W tak nostalgicznym natchnieniu udaliśmy się wszyscy, w cholernie upalny wieczór, na dziedziniec Domu Polskiego, na którym zoczyliśmy suto zastawione stoły niezłym, smacznym jadłem, owocami, słodyczami, napojami właściwymi, wieloowocowymi przepitkami i sokami. A co to za uroczystość, zadaliśmy sobie to pytanie? A to moi drodzy … 71 urodziny naszego współtwórcy Festiwali w Pułtusku, WIESŁAWA WILCZKOWIAKA. Nastąpiły dla Wiesława gorące życzenia, a po nich biesiadowanie, biesiadowanie … aż do rana białego.

Pod domem, w którym mieszkał Napoleon Bonaparte z widoczną, okolicznościową tablicą na ścianie budynku, w towarzystwie Marka Zająca i Adam Jarzębińskiego
Niedziela 28.06.2015r – To była beatlesowska noc po ciężkim dniu (A Hard Days Night). Wielkie szczęście, że przed południem nie było żadnych, programowych zajęć. Wstaliśmy, prawie wszyscy uczestnicy urodzinowej biesiady, około 10.00, by jeszcze rzutem na taśmę załapać się na hotelowe śniadanie. Na zewnątrz upał nie ustępował. Wybraliśmy się nad rzekę Narew (Marek, Wiesław, Adam i ja) na spacer i wokół cienia starych drzew, doszliśmy łukiem do centrum miasta, na Rynek. Bo na tej ulicy (stanowiący wybrukowany, prostokątny plac) znajdują się wszystkie urzędy miasta, instytucje i najważniejsze budynki i budowle Pułtuska. Tu zrobiliśmy pod nowo odrestaurowanym domu, w którym urodził się Krzysztof (kiedy byłem tu 2013r budynek stanowił uliczną ruinę) kilka fotek, następnie kilkadziesiąt metrów dalej stoi, również odrestaurowany dom, w którym na krótko, idąc na Moskwę, mieszkał Napoleon Bonaparte a dalej, bliżej zabytkowej wieży i kościoła budynek, na którym widnieje pamiątkowa tablica informująca, że w tym budynku (były Komitet PZPR) nagrywano kilka (pierwszy odcinek) scen z filmowym Stanisławem Aniołem (aktor Roman Wilhelmi) do telewizyjnego serialu „Alternatywy 4”. Zmęczeni upałem poszliśmy na popołudniową sjestę by po chłodnym prysznicu, na godzinę 17.00 udać na Rynek, bo o tej godzinie miał się odbyć niezapowiedziany w programie koncert, grupy z Chicago PROFUSION.


Czerwone Gitary w swym „Złotym jubileuszu 50-lecia występów” na scenie w Pułtusku
O godzinie 17.00 zjawiliśmy się na Rynku w towarzyskim komplecie we wiacie dla VIP-ów, by uczestniczyć wcześniej w nie planowanym koncercie grupy muzycznej z USA, PROFUSION, która mocnym, rock’n’rollowym, w iście amerykańskim stylu rozpoczęła utworem „10 w skali Beauforta” swój muzyczny recital by po chwili utworem „Port” wywołać wśród publiczności muzyczne podniecenie. Wykonali kilka światowych, będących na czasie przebojów, m.in. „Hotel California”, „Show Must Go On” czy „House Of The Rising Sun”. Swój blisko godzinny recital zakończyli wielkimi hitami Klenczona, „Nie przejdziemy do historii” i „Matura”. Przy nieustających owacjach, okrzykach bisowania, weszła na scenę planowana w programie, utalentowana grupa MugSHOTS (zwycięzca ubiegłorocznego festiwalu). Wspaniały zespół (band) mający w swoim składzie bardzo dobrych, młodych muzyków grających na takich instrumentach jak saksofon, trąbkę, puzon, klawisze, instrumenty perkusyjne ze wspaniałym piosenkarzem. Zespół w sposób bardzo ekspresyjny, jazzujący, wykonał wiele dixlandowych znanych hitów z repertuaru Klenczona i sporo utworów kompozycji własnej i światowych przebojów utrzymując publikę, non stop, w ciągłym napięciu i muzycznej ekstazie. Po tym muzycznym bombardowaniu nastąpiło troszkę spokoju.

Czerwone Gitary tuż przed koncertem jubileuszowym ze swoimi najwierniejszymi fanami Barbarą Samoś i Krzyśkiem Tarnowskim (w koszulce z Klenczonem)
Na ekranie telebimu ukazał się kolejny, 30-minutowy, film Kazimierza Bihuna „Zbuntowany Anioł Polskiego Rocka”zprzewijającą się przez cały film piosenką w wykonaniu Ashy Lunarzewski i zespołu Onyx The Rock Band opowiadający o zespole Czerwone Gitary i Krzysztofie Klenczonie. Na ekranie wypowiadali się koledzy z zespołu, krytycy muzyczni, przyjaciele, rodzina (siostra Hanna, żona Alicja, kuzyni). Wypowiedzi niektórych osób dotyczyły niepotrzebnego wyjazdu do Stanów czy silnego konfliktu między Sewerynem a Krzysztofem. Myślę, że najbliżej prawdy był znający konflikt, znawca tego rodzaju muzyki, Marek Karewicz, który na ekranie tak się wypowiedział, - Seweryn był niezłym muzykiem ale kochał słodki jej rodzaj (sweet) natomiast Krzyśka cechował inny styl, bardziej ostry, rockowy o czym mogły świadczyć utwory nagrane przez Trzy Korony jak „10 w skali Beauforta” czy „Port”. I to było moim zdaniem podstawą konfliktu. Tuż po filmie na scenę, przy szczelnie wypełnionej widowni, rozkołysanej rock’n’rollowo, przy rosnącym napięciu wchodzą, strojąc swoje instrumentarium, chłopcy zespołu wszechczasów Czerwone Gitary, który to zespół w tym roku obchodzi swój niekwestionowany jubileusz, 50 lecie powstania (3 styczeń 1965r) i koncertowania po kraju, Europie i świecie.

Telebim na Rynku przed sceną główną
I zaczęło się bardzo mocnym akcentem, utworem „To właśnie my”, który to, mogę śmiało dziś powiedzieć, przebój od pierwszej chwili wprowadził pułtuską publiczność w niezwykły szał, wręcz amok. Jak za dawnych lat, fruwały kapoty, okrzyki jak na piłkarskim stadionie, które na scenie wprowadzały śpiewających muzyków w taneczne szaleństwo. Wszyscy na estradzie tańczyli. A Jurek Skrzypczyk, jak prawdziwy wodzirej, zza perkusji, swymi podpuszczającymi publiczność okrzykami, dolewał oliwy do ognia. Wszystkim nam, pod VIP-owską wiatą, to szaleństwo się udzieliło. Mogę powiedzieć, że co najmniej przez dobre półtorej godziny na pułtuskim Rynku wszyscy jak jeden mąż kołatali, tańczyli, wspólnie śpiewali, jednym słowem panowało wielkie szaleństwo. Nie jestem w stanie wymienić dziś wszystkich utworów, ich kolejności, jakie zespół wyśpiewał. Wymienię te, które najbardziej zapamiętałem, które na pewno były, „Nikt na świecie nie wie”, „Takie ładne oczy”, „Licz do stu”, „Historia jednej znajomości”, „Tak bardzo się starałem”, „Kwiaty we włosach”, „Wróćmy na jeziora”, „Matura”, „Taka jak ty” czy „10 w skali Beauforta” i „Port”. Był także „Biały Krzyż”, przy którym to utworze, wszyscy siedzący powstali z miejsc trzymając rękę w górze a w dłoni symboliczne światełko (zapalniczki).

Przed głównym wejściem do hotelu: ja, Marek Zając oraz Adam Jarzębiński
Finał był niesamowity, bis za bisem, nie jestem w stanie odtworzyć powtarzanych utworów. A na scenie w tym czasie, zespół nadal grał i śpiewał, weszli wszyscy, którzy te wspaniałe trzy dni tworzyli: Burmistrz i pani zastępca Burmistrza, Andrzej Ambroziak, Wiesław Wilczkowiak, Alicja Klenczon, przedstawiciel Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Maciej Cybulski i inni bliżej mi nieznani osobnicy. Wszyscy na scenie przy muzycznym akompaniamencie Czerwonych Gitar zaczęli tańczyć, wydawało się, że impreza w Pułtusku będzie trwać, trwać i trwać, że nigdy się nie skończy. Tuż po 22.00 wróciliśmy z Markiem do Domu Polonii, na którym to, zamkowym dziedzińcu zebrali się wszyscy organizatorzy, rodzina Klenczonów, reżyser Kazimierz Bihun i członkowie zespołu Czerwone Gitary. Jak zawsze po takim wydarzeniu, przy skromnie zastawionym stole i szczypcie alkoholu, opada bitewny pył, odchodzą hamujące emocje gdzie mija stresowanie się i spokojnie można podsumować poniesiony wysiłek się. My z Markiem, już spakowani, musieliśmy z tych przyjemności zrezygnować. Wracaliśmy do domu. Marek rano szedł do pracy. O 22.30 pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy kierunek Tomaszów. Do domu zajechaliśmy w poniedziałek, około godziny 1.00 w nocy. III Pułtusk Festiwal im. Krzysztofa Klenczona przeszedł do historii.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza