poniedziałek, 5 stycznia 2015

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 20 - Szczecińsko/Trójmiejski powrót

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj


Wojtek Szymon Szymański i Antoni Malewski
Tak się złożyło w wakacje (lipiec) 1962 roku, że Mirek Orłowski bawił w Szczecinie w finałach pierwszego Konkursu Szukamy Młodych Talentów, a ja z Wojtkiem Szymonem w tym czasie udaliśmy się autostopem do Trójmiasta, by zobaczyć naszego, nie zakładając pracy w Non Stopie w Sopocie, wspólnego idola (Mirek w swoim repertuarze miał jego wielki przebój Hello Mary Lou) Ricky Nelsona, w amerykańskim westernie Rio Bravo. Piękny był nasz powrót z wakacyjnych eskapad z nad polskiego, morskiego wybrzeża. Spotkaliśmy się z nim i wieloma wspólnymi kolegami z seansów muzycznych (na chacie u Szymona), na dancingu w gastronomicznym kombinacie – Jagódka. Muszę przyznać, że po mieście głośnym echem rozeszła się informacja o szczecińskim występie, jakby na to nie patrzeć – sukcesie, Mirka Orłowskiego. Równolegle z szczecińskimi, konkursowymi reminiscencjami, ja z Wojtkiem, po powrocie z sopockiego Non Stopu, wywalczyliśmy, uzgodnione wcześniej z dyrektorem ZDK Włókniarz, pierwsze w historii miasta, młodzieżowe fajfy w kawiarni Literacka, o których na łamach niniejszej, Subiektywnej Historii R&R w Tomaszowie, wcześniej opowiedziałem. Uważam te dwa wydarzenia za wielce znaczące dla miasta, dla rozwoju w naszym grodzie rock’n’rolla i młodzieżowej subkultury.


O tych wydarzeniach głośno mówiło się w tomaszowskich lokalach, kawiarniach, szczególnie zważywszy na porę roku, na nadpilicznych plażach. Również na prywatnych spotkaniach u Wojtka Szymona przy Placu Kościuszki 17, gdzie tematy do opowiadań i dyskusji, były tylko dwa – Mirka wspomnienia ze Szczecina i nasze z Trójmiasta. Patrząc na te dwa wydarzenia z perspektywy minionych lat, dzisiaj mogę z dużą odpowiedzialnością, powagą powiedzieć, że rok 1962 był najważniejszym dla tomaszowskiej młodzieży mieszkającej w tym czasie w mieście, również dla nas, że cała młodzież odniosła epokowy sukces, który zaprocentował w późniejszych latach. Mirek miał szanse o swoim szczecińskim sukcesie, i to czynił, nie tylko werbalnie opowiadać słowami na wszelkiego rodzaju spotkaniach towarzyskich, ale udowadniać mieszkańcom miasta na różnych występach w festynach ludowych, organizowanych na okoliczność świąt państwowych (1 Maja, 22 lipca, 12 października) i innych, na scenie ustawianej na dany koncert na Placu Kościuszki, na scenie w Ogrodzie Botanicznym w ZDK Włókniarz, w kinowej sali w ZDK Chemitex-Wistom (dziś Malinowa) przy ulicy Spalskiej czy na małej estradzie w pobliskiej Spale (w tamtych latach Spała była największym kurortem w centralnej Polsce).


Również występy zespołu z ZDK Chemitex - Wistom, w którym Mirek był solistą, odbywały się w świetlicach przyzakładowych. Mirkowi akompaniowali z kapeli Piliczanie wszechstronni, wspaniali instrumentaliści, których pozwolę sobie przedstawić na łamach Nasz Tomaszów to; akordeon – Stanisław Solarski, pianino, akordeon – Ryszard Kuciński, saksofon – Henryk Łepek, Michał Franczak (później grał w DIX-61), trąbka, gitara - Andrzej Tomczyk, kontrabas – Janek Rudny, perkusja – Janek Porczyk, gitara – Jurek Pietrzak, Janek Szymański, akordeon i później saksofon – Wojtek Jóźwik (do dzisiaj klezmerzy ze swoim zespołem i to z dużym powodzeniem). W Mirka repertuarze były polskie piosenki, aktualne przeboje jak również zagraniczne, szczególnie z repertuaru Billa Haleya (uwielbiał go najbardziej), Fatsa Domino czy wspomnianego Ricky Nelsona. A kiedy twist zawładnął światem jego bożyszczem stał się nieśmiertelny, Chubby Checker z Peppermint’ Twist, Let’s Twist Again czy The Twist.




Za nim doszło do wspólnego spotkania w Jagódce, odbyło się już kilka fajfów w Literackiej, więc była okazja by omówić spotkanie przy Warszawskiej 10. Do Literackiej przychodzili na fajfy również muzycy z Jagódki, z DIX-61; Jurek Tomasik Tomaszewski, Wiesio Grzyb Banasik, Wacek Dryżek, Romek Grabczyk, Andrzej Pachniewicz, Jurek Pietrzak, Wiesława Labrync, Leszek Borek czy sam kierownik zespołu, Zdzisław Piwek Piwowarski. W ich przychodzeniu na fajfy nie było nic dziwnego, czerpali do swojego repertuaru wiele muzycznych nowości z tych spotkań, reprezentowaliśmy przecież jedno pokolenie, do bólu zarażone rock’n’rollem. Mogę szczególnie powiedzieć o Jurku Tomasiku, że dużo czerpał do swojego repertuaru z utworów odtwarzanych na fajfach w Literackiej czy z dyskografii Szymona. Często bywał u Wojtka na muzycznych seansach. Na przykład bywając na chacie u Szymona, ściągnął na swój saksofon dwa super hity, Rudy’s Rock z repertuaru The Comets zespołu Billa Haleya czy Honky Tonk z repertuaru Billa Doggetta. Również jego klarnetowe hity, wygrywane na dancingach w Jagódce, z repertuaru geniusza klarnetu Acker Bilka jak Creole Jazz, Stranger On The Shore, Summer Set czy Petit Fleur Sidneya Becheta jak i wiele innych, instrumentalnych przebojów zaczerpniętych było z wojtkowej, muzycznej skarbnicy.


Pamiętam dokładnie to spotkanie na dancingu w Jagódce przy ulicy Warszawskiej 10. Zawsze było dużo osób na tańcach w tym lokalu ale na tą dancingową sobotę, przybyło szczególnie dużo, powiem więcej, w kawiarni znalazł się nadkomplet. Mieliśmy wynajętą ośmioosobową kabinę, w której siedziało nas chyba z 10 osób a może i więcej. Było ciasno. Nie wiem czy wszystkich zapamiętałem, postaram się wymienić tych, którzy na pewno znaleźli się z nami w kabinie; byli to Wojtek Szymon, Reniek Szczepanik, Mirek Orłowski, Andrzej Kuźmierczyk, Romek Jędrychowski, Kaziu Cychner, Janusz Bartkowiak, ja i Grzesiek Gajak. Nasze dziewczyny do tańca siedziały obok kabiny przy połączonych stolikach, było ich z osiem. Gdy tylko muzycy z DIX-61 zagrali, wszyscy głodni tańców, rzuciliśmy się do siedzących obok dziewczyn, by na parkiecie rozpocząć rock’n’rollowe szaleństwa. Gdy zakończyła się taneczna rundka udaliśmy się do konsumpcyjnych stołów, mikrofon, odłożywszy saksofon, wziął do ręki Jurek Tomasik Tomaszewski i zagaił, - Proszę państwa, by smaczniej nam się spożywało wiktuały sporządzone przez załogę naszej restauracji, na scenkę kawiarni poproszę Mirka Orłowskiego by podzielił się z nami wspomnieniami ze szczecińskiego, festiwalowego Finału I Konkursu „Szukamy Młodych Talentów”.




Mirek jak przystało na wytrawnego mówcę, wykorzystując przerwę w tańcach, kwadrans a może i dłużej, opowiadał o swoich osobistych przeżyciach, zakulisowych rozgrywkach jakie miały miejsce wśród wykonawców i organizatorów. W konkursowym występie Mirkowi akompaniował, do utworów wykonanych w języku polskim Podmoskiewskie wieczory i Two Hound Dogs w języku angielskim, zespół COMBO (zajął V miejsce w konkursie zespołów) z Piotrkowa Tryb. Liderem zespołu był grający na gitarze prowadzącej nasz wspólny kolega, nieżyjący Bronek Krasoń (wspaniały gitarzysta, kiedy Japończycy budowali w ZWCh Wistom nowy oddział wiskozy, Bronek był tłumaczem dla Azjatów.


Jagódka była dla nich jadłodajnią). Najwięcej emocji wywołała opowieść z szczecińskiego finału, który odbył się w strugach deszczu na kortach przy głównej ulicy miasta, Wojska Polskiego. Pomimo ulewy, korty w Szczecinie wypełnione były po brzegi a zebrana publiczność na boso, okryta w kuse peleryny, niektórzy z gołym torsem przy zdjętej koszuli, tańczyła w rytmach rock’n’rolla przygrywającym finalistom (Helena Majdaniec, Wojtek Korda, Wojtek Gąssowski, Karin Stanek) przez zespół Czerwono Czarnych. Z konkursowego finału, Mirek w nim nie uczestniczył, wyłoniła się Złota Dziesiątka, z którą zespół Czerwono Czarnych w latach 1962/63 (zawitali również do Tomaszowa) koncertował z wielkim powodzeniem po kraju. Na zakończenie opowieści, jak przystało na szczecińskiego finalistę, Mirek zaśpiewał jako, że na świecie panował twist, dwa hity w tym stylu, Pony Time i Let’s Twist Again. Natychmiast parkiet w Jagódce wypełnił się tańczącymi. Twistowe szaleństwo trwało do końca dancingu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza