sobota, 1 marca 2014

No to Grammy! Rozmowa z pierwszym polskim zdobywcą nagrody Grammy Włodkiem Pawlikiem (Nowy Czas nr 200)

- Dotychczas nazwisko Pawlik było w Polsce powszechnie kojarzone bardziej w świecie filmu. Czy ten ogromny sukces jaki stal się pana udziałem, jest dla pana zaskoczeniem, czy też spodziewał się pan tego od momentu nominacji?

- I tak i nie... Wielkim zaskoczeniem była nominacja albumu "Night in Calisia" do "Grammy", o której dowiedziałem się 7-go grudnia w ubiegłym roku. Było więc wystarczająco dużo czasu, aby oswoić się z myślą, że mamy dużą szansę na zdobycie statuetki. W sumie zostało tylko 5 płyt na placu boju, w tym nasza. Jednak im było bliżej daty ceremonii wręczenia nagród, tym większy był mój sceptycyzm, ponieważ zaczęła przeważać świadomość udziału w typowo amerykańskiej kategorii, jaką jest muzyka jazzowa. Oczywiście, wielki wpływ na przyznanie "Grammy" miał udział w nagraniu słynnego amerykańskiego trębacza Randy'ego Breckera. Niemniej jednak inni muzycy na tej płycie to Polacy. No i ja, kompozytor tej muzyki... z Polski... Stąd eksplozja radości po ogłoszeniu werdyktu członków NARAS.

- Skąd pomysł na taki album i dlaczego właśnie orkiestra kaliska? 

- Muzyka pod wspólnym tytułem "Night in Calisia" powstała na zamówienie dyrektora Filharmonii Kaliskiej Adama Klocka w związku z obchodami 1850 lecia powstania Kalisza, które miały miejsce w 2010 roku. Po niezwykle udanym koncercie zdecydowalismy się nagrać ten materiał w studyjnych warunkach. Nagrań dokonano w 2011 w roku w warszawskich studiach Polskiego Radia. W roku 2012 płyta ukazała się w Polsce, a w ubiegłym roku w USA, wydana przez Summit Rec.

- W jakim stopniu udział Randyego Breckera - trębacza, który na swoim koncie ma kolaboracje z takimi gigantami rocka amerykańskiego jak Frank Zappa czy Bruce Springsteen w nagraniu albumu Night in Calisia, miał wpływ na sukces tego krążka za Oceanem?


- Tak jak już wspomniałem, na pewno znaczący, jednak co ciekawe, jego w 100 procentach autorska płyta The Brecker Brothers Band Reunion wydana prawie w tym samym czasie w Stanach co Night in Calisia nie otrzymała nominacji. Stąd wniosek, że trudno logicznie wytłumaczyć decyzję członków Akademii i jakie kryteria wzięły górę przy nominacji "Calisii".

- Randy Brecker nie jest jedynym amerykańskim muzykiem, z którym pan współpracował. Wcześniej pojawiali się także saksofonista Richie Cole czy perkusista Billy Hart. Co takiego jest w jazzie amerykańskim, że jest panu tak bliski? 

- Rytm, swing, blues, spontaniczność i kreatywność, Frank Sinatra i John Coltrane, Gershwin i Miles Davies... nowa energia, którą jazz wniósł do obiegu kultury muzycznej XX wieku..

- Czy konsekwentna popularyzacja amerykańskiego jazzu prowadzona latami przez Mariusza Adamiaka oraz liczne wyróżnienia jakie otrzymywał pan od legendarnego klubu Akwarium były swego rodzaju motywacją i miały wpływ na pana wielki sukces za oceanem?

- Rzeczywiście, w latach 90-tych po moim powrocie do Polski po długim okresie emigracji związanym ze stanem wojennym, klub Akwarium był dla mnie drugim domem. Grałem tam bardzo często, a Mariusz był patronem wielu moich przedsięwzięć. Myślę tu przede wszystkim o płycie Włodek Pawlik Trio Standards Live, którą nagrałem w Akwarium wraz z Czarkiem Konradem i nieżyjącym już, wspaniałym kontrabasistą Zbyszkiem Wegehauptem. Ten 2-płytowy album zaowocował m.in. naszym występem na największym jazzowym festiwalu w Europie "North Sea" w Hadze w 1998 roku, zresztą z dużym sukcesem.

- A propos pana sukcesow. Grand Prix na Konkursie Jazzowym w Dunkierce, nagroda na Międzynarodowym Konkursie Kompozycji Jazzowych w Monaco, Fryderyk 2005 za Misterium Stabat Mater oraz od TVP Kultura 2006 za album Anhelli świadczą o tym, że w Polsce i w Europie posiada pan już od dawna ustaloną pozycję w świecie jazzu. Dlaczego wiec nie było pana na pierwszych stronach gazet, jak miało to miejsce z wieloma mniej utytułowanymi muzykami jazzowymi naszego kraju? Skromność, czy dystans do mediów? 

- Dobre pytanie, ale proszę je raczej skierować do redakcji Jazz Forum...

- "Nightwatching" Petera Greenewaya, "Rewers" Borysa Lankosza, to filmy z udziałem Agaty Buzek i... pana muzyki, która została zauważona i doceniona. Czy muzyka filmowa to pana największa pasja i czy po Grammy nadejdzie czas na muzycznego Oskara?


- Zachłanność to cecha, która w konsekwencji może okazać się zgubna. Na razie cieszę się z GRAMMY AWARD, a jak mówi mądre polskie przysłowie "Co za dużo, to niezdrowo". Inna sprawa, że aby otrzymać nominację do Oskara w kategorii "Muzyka Filmowa", musiałbym otrzymać propozycję z Hollywood i jego okolic. To pierwszy warunek.

- Na jakich mistrzach jazzu wyrastała pana wrażliwość muzyczna i który z nich miał największy wpływ na pana jako kompozytora i pianistę? 

- Jest ich wielu, jednak wielki wpływ na moją jazzową formację miały nagrania Milesa Daviesa i Johna Coltrane'a - myślę tu o ich dokonaniach z lat 60-tych ubiegłego wieku. Byłem również pod olbrzymim wplywem muzyki tworzonej przez Wheather Report, czy Brecker Brothers z okresu dominacji Jazz - Rocka w latach 70-tych i 80-tych.

- Co zmieni się w pana życiu dzięki tej nagrodzie i czy ma pan w związku z nią jakieś szczególne oczekiwania i marzenia? 

- Mam świadomość wyjątkowej rangi tej nagrody, szczególnie jej znaczenia w kontekście tak niewielu wyróżnień polskiej muzyki jazzowej za Oceanem. To bardzo mocny impuls do tworzenia muzyki na co najmniej takim samym poziomie jak "Night in Calisia". Ale nawet najważniejsze nagrody nie zastąpią przypływu twórczej energii i tego sobie życzę, aby mnie ona nie opuściła...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza