sobota, 22 marca 2014

Najważniejsze w naszej muzyce są emocje - Rozmowa z muzykami grupy Emoticase

- Jesteś Tomku jedynym muzykiem w historii Polisz Czart, który po raz drugi i do tego po raz drugi z rzędu zdobył szczyt naszej listy przebojów. Czujesz tę samą radość, jaka towarzyszyła Ci w listopadzie gdy wygrywałeś wraz z zespołem GoodWay, czy jest to dla Ciebie bardziej osobiste przeżycie?


GoodWay w pełnej krasie
Tomek: Trudno będzie mi chyba w sposób niebanalny oddać to co teraz czuję. To trochę jak krzyk radości małego dziecka wydobywający się z dorosłego człowieka. W listopadzie zwyciężył cały GoodWay, a teraz świętuje cała ekipa Emoticase. Owszem, mam w tych zespołach mniejszy lub większy udział, ale to praca całego zespołu, a nie jednostki, decyduje o sukcesie. “Historyjka”, która zwyciężyła w poprzednim notowaniu, to piosenka, do której zrobiłem tylko nowy aranż. Natomiast “Stand Strong” jest już wyłącznie wynikiem tego co gra mi w duszy, a zatem na pewno jest to dużo bardziej osobiste przeżycie. Bardzo dziękujemy za wszystkie oddane na nas głosy. Dostaliśmy chyba najwspanialszy prezent, o jakim mogliśmy marzyć z okazji naszego debiutu.

- Jak koledzy z GoodWay spoglądają na Twój sukces i czy nadal będziesz ich gitarzystą?

Tomek: GoodWay i Emoticase to dwa odmienne światy, które dają mi możliwość wyżycia się w różnych gatunkach muzycznych. Nie konkurują ze sobą, a wręcz się uzupełniają. Oczywiście, że nadal będę grał w GoodWay. Co więcej, od czasu gdy dołączył do nas Marcin Pankowski, otworzyły się przed nami zupełnie nowe możliwości. Napisałem już nawet 5 nowych, bardzo różnorodnych stylistycznie piosenek. Nagrywamy obecnie w studiu całą płytę GoodWay i mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli pokazać wszystkim nasze nowe oblicze. Koledzy z zespołu wspierali mnie cały czas i widzę, że trzymają mocno kciuki za Emoticase, za co bardzo im dziękuję.


Mariusz Leśniewicz
- Emoticase to nie tylko Tomek, który jest już dobrze znany zarówno słuchaczom Polisz Czart jak i czytelnikom Muzycznej Podróży. Wy nie byliście nigdy wcześniej prezentowani na naszej antenie. Moglibyście powiedzieć kilka zdań o swojej przeszłości muzycznej?

Mariusz: Grałem do tej pory różne rzeczy, od stricte rockowych aż po jazzowe powiedziałbym covery, ale nie były to projekty znane szerszej publiczności. Dopiero Point of View, do którego wciągnął mnie Łukasz, był dla mnie szansą na coś poważniejszego. Grałem tam z pełnym zaangażowaniem, ale niestety po 1,5 roku zespół zakończył swoją działalność. Muszę tu zwrócić uwagę na fakt, że art rock, czy też rock progresywny, były dla mnie wówczas czymś zupełnie nowym. Gdy Łukasz zaproponował mi udział w tym zespole, długo się wahałem. Nie chciałem bowiem grać muzyki, której nie czułem i nie znałem, jednak po dokładnym przesłuchaniu materiału, pochłonęła mnie ona całkowicie, rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Nagrałem też 7 linii basowych na płycie “Mój sen, moje marzenie” zespołu Marrakesz. Był to projekt charytatywny Sergiusza Fabiana, syna Pani Katarzyny Sobczyk. Pani Kasia po wielu latach spędzonych w Stanach, po zachorowaniu na nowotwór wróciła do Koszalina. Cały dochód ze sprzedaży płyty przekazany został na profilaktykę walki z rakiem. Wystąpili na niej wybitni polscy artyści, tacy jak Krzysztof Cugowski, Wojciech Waglewski, Wanda Kwietniewska, Dżej Dżej z Big Cyca, Ania Rusowicz, Agata Sierańska, Jarek Janiszewski, Ania i Marcin Ciurapińscy.


Łukasz Ferenc
Łukasz: Odkąd pamiętam to muzyka „była”. Rodzice w formie anegdoty opowiadają, że już jako maluszek siedząc na nocniku kiedy w telewizji występowały zespoły, to oglądałem je z otwartą buzią (śmiech) W podstawówce zostałem samozwańcem i wkręciłem się do grania na werblu na apelach szkolnych. Musiałem w szybkim tempie przyswoić 11 marszy nie mając kompletnie pojęcia z czym to się je. Dałem radę bo dostałem pałki i swój werbel (śmiech) Temat na jakiś czas ucichł, a do perkusji powróciłem w liceum i tak już zostało do dzisiaj. W między czasie uczyłem się grać na gitarze, bo była tańsza i tak nie hałasowała, a jako że mieszkałem w bloku nie było innej opcji. Oczywiście fascynowałem się grą wirtuozerską i jak najszybciej chciałem nauczyć się rozkładania akordów i pasaży. W liceum pojawiły się pierwsze nagrania demo, ciągłe poszukiwania muzyki, w której chciałem się odnaleźć. Cały czas ćwicząc, doskonaliłem się i uzupełniałem braki techniczne. Do tej pory nie wszystkie udało się uzupełnić, ale przynajmniej wiem już gdzie jest przysłowiowe „raz” (śmiech)

- W jakich okolicznościach poznaliście się i dlaczego postanowiliście razem grać?

Mariusz: Z Łukaszem poznaliśmy się w innym projekcie i chwilę później graliśmy już razem w Point of view. Tomka natomiast poznałem dzięki Łukaszowi i Emoticase.

Łukasz: Z Tomkiem poznaliśmy się w liceum, uczęszczaliśmy do jednej klasy – stąd się znamy. Znajomość powróciła przez przypadek. Zauważyłem, że pojawił się z gitarą w Toruniu i ma pomysły. Spotkaliśmy się u mnie w sali prób i tak już zostało. To zdolny chłopak jest(śmiech).

Tomek: Ja tylko dodam, że zawsze staram się dążyć do współpracy z ludźmi znacznie bardziej utalentowanymi i doświadczonymi ode mnie, i dlatego właśnie szczególnie się cieszę, że Łukasz i Mariusz zgodzili się ze mną pomęczyć (śmiech).

- Fascynuje Cię Mariuszu postać Filipa Sojki - sidemana występującego u boku takich wykonawców jak Ewa Bem, Leszek Możdżer czy Mietek Szcześniak. Ważny dla Ciebie jest także Marcus Miller, znany choćby z kolaboracji z Arethą Franklin czy Milesem Daviesem, Przyznasz, że to nieco inna stylistyka od tej, jaką wykonujesz z Emoticase. Nigdy nie ciągnęło Cie w stronę jazzu lub soulu?

Mariusz: W stronę jazzu nigdy, ponieważ za słabo gram (śmiech), chociaż miałem etap fascynacji tą muzyką, jak pewnie każdy instrumentalista. Grałem nawet przez kilka lat powiedziałbym standardy jazz-rockowe, ale chyba poziom nie był dla mnie zadowalający, mam na myśli oczywiście swój poziom. Soul natomiast jest mojemu sercu bardzo bliski. Mimo, że mam korzenie hardrockowe, to od lat zasłuchuję się soulem i popem. Dzięki temu mam szersze podejście do muzyki. Nie ograniczam się w żaden sposób co do stylistyki i może dlatego podoba mi się wszystko “co dobre”. Wiele daje mi słuchanie tak bardzo zróżnicowanej muzyki i cały czas wiele się z niej uczę. Między innymi dlatego właśnie fascynują mnie basiści sesyjni, muzycy uniwersalni, min. Filip Sojka. Niezależnie czy gra fusion czy pop rock, robi to genialnie. Bardzo cenię go za solowe płyty, szczególnie KGB oraz linie u Kayah. Najlepiej można poczuć tę wielkość słuchając go na żywo, naprawdę mega bassman. No i jako nauczyciel otworzył mi oczy na wiele spraw.

Jest też po prostu zwyczajnym normalnym gościem, skromnym, szczerym i miłym. Idąc dalej, Piotr Żaczek to człowiek, którego melodyjność mnie zabija. To co zagrał na 3 płytach Poluzjantów, to absolutne mistrzostwo. Apropos Poluzjantów, mam na ich punkcie kompletnego fioła. Marcus Miller i Daryl Jones z kolei otworzyli mi oczy na pewne sprawy w graniu kciukiem. Robią to niesamowicie. Dzięki nim gram kciukiem tak, a nie inaczej. W ogóle ta technika bardzo mnie kręci, ale tylko odpowiednio zastosowana. Wspomnę o jeszcze jednym człowieku, Stuart Zender z Jamiroquai. Jak ten gość gra, to po prostu brakuje mi słów. Jest genialny. Fascynacja jazzem, popem czy soulem to jedno, natomiast korzenie mam hardrockowo-metalowe. Czuję się dość swobodnie w tej stylistyce, jestem nią przesiąknięty. W związku z tym mam nadzieję, że jakoś radzę sobie w Emoticase.

- Łukaszu, jak wielu znasz muzyków, którzy porzucili gitarę na rzecz wybijania rytmu i co wpłynęło na taką decyzję w Twoim przypadku?

Łukasz: Osobiście nie znam żadnego, ale Yngwie Malmsteen i Steve Vai potrafią grać na perkusji, a bardzo mnie inspirowali w ćwiczeniu na gitarze. Na decyzję wpłynęło kilka rzeczy, fajnie byłoby grać na kilku instrumentach. Perkusistów jest mniej i podobno mają większe powodzenie u dziewczyn (śmiech), ale to chyba mit.

- W roku 2002 pochłonął Cię rock progresywny. Zaistniałeś w składzie Point Of View. Jak trafiłeś do Emoticase i jak bardzo muzyka, jaką grasz obecnie różni się stylistycznie od tamtej kapeli oraz innych, w których grałeś wcześniej?

Łukasz: Czas Point of view to był moment ogromnej fascynacji muzyką techniczną ale i melodyjną. Skład formował się długo, ale się udało. Nagraliśmy płytę i wydaliśmy ją sami. To było wielkie wydarzenie. Niestety drogi z kolegami się rozeszły i zespół przestał istnieć. W chwili obecnej stylistycznie rzeczy które grywam (również poza Emoticase) są o wiele prostsze, bez rozbudowanych harmonii, ale nie mniej ciekawe. Rozpiętość stylistyczna jest tak duża, że aż boję się powiedzieć jaka (śmiech).

- Czy clip do "Stand Strong" jak i pomysł na image zespołu wywodzi się z waszych fascynacji Tolkienem lub Sapkowskim, czy to zupełnie inny powód?

Tomek: Stand Strong opowiada o fałszywej przyjaźni, o wyzwalaniu się spod manipulacji kogoś, kto otaczając cię troską i wsparciem, de facto jest zainteresowany wyłącznie własnymi korzyściami i nawet nie zadrży mu ręka, gdy przyjdzie czas, by wbić ci w plecy nóż.

Lukasz - zostawił gitarę dla bębnów
Najbardziej trafną metaforą do pokazania tego typu relacji wydał mi się mag i rzucane przez niego czary. Wizerunek zespołu nie miał się kojarzyć bezpośrednio z fantasy, bo do tego bardziej pasuje Prog lub Power Metal, a my z założenia chcemy robić coś innego. Skojarzenie z Wiedźminem pasuje mi wyłącznie jeśli przyjmiemy, że potworami z którymi walczę, są wszystkie złe i mroczne emocje oraz sprawy, za które nie warto oddawać kawałka swojego życia (czyli poświęcać im czasu). Mam tu na myśli nie tylko zmienianie siebie, ale również pomoc innym, bo to zawsze sprawiało mi wielką satysfakcję. Natomiast jeśli wyobrazisz sobie Wiedźmina, który co dzień wieczorem po udanej walce z potworami zasiada w gospodzie, by pograć w kości, miodu w nadmiarze skosztować, obić kilka pysków w turnieju, a na koniec rutynowo pochędożyć - to raczej nie ja (śmiech)... ale w sumie, kto wie dokąd prowadzą wiedźmińskie szlaki?


- Na waszym fan page-u trudno doszukać się podstawowych informacji na temat waszej muzyki. Owszem... są tam krótkie informacje o Was samych, ale zazwyczaj na tego typu stronach innych wykonawców można przeczytać garść informacji o wpływach z jakich czerpali czy też o założeniach artystycznych. To celowy zabieg, czy po prostu mamy uzbroić się w cierpliwość?

Mariusz: Jakoś nie zauważyliśmy, że zapomnieliśmy napisać o tym co chcemy zrobić w Emoticase - byliśmy chyba zbyt zajęci tworzeniem muzyki (śmiech).

Łukasz: Nie lubię mówić o wpływach, bo to zwykle mało ciekawy temat, który z góry sugeruje czego można oczekiwać po muzyce i do jakiej szufladki należy ją włożyć. Lepiej pozwolić innym posłuchać, a później samemu dowiedzieć się, że ktoś porównuje Twoją muzykę do jakiegoś znanego zespołu.

Tomek: Sławku, nikt z nas nie potrafiłby scharakteryzować naszej muzyki lepiej niż Ty. Nie odważylibyśmy się z Tobą konkurować (śmiech).

Łukasz Ferenc - perkusja
- Hahaha, mam Tomku pełną świadomość, że zdecydowana większość muzyków nie lubi, jak się ich stylistycznie szufladkuje, ale pocieszam się myślą, że w tej dziennikarskiej dyscyplinie nie jestem osamotniony. Wróćmy jednak do Waszej twórczości. Czy wszystkie utwory będziecie wykonywali wyłącznie po angielsku, czy też myślicie o wersjach polskojęzycznych?

Tomek: Teksty tworzę zarówno po polsku, jak i po angielsku. Wszystkie publikuję na moim blogu jeszcze zanim powstanie do nich muzyka.


Do tej pory było tak, że polskie trafiały do GoodWay, a angielskie do Emoticase, ale może się to w przyszłości zmienić. Na ten moment mamy nagraną wersję “Stand Strong” w przekładzie na język polski pod tytułem “Fałszywy Przyjacielu”. Najprawdopodobniej zaprezentujemy ją po opublikowaniu pozostałych dwóch debiutanckich utworów, czyli “Hate Fighting” oraz “Secret Mission”.

- Twoja popularność wśród czytelników Muzycznej Podróży rośnie z siłą tsunami. W listopadzie zdobyłeś wspomniany już nr 1 naszej listy z GoodWay, (o czym można przeczytać tutaj) w lutym zwyciężyłeś głosami niezależnego jury w konkursie jubileuszowym na artykuł, (który dostępny jest tutaj) a chwilę później odwiedziłeś Muzyczną Podróż jako 150-tysięczny gość. Jak sądzisz, czy ta szczęśliwa passa wpłynie na promocję Twojego nowego zespołu?

Tomek: Istotnie, nie sposób przecenić wagi tego przełomowego momentu w mojej karierze muzycznej, jakim było 150-tysięczne kliknięcie w Muzyczną Podróż (śmiech). Fala tsunami faktycznie potrafi narastać do potężnych rozmiarów, ale zaraz jak tylko dotrze do brzegu to w kilka sekund zostaje brutalnie sprowadzona na ziemię, a zatem jak rozumiem czas szykować pośladki na twarde lądowanie? (śmiech). Mam tylko nadzieję, że to tsunami zaleje świat naszą muzyką, a nie słoną wodą, a zamiast zgliszcz i zniszczeń, pozostawi po sobie natchnienie, nadzieję, same dobre emocje i większą wiarę w siebie u każdego, kto naszej muzyki będzie słuchał.

- Czy po ogromnym sukcesie zawodowym, jakim było zdobycie III miejsca na świecie w konkursie projektowania systemów komputerowych CSIDC 2000 w Waszyngtonie, nie miałeś pokusy całkowitego oddania się cybernetyce na rzecz porzucenia marzeń o scenie?

Tomek: Stare czasy (śmiech). Byłem wtedy dopiero na trzecim roku studiów i na pewno nie miałem wrażenia, że muszę z czegoś rezygnować. Wydawało się, że na wszystko będzie jeszcze czas. Odkąd pamiętam bardzo istotnym czynnikiem sprawczym w moim życiu były wyzwania. Często bywało tak, że im bardziej coś było niemożliwe, tym bardziej przyciągało moją uwagę. W okresie studiów i mojej bardzo wcześnie rozpoczętej działalności biznesowej wyzwań było aż nadto i pochłonęły mnie na tyle mocno, że przez około 10 lat muzykę spychałem na boczny tor. Miałem oczywiście gitarę, ale było przecież tyle pilnych i “ważniejszych” projektów do zrealizowania. Obecnie praktycznie cały swój czas poświęcam wyzwaniom muzycznym, w tym również Emoticase, gdzie występuję przecież w roli wokalisty, a kiedyś wydawało mi się to po prostu niemożliwe, bo zawsze wstydziłem się śpiewać ;)

 - Piszesz w swoim artykule o wzlotach i upadkach, które na powrót doprowadziły Cię na łono muzyki. Czy do Twojego powrotu do gry przyczyniło się jakieś szczególnie tajemnicze wydarzenie, czy też była to prośba Marcina Daronia o jednorazowe zastąpienie gitarzysty GoodWay?

Tomek: Nazwijmy to po prostu brutalną i bardzo kosztowną szkołą życia, po przebyciu której świadomie zburzyłem swój świat i zbudowałem go na nowo. Są to jednak wydarzenia i doświadczenia, o których nigdy nikomu nie będę opowiadał. Zresztą byłby to bardziej materiał na thriller psychologiczny, niż na krótką rozmowę. Co innego wiedza i wnioski z nich wyciągnięte - z tego zamierzam korzystać już zawsze, również dzieląc się doświadczeniem z innymi, jeśli tylko mogłoby im to w czymś pomóc. Faktycznie Marcin Daroń trafił z zaproszeniem mnie do GoodWay w idealnym momencie. Powrót do muzyki bardzo mi pomógł, ale czy to tylko przypadek, czy może coś nade mną czuwa? - tego niestety nie wiem.

- Jak myślisz, czy 10 lat przerwy w muzykowaniu zabrało Ci najpiękniejsze chwile, jakie mogły być Twoim udziałem, czy wręcz przeciwnie, wywołało głód tworzenia i entuzjazm, którego brakuje dziś wielu Twoim rówieśnikom?

Tomek: Najpiękniejsze chwile w życiu to na przykład moment, gdy z niepewnością wyciągasz do przodu rękę, by za chwilę pierwszy raz poczuć delikatny uścisk maleńkich paluszków twojego dziecka, które kilka minut wcześniej przyszło na świat. Niesamowity jest jego pierwszy uśmiech.

Pięknie jest, gdy od swoich dzieci nauczysz się, jak bezwarunkowa i prawdziwa może być miłość. Pięknie jest, gdy patrząc w oczy szczerze mówisz “kocham”. Cudownie, gdy ktoś Twoją miłość odwzajemnia. Wspaniałe są chwile, w których czujesz, że masz kogoś, na kogo możesz liczyć - na dobre i na złe. Fantastycznie, gdy możesz się przytulić i bezpiecznie zapłakać. To są dla mnie najpiękniejsze chwile w życiu. Te dla których warto… Gitara i śpiewanie nie są do ich przeżycia niezbędne - no chyba, że umożliwią znalezienie tej jedynej (śmiech).

Widziałem wiele rysunków w internecie z podziałem na instrumenty i dorysowaną liczbą dziewczyn, jakie te instrumenty przyciągają, ale żaden z nich nie jest prawdziwy. Nie dajcie się nabrać. To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Tam zawsze jest za mało dziewczyn przy gitarach (śmiech). A wracając do tematu, to myślę, że zyskałem przez te 10 lat przerwy coś bardzo cennego - dzisiaj po prostu mam o czym pisać i wiem, że to, co chcę przekazać, jest ważne.

Wiesław Krzyszewski - Open Blues
Jeśli tylko okaże się, że przynajmniej kilka osób podzieli moje zdanie, to znaczy, że jeszcze nie zwariowałem (śmiech).

- Yngwie Malmsteen, Jason Becker, Wiesław Kryszewski to Twoje największe gitarowe inspiracje? Co każdy z nich wniósł do Twojego warsztatu gitarowego?

Tomek: Malmsteen i Becker to z jednej strony oczywiście fascynacja techniką i szybkością, ale myślę, że znacznie ważniejsze dla mnie w ich muzyce były harmonie i styl w jakim grali. Tego rodzaju muzyka jest mi bardzo bliska i najbardziej rozbudza moje zmysły. Wiesław Kryszewski to fantastyczny gitarzysta z Torunia, który wyjątkowo skutecznie pokazał mi, jak można wypowiadać za pomocą gitary swoje myśli. To z nim ćwiczyłem improwizacje oraz uzupełniałem braki w teorii. Od niego również czerpałem bardzo cenne wskazówki dotyczące aranżacji. To bardzo utalentowany i wszechstronny muzyk, z którego warto brać przykład. W skrócie: Becker i Malmsteen to dla mnie wzór “jak można grać”, a Wiesław Kryszewski - “o czym można grać”.

- Podobno jako nastolatek budziłeś się o czwartej nad ranem, aby grać przed pójściem do szkoły. Nie miałeś przez to problemów z sąsiadami (śmiech)?

Tomek: Na szczęście na gitarze elektrycznej można grać na słuchawkach, więc nie było to problemem, zwłaszcza że miałem już wtedy własny pokój. Kilka lat wcześniej dzieliłem pokój z bratem i wieczorami często robił awanturę, że mu brzęczę i spać nie może, ale od czego w końcu ma się brata prawda? (śmiech)

Asia Czajkowska (fot. M.Grabowski)
- Pracujesz nad swoim głosem pod okiem znakomitej toruńskiej wokalistki jazzowej Asi Czajkowskiej. Mógłbyś przybliżyć naszym Czytelnikom nieco jej postać?

Tomek: Myślę, że Asia jest bardzo ciekawą postacią i doskonale potrafi przybliżać się sama (śmiech). Może kiedyś będziesz miał okazję zrobić z nią wywiad? - naprawdę warto! Często mam wrażenie, że niemal z założenia gloryfikuje się wokalistki zagraniczne, sławne, te których piosenki mają najwięcej wyświetleń na YouTube i są wszechobecne w mediach, a zapomina się o tym, jak wielkie talenty mamy wokół siebie. Zdaję sobie sprawę, że mogę być mało obiektywny, ale gdy słyszę jak Asia śpiewa, to od razu przychodzi mi na myśl, że w tym głosie jest jakaś magia, coś co trudno zdefiniować, ale sprawia, że jej linie wokalne przepełnione są prawdziwymi emocjami i słuchanie ich jest wręcz duchowym przeżyciem. Będę szczęśliwy, jeśli uda mi się kiedyś choć troszkę zbliżyć do takiej magii w moim śpiewaniu (śmiech). Polecam w szczególności występy Asi w ramach corocznego Soul Behind, czy też koncertów z zespołem Ha Shir.


- Kto w Emoticase jest odpowiedzialny za muzykę i teksty?

Mariusz: Kierownik naturalnie! (śmiech)

Łukasz: 98% twórczości Emoticase to produkcja Tomka, te 2% to nasze sugestie odnoście aranżu.

- Nie będę odkrywczy, jeśli powiem, że w "Stand Strong" wyraźnie słychać echa "Unforgiven" i innych kultowych ballad grupy Metallica. Czy czarny album był dla Was świadomą inspiracją, podczas tworzenia tej kompozycji, czy też - jak to określa Tomek - muzyka Emoticase wyrywała się z głębi jego duszy ?

Mariusz: Czarna płyta Metalliki?... nie znam.(śmiech)

Łukasz: Sądzę, że u każdego z nas czarny album Metalliki stoi na półce i nie raz był słuchany. Tomek, odkąd pamiętam, był zafascynowany Metallicą. Już w liceum grał solówki Hammetta i widocznie odcisnęło to na nim silne piętno (śmiech).

Tomek: Ani czarna ani biała płyta nie była inspiracją, ale faktem jest, że wychowałem się na Guns n’Roses i Metallice, i pewnie gdzieś tam to we mnie mocno siedzi. Po różnych opiniach i komentarzach widzę już dziś, że łatka Hetfielda będzie bardzo trudna do odklejenia, ale jestem przekonany, że w Emoticase zmieścimy znacznie więcej stylów muzycznych, niż tylko ten jeden i z biegiem czasu uda się nam zyskać własną tożsamość i charakterystyczne brzmienie.

- Jakie stylistycznie będą wasze kolejne kompozycje i czy macie już gotowy materiał na płytę?

Mariusz: Mamy sporo numerów przemyślanych i gotowych do zaaranżowania. Na jedną płytę się raczej nie zmieszczą, a cały czas będziemy jeszcze tworzyć nowe. Umysły mamy bardzo otwarte i nie będziemy się w żaden sposób ograniczać stylistycznie.

Tomek: Najważniejsze w naszej muzyce są emocje. Emocje to zarówno gniew, wściekłość, jak i miłość i smutek. Każda z nich wymaga innego środka wyrazu. Będzie u nas miejsce na bardzo klimatyczne utwory, jak i na ciężkie gitarowe riffy. Jest kilka utworów z niesymetrycznym podziałem rytmicznym, jest kilka bardzo szybkich bomb energetycznych. Staramy się po prostu, żeby muzyka była ciekawa, żeby coś się cały czas w niej działo i żeby potrafiła wciągnąć słuchacza w nasz świat - czy nam się uda - zobaczymy, ale bardzo w to wierzę.


- "zagrać ją [muzykę - przyp. autor] dla kogoś i widzieć jego reakcję - bezcenne!" To jeszcze jeden fragment Twojego artykułu. Ile razy zagraliście już przed publicznością i jakie były jej reakcje?

Mariusz: Na razie nie gramy koncertów.

Tomek: Skupiamy się teraz na pracy nad piosenkami i dopiero, gdy uzupełnimy skład o kolejnego gitarzystę, będziemy myśleć o koncertach. Oczywiście każdy z nas grał na żywo z innymi zespołami i zna to uczucie, ale z Emoticase dopiero debiutujemy i nie mieliśmy jeszcze okazji go doświadczyć.

- Jakie są Wasze największe oczekiwania? Marzycie może o zaniesieniu Waszej muzyki poza granice Polski?

Mariusz: Muzyka, jeśli jest prawdziwa, nie zna granic. Chcemy tworzyć to, co gra nam w sercach. Konsekwencją tego będzie, mam nadzieję, nagrywanie płyt i koncertowanie.

Łukasz: Moim marzeniem jest stworzenie dobrych kompozycji i nagranie płyty w tym składzie. Jeśli muzyka będzie dobra, to i odbiorca będzie nas słuchał. Miliony na koncie nie są ważne (śmiech).

Tomek: Od 18 marca 2014 Stand Strong będzie dostępne w sprzedaży w 25 największych sklepach cyfrowych z muzyką. Między innymi w iTunes, Amazon, Google Play, Nokia, Sony Music itd. Będzie można również bezpłatnie posłuchać naszej muzyki w Spotify, Deezer i innych. Na pewno nie planujemy ograniczać się tylko do Polski, a udostępnienie utworu na wielu platformach ma nam tylko ułatwić dotarcie z naszą muzyką do większego grona odbiorców. Moim marzeniem jest to, by każdy na świecie miał szansę chociaż raz posłuchać naszych utworów. Tylko raz. Jeśli ten “pierwszy raz” będzie przyjemnym doznaniem, to będziemy zaszczyceni, mogąc gościć w uszach naszych sympatyków na dłużej, a jeśli nie, to trudno, ale i tak będziemy wdzięczni za poświęcenie nam tych kilku minut. Dla początkującego zespołu, który nie ma żadnego zaplecza finansowego, nie ma nic cenniejszego! Niestety, nie jest to możliwe bez udziału życzliwych nam ludzi którzy naszą muzykę będą udostępniać swoim znajomym. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie dzisiaj zaistnieć i tworzyć dalej, a więc wszystko w Waszych rękach (śmiech). Z naszej strony obiecujemy dać z siebie wszystko, aby nasza muzyka była ciekawa i poruszała Wasze zmysły. Dziękujemy, że jesteście z nami!

Z muzykami zespołu Emoticase:
Tomkiem Janiszewskim - vocal, gitara
Łukaszem Ferencem - perkusja
Mariuszem Leśniewiczem - bas

rozmawiał
Sławek Orwat

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza