wtorek, 2 czerwca 2015

Monika S. Jakubowska - Londyn w Subiektywie (2)

fot. Paweł Fesyk



Monika S. Jakubowska urodziła się w Suwałkach. Dzieciństwo spędziła w łazience, którą ojciec-artysta przy pomocy kuwet z wywoływaczem i utrwalaczem zamieniał w prowizoryczną ciemnię. Pierwsze zdjęcia DDR-owską lustrzanką Exakta wykonała w wieku 4 lat. W brytyjskiej stolicy znalazła swoje miejsce na ziemi. Zafascynowana jest przyrodą i codziennością ludzkiego życia. Dlatego obok uwieczniania artystów, pochłania ją fotografowanie ulicy. Zdjęcia Moniki łatwo zapadają w pamięć. Z wykształcenia jest anglistką, z zamiłowania dziennikarką, poetką, plastyczką i radiowcem. Przed laty była też wokalistką zespołów Blues Dla Małej i Shamrock. Przed kilku laty chciała zostać fotografem wojennym. Zamierzała wykonać fotografię, która odmieniłaby myślenie polityków do tego stopnia, aby zaniechali polityki zbrojeń. Niepoprawna marzycielka została na szczęście z nami, dzięki czemu możemy podziwiać londyńską codzienność... tą wielką i tą małą, ale zawsze widzianą poprzez szczere, subiektywne spojrzenie jej obiektywu. Autorski cykl Moniki S. Jakubowskiej zatytułowany "Londyn w subiektywie"pojawiał się w miesięczniku Nowy Czas pomiędzy 1 grudnia 2011 a 12 maja 2012 i do dziś nie był kontynuowany. Nie tak dawno postanowiłem namówić moją Przyjaciółkę, której dziesiątki wspaniałych fotografii można podziwiać na łamach Muzycznej Podróży, do wskrzeszenia jednej z najlepszych serii prasowych, jakie zapamiętałem i tym samym do ocalenia dziesiątek wydarzeń, impresji i zwykłych/niezwykłych codziennych sytuacji, których ulotność i wyjątkowość stanowią o magicznej atmosferze Stolicy Świata - jak niektórzy nazywają to wielomilionowe i wielokulturowe mia

Poprzednie części Londynu w Subiektywie autorstwa Moniki możecie przeczytać i obejrzeć klikając w odpowiednie numery odcinków: 01

Z rozszerzoną biografią Moniki S, Jakubowskiej można zapoznać się tutaj
Moja rozmowa z Moniką znajduje sie tutaj
Wywiad Oli Jungi z Moniką z roku 2012 jest tutaj
Wywiad Moniki ze jazzmanem Markiem Fletcherem znajduje się tutaj

fot. Monika S. Jakubowska
Boże Narodzenie w Wielkiej Brytanii. W telewizji reklama o tym, by dokładnie rozmrozić indyka (inaczej grozi zatruciem), a w głowie ciągnąca się lista tych, do których mniej lub więcej wypadałoby wysłać kartkę. W portfelu gnie się i pręży karta kredytowa, którą w grudniu częściej dotykamy, miętosimy, wystukujemy nerwowe rytmy przy kasie: WY-STAR-CZY-CZY-NIE-WY-STAR-CZY?  Grudzień to również zawrotne ceny biletów lotniczych, lecz pomimo tego podróżujemy, bo ciężko nam – emigrantom – spędzać święta poza granicami wielowiekowej tradycji, poza zasięgiem ramion, tych których kochamy. Wiedzą o tym wszyscy, że można świętować bez karpia, a opłatek kupić u Hindusa na rogu, ale czy o to chodzi? Londyn wydaje się być miejscem, gdzie pod kolorowymi parasolami  i klasycznym krojem prochowca chowa się deszczowe oblicze smutnej samotności. Pędźmy więc na dworce, na lotniska, chrzanić ceny biletów – śpieszmy się kochać!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza