czwartek, 25 czerwca 2015

Marek Jamroz i Jakub Mikołajczyk - Radical Soul Ammunition - Strzelające reggae

Marek Jamroz - Muzyka była w jego domu od zawsze, ale zawsze gdzieś w tle. Rodzice nie kupowali płyt, tylko słuchali radia, a to co muzycznego działo się w pokoju jego starszej siostry, było tajemnicą. Na szczęście, choć dorastał w typowo śląskiej rodzinie, rodzice nie katowali go słuchaniem jakże popularnych wśród sąsiadów, niemieckich szlagierów i tyrolskich polek. Pierwsze utwory jakie Marek pamięta to piosenki z niedzielnego Koncertu Życzeń takich wykonawców jak Irena Jarocka, Urszula Sipińska Jerzy Połomski i nieśmiertelna Mireille Mathieu z przebojem Santa Maria. Po słusznie minionym okresie Fasolek i Zająca Poziomki, jego pierwszą dojrzałą muzyczną fascynacją była twórczość Jeana Michelle Jarre'a. Po skutecznej próbie przedarcia się do pokoju siostry,  Marek po raz pierwszy usłyszał jego Equinoxe, Marka Bilińskiego, The Beatles i Andreasa Vollenweidera. Marek zawsze był wzrokowcem - i jak miał nie trafić po latach do Polskiego Wzroku - i prezentowane Przez Krzysztofa Szewczyka w programie Jarmark klipy "Money for Nothing" Straitsów, "Take on Me" A-HA wbijały go w fotel. W późniejszych latach osiedlowa telewizja kablowa emitowała piracko MTV (to prawdziwe, gdzie kiedyś puszczano muzykę). Marek chłonął każdy gatunek - pop, rap, rock, metal, wszystko co brzmiało. Słuchał Trójki i listy w każdy piątek, kupował "pirackie oryginały", jakby chciał się tym wszystkim udławić. Nigdy nie identyfikował się z żądną subkulturą. Jako jeden z niewielu na podwórku lubił Guns'n'Roses i nikt nie wiedział jaka przyczepić mu łatkę. W szkole średniej zaczął słuchać muzyki bardziej świadomie. Wsłuchiwał się w teksty polskich wykonawców i nieudolnie starał się tłumaczyć tych anglojęzycznych. Wtedy to kolega pożyczył mu album Meddle Pink Floyd i tak zaczęła się jego wielka przyjaźń z muzyką brytyjskiej czwórki (a później trójki). Pojawiły się też kolejne fascynacje - Metallica, Biohazard, Smashing Pumpkins, Type O Negative, Sepultura, Dżem, Ira, Kazik, Piersi, Hey ale i Turnau, Grechuta, Soyka i Grupa pod Budą. Dżem był mu zawsze bliski, bo to lokalny patriotyzm i przy ognisku śpiewało się Whisky i Wehikuł Czasu, a porem namacalnie odczuł tragedię śmierci Pawła Bergera, gdy wykonywał napis na jego płycie nagrobnej pracując jako liternik w zakładzie kamieniarskim. Później przyszedł czas emigracji. Marek wyjechał na trzy miesiące w listopadzie 2005 roku i... ten kwartał ciągnie mu się do dziś. Największą pasją Marka jest robienie zdjęć. Zaczynał, gdy jeszcze nikomu nie śniło się o aparatach cyfrowych, a na wywołanie zdjęć (o ile nie miało się własnej ciemni) czekało się parę dni. Łapanie momentów upływającego czasu i zamiana ich w obrazy zawsze było dla niego jakimś rodzajem magii. Oprócz fotografowania lubi stare polskie filmy, absurdalny humor, historię i książki. W wolnym czasie czyta co popadnie i sprawia mu to nieznośną frajdę. Jakiś czas temu zupełnie przypadkowo poznał pewnego mechanika samochodowego, który najpierw okazał się całkiem fajnym gościem, a później gościem z ogromną wiedzą muzyczną. Tym mechanikiem jest Kuba Mikołajczyk, który wraz z Mateuszem Augustyniakiem założyli portal Polski Wzrok, dzięki któremu Marek w tempie pędzącego ekspresu dostał się w sam środek najważniejszych polskich wydarzeń kulturalnych na Wyspach. Zaczął fotografować dla portalu na koncertach, co sprawia mu wielką przyjemność i dzięki czemu poznaje wielu ciekawych ludzi.

fot. Marek Jamroz
Jakub Mikołajczyk przyszedł na świat w Strzegomiu. Już w dzieciństwie poznał muzykę grupy TSA, a krótko potem album swego życia - The Animals Floydów. Wkrótce w jego domu pojawiło się także The Best of Deep Purple i krążki Dire Straits, Roda Stewarta i grupy Queen, której bardzo szybko stał się oddanym fanem. Następnie w jego życiu pojawiło się pierwsze magiczne słowo Punk, a wraz z nim takie załogi jak Sedes, Defekt Muzgó, KSU, Dezerter, Big Cyc i Ga-Ga. Pogujące szaleństwo spowodowało u młodego Kuby decyzję o nauce gry na gitarze pomimo, że rodzice usilnie chcieli z niego zrobić pianistę. Młody buntownik nie dał jednak za wygraną, a szczytowym "osiągnięciem" okresu buntu był jego relaksacyjny pobyt na komisariacie plus domowy szlaban na koncerty gratis, co nie tylko nie odstraszyło Kuby od punk rocka, lecz skierowało go na takie kapele jak Metallica i Guns N' Roses. Wkrótce w jego życiu pojawiło się kolejne magiczne słowo - Internet, a wraz z nim przepastne zasoby muzycznych informacji i videoclipów. Czytał, słuchał i chłonął wszystko, co tylko było dostępne. Dzięki ucieczkom z domu umożliwiającym skuteczne omijanie szlabanów, Kuba zaliczał kolejne punkowe koncerty. W jego życiu pojawiły się z czasem takie marki jak The Offspring, Roger Waters, Deep Purple i Iron Maiden. Około roku 2000 Kuba po raz pierwszy usłyszał Piotra Kaczkowskiego oraz dwóch kolejnych Piotrów - Stelamcha i Metza i innych prezenterów Trójki, po czym w życiu Kuby pojawiło się trzecie magiczne słowo - Emigracja. W Anglii nawiązał współpracę z Radiem Bedford, dzięki czemu mógł mówić to wszystko, co przez lata gromadziło się w jego głowie. W Bedford Kuba powołał do życia autorski program radiowy "Prąd Przemienny". Niedawno, wraz z radiowym przyjacielem - znanym z łamów mojego bloga zwycięzcą II tury Jubileuszowego Konkursu Muzycznej Podróży Mateuszem Augustyniakiem, Kuba stworzył portal muzyczno - kulturalny www.polskiwzrok.co.uk, który dopiero nabiera kształtu. Celem portalu jest promocja młodych zespołów i wydarzeń kulturalnych w UK. Od czasu do czau Jakub sięga także po jazz i muzykę klasyczną. Za swój największy życiowy sukces uznaje fakt, iż jego 5-letni syn potrafi odróżnić Metallice od AC/DC i zaliczył już koncert Deep Purple. Od niedawna Polski Wzrok  - muzyczny portal Kuby i Mateusza oraz blog Muzyczna Podróż nawiązały stosunki bilateralne oraz ścisłą współpracę w postaci wymiany informacji i publikacji w celu zapewnienia jeszcze lepszego przepływu dobrych wieści pośród polskich fanów muzyki żyjących na Wyspach Brytyjskich i nie tylko.


fot. Marek Jamroz

Koncertowa sobota 20 czerwca, miała dla ekipy Polskiego Wzroku stanąć pod znakiem reggae. Na to przynajmniej wskazywały kolory na posterze zapowiadającym wydarzenia w londyńskim T.Chances, czyli czerwień, żółć i zieleń. Start nieco się opóźnił, ale w sali na Tottenham czasem tak bywa. Na pierwszy ogień poszła Res Publica. Powiedziałbym nie mylić z Republiką i Grzegorzem Ciechowskim , ale nie powiem. Mylenie a właściwie porównania są tu jak najbardziej wskazane. Image sceniczny bardzo „republiczany”, czarne koszule i monochromatyczne krawaty w paski. Repertuar również należący głównie do legendarnego zespołu z Torunia. Res Publica w składzie: Marek Olkowski (gitara), Grzegorz Gawłowski (bas), Irek Broda (tak,tak perkusista grający w Harmfool) i Maciek Mich (wokal, flet i w porywach gitara) przyjechali do Londynu z Birmingham i grają razem od 2013 roku. Granie wychodzi im całkiem nieźle, aranże mają w sobie więcej pieprzu niż oryginały, wstawki partii fletu moim zdaniem rewelacyjne. Kapela naprawdę warta tego, by odwiedzić ich na koncercie. Autorski kawałek „Stargazer” być może jest zapowiedzią pójścia we własną twórczość i wydostania się zespołu z szuflady tribute bandów. Wokalista Maciek Mich w krótkiej rozmowie przyznał, że muzycy obawiali się odbioru przez publiczność, która była nastawiona na wieczór reggae, ale obawy były bezpodstawne, Res Publica została ciepło przyjęta przez publiczność.


fot. Marek Jamroz
Po czarno białych Krawaciarzach przyszła kolej na gospodarza czyli Czapę. Zespół ten już od kilku lat oprócz grania organizuje również koncerty i świetnie sobie radzi w obu tych przedsięwzięciach. Miałem przyjemność oglądać go kilka razy w akcji i naprawdę poezja Ska-kana wyrywa z trampek. Piosenka „Wiara czyni cuda” powinna stać się co najmniej hymnem dla nas wszystkich opuszczających polski padół. Czapa dał ponad godzinny set, po którym T. Chances zaczęło spływać potem i świecić od rumieńców na Twarzach! Każdy koncert Czapy to stopniowe podkręcanie temperatury, aż to punktu wrzenia. Czapa gra! Czapa Czuwa!


fot. Marek Jamroz
fot. Marek Jamroz
Radical Soul Ammunition to projekt Smalca znanego wszystkim z formacji Zielonych Żabek, Ga – Ga czy ostatnio Ga-Ga Zielone Żabki. W latach 90-tych tworzył formacje Radical News, która przekształciła się w późniejszym czasie w Radical Soul Ammunition. Skład formacji uzupełniają Zuchman (Zgon Nestora) czy Broda (Ga-Ga), a wiec większość grupy stanowi trzon wychowany na punku. Niech jednak to was nie zmyli, bo radzą są w „czarnych” rytmach doskonale. „Zajon”, „Nasze Basy” czy „Miłosierdzie” już w samym tytule odbiegają od stylistyki punkowej. Set RSA trwał nieco ponad godzinę, ale przedłużony został niespodziewanie o trzy numery z repertuaru Zielonych Żabek i Ga-Ga.Na prośbę publiczności i szybkim przypomnieniu Zuchmanowi akordów poleciał „Numerek w krzaczkach” zaraz potem „Kultura” by zakończyć „Olevay system” Ga-Ga. Wtedy można było poczuć siłę punka! T.Chances jednak, na nasze szczęście, przetrwało! Koncert był o tyle wyjątkowy, że wśród publiczności pojawił się Piotr Dobosz (Piętka) z oryginalnego składu Ga-Ga i Tomasz Gala (Galik) z zespołu Zielone Żabki. Ze wszystkimi, jak i samym Smalcem można było się swobodnie spotkać i porozmawiać. Koncert jakich mało dzisiaj, a wszystko w naszym prowincjonalnym Londynie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz