poniedziałek, 30 listopada 2015

Pink Floyd - The Wall (UK) 1979



Rozdział 1 
Największy Mur od czasu chińskiego


„Naciskam ręką ruchomą ścianę, lecz ona wciąż trwa.
Jeszcze pogładzę ją palcami… odchodzę, nie przyjdę tu sam.
Od ludzi dumnych, kruchych jak sława, Ty oddzielaj nas.
Od nienawiści, idei Marsa, Ty oddzielaj nas. Przed pustką ochroń nas.
Przed błędnym hasłem, słowem, Ty mocno zasłoń nas”.
Aya RL – „Nasza ściana”



Pink znał się na hipokryzji jak mało kto. Można nawet powiedzieć, że wyssał ją wraz z mlekiem podawanym w szkolnych kubkach z zaschniętym grubym kożuchem. Czy Pink czuł się dobrze ze swoją pogardą dla uwielbiającego go tłumu? Rozgrzeszała go zapewne świadomość kamuflażu. Maska uwiera tylko wówczas, gdy często ją się zdejmuje i zakłada na nowo. Gdy przestajesz ją zdejmować już nawet do snu, jak robi się to z okularami, staje się twoją drugą twarzą. Zanim Pink stał się gwiazdą rocka, dorastał w poczuciu bezpieczeństwa, które bardzo szybko prysło jak mydlana bańka. Śmierć ojca zamknęła radosny okres dzieciństwa Pinka i przyspieszyła jego dojrzewanie. Budowa bariery ochronnej było już tylko kwestią czasu. Alienacja to często spotykany substytut skradzionego spokoju i odpowiedź na brak ciepła. Czy bardzo młody Pink miał świadomość, że właśnie rozpoczął budowę Muru? Położenie pierwszej cegły nie czyni wprawdzie jeszcze budowniczego, czasami jednak jest biletem w jedną stronę do świata wewnętrznej emigracji. Na pewno nie jest to świat bezpieczny, ale za to doskonale niweluje wpływ otoczenia. Pink nie posiadał jeszcze wiedzy, która umożliwia odróżnianie dobra od zła. Instynktownie czuł tylko, że lepiej nie wpuszczać niczego, niż pozwolić przedostać się nieznanemu.

Roger Waters
Roger Waters stracił ojca podczas II Wojny Światowej. Liczył sobie wówczas kilka miesięcy życia. Ojciec Syda Barretta zmarł, gdy ten był w wieku szkolnym. David Gilmour został przez rodziców porzucony. Pewnego dnia po prostu opuścili Wielką Brytanie i udali się do Ameryki. Czy to przypadek, że mając za sobą tak podobną przeszłość, wszyscy ci muzycy spotkali się w jednym zespole? Czy budowanie ściany z niewidzialnych cegieł było częścią życia każdego z nich? Jaka moc przyciąga takich ludzi do siebie i czy jest możliwe, aby mogli ze sobą współistnieć bezkonfliktowo?

„Szkoła drugim domem”. Z uśmiechem politowania wspominam jedno z haseł propagandy PRL-u. Pinkowi szkoła kojarzyła się ze sfrustrowanymi nauczycielami, którzy w celu utrzymania dyscypliny (podobnie jak czynią to niektórzy pracodawcy i politycy) mylili autorytet z autorytaryzmem. Ciało pedagogiczne Wolnego Świata w kuriozalny sposób wprowadzało młodym ludziom wiedzę na temat  orwellowskiej rzeczywistości, podczas gdy wschodnia część Europy doświadczała jej w tym czasie niemal w każdej dziedzinie życia.

"Nie chcemy edukacji, nie chcemy ciągłych kontroli, ani upokorzenia w klasie. 
Nauczycielu zostaw nas w spokoju! W końcu jesteś tylko kolejną cegłą w Murze…|
”Another Brick in the Wall Part 2”


Ten niepozorny kawałek z The Wall stał się natychmiast po wydaniu płyty hymnem zbuntowanego pokolenia nastolatków przełomu lat 70-tych i 80-tych. Tekst jest bezkompromisowy i bez ogródek uderza w znienawidzony system. PRL-owska cenzura bardzo szybko doszukała się w tym albumie niebezpiecznych dla powszechnie panującego ustroju aluzji, zakazując w 1982 roku emisji filmu będącego ekranizacją płyty. Uniwersalizm tego wydawnictwa jest jego największą siłą, a ponadczasowość w potępieniu nadużywania władzy nad drugim człowiekiem jest bezdyskusyjna. Pink pozostawiony przez ojca ze zniszczoną przez szkołę wiarą w świat dorosłych chwyta się matki jak ostatniej deski ratunku, dołączając tym aktem desperacji do armii skrzywionych przez życie maminsynków, przedkładających matczyną opiekę nad samodzielność.

„Mamo, myślisz, że zrzucą bombę?
Mamo, powinienem wierzyć rządowi?
Mamo, czy poślą mnie na front?
Mamo, sądzisz, że ona jest wystarczająco dobra dla mnie?
Mamo, czy ona rozerwie Twojego chłopczyka?

Uspokój się, Kochanie, nie płacz. 
Mama sprawdzi dla Ciebie wszystkie dziewczyny
Mama nie dopuści do Ciebie nikogo zepsutego. 
Mama poczeka na Ciebie dopóki nie przyjdziesz. 
Mama zawsze dowie się, gdzie byłeś. 
Mama wychowa Cię w zdrowiu i czystości. 
Kochanie, dla mnie zawsze będziesz dzieckiem". 
”Mother”



 
Rozdział 2
Mur solidniejszy niż brytyjskie budownictwo 


„Moje ciało murem podzielone, 
dziesięć palców na lewą stronę,
drugie dziesięć na prawą stronę, 
głowy równa część na każdą stronę”
Kult – „Arahja”


Pink był już mężczyzną i wszystko widział inaczej, okrucieństwo wojny też. W oczach dziecka wojna może być niekiedy pojmowana jak nie do końca zrozumiała gra. Pokazał to Roberto Begnini w filmie „Życie jest piękne”. Dojrzałość pozbawia złudzeń, a okrucieństwa agresora oraz przerażenie ludzi dokładnie widać z okna domu (dopóki ten jeszcze istnieje). Pink podobnie jak większość mężczyzn potrzebował kobiety, którą mógłby kochać. Niestety, wybudowany w młodości Mur Pink zabrał w dorosłe, a w konsekwencji także i w rodzinne życie. Kryzys małżeński bardzo szybko ujawnił „puste miejsca”, które Pink na oślep wypełniał kolejnymi cegłami. Nasz budowniczy uzyskał już stopień specjalisty, a jego wiedza i nabywane latami doświadczenie spowodowały, że teraz był już w stanie zbudować dużo trwalszą konstrukcję, aby zapewnić sobie emocjonalną ochronę. Czy to co robił, rzeczywiście uczyniło Pinka bezpiecznym? Pewnego dnia postanowił zadzwonić do żony z trasy koncertowej…

- Panie Floyd, czy to na pewno pana dom? (usłyszał w słuchawce)

Czy oprócz pańskiej żony jest tam jeszcze ktoś, kto mógłby odebrać telefon? 
Bo... widzi pan… odpowiada tylko jakiś mężczyzna i za moment odkłada słuchawkę”

„Young Lust”


Pink miał świadomość, że pustych miejsc z każdym dniem przybywa, Wiedział też, że najlepiej zapełniać je kolejnymi cegłami. Mógł być z siebie dumny. Wielu innych budowniczych podobnych ścian mogłoby od niego wiele się nauczyć. Jego Mur był o wiele solidniejszy, niż wszystkie niedbale zbudowane brytyjskie domy, których cena jest o wiele za wysoka w stosunku do ich fatalnej jakości.

„Noc po nocy, udajemy, że wszystko jest w porządku, lecz ja z tego wyrosłem, a ty stałaś się oziębła i nic więcej nas nie bawi. Czuję, że nadchodzi jeden z moich napadów. Czuję się zimny jak ostrze brzytwy, ściśnięty, jakby obwiązany bandażem, suchy jak marsz pogrzebowy. Skocz do sypialni, tam w walizce po lewej znajdziesz moją ulubioną siekierę. Nie bądź taka przerażona. To tylko stan przejściowy, jeden z moich złych dni. Chcesz dzwonić po gliny? Uważasz, że już czas, bym przestał? Dlaczego uciekasz?”
“One Of My Turns”


Ozzy Osbourne musiał mieć szelmowski uśmieszek podczas pierwszego słuchania The Wall. Pink był lustrzanym odbiciem bohatera jego „Paranoid”. Doprowadzony do obłędu i wyalienowany, Pink stał się bezsilnym obserwatorem własnego życia. Ktoś taki nie tylko już nie gwarantował kobiecie bezpieczeństwa, lecz zaczął być dla niej realnym zagrożeniem. Zdrada małżeńska jest pojęciem względnym. Owszem, często wynika z niepohamowanego instynktu, czasami jednak jest tylko odpowiedzią na uczuciową oziębłość i brak poczucia bezpieczeństwa. Jakże często ocena skutku bez zrozumienia przyczyny stanowi uproszczenie, będące powodem wygłaszania błędnych opinii. Pink dobrze wiedział, że jego zmiennik był odpowiedzią żony na jego Mur, którego ściana była już na tyle wysoka, że kompletnie przesłoniła mu trzeźwość oceny sytuacji. To prawda, że po każdym koncercie mógł mieć dziesiątki kobiet. Cóż z tego, skoro stracił tę jedyną, która kochała go nie za to, że był bożyszczem tłumów.


Pink zamurował się żywcem. Jego Ściana stała się sarkofagiem, a on duchowym zombie. Ciało Pinka żyło już tylko dzięki samozachowawczemu instynktowi wkładania żywności do ust. Jaki świat Pink uznał za okrutny? Ten, w którym sam się pogrzebał, czy tamten spoza Muru? Jego rozrywana samotnością dusza nocami i dniami wyła w błagalnym niemym krzyku. W końcu Pink dotarł do stacji widma, skąd nie odjeżdżają już żadne pociągi. Ciągle jednak istniał, a miejscem jego duchowej wegetacji była odcięta od wszystkiego i wszystkich uczuciowa pustka.



Rozdział 3
Mur zaprawiony białym proszkiem 


„Meble już połamałem, nowy ład zrobić chcę. 
Tynk ze ścian już zdrapałem, zamurować czas drzwi. 
Mój jest ten kawałek podłogi, nie mówcie mi więc, co mam robić !”
Mr Zoob – „Mój jest ten kawałek podłogi”


Mała czarna książka, elektryczne światło, torba ze szczoteczką do zębów, grzebieniem i… gdyby nie fortepian i trzynaście telewizyjnych kanałów, byłaby to zwyczajna więzienna rzeczywistość. Czy jednak świat Pinka nie był o wiele gorszy od pospolitego więzienia? Porzucony przez kobietę, z którą spędził wystarczająco dużo czasu, aby teraz poczuć się samotnym i ta przerażająca, gorsza od ogłuszającego ryku bestii cisza po drugiej stronie słuchawki. Mała czarna książka to poematy Syda Barretta. Nikotynowe plamy na palcach i srebrna łyżka na łańcuchu to nieodłączne atrybuty uzależnionego od „sproszkowanych doznań” Ricka Wrighta, dla którego fortepian nie był już tylko instrumentem, lecz stał się także punktem fizycznego oparcia.

Podczas II Wojny Światowej Vera Lynn piosenką „We’ll Meet Again” niosła nadzieję tysiącom rodzin brytyjskich żołnierzy. Roger Waters i jego albumowy Alter Ego stracili ojców dokładnie wtedy. Analizując swoje życie, Pink powoli zaczął zdawać sobie sprawę, od kiedy rozpoczął otaczać się Murem. Vera Lynn, która milionom jego rodaków niosła nadzieję, jemu samemu kojarzyła się z cierpieniem. Na nieszczęście z pomocą przyszła mu gwałtownie rozwijająca się farmacja. Narkotyki zapewniają jednak tylko chwilowy stan zobojętnienia. Pink podzielił los tych wszystkich, których stan chwilowy już nie interesował. Strzykawki i „coś” podobnego do cukru pudru przynoszącego „cudowne odrętwienie” było częścią życia wielu genialnych artystów.


Przedstawienie Pinka musiało jednak trwać. Ponad dziesięć lat od The Wall inny wielki artysta żegnał się z życiem i publicznością piosenką o identycznym tytule jak jeden z kawałków dzieła Floydów. „The Show Must Go On”... czy Freddie Mercury przypadkowo tak nazwał swój muzyczny testament? Czy muzyka rockowa miałaby aż tyle nieśmiertelnych przebojów, gdyby jej twórcy byli szczęśliwi? Równia pochyła zepchnęła wielu artystów w otchłań sproszkowanego zatracenia. Finansowy zysk niczym nowotwór od dziesięcioleci toczy sztukę. A co najgorsze, o wiele bardziej niż dla samych artystów, zysk ten jest ważny dla producentów i firm fonograficznych. Rozgłośne radiowe powiązane z największymi (co nie oznacza najlepszymi) wytwórniami nie „puszczą” dziś niczego, co nie zapewni im takiej słuchalności, aby reklamodawca zdecydował się na sponsoring stacji. Masowy słuchacz nie ma dziś nic wspólnego z muzycznym koneserem.

Pink czuł jak zaczyna stawać się koniem wystawianym tylko do tych wyścigów, które przyciągną jak największą ilość graczy. Wiedział też, że właściciel stajni bez najmniejszych wyrzutów sumienia przymknie oko, gdy do hotelowego pokoju nadejdzie kolejna dostawa z precyzyjnie wyliczoną dawką „sproszkowanego obroku”, która sprawi że "koń" będzie gotowy ścigać się dalej. Ścigać z kim? To wtedy Pink po raz pierwszy przywdział maskę, za którą schował przed tłumem emocje. Wtedy jeszcze nie wiedział, że wkrótce przestanie ją zdejmować nawet do snu. Roger Waters nie musiał niczego wymyślać pisząc ten numer. Sam wielokrotnie wyciągał na scenę półprzytomnego Syda Barreta, któremu gdy już zabrakło sił, osiadł w „domu dla zagubionych dusz”. Pink stojąc przed rozszalałym tłumem bardziej od gwiazdy rocka przypominał już faszystowskiego mówcę. Posiadał władzę nad duszami, a maska była niezbędnym atrybutem, aby tę władzę utrzymać. Maminsynek w masce zblazowanego strongmana. Czyż nie tak zdobywa się świat? A Mur? On już od dawna Pinka nie chronił, za to skutecznie pozbawiał go wiedzy o „tamtej stronie”, o... dark side of the… Man.



Rozdział 4
Mur jak ten z Berlina


„Wyrwij murom zęby krat, 
zerwij kajdany połam bat, 
a mury runą, runą, runą 
i pogrzebią stary świat!”
                         Jacek Kaczmarski – „Mury”


Wprowadzanie ideologii w życie zawsze jest ryzykowne, a szczególnie takiej ideologii, która dopuszcza użycie przemocy. Manipulacja tłumem jest tak stara jak historia ludzkości. Pink miał władzę, a rozszalałe rzesze fanów widziały w nim wybawiciela z duchowej nędzy. Delikatna granica pomiędzy patriotyzmem, a nienawiścią do obcych była przekraczana od zawsze. Dziś MY jesteśmy obcymi TU, ale bardzo nie chcemy, aby jacyś ONI przybywali TAM, skąd wyjechaliśmy. Paradoksalnie właśnie w czasach globalizacji świat powrócił do instynktów plemiennych.

Pink uświadomił sobie z przerażeniem, że posunął się za daleko. Czy można jeszcze zawrócić, gdy dało się masom nadzieję na lepsze jutro? Nagle zrozumiał, że Mur, który od dzieciństwa budował dla własnego bezpieczeństwa, stał się jego własnym więzieniem i że tylko on sam ponosi winę za ten stan rzeczy. Obwinianie tych, którzy zabili mu ojca, despotycznych nauczycieli, nierozumiejącej go żony czy dostawców „sproszkowanego ukojenia”, to nic innego jak nieustanne udowadnianie sobie braku dojrzałości. "Wszyscy wznosimy mury by się bronić. Niektóre z nich mają pozytywny aspekt. Znacznie częściej, według mnie, są jednak negatywne. Bardzo głębokie odczuwanie straty rodzica, na sposób który kształtuje życie, jest uprawnione. Źle bywa wtedy, gdy ktoś odgradza się od bólu po takiej stracie”. Tymi słowami Roger Waters sam sobie udzielił nauki.


Rozgoryczony Pink zrywa maskę i rozpoczyna proces burzenia Muru. Czy wyjście poza ciasne ramy własnych ograniczeń po latach duchowej śmierci jest jeszcze możliwe? Czyż motyw zmartwychwstania w ujęciu światopoglądowym nie nabrał na tym albumie wymiaru uniwersalnego? Pink dokonuje rachunku sumienia, który prowadzi go do samooczyszczenia. Catharsis jest niczym odtrutka uwalniająca stan umysłu z toksyn przeszłości. Rosyjski poeta Josif Brodski ujął to słowami: „Wolność jest wtedy, gdy zapominasz pisowni nazwiska tyrana, a ślina w ustach smakuje słodziej, niż chałwy Persji i chociaż mózg skręcony masz, jak róg barana nic nie kapie ci z oczu niebieskich.” Pink przywołuje w myślach wszystkie postaci ze swego życia, które były kolejnymi cegłami jego Muru: matkę... żonę, dyrektora szkoły i nabiera pewności, że tylko pogodzenie się z losem może zburzyć mur, za pomocą którego wyalienował się z rzeczywistości.


Ilu z nas wybudowało podobne mury? Jestem przekonany, że przynajmniej kilku czytających ten artykuł jest w fazie jego budowy. Chyba każdego z nas dopadł choć jeden raz w życiu stan zmęczenia otoczeniem. Należy jednak odróżnić stan, który nazywamy wewnętrzną emigracją od alienacji. Różnica jest niesłychanie prosta. Z wewnętrzną emigracją jest identycznie jak z każdą inną formą emigracji. Zawsze pozostawiamy uchyloną furtkę umożliwiającą powrót i zawsze taką możliwość bierzemy pod uwagę. Alienacja jest stanem całkowicie odmiennym. Stawiany mur z czasem staje się już nie tyle środkiem, co celem samym w sobie i prowadzić może nawet do obłędu. Przekonał się o tym Pink, który jest postacią zbiorową wszystkich Floydów. Roger Waters niczego nie musiał wymyślać. Pozbierał z życiorysów swoich kolegów i własnego wszystko to, co było składową owej niewidzialnej ściany i ubrał to w genialną formę muzyczną.

Mur Berliński od strony zachodniej
Każdy z nas zapewne słyszał o różnych słynnych murach z chińskim i berlińskim na czele. Każdy słyszał również o słynnych ścianach, jak Ściana Płaczu w Jerozolimie i ta jakże ważna dla polskich emigrantów (włączając w to również piszącego te słowa) "ściana płaczu" w Londynie. Chciałbym bardzo, aby od dziś ściana kojarzyła się jedynie z miejscem, gdzie zatrzymujemy się co jakiś czas, aby wyjąć z niej potrzebną do życia sumę pieniędzy. Większość bankomatów znajduje się bowiem w ścianach i kto wie, czy za kilka lat po wirtualizacji środków płatniczych nie zostaną już one tylko wspomnieniem podobnie jak patefon, dyliżans czy kolej parowa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza