niedziela, 28 kwietnia 2013

Rejestracja - Rozmowa z legendarnym założycielem grupy Grzegorzem "Gelo" Sakerskim (Nowy Czas nr 190) London

Zespół Rejestracja powstał w 1980 roku pod nazwą Rejestracja Przedpoborowych. Wraz z takimi zespołami jak Dezerter, Moskwa, Abaddon, Siekiera należał do czołówki polskiego punk rocka. W latach 80-tych grupa była częstym gościem na festiwalu w Jarocinie. 10-go maja usłyszymy ich w londyńskim klubie The Grosvenor na Stockwell SW9 0TP - w tym samym miejscu, gdzie w ubiegłym roku wystąpił zespół Ga-Ga Zielone Żabki, o czym można przeczytać tutaj. Na koncert - podobnie jak na ubiegłoroczny - zaprasza Tomek "Galik" Gala. Patronat medialny Polisz Czart i Nowy Czas. O przeszłości i teraźniejszości Rejestracji opowiada  Grzegorz "Gelo" Sakerski



Rejestracja - lata 80'
- Co takiego jest w Toruniu, że potrafiliście tu stworzyć szczere i tętniące życiem muzyczne środowisko, które mimo stylistycznych odmienności od ponad trzydziestu lat potrafi ze sobą znakomicie współpracować. Czy w Toruniu jest jakiś unikalny rockowy mikroklimat? 

- Myślę, że to dlatego, że Kopernik tutaj ostro urzędował i zostawił swoje nasienie (śmiech)


- Czyli, jeśli dobrze rozumiem, połowa Torunian to są dzieci Kopernika? Ale z tego co mi wiadomo, to Kopernik był przecież duchownym? 

- Nie szkodzi. Duchowni w tamtych czasach w przeciwieństwie do współczesnych muzyków rockowych przyczyniali się do wzrostu liczebności społeczeństwa bez nagłośnienia (śmiech) poza wywiadem autor poleca link do artykułu Marty Landau o kobiecie Kopernika - tutaj

- Ze Składu podstawowego Rejestracji na chwilę obecną zostaliście tylko dwaj – Ty i Tomek Siatka.

- Tomek przed miesiącem został zwolniony.

- Zaskoczyłeś mnie w tym momencie. Sądziłem, że obaj weźmiecie udział w tej rozmowie. Skoro więc jesteś jedynym muzykiem z założycielskiego składu, pozostaje mi to pytanie zadać tylko Tobie. Jak patrzysz dziś na swoją kapelę, która istnieje z przerwami od 33 lat?

- Powiem krótko. Ulżyło. Ulżyło w sensie napięć. Napięcia rodzą się z tego, że ktoś do czegoś się nie przykłada. Nawet w graniu nie ma efektów, kiedy ktoś „zlewa”. Prosta rzecz. Cokolwiek robisz, musisz to robić na maksa, a jeśli odpuszczasz sobie, to ktoś za ciebie to robi i ma zwyczajnie dosyć. Na tej podstawie Tomek Siatka został zwolniony z Rejestracji.

- Czy to jest nieodwołalne?

- Nie. Tomek jest zwolniony dopóki swoich skrzydeł nie odbuduje. Dla mnie nadal jest przyjacielem i świetnym perkusistą. Posiada wielki potencjał, ale go marnuje. Czasami aby cos zmienić, trzeba ostro powiedzieć – DOSYĆ!

fot. Monika S. Jakubowska
- Patrząc na Waszą decyzję w sprawie Tomka przez pryzmat przeszłości grupy, mogę mieć nadzieję, że podjęliście właściwą decyzję, która Waszemu koledze może jedynie wyjść na dobre. Nie da się bowiem w takim momencie naszej rozmowy nie wspomnieć o tragedii współzałożyciela Rejestracji Sławka „Sawany” Kapłunowa. Czy w połowie lat 80-tych byliście zbyt młodzi, aby podjąć podobną decyzję, która mogłaby wówczas uratować Sławkowi życie? 

- Myślę, że tak. Twórczość rozwija się samoczynnie, a młodzi ludzie o wiele szybciej rezygnują z czegoś. Dziś nie mam na to czasu, aby grzebać się w deliberacjach, kiedy ktoś zawodzi. Dziś uważam, że trzeba to zmienić.

- Na początku Waszego istnienia, zanim jeszcze cokolwiek osiągnęliście, stanął na Waszej drodze Waldemar Rudziecki. Z wiedzy jaką posiadam wynika, że wtedy to ten człowiek zrobił najwięcej dla promocji waszej kapeli. 
 
- Waldek stał wówczas na czele klubu studenckiego i wykorzystał swoją wiedze i możliwości jakie posiadał w promowaniu naszego zespołu. Wiadomo, że tam gdzie są studenci, tam jest przyciąganie, Wyobraź sobie, że grasz w Domu Kultury. Kto cie wypromuje? To był klub studencki z jakimiś wartościami i grając tam, masz świadomość, że gra się dla kogoś, kto docenia to, co słyszy i posiada jakąś wyobraźnię.
 
- Z jakimi nadziejami jechaliście w roku 1982 do Jarocina?

- Żadnych nadziei nie mieliśmy. Mieliśmy wtedy po 17, 18 lat i była to okazja do pokazania się przed większym audytorium. O to chodziło. Taką możliwość każdy chciał wykorzystać, bo wiadomo było, że jedziemy do miejsca, które było wtedy źródłem i gromadziło dużą liczbę osób o podobnym światopoglądzie i filozofii. 

- Krótko potem Zbyszek Krzywański z Republiki pomógł Wam w realizacji kawałka "Wariat” na potrzeby filmu „To tylko rock”. Problemem kapel punkowych z tamtego okresu był absolutny brak nagrań studyjnych, przez co też nie można było oczekiwać ich pojawienia się na jakiejkolwiek antenie radiowej. 

 - Tak. Fajnie, że Zbychu nam wtedy pomógł. Dzięki temu mogliśmy profesjonalnie nagrać w Tonpressie aż trzy numery, z czego dwa ukazały się na płycie „Jak punk to punk”. Był to nasz pierwszy nagrany materiał.


- Przyglądając się Waszej biografii, wśród muzyków którzy zapisali się w historii grupy, można znaleźć tak barwną w Toruniu postać jak Mirek „Gonzo” Zacharski – obecnie wokalista MGM.
- To była pomyłka pod względem stylistycznym [następnego dnia potwierdził to sam „Gonzo” w rozmowie prywatnej- przyp. autora]. Nie widzieli go w naszym składzie ludzie, którzy nas oceniali i nie pasował do tego, co sobą przedstawiała Rejestracja. To był taki moment, że Miras miał możliwość pokazania się w Rejestracji, mógł śpiewać i zrobił to „po swojemu”. Być może nawet te nagrania z nim są fajne, ale on nie pasuje i pod względem charakteru i umysłowości do punk rocka. On po prostu inaczej śpiewa.

- Jak to się stało, że mimo iż jesteście tak starą kapelą, bardzo długo nie wydaliście żadnego albumu. W roku 1995 ukazała się wprawdzie kaseta właśnie ze wspomnianym Mirkiem Zacharskim na wokalu. W czym tkwił problem, że od roku 1980 aż do 2009 Rejestracji nie udało się wydać żadnego krążka? 
 
- Zwykły pech, który czasami doświadcza ludzi. Mieliśmy w pewnym momencie okazję nagrać materiał w dobrym studio. Pomagał nam w tym nawet Grzegorz Ciechowski. Niestety do nagrań nie doszło. Narkotyki pogrzebały wtedy możliwości i dążenia. Gdyby tego problemu nie było, pewnie mielibyśmy już wydanych z 10 płyt.

- Zespół miał swojej lepsze i gorsze dni. Rozpadał się i odradzał. Jaki moment w historii Rejestracji wspominasz jako najlepszy? 

- Rok 2006. To był ten moment, kiedy dogadałem się z Tomaszem, że znowu gramy. Wcześniejsza reaktywacja, która nastąpiła w roku 1999 była reaktywacją na odległość. Część muzyków dojeżdżała z Niemiec. Były wtedy nawet perspektywy na wydanie płyty, która w końcu jednak się nie ukazała. Moment, kiedy Siatka powiedział - „Już do Niemiec nie jadę. Gramy Rejestrację” był dla mnie najlepszy.

fot. Monika S. Jakubowska
- Jak postrzegasz rozwój i kondycję polskiego punk rocka na przestrzeni 33 lat istnienia Rejestracji ?

- Współczesny punk rock nie ma nic wspólnego z tamtym z lat 80-tych, które były wyjątkowe. To już jest historia. Dzień dzisiejszy wyklucza wracanie do tych czasów. Bardzo często przekaz ze sceny był wtedy beznadziejny z powodu braku właściwego sprzętu. Gdyby wtedy był odpowiedni sprzęt, to niektóre zespoły, które grały tamtych czasach, nie miałyby racji bytu. Jeśli słyszysz ze sceny jedynie dolatującą sieczkę, to ludzie mówią „a ch… to już niech leci”.

- Kto u Was pisze teksty?


- Aktualnie ja.

- Skąd czerpiesz inspiracje?

- Z doświadczenia przeżytych lat i obserwacji. Teksty są odzwierciedlenie moich przeżyć i mojej wrażliwości. Nie wiem, czy są dobre, ale mam doniesienia, że o czymś mówią.

fot. Monika S. Jakubowska
- Igor Pudło z duetu Skalpel, który w latach 80-tych pisał teksty do punkowych kawałków powiedział następujące zdanie: „Był taki okres w Polsce, który można by nazwać punkopolo, kiedy to produkowało się masowo różne rzeczy, między innymi także punk rocka. Były to covery, do których istniało zapotrzebowanie na napisanie oryginalnych tekstów, ponieważ ci którzy mieli je wykonać, nie potrafili śpiewać po angielsku. Po latach o hip hopie mówiło się jako o czarnym punku, czyli o formie buntu czarnych i o ekspresji która jest podobna do punk rocka”. Czy podzielasz to porównanie punka i hip-hopu?

- Oczywiście. Zgadzam się z tym. Rap to jest krzyk ulicy, a punk rock też był krzykiem ulicy.

- Język w punk rocku był chyba jednak bardziej wygładzony i nie epatował aż taka ilością wulgaryzmów, jak ma to miejsce w rapie? 



fot. Monika S. Jakubowska
 - Ale to chyba tylko ze względu na cenzurę. My nie mieliśmy wtedy aż takich możliwości.

- Na początku lat 80-tych punk rock miał swój udział w powstaniu polskiej sceny reggae. Prawie każda punkowa kapela przełomu lat 70-tych i 80-tych uważała za stosowne posiadać w swoim repertuarze jeden lub kilka kawałków utrzymanych w tym rytmie. The Clash na przykład umieścił reggae’owy "Armagideon Time" na stronie B singla „London Calling”. Na debiutanckim albumie Śmierci Klinicznej można znaleźć utrzymany w rytmie reggae „Nienormalny świat”. Nigdy nie kusiło Was, aby zrobić podobnie?

- Na najnowszej płycie, która się lada moment ukaże, mamy jeden kawałek, który nie jest typowym reggae, ale jest jak najbardziej utrzymany w tym klimacie. Nagraliśmy go właśnie ze względu na to, o czym przed chwila powiedziałeś. Kapele punkowe wykorzystywały czasami ten nurt, aby na jego bazie coś przekazać.

fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
- Nie licząc kasety z roku 1995, pierwszą płytę wydaliście dopiero w roku 2009. Jak ją dziś oceniasz z perspektywy czterech lat.

- Chcieliśmy ją pierwotnie skonsolidować tak, aby pokazać przekrój twórczości Rejestracji i chyba udało się nam to zrobić. Płyta jest eklektyczna. Są na niej kawałki stare, są i nowsze.

- W roku 1998 powstał projekt złożony z czołowych przedstawicieli polskiej sceny punkowej, w skład którego weszli m.in. Grabaż z Pidżamy Porno, Kelner z Deutera i Nika z Post Regimentu. Skrzyknęli się po to, aby nagrać album „Tribute to Rejestracja”, na którym znalazło się 18 Waszych kompozycji.

- Okazało się, że na tym etapie naszej twórczości byliśmy dobrze rozumiani i stanowiliśmy inspirację dla innych, którzy tym wydawnictwem postanowili oddać hołd naszej muzyce, która dla nich jak widać stanowiła jakąś wartość.

fot. Monika S. Jakubowska

- Jaka będzie Wasza nowa płyta?

- Dźwiękowo będzie na pewno znacznie lepsza od poprzedniej. Poza tym znajdą się na niej także utwory nieco lżejsze, które będzie można grac w radio, gdzie na pewno nie mogłyby być zagrane nasze ekstremalne kawałki.


fot. Monika S. Jakubowska
- O czym będą traktować teksty?

- O tym, co dzieje się za oknem.

- Kiedyś ograniczała Was cenzura PRL-owska. Jak wygląda teraz los utworu, który jest nie na rękę władzy. Czy w Polsce rzeczywiście można śpiewać bez ponoszenia konsekwencji o wszystkim? Paweł Kukiz na liście przebojów Polisz Czart, którą prowadzę jest bardzo ceniony, a w polskich mediach jest z powodów politycznych bojkotowany.

- Zaraz coś ci pokaże. To będzie płyta o polskiej biedzie i o codzienności. Patrz wokół na to, co się dzieje w tym naszym kraju. To jest już nie do zniesienia. Na tej płycie Polska będzie pokazana z mojej perspektywy. Patrz na to [Gelo wyciąga swój telefon komórkowy - przyp].To jest szok. Gość bez nogi, który mówi „za złotówkę możecie mi zrobić zdjęcie”. O tym traktuje moje pisanie tekstów.


Niewrażliwość państwa na coraz większą biedę i niesprawiedliwość. Moje teksty są o tym, że mamy w tym kraju taki system, który doprowadził do tego, że oficjalnie już się mówi o 300 tysiącach ludzi bezdomnych. Dla mnie to jest holocaust państwa. Chciałem nawet tę płytę tak nazwać, ale taki tytuł budzi kontrowersje. Ja traktuję słowo „holocaust” jako formę świadomości. Zatracanie ludzi, które w konsekwencji jest skazywaniem ich na śmierć poprzez niezabezpieczenie im podstawowych środków do życia. To wszystko dzieje się za milczeniem, tych którzy są za ten stan odpowiedzialni, co w konsekwencji jest cichym przyzwoleniem na powolne umieranie. Właśnie ten reggae’owy kawałek, o którym wcześniej rozmawialiśmy, to moja obserwacja osiedlowego śmietnika tuż za oknem. Śmietnika, do którego co pięć minut podchodzą biedacy. Po długich dyskusjach stanęło w końcu na tym, że album będzie nosił tytuł „Szkoda słów”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza