sobota, 18 lutego 2017

W mediach od lat istnieje wciąż ta sama grupa ludzi, która dba aby o to, aby nikt nowy nie podszedł zbyt blisko - ze zwycięzcami 26 Notowania Listy Przebojów Polisz Czart gdańską grupą Setin rozmawia Sławek Orwat

Sala widowiskowa Grom w Gdyni. To tutaj odbył się pierwszy w Polsce
koncert rockowy, na którym zagrał legendarny Rythm and Blues
Chciałoby się krzyknąć... Nareszcie! Na szczycie Listy Polisz Czart po raz pierwszy zagościła bowiem formacja z Gdańska, czyli z regionu, gdzie kilkadziesiąt lat temu narodził się polski rock. To w legendarnym sopockim Non Stopie rozbrzmiewały pierwsze zespoły big bitowe - Czerwono i Niebiesko Czarni, a w kultowym klubie Grom w Gdyni, w którym w maju roku ubiegłego miałem okazję gościć, przed laty odbył się pierwszy rockandrollowy koncert w historii naszego kraju, podczas którego wystąpiła założona przez św.p. Franciszka Walickiego pierwsza polska grupa mocnego uderzenia - Rythm and Blues. Nie bez powodu przywołuję dziś te historyczne chwile w odniesieniu do zwycięstwa zespołu Setin w 26 notowaniu naszej listy. Muzycy tego zespołu w swojej twórczości oprócz bogatego repertuaru własnego celebrują bowiem pamięć tamtych czasów wykonując dwa nagrania Krzysztofa Klenczona, a część składu Setin działa także równolegle w zupełnie innej formacji, która zdecydowanie skierowana jest w stronę fanów polskiego big bitu. O tym wszystkim przeczytacie właśnie w poniższej rozmowie, do lektury której serdecznie zapraszam.

"W rytmie rock'n'rolla" - Widowisko muzyczne poświęcone pamięci 
F. Walickiego,  które odbyło się w legendarnej gdyńskiej Hali Grom 
w roku 2016. Wystąpiła wówczas także trójka muzyków grupy 
Setin pod szyldem OldYoung i nie tylko.

- Trójmiasto to kulturowo-terytorialna przestrzeń, która zmieniła w Polsce wiele spraw począwszy od politycznych poprzez artystyczne na obyczajowych skończywszy. To tutaj narodził się polski rock'n'roll zwany big bitem, to tu powstała alternatywna scena niezależna z takimi kapelami jak Bielizna czy Apteka i to tu zespół Miłość zrewolucjonizował polski jazz. Co takiego jest w Trójmieście, że posiada aż tak znaczący wpływ na resztę kraju? Czy to ten przysłowiowy "wiatr od morza"?

Adam "Toffik" Wołoszczuk: Już jakiś czas temu zauważyłem, że w 3City ludzie są "inni" i życie płynie tu trochę wolniej niż np. w Warszawie. Nie ma tu też tak widocznego "wyścigu szczurów", przez co ludzie są chyba dla siebie milsi i bardziej uprzejmi. Przekłada się to też na zespoły i generalnie na całą scenę muzyczną.


fot. Sylwia Mankowska


fot. Henryk Rigwalski
Kapele bardzo sobie tu pomagają i rzadko zdarza się jakiś chamski band, a jak już się taki zdarzy, to opinia za nim idzie. No i oczywiście nasze morze i świeże powietrze jest bardzo potrzebne, żeby nie pozabijać się wzajemnie (śmiech).

Mietek "Gandalf" Pawlak: A ja myślę że Trójmiasto ma taki sam wpływ na wszystko jak inne polskie miasta i nie ograniczałbym tego do jakichś pojedynczych miast czy regionów. W każdym miejscu znajdziemy utalentowanych ludzi, którzy tworzą swoje wizje artystyczne i niejednokrotnie przewyższają „gwiazdeczki” wylansowane poprzez tzw. „znajomych”. Wszystko uzależnione jest od tego, kogo się zna i od miejscowych układów, a wszystko to trwa już od "X" lat. Życie pokazuje, że talent - zwłaszcza w muzyce - to pojęcie względne. W komercyjnych mediach nie usłyszymy dziś o zdolnych, młodych zespołach czy solistach, którzy nie mają dojścia do tzw. osób decyzyjnych.


III NON STOP w Sopocie przy stacji Sopot-Wyścigi. Namiot tanecznego pawilonu


W mediach od lat istnieje wciąż ta sama grupa ludzi, która dba aby o to, aby nikt nowy nie podszedł zbyt blisko. To jest trochę tak, jak w polityce. Zespołom bez „układów” pozostaje tylko grać w klubach za pizzę i lecieć z anteny w radiach niezależnych. Nie przemawia przeze mnie w tym momencie żadna zawiść itp. Ja już naprawdę gram tylko dla niesamowitej przyjemności, jaką dają mi koncerty, a nie dla splendorów. Wracając jednak do sedna, to i waszemu radiu dam tu pochwałę, bo brak jest właśnie takich mediów dla niszowej grupy artystów, a może i gdzieś jeszcze są, tylko ja akurat o nich nie wiem? W skrócie... ten "wiatr od morza" nie jest dla wszystkich.

Przemysław "Paskud" Śmietana: W Trójmieście jest „przestrzeń”, jak sama nazwa wskazuje. Trzy miasta razem i mnóstwo ludzi, którzy chcą coś zrobić i którzy chcą grać. Jest tu masa zespołów, jednak nie można mówić, że rewolucja przyszła z Trójmiasta. Na południu jest podobnie i nazwij to "wiatr znad gór" (śmiech).

Milena "Satin Mila" Szymańska: To raczej wszystko wina jodu unoszącego się nad taflą morza i powiewającego w głąb lądu (śmiech)... Generalnie pozostaje nam robić swoje i starać się dotrzeć do jak największej ilości odbiorców.


- Powiadacie, że energia i wolność zawarte w waszej muzyce powodują, że ma ona w sobie coś z początków rocka, który jeszcze nie został poddany ‘jedynej słusznej’ wizji propagowanej przez media. Czym charakteryzuje się waszym zdaniem ta ‘jedyna słuszna’ wizja, którą zdecydowanie odrzucacie?

Mietek: To już niech młodsi się wypowiedzą (śmiech).

Przemek: Sporo utworów większości zespołów jest tworzona po to, żeby dotrzeć do jakiegoś grona odbiorców. My robimy po prostu to, co chcemy i tak, jak lubimy to robić. Najważniejsze, żeby dobrze się przy tym bawić!

Milena: Jedyna słuszna zawsze była i jest wolność. Tak było za czasów komunistycznych i tak jest teraz. Muzyka jest sztuką, a tylko sztuka może rozpogodzić to, co brzydkie i sprawić brzydkim to, co na pozór wydaje się piękne.

fot. Wiola Meier
Aleksandra Ciecierska: Dla mnie w dużym skrócie ta "słuszna wizja" to synonim do "zakaz bycia sobą".

- Skąd wziął się termin "Dirty Rock" i co on tak naprawdę oznacza?

Ola: Po prostu rzadko się myjemy(śmiech).

wszyscy: (śmiech)

Mietek: Jest to termin wymyślony przez nas. Gramy po prostu trochę inaczej. Jest w tym troszkę brudu.

Adam: Tak naprawdę, to chyba przez "Paskuda" i to charakterystyczne, brudne brzmienie jego gitary.


Przemek: To określenie pogranicza pomiędzy Heavy Metalem a Hard Rockiem. Dzięki temu, że mamy Milenę na wokalu, nasza muzyka stała się pozytywnie inna. Nie wiedzieliśmy, jak mamy sami siebie określić, dlatego stworzyliśmy termin Dirty Rock i określenie to idealnie pasuje, bo gramy to, co chcemy, jak chcemy, nieładnie dla mas i brudno dla nas samych. Cieszymy się, że nasza muzyka podoba się ludziom. Wiele to dla nas znaczy, że na koncertach są osoby, które myślą tak jak my. I fakt... moje „brudne” brzmienie też się do tego przyczynia (śmiech).

Milena: O tak, brud to „Paskud” (śmiech), a także to, co mamy w głowach - chaos. Rock - mimo iż wydaje się uporządkowany - jest swoistym wyrazem buntu, który nazywamy „dirty”, a tak po prawdzie, to nazwa „dirty rock” została wymyślona przeze mnie i „przyklepana” przez resztę zespołu.

- Twierdzicie, że w czasach, kiedy ludzie gonią za coraz to ‘bardziej idealnymi’ miłościami, kiedy osiągają pod wielką presją wyimaginowane cele, brakuje przeciwwagi. W swoich utworach zwracacie uwagę na to, co ludzkie, bez zważania na społeczne neurotyzmy. Wasza muzyka skupia w sobie to, co brzydkie i piękne zarazem. Bez tabu, bez pruderii i wymuszonej przyzwoitości. To, jak sami określacie waszą twórczość jest w moim przekonaniu niezwykłe turpistyczne i grungowe zarazem. Zaczytywaliście się Bursą i Grochowiakiem lub wsłuchiwaliście się w poetykę Kurta Cobaina?

Mietek: Grochowiaka owszem czytałem.

Adam: Ja nie mam zdania na ten temat, a teksty podobają mi się bardziej lub mniej. Literat ze mnie kiepski, a moja rola w zespole, to skupianie się na muzyce. Ale, oczywiście śpiewania o dupie Maryni też nie lubię (śmiech).


Przemek: Wiem, że sporo osób teraz obrazi się na mnie, ale osobiście nie przepadam za muzyką Kurta (śmiech). W naszej muzyce nie chcemy nikogo obrażać, a jedynie chcemy oddać naszą codzienność w sposób bezpośredni. Kurt w sumie też tak robił (śmiech).

Milena: Mogę wypowiedzieć się jedynie na temat poetyki Kurta, która nie jest mi obca, lecz wolałabym, by każdy sam sobie zadał pytanie: „Po co to wszystko? Po co biegnę?” itd. Zgodnie z własnym sumieniem.

- W roku 2013 połączyła was chęć grania muzyki w troszkę innej formie, niż dotychczas grał każdy z was oddzielnie. Wasze współistnienie w jednym zespole nazywacie symbiozą. Co kto wniósł do grupy, a z czego musiał zrezygnować, żeby machina kręciła się prawidłowo? Jak wygląda proces twórczy poszczególnych utworów? Czy każdy kawałek powstaje w podobny sposób, czy też niepowtarzalnie? Kto pisze tekst, kto muzykę, a kto ma ostatnie słowo w dziele aranżacji?

Przemek: Nikt z niczego rezygnować nie musiał. Na tym polega symbioza. Każdy z nas wychował się na innej muzyce i każdy gra tak, jak chce grać. Większość utworów powstała jeszcze za czasów jak z Mietkiem próbowaliśmy stworzyć jakiś skład. Kilka powstało bezpośrednio na próbach, coś w stylu „ale fajnie brzmi zróbmy to dalej”.

Mietek: Ja tradycyjnie pozbierałem ludków w zespół i koło ruszyło. Oczywiście niektóre zęby tego koła po drodze się wykruszały, ale zespół przetrwał. Wszystko oparte jest na Milenie, która pisze teksty i daje głos dla zespołu (śmiech), a każdy z nas stara się, żeby wszystko było tak, jak trzeba.

Milena: Tak jak wspomniał Miet - ja piszę teksty i jakieś małe pomysły wciskam „delikatnie” na numery jeżeli chodzi o kompozycje. Generalnie kawałki powstają u każdego w domu, po czym są zgrywane razem na sali prób i wtedy każdy z nas przedstawia swoje pomysły. Ja piszę głównie do muzyki.


fot. Henryk Rigwalski
Adam: Ja doszedłem do zespołu już na gotowe. W aranżacji od początku do końca uczestniczyłem właściwie tylko w jednym utworze, mianowicie w "Hunting". Dorzuciłem też swój grosik do każdego kawałka podczas nagrywania płyty w moim niby-studiu, ale to były bardziej techniczne sprawy. Zaaranżowałem też i nagrałem wszystkie instrumentalne partie w "Spotkaniu z diabłem" i w "10 w skali Beauforta", chociaż solówkę w tym ostatnim nagrała Ola, która od razu zrozumiała, o co mi chodzi, kiedy tłumaczyłem jej w czym rzecz, no i poszło (śmiech).

- Słyszałem nawet, że czasami podobno aż "iskrzy" w zespole od twojej dokładności (śmiech).

Adam: Heh to miłe (śmiech).

- A skąd wzięła się ksywa "Toffik"? 


Adam: Wymyśliła ją ekipa z zespołu Ciąg Dalszy Nastąpił. Kiedy grałem tam na klawiszach, wyglądałem po prostu jak ten Tofik z kabaretu. Potem dodałem sobie drugie "f" i tak się ostało. Było to jakieś 10 lat temu.

- Jesteś Przemku jednym z założycieli zespołu i ponoć to właśnie ty odpowiadasz za większość utworów grupy. Jak muzyk pochodzący ze świata Black Metalu i Gothic odnalazł się w Dirty Rocku i czy ksywa "Paskud" narodziła się jeszcze w zamierzchłych czasach twojej działalności artystycznej, czy też jest nieco bardziej współczesna?

Przemek: Nie wiem jak mam ci odpowiedzieć (śmiech). Tak, Setin założyliśmy razem z Mietkiem, chociaż tak naprawdę zespół ukształtował się w pełni dopiero wtedy, gdy doszła do nas Milena. Ja jestem naprawdę otwarty muzycznie. To prawda... wychowałem się na death, black i gothic metalu, ale nie przeszkadza mi to w tworzeniu. A Paskuda wymyśliła moja koleżanka, która powiedziała kiedyś „paskudnie mówisz, co myślisz” (śmiech).

- Mietku, kogo sam sobie bardziej przypominasz: Gandalfa, czy Bena Otrębę, a może Papę Smerfa, bo na św. Mikołaja to mi raczej nie pasujesz (śmiech)?

Mietek: Ha ha ha!!! Wolę już Papę Smerfa, ale fakt, że ludziska często mylą mnie z Benem, a ostatnio na big bitowym koncercie mylili mnie nawet z Jurkiem Skrzypczykiem (śmiech), ale pewnie dlatego, że miałem na sobie czerwoną marynarkę (śmiech).


Moje spotkanie z Setinem w maju 2016 w Gdyni (1)
- Jesteś najstarszym muzykiem w zespole i zarazem jesteś też twórcą nazwy. Od ponad 35 lat - jak sam twierdzisz - posiadasz magiczny dar zbierania muzyków o "piekielnych" charakterach i scalania ich w jednośćœ w różnych projektach muzycznych, które bandŸ wytrzymuje czasowo lub pozostaje lej po wybuchu. Jednocześnie to właśnie dzięki tobie poznało się wielu znakomitych artystów, których drogi muzyczne pewnie by się nigdy nie przecięły. Jak dziś postrzegasz swoje muzyczne "dziecko" i czy Setin już spełnił twoje marzenia o zespole życia, czy też ciągle ta wizja twoim zdaniem jeszcze się buduje?


 fot. Marcin Smidowicz


Mietek: Za perkusją siadłem w 1979 roku. Kurcze, czas przeleciał jak wejście w nadprzestrzeń Sokoła Millennium z Gwiezdnych Wojen (śmiech). Po tylu nieudanych projektach Setin rzeczywiście zaczął prawie spełniać moje marzenia o stabilnym i tym ostatnim zespole, ale jednak wciąż ten ostatni gwóźdź nie został jeszcze wbity. Są tu oraz byli wcześniej naprawdę zdolni młodzi ludzie, którzy jak nie tu, to gdzieś zapewne zajdą jeszcze wyżej w tej muzycznej gonitwie.

- Jesteś także założycielem łączącego pokolenia zespołu OldYoung, który zresztą miałem okazje podziwiać w ubiegłym roku na żywo w klubie "Grom" w Gdyni i który skupia także muzyków zespołu Setin. Powiedzcie coś więcej o tym projekcie.


Moje spotkanie z Setinem ( i nie tylko) w maju 2016 w Gdyni (2)
Adam: Ja w "Gromie" nie grałem. Owszem, miałem grać, ale kilka spraw za bardzo mi wtedy przeszkadzało. Zagrałem za to z OY kilka koncertów latem. Graliśmy wówczas covery szeroko pojętego rocka. W projektach, gdzie OY gra Klenczona i inne big bitowe sprawy, nie uczestniczę. To nie jest do końca moja bajka.



fot. Sławek Orwat
Mietek: OldYoung to moje drugie dziecko, które pozwala mi realizować moje dziecięce marzenia. Wychowywałem się na polskim rocku lat 60 i 70. Wiadomo... wszyscy kochamy i podniecamy się zespołami i wykonawcami ze światowych scen. Ja też kiedyś od znajomych marynarzy kupowałem płyty Thin Lizzy, Purpli Sabbatów i innych. U nas... wiadomo jak było (śmiech). Metalu można było posłuchać jedynie w audycji Marka Gaszyńskiego, którego oczywiście pozdrawiam, gdyż dane mi było redaktora Marka poznać osobiście. Zawsze też kochałem naszą polską muzykę ze "stajni Franciszka Walickiego" Czerwono Czarnych, Niebiesko Czarnych, Krzysztofa Klenczona i wielu tu niewymienionych. Dlatego postanowiłem zrobić coś podobnego na wzór tamtych czasów i tak powstał OldYoung. Pomógł mi w tym bardzo pierwszy wokalista OldYoung Cezary Pełka zdolny i muzycznie utalentowany. Tak zresztą zaczęła się cała przygoda z OldYoung. Potem kolejno zaczęli dołączać poszczególni muzycy i wokaliści i z czasem pokolenia się wymieszały. Staramy się, aby nie dać zapomnieć o polskiej muzyce lat 60, a i również potrafimy zagrać z pazurem mocno rockowym na zlotach motocyklowych, gdzie też jesteśmy przyjmowani niezwykle ciepło (śmiech), ale dziś rozmawiamy o Setin...


Moje spotkanie z Setinem w maju 2016 w Gdyni (3)
- Masz rację. Pomimo, że - jak twierdzicie - nikt z was nie ma "manii wielkości", to jednak charaktery macie na tyle odmienne, że czasami chyba następują między wami jakieś "wybuchy". Pokoleniowo też jesteście wymieszani. Mimo tych wszystkich pozornych przeciwności losu, œświetnie jednak rozumiecie się. Czy to "muzyka łagodzi obyczaje", czy też po prostu dojrzałość i chęć osiągnięcia sukcesu w "rozpalonych umysłach" w końcu zwycięża?

Mietek: No ja już się w tym temacie wypowiedziałem (śmiech).

Adam: Czasem różnica pokoleń, myślę. Mam tu na myśli mnie i Mietka. Mamy bardzo różne podejście do muzyki. Ja lubię mieć wszystko zagrane dokładnie, równo i najlepiej... jak na płycie. Miecio zaś to dusza heavy metalowa i lubi jak jest trochę więcej ekspresji, nawet jeśli ma się coś podczas grania kawałka spier... to znaczy popsuć (śmiech). Żeby nie było... tylko w muzyce jestem taki dokładny i zasadniczy (śmiech).

Przemek: Musiałbyś przyjść na naszą próbę i zobaczyć jak się do siebie zwracamy (śmiech). Każdy z nas ma dystans do siebie i tolerancję dla innych. Każdy wie, jaki jest i każdy z nas wie, jaki charakter mają pozostali. Nikt się nie obraża, bo to nie ma sensu. Tutaj nie ma zwycięzców, nikt nie dominuje, każdy z nas chce po prostu grać i świetnie się przy tym bawić.

Milena: Oczywiście ja mam „manię wielkości”, ponieważ wzrostem nie grzeszę, więc rozstawiam wszystkich po kątach (śmiech). Dogadujemy się każdy z każdym tak, jak w rodzinie, z tym, że mimo odmiennych zdań staramy się trzymać razem i nawzajem się szanować.

Ola: Myślę, że szczerość jest bardzo ważnym punktem w funkcjonowaniu zespołu. Jeśli coś się nie podoba - konkret rozmowa i komunikacja od razu zyskuje na wartości. Jeśli chodzi o różnice pokoleń, to w ogóle tego nie odczuwam. No, może czasem jak Mietek się odezwie (śmiech).


- Wasze najważniejsze osiągnięcia to - jak dotychczas - nagranie płyty Dirty Rock oraz pierwszego videoclipu do utworu "Ponad to", który znalazł się jako jeden z dwóch waszych nagrań w rocznym podsumowaniu TOP20 Polisz Czart. Na samym końcu clipu w prawym, dolnym rogu pojawia się maleńki skrót "cdn". Czy jest to zapowiedź dalszego ciągu przygód głównej bohaterki z gitarą, czy też po prostu zaproszenie na kolejny teledysk z kompletnie nową fabułą?

Milena: Zdecydowanie zapowiedź następnego klipsa.

Mietek: No byłoby fajnie jakiegoś klipa jeszcze zrobić (śmiech).


Przemek: Dowiesz się (śmiech). Płyta Dirty Rock jest dla nas szczególnym osiągnięciem i tylko dzięki Adamowi, który sam ją zrealizował, jej nagrywanie było dla nas świetną zabawą.

Adam: Dla mnie nagranie i wydanie Dirty Rock to dość szczególne osiągnięcie, ponieważ jest to pierwsza płyta, którą faktycznie samodzielnie zrealizowałem od początku do końca jako samozwańczy producent (śmiech).

- Jak dziś spoglądacie na ten krążek. Z wszystkiego jesteście zadowoleni, czy zmienilibyście dziś coś na nim?

fot. Wiola Meier
Mietek: Ja jestem zadowolony.

Adam: To, co przed chwilą powiedziałem, to raz, a dwa, że zawsze by się coś zmieniło, dlatego jak już klepnięte i poszło w świat, to można odetchnąć (śmiech).

Przemek: Zawsze jest tak, że jak coś jest już nagrane, to myślisz sobie „a może zagrałbym to inaczej, lepiej”, ale nie o to chodzi. Utrwaliliśmy nasze nagranie i jesteśmy z tego dumni. Zresztą niedługo wyjdzie EP.

Milena: Oczywiście tak ma każdy, że coś by zmienił, tylko po co? Żyjemy tu i teraz. Następne numery to nowe wyzwanie.

Ola: Ze względu na to, że dołączyłam do zespołu jakoś na początku lata, nie miałam żadnego udziału w powstawaniu płyty. Na koncertach raczej odgrywam nagrane partie. Uważam, że jakieś drastyczne zmiany byłyby po prostu nie na miejscu i umniejszały by wkład poprzednich gitarzystów. Brzmi to trochę jak wymówka lenia... ale to prawda. Jedynie solówki gram po swojemu, bo wiadomo, że w partiach solowych najbardziej uwidacznia się styl danego gitarzysty, a każdy ma swój własny.

- Jeden z waszych singli dotarł do 1 miejsca na liœcie przebojów Radia MORS, czyli Mega Otwartego Radia Studenckiego Uniwersytetu Gdańskiego. Zostaliście też zauważeni przez telewizję TTM, czyli Twoją Telewizję Morską oraz przez Radio Norda FM z Wejherowa, gdzie zostaliście zaproszeni. Czy Lista Polisz Czart nadawana z irlandzkiego NEAR FM to wasz pierwszy sukces medialny poza Wybrzeżem, czy też zaistnieliście już gdzieś wcześniej? Jak odebraliście sukces w naszej zabawie?

fot. Tomasz Cieślikowski
Adam: Z tego co wiem, to chyba nie pierwszy sukces poza Wybrzeżem (śmiech). Dla mnie 2 pierwsze miejsca na szczycie waszej listy, to bardzo miła niespodziewajka (śmiech).

Mietek: Z waszej zabawy osobiście jestem bardzo happy, bo dzięki wam wyszliśmy trochę poza granice Rzeczypospolitej.

Przemek: To była dla nas miła niespodzianka, cieszyliśmy się jak dzieci w piaskownicy. Wygraliśmy już wcześniej parę konkursów. Zdobyliśmy np. 2 miejsce na festiwali im. Krzysztofa Klenczona, gdzie zagraliśmy 2 jego utwory "Spotkanie z diabłem" oraz oczywiście "10 w skali Beauforta".

Milena: Jakiś czas temu wygraliśmy też nagrodę internautów w konkursie organizowanym przez RMF FM oraz Skoda "Skoda Auto Muzyka", z którego możecie podziwiać naszą sesję zdjęciową na fb.



fot. Sylwia Mankowska



- 26 Notowanie Polisz Czart, które wybrzmiało z anteny NEAR FM 4 stycznia to - używając terminologii bokserskiej - regularny nokaut. Nie dość, że wasz "Necessary" wyprzedził pozostałe utwory z olbrzymią przewagą punktową, to jako smaczki tego zestawienia pojawiły się w nim jeszcze dwa inne kawałki z waszym udziałem. Duet Mietek&Toffik brawurowo wykonanym coverem legendarnej trójmiejskiej grupy Cytrus, na której sam się wychowywałem zdobył pozycję nr 2, natomiast Satin Mila z interpretacją mega hitu Amy Winehouse "Back To Black" uplasowała się na miejscu 5. Czy mogę liczyć na to, że na tyle już zaprzyjaźniliście się z Polisz Czartem, że zagościcie u nas na stałe? I powiedzcie jeszcze dlaczego akurat Cytrus i Amy?

Przemek: Jasne!

Adam: Czas pokaże, a co do wyboru kawałka, to Cytrus to Mietka pomysł. Mi kawałek się spodobał, więc ubrałem go jak tylko najlepiej potrafiłem. Mietek, kilka razy zaznaczał, aby kawałek brzmiał jak numer z 21 wieku... ale tak, żeby zachować charakter ubiegłego wieku. Nie spodziewałem, się że zajdzie tak daleko, biorąc pod uwagę to, iż miałem mało dość czasu, ponieważ przygotowywałem się akurat do trzymiesięcznej trasy.



fot. Henryk Rigwalski





Marian Narkowicz - legenda Cytrusa
Mietek: Mam nadzieję, że będziemy u was gościć na stałe (śmiech). Zależeć to będzie przede wszystkim od słuchaczy i naszych znajomych, bo ciężko jest dziś namawiać do oddania głosów. Ludziska niechętnie klikają (śmiech). Mam też nadzieję, że głosowali na nas także i ci słuchacze, którzy dopiero niedawno nas poznali, a nie tylko sami znajomi z Facebooka. A co do Cytrusa, to wybrałem ten kawałek dlatego, że osobiście znam tych ludzi, a nawet do dziś z niektórymi mam osobisty kontakt. Z niektórymi z nich jak choćby z Marianem Narkowiczem czas jednak obszedł się smutno i zabrał go nam zbyt wcześnie i właśnie dlatego postanowiłem odświeżyć ten utwór dla pamięci moich nieżyjących kolegów z tego zespołu i wybrałem "Byczą krew". Mamy zresztą z Toffikiem parę pomysłów na kolejne kawałki, ale niech to będzie niespodzianka (śmiech).

Milena: Będziemy dawać z siebie wszystko, byście tylko chcieli zrozumieć nasz muzyczny świat, a co do Amy... jej twórczość jest mi ogromnie bliska. Myślę, że mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że mamy podobne barwy głosu i podobną wrażliwość, choć niestety, nie mam możliwość już tego sprawdzić. Śpij spokojnie Amy...


Antoni Malewski z zespołem Setin w Pułtusku
- W dniach 8-9 lipca ubiegłego roku odbyło się niezwykle ważne i miłe dla was wydarzenie. Podczas IV Pułtusk Festiwal im. Krzysztofa Klenczona zajęliście II miejsce, a z rozmów kuluarowych wiem, że dla wielu obserwatorów tego festiwalu byliście najlepsi. Współpracujący ze mną od lat - obecny wówczas w Pułtusku - pionier polskiego big-bitu Antoni Malewski z Tomaszowa Mazowieckiego napisał o was następujące słowa: "Oryginalnie, profesjonalnie i pięknie zaprezentował się (chyba najlepszy w konkursie) zespół SETIN z Gdańska, który do utworu „10 w skali Beauforta” wgrał symfoniczny wstęp niczym słynna grupa Electric Light Orchestra (ELO) w wielkim hicie Chucka Berry’ego „Roll Over Beethoven” czy w innym, mniej znanym utworze Krzysztofa „Spotkanie z diabłem”, z którego w interpretacji zespół SETIN zrobił arcydzieło". Jak skomentujecie opinię Antka na temat waszego występu, jak i wszystkie emocje, jakie wam wówczas towarzyszyły?

Mietek: Antoni Milewski jest znawcą muzyki od wielu lat, więc tym bardziej cieszą takie słowa. Pomysł, żeby zrobić intro był mój, ale bez Toffika byłoby to niewykonalne. Zrobił jak zwykle zawodową robotę. Zresztą od przyjścia Toffika do Setin, zespół poszedł zdecydowanie do przodu. Jest bardzo perfekcyjny i dokładny w tym, co robi, co wpłynęło też na pozostałych i zmobilizowało do jeszcze większego zaangażowania.


Przemek: Byłbym heretykiem, jakbym się nie zgodził z tą opinią (śmiech). Cieszyło nas, że tak nas odebrano i było to dla nas naprawdę miłym zaskoczeniem. Ale prawdziwe podziękowania należą się faktycznie Adamowi, który zaaranżował te utwory dzięki swojemu nieszablonowemu podejściu do muzyki.

Milena: Ja tylko dziękuję całemu zespołowi za tak fantastyczny aranż do tego utworu i możliwość zaśpiewania Krzyśka K.

- W minionym roku odnieśliście pewien szczególnie spektakularny sukces, o którym już wspomniała Milena. Zdobyliście 1 miejsce pośród ponad 900 piosenek różnych wykonawców i gatunków w konkursie zorganizowanym przez Skoda Auto Muzyka. Wiadomo, że muzyka rockowa od lat nie jest propagowana w komercyjnych stacjach radiowych, a jednak to wy wygraliście ten plebiscyt w głosowaniu internautów i otrzymaliście cenną nagrodę od organizatorów. Czy nie uważacie, że fakt ten świadczy bezdyskusyjnie o tym, że brak rocka w wiodących stacjach jest sztuczny, godny najwyższego potępienia i logicznie kompletnie nieuzasadniony?


fot. Henryk Rigwalski
Mietek: Dla nas było to kompletnym zaskoczeniem, ale to właśnie słuchacze nas wybrali, a nie jury i to cieszy niezmiernie, a konkurs jak konkurs... zabawa.

Adam: Nie mam zdania, jedyne co mogę powiedzieć to rocka jest za mało.

Przemek: Rocka jest za mało, ale na szczęście w komisji byli fani rocka. Milena na pewno więcej opowie np. o reakcji Kasi Nosowskiej na nasz utwór "Znajomy".

Milena: Ogromnie się cieszymy z docenienia naszej twórczości, niemniej jednak musimy chyba poczekać, aż w Polsce faktycznie nastanie era powrotu do rocka. Przynajmniej takie jest moje zdanie. A nawiązując do tego, o czym wspomniał "Paskud", to tuż po konkursie rozmawiałam z Kasią Nosowską, która powiedziała, mi że "Znajomy" to bardzo dobry utwór i że często go słucha w aucie. Powiedziała też, że koniecznie mam nadal pisać teksty, bo jestem w tym dobra i że mamy być mniej skromni (śmiech).


- Twierdzicie, że jedni was lubią, a inni nie, a wszystko to w 90 % zawdzięczacie ponoć waszej uroczej wokalistce Milenie, która ma specyficzny styl śpiewania oraz unikalną barwę głosu, więc albo - jak twierdzicie - "kupuje" się ją w całoœci, albo wcale. Od siebie powiem, że mnie wokal Mileny zachwyca, choć - rzeczywiście - jest nieporównywalny z jakąkolwiek inną wokalistką w Polsce. Jak ty sama oceniasz to, co robisz i jak skomentujesz te wszystkie kontrowersje, jakie wokół twojego wokalu narosły?

Milena: Freddiego Planetę albo kochano albo nienawidzono, a jednak jego twórczość przetrwała do dziś.

- Jesteś nie tylko charyzmatyczną wokalistką o rozpoznawalnej barwie głosu. Piszesz też teksty i to nie tylko dla zespołu Setin. Z powodu ognistego temperamentu mówi się o tobie "diablica w ciele kobiety". Satin Mila - powiedz coś więcej o tym projekcie i czy jest to jedyny podmiot artystyczny w jakim masz udział poza zespołem Setin?

Milena: Aktualnie pracuję nad swoja debiutancką EP, która - mam nadzieję - będzie dwujęzyczna (pl/ang). Będzie to składanka totalnie różnorodna, jednakże będą na niej momenty lekkie i przyjemne oraz tak jak w SETInie zadziorne. Teksty piszę do różnego rodzaju muzyki. Moje teksty możecie usłyszeć nawet w disco polo: Andre -„Ta szalona Karolina „ i UWAGA... nie wstydzę się tego!!! Bo nie mam czego (śmiech). Nie każdy musi lubić rocka, a jeżeli komuś potrzebny jest tekst, to niech wali do mnie jak w dym (śmiech).


fot. Aleksander Domański
- Olu, jesteś najmłodszym nabytkiem zespołu. Jak twierdzą twoi koledzy, podobnie jak Milena, ty także jesteś takim trochę diabełkiem o twarzy aniołka, ale przede wszystkim jesteś ogromnie utalentowaną kochającą hard rocka gitarzystką, potrafiącą zagrać praktycznie wszystko. Poza grupą Setin realizujesz się też w innych projektach .Opowiedz coś więcej o swojej drodze artystycznej?

Ola: Diabełek? Kto ci takich bzdur nagadał? (śmiech).

- Nie powiem (śmiech).

Ola: Jakby się tak zastanowić, to w tym roku dopiero przeszłam przez bramę mojej ścieżki artystycznej. Wszystko dzięki Mietkowi, który mnie zwerbował do Setina i OldYounga, gdzie po raz pierwszy miałam okazję grać na większych scenach. Jeśli chodzi o inne projekty, to na chwilę obecną gram także w zespole The Plywood - jak na razie akustycznym trio, grającym dość szeroki, jeszcze nie do końca ukierunkowany stylowo repertuar. Plany są, zobaczymy. (śmiech). Po rozpoczęciu roku akademickiego doznałam lekkiego szoku, że nie mogę wziąć gitary w ręce wtedy, kiedy zechcę, a tylko wtedy, kiedy czas mi na to pozwoli, ale staram się balansować na równi między muzą a nauką.





- Czy być może to Jennifer Batten jest twoją mistrzynią, czy tez zupełnie inna dziewczyna z gitarą?

Ola: Moim ulubionym gitarzystą jest chyba Guthrie Govan. Uwielbiam jego lekkość w grze. A jeśli chodzi o mistrza melodii to oczywiście Satriani. Można powiedzieć, że moją pierwszą miłością był Slash, dzięki któremu wzięłam się za gitarę i to on mocno ukształtował mój styl gry. Fakt, że jestem kobietą chyba nie znaczy, że muszę mieć idola tej samej płci? Dziewczyna z gitarą, facet z gitarą, co to za różnica? Ważne, że z gitarą. Jennifer Batten jest świetną gitarzystką, ale nie znalazłam w niej inspiracji. Szukam emocji, melodii, i chemii między instrumentem, a muzykiem. Dla mnie muzyk to ktoś, kto potrafi z dźwięków stworzyć historie i działać na zmysły.

- Zagraliście na Devil Horn's Open Air Fest 2014, Cytava Rock & Metal Festival V, było też kilka koncertów na na zlotach motocyklowych i w klubach. Często podkreślacie, że tak bardzo uwielbiacie koncertować, że zagralibyście nawet dla jednej osoby. Jaki koncert wspominacie najlepiej. Czy może ten, który odbył się klubie Atlantic w Gdyni, który często wspominacie w rozmowach, czy też zupełnie inny? O jakie koncerty zamierzacie powalczyć w tym roku?



Milena: Dla mnie każdy koncert jest mega wydarzeniem i przed każdym się trzęsę z tremy jak galareta.

fot. Henryk Rigwalski
Adam: Na tyle, ile zagrałem koncertów z Setin, to nie mam jakiegoś faworyta. Każdy jest inny i wyjątkowy. Czasem gorszy, czasem lepszy. Ja zamierzam z powodzeniem zakończyć trasę, a jak wrócę, będę myślał, co dalej.

Przemek: Nie mam faworyta. Każdy koncert jest inny i każdy inaczej się gra. Czasem po prostu „nie siedzi”, a czasem „samo płynie”. Staramy się zawsze, żeby każdy koncert zagrać najlepiej, jak potrafimy, bo na koncertach muszą bawić się ludzie i musimy bawić się my. A co do drugiej części pytania, to na pewno zagramy na paru zlotach i w 3City też.

Mietek: Trudno powiedzieć co w tym się roku wydarzy. Mamy trochę innych spraw do zrobienia, więc na dzień dzisiejszy null (śmiech), a na koniec rozmowy - jeśli pozwolisz - chciałbym podziękować naszym wcześniejszym muzykom - Mariuszowi Mielcarskiemu, Tomkowi Dowgielewiczowi i Adamowi Stańczykowi, którzy tworzyli dawniej nasz zespół i dawali moc grając koncerty pod szyldem Setin.



Zespół Setin życzy Państwu nieustających
"Wesołych Świąt" :)

Z:
Mileną Szymańską (wokal)
Aleksandrą Ciecierską (gitara)
Przemkiem Śmietaną (gitara)
Adamem Wołoszczukiem (bas)
Mietkiem Pawlakiem (perkusja)
rozmawiał
Sławek Orwat

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza