poniedziałek, 14 maja 2018

Andrzej Wilowski - Chrisa Jaggera własna muzyczna droga

fot. Hieronim Dymalski


Na rozgrzewkę wystąpił amatorski zespół Forcom Band z zawodową wokalistką Marianną Cwiąkałą. Zaprezentowali wiązankę przebojów z repertuaru Ady Rusowicz, Stana Borysa i zespołu Lombard. Przymiotnik amatorzy nie odnosi się do wykonania, nieco hałasowali. Szybka zmiana nastroju i na scenie pojawiła się balladzistka z gitarą. Znudziła publiczność skutecznie. Polka pisząca i śpiewająca po angielsku, co samo w sobie zasługuje na uznanie. Niestety repertuar lepiej nadający się na imprezy integracyjne przy ognisku niż na estradowe prezentacje.


 Minęła już godzina, a gość specjalny nie pojawił się jeszcze na scenie. Konferansjer zapowiedział niespodziankę, którą okazał się przedstawiciel Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego. Wywołano Chrisa Jaggera bez gitary. Delegat po odczytaniu laudacji wręczył mu medal towarzystwa. Nie wiem, co wtedy czuł artysta, ale mi w tych okolicznościach przypomniał się pewien epizod z dzieciństwa; wujek powróciwszy z wczasów nad morzem, podarował mi pamiątkową ciupagę. Niepokój mój rósł, co będzie dalej.

Chris Jagger wystąpił z gitarą, towarzyszyli mu skrzypaczka Ellite Mackrell, grająca również na flecie i mandolinie, Charie Hart akordeonista i pianista. Mimo swoich 71 lat nadal dysponuje silnym, czystym głosem, niezbędnym do prezentowanego repertuaru. Skrzypaczka z klasycznym wykształceniem dobrze opanowała techniki artykulacji charakterystyczne dla folku i country. Akordeonista okazał się wirtuozem nie tylko cyji, ale grał również na innych instrumentach, w tym na pianinie.


Prawdopodobnie przed występem nie było próby akustycznej, więc początkowo coś się nie kleiło. Po trzech numerach jakoś się dostroili i dalej poszło gładko. Jagger wykonał repertuar z różnych półek; własne kompozycje i teksty, kanon ballady folkowej, miejskiej, z repertuaru rockowego, country i folku szkockiego i irlandzkiego. Piosenki jego autorstwa to swoista kronika życia i podróży po świecie.

fot. Hieronim Dymalski
fot. Hieronim Dymalski
Przeplatały się piosenki o życiu wędrowca z krotochwilnymi żartami, widokówka z Tybetu, z polityczną refleksją o współczesnym świecie. Swoje piosenki poprzedzał komentarzami, które przynajmniej część publiczności znająca język rozumiała, co ułatwiło kontakt. Z każdą chwilą stawał się coraz lepszy, więc nie obyło się bez bisów i pod koniec wspólnej zabawy w zawrotnym tempie szkockiego tańca. Jagger jako muzyk, unikał popisów, pozostawiając przestrzeń dla akompaniujących mu muzyków.W twórczości Chrisa Jaggera słychać różne inspiracje i fascynacje. Prawdopodobnie w młodości słyszał dużo muzyki skiflowej, „beer songs” z londyńskich pubów, a później rocknrolla, hipisowskich ballad i country. Konsekwentnie pozostał wierny tym fascynacjom. Zwykle młodsze rodzeństwo gwiazd stara się udowodnić, że też potrafi, albo podtrzymywać rodzinną tradycje.


fot. Hieronim Dymalski
Rozumiem Chrisa, że nie życzył sobie, aby na afiszach występować jako młodszy brat Micka. Oczywiście taki chwyt reklamowy ułatwiłby zadanie promotorowi w zgromadzeniu licznej publiczności. Na szacunek zasługuje artysta, który nie walczy o wielkie gaże, tylko gra swoje, a to „swoje” jest zupełnie inne od repertuaru „Otoczaków”, którzy teraz prowadzą coś w rodzaju objazdowego cyrku rockendrolowego. Fani kilku pokoleń nie kupują już płyt, ale każdy chce jeszcze zobaczyć ich na żywo, aby przekonać się jak dają jeszcze radę. Chris nagrywa nowe płyty, sprzedaje je głównie po występach, przeważnie kameralnych klubowych. Woli mniejszą, ale własną publiczność. Czy było to wielkie wydarzenie artystyczne? Nie sądzę, ale sympatyczne, a co najważniejsze, publiczność dobrze się bawiła.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza