sobota, 17 marca 2018

44 Notowanie Listy Polskich Przebojów WNET Polisz Czart - komentarz

Król jest jeden

Marek Andrzejewski (fot. Gocanna Antosik)
To, że piosenka literacka od jakiegoś czasu opanowała Listę Polisz Czart w sposób nie znoszący sprzeciwu, dla uważnych obserwatorów tej zabawy jest doskonale zrozumiałe i powoli staje się normą. Ubiegłotygodniowe zwycięstwo Janusza Radka postawiło w tym temacie przysłowiową kropkę nad "i", a sam temat właściwie powinien zostać zamknięty. Dlaczego w takim razie uważam najnowsze 44 Notowanie za przełomowe? Ponieważ dokonało uroczystej koronacji króla. Piosenka poetycka już od wielu tygodni aspirowała do opanowania WNET-owego TOP50 i kilku wykonawców tej sceny pokazało już w przeszłości, że stać ich na wiele, aby zawalczyć o czołowe lokaty. Od dawna przecież w czołówce Polisz Czart przewijają się takie nazwiska jak Piotr Selim, Piotr Woźniak, Jan Kondrak, Mirosław Czyżykiewicz czy przede wszystkim bohater 43 Notowania Janusz Radek. Od jakiegoś jednak czasu tak naprawdę... król jest JEDEN. Marek Andrzejewski od wielu notowań aspirował do fotela zwycięzcy i co najważniejsze od dawna prezentował najrówniejszą formę z wszystkich artystów, jacy przewinęli się przez Polisz Czart od października 2016, czyli od momentu, kiedy to Lista zawitała w gościnne progi Radia WNET miłościwie nam panującego Krzysztofa Skowrońskiego.


Temat popularyzacji polskiej piosenki literackiej w narodowych mediach był nawet jednym z wątków niedawnej rozmowy,  jaką miałem wraz z Tomkiem Piątkowskim okazję odbyć z czwórką muzyków Lubelskiej Federacji Bardów podczas ich niedawnej wizyty w Wielkiej Brytanii.

fot. Dariusz Kudeń
To, co najbardziej spędza mi od dawna sen z powiek, to kompletnie niezrozumiała dla mnie polityka pewnej szanowanej przeze mnie od lat 80-tych stacji radiowej z najbardziej zasłużoną Listą Przebojów ever, na której od dawna pełno jest np. songów czeskiego cesarza bardów (skądinąd podobnie jak sama stacja bardzo przeze mnie szanowanego) - Jaromira Nohavicy, ale na której prawie nie uświadczy się jakiegokolwiek przedstawiciela polskiej sceny poetyckiej, którą przecież przede wszystkim radio publiczne powinno promować, gdyż w odróżnieniu od stacji prywatnych funkcjonuje głównie za pieniądze podatników. Dlaczego tak się dzieje, że to właśnie antena Radia WNET i jej nadworna Lista Polisz Czart stała się od jakiegoś czasu bezpieczną przystanią dla rodzimych bardów? Myślę, że bardzo przyczynił się do tego fakt, iż każdorazowe pojawienie się na Liście przedstawiciela tego nurtu poprzedzone jest jego programowym prezentowaniem w charakterze tzw. CzęstoGraja oraz rzetelne przedstawienie przez prowadzącego WNET-owe programy muzyczne Tomasza Wybranowskiego sylwetek jak i dorobku każdego z granych przez niego w autorskich programach artystów.

Piękni dwudziestoletni

Lubelska Federacja Bardów w Londynie (fot. Dominik Witosz)
Wróćmy jednak do... króla. Marek Andrzejewski jako solista nie wygrał do dziś wprawdzie żadnego z notowań, ale pamiętać należy, iż z całego bogactwa muzyki opartej na poetyckich metaforach, od tygodni jedynie jego piosenki zajmują prawie w każdym notowaniu wysokie i wywalczone z głębokim zaangażowaniem samego artysty lokaty.


Król jest królem nie dlatego, że został na ten "stołek" przez kogoś szczególnie namaszczony. Marek Andrzejewski dlatego jest królem, ponieważ interesuje się powierzonym mu przez talent i szczególny urok osobisty potencjałem ludzkim zwanym powszechnie fanami.

Piotr Selim (fot. Dominik Witosz)
"Kiedykolwiek" od wielu notowań czai się niczym gepard do skoku na nasz numer 1, ale tym razem Marek Andrzejewski w taki sposób poprowadził swoją kampanię wyborczą, że postanowił bardziej wypromować wykonywaną przez siebie piosenkę o wyższości upojnych autorskich poranków nad pełnymi metafor autorskimi wieczorami wykonywaną pod szyldem Lubelska Federacja Bardów niż pozostałe dwie piosenki zaśpiewane solo, co  w moich przypuszczeniach jest niczym innym jak oddaniem przez Marka hołdu swoim znakomitym kolegom, z którymi już za rok będzie hucznie obchodził 20-lecie istnienia tej jakże zasłużonej dla polskiej kultury formacji, żeby nie powiedzieć supergrupy działającej głównie w świadomości osób wrażliwych i poszukujących w piosence czegoś więcej niż tylko tła do zbiorowego wykonania meksykańskiej fali.

Jan Kondrak (fot. Dominik Witosz)
Marek Andrzejewski wyśpiewał tym razem pozycje: 1 (z LFB), 2 i 4, czego nie dokonał dotychczas jeszcze żaden z artystów startujących w naszej cotygodniowej zabawie i tym samym przypieczętował hegemonię całej sceny poetyckiej, której przedstawiciele zajęli odpowiednio miejsca: 7 Janusz Radek, 8 i 15 Piotr Selim, 16 Jan Kondrak, 18 Mirosław Czyżykiewicz oraz 19 Piotr Woźniak, czyli 9 na 20 czołowych miejsc! A dlaczego autorskie poranki w naszej zwycięskiej piosence wygrywają z autorskimi wieczorami? Już wszak starożytni Rzymianie wiedzieli, że... In vino veritas...

Zanim zgaśnie serce

Kult, Organek, Strachy Na Lachy, Lao Che, Sztywny Pal Azji, Dezerter, T. Love, Mela Koteluk i Nocny Kochanek, a przede wszystkim zdobywcy trzeciej pozycji medalowej - nasza Kasia kochana z wraz z zahibernowaną (miejmy nadzieję, że nie na długo) grupą Hey oraz ciągle moim zdaniem za mało promowany w mediach publicznych pARTyzant to tuzy polskiego rocka, które z klasą i wypracowaną latami charyzmą bronią czci i honoru reszty przedstawicieli tego nurtu, którym (niestety) coraz częściej wydaje się, że samo nagranie jakiegoś kawałka i wrzucenie go w przepastny gąszcz YouTubowej mieszaniny pięknych dźwięków i pospolitego chłamu całkowicie wystarczy, aby masy padły przed nimi na kolana.


Z ogromną przykrością jako fan jarocińskiego etosu pragnę Wam młodzi Rockowcy uświadomić, iż promocji własnej (często naprawdę znakomitej twórczości) możecie bez krępacji uczyć się od samego króla... Marka Andrzejewskiego, uczyć się zanim... zgaśnie w Was kiedyś... serce do muzykowania.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza