piątek, 17 lipca 2015

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 51 - Spotkanie po latach „BIS”

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj   Część 25 tutaj  Część 26 tutaj Część 27 tutaj Część 28 tutaj  Część 29 tutaj Część 30 tutaj Część 31 tutaj   Część 32 tutaj Część 33 tutaj Część 34 tutaj  Część 35 tutaj  Część 36 tutaj  Część 37 tutaj Część 38 tutaj Część 39 tutaj Część 40 tutaj  Część 41 tutaj Część 42 tutaj Część 43 tutaj Część 44 tutaj  Część 45 tutaj Część 46 tutaj  Część 47 tutaj Część 48 tutaj  Część 49 tutaj Część 50 tutaj

Drodzy Czytelnicy. Wraz z odcinkiem 50 nie zakończyliśmy Waszych ukochanych spotkań z Antonim Malewskim i jego magicznym Tomaszowem Mazowieckim. Dziś ponownie zapraszam Was do tego pięknego Miasta i wraz z Autorem zapraszam także do dalszego przeżywania jego fascynującej Historii...





Zakościele - budynek ośrodka - „Soplica
Marcowe „Spotkanie po latach” 2011 roku w kawiarni Literacka, w byłym ZDK Włókniarz, przeszło do historii naszego miasta, do historii nie tylko mojego pokolenia, ale również do historii rock’n’rolla w naszym, pięknym grodzie. Pozostawiło w pamięci przybyłych na spotkanie niezapomniane przeżycia, wspomnienia, które tak jak moje, dręczyły ich uczucia, myśli, pobudzając w naszych głowach „nowo starą” koncepcję by, - jak najszybciej doprowadzić do ponownego spotkania. Przez całe lato 2011 (maj, czerwiec, lipiec, sierpień) otrzymywałem na swoją pocztę mailową czy telefon komórkowy informacje, prośby, - Antek doprowadź do kolejnego dwu, trzydniowego spotkania, byśmy mogli dłużej nacieszyć się sobą. Pieniądze nie odgrywają roli. Jeden wieczór czy noc to za mało! Jeśli nie teraz to kiedy? Możemy już nigdy się nie spotkać, lata lecą jak z bicza strzelił. Rozpoczął się w nas proces starzenia i „odchodzenia”. Więc, Antku, kujmy żelazo póki jest jeszcze gorące! 


Główny, budynek ośrodka - „Soplica”. Tu mieści się
stołówka i sale audio wizualne
W swojej kolejnej, trzeciej publikacji, Rodzina Literacka ’62, jeden z rozdziałów (XIII) poświęciłem właśnie temu wydarzeniu, które zakończyłem słowami; - „Czy dobry Bóg pozwoli nam w życiu choć jeszcze raz spotkać się?” Ta fraza, myśl, stała się przyczynkiem do podjęcia prób zrealizowania prośby, pomysłu ponownego spotkania się osób, które w naszym mieście tworzyły, pielęgnowały podwaliny rock’n’rolla. Kiedy podczas marcowego spotkania rozmawialiśmy o kolejnym, to nie przypuszczałem, że stanie się to tak szybko, jeszcze tego samego (2011) roku.

Do zorganizowanie kolejnego spotkania namawiały mnie osoby nie tylko uczestniczące w marcowym spotkaniu ale również ci, którzy byli zaproszeni na marcowe Spotkanie po latach, a z różnych, nie zawsze obiektywnych powodów nie przybyli, a także inni pionierzy tamtej epoki, do których przez zapomnienie, nie zlokalizowanie miejsca zamieszkania (adres) czy zwykłe przeoczenie, nasz komitet (Mirek Orłowski, Jacek Buczyński i ja) organizacyjny nie dotarł. Spodziewałem się dużej frekwencji, co wynikało z ogromnego zainteresowania i chęci uczestniczenia w zlocie wielu kolegów, koleżanek, przyjaciół.

Modrzewiowy dworek do którego w latach 40/50-tych
na letnisko przyjeżdżał Julian Tuwim
Miałem dużo czasu do realizacji (ponad pięć miesięcy) pomysłu. Podstawą było znalezienie atrakcyjnego obiektu z noclegową bazą. Takie miejsca w naszym mieście i okolicach istnieją, miałem na myśli przystań OSiR-u n/Pilicą, Domy Wypoczynkowe w Spale, Hotel Restauracja ALABASTRO przy ulicy Dzieci Polskich czy znany tomaszowianom Ośrodek Społeczności Chrześcijańskiej PROEM w Zakościelu. Właśnie w Zakościelu, wcześniej organizowałem wiele spotkań (zwane Zlotami Radości mojej Wspólnoty AA), kiedy Ośrodek Wypoczynkowy należał do załogi ZWCh WISTOM, kiedy ośrodek przejął syndyk masy upadłościowej WISTOMU ale także kiedy stał się własnością SCh PROEM.

Wcześniej, zorganizowałem w tym obiekcie dziewięć spotkań. Nastąpiła szybka decyzja, natychmiast rozpocząłem rozmowy o wynajem ośrodka leżącego nad przepięknym załomem rzeki Pilicy, ze sportowymi obiektami (wypożyczalnia kajaków, tenisowe korty, boiska do kosza, w małą piłkę nożno/siatkową) ze wspaniałą, dziko porośniętą wikliną wyspą, na którą można się dostać wiszącym mostem usytuowanym na wysokości modrzewiowego, tuwimowskiego dworku. To tu przyjeżdżał z pobliskiej Łodzi, przed II Wojną i w latach 50-tych minionego wieku na letnisko, nasz wybitny poeta Julian Tuwim. Drewniany dworek wymagający kapitalnego remontu jest jedną z atrakcji tego ośrodka. Wiem od nowych gospodarzy z PROEM-u, że zbierane są środki finansowe w celu odrestaurowania tuwimowskiego dworku. 

Zestaw domków mieszkalnych w lesie mieszanym
na przepięknym załomie rzeki Pilica
Kiedy przyjechałem do Zakościela, wcześniej telefonicznie umówiony z dyrektorem Danielem Wawrzyniakiem, czułem się jakbym przybył do swoich. Z reprezentującym chrześcijańską społeczność, panem Danielem, wcześniej spotykałem się wielokrotnie, nie tylko służbowo w ośrodku w celu wynajmu obiektu, ale również na kanwie prywatnej w Galerii ARKADY. Uzgodniliśmy, że Spotkanie po latach „BIS” odbędzie się w ostatni weekend na przełomie miesiąca wrzesień/październik 2011 roku. Rozpoczniemy w piątek 30 września, by zakończyć w niedzielę 2 października.

Zaczęłoby się kolacją, pełne wyżywienie w sobotę, by Spotkanie po latach „BIS” zakończyć śniadaniem w niedzielę. Jeśli chodzi o stronę konsumpcyjną, każdemu przybyłemu w ramach obowiązującej składki, przysługiwały dwie kolacje, dwa śniadania, jeden obiad (sobota) oraz dwa noclegi. Uzgodniliśmy kompleksowy koszt wynajmu w tym - cenę posiłków, noclegów, korzystanie ze wszystkich pomieszczeń ośrodka. Wysłałem do wszystkich zainteresowanych zaproszenia z ustalonym programem, podałem konto bankowe, by uiszczać przedpłaty. Teraz pozostało mi tylko oczekiwać na przyjazd zaproszonych na Spotkanie po latach „BIS”. Pierwsze co zaskoczyło przybyłych do Zakościela to pogoda, zupełnie jak latem. Było bardzo ciepło, chodziliśmy przez cały okres trwania spotkania w koszulach, podkoszulkach z krótkim rękawkiem. Drugie zaskoczenie, raczej przykre dla mnie, to mała frekwencja, o połowę niższa od marcowej, co skutkowało mniejszym wpływem gotówki, ograniczając realizację założonego programu. Zrozumiałem, jako organizator, że wywołane po marcowe emocje o ponownym byciu z sobą osób, które tworzyły taneczne podwaliny rock’n’rolla w naszym mieście, to tylko uczucia, emocje, które z czasem szybko wygasły. Nie dotarło wiele osób, które aktywnie przyczyniły się do powtórki z rozrywki. Niektórzy powiadamiali mnie dużo wcześniej, że do Zakościela nie dotrą z różnych powodów, nie przyjechali (między innymi Wojtek Szymon z Nowego Jorku, Gienek Kowalski ze Sławy Śląskiej, Wiesław Wilczkowiak z Gdyni czy Halina Golewska-Nowakowska z Żar). Zabrakło również do pomocy moich współorganizatorów poprzedniego spotkania, Mirka Orłowskiego i Jacka Buczyńskiego.

Pozwolę sobie wymienić tych, a nie było ich za wielu, którzy nie zawiedli, to uczestnicy pierwszego spotkania: Greta i Andrzej Ronkowie, Wiktoria i Janek Młynarczykowie, Marek Karewicz w asyście swoich, stałych opiekunów - Wiesława Śliwińskiego i Hanny Erez - Sabina Fronckiewicz, Maryla Tejchman, Danusia Piotrowska, Mirka Broniszewska, Jurek Gołowkin, Jurek Dereń, Janek Koziorowski, Dzidek Jurowski, Włodek Votka oraz osoby nieobecne na pierwszym Spotkaniu po latach to dwie koleżanki (Uniwersytet Trzeciego Wieku) Sabiny, Halina Cieślak i Maria Gillner, Wiesiek Fiszbach (mieszkający w Niemczech), Edek Wójciak (przybył z Kanady), Barbara i Janek Sikorowie (z Lublińca), Zbyszek Dominiak (z Warszawy), Ela i Krzysiek Świtkowscy (z Warszawy), tomaszowianie Krystyna i Grzesiek Kaczmarkowie, państwo Musielewiczowie, państwo Milczarkowie oraz zaproszeni na drugi dzień spotkania, w sobotę, sprawdzeni w naszym mieście muzycy, Marek Zarzycki i Zygmunt Smogorzewski. Między innymi mieli przygrywać do tańca grając utwory z naszej epoki z lat 50/60-tych. Bo niewyobrażalne było by spotkanie dinozaurów, których młodość przypadała na złote lata minionego wieku, mogło odbyć się bez starego, dobrego rock’n’rolla.

Piątek 30 września 2011


Zakwaterowanie przybyłych na spotkanie trwało do godziny 18.00, później kolacja a po niej zebraliśmy się integracyjnie w celu rozpoznania, poznania się, zbliżenia do siebie, w jednym z pawilonów ośrodka SCh PROEM, który to pawilon służył nam jako punkt zborny do końca naszego pobytu. Między innymi odbył się tu (sobota) niezaplanowany mini recital zespołu Na trzeźwo ze Stowarzyszenia Abstynenckiego AZYL oraz klasyczny fajf, zupełnie jak w latach 60 -tych w tomaszowskiej, kultowej kawiarni Literacka. Po retrospektywnych wspomnieniach w ramach mojego cyklu spotkań, Herosi Rock’n’Rolla, by zachować tradycję naszej epoki, wieczór poświęciłem jednemu z muzycznych bohaterów tamtych lat rhythm’n’bluesowemu, czarnoskóremu piosenkarzowi, Fats Domino. Po krótkim, słownym przypomnieniu idola czasów naszej młodości, wszystkich uczestników uraczyłem wspaniałym koncertem Domino zorganizowanym na okoliczność jego 60 urodzin, pt Blueberry Hill, zakończony filmową, czternastominutową wstawką ze słynnego koncertu, Fats and Friends, z klubu Storyville w Nowym Orleanie, miasta rodzinnego Fats’a (jeszcze przed huraganem Katrina, który to zniszczył całe miasto i zmiótł z powierzchni ziemi wymieniony klub) z udziałem Raya Charlesa, Jerry Lee Lewisa oraz gospodarza spotkania, Fatsa Domino. Imprezę w Storyville prowadził Paul Schaffer i gitarzysta Ronnie Wood (ten od Rolling Stonesów).


Marek Hłasko
Po filmowym koncercie, tradycyjnie Marek Karewicz, wytrawny gawędziarz, zabrał głos. Opowiedział kilka anegdot związanych ze swoją pracą, z koncertu Fatsa Domino w Londynie, w którym uczestniczył oraz o swoim udziale w trasach koncertowych dwóch muzycznych geniuszy światowego jazzu, Raya Charlesa i Milesa Daviesa. Choć zrobiło się rock’n’rollowo i całkiem swojsko, zmęczenie daleką podróżą, emocjami związanymi ze spotkania się po latach niektórych przybyłych, zadecydowało, że krótko po północy rozeszliśmy się do swoich kwater na zasłużony odpoczynek. Mieszkaliśmy w jednym domku, w kompleksowym zestawie z Markiem Karewiczem, Hanią Erez, Wiesiem Śliwińskim, Jurkiem Dereniem, Jurkiem Gołowkinem, Dzidkiem Jurowskim, Włodkiem Votką, Jankiem Koziorowskim, Wiesiem Fiszbachem i Edkiem Wójciakiem. Po powrocie do swoich zakwaterowań, wystawiliśmy stoliki na taras zestawu, powiedzieliśmy sobie, stoliczku nakryj się i w/w składzie bawiliśmy się do wczesnych, porannych godzin. Były wspomnienia z minionej, rock’n’rollowej epoki wsparte cienkim alkoholem i utworami z minionych lat.


Krzysztof Trzciński Komeda
Muzycznie dominował, często powtarzany, wielki przebój Sam’a Cooke’a, Tennessee Waltz. Marek opowiedział, przybliżając nam ciekawe wydarzenia z ich życia, o dwóch postaciach, kultowych idolach, z którymi w latach 50/60-tych ubiegłego wieku był w bliskich kontaktach. Pierwszy, to słynny pisarz mojego pokolenia, Marek Hłasko (Następny do raju, Pierwszy krok w chmurach, Piękni dwudziestoletni, Drugie zabicie psa, Ósmy dzień tygodnia), drugi to jazzman, artysta z najwyższej półki, polski muzyk, pianista, kompozytor, Krzysztof Trzciński Komeda (tworzył muzykę do takich filmów jak Dwaj ludzie z szafą, Prawo i pięść, Dziecko Rosemary, Pociąg, Nóż w wodzie). Dzięki pytaniom zadawanym przez Edka Wójciaka, Marek przyparty do muru wydobywał z siebie wiedzę, poza medialną prawdę o w/w postaciach, o których krążyło w kraju, wiele niesprawdzonych informacji czy faktów. W środku nocy położyliśmy się spać, by w sobotę z trudem doczłapać się na śniadanie.


Sobota 1 października 2011

Kolej Carska -. Stoją od lewej – Benek Myłek właściciel pojazdu,
obok uczestnik spotkania Jurek Dereń. W środku wagonu
Wiesław Śliwiński, opiekun Marka Karewicza
Po śniadaniu do punktu zbornego pawilonu SCh PROEM, w drodze na koncert zespołów klubów abstynenckich w Zgierzu, niespodziewanie przybyła grupa poetycko muzyczna, moich przyjaciół ze Stowarzyszenia Abstynenckiego AZYL. Zespół Marka Jakubowskiego Na Trzeźwo, swój mini recital, w połączeniu z recytowanymi, pięknymi strofami poezji własnej – napisanej przez autorkę Bogusię Judę - wypełniały przerwy między śpiewanymi przez zespół, songami. Poetycko muzyczna grupa zabezpieczyła nam czas wolny do obiadu. Wcześniej, wychodząc ze śniadania, Jurek Dereń zadzwonił do swojego, starego kumpla, Benka Myłka, właściciela reprezentacyjnej restauracji Pod Żubrem w Spale.

Benek posiadał pojazd zwany Kolej Carska, i zaproponował naszej grupie przejażdżkę wokół uroczych zakątków Puszczy Spalskiej (Spała, Inowłódz, Konewka, Zakościele, Teofilów). Pojazd zwany, Kolej Carska, to ciekawie i zmyślnie obudowany ciągnik przypominający swym wyglądem parowóz z przełomu XIX/XX (z filmów westernowych) wieku oraz dołączony, długi, na całej długości zadaszony wagon-salonka z 28 miejscami siedzącymi. Tuż po obiedzie, przed budynek Soplicy (hotel i jadłodajnia), Benek Myłek zajechał swoim środkiem lokomocji zabierając całą grupą dinozaurów, uczestników zlotu, w cudowną podróż po miejscowościach Puszczy Spalskiej.

Pionierzy rock’n’rolla z Tomaszowa Mazowieckiego mieli okazję, niektórzy po raz pierwszy, do retrospektywnych przeżyć, zwiedzając atrakcyjne miejsca z lat swojego dzieciństwa, młodości. Szlak podyktowany przez Benka Myłka wiódł carską drogą (wieś Królowa Wola), przez hitlerowskie bunkry w Konewce, letnią rezydencję I Sekretarza PZPR, Edwarda Gierka (słynna gierkówka na Konewce), zwiedzanie wczasowej, wypoczynkowej Spały (zabytkowy most na rzece Pilica, Carską Wieżę, drewniany kościółek, w którym prezydenci RP uczestniczą w dożynkowej mszy), sportowy obiekt COS-u. W Spale nasza grupa zatrzymała się na dłuższy odpoczynek w podróży, zakup upominków, gadżetów i innych akcesoriów związanych z regionem powiatu tomaszowskiego.



Włodek Votka przy ognisku podczas grilloweo recitalu s
Po przyjeździe z wycieczki wszyscy udaliśmy się na półwysep rzeki, do maleńkiego, grillowego amfiteatru. Tu, zamiast kolacji, mieliśmy zaplanowane ognisko, z pieczonymi kiełbaskami, kawą, herbatą i myśliwskim bigosem. Czas w trakcie konsumpcji wypełnił nam i urozmaicił, przepięknym recitalem piosenek i pieśni z repertuaru Włodzimierza Wysockiego, Kabaretu Starszych Panów czy Bułata Okudżawy uczestnik spotkania, Włodek Votka. W repertuarze Votki znalazł się również nostalgiczny song, Ja tu wrócę, z jego tekstem poświęcony naszemu miastu, słowa które pozwolę sobie w tym felietonie zacytować: - Mały dworzec, gwizd pociągów, wspomnień chwilka/Za oknami mignął komin Wilanowa. /Paczka „Sportów”, stara teczka, choć wytarta/W garści bilet i ten smutek, co się gdzieś pod płaszczem schował/Za oknami me dzieciństwo zostawało/Świat dorosłych witał mnie szyderczym pyskiem/Osiemnaście lat młodości pozostało/Nad źródłami, nad Wolbórką i na Niskiej. - Ref. Ja tu wrócę znów do Ciebie moje miasto, tak jak/Tuwim w wierszu swym, ja tu wrócę choćby i o lasce/Ja tu wrócę, choćbym nie wiem jak daleko był/Ja tu wrócę znów do Ciebie, moje miasto/Ku młodości moich lat, ja tu wrócę choćby i w niełasce/Ja tu wrócę, choćbym miał przeciwko sobie cały świat. - Życie niczym Orient – Express naprzód gnało/Tych przystanków i przesiadek dziś nie zliczę /Ale serce tak jak kiedyś uciekało/Na Karpaty, na Brzustówkę, nad Pilicę/Do kościółka drewnianego w leśnej Spale/Do grot, gdzie zbój Madej skarby chował, na Smutną/By odwiedzić groby stare, do swojego, kochanego Tomaszowa. - Ref. Ja tu wrócę znów do Ciebie moje miasto, tak jak …  I na zakończenie pieśni Włodek wykonał słynny cytat z Juliana Tuwima, który stał się logo muzycznym Tomaszowa; … a może byśmy tak najmilsza wpadli na dzień do Tomaszowa …


Marek Zarzycki i Zygmunt Smogorzewski
Finał sobotniego spotkania, jak przystało na rock’n’rollowe zgromadzenie pionierów tego stylu, zakończyło się w pawilonie SCh PROEM tradycyjnym, tanecznym fajfem, w którym do tańca przygrywał znany wszystkim uczestnikom duet, Marek Zarzycki (gitara, śpiew) Zygmunt Smogorzewski (saksofon, śpiew). Ich repertuar nie zmienił się od tego jaki prezentowali na koncercie w 2010 roku w Galerii ARKADY. Grali klasyczny rhythm and blues, rock’n’roll i blues z repertuaru największych herosów tych styli; Jerry Lee Lewisa (Crazy Arms, Big Legged Woman), Chucka Berryego (Nadine, Sweet Sixteen), Ricky Nelsona (I’m In Love Again, Hello Mary Lou), Fatsa Domino (Blueberry Hill, I’m Ready), Little Richarda (Long Tall Sally, Good Golly Miss Molly) czy wiele coverów nieśmiertelnego króla rock’n’rolla, Elvisa Presleya. Zaskoczyli wszystkich, szczególnie mnie dobrze znanym, wspaniałym przebojem, wcześniej przez nich nie granym, z repertuaru zespołu końca lat 50-tych XX wieku, The Newbeats, utworem tanecznie rytmicznym, Bred & Butter. Ciągle na naszą prośbę bisowany. Szaleństwa taneczne trwały prawie do północy. Usatysfakcjonowani ze spotkania, wspaniałej podróży Carską Koleją, tanecznych szaleństw, długich rozmów nocnych, choć bardzo zmęczeni, grubo po północy rozstaliśmy się na ostatni nocleg w Zakościelu.



Niedziela 2 października 2011


Jerzy Gołowkin
Ostatni dzień Spotkania po latach „BIS” rozpoczął się, opóźnionym w czasie (dosypianie po tanecznych szaleństwach), śniadaniem. Na krótko, po spakowaniu swoich rzeczy, spotkaliśmy się po raz ostatni w pawilonie, z którego korzystaliśmy przez cały weekend. Z uczuciem, tak zawsze bywa przy rozstaniach, niedosytu, z rozrzewnieniem wspominaliśmy pobyt w ośrodku SCh PROEM o cudownym mikro klimacie nadpilicznej wsi, Zakościele. Nostalgicznego czaru wspomnień, również muzycznego, dokonał Jurek Gołowkin puszczając ze swojego, podręcznego odtwarzacza, wielokrotnie powtarzając, cudowny utwór migdał, Ebony Eyes z repertuaru The Everly Brothers. Drugie spotkanie po latach zakończyło się tym samym pytaniem co pierwsze – Czy dobry Bóg pozwoli nam choć jeszcze raz spotkać się w życiu? Ostatnie spojrzenie na cudownie ukryty w gąszczu zieleni, modrzewiowy dworek. Symbol, logo Zakościela, Ośrodka Społeczności Chrześcijańskiej PROEM. To tu na letnisko, przed II Wojną Światową czy na przełomie lat 40/50-tych minionego wieku przyjeżdżał nasz wybitny poeta, Julian Tuwim

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza