wtorek, 3 lutego 2015

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 25 - Rock’n’Roll w Starzycach

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj   Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj Część 90 tutaj Artykuł z okazji zdobycia nagrody tutaj


Fabryczną część Tomaszowa Mazowieckiego


W powojennym Tomaszowie Maz. w latach 1950/60 ubiegłego wieku, tak jak w wielu, innych miastach przemysłowych w Polsce, centrum krzewienia lokalnej (miejskiej i dzielnicowej) rozrywki, kultury, sportu, również sztuki, przejmowały świetlice przyzakładowe istniejące przy większych zakładach pracy. W przypadku naszego miasta, w którym istniało wiele przedsiębiorstw o profilu włókienniczym, funkcjonowały świetlice, w których przedstawione powyżej dziedziny życia, były realizowane. Bardzo ważnym stanowiskiem dla poprawnego działania placówki był etat świetlicowego (powinien być poprawnym politycznie, dobrym organizatorem, pedagogiem, kontaktowy i przyjazny) jako jednoosobowe stanowisko, jednoosobowa odpowiedzialność, niczym dyrektor socjalistycznego przedsiębiorstwa. Każdy świetlicowy rozliczany był za swoją działalność, tak jak dyrektor zakładu, społeczno polityczną przed zakładową Podstawową Organizacją Partyjną (POP) czy Komitetem Miejskim PZPR.

Przemysłowy Tomaszów Mazowiecki


Wymienię niektóre, zapamiętane, dobrze prosperujące świetlice w naszym mieście, i tak; przy Fabryce Dywanów WELTOM (Rolandówka), przy ulicy Barlickiego w ZPW Mazovia (były budynek portierni, ostatnio przed przeprowadzką jedno z pomieszczeń Starostwa), w Fabryce Filców Technicznych przy ulicy Warszawskiej 2 (dzisiejszy dziecięcy Salon Zabaw KAJTEK), w Fabryce Skór przy Konstytucji 3-go Maja (budynek biurowca na zakręcie ulicy przed budynkiem przedszkola – willa Landsberga - mieszkał tu w końcowych latach 40-tych Marek Karewicz), przy ulicy Spalskiej za przejazdem kolejowym, zakładu TZWS (późniejsze ZWCh WISTOM) w budynku MALINOWA (dawne kino ZDK CHEMIK) czy świetlica w mojej dzielnicy Starzyce, ZPW NOWOTKI przy Warszawskiej 105/107 (dziś istnieje, tylko część budynku, były sklep OGMET).

Willa Bornstaina w Starzycach. Dziś przedszkole nr. 17
Pomiędzy wymienionymi świetlicami trwała stała rywalizacja w ramach świetlicowej, realizacji programowej działalności (niczym nie różniąca się od rywalizacji między klubami sportowymi), która świadczyła o tym, że w naszym mieście oddolnie podnosił się poziom kultury, intelektu i sportu, szczególnie wśród dzieci i młodzieży. Najważniejszą, pedagogiczną funkcją każdej świetlicy w naszym mieście, było zabezpieczenie młodym tak zwany, czas wolny (dzisiaj odczuwamy coś przeciwnego, nie istnieją dzielnicowe, kulturalne skupiska młodych). Tym samym odrywało się młodzież od zabaw podwórkowych, ulicznych, nie zawsze zgodnych z etyką wychowania czy kodeksem prawa. Były to czasy po zakończonej, hitlerowskiej okupacji i działaniach wojennych. Wszystkie nasze mamy i tatusiowie pracowali, przedszkola i szkoły nie były w stanie wypełnić do końca czas nieobecności rodziców w domu. Nie wszystkie rodziny posiadały przy życiu instytucje babci czy dziadka. Właśnie w tej części Historii chciałem poświęcić najbliższej mojemu sercu świetlicy, w której spędziłem dzieciństwo, dużą część wczesnej, szkolnej młodości – to starzycka świetlica przy zakładzie ZPW NOWOTKI.

Willa Bornstaina
Świetlica przyzakładowa miała (również inne w mieście) na swoim, stałym wyposażeniu dla pracowników zakładu starzyckiej fabryki włókienniczej im. Nowotki, starszej młodzieży, dzieci z tej dzielnicy; stoły bilardowe, do tenisa stołowego czy grę w piłkę nożną (popularni piłkarze). Również na wyposażeniu dla młodszych uczestników świetlicy były przeróżne świetlicowe gry jak chińczyk, szachy, damka czy karty (w tym do Piotrusia) do grania. Istniała także scena (jak pamiętam to posiadały je wszystkie tomaszowskie świetlice), na której odbywały się, oprócz uroczystości zakładowych, akademii, przeróżne koncerty muzyczne, młodzieżowe występy czy teatralne sztuki z zawodowych, jak również amatorskich zespołów, teatrów. Kierownictwo starzyckiej świetlicy organizowało różne kółka zainteresowań jak recytatorskie, teatralne, plastyczne czy sekcje sportowe (piłka siatkowa, piłka nożna, bilard, tenis stołowy).



Corocznie odbywały się mistrzostwa Tomaszowa świetlicowych zespołów we wszystkich wymienionych dyscyplinach sportowych i świetlicowych grach. Drużyny piłkarskie i w grę siatkową, uczestniczyły w tomaszowskich ligach świetlicowych (wszystkie świetlice w mieście posiadały drużyny piłkarskie). Jako ciekawostkę powiem, że była świetlicowa drużyna w piłkę nożną, Unia, z zakładu włókien sztucznych TZWS, przerodziła się w drużynę piłkarskiej ligi wojewódzkiej o nazwie KS Pilica. Całe moje, moich kolegów z podwórka i dzielnicy, nastoletnie życie, spędzaliśmy w świetlicy w Starzycach. Tu kształtowały się młodzieżowe zainteresowania, przyjaźnie, pierwsze miłości (również miłosne zawody) jak również kręgosłupy ideologiczne, psychofizyczne czy lokalny patriotyzm do ulicy, dzielnicy. Moje codzienne czynności po zakończonych lekcjach (szkoła do której chodziłem, jedenastolatka, na tak zwanej górce koło spalonego młyna, druga szkoła nr. 7, z której również rekrutowała się świetlicowa młodzież, dziś apteka pp Salewskich przy Warszawskiej, vis a vis Głównej), to szybki powrót do domu, natychmiastowe odrobienie lekcji, póki głowa jeszcze gorąca po wykładach i pójście do świetlicy.



Nie zawsze o tej porze (mieszkałem w pobliżu świetlicy na rogu ulic Zawadzka/Warszawska) dnia obecni byli w domu rodzice. Pracowali również na drugą zmianę. Dzięki takiej formie organizowania życia nie miałem, i wielu moich kolegów również, problemu z nauką. Warunek był jeden, dobre stopnie w szkole były przepustką do świetlicy. Jeżeli były trudniejsze tematy, zabierałem szkolny problem z sobą, gdzie starsi koledzy pomogli mi rozwiązać. Mogę powiedzieć, że przyzakładowa świetlica pełniła również funkcję pomocnej uczniowi, niczym przeznaczona do tych przedsięwzięć, świetlica szkolna. Dzisiaj ze względów ekonomicznych, antywychowawczych, nie istnieją tego typu świetlice w szkołach. Od godziny 16.00, świetlicowy otwierał ten piękny, młodzieżowy przybytek, w którym już ustawiona była kolejka kolegów, koleżanek do gry w tenisa czy bilard. W oczekiwaniu na swoją kolejkę, wypełniała ją gra w karty (kierki), szachy czy inną grę świetlicową.



Oryginalny plakat do filmu "Czerwone i czarne"
Największą atrakcją, która do świetlicy przyciągała tłumy ludzi w różnym wieku z dzielnicy, okolicznych ulic, innych dzielnic miasta, wsi (Komorów, Zaborów, Lubochnia, Luboszewy, Glinnik), były seanse filmowe za sprawą cyklicznego przyjazdu (4/5 razy w miesiącu) do naszego miasta, Kina Objazdowego. We wczesnych latach 50-tych minionego wieku instytucja - kino objazdowe - pełniła ważną i pozytywną funkcję oświatową, kulturalną w liżących rany społecznościach małych miast, miasteczek, polskiej wsi, po zakończonej II Wojnie Światowej. Nie istniała komunikacja w mieście (MZK powstało we wrześniu 1956 roku), jedno kino (Mazowsze) czy powstałe w późniejszych latach Włókniarz, Chemik (w dzielnicy Wilanów), z racji dużych odległości przemieszczania się, nie zaspokajały potrzeb łaknących rozrywki, zmęczonych szarzyzną życia, mieszkańców miasta. Kino objazdowe odwiedzało wszystkie wymienione w rozdziale świetlice przyzakładowe jak również dzielnicę Brzustówka (filmy wyświetlano w pomieszczeniu byłej restauracji, dziś sklep spożywczy pana Piotra Mordaki). Dla mnie, wielkiego miłośnika kina, najważniejsze było zaliczenie filmów, które z różnych powodów (przeważnie wieku - wiele filmów było dozwolonych od lat 16 czy 18) nie obejrzałem w kinach miejskich. Wymienię kilka filmów, których nie zaliczyłbym np. w kinie Mazowsze, a były to do dziś uznawane za klasykę kina, wielkie dzieła światowego filmu jak Paloma, O’Canganceiro, Pustelnia Parmeńska, Czerwone i Czarne, Fanfan Tulipan, Mała urocza plaża, Złoty Kask, Widmo, Nie ma pokoju pod oliwkami, Rzym godzina 11.00, Czerwona oberża, Bohaterowie są zmęczeni, Cena strachu, Oko za oko, Rio Escondido, Wszyscy jesteśmy mordercami, OK Neron czy niezapomniana Królowa Margot.


Przyszedł czas (1961/62 rok), w którym moje i innych kolegów zainteresowania skierowane były w kierunku muzyki młodzieżowej, rock’n’rollowej. Był to okres, w którym świetlicowym został, zmarły w 2012 roku, pan Marian Kotalski (przyszły I Sekretarz ZMS). Pan Marian był świeżo upieczonym rezerwistą, tuż po odbytej służbie wojskowej w jednostce na Glinniku. To za jego czasów nasza, starzycka świetlica, była wzorem innych świetlic w mieście. Pierwszym, ważnym (nie tylko dla mnie) wydarzeniem w Starzycach był zakup polskiego magnetofonu Melodia. Ja i mój przyjaciel z dzielnicy Andrzej Tokarski byliśmy już po inicjacji rock’n’rollowej na seansach muzycznych u Wojtka Szymona (również po dwóch wydarzeniach w kinie Mazowsze; występ pierwszego zespołu rock’n’rollowego, Rhythm and Blues i projekcji filmu W rytmie rock’n’rolla). Posiadaliśmy na bazie u Szymona przy Placu Kościuszki 17 duży zasób magnetofonowych taśm (szpul, krążków), więc bez przeszkód pożyczałem muzyczne rodzynki od Wojtka by odtwarzać naszą muzykę w świetlicy. Zrobiło się tłoczniej w starzyckim przybytku kultury, do świetlicy zaczęło przychodzić coraz więcej dziewcząt, gdzie w trakcie przeróżnych gier świetlicowych (tenis stołowy, bilard), przy odtwarzaniu muzyki z taśm magnetofonowych, również czynione były próby tańca.


Widok na Niebrów i Starzyce

Stworzyliśmy również w Starzycach potężną bazę rock’n’rolla. Świetlica przy ZPW NOWOTKI, dzięki odtwarzanym muzycznym zasobom, stała się głośną w mieście. Zaczęli docierać do nas koledzy z innych dzielnic, przynosząc z sobą swoje magnetofonowe, muzyczne zapisy. Przynieśliśmy od Szymona magnetofon, i z jego rock’n’rollowego skarbca, z taśmy na taśmę, przegrywaliśmy muzykę na świetlicowy magnetofon. W okresie starzyckiej, rock’n’rollowej inicjacji, największymi przebojami dla naszej młodzieży stały się dwa, ciągle odtwarzane w świetlicy utwory, pierwszy tak zwany slow z repertuaru Little Richarda Send Me Some Lovin’ a drugi to szalenie rock’n’rollowy hit, Apron Strings z repertuaru Cliffa Richarda. Do dzisiaj jak spotkam się z moimi, jeszcze żyjącymi przyjaciółmi z dzielnicy (Marian Kot, Andrzej Matysiak, Zdzisiek Cichoń), często wspominamy okres życia świetlicowego, szczególnie zapamiętane dwa wyżej wymienione utwory.


Mozolnie stworzone, muzyczne warunki w świetlicy, zainspirowały nas, bardziej aktywnych, do z organizowania w pomieszczeniach świetlicy kilka potańcówek (już po inicjacji fajfów w Literackiej), które nie przyjęły się tak masowo, nie stały się tak popularne jak w Klubie ZMS, w Literackiej czy na muzycznie tanecznych porankach w Jagódce. Nie wiem czemu to przypisać, że podobne taneczne imprezy do odbywających się w lokalach w mieście, nie udało zaszczepić się w Starzycach. Kiedy podjąłem naukę w Skierniewicach, Andrzej Tokarski na studiach AWF w Warszawie, całe nasze przedsięwzięcie spaliło na panewce. Starzyce, po odejściu pana Mariana Kotalskiego na stanowisko Sekretarza ZMS, ponownie stały się rock’n’rollową pustynią. Wielu świetlicowych zapaleńców przeniosła się na ulicę Barlickiego. Kilku kolegów z dzielnicy pozostało na zawsze fanami rock’n’rolla. Do dzisiaj są wiernymi temu stylowi o czym może świadczyć ich uczestnictwo w cyklu, Herosi Rock’n’Rolla.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza