poniedziałek, 27 października 2014

Chris Bazan - marzenia się spełniają

Urodziłem się latem 1972 roku w Rzeszowie jako trzecie dziecko państwa Bazanów. Niewiele pamiętam z czasów mojego wczesnego dzieciństwa, ale jedno z wydarzeń utkwiło w mojej pamięci do dnia dzisiejszego. Pamiętam mojego sąsiada, który czasem siadając na starym pniu drzewa, na skraju lasu grał wspaniałe, rzewne melodie na swoich starych skrzypcach. Każda nutka przeszywała wtedy moje małe, dziecięce ciało i godziła prosto w serce. Czułem się wtedy dosłownie jak Janko muzykant, który miał tylko jedno, jedyne marzenie... Nie miałem wtedy skrzypiec, więc swoje pierwsze dźwięki próbowałem wydobyć ze starego polskiego akordeonu mojego ojca. 
 
Te niezbyt udane początki trwały do momentu, kiedy pewnego zimowego wieczora tato przyniósł mi mały zielony akordeonik, który kupił (jak niedawno mi powiedział)u Cyganów. Miałem wtedy około 3 lat. Moim pierwszym i jedynym nauczycielem muzyki był mój tato, który zaczął moją edukację muzyczną od piosenek ludowych, które oczywiście sam lubił. Dni upływały, lata przemijały, a moje zamiłowanie do muzyki rosło razem ze mną. 

Im częściej dawałem rodzicom do zrozumienia czym jest dla mnie muzyka, tym częściej słyszałem stałą i jednoznaczną odpowiedź: "...z muzyki nie będzie chleba...". Chcieli żebym w przyszłości miał zwykłą pracę i żył jak większość ludzi. Wiem, że chcieli dla mnie jak najlepiej. Tak więc dla świętego spokoju zacząłem grać po kryjomu w małym pokoiku na poddaszu. Nie należeliśmy do zamożnych ludzi. Tato pracował bardzo ciężko, żeby utrzymać naszą pięcioosobową rodzinę. Mama zajmowała się gospodarstwem rolnym. Mimo to mając 14 lat ośmieliłem się poprosić rodziców o keyboard.


Odpowiedź była krótka: " jak sobie zarobisz, to sobie kupisz". Po tym krótkim ale treściwym dialogu wszystkie moje emocje opadły, a moje marzenia musiałem zakopać głęboko w moim sercu...! Nauka w szkole podstawowej dobiegała końca i nadszedł czas na dokonanie wyboru. Jeśli nie muzyka... to co? W efekcie finalnym moich przemyśleń wylądowałem w przyzakładowej szkole zawodowej jako przyszły elektromechanik.

Po ukończeniu tej szkoły miałem się stać fachowcem od lodówek, pralek, odkurzaczy i wszelkich instalacji elektrycznych. Nie mogłem się z tym pogodzić. Każdego dnia idąc do tej szkoły widziałem w moich myślach potężny tłum ludzi, wielką scenę, koncerty, sesje nagraniowe, a za godzinę musiałem się skupić nad zasadą działania kondensatora pojemnościowego, czy rezystancją.

Żeby nie zwariować na tych lekcjach, musiałem się czymś zająć. Zacząłem wtedy pisać teksty do piosenek, układać wstępną aranżację, linię melodyczną itp. Trwało to jeszcze przez trzy lata. W końcu nie wytrzymałem. W wieku 18 lat rzuciłem szkołę. Postanowiłem, że bez względu na wszystko będę grał i śpiewał. Nie miałem wtedy zielonego pojęcia od czego zacząć. Nie miałem pieniędzy, pracy, nawet własnego keyboardu, o którym tak bardzo marzyłem, dosłownie nic oprócz wielkich chęci do grania i śpiewania oraz moich marzeń związanych z muzyką. Zacząłem więc szukać pracy. Na początku znalazłem zatrudnienie jako tapicer. Pracowałem 12 -18 godz. dziennie sześć dni w tygodniu, a nocami, zmęczony i śpiący próbowałem grać na swoim pierwszym keyboardzie (kupionym po jakimś czasie za własne pieniądze).

Oszczędzałem wtedy na wszelkie możliwe sposoby, nawet na jedzeniu żeby przyspieszyć realizację swoich planów, co w końcu skończyło się problemami zdrowotnymi. To był najbardziej desperacki okres w moim życiu. Rok później dostałem bilet do wojska, a niedługo potem przydział do orkiestry wojskowej, w której spędziłem resztę miesięcy mojego koszarowania. Po zakończeniu służby wróciłem do Rzeszowa, gdzie czekała
już na mnie praca w sklepie muzycznym MUSIC STATION.  Trzy lata spędzone w tej firmie na stanowisku sprzedawcy - prezentera pozwoliły mi wypłynąć z głębi marzeń i rozpędziły moje życie do granic możliwości. Każdy dzień przynosił nowe wrażenia, doświadczenia i znajomości. Poznałem wtedy wielu ludzi z branży muzycznej, a wśród nich bardzo dobrego gitarzystę, kompozytora i lidera grupy rockowej AKRON - Rafała Rzeźnikiewicza, z którym współpracowałem później jeszcze przez cztery lata. Okres tej współpracy zaowocował nagraniem dwóch płyt: "Nad wielkim wodospadem", "Chochla", wyprodukowaniem wideoklipu do piosenki "Ty odeszłaś" oraz wielkim koncertem dla TV Kraków.

Rafał wtedy zaszczepił we mnie śpiewanie na wzór zachodnich grup rockowych takich jak: Whitesnake, Deep Purple, Led Zeppelin, Damn Yankees, Yes, Def Leppard i wiele innych. To był okres mojej największej transformacji muzycznej. Drugim zespołem, z którym nawiązałem krótką współpracę jako wokalista był "Mr. Pollack". W 2008 roku dołączylem do dwóch braci Jacka Polaka - wirtuoza gitary i Grzesia Polaka -
 
znakomitego perkusisty. Nie wiele z tego okresu zostało uwiecznione, ale mam nadzieję, że nagramy wspólnie w niedalekiej przyszłości coś czadowego! Ostatnia produkcja muzyczna, z której jestem naprawdę dumny to projekt akustyczny, a może należało by powiedzieć prawie akustyczny. Wspólnie z moim serdecznym kolegą Witoldem Paśko (gitarzysta oraz współzałożyciel zespołu Pectus) nagraliśmy płytę z coverami rockowymi pod wiele znaczącym tytułem "Prawie Akustycznie".



Na krążku wydanym w maju bieżącego roku znalazło sie 11 przepięknych utworów noszących znamiona hitu, takich sław jak Deep Purple, Damn Yankees, Kiss, Bryan Adams, Czesław Niemen i wielu innych światowych wykonawców. Podczas tej muzycznej tułaczki pojawiły się na mojej drodze oczywiście różne konkursy i festiwale. Jednym z ważniejszych był program stacji TVN "Droga do Gwiazd". W marcu 2001 roku w jednym z rzeszowskich domów kultury odbyły się przesłuchania do programu muzycznego DROGA DO GWIAZD. Postanowiłem spróbować swoich sił i zgłosiłem się na casting. W efekcie po dwóch miesiącach zostałem zaproszony do wzięcia udziału w programie. Przyszły pierwsze próby w warszawskim studio,  pierwsze przymiarki,

następnie nagranie w Krakowie. Zaśpiewałem wtedy piękną piosenkę Lionela Richie - "Hello", za którą jury przyznało mi pierwsze miejsce w ostatnim szesnastym odcinku pierwszej edycji "Drogi do Gwiazd". Po wspaniałej przygodzie w TVN moje życie wróciło do normy. Oprócz wspomnień przywiozłem do Rzeszowa wielką wiarę w to, co robię i pewność siebie, której wcześniej mi brakowało. Wtedy zrozumiałem, że nie można czekać bezczynnie. Trzeba pracować cały czas nad swoim warsztatem muzycznym, by być gotowym w każdej chwili. Nikt z nas nie zna czasu kiedy mogą sie pojawić ludzie, którzy pomogą zmienić nasze marzenia w rzeczywistość. Na następną szansę przyszło mi czekać jedenaście lat. Wiosną 2012 roku portal internetowy iSing.pl ogłosił konkurs pod nazwą "Internetowy Debiut Opole 2012". Z pośród ośmiu piosenek wybrałem i zaśpiewałem "Noc komety" z repertuaru Budki Suflera. Jury w składzie: Artur Orzech i Ryszard Poznakowski spośród 1700 nadesłanych nagrań wybrało jednogłośnie moją wersję coveru "Noc komety" jako najlepsze nadesłane nagranie.


1 czerwca 2012 roku na Festiwalu w Opolu odebrałem zwycięską statuetkę jako "Debiut Internetowy Opole 2012" i nagrodę pieniężną w wysokości tysiąca euro. Cała ta moja droga - jak sami widzicie - nie była usłana różami, a wiadomo, że żeglować bez wiatru jest niezwykle trudno. Jednak przez cały ten czas gromadziłem wiedzę, doskonaliłem swoje umiejętności i kompletowałem swoje studio nagrań, a wszystko po to, aby być niezależnym muzycznie i realizować swoje najskrytsze marzenia. Mieszkając na wsi już jako dziecko musiałem pracować.

Nauczyłem się tego, że żadna praca nie hańbi, lecz z drugiej strony nigdy nie wolno zapominać o tym, co kocha się robić i kim chce się być. Poprzez wyrzeczenia, ciężką pracę, trud życia, poprzez moje pasje, uczucia i przeżycia stałem się tym kim jestem, bo pewnego dnia ośmieliłem się marzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz