piątek, 24 października 2014

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 12 - Era Twista w Klubie ZMS

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj
Część 11 tutaj


Lata 1962/64 to w świecie muzyki młodzieżowej, bezwzględna dominacja nowej odmiany rock’n’rolla jakim był pierwszy, bezkontaktowy ze swoim partnerem taniec – TWIST. Liderem niekwestionowanym, uznanym królem twista, był amerykański, czarnoskóry piosenkarz, Chubby Checker. Autor i wykonawca dwóch nieśmiertelnych przebojów, które wylansowały i utrwaliły ten styl na całej kuli ziemskiej to, The Twist czy Let’s Twist Again. Choć wcześniej chciały zaistnieć inne, podobne temu stylowi jak Surf (nie kontaktowy taniec rąk) czy Hully Gully (również tańce solo nóg - odmiana twista). Twist połączył te dwa style w jedną logiczną i cieleśnie, ruchową całość. Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, to nieustanna dominacja na wszystkich salonach, parkietach, prywatkach twistowego szaleństwa, które trwa nieustannie do dziś na wszelkich festynowych zabawach, dyskotekach czy zapomnianych dancingach. Zanim jednak powstał twist, w drugiej połowie lat 50-tych XX wieku, światowe, również polskie podwórka, place zabaw, boiska szkolne opętała nowa zabawa z kółkiem plastikowym, metalowym czy drewnianym (o średnicy około 1 metra) nazwana - hula hoop.


Zabawa ta polegała na kręceniu określonym kółkiem biodrami, szyją, klatką piersiową, rękami czy nogami. Szał kręcenia opętał wszystkich; dzieci, młodzież i starsze osoby, kręciłem również ja. Na każdej szkolnej przerwie czy też śniadaniowej w pracy wykorzystywano do maximum tzw czas wolny, by choć przez chwilę ciało swoje wprowadzić w wirtualny ruch, w seksowną wibrację. Robiliśmy podwórkowe konkursy, zawody w kręceniu kółkiem. Z przyjemnością wielką i podnieceniem oglądało się kręcące pupami dziewczyny, patrząc zazdrośnie na ich przepiękne kształty, piersiowe jabłuszka, wprowadzone w wibracyjny ruch. Nowa zabawa, hula hoop, wyeliminowała z podwórka na pewien okres tradycyjne gry w klasy, dwa ognie czy chłopięcą klipę. Mogę dziś powiedzieć, że to właśnie hula hoop było preludium do późniejszych, twistowych szaleństw.


Kolejnym miejscem, po kawiarni Literacka, tanecznych spotkań tomaszowskiej młodzieży stał się Młodzieżowy Klub ZMS przy ulicy Barlickiego 9 (dziś budynek w ruinach oczekujący na budowlaną egzekucję). Działo się tak za kadencji I Sekretarza ZMS, którym w owym czasie był pan Marian Kotalski. Pan Kotalski (zmarł w 2012 roku - ostatniej kadencji radny UM) był dla mnie wcześniej znaną personą, gdyż na przełomie lat 50/60-tych pracował jako świetlicowy w mojej dzielnicy Starzyce w świetlicy, w nieistniejącym dziś (połowa budynku) należąca do zakładu ZPW Nowotki przy ulicy Warszawskiej 105/107. Właśnie na funkcję Sekretarza ZMS awansował ze stanowiska świetlicowego. Tak jak Literacka swoją działalność taneczną oferowała w okresie wakacji, ferii (wiosenne, zimowe) tak Klub ZMS czynił swoją powinność dla naszej młodzieży w trakcie roku szkolnego.


Chubby Checker
Codziennie w godzinach wieczorowych do pomieszczeń klubu przychodziły tłumy tomaszowskiej młodzieży szkolnej, docierali również młodzi z pobliskich okolic, dzielnicy czy ulicy Barlickiego. Znajdował się tu bufet z napojami, również gorącymi (kawa, herbata), słodyczami, można było tu także przekąsić coś na gorąco (bigos, parówki, sałatka warzywna), co miało kolosalny wpływ na zatrzymanie się młodzieży na dłużej, nikomu nie groziło być głodnym. Ceny w klubie były chyba najbardziej przystępne niż w innych gastronomicznych punktach w mieście. Narzuty minimalne - czy też nie było ich wcale, albo nie odczuwalne na naszą kieszeń - na bufetowe artykuły. Ponieważ w Tomaszowie istniały internaty szkolne (przy Liceum Medycznym, Liceum Pedagogicznym, Technikum Budowlanym), wielu młodych ludzi, dla tak zwanego zabicia czasu, przychodziła właśnie z tych uczniowskich instytucji do klubu przy Barlickiego. Ponieważ w Tomaszowie istniały internaty szkolne (przy Liceum Medycznym, Liceum Pedagogicznym, Technikum Budowlanym), wielu młodych ludzi, dla tak zwanego zabicia czasu, przychodziła właśnie z tych uczniowskich instytucji do klubu przy Barlickiego.


Pat Boone
Płaszczyk ochronny jakim była organizacja - „ZMS” – usprawiedliwiała ich przed kadrą internatu w przestrzeganiu regulaminu.  Niejednokrotnie wydłużony czas pobytu internatowej młodzieży w klubie ZMS (po 22.00) był receptą. Wszyscy wiedzieliśmy, że organizacja ZMS pełniła podstawową funkcję w mieście gdzie jej głównym zadaniem było indoktrynowanie młodych osób poprzez systemowe wpajanie socjalistycznej ideologii (Marksizm, Leninizm). Tańce w ZMS to przyciągający rodzaj rozrywki dla młodych ludzi, pod jej przykrywką (socjalistyczna moralność), niejednokrotnie z przybyłych do klubu osób udało się przekabacić, wciągając ich w ideologiczną (pułapka) machinę. W klubie znajdowało się jedno bardzo duże pomieszczenie ze sceną, stolikami, krzesełkami i sporym miejscem z przeznaczeniem na tańce. Przychodziła tu młodzież tanecznie zaprawiona wakacyjnym rock’n’rollem po fajfach w Literackiej, z tomaszowskich ogólniaków czy szkół zawodowych (mechanicznych, budowlanych, chemicznych, ekonomicznych).


Lokal przy Barlickiego stał się kolejną bazą do której na stałe przywiązała się spora grupa młodzieży, traktując klub jak swój dom. W tym czasie na całym świecie, również w naszym mieście królował bezkontaktowy twist, na parkiecie ZMS, zawsze był tłum młodych nie wymagający parzystej liczby (chłopców i dziewcząt) osób, gdyż każdy sobie - kręcił swoim ciałem. Największym hitem tamtych lat był Speedy Gonzales z repertuaru Pat Boona, utwór, który brylował na wszystkich fajfach w klubie ZMS. Również nieustannie brzmiały takie twistowe szlagiery jak; Peppermint Twist, The Twist, Pony Time, Oliver Twist czy Twist and Shout.


Nie sposób było słuchając wymienionych rytmów utrzymać na wodzy swoje ciało. Przychodziła tu młodzież nieco inna niż do kawiarni Literacka, zdecydowanie młodsza. Mogę powiedzieć, że magnetofon w pierwszej połowie lat 60-tych robił zawrotną „karierę” na wszelkiego rodzaju muzycznych spotkaniach polskiej młodzieży. Między innymi był głównym czynnikiem rozwoju w Polsce, w Tomaszowie, tanecznych spotkań, fajfów młodzieżowych we wszelkiego rodzaju lokalach publicznych, szkolnych zabawach czy w prywatnych domach, jako niezapomniane prywatki. Pozytywną cechą tych spotkań muzycznych było to, że do klubu ZMS, przychodziła zdolna młodzież, grająca na różnych instrumentach. Znalazła tu idealne warunki na utrwalanie swoich talentów, umiejętności, poprzez organizowanie się na próbach w tym lokalu. Było tu pianino stojące na scenie i perkusja, instrumenty tak zwane służbowe.


Przychodzący do klubu mógł swój talent, umiejętności sprawdzić. Takie warunki stwarzał ówczesny Sekretarz ZMS, pan Kotalski. Będąc wcześniej świetlicowym w Starzycach pragnął stworzyć młodzieżowy, własny zespół, który obsługiwałby zabawy, tańce w przyzakładowych świetlicach czy klubach. Tak się złożyło, że do klubu ZMS zaczęli przychodzić bardzo zdolni muzycznie, notabene moi przyjaciele, grający na gitarach bracia Mietek (prowadząca) i Andrzej (basowa) Dąbrowscy, Michał Holc (rytmiczna), na perkusji (również śpiewał) Andrzej Kuźmierczyk i śpiewający (bardzo dobrze po angielsku) Romek Jędrychowski. Wszyscy muzycy oprócz Andrzeja Kużmierczyka, byli uczniami I LO. Dzięki nieprzeciętnie, zdolnemu Mietkowi Dąbrowskiemu (od dziecka bardzo dobrze grał na akordeonie i pianinie) zespół szybko zgrał się tworząc silną, gitarową grupę na wzór super zespołu wszechczasów, The Shadows. Romek Jędrychowski okazał się lokalnym Cliffem Richardem, bo najwięcej utworów śpiewał z jego repertuaru. Mietek, Andrzej i Romek uczestniczyli w rock’n’rollowych seansach u Szymona przy Placu Kościuszki 17, śmiem twierdzić, że właśnie spotkania muzyczne u Wojtka decydowały o ich doborze repertuaru poprzez osłuchanie się płyt.


Pamiętam, że często w tygodniku New Musical Express, tygodniku Radar zamieszczane były nuty czy teksty największych, aktualnych na rynku przebojów, z czego często korzystał Mietek Dąbrowski. Posiadał kapitalny słuch, potrafił po jednym przesłuchaniu, czy w trakcie słuchania utworu, wziąć do ręki gitarę prowadzącą i wygrać, zmieniając opuszkami palców akordy, linię melodyczną. Wszystkie zdobyte umiejętności wprowadzał poprzez nieustanne do znudzenia, ćwicząc na próbach zespołu. Tak scementował się pierwszy w Tomaszowie młodzieżowy zespół, grający muzykę dla swojego pokolenia, rock’n’roll.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza