wtorek, 2 września 2014

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 3 - Pierwszy koncert R&R

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.



Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj
Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj

Panorama „starego” Placu Kościuszki z widokiem na kościół św. Trójcy i gwiazdę
Wczesne lata pięćdziesiąte tak w kraju jak i w naszym mieście to najbardziej szary i smutny okres życia dla dzieci i młodzieży. Dla dorosłych pozostały tylko, na „kulturalną rozrywkę”, dwie restauracje w centrum miasta, Tomaszowianka przy Placu Kościuszki 1 i na zakręcie ulicy Św. Antoniego w kierunku Starzyc, Mazowianka (stoi tu dzisiejszy McDonald). Nie było w mieście dancingowych, stałych miejsc by się zabawić, czy potańczyć.

 Tylko w fabrycznych świetlicach, istniały przy każdym dużym zakładzie, świetlicowi od czasu do czasu organizowali zabawy taneczne. W święta ludowe i narodowe (jak np. 1 Maja, 22 Lipca czy w okresie karnawału) organizowane były otwarte spędy taneczne dla mieszkańców miasta w Ogrodzie Botanicznym przy ZDK Włókniarz (dziś fragment ulicy Tadeusza Kawki przy Hotelu Mazowieckim), w Hrabskim Ogrodzie (dzisiejszy Park Solidarność) czy niebezpieczne dla chłopaków z centrum czy innych dzielnic miasta (można było tu oberwać) w lasku za Niebieskimi Źródłami (vis a vis byłej piekarni na krańcówce autobusu nr.1, nr.8) w dzielnicy Ludwików. Dopiero pod koniec lat 50-tych (1958 rok) otwarto pierwszy, z prawdziwego zdarzenia lokal z dancingami, Jagódka (dziś Bank BPH) przy ulicy Warszawskiej 10 a dwa lata później otwarto słynną, kultową kawiarnię Literacka w ZDK Włókniarz. Również kluby sportowe Lechia czy Pilica (dawna Unia) w swoich klubowych pomieszczeniach, organizowały zabawy taneczne w karnawale, przeważnie były to Bale Sylwestrowe.


Bogusław Wyrobek
Nie w każdym domu było radio, telewizja nie istniała, pozostały dla kulturalnej rozrywki trzy istniejące w mieście kina, Mazowsze, Włókniarz, Chemik. Niewyobrażalne dzisiaj, tłumy Tomaszowian „waliły” na wszystkie codzienne, trzy seanse we wszystkich kinach. Dostać bilet niejednokrotnie graniczyło z cudem. Koncentrowałem się w centrum miasta na dwóch kinach (Chemik był za przejazdem kolejowym przy ulicy Spalskiej, dzisiejsza restauracja Malinowa) Włókniarz czy Mazowsze, nie znaczy to, że nie bywałem na seansach filmowych w dzielnicy Wilanów. Premierowym kinem zawsze było Mazowsze, nieraz premiera jakiegoś filmu miała miejsce we Włókniarzu. Do Chemika chodziłem na filmy, które z różnych powodów przeoczyłem w kinach w centrum. Dla dzieci i młodzieży zawsze w każdą niedzielę o godzinie 11.00, były seanse filmowe zwane Porankami, a w nich można było zobaczyć składanki bajek, filmowe baśnie, młodzieżowe a niejednokrotnie filmy z bieżącego repertuaru. Poranki to w przepełnionym kinie, ciągła walka o bilet.

W moim domu (trzech braci) był podział na wykonywanie różnych prac, czynności. Mnie w udziale przypadało zabezpieczanie biletów tak dla nas, chłopaków i siostry (najmłodsza w rodzinie) jak i dla rodziców na seanse odbywające się w różnych godzinach popołudniowych. Zawsze po niedzielnej mszy w kościele Św. Antoniego (godzina 10.00) szedłem w kinową kolejkę. Nie pamiętam takiej sytuacji bym kiedykolwiek odszedł od kas biletowych z przysłowiowym kwitkiem. Kino dla nas, dzieci i młodzieży, w tamtych latach była przystanią jedynej rozrywki, ale przede wszystkim miejscem spotkań z innymi chłopakami, z innych dzielnic czy śródmieścia. Często były to miejsca zaprzyjaźniania się z młodzieżą z innych dzielnic. Przychodziły tu dzieci i młodzież z całego Tomaszowa i okolic. Chciałem podzielić się z czytelnikami na łamach tej części Historii o poranku szczególnym dla mnie jak i innych, którzy w pamiętną niedzielę dotarli na zaplanowany seans do kina Mazowsze.


Oryginalny plakat pierwszego, rock’n’rollowego zespołu „Rhythm and Blues”




Ruiny nieistniejącego (dziś SCh TOMY), kultowego kina „Mazowsze”
Było bardzo pogodne, niedzielne przedpołudnie, 4 października 1959 roku, jak zwykle w każdą niedzielę, poszedłem po mszy stanąć w kolejce po bilety dla siebie, dla rodzeństwa. Kiedy zbliżałem się ulicą Jerozolimską do Mazowsza, mijałem idących w tym kierunku oraz stojących przed kinem po jednej i drugiej stronie ulicy, jakiś dziwnie ubranych (bikiniarze) osobników, o długich włosach, w gabardynowych płaszczach, kolorowych, zamszowych butach na tak zwanej „słoninie”, większości starszych osób, których wcześniej nigdy na porankach nie spotykałem. Przed wejściem na poczekalnię spojrzałem w informacyjną gablotę a tu … napis, wywieszka „Dziś poranek dla dzieci się nie odbędzie” a obok plakat w brązowych barwach informujący o koncercie pierwszego w Polsce, rock’n’rollowego zespołu o nazwie Rhythm and Blues.


Lekko załamany zaistniałą sytuacją, otworzyłem bujane drzwi poczekalni kina i wszedłem do środka. Nie było, jak to się mówi, gdzie palca wsadzić, po prostu tłok, ciasnota. W większości przeważała podśpiewująca sobie jakieś dziwne melodie w obcym mi języku, angielskim, młodzież starsza a nawet dorosłe osoby. Kasa kina była nieczynna, bilety na koncert rozprowadzone były dużo wcześniej. Przyznam, że w tym momencie poczułem wielką żądzę znaleźć się w środku sali kinowej. Jak tego dokonać? Do tej pory o nowatorskim stylu - Rock’n’Roll - miałem skromną, teoretyczną wiedzę, nie licząc rock’n’rollowych prób w szkolnej kotłowni. Po kilku minutach poczekalnia opustoszała zapełniając salę kinową, wśród szczęśliwców zauważyłem znanego mi Jurka Kałużnego wchodzącego w asyście starszego brata, Mietka.


Marek Tarnowski
Jurek uśmiechnięty sprawiający wrażenie ogromnie zadowolonego, pokazywał mi językiem migowym, wskazując wzrokiem i palcem na boczne drzwi. Boczne drzwi otwierano, by rozładować tłok, po zakończonych seansach filmowych. W czasie trwania projekcji były od środka zablokowane grubą deską. Domyśliłem się o co mu chodzi ale do mojej głowy nie dopuszczałem ich odbezpieczenia od wewnątrz. Zawsze ktoś z pracowników kina je kontrolował. Rozpoczął się koncert a właściwie ogromny wrzask uczestniczących w nim osób. Ci co pozostali na poczekalni byli bardzo podnieceni, zachowywali się tak jakby znali ten rodzaj muzyki, rytmy, konkretne utwory, szczątkowo dobiegające zza ściany widowni. Nie więcej jak kwadrans od rozpoczęcia koncertu, otworzyły się nagle szeroko, zablokowane, boczne drzwi. Jak dowiedziałem się później, odblokował je Jurek Kałużny. Spora grupa osób z poczekalni bardzo szybko wtłoczyła się na widownię, znalazłem się wśród nich i ja.

Michaj Burano
Przeżyłem szok, akurat w tym momencie Marek Tarnowski śpiewał znany mi z muzycznych prób w szkolnej kotłowni utwór, When The Saints Go Marching In (Gdy wszyscy święci idą do nieba). Sala wyła, wymachując marynarkami, płaszczami, szalikami, istny szał. A gdy na scenie ukazał się w utworze Lucille, młody 16-letni cygan, Michaj Burano, wszyscy na miejscach siedzących powstawali z miejsc, kręcąc i kołatając się między rzędami stworzyli sztuczny tłum. Dlatego łatwiej było, będącym bez biletów, w razie kontroli wmieszać się w rozentuzjazmowaną muzycznie grupę.



Zespół „Rhythm and Blues” przy mikrofonie z gitarą Bogusław Wyrobek

Bogusław Wyrobek
Zapamiętałem występ Bogusława Wyrobka, który zaśpiewał znany mi utwór ze szkolnej kotłowni, Rock Around The Clock, oraz Andrzeja Jordana w elvisowskich coverach. Zaśpiewał dwie cudowne ballady Any Way You Want Me i I Want You I Need You I Love You. Kiedy z rozszalałym tłumem opuszczałem kino Mazowsze, wiedziałem, że zostałem trafiony pozytywnie, awangardowym stylem, w samo serce i duszę. Po latach kiedy podjąłem próby reanimacji tamtych czasów, lat beztroskiej młodości, w postaci cyklu spotkań Herosi Rock’n’Rolla w Galerii ARKADY, napisałem w ich konsekwencji trzy publikacje, książki (Moje miasto w rock’n’rollowym widzie, A jednak Rock’n’Roll, Rodzina Literacka ’62) ściśle związane tematycznie z moim miastem, z Rock’n’Rollem. Datę 4 października 1959 roku przyjąłem (występ pierwszego zespołu pana Franciszka Walickiego, Rhythm and Blues) jako początek Ery Rock’n’Rolla w moim mieście.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza