poniedziałek, 22 września 2014

KULT-owe rozmowy - Rozmowa druga: "Mam ogromną potrzebę tworzyć muzykę" - z saksofonistą zespołów Kult i Sing Sing Penelope Tomaszem Glazikiem rozmawia Sławek Orwat (JazzPRESS - wrzesien 2014)


fot. Damian Chrobak
- W Cekcynie, w czasach szkoły podstawowej ukończyłeś ognisko muzyczne w klasie fortepianu. Po latach zostałeś absolwentem Państwowej Szkoły Muzycznej im. Artura Rubinsteina w Bydgoszczy w klasie saksofonu. Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na ten instrument?

- Zdając do szkoły muzycznej w Bydgoszczy nie miałem najmniejszych szans dostać się na fortepian, dlatego zmuszony byłem wybrać inny instrument. Saksofon wybrałem z prozaicznego powodu. Mąż siostry mamy grał kiedyś na saksofonie i miał stary alt Weltklanga. Zgodził się pożyczyć go na jakiś czas, więc zdecydowałem się na saksofon (śmiech).

- Niedawno obchodziłeś 10-lecie swojej oficjalnej dyskografii. Twój saksofon usłyszeć można na dwóch, trzech, a czasami nawet czterech wydawnictwach płytowych rocznie. Jesteś tak bardzo pracowity, czy po prostu nie potrafisz żyć bez stawiania sobie kolejnych wyzwań?

- Będę nieobiektywny oceniając swoją pracowitość. Z perspektywy minionych lat wiem, że miałem okresy bardzo aktywne i delikatnie mówiąc mniej pracowite. Tak naprawdę to większość tych wydawnictw powstało niezależnie ode mnie. Nie podchodzę do muzyki na zasadzie stawiania sobie nowych wyzwań. Mam ogromną potrzebę tworzyć muzykę i to robię.

- Czy można powiedzieć, że album Kazika Piosenki Toma Waitsa był czymś w rodzaju trampoliny, która wrzuciła Cię w wielki świat muzycznego show biznesu?

- Z pewnością nagranie tej płyty i zagranie kilku koncertów spowodowało propozycje dołączenia do zespołu Kult, ale czy to “wielki świat muzycznego show biznesu” tego nie wiem (śmiech).


4 Syfon Remont, Warszawa, 1999 J, Zdunek, Tomek Glazik,
Jacek Buhl, Władek Refling (fot. Piotr Zdunek)
- Zanim rozpocząłeś jazzowo-rockową karierę z Sing Sing Penelopę i Kultem, współtworzyłeś projekt o nazwie 4 Syfon. Czy były to faktycznie twoje początki, czy istniało jeszcze coś wcześniej?

- Pierwszym moim zespołem była szkolna orkiestra mandolinowa “Campanella” z Cekcyna. Grałem w niej na gitarze, flecie, syntezatorze, perkusji i saksofonie. Orkiestrę prowadzi do dzisiaj mój pierwszy nauczyciel Pan Adam Filipski. Już w szkole średniej grałem w zespole TuTu Quartet.

 4 Syfon - Festiwal Muzyka w klubie Mózg 2000 -  J. Zdunek,
Jacek Buhl, Tomek Glazik (fot. Wojciech Wozniak)
Zespół założyło dwóch Piotrów: Olszewski (gitara) i Dudek (perkusja). Na gitarze basowej grał Tomek Hupa. Nie nagraliśmy płyty, ale zagraliśmy kilka koncertów. Z Piotrem Olszewskim kilka lat później założyliśmy zespół Sami Szamani. Jeśli chodzi o zespół 4 Syfon to faktycznie był to początek drogi, którą do dzisiaj kroczę. Wszystko zaczęło się od poznania Janusza Zdunka ówczesnego studenta AM w Bydgoszczy, do którego zgłosiłem się na lekcje improwizacji. Był to czas, kiedy powstawał klub Mózg, Jasiu grał w zespole Mazoll & Arytmic Perfection i zakładał swój zespół Trio Syfon. Jasiu zaproponował mi dołączenie do zespołu 4 Syfon. Zaprowadził mnie do Mózgu na próbę i jak zobaczyłem to wszystko, to zwariowałem. Trwam w tym szaleństwie do dzisiaj i mam nadzieję, że nigdy mi nie przejdzie (śmiech)..


fot. Monika S. Jakubowska
- Grasz dla dwóch całkowicie różnych publiczności. Jak myślisz, jaki procent fanów Kultu ma świadomość twojego drugiego oblicza muzycznego? Kim czujesz się bardziej - instrumentalista jazzowym czy muzykiem Kultu?

- Myślę,że znikomy procent fanów Kultu ma świadomość “mojego drugiego oblicza”. Czuje się po prostu muzykiem - twórcą.

- Podobnie jak Tymon Tymański, nieustannie krążysz pomiędzy rockiem i yassem.

5 Syfon - Est-Ouest Festival, Die/Francja, 2003 J. Zdunek, Jacek Buhl,
dj Sky, Tomek Glazik (fot. Gilles Delimal)
Przed dwoma laty Tymon podzielił się ze mną następującą opinią: "... yass powstał w latach 90-tych gdzieś na pograniczu Bydgoszczy i Trójmiasta. Co prawda moi przyjaciele z kręgu dawnego Young Power - Włodzimierz Kiniorski i Antoni Gralak twierdzili, że wpadli na pomysł podobnej koncepcji wspólnej sceny muzycznej już wcześniej, właśnie myśląc o słowie „yass”. Nie mam powodu nie wierzyć Gralakowi i Kiniorowi. Faktem jest, że słuchając ich płyt i koncertów, mieliśmy świadomość, że są rodzajem alternatywy jazzu polskiego, który w latach 80-tych kojarzył nam się z gastronomią. 

Mózg 20 lat - Teatr Polski, Bydgoszcz, 2014 Jerzy Mazzoll, J. Zdunek, Joanna
 Duda, Mikołaj Trzaska, Joanna Charchan, Steven Buchanan, Marek
Pospieszalski, Tomek Glazik, Wojtek Mazolewski (fot. Krzysztof Szymanowski)
Nie był to ten jazz, który powstawał w Polsce w latach 60-tych czy 70-tych. Stracił „jaja” i publiczność, stał się zachowawczy i konserwatywny". Jak ty postrzegasz zjawisko yassu w polskiej rzeczywistości muzycznej?

- Dla mnie było to na tyle ciekawe, prawdziwe, świeże i kręcące, że jestem dzisiaj czynnym muzykiem. Po latach stagnacji i duszności powstało środowisko, które otworzyło “czaszki” wielu muzykom i nie tylko. Owoce tego zbieramy do dzisiaj i mam nadzieję, że nigdy nie przestaniemy zbierać…



- Wojciech Jachna - trąbka, Daniel Mackiewicz - piano, Patryk Węcławek - bas i Rafał Gorzycki - perkusja. Fani jazzu doskonale znają tych znakomitych instrumentalistów. Mógłbyś przybliżyć w kilku słowach muzyków Sing Sing Penelope tym, których jazz dotychczas nie pochłonął?

- Dobrzy instrumentaliści, ciekawi kompozytorzy i improwizatorzy oraz wspaniali ludzie.


- Spokój, przestrzeń, refleksyjność - tak określiło waszą muzykę jedno z pism jazzowych. Jak powstają takie klimaty i jak mają się one do dynamitu, jaki dominuje w muzyce Kultu? Jak radzisz sobie z tą muzyczną dwubiegunowością?

- Jak powstają? Zupełnie normalnie (śmiech). Od konkretnych tematów do długich improwizowanych faz. Od pojedynczych pomysłów do koncepcji całych płyt. Muzyka Sing Sing Penelope jest niemal totalnym przeciwieństwem piosenek Kultu, ale jedno i drugie to muzyka. Ta dwubiegunowość pozwala mi odpoczywać psychicznie od każdego z biegunów. Jedynym minusem tej sytuacji jest dzielenie czasu na dwa. Wymaga to dużej dyscypliny i odpowiedniej gospodarki czasem, a i tak nie zawsze udaje się to pogodzić czasowo.

- Inna opinia o Sing Sing Penelope szufladkuje was jako elektryczny jazz, doprawiony brzmieniami o post rockowej proweniencji i psychodelicznym transem. Jak ty sam określasz muzykę, którą tworzycie?

- Muzyka Sing Sing Penelope przez lata istnienia zespołu bardzo ewoluowała. Ta “szufladka”, którą podałeś odnosi się raczej do początków istnienia zespołu. Nie lubię etykiet w muzyce, ale gdybym miał określić muzykę, która powstawała na ostatnich wydawnictwach to nazwałbym to minimal yass (śmiech).


- Przed ośmiu laty podczas obchodów Roku Polskiego w Niemczech Sing Sing Penelope otrzymał wyróżnieni, dzięki któremu krótko potem wystąpiliście na zaproszenie Oxford University. Jesteś więc na Wyspach znany nie tylko jako muzyk Kultu. Jak zostaliście wówczas przyjęci i czy mieliście okazję spotkać polskich fanów jazzu?

- No i tu właśnie wychodzi minus dzielenia czasu na dwa… Nie grałem na tym koncercie z powodu koncertów z Kultem. Z opowiadań kolegów pamiętam, że koncert był słabo przygotowany technicznie, ale muzycznie był bardzo dobry. Przyjęcie było bardzo ciepłe.

- Na efekty tego występu nie trzeba było długo czekać. Londyńska rozgłośnia radiowa Last.fm typując najlepsze albumy z awangardową muzyką jazzową za rok 2005, umieściła wasz debiutancki album w pierwszej dziesiątce. Jak ten sukces przełożył się na popularność Sing Sing Penelope w jazzowym światku na Wyspach?

- Myślę, że przełożył się w znikomym stopniu.

- Wraz Sing Sing Penelope na zaproszenie Mariusza Adamiaka wystąpiłeś podczas prestiżowego Warsaw Sumer Jazz Days 2005. Pojawiły się tam wówczas takie tuzy światowego jazzu jak Bobby McFerrin, Chick Corea czy Marcus Miller. Nie był to zresztą jedyny wasz występ podczas imprezy odbywającej się pod tym szyldem. Czy były to wasze najważniejsze koncerty, czy zagraliście tez na innych wydarzeniach podobnej rangi? 

- Na pewno ważne są koncerty na imprezach tej rangi. Czy były to najważniejsze koncerty? Pod względem zdobywania nowych fanów na pewno tak. Innych względów nie widzę. Ja nie lubię zbytnio takich koncertów, gdyż zwykle dzieje się tam wszystko bardzo szybko i nie zawsze muzyka jest najważniejsza… Zespół grał jeszcze na kilku ważnych festiwalach.

fot. Monika S. Jakubowska
- Także w roku 2005 zespół Sing Sing Penelope wraz z Leszkiem Możdżerem, Simple Acoustic Trio Tomasza Stańko oraz Braćmi Oleś został uznany za jedną z tych formacji, które przyczyniły się do pokoleniowej zmiany na polskiej scenie jazzowej. Nasz jazz to od dziesięcioleci potęga światowa. Jak radzi sobie młode pokolenie polskich muzyków jazzowych na arenie międzynarodowej obecnie?

- Z tego co uda mi się nieraz wyczytać w prasie czy internecie wydaje mi się, że radzi sobie świetnie.

- Twoja współpraca z Kazikiem Staszewskim, to nie tylko Kult. Razem współtworzyliście także formację Buldog. Jak postrzegasz postać Kazika i jaką rolę odegrał on w twoim życiu artystycznym?

- Oprócz współpracy zawodowej również stosunkowo dużo czasu prywatnego spędzamy razem. Tak jakoś wyszło i bardzo się z tego cieszę, bo to super kolega (śmiech|). Że Kazik wielkim artystą jest, to zapewne każdy wie. Ja mogę dodać, że to wielki człowiek. Oczywiście ma swoje słabości jak każdy, ale darze go ogromnym szacunkiem i nic nie wskazuje na to, żeby to się zmieniło. Na pewno odegrał wielką role w moim życiu artystycznym. Najbardziej dziękuje mu za to, że w ważnym momencie życia pomógł mi uwierzyć w siebie.


fot. Monika S. Jakubowska
- Poza twoimi podstawowymi zespołami, grywasz także w kilku grupach bydgoskiej sceny improwizowanej: Spejs, Sami Szamani, Contemporary Noise Quintet, Glabulator. Miałeś także epizod w sesji nagraniowej dla projektu Kasia i Wojtek. Jak znajdujesz czas na to wszystko i czym jeszcze zamierzasz nas zaskoczyć?

- Od kiedy urodziła mi się druga córka, czasu mam coraz mniej. Również odległość z Warszawy, w której mieszkam z rodziną od kilku lat coraz bardziej utrudnia kontynuacje tworzenia nowych rzeczy z tymi zespołami. W sumie przez ostatnie miesiące tak naprawdę tylko z Glabulatorem prężnie działamy. Reaktywowaliśmy się po 7 latach przerwy i wszystko wskazuje na to, że czas przerw doszedł końca (śmiech). Wydaliśmy dwie płyty, mamy nagrany materiał na kolejną i pomysły na następne. Mam nadzieję, że będziemy grać coraz więcej koncertów, chociaż najbardziej zależy mi na kolejnych płytach.


- W 2010 roku ukazały się aż trzy płyty z Twoim udziałem: MTV Unplugged Kultu, Electrogride Sing Sing Penelope oraz Chrystus miasta zespołu Buldog. Jakie albumy przygotowujesz w najbliższym czasie i kiedy można Cię będzie zobaczyć w UK w wydaniu jazzowym?

- Jak już mówiłem produkujemy kolejną płytę Glabulatora, która powinna ukazać się jesienią. Zimą chcielibyśmy zagrać kilka koncertów. Może uda się zorganizować koncerty w UK. Wszystkie informacje związane z wydawnictwami i koncertami można znaleźć na naszym facebooku.

- Pamiętasz może jakieś szczególnie zabawne wydarzenie w historii twoich występów w grupie Kult?

- Pamiętam taką jedną szczególnie zabawną, ale nie opowiem, bo jest niecenzuralna (śmiech)

Zapraszam także do zapoznania się 
z kompletem pięciu KULT-owych rozmów:
Rozmowa pierwsza - Piotr Wieteska tutaj
Rozmowa trzecia - Janusz Zdunek tutaj
Rozmowa czwarta - Jan Staszewski tutaj
Rozmowa piąta - Kazik tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz