sobota, 29 kwietnia 2017

Tomasz Wybranowski: Radiohead - magia dźwięków, które wiodą na skraj spełnionych niespełnień.


fot. Tomasz Wybranowski


Malahide Castle, Dublin - 6 czerwca 2008

fot. Tomasz Wybranowski
Nie mogłem doczekać się nadejścia tego dnia. Od kilku miesięcy chciałem zaczarować kalendarz, aby dzień 6 czerwca nadszedł szybciej, natychmiast. Czyli JUŻ!!! Czekałem na Radiohead, NA TYCH pięciu facetów, którzy w domenie mojej estetyki muzycznej, po prostu zmienili moje życie. A stało się to, kiedy w odtwarzaczu umieściłem srebrny dysk z podpisem „Pablo Honey”. Przez prawie 25 lat istnienia Radiohead, kwintet z Oxfordu, udowodnił, że jest jednym z największych współczesnych zespołów rockowych. Od czasu pamiętnej epki „Drill”, przez „OK Computer” aż po ostatnie albumy, Radiohead wciąż dopisuje nowe jakości we współczesnej muzyce rockowej. Co ważne i chwalebne, Yorke, Greenwood i spółka nie odcinają kuponów od sławy swoich znakomitych albumów sprzed lat. Przede wszystkim zaś bije im pokłony, ponieważ w pełnym poprawności sprzedajnym świecie, Radiohead nie zważając na fanów, media i krytyków, podąża swoim szlakiem. A każdy spektakl muzyczny to zwięzłe repetytorium największych ich muzycznych dokonań i talentu. Tak było również tej magicznej nocy, w baśniowym otoczeniu pięknych ogrodów, parków i lasu zamku Malahide. W Dublinie właśnie rozpocząć się miała europejska trasa promują ostatni [wtedy] krążek Radiohead „In Rainbows”.


fot. Tomasz Wybranowski
fot. Tomasz Wybranowski
Kiedy kończyła swój występ grupa Bat For Lashes nad Malahide przetoczyła się gwałtowna, letnia ulewa. Jednak zaledwie na kilka minut zanim Radiohead weszli na scenę dwie oślepiające i piękne tęcze pojawiły się sie na niebie. Znak z nieba, zrządzenie losu? Ale jakie stosowne do czasu i miejsca, zważywszy na bohaterów wieczoru. Ostatni album zespołu nosi tytuł „In Rainbows” / „W tęczach”. Kiedy wreszcie muzycy pojawili się, Thom Yorke promiennie spojrzał w niebo i nie mógł znaleźć w sobie słów na wyjaśnienie tego zjawiska? Czyżby „(K)karma” (nomem omen przytaczając ‘OK. Computer”) w rzeczy samej!? A potem zaczęło się wspominanie z wypiekami na twarzy…, choć na początek zabrzmiał „15 Step”, tak jak pierwsze takty ostatniego albumu. Ale już druga perełka, nanizana na koncertową nić to przecież „There There”. Pierwsze dźwięki, aplauz publiczności i Ed O’Brien i Jonny Greenwood walący ile sił w dwa wielkie kotły. Rozkosz dla uszu... A potem nadeszło uspokojenie. Radiohead powoli przygotowywali publiczność, w liczbie prawie 25 tysięcy, na ostrzejsze, psycho-rockowe opowieści.


fot. Tomasz Wybranowski
fot. Tomasz Wybranowski
Thom Yorke, elegancki jak zwykle Ed O’Brien, bracia Greenwood i Phil Selway zaczęli się przemieszczać na swojej muzycznej mapie od cichych, kontemplacyjnych utworów, bazujących głównie na pianinie i rozkołysanych dźwiękach gitar: „Pyramid Song”, „Nude” – drugi singel z ostatniej płyty, przez „Airbag” i – nie do wiary! – „Subterranean Homesick Alien” (raz jeszcze ukłon w stronę fanów i płyty „OK Computer”), „Videotape” (raz jeszcze okruch z „In Rainbows” z przepiękną, choć posępną wokalizą Thoma i „pijanym” pianinem), by dotrzeć do pełnych rockowych kompozycji jak „Myxomatosis”, „National Anthem”, czy „Sit Down, Stand Up” (kapitalna końcówka z wyczynami przy programatorach Jonny’ego Greenwooda).


W pierwszej części dane nam było jeszcze usłyszeć „Optymistic” i „Everything In It’s Right Place” (z „poczwórnym Thomem”, gdy mowa o zniekształceniach brzmieniowych i nakładkach jego głosu przez Mr. J.G.), „Weird Fishes /Arpeggi” i „Reconer” (raz jeszcze „tęczowy”), „Optimistic”, „Where I End and You Begin” i na zakończenie seta psycho - miłosny„All I Need”

Jigsaw Falling Into Place – wszystko na swoim…

fot. Tomasz Wybranowski
Dodaj napis
Radiohead to zespół, który intensywnie angażuje się w swoją muzykę, że całkowicie zapomina o adorującej go publiczności stojącej z drugiej strony sceny. Wielka w tym zasługa scenografii, oprawy występów na żywo Thoma Yorke i spółki. Po dwóch stronach sceny, na olbrzymich telebimach wyświetlano filmy powstające tu i teraz, ukazujące muzyków na scenie. Szybki montaż, niekonwencjonalne kadrowanie postaci i impresjonistyczna kanonada barw nakładanych na zdjęcia dodawały dynamiki koncertowi a jednocześnie czyniły ten występ czymś nierzeczywistym. Stop – klatki, kolaże, animacje, literowe nadruki na twarzach muzyków i publiczności. A wszystko, gdy mowa o tempie, zgrane z pulsującą muzyką. Zapadła mi w pamięci twarz perkusisty – Phila Selwaya i jego oczy. Zacięte, pełne pasji i skupienia, jakby liczyły każde uderzenie w talerz, break, czy napięcie bębnów. Na scenie królowały różnej długości neony, zwisające z dachu ponad dziesięciometrowej sceny. To one wyczarowywały klimat tego niecodziennego wieczoru. Raz mieniły się zielenią a raz zimnym granatem, by po chwili przemienić się w wykres sejsmografu, czy wściekłą burzę.


fot. Tomasz Wybranowski
fot. Tomasz Wybranowski
Odsłona druga wieczoru i znowu magia, i ciarki na całym ciele. Oto „Exit Music (for a film)” i „Jigsaw Halling Into Place”, odśpiewane linijka po linijce wraz z Tomem Yorke. Na dobitkę, do utraty tchu przejmujące i chwytające za serce, orkiestrowy „How to Disapper Completely” z krążka „Kid A”. Thom Yorke złożył mały hołd dla fanów oraz samego miasta Dublin fanom i miastu Dublin. Wplótł bowiem w słowa piosenki frazę „float up the Liffey” (nazwa rzeki, która przepływa przez stolicę Irlandii). Nie muszę dodawać, że odpowiedź tłumu była głośna, spontaniczna i szczera, bo płynąca z głębi serca rozradowanych serc. A potem...!

 
fot. Tomasz Wybranowski
Nie dowierzam. „High&Dry”, „Karma Police” (dzień później zagrali „Lucky”), „My Iron Lung” i na totalną utratę tchu (z wrażenia i emocji oczywiście) „Planet Telex” – wstęp z nieśmiertelnego „The Bends” (album numer dwa w dyskografii grupy, jeden z tych korzennych)… Potem zabrzmiała jedna z bardziej delikatnych kompozycji z najnowszego albumu: „In Rainbows” – „House Of Cards”, która została zagrana w taki sposób (zmieniona linia melodyczna i nieco spowolniony, uśpiony rytm), że wydawać by się mogło, iż to całkiem nowa, jeszcze nienagrana piosenka. Choć już śniąca się fanom. „Goodnight’ – zdawkowo rzuca Mr. Yorke, pięciu gentlemanów kłania się z gracją i wychodzi... Czyżby koniec?


fot. Tomasz Wybranowski
fot. Tomasz Wybranowski
Nikt w to nie wierzy. Po raz pierwszy jestem świadkiem na koncercie rockowym prawie 12 minutowej kanonady braw. Pomaga. Z cienia wyłania się wokalista i glówny mistrz ceremonii. Kilka chwil potem „Super Collider”, którą cechuje zadziwiające vibrato i moc głosu Thoma. Rzecz całkiem, całkiem nowa, która w anturażu zamku Malahide zabrzmiała jeszcze dostojniej. Dwa bisy na koniec zadowoliły w pełni zebrany pod sceną tłum. Nie, nie zabrzmiał ten „f…in special” utwór. Zamiast „Creep” powab dla fanów „brzmienia nie do skopiowania” gitary Jonnyego Greenwooda – „Idioteque” i wyczekiwany „Paranoid Android”… 10 minutowe owacje… Wyczekiwanie, że może coś jeszcze zabrzmi, że może raz jeszcze choć na chwilę pojawią się na scenie „under a blood – red Irish sky”. Ale był to już koniec ponad dwugodzinny koncert. Koncert na wysokościach. Żałuję tylko, że nie zakupiłem biletu na dubliński koncert Radiohaed nr 2. Zagrali nazajutrz zupełnie inny zestaw utworów. I jak ich nie kochać i nie podziwiać.

Tomasz Wybranowski

  
fot. Tomasz Wybranowski




Tomasz Wybranowski. Roztoczanin z serca Zamojszczyzny, rocznik 1972. Absolwent polonistyki na UMCS (specjalność edytorsko – medialna). Studiował także jako wolny słuchacz filozofię i politologię. Doktorant wydziału Nauk Politycznych UMCS. Pracował w radiu Centrum, Puls, Top, oraz kieleckim TAK, był korespondentem radiowej „Trójki”. Publikował (i publikuje) w pismach „Próba” , „Dziennik Wschodni”, „Kurier Lubelski” , „Praca i Życie Za Granicą”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym”, magazynie „Kontury”, miesięczniku „Dziś”. Korespondent tygodnika „Przegląd” w latach (2006 – 2012), redaktor dwumiesięcznika „Imperium Kobiet i kwartalników Kontury oraz Zamojski Kwartalnik Kulturalny. Publikuje w tygodniku „Uważam Rze”. Od 2005 roku w Irlandii. Na przełomie 2005/2006 był redaktorem naczelnym tygodnika „Strefa Eire”. W latach 2006 – 2008 wydawca i redaktor naczelny miesięcznika „Wyspa”. Wydał trzy przewodniki po Irlandii „Irlandzki Niezbędnik. Irish ABC”. W latatch 2008 - 2012 nieprzerwanie redaktor naczelny tygodnika (później miesięcznika) „Kurier Polski”. W latach 2008 – 2009 był także irlandzkim korespondentem Polskiego Radia i Informacyjnej Agencji Radiowej. Współpracował także z Radiem Vox. Obecnie nieprzerwanie wydawca i prezenter programu „Polska Tygodniówka” (ponad 270 wydań)  nadawanego w każdą środę w dublińskiej rozgłośni NEAR 90, 3 FM. W każdy piątek (10.00 – 11.00) w Radiu WNET (Polska) pojawia się jego autorski program „Irlandzka Polska Tygodniówka”. 

Cykl programów o historii muzyki światowej „Muzyczne Terapie” gości także w austriackim Radiu FRO. Autor czterech tomików wierszy („Oczy, które...” 1990,  „Czekanie na świt” 1992,  „Biały” 1995 i najnowszy „Nocne Czuwanie”). Jego wiersze drukowano w ponad dwudziestu antologiach poetyckich (ostatnio „Harmonia Dusz” Warszawa 2011). Na początku roku 2013 ukaże się specjalna wersja zbioru „Nocne Czuwanie” wraz z audiobookiem (wydawnictwo Kontury). Rok 2011 przyniósł nominację do nagrody „Polak roku w Irlandii”. Tomasz Wybranowski wyróżniony został przez środowiska polonijne w Irlandii nagrodą „dziennikarz roku 2010”. Doktorant wydziału Nauk Politycznych UMCS. Przygotowuje dwie publikacje na temat polskiej muzyki rockowej w czasie zrywu wolnościowego 1977 – 1990. Do tej pory ukazało się jego pięć artykułów naukowych poświęconych mediom, głównie imigracyjnym. Od czerwca 2015 tomek prowadzi Listę Przebojów Polisz Czart, która dzięki niemu rozpoczęła swoje drugie życie  Aby poczuć klimat audycji Tomka, zapraszam do wysłuchania znakomitego programu poświęconemu Grzegorzowi Ciechowskiemu. Można posłuchać go tutaj

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza