czwartek, 15 września 2016

Moja nowa płyta będzie poświęcona wszystkim Polakom rozproszonym po świecie, a szczególnie Polonii z Nowej Południowej Walii - z Asią Łunarzewską rozmawia Ela Celejewska

Asia Lunarzewski z kotem Eli Celejewskiej Astruniem :-)
Poniższa rozmowa swoją premierę miała w roku 2009 na blogu Eli Celejewskiej "Wywiady Niewylizane":


Popularna polonijna piosenkarka Asia Łunarzewska, w wywiadzie prowadzonym przez Elę Celejewską opowiada o dwudziestoleciu swojego śpiewania, o nagrywanej właśnie płycie, którą poświęca wszystkim polskim imigrantom, o videoclipie, który nakręciła w Sydney - czyli piosence „Ciągle tutaj”, startującej do eliminacji na Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, wspomina pobyt na Festiwalu Piosenek Krzysztofa Klenczona w Szczytnie w 2008r. i zaprasza na koncert kameralny do konsulatu RP w Sydney – 7 maja tego roku.

Ela Celejewska: W radiu 2000FM prezentowaliśmy (i była to zapewne światowa premiera...) ostatnią piosenkę Asi Łunarzewskiej „Ciągle tutaj” (Still I’m Here). Jest to piosenka poświęcona wszystkim Polakom, którzy rozproszyli się po świecie – polskim imigrantom, którzy opuścili Polskę na zawsze, czy tym, którzy wyjechali tymczasowo, za pracą... Jest to już czwarta piosenka, do której Asia skomponowała muzykę, a w tej piosence również tekst jest jej autorstwa. Piosenka już jest na popularnej internetowej YouTube – jako videoclip, w ciągu kilku dni ma ponad tysiąc wejść i wspaniałe komentarze. Opowiedz proszę o tej piosence, w jaki sposób ona powstała?


Asia Łunarzewska: Pomysł rozpoczął się dawno temu... Zawsze moim wielkim marzeniem było wyjechać do Opola na koncert Premiery, a wszystko zaczęło się również od spotkania z tobą Elu, bo Ela czterdzieści trzy lata temu występowała na deskach opolskich.Tak więc pomyślałyśmy sobie, że byłoby świetnie, żebym ja była tą następną po tylu latach... Po spotkaniu z Elą i kilkoma moimi znajomymi doszłam do wniosku, że czemu nie... Spróbuję... Jest to ogromne przedsięwzięcie, bo przecież Opole to najważniejszy muzyczny festiwal polski, ale jak człowiek nie marzy, to nie zdobywa. Postanowiłam zatem zgłosić się, ale jak termin przyjęć się kończył ...spanikowałam, pomyślałam, że to nie ma sensu. I tego samego wieczoru zadzwoniło do mnie kilka osób, wszystkie pytały „co z piosenką do Opola?”. Odpowiadałam, że zrezygnowałam, ale te osoby namówiły mnie, żebym podążała za swoimi marzeniami, tak więc zadzwoniłam do Toma i zarezerwowałam studio. Tak się złożyło, że w tym roku obchodzimy dwudziestolecie małżeństwa z Adamem, no i mąż dał mi do wyboru: albo podróż albo piosenka. I to był najpiękniejszy prezent od niego, jaki mogłam otrzymać - znalazły się pieniądze na nagranie tej piosenki! Weszłam do studia i wtedy powstał poważny problem! Wiadomo, że jak się pisze piosenkę na wielki festiwal, to musi to być piosenka przebojowa. A to nie jest takie łatwe, nagrać piosenkę – przebój.

E.C. Myślę, że tobie się udało, bo piosenka wpada w ucho i właśnie jest przebojowa!

A.Ł. Piosenka nie jest skoczna, taka typu „umpa-umpa”...

E.C. Chwała Bogu!

A.Ł. ...ale jest bardzo, jak to mówią młodzi ludzie „trendy”, czyli jest to piosenka w stylu ostatnio bardzo modnym. To nie są akordy ani molowe, ani durowe, jest to piosenka innego typu. Tom już miał melodię, miał tonację, zamieniliśmy tylko części tej piosenki, żeby napięcie rosło i żeby była „pode mnie”, bo Tom dobrze zna mój styl. Napisaliśmy muzykę i powstał następny problem: tekst! Skontaktowałam się więc z pewnymi osobami na internecie i znajomymi w Polsce i każdy mi coś napisał, ale to nie było to. W piosence, która mogłaby być przedstawiona w Opolu chciałam reprezentować ludzi takich jak ja, jak państwo, czy ludzi młodych, którzy wyjechali np. do Londynu, czy Irlandii za pracą, na kilka lat. Zostawili swoich najbliższych, swoją dziewczynę, czy chłopaka. Ja w tej piosence konkretnie do nikogo nie wzdycham, myślę, że my wszyscy wzdychamy za kimś, czy czymś i ta piosenka ma nas wszystkich reprezentować. Jesteśmy „Ciągle tutaj”, a jakby nie... Gdy przeczytałam otrzymane teksty zobaczyłam, że żaden mi nie pasował, więc spróbowałam napisać go sama. Byłam wtedy dwa dni w Sydney, na konferencji, zatrzymałam się w hotelu na jednym z najwyższych pięter. Usiadłam za biurkiem, za oknem były kolorowe światła i słyszałam szum samochodów i tam powstała pierwsza zwrotka: „Piszę do ciebie, choć późno już...” Potem skontaktowałam się z moją serdeczną przyjaciółką, która skończyła polonistykę, a obecnie mieszka w Niemczech. Ola poprawiła mnie trochę, dodała swoje pomysły, tak, że jest to nasz wspólny projekt. Napisałyśmy piosenkę dla wszystkich, dla ludzi, którzy tęsknią i tak chciałabym, żeby była odbierana.

E.C. Myślę, że ludzie prawidłowo ją odbierają, o tym świadczą komentarze na YouTube - a jest to najpopularniejsza na świecie witryna internetowa, która poprzez filmy prezentuje także muzykę. Twój videoclip, mogę tak powiedzieć: „święci triumfy”, ponieważ ma ponad sto wejść dziennie i bardzo się ludziom podoba. Jakie masz wrażenia z kręcenia tego videoclipa?

A.Ł. Chciałabym serdecznie zaprosić państwa do obejrzenia tego filmu. Wystarczy w wyszukiwarce wypisać Asia Lunarzewska, czy Asia Lunarzewski i piosenka się wyświetli. To był mój pomysł, gdzie to nakręcić. Miałam tylko tydzień, żeby zdecydować się, czy nagrywać clip, czy nie, ale to jest jeden z punktów regulaminu dostania się do Opola, że w ciągu dwóch tygodni - jeżeli wykonawca się dostanie - musi zaprezentować videoclip. Zaryzykowałam. Żeby pokazać tekst i to co czuję, musiało to dziać się w Sydney. Bardzo chciałam pokazać Operę, mosty i wieżowce sydnejskie. Napisałam mały scenariusz, przedstawiłam go Ross’owi Wood’owi. Ross jest autorem videoclipów wielu sławnych australijskich artystow takich jak Tina Arena, czy zespół Human Nature i jest bardzo znany w Australii. Akurat miałam szczęście, że Tom – Tommirock Records zorganizowali mi współpracę z Rossem, ponieważ już wcześniej razem pracowali.

E.C. Muszę wyjaśnić, że Tommirock Records, jest to studio muzyczne w Newcastle, którego właścicielem jest Tom Williams, u którego Asia nagrywała wszystkie piosenki. Tom także robił aranże i grał na wszystkich instrumentach – jest multiinstrumentalistą.


A.Ł. Tom będzie również grał ze mną na koncercie w konsulacie. Wracając do videoclipa: udało nam się pokazać wszystko, co chciałam przedstawić. Przy okazji zdałam sobie sprawę, jak ciężko jest nagrywać w Sydney, np. nie wolno kręcić filmów koło Opery, a za pozwolenie, takie osoby jak ja, muszą zapłacić kilka tysięcy dolarów. Natomiast Ross, ponieważ jest sydnejczykiem, wiedział jak uniknąć kontrolerów. I nagraliśmy tyle, ile byliśmy w stanie. Ale bardzo się cieszę, bo jest wszystkiego po trochu. Ale najważniejsze, że chciałam pokazać klimat, jak my się tutaj czujemy, nie tylko Polacy, ale jak się czuje każdy człowiek w wielkim mieście, taki który wyjechał z rodzinnego miasta, często małego miasta, z innego kraju... mam nadzieję, że udało mi się stworzyć taki klimat.

E.C. W jednym miejscu stoisz na tarasie, na dachu, na czterdziestym dziewiątym piętrze. Który to jest budynek i przy jakiej ulicy?

A.Ł. To jest na Pitt Street, w Meriton Apartments i tu chcę państwa zachęcić - jeśli nie mieszkacie w Sydney, to są wspaniałe apartamenty i wcale nie takie drogie. Gdy kręcilismy była niedziela, dostaliśmy apartament na najwyższym piętrze i stamtąd był wspaniały widok na całe Sydney, Ross mógł doskonale pokazać panoramę miasta.

E.C. Ponieważ jestem producentką dwóch twoich filmików, które są na YouTube: „Zbuntowany Anioł” i „Biały krzyż”, dostaję mnóstwo listów od Polaków z całego świata, z zapytaniem, gdzie można kupić twoją płytę.


A.Ł. Płytę będę sprzedawała po koncercie w konsulacie, natomiast piosenki, które do tej pory nagrałam, przejdą do następnej płyty - chciałabym połączyć je wszystkie, bo to jest historia: piosenki o Strzeleckim, o Adynie, plus te nowe. Piosenki te będzie można nabyć na stronie internetowej www.tommirock.com , podam też informacje o płycie przez radio 2000FM, Puls Polonii i Blogowisko. Natomiast będzie można je nabywać osobno na iTune - to jest bardzo popularna forma sprzedaży.

E.C. Coś takiego jak eBay?

A.Ł. Tylko, że na iTune można kupić tylko jedną piosenkę. Jest to bardzo korzystna forma, umożliwiająca sprzedaż artystom takim jak ja, którzy nie mają możliwości sprzedaży w wielkich sklepach. Natomiast całą płytę będzie można nabyć na stronie internetowej i po moim koncercie.

E.C. Wspomniałaś, że piosenka „Ciągle tutaj” powstała w ciągu dwóch tygodni. Ale nie tylko ta, wszystkie piosenki tworzysz w takim oszałamiającym tempie, tak powstał „Zbuntowany Anioł”, a piosenki o Strzeleckim?

A.Ł. Pierwszą („Edmundzie podróżniku” - dop. redakcji) też napisałam na szybko, i potem Ernestyna Skurjat-Kozek przysłała mi wzruszający tekst pana Marka Baterowicza - który jest moim ulubionym polonijnym poetą - „List do Adyny”. To było dla mnie ogromne przeżycie. Nawet dzisiaj, jadąc samochodem myślałam właśnie o tym tekście, bo jest to piękny, głęboki i nierymowany tekst. A do takich tekstów niełatwo pisze się muzykę.


E.C. Idealnie dobrałaś muzykę, są w niej piękne przejścia harmoniczne i piosenki tej słucha się z ogromnym wzruszeniem. Ja zawsze mam „gęsia skórkę”. A tak na marginesie, to wiele osób pisze, że słuchając twoich piosenek mają „ciary”. Masz wyjątkową łatwość komponowania. Tworzysz doskonale dopasowaną do tekstu linię melodyczną, świetnie dobierasz akordy, czyli tworzysz harmonię piosenki. Czy kompozycji uczyłaś się na studiach?

A.Ł. To nie był mój główny przedmiot, bo w Polsce uczyłam się Wychowania Muzycznego, tak samo tutaj. No... tutaj to zupełnie inaczej wyglądają studia niż w Polsce.

E.C. Myślę, że są bardziej praktyczne...

A.Ł. Oczywiście, że tak. A komponowanie to jest takie coś, że albo się to ma, albo się nie ma. Czasem najłatwiej się komponuje kiedy się sprząta, czy jedzie samochodem albo spaceruje...


E.C. Tylko wtedy jest problem, żeby to zapisać, bo pomysł ucieknie.

A.Ł. No... teraz to nie jest żaden problem, bo wszystkie instrumenty techniczne typu mp3, czy iPod mają mikrofony. Zachęcam zatem do spacerków i ...komponowania.

E.C. Chyba wszyscy u nas wiedzą, że napisałaś super piosenkę „Zbuntowany Anioł” o Krzysztofie Klenczonie, w Expressie Wieczornym była podana wiadomość o twoim pobycie na festiwalu klenczonowskim w Szczytnie i że zdobyłaś tam trzecią nagrodę. To był twój pierwszy polski festiwal. Jakie miałaś wrażenia?


A.Ł. To było ogromne przedsięwzięcie, bo to był kilkudniowy festiwal. W ciągu tych kilku dni odbywał się konkurs piosenek Krzysztofa Klenczona. Dlaczego w Szczytnie? Ponieważ tu spędził dzieciństwo i młodość i tutaj jest pochowany. To dla mnie było ogromne przeżycie ponieważ znalazłam się wśród ludzi, którzy kochali jego muzykę. Ja również poznawałam jego muzykę będąc tam. Dlaczego powstała piosenka „Zbuntowany Anioł”? On faktycznie był zbuntowany. Był taki jak my, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, nie mógł się przystosować, ciągle czegoś mu brakowało.

Wiesław Wilczkowiak, Janusz Kondratowicz i finalistki festiwalu w Szczytnie
W zasadzie mogłabym śpiewać „Ciągle tutaj” także dla Krzyśka Klenczona. Poznałam tam również Wiesława Wilczkowiaka (prezesa Stowarzyszenia Muzycznego Christopher – dop. red.), który jest moim, do dzisiaj, wspaniałym przyjacielem. Poznaliśmy się przez internet, ale myślę, że łączy nas coś bardzo głębokiego – tak jak rodzinę. Wiesiu bardzo kocha Klenczona, cały czas propaguje jego muzykę. Bardzo mnie tam wspomagał. I duchowo i opiekował się mną i Olą, bo Ola, która wraz ze mną napisała tekst do mojej najnowszej piosenki, występowała w Szczytnie jako moja menadżerka. Dzięki Wiesiowi poznałam Janusza Kondratowicza, współautora tekstu do „Zbuntowanego Anioła” (wraz z Wiesławem Wilczkowiakiem – dop. red.), poznałam Bibi, żonę Klenczona oraz Marka Gaszyńskiego. Poznałam też wielu muzyków, bo koncertowali właśnie: Lady Punk, Skaldowie, Żuki.

Poznałam również siostrę Krzysztofa, Hanię Klenczon – wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zresztą wszyscy z jego rodziny byli bardzo mili. Poznałam też mieszkającego w USA wnuka Bibi i Krzysztofa - bardzo fajny chłopak.


E.C. Muszę dodać, że jest on bardzo dumny, że miał tak utalentowanego i sławnego dziadka.

A.Ł. Ten wyjazd był dla mnie ogromnym przedsięwzięciem. Wiadomo, ja, aż z Australii, ogromna scena, wspaniali wykonawcy... Muszę przyznać - zakochałam się w Skaldach. Myślałam zawsze, że to już nie ten rodzaj muzyki i nie to pokolenie, ale chylę czoła przed wszystkimi członkami zespołu Skaldowie, bo są bardzo energicznymi na scenie i bardzo profesjonalnymi muzykami.

E.C. Dzięki temu, że zdobyłaś jedną z głównych nagród, wystąpiłaś w koncercie finałowym, na którym prezentowały się gwiazdy polskie i zagraniczne. Największą sensacją tego festiwalu był zespół Gipsy King.

A.Ł. Gipsy King występował na samym końcu, jako gwiazda numer jeden i to było niesamowite, bo oni wystąpili około drugiej w nocy! My w Australii zapomnieliśmy, że można się bawić do rana. Kluby zamyka się najczęściej o dwunastej. A tam wszyscy się świetnie bawili. Gdy Gipsy King wyszli na scenę, stałam z tyłu i mogłam obserwować gitarzystów, to było ogromne przeżycie.


E.C. To był koncert pod gołym niebem i to nie tysiąc, ale jak mówią niektórzy szesnaście do dwudziestu tysięcy widzów obserwowało te występy.

A.Ł. Były tłumy, ludzie bawili się doskonale, atmosfera była świetna, pogoda wspaniała, piękne jezioro, łódki, czego można sobie jeszcze więcej życzyć? ...

E.C. Właśnie minęło dwadzieścia lat od czasu jak zaczęłaś śpiewać...

A.Ł. Rozpoczęłam moje śpiewanie wyjeżdżając, przez Pagart, na różne wyjazdy tzw. zarobkowe, w czasie wakacji tylko. Były to wyjazdy do byłej Jugosławii i do Niemiec. Rok przed zakończeniem studiów, w 1991 miałam swój pierwszy wielki koncert z muzykami z mojej uczelni. Od tego czasu liczę początek mojego śpiewania. Potem miałam jeszcze kilka występów i ...wyjechałam do Australii.
Tu musiałam zacząć wszystko od początku. Najpierw nauka języka angielskiego, studia, dziecko, praca, a teraz myślę, że wreszcie przyszedł czas dla mnie, żebym w jakiś sposób próbowała się realizować.

E.C. Nie każdemu udało się dobrze znaleźć w Australii. Ty miałaś szczęście. Skończyłaś studia i nadal pracujesz w swoim zawodzie, uczysz muzyki w liceum.

A.Ł. Uczę muzyki i w tym roku zaczęłam także uczyć nowego przedmiotu, wszedł do szkół średnich w 2004 r. nazywa się Entertainment. Jest to przedmiot techniczny. Uczniowie w liceum mogą zdobywać certyfikat z tego przedmiotu. Jestem jedynym nauczycielem tego przedmiotu w mojej szkole katolickiej w Newcastle i w całym regionie i jestem bardzo dumna z tego powodu.

E.C. Co obejmuje ten przedmiot?

A.Ł. Entertainment uczy wszystkiego związanego z występem, z wyjątkiem wykonawstwa. Ktoś, kto zdobywa taki certyfikat, pracuje poza sceną. Musi umieć obsługiwać światła, obchodzić się ze sprzętem nagłaśniającym, musi wiedzieć jak zaprojektować scenę, w ogóle musi wiedzieć w jaki sposób zorganizować wielki koncert. Trochę bałam się tego przedmiotu, ale moi uczniowie uwielbiają to, ja zresztą też. Wiadomo, śpiewacy też muszą umieć obsługiwać aparaturę i to doświadczenie przez wszystkie lata dało mi wiedzę, żeby uczyć takiego przedmiotu. Wybieram się też do NIDA na dwutygodniowy kurs szkoleniowy.

E.C. Jest to bardzo praktyczny przedmiot, koncerty są coraz bardziej popularne i potrzeba ludzi do pracy przy nich.

A.Ł. W tym roku był to jeden z najbardziej intratnych i poszukiwanych zawodów. Tak, że zapraszam młodzież do nauki, można w TAFE, a można w szkole, jeśli się chodzi jeszcze do liceum.

E.C. Siódmego maja w konsulacie RP odbędzie się twój koncert.

A.Ł. Już chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić. Koncert jest organizowany przez Komitet Obchodów 170-lecia Polskiej Emigracji do NSW. Dochód będzie przeznaczony na organizowanie obchodów w przyszłym roku, również część dochodu będzie przeznaczona na pokrycie części kosztów wydania mojej nowej płyty, którą poświęcam wszystkim Polakom zamieszkałym w Nowej Południowej Walii.

E.C. No... nie tylko, płyta ma być poświęcona wszystkim Polakom rozproszonym po całym świecie.

A.Ł. Myślę, że to będzie nas wszystkich dotyczyło. Muszę tu dodać, że nawiązałam kontakt z osobą, która od wielu lat pisze piosenki i dostałam od niej wspaniałe teksty, a są to teksty zabawne, tak, że koniec ze smutami. Będą to zatem piosenki wesołe i chciałabym je nagrać w dwóch językach. Dlatego, że nasze dzieci często nie rozumieją języka polskiego, a chciałabym i do nich dotrzeć. Koncert siódmego maja będzie początkiem fali spotkań kameralnych przy muzyce. Chciałabym podziękować panu Januszowi Nawrockiemu, który zainicjował ten koncert, on również podsunął mi pomysł, żebym nagrała okolicznościową płytę. Jeśli się odbywa jakieś historyczne wydarzenie, to ktoś może o tym napisać, namalować obraz, a pan Janusz wpadł na pomysł, żeby wydać płytę z piosenkami dedykowanymi Polonii. Koncert ten ma wielu sponsorów: Radio 2000FM, Express Wieczorny, Radio SBS, Blogowisko Eli Celejewskiej, Puls Polonii, dr. Kaja Łukaszewicz, Tom Williams, który weźmie udział w koncercie grając na fortepianie i na saksofonie, Darek Paczyński, który poprowadzi wieczór. Wspaniałe obrazy Krisa Kosa będą sprzedawane na aukcji, pan Jurek dostarczy pączki, pani Teresa Wolak doskonałe miody pitne, wspaniałe Delikatesy z Roseville smakołyki i zgłosił się sklep na Rocks z opalami, który również chce nam pomóc. Ktokolwiek chciałby wziąć udział w koncercie jako sponsor, to serdecznie zapraszamy. Również dziękuję serdecznie Konsulatowi i wszystkim, którzy przybędą na ten koncert przy świecach - mam nadzieję, że pan konsul pozwoli nam świece zapalić. Zatem zapraszamy państwa - w czwartek, siódmego maja o godzinie 19.00 do konsulatu RP, 10 Trelawney str., Woollahra - jestem pewna, że będziemy się świetnie bawić!

E.C. Piosenka „Ciągle tutaj” startuje do eliminacji do festiwalu opolskiego. Kiedy będziesz znała wynik?

A.Ł. W sobotę 25 kwietnia dowiem się, czy piosenka się dostała, czy nie. Mam jeden procent powodzenia, dlatego, że wiadomo, jest ogromna konkurencja, poza tym nie ma mnie tam! - w Polsce i to też może zaważyć na decyzji, ale najważniejsze, proszę państwa – trzymajcie za mnie kciuki przed!...

E.C. Myślę, że masz trochę większe szanse niż jeden procent, bo już zostałaś zauważona w Polsce. Po sukcesie w Szczytnie, dwa wywiady w popularnej Jedynce przeprowadził z tobą znany prezenter Zbigniew Krajewski, który kiedyś prowadził Lato z radiem, a teraz ma swój, chyba codzienny, program muzyczny. Mówił też o tobie Marek Gaszyński, a „Zbuntowany Anioł” był puszczany kilka razy w polskim radiu, a na YouTube, ma oglądalność ponad czternaście tysięcy i pozytywne opinie. Tak więc, myślę, że zostałaś zauważona w Polsce, chociaż mieszkasz w Australii.

A.Ł. Nie lubię mówić o tych sprawach, szczególnie, gdy usiłuję dostać się na tak wielki festiwal, ale muszę przyznać, że mam wielu przyjaciół, którzy popierają mnie i chcą pomóc. Nawet najlepszy artysta, piosenkarz, jeśli jest sam, nie może nic osiągnąć. Wszyscy młodzi, którzy teraz występują, mają za sobą wielkie korporacje muzyczne, jak SONY, czy EMI. Chyba, że wybitnie zdolni ludzie mają szansę, biorąc udział w konkursach, bardzo obecnie popularnych. A ja idę do przodu małymi krokami i muszę przyznać, że Polonia jest wspaniała. Poznałam wielu wspaniałych ludzi. W mojej działalności nie spotkałam się z niczym przykrym i cieszę się, że jest coś, co nas wszystkich jednoczy i tym czymś jest muzyka. I jeśli ja mogę wnieść trochę uśmiechu, czy nawet miłości do czyjegoś serca - to przecież właśnie dlatego się śpiewa.

E.C. Myślę, że jeżeli dostaniesz się do Opola, to będzie to nie tylko twój sukces, ale też duma nas wszystkich, bo jeszcze nie było piosenkarki z Polonii australijskiej startującej na tym najważniejszym polskim festiwalu.

A.Ł. Jeżeli nie dostanę się do Opola, nie stanie się to powodem, żeby zakończyć moje śpiewanie. W końcu, jest to tylko jeden z konkursów. Mam zamiar nagrać płytę i śpiewać jeszcze przez jakiś czas. Mam też nadzieję, że moje piosenki będą się państwu podobały. Wyrażajcie swoje opinie, chętnie ich wysłucham, bo przecież najważniejsze jest śpiewać dla kogoś.

E.C. Niewątpliwie ludzie słuchają twoich piosenek chętnie, masz powodzenie na YouTube, odkryłam też polskie strony internetowe, które przepisują twoje piosenki z YouTube, u nas jesteś na Blogowisku i na Pulsie Polonii, jesteś także częstym gościem w Radiu 2000FM, mnóstwo ludzi widziało cię na festynach na Darling Habour i na innych polonijnych imprezach. Życzymy ci zatem jeszcze wielu lat śpiewania, a czytelników Expressu Wieczornego zapraszamy na koncert do konsulatu RP w Sydney. Dziękuję ci za rozmowę.

***

Ela Celejewska - Sydney, Australia
Email ela.celejewska@gmail.com
radio2000fm@o2.pl
Muzyk - po szkole muzycznej II stopnia.

Zespoły: 
kwartet wokalny Meteory (1965-66)- śpiewający z zespołami Bossa Nova Combo i Tajfuny. Występ w Premierach Opole 1966 z piosenką Krzysztofa Sadowskiego „Każdy człowiek ma swój dzień”. Raczej pierwsza w Polsce gitarzystka grająca na gitarze elektrycznej, najpierw w kilku zespołach dziewczęcych w Domach Kultury w Warszawie, potem sporadycznie z muzykami Bossa Nova Combo i w zespole M. Fogga – Klipsy.

1970 – 74 gitarzystka i wokalistka dziewczęcych zespołów Violinki i Heartbreaker’ s występujących na terenie całej byłej Jugosławii. (Kontrakty przez PAGART). Następne lata to występy w byłym NRD i praca jako instruktor muzyczny w warszawskich Domach Kultury.


Od 1983 roku mieszka w Australii. W latach 80-90-tych prowadzi znany dziecięcy zespół Polskie Kwiaty, w latach 1990-2006 występuje na licznych imprezach polonijnych ze wszystkimi sydnejskimi polonijnymi muzykami ( także na I Polskim Bożym Narodzeniu na Darling Habour - w sercu Sydney); ostatnie lata z wokalistką - córką Selmą, śpiewając i grając na dwóch korgach. Benefis w Konsulacie RP w Sydney 2003r.

W latach 90-tych sporadycznie współpracuje z polską sekcją radia SBS, prowadząc audycje muzyczne. W tym wywiad z Czesławem Niemenem w 1993 roku, przeprowadzony wraz z redaktorką Ernestyną Skurjat. Za wspomnienie tego spotkania dostała I nagrodę w konkursie organizowanym przez Sopockie Korzenie – marmurową gitarkę.

Od 1999 roku robi regularnie audycje w Sekcji Polskiej Radia 2000FM. W ostatnich latach jest także redaktorem programowym tego radia i prowadzi wszystkie strony internetowe radia:

http://pl2000fm.blogspot.com.au/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza