niedziela, 5 kwietnia 2015

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 37 - Listy z Nowego Jorku - V

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj   Część 25 tutaj  Część 26 tutaj Część 27 tutaj Część 28 tutaj  Część 29 tutaj Część 30 tutaj Część 31 tutaj   Część 32 tutaj Część 33 tutaj Część 34 tutaj  Część 35 tutaj  Część 35 tutaj Część 90 tutaj Artykuł z okazji zdobycia nagrody tutaj



Wśród wielu jeszcze żyjących pionierów rock’n’rolla, znalazł się występujący do dziś, choć bardziej utemperowany przez „wesołe” życie, największy skandalista obyczajowy tamtej epoki, zwany „The Killer” (morderca), 78-letni Jerry Lee Lewis. Pomimo wielkich skandali (ten największy, to ożenek 13-letnią kuzynką, Myrą Brown) za co od władz amerykańskiego show businessu, otrzymał zakaz występowania, nagrywania, a co za tym idzie, sprzedaży płyt. Był to okres najbardziej rock’n’rollowo płodny, który zmusił artystę do zejścia w muzyczne podziemie. Jerry Lee cieszy się nadal największą popularnością w świecie rock’n’rolla, nie tylko wśród jego fanów i miłośników. Również w Polsce i w Tomaszowie. O jego wielkiej popularności świadczyć mogła ciągła walka o każdą płytę z jego nagraniami. Niejeden organizujący prywatkę, fajfy, starał się za wszelką cenę zdobyć krążki Lewisa.

Kid Rock i Jerry Lee Lewis
Utarło się powiedzenie, że kto miał na prywatce płyty Elvisa, Fatsa i Jerrego, mógł uważać ją za udaną. Nie bez znaczenia miał miejsce fakt, że pierwszy Fan Club jaki powstał w naszym mieście to właśnie klub Jerry Lee Lewisa w mieszkaniu Sławka Ronka przy Konstytucji 3-go Maja, o czym opowiedziałem w 17 części pt „Fun Club” Subiektywnej Historii. Pewnego jesiennego wieczoru 2007 roku przedzwonił do mnie przyjaciel z Gdańska, Czarek Francke, - Antek wejdź na You Tube na stronę Jerry Lee Lewis - Last Man Standing albo na jego stronę w Wikipedii i zobacz co za obłędną płytę Jerrego reklamują? Faktycznie, Czarek miał rację, pierwszy klip na jaki natrafiłem na tej stronie to niesamowite wykonanie w duecie z Kid Rockiem i fantastycznym chórkiem dziewcząt, super utwór Honky Tonk Woman.


Kolejne utwory na tej stronie, promujące płytę CD i DVD, właśnie pod tym samym tytułem Last Man Standing były wykonane w szokujących mnie duetach. Wymienię niektóre w tej części Historii; z piękną, jedyną kobietą w tym muzycznym show, Norah Jones w Crazy Arms, z Ivanem Neville What’d Say, z Johnem Fogerty Good Golly Miss Molly czy z Tomem Jonesem w wielkim przeboju 1966 roku, Green Green Grass Of Home. Potrzeba „Mieć” w swoim skarbcu wymienione krążki, jeszcze tego wieczoru spowodowała, że opisałem wszystko co przeżyłem po przesłuchaniu kilku klipów, na pocztę mailową Wojtka Szymona. Do porozumiewania się z nim, jeszcze nie posiadałem urządzenia skype. Jako ciekawostkę wspomnę, że nagrania do tej płyty powstawały w 71 urodziny Lewisa, w dniu 29 września 2006 roku, już po śmierci Sama Phillipsa. Planowano ją nagrywać na 70 urodziny Jerry'ego Lee, ale kłopoty zdrowotne spowodowały odroczenie tego przedsięwzięcia. Już następnego dnia, rankiem, miałem od Wojtka szybką odpowiedź w temacie, w którym pisze, że jest w posiadaniu płyty CD i DVD, że był w studio na sesjach nagraniowych, kiedy powstawały te płyty, że w niedługim czasie wszystko mi o tym wydarzeniu opowiw oddzielnym liście;


* * *

Last Man Standing

Siedziba Sony na Manhattanie
Ponieważ kilkakrotnie, jak wcześniej wspominałem ci, rozmawiałem z managerem Jerry Lee Lewisa w sprawie ewentualnych koncertów w Polsce, otrzymałem emaila, że Jerry Lee będzie nagrywał nową płytę w Nowym Yorku i jeśli chcę, to mogę wpaść do studia TV PBSony Music na Manhattanie, gdzie odbędzie się nagrywanie. Będzie to robione z udziałem publiczności, jak to się mówi „with live audience” dzięki temu artysta ma dodatkowy doping, pomaga mu to uzyskać w nagraniach odpowiedni wyraz, klimat. Dowiedziałem się, że dodatkowo będą tam inni muzycy, wokaliści, którzy będą wykonywali z Jerrym duety. Oczywiście nie mógłbym coś takiego przeoczyć. Zwołałem więc jeszcze kilku znajomych i całą paczką pojechaliśmy pod studio TV PBSony Music na Manhattanie. Tu była już spora grupa ludzi oczekujących na otwarcie drzwi, za chwilę podjechała czarna limuzyna, z której wysiadł Jerry Lee ze swoją młodszą o 13 lat, siostrą Lindą Gail. Jerry podpisał kilka autografów i osłaniany przez swoich „goryli” zniknął we wnętrzu studia.


Jerry Lee Lewis, Kid Rock i Kris Kristoffenson w studio PBSony Music w trakcie słynnego „jam session”

Za niespełna pół godziny, a może dłużej, otwarto drzwi i do środka dostało się około 200/250 osób. Była to mała salka z małym podium, na którym stał fortepian, żadnych miejsc siedzących, cała publika na stojąco. Grupa muzyczna z najwyższej półki. Jerry'ego wprowadzają z boku sceny, siada za fortepianem i po kilku uderzeniach w klawisze wydobyło się wprowadzających kilka taktów. Zrobił się nastrój country & western, w utworze You Win Again wykonany w duecie z Don Henleyem. Po chwili w pomieszczeniach studia po utworach Chantilly Lace i Roll Over Beethoven, całkowicie zapanował rock’n’roll. Po zaśpiewaniu dwóch utworów na scenę wjeżdża na wózku inwalidzkim, czarnoskóry Percy Sladge i razem z Jerrym śpiewają przebój Percyego I Ave Been Loving You Too Long. Później na scenę wchodzą Ronnie Wood, Bruce Springsteen, Buddy Guy, Don Henley, John Fogerty, George Jones i na widowni naprawdę zaczyna żyć muzyka razem z jego wykonawcami.


Gdy wszystko się rozkręciło, nagle zza kulis wbiega energicznie na scenę Tom Jones, to już lepiej nie można sobie wyobrazić co się będzie działo, a kiedy dołączył Keith Richards, gitarzysta z The Rolling Stones, wszyscy westchnęliśmy, - „Brakuje tylko Elvisa !!!” Utwory, które śpiewają są fantastyczne, Release Let Me Go, Rocking My Life Away, Bad Moon Rising aby wymienić tylko kilka. Kiedy Kid Rock zaczyna Honky Tonk Woman publika szaleje, Kid wskakuje na fortepian, jak za dawnych lat na swoich koncertach, Jerry Lee. Ten nie jest dłużny, wstaje ze stołka i kopiąc go w bok, bębni w klawisze z całych sił. Jesteśmy tuż przy scenie, jest dość duża grupa bardzo atrakcyjnych „lasek” i widać, że kamera cały czas skierowana jest na nie, aby pokazać, że młodzież też przychodzi posłuchać Jerryego. W tym momencie zauważyłem, że Ronnie Wood grając na gitarze co chwilę zerka w stronę grupy dziewcząt, pewnie którąś osobiście zna albo podrywa, upatrując kolejną dziewczynę na swoją „ofiarę”.


Jerry Lee Lewis, Elvis Presley, Carl Perkins, Johnny Cash
Peter Goralnick - dziennikarz muzyczny polskiego pochodzenia
Nieco spokojniej zrobiło się, gdy na scenę weszła Norah Jones i utworami Crazy Arms i Your Cheatin’ Heart wprowadziła trochę refleksji nad minionym czasem. Nowojorskie „Jam Session” miało swój tytuł Last Man Standing (Ostatni stojący mężczyzna). Ten dygresyjny tytuł odnosił się do Jerryego Lee jako ostatniego, żyjącego z wielkiej CZWÓRKI (Jerry Lee, Elvis, Carl Perkins, Johnny Cash), którzy w maleńkim studio SUN RECORDS w Memphis rozpoczynali swoje wielkie kariery. Mogło się tak stać, mogło dojść do tych nagrań i nadania takiego tytułu (Last Man Standing) tylko po śmierci właściciela studia SUN RECORDS, 80-letniego Sama Phillipsa (2003 rok). Obok mnie stoi Peter Goralnick (słynny dziennikarz polskiego pochodzenia) jeden z najbardziej znanych, współczesnych dziennikarzy muzycznych, autor kilku doskonałych książek na temat wczesnego rock’n’rolla, takich tytułów jak na przykład, Last Train To Memphis, (Ostatni pociąg do Memphis). Z Peterem zamieniam kilka zdań. Mówię, że mam wszystkie jego książki i opowiadam mu o planach sprowadzenia do Polski, Jerry Lee Lewisa. On uważa, że „Jerry chyba nie będzie mógł się wybrać, ze względu na stan zdrowia, tak daleko, do Europy ale może powstanie jakieś europejskie tourne, to może wtedy? Zobaczymy”.

Fan club Jerry Lee Lewisa w Tomaszowie prowadzony przez Sławka Ronka
Za nim zauważyliśmy minęło już dobrych kilka godzin. Cały koncert, z małą, półgodzinną przerwą trwał ponad cztery godziny. Ponieważ całe spotkanie było przez kamerzystów z TV nagrywane, wiele utworów było powtarzane na życzenie producenta, który chciał trochę inaczej ustawić niektóre utwory, w innej inscenizacji czy muzycznej interpretacji, dlatego wszyscy uczestnicy tego show przeżywali kilka doskonałych bisów. To był bardzo ciekawy i mocno podniecający koncert, życzyłbym sobie by jeszcze w moim życiu tu w Stanach takich wydarzeń było jak najwięcej, czego i wam w Tomaszowie coś podobnego do przeżycia, życzę. Jutro czy pojutrze wysyłam ci z tego spotkania płytę CD i DVD zapewne wykorzystasz je w swoich spotkaniach w Galerii.

Nowy Jork dn. 30.10.2007 rok Wojtek „Szymon” Szymański


* * *
Minął miesiąc a może i więcej, a płyty zza Oceanu do mojego domu nie dotarły. W swoim cyklu Herosi Rock’n’Rolla w Galerii ARKADY dawno zapowiedziałem spotkanie z Jerrym Lee Lewisem pod tym prowokującym a zarazem egzotycznym tytułem, Last Man Standing. Wojtek Szymon zaskoczony zaginięciem przesyłki wykonał i wysłał ponownie do Polski, duplikaty tych płyt. W między czasie Czarek z Gdańska przysłał mi (ukazały się w trójmiejskich Empikach) płytę CD (niesamowita), którą otwiera nomen omen hit nad hity, Rock’n’Roll, który jak później okazało się nie znalazł miejsca na płycie DVD. Poinformował mnie jednocześnie, że w okresie najbliższym na półki Empików z Wybrzeża, trafi płyta DVD z tego koncertu. Tak się złożyło, że z tych wydarzeń, równocześnie otrzymałem z Gdańska i Nowego Jorku, zapowiadane od dawna przesyłki filmowe. Płyta ta, chyba najpiękniejsza i najważniejsza w karierze blisko osiemdziesięcioletniego killera, według mojej oceny, w panteonie światowego rock’n’rolla, jest muzycznym brylantem. Kiedy doprowadziłem do ponownego spotkania z Jerrym Lee Lewisem w Galerii, dotarł, tak jak się wcześniej spodziewałem, nadkomplet ludzi. Miałem ogromne problemy z pomieszczeniem wszystkich chętnych. Dziś uważam, nie tylko ja, że dwugodzinny koncert z nowojorskiej TV PBS, Last Man Standing, był w historii spotkań w naszym mieście najbardziej znaczącym wydarzeniem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz