piątek, 17 lipca 2015

Antoni Malewski - Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim. Część 51 - Spotkanie po latach „BIS”

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i dobiega 70-tki. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie. Miał 12/13 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszał termin rock’n’roll. Egzotyka tego słowa, wzbogacona negatywnymi artykułami Marka Konopki - stałego korespondenta PAP w USA jeszcze bardziej zwiększyła – jak wspomina - nimb tajemniczości stylu określanego we wszystkich mediach jako „zakazany owoc”. Starszy o 3 lata brat Antoniego na jedynym w domu radioodbiorniku Pionier słuchał nocami muzycznych audycji Radia Luxembourg, wciągając autora „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” w ten niecny proceder, który - jak się później okazało - zaważył na całym jego życiu. Na odbywającym się w 1959 roku w tomaszowskim kinie „Mazowsze” pierwszym koncercie pierwszego w Polsce rock’n’rollowego zespołu Franciszka Walickiego Rhythm and Blues, Antoni Malewski znalazł się przypadkowo. Po roku w tym samym kinie został wyświetlony angielski film „W rytmie rock’n’rolla” i w życiu młodego Antka nic już nie było takie jak dawniej. Później przyszły inne muzyczne filmy, dzięki którym Antoni Malewski został skutecznie trafiony rock'n'rollowym pociskiem, który tkwi w jego sercu do dnia dzisiejszego. Autor „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” wierzy głęboko, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy tego świata – rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Punktem przełomowym w życiu Antoniego okazały się wakacje 1960 roku, kiedy to autor poznał Wojtka Szymona Szymańskiego, który posiadał sporą bazę amerykańskich płyt rock’n’rollowych. W jego dyskografii znajdowały się takie światowe tuzy jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis, Dion, Paul Anka, Brenda Lee, Frankie Avalon, Cliff Richard, Connie Francis, Wanda Jackson czy Bill Haley, a każdy pobyt w jego mieszkaniu był dla Antoniego wielką ucztą duchową. W lipcu 1962 roku obaj wybrali się autostopem na Wybrzeże. W Sopocie po drugiej stronie ulicy Bohaterów Monte Casino prowadzającej do mola, był obszerny taras, na którym w roku 1961 powstał pierwszy w Europie taneczny spęd młodzieży zwany Non Stopem, gdzie przez całe wakacje przygrywał zespół współtwórcy Non Stopu Franciszka Walickiego - Czerwono Czarni. Młodzi tomaszowianie natchnieni duchem tego miejsca zaraz po powrocie wybrali się do dyrektora ZDK Włókniarz, w którym istniała kawiarnia Literacka i opowiedzieli mu swoją sopocką przygodę. Na ich prośbę dyrektor zezwolił do końca wakacji na tańce, mimo iż oficjalne stanowisko ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki brzmiało: "Nie będziemy tolerować żadnej kultury zachodniej". Taneczne imprezy w Tomaszowie rozeszły się bardzo szybko echem po całej Polsce, a podróżująca autostopem młodzież zatrzymywała się, aby tego dobrodziejstwa choć przez chwilę doświadczyć. Mijały lata, aż nadszedł dzień 16 lutego 2005 roku - dzień urodzin Czesława Niemena. Tomaszowianie zorganizowali wówczas w Galerii ARKADY wieczór pamięci poświęcony temu wielkiemu artyście.

Wśród przybyłych znalazł się również Antoni Malewski. Spotkał tam wielu kolegów ze swojego pokolenia, którzy znając muzyczne zasoby Antoniego wskazali na jego osobę, mając na myśli organizację obchodów zbliżającej się 70 rocznicy urodzin Elvisa Presleya. Tak oto... rozpoczęła się "Subiektywna historia Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim", którą postanowiłem za zgodą jej Autora udostępniać w odcinkach Czytelnikom Muzycznej Podróży. Zanim powstała muzyka, która została nazwana rockiem, istnieli pionierzy... ludzie, dzięki którym dziś możemy słuchać kolejnych pokoleń muzycznych buntowników. Historia ta tylko pozornie dotyczy jednego miasta. "Subiektywna historia Rock’n’Rolla..." to zapis historii pokolenia, które podarowało nam kiedyś muzyczną wolność, a dokonało tego wyczynu w czasach, w których rozpowszechnianie kultury zachodniej jakże często było karane równie surowo, jak opozycyjna działalność polityczna. Oddaję Wam do rąk dokument czasów, które rozpoczęły wielką rewolucję w muzyce i która – jestem o tym głęboko przekonany – nigdy się nie zakończyła, a jedynie miała swoje lepsze i gorsze chwile. Zbliżamy się – czego jestem również pewien – do kolejnego muzycznego przełomu. Nie przegapmy go. Może o tym, co my zrobimy w chwili obecnej, ktoś za 50 lat napisze na łamach zupełnie innej Muzycznej Podróży.

Bogato ilustrowane osobiste refleksje Antoniego Malewskiego na temat swojej życiowej drogi można przeczytać tutaj Cześć 1 "Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim" można przeczytać tutaj. Część 2 tutaj  Część 3 tutaj  Część 4 tutaj  Część 5 tutaj  Część 6 tutaj Część 7 tutaj  Część 8 tutaj  Część 9 tutaj  Część 10 tutaj Część 11 tuta jCzęść 12  tutaj  Część 13 tutaj  Część 14 tutaj  Część 15 tutaj   Część 16 tutaj  Część 17 tutaj  Część 18 tutaj  Część 19 tutaj  Część 20 tutaj Część 21 tutaj Część 22 tutaj  Część 23 tutaj  Część 24 tutaj   Część 25 tutaj  Część 26 tutaj Część 27 tutaj Część 28 tutaj  Część 29 tutaj Część 30 tutaj Część 31 tutaj   Część 32 tutaj Część 33 tutaj Część 34 tutaj  Część 35 tutaj  Część 36 tutaj  Część 37 tutaj Część 38 tutaj Część 39 tutaj Część 40 tutaj  Część 41 tutaj Część 42 tutaj Część 43 tutaj Część 44 tutaj  Część 45 tutaj Część 46 tutaj  Część 47 tutaj Część 48 tutaj  Część 49 tutaj Część 50 tutaj

Drodzy Czytelnicy. Wraz z odcinkiem 50 nie zakończyliśmy Waszych ukochanych spotkań z Antonim Malewskim i jego magicznym Tomaszowem Mazowieckim. Dziś ponownie zapraszam Was do tego pięknego Miasta i wraz z Autorem zapraszam także do dalszego przeżywania jego fascynującej Historii...





Zakościele - budynek ośrodka - „Soplica
Marcowe „Spotkanie po latach” 2011 roku w kawiarni Literacka, w byłym ZDK Włókniarz, przeszło do historii naszego miasta, do historii nie tylko mojego pokolenia, ale również do historii rock’n’rolla w naszym, pięknym grodzie. Pozostawiło w pamięci przybyłych na spotkanie niezapomniane przeżycia, wspomnienia, które tak jak moje, dręczyły ich uczucia, myśli, pobudzając w naszych głowach „nowo starą” koncepcję by, - jak najszybciej doprowadzić do ponownego spotkania. Przez całe lato 2011 (maj, czerwiec, lipiec, sierpień) otrzymywałem na swoją pocztę mailową czy telefon komórkowy informacje, prośby, - Antek doprowadź do kolejnego dwu, trzydniowego spotkania, byśmy mogli dłużej nacieszyć się sobą. Pieniądze nie odgrywają roli. Jeden wieczór czy noc to za mało! Jeśli nie teraz to kiedy? Możemy już nigdy się nie spotkać, lata lecą jak z bicza strzelił. Rozpoczął się w nas proces starzenia i „odchodzenia”. Więc, Antku, kujmy żelazo póki jest jeszcze gorące! 


Główny, budynek ośrodka - „Soplica”. Tu mieści się
stołówka i sale audio wizualne
W swojej kolejnej, trzeciej publikacji, Rodzina Literacka ’62, jeden z rozdziałów (XIII) poświęciłem właśnie temu wydarzeniu, które zakończyłem słowami; - „Czy dobry Bóg pozwoli nam w życiu choć jeszcze raz spotkać się?” Ta fraza, myśl, stała się przyczynkiem do podjęcia prób zrealizowania prośby, pomysłu ponownego spotkania się osób, które w naszym mieście tworzyły, pielęgnowały podwaliny rock’n’rolla. Kiedy podczas marcowego spotkania rozmawialiśmy o kolejnym, to nie przypuszczałem, że stanie się to tak szybko, jeszcze tego samego (2011) roku.

Do zorganizowanie kolejnego spotkania namawiały mnie osoby nie tylko uczestniczące w marcowym spotkaniu ale również ci, którzy byli zaproszeni na marcowe Spotkanie po latach, a z różnych, nie zawsze obiektywnych powodów nie przybyli, a także inni pionierzy tamtej epoki, do których przez zapomnienie, nie zlokalizowanie miejsca zamieszkania (adres) czy zwykłe przeoczenie, nasz komitet (Mirek Orłowski, Jacek Buczyński i ja) organizacyjny nie dotarł. Spodziewałem się dużej frekwencji, co wynikało z ogromnego zainteresowania i chęci uczestniczenia w zlocie wielu kolegów, koleżanek, przyjaciół.

Modrzewiowy dworek do którego w latach 40/50-tych
na letnisko przyjeżdżał Julian Tuwim
Miałem dużo czasu do realizacji (ponad pięć miesięcy) pomysłu. Podstawą było znalezienie atrakcyjnego obiektu z noclegową bazą. Takie miejsca w naszym mieście i okolicach istnieją, miałem na myśli przystań OSiR-u n/Pilicą, Domy Wypoczynkowe w Spale, Hotel Restauracja ALABASTRO przy ulicy Dzieci Polskich czy znany tomaszowianom Ośrodek Społeczności Chrześcijańskiej PROEM w Zakościelu. Właśnie w Zakościelu, wcześniej organizowałem wiele spotkań (zwane Zlotami Radości mojej Wspólnoty AA), kiedy Ośrodek Wypoczynkowy należał do załogi ZWCh WISTOM, kiedy ośrodek przejął syndyk masy upadłościowej WISTOMU ale także kiedy stał się własnością SCh PROEM.

Wcześniej, zorganizowałem w tym obiekcie dziewięć spotkań. Nastąpiła szybka decyzja, natychmiast rozpocząłem rozmowy o wynajem ośrodka leżącego nad przepięknym załomem rzeki Pilicy, ze sportowymi obiektami (wypożyczalnia kajaków, tenisowe korty, boiska do kosza, w małą piłkę nożno/siatkową) ze wspaniałą, dziko porośniętą wikliną wyspą, na którą można się dostać wiszącym mostem usytuowanym na wysokości modrzewiowego, tuwimowskiego dworku. To tu przyjeżdżał z pobliskiej Łodzi, przed II Wojną i w latach 50-tych minionego wieku na letnisko, nasz wybitny poeta Julian Tuwim. Drewniany dworek wymagający kapitalnego remontu jest jedną z atrakcji tego ośrodka. Wiem od nowych gospodarzy z PROEM-u, że zbierane są środki finansowe w celu odrestaurowania tuwimowskiego dworku. 

Zestaw domków mieszkalnych w lesie mieszanym
na przepięknym załomie rzeki Pilica
Kiedy przyjechałem do Zakościela, wcześniej telefonicznie umówiony z dyrektorem Danielem Wawrzyniakiem, czułem się jakbym przybył do swoich. Z reprezentującym chrześcijańską społeczność, panem Danielem, wcześniej spotykałem się wielokrotnie, nie tylko służbowo w ośrodku w celu wynajmu obiektu, ale również na kanwie prywatnej w Galerii ARKADY. Uzgodniliśmy, że Spotkanie po latach „BIS” odbędzie się w ostatni weekend na przełomie miesiąca wrzesień/październik 2011 roku. Rozpoczniemy w piątek 30 września, by zakończyć w niedzielę 2 października.

Zaczęłoby się kolacją, pełne wyżywienie w sobotę, by Spotkanie po latach „BIS” zakończyć śniadaniem w niedzielę. Jeśli chodzi o stronę konsumpcyjną, każdemu przybyłemu w ramach obowiązującej składki, przysługiwały dwie kolacje, dwa śniadania, jeden obiad (sobota) oraz dwa noclegi. Uzgodniliśmy kompleksowy koszt wynajmu w tym - cenę posiłków, noclegów, korzystanie ze wszystkich pomieszczeń ośrodka. Wysłałem do wszystkich zainteresowanych zaproszenia z ustalonym programem, podałem konto bankowe, by uiszczać przedpłaty. Teraz pozostało mi tylko oczekiwać na przyjazd zaproszonych na Spotkanie po latach „BIS”. Pierwsze co zaskoczyło przybyłych do Zakościela to pogoda, zupełnie jak latem. Było bardzo ciepło, chodziliśmy przez cały okres trwania spotkania w koszulach, podkoszulkach z krótkim rękawkiem. Drugie zaskoczenie, raczej przykre dla mnie, to mała frekwencja, o połowę niższa od marcowej, co skutkowało mniejszym wpływem gotówki, ograniczając realizację założonego programu. Zrozumiałem, jako organizator, że wywołane po marcowe emocje o ponownym byciu z sobą osób, które tworzyły taneczne podwaliny rock’n’rolla w naszym mieście, to tylko uczucia, emocje, które z czasem szybko wygasły. Nie dotarło wiele osób, które aktywnie przyczyniły się do powtórki z rozrywki. Niektórzy powiadamiali mnie dużo wcześniej, że do Zakościela nie dotrą z różnych powodów, nie przyjechali (między innymi Wojtek Szymon z Nowego Jorku, Gienek Kowalski ze Sławy Śląskiej, Wiesław Wilczkowiak z Gdyni czy Halina Golewska-Nowakowska z Żar). Zabrakło również do pomocy moich współorganizatorów poprzedniego spotkania, Mirka Orłowskiego i Jacka Buczyńskiego.

Pozwolę sobie wymienić tych, a nie było ich za wielu, którzy nie zawiedli, to uczestnicy pierwszego spotkania: Greta i Andrzej Ronkowie, Wiktoria i Janek Młynarczykowie, Marek Karewicz w asyście swoich, stałych opiekunów - Wiesława Śliwińskiego i Hanny Erez - Sabina Fronckiewicz, Maryla Tejchman, Danusia Piotrowska, Mirka Broniszewska, Jurek Gołowkin, Jurek Dereń, Janek Koziorowski, Dzidek Jurowski, Włodek Votka oraz osoby nieobecne na pierwszym Spotkaniu po latach to dwie koleżanki (Uniwersytet Trzeciego Wieku) Sabiny, Halina Cieślak i Maria Gillner, Wiesiek Fiszbach (mieszkający w Niemczech), Edek Wójciak (przybył z Kanady), Barbara i Janek Sikorowie (z Lublińca), Zbyszek Dominiak (z Warszawy), Ela i Krzysiek Świtkowscy (z Warszawy), tomaszowianie Krystyna i Grzesiek Kaczmarkowie, państwo Musielewiczowie, państwo Milczarkowie oraz zaproszeni na drugi dzień spotkania, w sobotę, sprawdzeni w naszym mieście muzycy, Marek Zarzycki i Zygmunt Smogorzewski. Między innymi mieli przygrywać do tańca grając utwory z naszej epoki z lat 50/60-tych. Bo niewyobrażalne było by spotkanie dinozaurów, których młodość przypadała na złote lata minionego wieku, mogło odbyć się bez starego, dobrego rock’n’rolla.

Piątek 30 września 2011


Zakwaterowanie przybyłych na spotkanie trwało do godziny 18.00, później kolacja a po niej zebraliśmy się integracyjnie w celu rozpoznania, poznania się, zbliżenia do siebie, w jednym z pawilonów ośrodka SCh PROEM, który to pawilon służył nam jako punkt zborny do końca naszego pobytu. Między innymi odbył się tu (sobota) niezaplanowany mini recital zespołu Na trzeźwo ze Stowarzyszenia Abstynenckiego AZYL oraz klasyczny fajf, zupełnie jak w latach 60 -tych w tomaszowskiej, kultowej kawiarni Literacka. Po retrospektywnych wspomnieniach w ramach mojego cyklu spotkań, Herosi Rock’n’Rolla, by zachować tradycję naszej epoki, wieczór poświęciłem jednemu z muzycznych bohaterów tamtych lat rhythm’n’bluesowemu, czarnoskóremu piosenkarzowi, Fats Domino. Po krótkim, słownym przypomnieniu idola czasów naszej młodości, wszystkich uczestników uraczyłem wspaniałym koncertem Domino zorganizowanym na okoliczność jego 60 urodzin, pt Blueberry Hill, zakończony filmową, czternastominutową wstawką ze słynnego koncertu, Fats and Friends, z klubu Storyville w Nowym Orleanie, miasta rodzinnego Fats’a (jeszcze przed huraganem Katrina, który to zniszczył całe miasto i zmiótł z powierzchni ziemi wymieniony klub) z udziałem Raya Charlesa, Jerry Lee Lewisa oraz gospodarza spotkania, Fatsa Domino. Imprezę w Storyville prowadził Paul Schaffer i gitarzysta Ronnie Wood (ten od Rolling Stonesów).


Marek Hłasko
Po filmowym koncercie, tradycyjnie Marek Karewicz, wytrawny gawędziarz, zabrał głos. Opowiedział kilka anegdot związanych ze swoją pracą, z koncertu Fatsa Domino w Londynie, w którym uczestniczył oraz o swoim udziale w trasach koncertowych dwóch muzycznych geniuszy światowego jazzu, Raya Charlesa i Milesa Daviesa. Choć zrobiło się rock’n’rollowo i całkiem swojsko, zmęczenie daleką podróżą, emocjami związanymi ze spotkania się po latach niektórych przybyłych, zadecydowało, że krótko po północy rozeszliśmy się do swoich kwater na zasłużony odpoczynek. Mieszkaliśmy w jednym domku, w kompleksowym zestawie z Markiem Karewiczem, Hanią Erez, Wiesiem Śliwińskim, Jurkiem Dereniem, Jurkiem Gołowkinem, Dzidkiem Jurowskim, Włodkiem Votką, Jankiem Koziorowskim, Wiesiem Fiszbachem i Edkiem Wójciakiem. Po powrocie do swoich zakwaterowań, wystawiliśmy stoliki na taras zestawu, powiedzieliśmy sobie, stoliczku nakryj się i w/w składzie bawiliśmy się do wczesnych, porannych godzin. Były wspomnienia z minionej, rock’n’rollowej epoki wsparte cienkim alkoholem i utworami z minionych lat.


Krzysztof Trzciński Komeda
Muzycznie dominował, często powtarzany, wielki przebój Sam’a Cooke’a, Tennessee Waltz. Marek opowiedział, przybliżając nam ciekawe wydarzenia z ich życia, o dwóch postaciach, kultowych idolach, z którymi w latach 50/60-tych ubiegłego wieku był w bliskich kontaktach. Pierwszy, to słynny pisarz mojego pokolenia, Marek Hłasko (Następny do raju, Pierwszy krok w chmurach, Piękni dwudziestoletni, Drugie zabicie psa, Ósmy dzień tygodnia), drugi to jazzman, artysta z najwyższej półki, polski muzyk, pianista, kompozytor, Krzysztof Trzciński Komeda (tworzył muzykę do takich filmów jak Dwaj ludzie z szafą, Prawo i pięść, Dziecko Rosemary, Pociąg, Nóż w wodzie). Dzięki pytaniom zadawanym przez Edka Wójciaka, Marek przyparty do muru wydobywał z siebie wiedzę, poza medialną prawdę o w/w postaciach, o których krążyło w kraju, wiele niesprawdzonych informacji czy faktów. W środku nocy położyliśmy się spać, by w sobotę z trudem doczłapać się na śniadanie.


Sobota 1 października 2011

Kolej Carska -. Stoją od lewej – Benek Myłek właściciel pojazdu,
obok uczestnik spotkania Jurek Dereń. W środku wagonu
Wiesław Śliwiński, opiekun Marka Karewicza
Po śniadaniu do punktu zbornego pawilonu SCh PROEM, w drodze na koncert zespołów klubów abstynenckich w Zgierzu, niespodziewanie przybyła grupa poetycko muzyczna, moich przyjaciół ze Stowarzyszenia Abstynenckiego AZYL. Zespół Marka Jakubowskiego Na Trzeźwo, swój mini recital, w połączeniu z recytowanymi, pięknymi strofami poezji własnej – napisanej przez autorkę Bogusię Judę - wypełniały przerwy między śpiewanymi przez zespół, songami. Poetycko muzyczna grupa zabezpieczyła nam czas wolny do obiadu. Wcześniej, wychodząc ze śniadania, Jurek Dereń zadzwonił do swojego, starego kumpla, Benka Myłka, właściciela reprezentacyjnej restauracji Pod Żubrem w Spale.

Benek posiadał pojazd zwany Kolej Carska, i zaproponował naszej grupie przejażdżkę wokół uroczych zakątków Puszczy Spalskiej (Spała, Inowłódz, Konewka, Zakościele, Teofilów). Pojazd zwany, Kolej Carska, to ciekawie i zmyślnie obudowany ciągnik przypominający swym wyglądem parowóz z przełomu XIX/XX (z filmów westernowych) wieku oraz dołączony, długi, na całej długości zadaszony wagon-salonka z 28 miejscami siedzącymi. Tuż po obiedzie, przed budynek Soplicy (hotel i jadłodajnia), Benek Myłek zajechał swoim środkiem lokomocji zabierając całą grupą dinozaurów, uczestników zlotu, w cudowną podróż po miejscowościach Puszczy Spalskiej.

Pionierzy rock’n’rolla z Tomaszowa Mazowieckiego mieli okazję, niektórzy po raz pierwszy, do retrospektywnych przeżyć, zwiedzając atrakcyjne miejsca z lat swojego dzieciństwa, młodości. Szlak podyktowany przez Benka Myłka wiódł carską drogą (wieś Królowa Wola), przez hitlerowskie bunkry w Konewce, letnią rezydencję I Sekretarza PZPR, Edwarda Gierka (słynna gierkówka na Konewce), zwiedzanie wczasowej, wypoczynkowej Spały (zabytkowy most na rzece Pilica, Carską Wieżę, drewniany kościółek, w którym prezydenci RP uczestniczą w dożynkowej mszy), sportowy obiekt COS-u. W Spale nasza grupa zatrzymała się na dłuższy odpoczynek w podróży, zakup upominków, gadżetów i innych akcesoriów związanych z regionem powiatu tomaszowskiego.



Włodek Votka przy ognisku podczas grilloweo recitalu s
Po przyjeździe z wycieczki wszyscy udaliśmy się na półwysep rzeki, do maleńkiego, grillowego amfiteatru. Tu, zamiast kolacji, mieliśmy zaplanowane ognisko, z pieczonymi kiełbaskami, kawą, herbatą i myśliwskim bigosem. Czas w trakcie konsumpcji wypełnił nam i urozmaicił, przepięknym recitalem piosenek i pieśni z repertuaru Włodzimierza Wysockiego, Kabaretu Starszych Panów czy Bułata Okudżawy uczestnik spotkania, Włodek Votka. W repertuarze Votki znalazł się również nostalgiczny song, Ja tu wrócę, z jego tekstem poświęcony naszemu miastu, słowa które pozwolę sobie w tym felietonie zacytować: - Mały dworzec, gwizd pociągów, wspomnień chwilka/Za oknami mignął komin Wilanowa. /Paczka „Sportów”, stara teczka, choć wytarta/W garści bilet i ten smutek, co się gdzieś pod płaszczem schował/Za oknami me dzieciństwo zostawało/Świat dorosłych witał mnie szyderczym pyskiem/Osiemnaście lat młodości pozostało/Nad źródłami, nad Wolbórką i na Niskiej. - Ref. Ja tu wrócę znów do Ciebie moje miasto, tak jak/Tuwim w wierszu swym, ja tu wrócę choćby i o lasce/Ja tu wrócę, choćbym nie wiem jak daleko był/Ja tu wrócę znów do Ciebie, moje miasto/Ku młodości moich lat, ja tu wrócę choćby i w niełasce/Ja tu wrócę, choćbym miał przeciwko sobie cały świat. - Życie niczym Orient – Express naprzód gnało/Tych przystanków i przesiadek dziś nie zliczę /Ale serce tak jak kiedyś uciekało/Na Karpaty, na Brzustówkę, nad Pilicę/Do kościółka drewnianego w leśnej Spale/Do grot, gdzie zbój Madej skarby chował, na Smutną/By odwiedzić groby stare, do swojego, kochanego Tomaszowa. - Ref. Ja tu wrócę znów do Ciebie moje miasto, tak jak …  I na zakończenie pieśni Włodek wykonał słynny cytat z Juliana Tuwima, który stał się logo muzycznym Tomaszowa; … a może byśmy tak najmilsza wpadli na dzień do Tomaszowa …


Marek Zarzycki i Zygmunt Smogorzewski
Finał sobotniego spotkania, jak przystało na rock’n’rollowe zgromadzenie pionierów tego stylu, zakończyło się w pawilonie SCh PROEM tradycyjnym, tanecznym fajfem, w którym do tańca przygrywał znany wszystkim uczestnikom duet, Marek Zarzycki (gitara, śpiew) Zygmunt Smogorzewski (saksofon, śpiew). Ich repertuar nie zmienił się od tego jaki prezentowali na koncercie w 2010 roku w Galerii ARKADY. Grali klasyczny rhythm and blues, rock’n’roll i blues z repertuaru największych herosów tych styli; Jerry Lee Lewisa (Crazy Arms, Big Legged Woman), Chucka Berryego (Nadine, Sweet Sixteen), Ricky Nelsona (I’m In Love Again, Hello Mary Lou), Fatsa Domino (Blueberry Hill, I’m Ready), Little Richarda (Long Tall Sally, Good Golly Miss Molly) czy wiele coverów nieśmiertelnego króla rock’n’rolla, Elvisa Presleya. Zaskoczyli wszystkich, szczególnie mnie dobrze znanym, wspaniałym przebojem, wcześniej przez nich nie granym, z repertuaru zespołu końca lat 50-tych XX wieku, The Newbeats, utworem tanecznie rytmicznym, Bred & Butter. Ciągle na naszą prośbę bisowany. Szaleństwa taneczne trwały prawie do północy. Usatysfakcjonowani ze spotkania, wspaniałej podróży Carską Koleją, tanecznych szaleństw, długich rozmów nocnych, choć bardzo zmęczeni, grubo po północy rozstaliśmy się na ostatni nocleg w Zakościelu.



Niedziela 2 października 2011


Jerzy Gołowkin
Ostatni dzień Spotkania po latach „BIS” rozpoczął się, opóźnionym w czasie (dosypianie po tanecznych szaleństwach), śniadaniem. Na krótko, po spakowaniu swoich rzeczy, spotkaliśmy się po raz ostatni w pawilonie, z którego korzystaliśmy przez cały weekend. Z uczuciem, tak zawsze bywa przy rozstaniach, niedosytu, z rozrzewnieniem wspominaliśmy pobyt w ośrodku SCh PROEM o cudownym mikro klimacie nadpilicznej wsi, Zakościele. Nostalgicznego czaru wspomnień, również muzycznego, dokonał Jurek Gołowkin puszczając ze swojego, podręcznego odtwarzacza, wielokrotnie powtarzając, cudowny utwór migdał, Ebony Eyes z repertuaru The Everly Brothers. Drugie spotkanie po latach zakończyło się tym samym pytaniem co pierwsze – Czy dobry Bóg pozwoli nam choć jeszcze raz spotkać się w życiu? Ostatnie spojrzenie na cudownie ukryty w gąszczu zieleni, modrzewiowy dworek. Symbol, logo Zakościela, Ośrodka Społeczności Chrześcijańskiej PROEM. To tu na letnisko, przed II Wojną Światową czy na przełomie lat 40/50-tych minionego wieku przyjeżdżał nasz wybitny poeta, Julian Tuwim

niedziela, 12 lipca 2015

12-go lipca we Wrocławiu wystąpi światowa gwiazda spod szyldu vintage rock - Blues Pills oraz nasz czołowy przedstawiciel tego gatunku - wrocławski zespół Katedra



Blues Pills (Szwecja, Stany Zjednoczone, Francja) hard rock, psychodeliczny rock, blues rock:

Kiedy przyjechali do nas po raz pierwszy na koncert, który odbył się w małym stołecznym klubie, pozostawili po sobie fantastyczne wrażenie i z miejsca zdobyli serca tych, którzy mieli szczęście ich zobaczyć. Rok 2014 należał już do nich, czyli do kapitalnej załogi Blues Pills. Mieli zagrać u nas kilka koncertów. Niestety, trasę odwołali i dali w Polsce tylko jeden występ, w Warszawie. Wkrótce międzynarodowa formacja zjawi się u nas ponownie. Elin Larsson wygląda jak modelka z lat 60., teleportowana do współczesności. Do tego obdarzona jest mocnym, lekko zdartym głosem, w którym mieszają się barwy Janis Joplin, Arethy Franklin, Grace Slick. Szwedce partnerują w tworzeniu kapitalnego oldskulowego hard rocka, rocka i blues rocka spod znaku Jimiego Hendrixa, Led Zeppelin, Cream, Fleetwood Mac, Spencer Davis Group, Shocking Blue, Jamesa Browna, jej rodak, perkusista André Kvarnström, który dołączył pod koniec 2014 roku w miejsce Cory'ego Berry, francuski młodziak tak wymiatający na gitarze, że porównuje się go do Hensriksa, Dorian Sorriaux , a międzynarodową mozaikę personalną uzupełnia basista Zack Anderson. Debiutancka płyta kapeli nazywa się po prostu „Blues Pills” i zadebiutowała na czwartym miejscu na wymagającym rynku niemieckim. Na niej znalazło się kilkanaście rewelacyjnych piosenek, a całość zapowiadał mocarny numer „High Class Woman”. Koniecznie przyjdźcie na ich koncert! Połkniecie ich muzę w sekundzie! I przeniesiecie się w czasie do wspaniałych dla muzyki rockowej lat 60. i 70. To będzie przemiła podróż. Możecie być pewni.

Katedra (Polska, Wrocław) rock, rock progresywny, bigbit:

Finaliści piątej edycji show „Must Be The Music” to wykonawca, którego najlepiej charakteryzuje słowo „frapujący”. Ubierają się tak jakby wycięto ich z fotografii z lat 60., grają w stylu, w którym słychać i majestat klasowego rocka progresywnego z klawiszami, i proste rockowe zagrywki, a nawet radosny big-bit. Sami określają swoją muzykę jako psychodeliczny big-bit. Całkiem trafnie. Do tego brzmiący bardzo prawdziwie, oldschoolowo, analogowo. Jeśli ktoś jest zakręcony na brzmienia retro, włazić do Katedry czym prędzej! Sekstet istnieje od 2009 roku, śpiewa ciekawe teksty po polsku. Jak głosi biografia, pomysł na założenie zespołu narodził się podczas spaceru po Powązkach.  Niebawem ukaże się debiutancka płyta Katedry. Zapamiętajcie ten zespół: Fryderyk Nguyen (gitara elektryczna, wokal), Maciej Ryszard „Jim” Stępień (gitara basowa, wokal), Michał Zasłona (instrumenty klawiszowe, chórki), Paweł Drygas (perkusja, chórki), Teresa Grabiec (chórki), Kasia Radoń (chórki).

czwartek, 9 lipca 2015

Lista Przebojów Polisz Czart - NOTOWANIE 13 (UWAGA!!! Klikasz w tytuł pierwszej 20-ki i oglądasz teledysk!!!)




Audycja do wysłuchania jest tutaj

1 - - N Złe Psy Wiara i moc
2 28 +26 ↑ Artur Rojek  Syreny
3 - - N Edyta Bartosiewicz Żołnierzyk
4 - - N Lachersi Obcasy 
5 - - N Sebastian Riedel & Cree Na dnie twojego serca
6 - - N Aleks Gala Love Me
7 - - N Fryderyk Nguyen Dzieci w czasie
8 - - N The Cox Irlandia
9 - - N Voo Voo Gdybym
10 - - N KaAtaKilla To nie ja i to nie ty
11 43 +32 ↑ Chris & Vitold Soldier of Fortune
12 - - N X7 Borderline
13 - - N Cipiersi Spy
14 - - N Dezerter Dzieci gorszego boga 
15 - - N T. Love New York
16 - - N Krystyna Prońko Oszuści
17 - - N Luxtorpeda Pod sufitem
18 44 +26 ↑ Helless Rewolucja
19 - - N Kukiz Rozmowy u sowy
20 - - N Renata Przemyk Dwojedno
21 34 +13 ↑ Yugopolis & Maciej Maleńczuk Sługi za szlugi  
22 37 +15 ↑ Malchus Dom Zły
23 40 +17 ↑ Kasa Chorych Biały blues  
24 - - N Afromental Return of the Caveman 
25 35 +10 ↑ Katedra Zapraszamy na łąki
26 - - N proAge Życie na wynos
27 - - N Made In Poland Powiedzmy to  
28 21 -7 ↓ Indios Bravos Unikaj mnie
29 31 +2 ↑ Sold My Soul Tylko to ma sens
30 - - N Curcuma Gwóźdź
31 36 +5 ↑ LecteR Na zawsze
32 46 +14 ↑ Marek Jackowski i Muniek Staszczyk Ulica Miłosci  
33 - - N Szepty i Krzyki   Aniele mój  
34 30 -4 ↓ Blend  Moja M  
35 - - N The White Kites Love Doctor
36 29 -7 ↓ Quqa Ty wiesz jak trudno 
37 - - N Siła Przebicia Krok po kroku  
38 - - N K-essence I Want To See You Smoke
39 - - N Natalia Natu Przybysz The Last Time
40 33 -7 ↓ Męskie Granie Orkiestra Elektryczny
41 42 +1 ↑ Lessdress Chicaboom
42 48 +6 ↑ Chaos Oskarzony
43 32 -11 ↓ New Way Kłamcy
44 26 -18 ↓ Absurd 27
45 - - N Lola Lynch Caffeine
46 - - N Milczenie Owiec Przyjdą tu
47 - - N After Seven Sonet  
48 - - N Tuff Enuff Suicidal Girl
49 - - N Maleo Reggae Rockers Ryzyko
50 - - N Whisper Ogień

środa, 8 lipca 2015

Złe Psy to sto procent mojej wypowiedzi - z Andrzejem Nowakiem rozmawiają Sławek Orwat i Jakub Mikołajczyk


fot. Marek Jamroz

fot. Artur Grzanka
Kim jest Andrzej Nowak? Na to pytanie potrafi z pewnością odpowiedzieć każdy miłośnik rocka i heavy metalu w Polsce. Człowiek, który powołał do życia jeden z najważniejszych zespołów rockowych nie tylko w Polsce, ale i w Europie środkowo-wschodniej. TSA bardzo szybko stało się legendą i nigdy już tego określenia nie straciło. Polska muzyka po premierze "51" także już nigdy nie była taka jak dawniej. Ta niezapomniana ballada stanowi dokument początków najstraszniejszych uzależnień i tak jak na początku lat 80' ciągle wzbudza emocje i śpiewana jest na koncertach TSA przez wszystkie pokolenia fanów tego zespołu. Andrzej Nowak to jednak nie tylko TSA. Od pewnego czasu coraz większą popularność zdobywa jego "młodsze dziecko". Złe Psy mają długą historię, ale ostatni czas jest momentem absolutnego bumu tej formacji na Ziemiach Polskich i wszędzie tam, gdzie żyją i mieszkają Polacy rozsiani po całym niemal świecie. 8-go lipca 2015 pojawił się kolejny dowód na prawdziwą eksplozję popularności Złych Psów. Piosenka "Wiara i moc" zdobyła szczyt Listy Przebojów Polisz Czart i zrobiła to w niesamowitym stylu wyprzedzając utwór z pozycji nr 2 o kilkadziesiąt punktów i tym samym nie pozostawiając najmniejszych złudzeń, kto w lipcu posiadał największy elektorat wśród głosujących.




fot. Marek Jamroz
20-go września zobaczymy zespół Złe Psy wraz z Pawłem Kukizem i zespołem Piersi na żywo w Londynie. Wszystkich Słuchaczy programu Polisz Czart oraz Czytelników Muzycznej Podróży serdecznie zapraszam na występ naszego lipcowego numeru 1. Poniższa rozmowa zrealizowana dla portalu Polski Wzrok, na jaką  wraz z Jakubem Mikołajczykiem  udało nam się namówić Andrzeja Nowaka odbyła się 23-go maja tego roku tuż przed koncertem zespołu TSA w Londynie, co łatwo można zauważyć po ostatnim zdaniu wywiadu. Rozpoczynając rozmowę, nie mieliśmy jeszcze wiedzy ani o sukcesie piosenki Złych Psów na liście Polisz Czart ani o wrześniowym koncercie tej kapeli w stolicy Zjednoczonego Królestwa. Niezależnie od tego spora część wywiadu dotyczy właśnie tej grupy i stanowi dziś miłą i nieoczekiwaną ilustrację lipcowego notowania Listy Przebojów Polisz Czart.

fot. Marek Jamroz




Sławek: Należę do pokolenia, które pamięta TSA od momentu powstania. Kiedy w roku 1979 z Tomkiem Zatwarnickim zakładaliście ten zespół, przeczuwałeś, że TSA stanie się jedną z największych legend polskiego rocka, a po 36 latach nadal będzie wypełniał po brzegi sale koncertowe?

fot. Artur Grzanka
Andrzej Nowak: Ja już wtedy wierzyłem, że będziemy najlepsi, że będziemy wielcy. i bezczelnie, perfidnie wymyśliłem nazwę TSA dlatego, że tę nazwę się świetnie skanduje. TSA, TSA!!!

Sławek: A Tajne Stowarzyszenie Abstynentów?

Andrzej Nowak: Dopiero później było to przekornie dorobione przez nas w pierwszym składzie, czyli na samym początku, wtedy kiedy nie było jeszcze Marka Piekarczyka.

Sławek: Miałem 18 lat, gdy zagraliście słynny koncert w Teatrze STU. Miałeś wtedy fantastyczne blond pióra...

Kuba: ...i żółty kombinezon.

Andrzej Nowak: Żółty kombinezon ukradli mi parę lat temu. Jakaś nieprawdopodobna aukcja to była, podczas której ten kombinezon doszedł do kilkunastu tysięcy złotych (śmiech). Ktoś to przebił i niestety go nie dostał, bo ktoś go ukradł. Ja ten kombinezon nazywam pajacyk (śmiech).


fot. Artur Grzanka

Sławek: Przechodziliście bardzo piękne i owiane sławą dziesięciolecia, ale w pewnym okresie też i mniej fajne dzieje. W latach 90' występowaliście jako dwie odrębne formacje. Jak dziś wspominacie ten czas?

Andrzej Nowak:  Odpowiem ci na to pytanie po londyńsku - No comments.(śmiech). Ja patrze do przodu. Patrzę na to, co będzie jutro i pojutrze. Zacytuję słowa mojego ukochanego taty, który dał mi wszystko, polskie wychowanie i co najważniejsze - uczynił ze mnie żarliwego patriotę. Zawsze powtarzał mi tak: "Nie patrz na dni umarłych synu. Patrz do przodu i żyj tak, aby było tobie dobrze i ludziom, którzy cię otaczają".


fot. Artur Grzanka
Kuba: Wspomniałeś o patriotyzmie. Piosenkę Złych Psów "Urodziłem się w Polsce" niektórzy ludzie niesłusznie zaczęli postrzegać jako piosenkę podchwyconą przez nacjonalistów. Jak sądzisz, skąd się to wzięło?

fot. Artur Grzanka
Andrzej Nowak: Takich słów jak "urodziłem się w Polsce", "ojciec Polak, matka Polka", czy "Piękna nasza Polska cała" żaden zdrowo myślący człowiek nie postrzega nacjonalistycznie. Zaczął je tak postrzegać pewien - za przeproszeniem - redaktorzyna z Radia Opole, któremu nie pasowało i nadal to nie pasuje, bo według niego Andrzej Nowak urodził się w Opolu a nie w Polsce. Resztę dopowiedzcie sobie sami. Wielu mądrych ludzi - w tym profesorów - wysyła do mnie listy z gratulacjami i piszą, że to jest drugi hymn Polski, oczywiście w cudzysłowie. Ludzie śpiewają tę piosenkę na wiecach, śpiewają w pochodach, tacy bokserzy jak Artur Szpilka wychodzą przy niej i traktują ją jako swój hymn. Kolejny bokser Marcin "Różal" Różalski - mój przyjaciel wytatuował sobie mój znak, czyli Złe Psy. Napisałem tę piosenkę właśnie z myślą o moim ojcu, który walczył między innymi za to, żebym kiedyś mógł być wielki i stać na scenie.


Marek Jamroz tym razem po drugiej stronie obiektywu (fot. S. Orwat)
Pisząc ją myślałem także o wszystkich niedocenionych ludziach, tysiącach, dziesiątkach, setkach tysięcy, milionach Polaków, którzy walczyli przelewając krew lub walczyli intelektualnie po to, żeby mi, tobie i wszystkim ludziom w naszej wyzwolonej Polsce żyło się normalnie. Ja myślę, że nie ma sensu pytać już o to, ponieważ prawda zwyciężyła. Ta piosenka ma ponad dwa miliony wejść na youtube, a na koncertach Złych Psów ja nie muszę tej piosenki śpiewać. Robi to publiczność. Wszyscy ci, którzy praktycznie nigdy nie słyszeli jej w radio, znają doskonale jej słowa. Podczas ostatnich wyborów podszedł do mnie bardzo stary człowiek, którego mądrość widziałem w jego oczach i wypowiedzi - mąż zaufania tego głosowania. Uścisnął mi rękę i powiedział - Panie Andrzeju, mam pana piosenkę w telefonie i dziękuję panu za nią.


fot. Marek Jamroz
Sławek:  Dla wielu ludzi ta piosenka ma obecnie podobną wymowę, jaką na początku lat 80' miała niezapomniana ballada Lombardu "Przeżyj to sam". Są i tacy, którym "Urodziłem się w Polsce" nasuwa pewne skojarzenia z "Born in the U.S.A." Bruce’a Springsteena. Czy ten artysta rzeczywiście inspirował cię podczas jej tworzenia? 

Andrzej Nowak: Każdy Amerykanin we krwi ma to, że Ameryka jest najważniejsza i za to oczywiście trzeba mieć do nich szacunek. Dzieje się tak dlatego, że oni nie znają tego, co jest na zewnątrz, ale czy on mnie inspirował? Nie, bo dla mnie to jest typowa komercja na potrzeby dolara. Jego piosenki oczywiście są eleganckie i z szacunkiem chylę głowę, ale mam lepszych nauczycieli.

fot. Marek Jamroz
Sławek: Kto cię inspiruje?

Andrzej Nowak: B.B. King , Eric Clapton, Muddy Waters, czyli muzycy, którzy wychowali takich ludzi jak Jimmy Page..

Sławek:  Niedawno spotkałem się z Johnem Mayallem...

Andrzej Nowak: O widzisz John Mayall!

Sławek:  ...który ma 81 lat i pomimo upływu lat ciągle śpiewa, biega po scenie i zmienia instrumenty. Tacy ludzie udowadniają, że blues i rock and roll łączą ze sobą praktycznie wszystkie pokolenia i nie narzucają nikomu żadnych barier.


fot. Artur Grzanka

Andrzej Nowak: Ależ absolutnie. Przecież my tez nie mamy już pięciu lat i ludzie często pytają - skąd Nowak bierze tyle energii? Ja nie mogę odpowiedzieć skąd ja biorę tyle energii, dlaczego to tak w moim wieku wygląda czy dlaczego to robię, a nie robię czegoś innego, bo nie potrafię odpowiedzieć do końca skąd biorę siły. Wiadomo, że ktoś nade mną czuwa dzięki Bogu i dlatego mam taką energię, ale z drugiej strony gdybym nie słuchał i nie grał bluesa, nie grał rock and rolla, nie grał rocka, to nie miałbym tej energii. Tak mi się wydaje, że właśnie to daje mi inspirację.


Antoni Malewski z Markiem Piekarczykiem
Sławek:  Znakomity kronikarz rock and rolla - Antoni Malewski z Tomaszowa Mazowieckiego, który doskonale pamięta początki polskiego big bitu i który miał okazję osobiście poznać waszego wokalistę Marka Piekarczyka, wyraził opinię, że rock’n’roll drogą ewolucyjną rozwalił w drobny pył wszystkie totalitaryzmy świata - rasizm, faszyzm, nazizm i komunizm.

Andrzej Nowak:  Bardzo mądre słowa. Chylę w tym momencie czoło i podpisuję się pod tym.

Sławek:  Obiecuję, że kiedyś przyjadę specjalnie na wasz koncert do Tomaszowa Mazowieckiego i poznam cię z tym niesamowitym człowiekiem.

Andrzej Nowak:  Będzie mi ogromnie miło i sproszę go pozdrowić od Andrzeja Nowaka.

Kuba: Czy sytuacja, jaką obserwujemy dziś w polskim show biznesie i na listach przebojów jest najdelikatniej mówiąc fair?

Andrzej Nowak:  Jeszcze nie czas, abym się wypowiadał na ten temat. Przyjdzie czas, a ten czas następuje bardzo szybko, że stanę i powiem. Można się tylko domyślać i samemu wyciągnąć wnioski patrząc na to, co dzieje się w tym kraju, patrząc na to, co dzieje się z tak zwaną cenzurą i porównując tę cenzurę do cenzury czasów komunizmu, a resztę domyślcie się sami.


fot. Artur Grzanka
Kuba: Kiedyś istniała oficjalna cenzura, która mówiła wprost - NIE! Tego nie możesz zaśpiewać. Dziś artyści sami wiedzą, że czegoś im nie wolno. Przez kogo nakładana jest dziś cenzura?

Andrzej Nowak:  Na to pytanie odpowiem ci starym polskim przysłowiem. "Kłamstwo ma krótkie nogi". Przepięknie było, kiedy na wiecu Kukiza tych porę tysięcy ludzi odśpiewało "Urodziłem się w Polsce" . Wiecie jak mi było milo?

fot. Marek Jamroz
Kuba: Złe Psy istniały wcześniej w zasadzie tylko na zlotach motocyklowych jako twoja pasja. Dlaczego zdecydowałeś się wyjść z tym projektem do szerszej publiki? Nie myślałeś, aby zrobić te piosenki na przykład pod szyldem TSA?

Andrzej Nowak:  Nie można tego mylić. Piosenki Złych Psów to jest zupełnie inny świat i zupełnie inny zespól. Nie można mylić zespołu TSA z zespołem Złe Psy. TSA to jest mój zespół, ja go założyłem i to jest moje dziecko. Złe Psy to też jest moje dziecko, ale muzyka Złych Psów jest muzyką bardzo bezpośrednią. To jest to, co ja chcę powiedzieć publiczności bez pośrednika, to jest mój osobisty relatywny przekaz. Nie mam wokalisty i nie mam pośrednika, który pisze teksty. To jestem ja, to jest sto procent mojej wypowiedzi i ja tu jestem spełniony, ponieważ nareszcie mogę powiedzie to, co chcę powiedzieć. TSA to jest TSA, a Złe Psy to jest całkowicie mój osobisty przekaz.


Sławek: Część muzyków TSA przewija się przez Złe Psy.

Andrzej Nowak:  Tak, oczywiście. Nie tylko z TSA bo przecież ze Scorpionsów też.

Sławek: Paweł Mąciwoda przewinął się nie tylko przez Złe Psy. Grał także w TSA. Jesteś dziś dumny z Pawła?

Andrzej Nowak: 
Przywiozłem Pawła z Ameryki, kiedy jeszcze nie był w Scorpionsach. To jest mój bardzo dobry przyjaciel. Poznaliśmy się w Stanach i bardzo długo byliśmy tam bliskimi sąsiadami intelektualnymi. Paweł jest świetnym basistą i graliśmy w różnych zespołach. Często przyjeżdżał też do mnie do warsztatu, a potem wymyśliłem, że Paweł ma zagrać w TSA. Był taki moment, że akurat musiał zagrać i powiem wam coś więcej - to tam w Stanach założyłem zespół Złe Psy w zupełnie innym, amerykańskim składzie, w którym Paweł Mąciwoda też uczestniczył.


Sebastian Riedel
Sławek:  Z Sebastianem Riedlem też masz bliskie relacje

Andrzej Nowak: Tak oczywiście. W tej chwili Sebastian śpiewając jako gość w zespole Złe Psy, kontynuuje ideę, którą my z Ryśkiem kiedyś rozpoczęliśmy.

Sławek: W latach 80' mówiło się o trzech gigantach polskiego blues rocka. Rysiek Riedel, Skiba z Kasy Chorych i Ty.

Andrzej Nowak: Tak jest. Nazywali nas święta trójca (śmiech). Parę dni temu graliśmy ze Złymi Psami duży koncert i oczywiście Seba był tam gościem. Znając go tyle lat, bo przecież na rękach go kiedyś nosiłem, teraz kiedy jest już dorosły, nieraz zdarzy mi się powiedzieć do niego Rysiek.

Kuba: Głos ma łudząco podobny

Andrzej Nowak: To są geny.

Kuba:  Oprócz tego, że Złe Psy powstały w Ameryce, w jaki jeszcze sposób Stany wpłynęły na twoje życie artystyczne?


fot. Marek Jamroz
Andrzej Nowak: Najważniejsze jest to, że ze Stanów Zjednoczonych pochodzi blues i wszystkie piosenki czy to rockowe czy disco, czy jeszcze inne postępują z bluesa i o tym nie można zapomnieć. Żeby poznać tę muzykę, żeby poznać tych zaczarowanych pięć dźwięków, czyli tak niewiele, a tak wiele znaczonych, powiedziałem sobie, że muszę wyjechać do Ameryki i muszę poznać te Stany od podszewki.

Kuba:  Czyli było to szukanie inspiracji?

Andrzej Nowak: Oczywiście. Tak, jak chciałem, tak zrobiłem. Mieszkałem tam bardzo długo, zobaczyłem to, co chciałem, wróciłem do Polski i jestem szczęśliwy.


fot. Artur Grzanka
Kuba: Oglądałem pewien wywiad z tobą, w którym wspominałeś, że jakieś babcie nazwały cie diabłem. Skąd w Polsce wzięła się opinia, że heavy metal, czarne kolory i długie włosy... często przecież mówisz o Bogu.

Andrzej Nowak: Gdzie ty u mnie długie włosy widzisz (śmiech)? Tak, coraz częściej mówię o Bogu i wierzę, że ktoś nade mną czuwa. Czuję to też dzięki ludziom dobrej woli, którzy oddali mi około 30  litrów krwi, dzięki której żyję.


fot. Marek Jamroz
Kuba:  Twoja pasja to harleye , ciężka muzyka...

Marek Jamroz podczas koncertu TSA w Londynie
Andrzej Nowak: ...zabytkowe samochody...

Sławek:  ...militaria, pitbulle... ile ich masz?

Andrzej Nowak: Zawsze miałem pięć.

Sławek:  Stąd wzięła się nazwa Złe Psy?

Andrzej Nowak: Między innymi dlatego, że ja jako jeden z pierwszych sprowadziłem te psy do Polski i bardzo dużo się od nich nauczyłem. Nie psy ode mnie, tylko ja od psów. Nauczyłem się wierności, nauczyłem się honoru, nauczyłem się pamięci. Pitbull bardzo pamięta i jest lojalny, a najważniejsze jest to, że jest nieprawdopodobnie wrażliwym stworzeniem i kompletnie nie jest agresywny. Jest najlepszym przyjacielem dzieci, a agresywny jest tylko wtedy, kiedy ktoś zaatakuje twoją rodzinę lub ciebie i ja jestem taki sam.

Sławek: Czyli, że ta siła charakteru, jaką wyczuwa się rozmawiając z tobą i twój patriotyzm to w jakimś stopniu zapatrzenie się w zachowanie tych zwierząt?

Andrzej Nowak: Tak


fot. Marek Jamroz
Sławek: Oprócz TSA i Złych Psów miałeś po drodze różne poboczne projekty. Niektóre z nich były przez jakiś czas nawet bardzo wiodące, jak choćby współpraca z Martyną Jakubowicz. Były też takie epizody jak I Ching Zbigniewa Hołdysa. Niedawno powiedziałeś, że występowałeś na tak ogromnej ilości wydawnictw, że czas by było napisać nową Wikipedię na twój temat.

Andrzej Nowak: Tak, dokładnie, Muszę to zrobić, bo to co o mnie tam piszą, to jest totalna bzdura. Tam w ogóle nie ma nic o Andrzeju Nowaku! Nie ma nic na przykład o mojej współpracy z Krzesimirem Dębskim, gdzie grałem dwie gitary razem z Apostolisem. Przecież to są rzeczy, o którycdh trzeba mówić. Były też nagrania w Stanach, które robiłem jako sideman i o tym też trzeba powiedzieć


fot. Marek Jamroz
Sławek: Ile tego wszystkiego byś w swoim życiu naliczył?

Andrzej Nowak: Niektórzy ludzie obliczyli, że jest to grubo ponad 50 nagranych płyt.

Sławek: Jesteś też blisko z Węgrami. Mam na myśli twoją współpracę z Hungaricą. Ten naród stworzył w ciągu ostatnich dziesięcioleci ogromną tradycję rockową. Przypomnijmy choćby takie zespoły jak Omega. Lokomotive GT czy Skorpio.

Andrzej Nowak:
Uwielbiam ten naród. Pierwsza trasa TSA oczywiście jeszcze bez naszego wokalisty, odbywała się właśnie z zespołem Skorpio. Ostatnio miałem przyjemność zagrać ze Złymi Psami w Budapeszcie wraz z zespołem Hungarica. Zagraliśmy znakomity koncert, ale jak można było nie zagrać dobrego koncertu, kiedy grasz w najlepszej sali w Budapeszcie na scenie, na której kiedyś stał Led Zeppelin, a licznie zebrana węgierska publicznośćstoi z biało-czerwonymi flagami. Patrzyłem ze sceny, jak Węgrzy na koncercie polskiego zespołu trzymają kilkadziesiąt biało-czerwonych flag, Oni kochają nasz naród i pamiętają o nas i doceńmy to!


Marek Jamroz i Kuba Mikołajczyk z Andrzejem Nowakiem tuż przed koncertem TSA w Londynie (fot. S. Orwat)


Sławek: Czego najbardziej życzy sobie Andrzej Nowak?

Andrzej Nowak: Żeby wszyscy byli szczęśliwi i żeby było coraz mniej nienawiści.

Sławek: Słyszysz ten krzyk z widowni "TSA, TSA!!!"? Ten krzyk przez dziesięciolecia nic się nie zmienił

Andrzej Nowak: Jak nie krzyczą, to nie wychodzimy ha ha ha

 Autorzy wywiadu:

Jakub Mikołajczyk przyszedł na świat w Strzegomiu. Już w dzieciństwie poznał muzykę grupy TSA, a krótko potem album swego życia - The Animals Floydów. Wkrótce w jego domu pojawiło się także The Best of Deep Purple i krążki Dire Straits, Roda Stewarta i grupy Queen, której bardzo szybko stał się oddanym fanem. Następnie w jego życiu pojawiło się pierwsze magiczne słowo Punk, a wraz z nim takie załogi jak Sedes, Defekt Muzgó, KSU, Dezerter, Big Cyc i Ga-Ga. Pogujące szaleństwo spowodowało u młodego Kuby decyzję o nauce gry na gitarze pomimo, że rodzice usilnie chcieli z niego zrobić pianistę. Młody buntownik nie dał jednak za wygraną, a szczytowym "osiągnięciem" okresu buntu był jego relaksacyjny pobyt na komisariacie plus domowy szlaban na koncerty gratis, co nie tylko nie odstraszyło Kuby od punk rocka, lecz skierowało go na takie kapele jak Metallica i Guns N' Roses. Wkrótce w jego życiu pojawiło się kolejne magiczne słowo - Internet, a wraz z nim przepastne zasoby muzycznych informacji i videoclipów. Czytał, słuchał i chłonął wszystko, co tylko było dostępne. Dzięki ucieczkom z domu umożliwiającym skuteczne omijanie szlabanów, Kuba zaliczał kolejne punkowe koncerty. W jego życiu pojawiły się z czasem takie marki jak The Offspring, Roger Waters, Deep Purple i Iron Maiden. Około roku 2000 Kuba po raz pierwszy usłyszał Piotra Kaczkowskiego oraz dwóch kolejnych Piotrów - Stelamcha i Metza i innych prezenterów Trójki, po czym w życiu Kuby pojawiło się trzecie magiczne słowo - Emigracja. W Anglii nawiązał współpracę z Radiem Bedford, dzięki czemu mógł mówić to wszystko, co przez lata gromadziło się w jego głowie. W Bedford Kuba powołał do życia autorski program radiowy "Prąd Przemienny". Niedawno, wraz z radiowym przyjacielem - znanym z łamów mojego bloga zwycięzcą II tury Jubileuszowego Konkursu Muzycznej Podróży Mateuszem Augustyniakiem, Kuba stworzył portal muzyczno - kulturalny www.polskiwzrok.co.uk, który dopiero nabiera kształtu. Celem portalu jest promocja młodych zespołów i wydarzeń kulturalnych w UK. Od czasu do czau Jakub sięga także po jazz i muzykę klasyczną. Za swój największy życiowy sukces uznaje fakt, iż jego 5-letni syn potrafi odróżnić Metallice od AC/DC i zaliczył już koncert Deep Purple. Od niedawna Polski Wzrok  - muzyczny portal Kuby i Mateusza oraz blog Muzyczna Podróż nawiązały stosunki bilateralne oraz ścisłą współpracę w postaci wymiany informacji i publikacji w celu zapewnienia jeszcze lepszego przepływu dobrych wieści pośród polskich fanów muzyki żyjących na Wyspach Brytyjskich i nie tylko.

Sławek Orwat - Muzyki słuchał wcześniej niż potrafił mówić. W dojrzałość wprowadził go stan wojenny. Przez półtora roku był redaktorem muzycznym tygodnika Wizjer oraz współorganizował dwie edycje WOŚP w Luton, gdzie także prowadził polskie programy w internetowym radio Flash i brytyjskim Diverse FM. W roku 2010 założył kabaret 3 x P, który wystąpił m.in w imprezie poprzedzającej zawody strongmanów Polska - Anglia. Z londyńskim magazynem Nowy Czas współpracuje od marca 2011. W latach 2012 - 2014 prowadził autorską audycję Polisz Czart na antenie brytyjskiego radia Verulam w położonym niedaleko Londynu St. Albans. W roku 2013 program ten był emitowany również na nieistniejącej już platformie radiowej Fala FM z siedzibą w kanadyjskim Toronto. Od lipca 2012 związał się z warszawskim magazynem JazzPRESS, a od października tego samego roku z wychodzącym w Sosnowcu muzycznym kwartalnikiem Lizard. Tłumaczenie jego wywiadu z Leszkiem Możdżerem ukazało się w brytyjskim magazynie LondonJazz. Pojedyncze publikacje jego tekstów pojawiły się się m.in. w londyńskim magazynie Lejdiz, wychodzącym w Edynburgu Pangea Magazine oraz na łamach toruńskich Nowin. Poza działalnością dziennikarską, od czasu do czasu można go także spotkać w roli konferansjera. Największą imprezą, jaką miał okazję zapowiadać dla blisko 2,5 tysięcznej widowni, był zorganizowany przez Buch IP w dniu 8-go marca 2014 londyński koncert, na którym wystąpiły Nosowska, Brodka i Maria Peszek.. W czerwcu 2015 wraz z Tomaszem Wybranowskim reaktywował Listę Przebojów Polisz Czart, która ukazuje się w każda drugą środę miesiąca na antenie NEAR FM w irlandzkim Dublinie. Od roku 2014 dołączył do najbardziej muzycznego polskojęzycznego portalu na Wyspach Brytyjskich - Polski Wzrok z siedzibą w malowniczym Bedford.

wtorek, 7 lipca 2015

Monika S. Jakubowska - Londyn w subiektywie (5)

fot. Paweł Fesyk
Monika S. Jakubowska urodziła się w Suwałkach. Dzieciństwo spędziła w łazience, którą ojciec-artysta przy pomocy kuwet z wywoływaczem i utrwalaczem zamieniał w prowizoryczną ciemnię. Pierwsze zdjęcia DDR-owską lustrzanką Exakta wykonała w wieku 4 lat. W brytyjskiej stolicy znalazła swoje miejsce na ziemi. Zafascynowana jest przyrodą i codziennością ludzkiego życia. Dlatego obok uwieczniania artystów, pochłania ją fotografowanie ulicy. Zdjęcia Moniki łatwo zapadają w pamięć. Z wykształcenia jest anglistką, z zamiłowania dziennikarką, poetką, plastyczką i radiowcem. Przed laty była też wokalistką zespołów Blues Dla Małej i Shamrock. Przed kilku laty chciała zostać fotografem wojennym. Zamierzała wykonać fotografię, która odmieniłaby myślenie polityków do tego stopnia, aby zaniechali polityki zbrojeń. Niepoprawna marzycielka została na szczęście z nami, dzięki czemu możemy podziwiać londyńską codzienność... tą wielką i tą małą, ale zawsze widzianą poprzez szczere, subiektywne spojrzenie jej obiektywu. Autorski cykl Moniki S. Jakubowskiej zatytułowany "Londyn w subiektywie"pojawiał się w miesięczniku Nowy Czas pomiędzy 1 grudnia 2011 a 12 maja 2012 i do dziś nie był kontynuowany. Nie tak dawno postanowiłem namówić moją Przyjaciółkę, której dziesiątki wspaniałych fotografii można podziwiać na łamach Muzycznej Podróży, do wskrzeszenia jednej z najlepszych serii prasowych, jakie zapamiętałem i tym samym do ocalenia dziesiątek wydarzeń, impresji i zwykłych/niezwykłych codziennych sytuacji, których ulotność i wyjątkowość stanowią o magicznej atmosferze Stolicy Świata - jak niektórzy nazywają to wielomilionowe i wielokulturowe mia

Poprzednie części Londynu w Subiektywie autorstwa Moniki możecie przeczytać i obejrzeć klikając w odpowiednie numery odcinków: 01  02 03 04

Z rozszerzoną biografią Moniki S, Jakubowskiej można zapoznać się tutaj
Moja rozmowa z Moniką znajduje sie tutaj
Wywiad Oli Jungi z Moniką z roku 2012 jest tutaj
Wywiad Moniki ze jazzmanem Markiem Fletcherem znajduje się tutaj

fot. Monika S. Jakubowska

Buty gumowe, parasol, płaszcz i londyńczyk gotów do wyjścia. W stolicy pada – dużo i często. Deszcz obmywa Londyn, a wtedy jest go jakby... więcej!  Mokre wstążki ulic zmieniają się w tafle luster, a kolorowe miraże odbijanych świateł co chwilę przecinane są kołami taksówek i autobusów. Miasto oddycha innym rytmem... Trochę mokrawy to romantyzm i trąci artretyzmem, ale można go znaleźć zarówno w rozmytym makijażu, jak i w przechlapanym poniedziałku…