piątek, 2 kwietnia 2010

Monika Lidke - Waking up to Beauty (UK/Polska) 2008 Wizjer nr 16

„Muzyka nigdy się nie kończy ... Muzyka jest jednym z cudów tego świata. Śpiewanie jazzu jest dla mnie koniecznością. Nie potrafię nie śpiewać.”
                                                                                                             Monika Lidke

„Piękny, delikatny, uzależniający. Nie mogę przestać słuchać.”
                                                                    Marek Niedźwiedzki o albumie


Monika Lidke już jako dziecko śpiewała w chórze a później studiowała grę na gitarze klasycznej. W roku 1992 wyjechała do Paryża, aby studiować śpiew, teatr i taniec. To właśnie tam w zafascynowała się śpiewem jazzowym. Jak sama mówi, od lat jest obsesyjnie wsłuchana w Elle Fitzgerald, co miało znaczący wpływ na jej warsztat wokalny oraz emisję głosu. Podziwia także Cassandre Wilson. W 1999 roku we Francji wspólnie z polskimi muzykami stworzyła zespół No Way i nagrała pierwsze demo. Aby doskonalić jazzowy wokal, Monika w 2004 zdecydowała się na wyjazd do Londynu. Tu dzięki edukacji u Anity Wardell, odkryła w śpiewie zupełnie nowe barwy, a spacery nad Tamiza zaowocowały takimi piosenkami jak „Barnes bridge” czy „Higher self”.
„Waking up to Beauty” jest zachwytem nad życiem. Album jest bardzo intymny i wprowadza słuchacza w klimat pozwalający oderwać się od otaczającego nas hałaśliwego świata. W swoich piosenkach Monika maluje piękne krajobrazy z dźwięków i słów.

"Przetrwałam zimę. Nie wiem jak to zrobiłam.
Sama siebie zaskoczyłam.
Obudziłam się a maj na twoich ustach wyczarował
taki uśmiech od którego lód rozpuścił się."

Monika zabiera nas w ekscytującą podróż do świata jazzu i ukrytej w nim energii. Swoboda i charakterystyczny feeling wybuchają swoją pełnią w piosence "Vincent". Nawet nie rozumiejąc tekstu śpiewanego w języku francuskim, można zatopić się w klimacie tego pięknego utworu. Rozpoznajemy tu styl starej francuskiej piosenki wzbogaconej o współczesne jazzowe brzmienie. Monika Lidke od lat ma szczęście trafiać na dobrych muzyków jak choćby Witold Pawlik, Kristian Borring, Nick Haseman, Pascal Roggen, Tim Fairhall, Maciej Pysz i Jurek Bielski. Piosenki Moniki są pełne emocji i pokazują co z każdym z nas potrafi zrobić kochająca osoba. Są w nich łzy i śmiech, poszukiwanie ciepła i zwyczajne ludzkie sprawy.

"Gdyby tylko Bóg zmrużył jedno oko,
całą gorycz moja zamieniając w żart,
śmiałabym się w glos bo płakać nie mogę.
Wypłakałam całe oceany łez."
                                       "Oceany łez"

W ujęciu całościowym chyba pierwszą rzeczą jaką uświadamia sobie słuchacz to fakt, ze Monika bardzo dobrze czuje się w tego rodzaju stylistyce. Muzyka oraz śpiew tworzą harmonijną, konstruktywna całość. Historia chwilowych przeżyć artystki została dobrze opowiedziana bez zbytniego patosu i rozwlekłości. Rozmaite subtelności życia podane są z delikatnością właściwą dla kobiecej perspektywy. Dopracowane detale brzmieniowe i widoczny ogólny zamysł albumu dopełniają obrazu dzieła, które co dobrze słychać, nie zostało zrodzone na kamieniu.

Trzynastego lutego w Hat Factory w Luton z okazji Walentynek, odbył się bardzo kameralny koncert Moniki Lidke, której na gitarze towarzyszył Jurek Bielski. Artystka zaprezentowała wszystkie piosenki z płyty oraz kilka standardów. Podczas koncertu stanowiące element wystroju sali serca powoli opadały jedno po drugim na podłogę, otaczając zewsząd artystką. Czuliśmy jak Monika stąpając po nich, swoją muzyką dotyka naszej wrażliwości.


Łukasz Żmuda - współautor recenzji
Koncert Moniki, o którym wspominam w powyższym artykule poprzedzony był występem powołanego przeze mnie do życia polskiego kabaretu "3 xP", o czym także można przeczytać w jednym z postów. Mój kabaretowy kolega i jednocześnie serdeczny przyjaciel - Łukasz Żmuda, podobnie jak ja był oczarowany śpiewem Moniki oraz grą Jurka Bielskiego. Dlatego też poprosiłem Łukasza o wspólne napisanie powyższej recenzji. Efekt naszej fascynacji koncertem i płytą przedstawiam powyżej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza