poniedziałek, 19 września 2016
niedziela, 18 września 2016
Tomasz Belcarz: Co? My nie damy rady? czyli rzecz o zespole Soulride. Muzycy zapraszają 24 września do St. Albans na wspólny koncert z Quo Vadis i Pandemonium!
![]() |
| od lewej: Adrian Stefański, Tomasz Belcarz, Adam Wroniak, Łukasz Michniewski, Marcin Korzekwa |
Na początku było jak w piosence: "Było nas trzech, w każdym z nas inna krew". Nas trzech, czyli: Adam (gitara), Paweł (gitara) i Tomek (bas). Spotkaliśmy się pewnego jesiennego popołudnia przy szklaneczce mleka, a gdy mleko zaczęło działać, postanowiliśmy założyć band i podbić światowe sceny. "Co? My nie damy rady?"
Było to w listopadzie 2008. W połowie listopada. Można nawet powiedzieć, że w pierwszej połowie listopada, a dokładnie 15 listopada. I ten dzień oficjalnie uznajemy za datę powstania zespołu. Jeszcze tego samego dnia odwiedziliśmy Polski Klub w Coventry, gdzie akurat odbywał się koncert znajomej kapeli z Northampton i nie mając jeszcze ani pełnego składu, ani nazwy, ani choćby jednego utworu uzgodniliśmy z kierownikiem klubu datę naszego debiutanckiego koncertu. D-day wyznaczyliśmy na 21 lutego 2009, czyli 3 miesiące z ogonkiem na skompletowanie składu i skomponowanie materiału. "Co? My nie damy rady?" Właściwie to było nas na początku czterech, ale nasz niedoszły wokalista wyrzucił się z zespołu zanim zdążył z nim wystąpić, więc się nie liczy. Na szczęście w tak zwanym międzyczasie znalazł się perkusista Tomek, więc mogliśmy zacząć próby. Pozostawał jeszcze problem ze znalezieniem wokalisty. Po przesłuchaniu kilku osób stanęło na tym, że Paweł będzie grał na gitarze i śpiewał i w ten sposób uformował się pierwszy oficjalny skład: Paweł Tylek (gitara, vocal), Adam Wroniak (gitara), Tomasz Belcarz (bas) i Tomasz Nadera (perkusja).
21 lutego 2009 roku zagraliśmy pierwszy koncert na imprezie "Rock Po Polsku", którą sami zorganizowaliśmy i która odbyła się we wspomnianym już Polskim Klubie w Coventry. Nazwę Soulride wymyśliliśmy w ostatniej chwili, gdy już trzeba było drukować plakaty. Obok nas wystąpiły jeszcze dwa inne polskie zespoły działające w
Anglii: Kacpersky z Northampton i Grin z Birmingham.
Impreza zakończyła się sukcesem zarówno artystycznym jak i komercyjnym. Ku naszemu bardzo miłemu zaskoczeniu publika dopisała, co w późniejszym okresie nie zawsze było normą. Pierwszy rok działalności Soulride zakończyliśmy koncertem z okazji
Halloween w Radford Social Club w Coventry. Niestety, coraz słabiej
układała się współpraca z Tomkiem perkusistą i po koncercie zapadła
decyzja o rozstaniu. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie
wyszło. 15 listopada, czyli dokładnie w pierwszą rocznicę założenia
zespołu na próbie pojawił się Marcin. Wystarczyło kilka minut wspólnego
grania i już wiedzieliśmy, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu.
Można powiedzieć, że proces formowania składu dobiegł końca. Wystarczył
na to tylko rok, kilkaset browarów i kilkadziesiąt butelek... mleka. Na początku stycznia 2010 zagraliśmy w Londynie na finale Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy, a później w pierwszej połowie roku
pokazaliśmy się na paru koncertach w Coventry, Leicester i okolicach.
Podczas tych występów wspomagały nas wokalnie śpiewające dziewczyny:
najpierw Ewa Kulińska, a potem Karolina Wodzyńska, ale żadna z nich nie
została w zespole na stałe. Nie byliśmy jeszcze gotowi na kobietę w
kapeli.
W połowie 2010 roku we własnym studiu nagrań TAP Studio nagraliśmy debiutancką EP-kę Lost, którą oficjalnie wydaliśmy jesienią tego samego roku. Na płycie znalazły się 4 nasze własne kompozycje i instrumentalny utwór "Requiem For A Dream" zainspirowany muzyką Clinta Mansella do filmu o takim właśnie tytule. Do tego kawałka powstał również videoclip, który do dziś cieszy się sporym powodzeniem na YouTube. W listopadzie 2010 wraz z zespołem Quo Vadis ruszyliśmy w trasę Chaos Tour 2010, która była promocją ich płyty Infernal Chaos.
Trasa obejmowała także 3 koncerty w Wielkiej Brytanii i to właśnie w tej części trasy wzięliśmy udział. Było to interesujące i wyczerpujące doświadczenie, o czym może zaświadczyć każdy, kto kiedykolwiek brał udział we wspólnych występach z tą legendarną kapelą. Pięć dni bardzo rockandrollowego życia w trasie, czy może być coś piękniejszego? Zwieńczeniem udanego roku 2010 miał być grudniowy koncert w Bristolu, dokąd zaprosiła nas zaprzyjaźniony kapela Bonemud, która właśnie wydała płytę. Niestety nie zabraliśmy na ten wyjazd rezerwowej gitary (nikt nie wie dlaczego) i pech chciał, że podczas występu poszła struna w gitarze Adama i skończyliśmy na jedno wiosło, co brzmiało delikatnie mówiąc słabo. W dodatku dla niemal pustej sali, bo nieliczna publiczność podczas przerwy technicznej wyszła na fajkę. Jeden z tych koncertów o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć, ale za to mamy z niego fajne fotki. Doświadczenie z którego możemy się pośmiać po latach. Żeby nie było, że samymi sukcesami się chwalimy.
W styczniu 2011 po raz drugi zagraliśmy w Londynie na finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, tym razem jako headliner, lub jak kto woli gwiazda wieczoru. W pierwszej połowie roku zagraliśmy jeszcze kilka fajnych koncertów w całej Anglii, nagraliśmy demo Paralyzed z kolejnymi 5 kawałkami, a na jesień zaplanowaliśmy wspólna trasę z zespołami Bonemud, Sclavinia i Awaker. Niestety, zanim do nich doszło nastąpiły zmiany w szeregach Soulride. Mający problemy zdrowotne Tomek postanowił zawiesić karierę muzyczną i na jego miejsce pojawił się basista Sebastian Skrobek.
Październikowe koncerty w ramach trasy "Break Your Neck Tour 2011" były zatem pożegnalnymi Tomka i powitalnymi Seby. Niestety, nie był to koniec kłopotów zespołu. Wiosną 2012 roku po zagraniu zaledwie 2 koncertów w nowym składzie Paweł wyprowadził się z Coventry i wobec problemu ze znalezieniem nowego gitarzysty i wokalisty kapela zawiesiła działalność. W grudniu 2013 zostaliśmy zaproszeni na jubileuszowy koncert z okazji 25-lecia zespołu Quo Vadis w słynnym szczecińskim klubie Słowianin. Ponieważ Soulride w tamtym momencie nie istniał jako zespół, więc do Szczecina udaliśmy się w składzie Adam i Tomek, który w międzyczasie doszedł do siebie po operacji kręgosłupa. Na scenie wystąpiliśmy gościnnie ze szczecińskim zespołem Anvill (nie mylić z kanadyjskim Anvil). Koncert udał się znakomicie, after party jeszcze lepiej i można powiedzieć, że to był właśnie ten impuls, żeby reaktywować Soulride. Doszło do tego w wakacje 2014 roku. Z klasycznego składu chęć grania wyrazili Adam, Tomek i Marcin, a na miejsce Pawła, który nie był zainteresowany reaktywacją, zaprosiliśmy Kamilę i Łukasza z zespołu Awaker. Tak, tak, po raz kolejny kobieta w zespole, ale tym razem to właśnie ta, o którą nam zawsze chodziło. W ten sposób uformował się aktualny skład Soulride: Kamila Schmidt (vocal), Adam Wroniak (gitara), Łukasz Michniewski (gitara), Tomasz Belcarz (bas) i Marcin Korzekwa (perkusja).
Działalność po reaktywacji rozpoczęliśmy z grubej rury. Zaprosiliśmy przyjaciół z Quo Vadis na kolejne dwa wspólne koncerty w UK, tym razem w Milton Keynes i Manchesterze. Mini trasa odbyła się we wrześniu 2014 i znów było mocno rockendrolowo. Chłopaki z Quo Vadis choć bawić się potrafią jak mało kto, to jednak byli pod wrażeniem, jak się bawi motocyklowa publika w Enigma Tavern w Milton Keynes. No cóż, wjazd do klubu na Harleyu nie zdarza się co dzień. A dzień później w Manchesterze grupa lokalnych maniacs ugościła nas tak, ze niektórzy nie pamiętają końcówki imprezy. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Od reaktywacji Soulride występujemy okazjonalnie na scenie, choć nie tyle ile byśmy chcieli. Uzbierało się trochę nowego materiału, więc planujemy wejść do studia i nagrać płytę. Za kilka dni po raz kolejny ruszamy w krótką trasę ze sprawdzonymi w boju przyjaciółmi. Tym razem obok Quo Vadis wystąpi też inna legenda polskiego metalu Pandemonium. Niestety w nadchodzących koncertach nie będzie mogła z nami zaśpiewać Kamila. Zastąpi ją Adrian Stefański i choć wiemy, że fani Kamili będą niepocieszeni, to my wiemy, że będzie moc. Zapraszamy na koncerty!
Było to w listopadzie 2008. W połowie listopada. Można nawet powiedzieć, że w pierwszej połowie listopada, a dokładnie 15 listopada. I ten dzień oficjalnie uznajemy za datę powstania zespołu. Jeszcze tego samego dnia odwiedziliśmy Polski Klub w Coventry, gdzie akurat odbywał się koncert znajomej kapeli z Northampton i nie mając jeszcze ani pełnego składu, ani nazwy, ani choćby jednego utworu uzgodniliśmy z kierownikiem klubu datę naszego debiutanckiego koncertu. D-day wyznaczyliśmy na 21 lutego 2009, czyli 3 miesiące z ogonkiem na skompletowanie składu i skomponowanie materiału. "Co? My nie damy rady?" Właściwie to było nas na początku czterech, ale nasz niedoszły wokalista wyrzucił się z zespołu zanim zdążył z nim wystąpić, więc się nie liczy. Na szczęście w tak zwanym międzyczasie znalazł się perkusista Tomek, więc mogliśmy zacząć próby. Pozostawał jeszcze problem ze znalezieniem wokalisty. Po przesłuchaniu kilku osób stanęło na tym, że Paweł będzie grał na gitarze i śpiewał i w ten sposób uformował się pierwszy oficjalny skład: Paweł Tylek (gitara, vocal), Adam Wroniak (gitara), Tomasz Belcarz (bas) i Tomasz Nadera (perkusja).
![]() |
| Pierwszy oficjalny skład, od lewej Tomasz Belcarz, Adam Wroniak, Paweł, Tylek, Tomasz Nadera |
![]() |
| Marcin |
W połowie 2010 roku we własnym studiu nagrań TAP Studio nagraliśmy debiutancką EP-kę Lost, którą oficjalnie wydaliśmy jesienią tego samego roku. Na płycie znalazły się 4 nasze własne kompozycje i instrumentalny utwór "Requiem For A Dream" zainspirowany muzyką Clinta Mansella do filmu o takim właśnie tytule. Do tego kawałka powstał również videoclip, który do dziś cieszy się sporym powodzeniem na YouTube. W listopadzie 2010 wraz z zespołem Quo Vadis ruszyliśmy w trasę Chaos Tour 2010, która była promocją ich płyty Infernal Chaos.
![]() |
| Tomek |
| Nasze spotkanie z jednym z organizatorów koncertu w St. Albans Szeremem i Sławkiem z Polisz Czart |
![]() |
| Adam |
![]() |
| Oficjalny skład od lewej: Łukasz Michniewski, Marcin Korzekwa, Adam Wroniak, Kamila Schmidt, Tomasz Belcarz |
18 września w toruńskim HRP Pamela wystapią duet Oil Stains oraz grupa Continental
| Oil Stains (fot. Agata Jankowska) |
Niedzielny wieczór 18 września 2016 r. zapowiada się wyjątkowo z dwóch powodów. Są nimi: duet Oil Stains oraz grupa Continental. Oba te projekty zagrają wspólny koncert w toruńskim Hard Rock Pubie Pamela. Continental to pochodzący z Bostonu zespół, grający unikalną mieszankę rocka, country, folku i bluesa. Założyciel i twórca grupy - Rick Barton - znany jest z takich projektów jak: The Outlets, Everybody Out! czy Dropkick Murphys . Continental w swoich utworach porusza takie tematy, jak miłość, strata, wędrówka. Wszystko z punktu widzenia zwyczajnego człowieka. Twórczość zespołu cechuje szczerość przekazu i ogromna energia, wyznaczniki charakterystyczne dla zespołów pierwszej fali punk rocka. Grup końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku stanowiących niezaprzeczalnie jedną z głównych inspiracji zespołu. Nie bez znaczenia w historii Continental są związki rodzinne. Do założenia zespołu namówił Ricka Bartona jego syn - Stephen.
![]() |
| Continental |
Zainspirowany solową twórczością ojca, postanowił zachęcić go do wspólnego grania. Z czasem dołączyli do nich: Tom Mazelewski (perkusja) oraz Dave DePrest (gitara). Pierwszą trasę koncertową Continental zagrał w 2010 roku wspólnie ze Street Dogs oraz Flatfoot 56 ( oba zespoły koncertowały już w Hard Rock Pubie Pamela). Continental ma na swoim koncie trzy długogrające albumy: " All a Man Can Do" (2012), " Millionaires" (2014) oraz "Home on the Range" (2016). Obecnie zespół występuje w składzie: Rick Barton (gitara / wokal), Stephen Barton (gitara basowa), Dave DePrest (gitara), Connor Colbert (perkusja). Wieczór otworzy występ rock'n'rollowych buntowników spod znaku Oil Stains. Duet w składzie: Maciej Sztyma (gitara) i Seb der Strychen (perkusja / wokal) swoim potężnym, korzennym brzmieniem zdobył liczne grono fanów w Hard Rock Pubie Pamela. Ich teksty o tematyce motoryzacyjnej, wolnościowej i miłosnej, połączone z muzyką, którą sami określają jako root rock, wpasowują się idealnie w ten niedzielny koncert. W maju 2015 roku duet Oil Stains wydał płytę "Here comes my train", zawierającą 11 autorskich kompozycji.
Koncert rozpocznie się nietypowo bo o godzinie 21.00. Wstęp wolny.
Koncert rozpocznie się nietypowo bo o godzinie 21.00. Wstęp wolny.
czwartek, 15 września 2016
Moja nowa płyta będzie poświęcona wszystkim Polakom rozproszonym po świecie, a szczególnie Polonii z Nowej Południowej Walii - z Asią Łunarzewską rozmawia Ela Celejewska
![]() |
| Asia Lunarzewski z kotem Eli Celejewskiej Astruniem :-) |
Popularna polonijna piosenkarka Asia Łunarzewska, w wywiadzie prowadzonym przez Elę Celejewską opowiada o dwudziestoleciu swojego śpiewania, o nagrywanej właśnie płycie, którą poświęca wszystkim polskim imigrantom, o videoclipie, który nakręciła w Sydney - czyli piosence „Ciągle tutaj”, startującej do eliminacji na Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, wspomina pobyt na Festiwalu Piosenek Krzysztofa Klenczona w Szczytnie w 2008r. i zaprasza na koncert kameralny do konsulatu RP w Sydney – 7 maja tego roku.
Ela Celejewska: W radiu 2000FM prezentowaliśmy (i była to zapewne światowa premiera...) ostatnią piosenkę Asi Łunarzewskiej „Ciągle tutaj” (Still I’m Here). Jest to piosenka poświęcona wszystkim Polakom, którzy rozproszyli się po świecie – polskim imigrantom, którzy opuścili Polskę na zawsze, czy tym, którzy wyjechali tymczasowo, za pracą... Jest to już czwarta piosenka, do której Asia skomponowała muzykę, a w tej piosence również tekst jest jej autorstwa. Piosenka już jest na popularnej internetowej YouTube – jako videoclip, w ciągu kilku dni ma ponad tysiąc wejść i wspaniałe komentarze. Opowiedz proszę o tej piosence, w jaki sposób ona powstała?
Asia Łunarzewska: Pomysł rozpoczął się dawno temu... Zawsze moim wielkim marzeniem było wyjechać do Opola na koncert Premiery, a wszystko zaczęło się również od spotkania z tobą Elu, bo Ela czterdzieści trzy lata temu występowała na deskach opolskich.Tak więc pomyślałyśmy sobie, że byłoby świetnie, żebym ja była tą następną po tylu latach... Po spotkaniu z Elą i kilkoma moimi znajomymi doszłam do wniosku, że czemu nie... Spróbuję... Jest to ogromne przedsięwzięcie, bo przecież Opole to najważniejszy muzyczny festiwal polski, ale jak człowiek nie marzy, to nie zdobywa. Postanowiłam zatem zgłosić się, ale jak termin przyjęć się kończył ...spanikowałam, pomyślałam, że to nie ma sensu. I tego samego wieczoru zadzwoniło do mnie kilka osób, wszystkie pytały „co z piosenką do Opola?”. Odpowiadałam, że zrezygnowałam, ale te osoby namówiły mnie, żebym podążała za swoimi marzeniami, tak więc zadzwoniłam do Toma i zarezerwowałam studio. Tak się złożyło, że w tym roku obchodzimy dwudziestolecie małżeństwa z Adamem, no i mąż dał mi do wyboru: albo podróż albo piosenka. I to był najpiękniejszy prezent od niego, jaki mogłam otrzymać - znalazły się pieniądze na nagranie tej piosenki! Weszłam do studia i wtedy powstał poważny problem! Wiadomo, że jak się pisze piosenkę na wielki festiwal, to musi to być piosenka przebojowa. A to nie jest takie łatwe, nagrać piosenkę – przebój.
E.C. Myślę, że tobie się udało, bo piosenka wpada w ucho i właśnie jest przebojowa!
A.Ł. Piosenka nie jest skoczna, taka typu „umpa-umpa”...
E.C. Chwała Bogu!
A.Ł. ...ale jest bardzo, jak to mówią młodzi ludzie „trendy”, czyli jest to piosenka w stylu ostatnio bardzo modnym. To nie są akordy ani molowe, ani durowe, jest to piosenka innego typu. Tom już miał melodię, miał tonację, zamieniliśmy tylko części tej piosenki, żeby napięcie rosło i żeby była „pode mnie”, bo Tom dobrze zna mój styl. Napisaliśmy muzykę i powstał następny problem: tekst! Skontaktowałam się więc z pewnymi osobami na internecie i znajomymi w Polsce i każdy mi coś napisał, ale to nie było to. W piosence, która mogłaby być przedstawiona w Opolu chciałam reprezentować ludzi takich jak ja, jak państwo, czy ludzi młodych, którzy wyjechali np. do Londynu, czy Irlandii za pracą, na kilka lat. Zostawili swoich najbliższych, swoją dziewczynę, czy chłopaka. Ja w tej piosence konkretnie do nikogo nie wzdycham, myślę, że my wszyscy wzdychamy za kimś, czy czymś i ta piosenka ma nas wszystkich reprezentować. Jesteśmy „Ciągle tutaj”, a jakby nie... Gdy przeczytałam otrzymane teksty zobaczyłam, że żaden mi nie pasował, więc spróbowałam napisać go sama. Byłam wtedy dwa dni w Sydney, na konferencji, zatrzymałam się w hotelu na jednym z najwyższych pięter. Usiadłam za biurkiem, za oknem były kolorowe światła i słyszałam szum samochodów i tam powstała pierwsza zwrotka: „Piszę do ciebie, choć późno już...” Potem skontaktowałam się z moją serdeczną przyjaciółką, która skończyła polonistykę, a obecnie mieszka w Niemczech. Ola poprawiła mnie trochę, dodała swoje pomysły, tak, że jest to nasz wspólny projekt. Napisałyśmy piosenkę dla wszystkich, dla ludzi, którzy tęsknią i tak chciałabym, żeby była odbierana.
E.C. Myślę, że ludzie prawidłowo ją odbierają, o tym świadczą komentarze na YouTube - a jest to najpopularniejsza na świecie witryna internetowa, która poprzez filmy prezentuje także muzykę. Twój videoclip, mogę tak powiedzieć: „święci triumfy”, ponieważ ma ponad sto wejść dziennie i bardzo się ludziom podoba. Jakie masz wrażenia z kręcenia tego videoclipa?
A.Ł. Chciałabym serdecznie zaprosić państwa do obejrzenia tego filmu. Wystarczy w wyszukiwarce wypisać Asia Lunarzewska, czy Asia Lunarzewski i piosenka się wyświetli. To był mój pomysł, gdzie to nakręcić. Miałam tylko tydzień, żeby zdecydować się, czy nagrywać clip, czy nie, ale to jest jeden z punktów regulaminu dostania się do Opola, że w ciągu dwóch tygodni - jeżeli wykonawca się dostanie - musi zaprezentować videoclip. Zaryzykowałam. Żeby pokazać tekst i to co czuję, musiało to dziać się w Sydney. Bardzo chciałam pokazać Operę, mosty i wieżowce sydnejskie. Napisałam mały scenariusz, przedstawiłam go Ross’owi Wood’owi. Ross jest autorem videoclipów wielu sławnych australijskich artystow takich jak Tina Arena, czy zespół Human Nature i jest bardzo znany w Australii. Akurat miałam szczęście, że Tom – Tommirock Records zorganizowali mi współpracę z Rossem, ponieważ już wcześniej razem pracowali.
E.C. Muszę wyjaśnić, że Tommirock Records, jest to studio muzyczne w Newcastle, którego właścicielem jest Tom Williams, u którego Asia nagrywała wszystkie piosenki. Tom także robił aranże i grał na wszystkich instrumentach – jest multiinstrumentalistą.
A.Ł. Tom będzie również grał ze mną na koncercie w konsulacie. Wracając do videoclipa: udało nam się pokazać wszystko, co chciałam przedstawić. Przy okazji zdałam sobie sprawę, jak ciężko jest nagrywać w Sydney, np. nie wolno kręcić filmów koło Opery, a za pozwolenie, takie osoby jak ja, muszą zapłacić kilka tysięcy dolarów. Natomiast Ross, ponieważ jest sydnejczykiem, wiedział jak uniknąć kontrolerów. I nagraliśmy tyle, ile byliśmy w stanie. Ale bardzo się cieszę, bo jest wszystkiego po trochu. Ale najważniejsze, że chciałam pokazać klimat, jak my się tutaj czujemy, nie tylko Polacy, ale jak się czuje każdy człowiek w wielkim mieście, taki który wyjechał z rodzinnego miasta, często małego miasta, z innego kraju... mam nadzieję, że udało mi się stworzyć taki klimat.
E.C. W jednym miejscu stoisz na tarasie, na dachu, na czterdziestym dziewiątym piętrze. Który to jest budynek i przy jakiej ulicy?
A.Ł. To jest na Pitt Street, w Meriton Apartments i tu chcę państwa zachęcić - jeśli nie mieszkacie w Sydney, to są wspaniałe apartamenty i wcale nie takie drogie. Gdy kręcilismy była niedziela, dostaliśmy apartament na najwyższym piętrze i stamtąd był wspaniały widok na całe Sydney, Ross mógł doskonale pokazać panoramę miasta.
E.C. Ponieważ jestem producentką dwóch twoich filmików, które są na YouTube: „Zbuntowany Anioł” i „Biały krzyż”, dostaję mnóstwo listów od Polaków z całego świata, z zapytaniem, gdzie można kupić twoją płytę.
A.Ł. Płytę będę sprzedawała po koncercie w konsulacie, natomiast piosenki, które do tej pory nagrałam, przejdą do następnej płyty - chciałabym połączyć je wszystkie, bo to jest historia: piosenki o Strzeleckim, o Adynie, plus te nowe. Piosenki te będzie można nabyć na stronie internetowej www.tommirock.com , podam też informacje o płycie przez radio 2000FM, Puls Polonii i Blogowisko. Natomiast będzie można je nabywać osobno na iTune - to jest bardzo popularna forma sprzedaży.
E.C. Coś takiego jak eBay?
A.Ł. Tylko, że na iTune można kupić tylko jedną piosenkę. Jest to bardzo korzystna forma, umożliwiająca sprzedaż artystom takim jak ja, którzy nie mają możliwości sprzedaży w wielkich sklepach. Natomiast całą płytę będzie można nabyć na stronie internetowej i po moim koncercie.
E.C. Wspomniałaś, że piosenka „Ciągle tutaj” powstała w ciągu dwóch tygodni. Ale nie tylko ta, wszystkie piosenki tworzysz w takim oszałamiającym tempie, tak powstał „Zbuntowany Anioł”, a piosenki o Strzeleckim?
A.Ł. Pierwszą („Edmundzie podróżniku” - dop. redakcji) też napisałam na szybko, i potem Ernestyna Skurjat-Kozek przysłała mi wzruszający tekst pana Marka Baterowicza - który jest moim ulubionym polonijnym poetą - „List do Adyny”. To było dla mnie ogromne przeżycie. Nawet dzisiaj, jadąc samochodem myślałam właśnie o tym tekście, bo jest to piękny, głęboki i nierymowany tekst. A do takich tekstów niełatwo pisze się muzykę.
E.C. Idealnie dobrałaś muzykę, są w niej piękne przejścia harmoniczne i piosenki tej słucha się z ogromnym wzruszeniem. Ja zawsze mam „gęsia skórkę”. A tak na marginesie, to wiele osób pisze, że słuchając twoich piosenek mają „ciary”. Masz wyjątkową łatwość komponowania. Tworzysz doskonale dopasowaną do tekstu linię melodyczną, świetnie dobierasz akordy, czyli tworzysz harmonię piosenki. Czy kompozycji uczyłaś się na studiach?
A.Ł. To nie był mój główny przedmiot, bo w Polsce uczyłam się Wychowania Muzycznego, tak samo tutaj. No... tutaj to zupełnie inaczej wyglądają studia niż w Polsce.
E.C. Myślę, że są bardziej praktyczne...
A.Ł. Oczywiście, że tak. A komponowanie to jest takie coś, że albo się to ma, albo się nie ma. Czasem najłatwiej się komponuje kiedy się sprząta, czy jedzie samochodem albo spaceruje...
E.C. Tylko wtedy jest problem, żeby to zapisać, bo pomysł ucieknie.
A.Ł. No... teraz to nie jest żaden problem, bo wszystkie instrumenty techniczne typu mp3, czy iPod mają mikrofony. Zachęcam zatem do spacerków i ...komponowania.
E.C. Chyba wszyscy u nas wiedzą, że napisałaś super piosenkę „Zbuntowany Anioł” o Krzysztofie Klenczonie, w Expressie Wieczornym była podana wiadomość o twoim pobycie na festiwalu klenczonowskim w Szczytnie i że zdobyłaś tam trzecią nagrodę. To był twój pierwszy polski festiwal. Jakie miałaś wrażenia?
A.Ł. To było ogromne przedsięwzięcie, bo to był kilkudniowy festiwal. W ciągu tych kilku dni odbywał się konkurs piosenek Krzysztofa Klenczona. Dlaczego w Szczytnie? Ponieważ tu spędził dzieciństwo i młodość i tutaj jest pochowany. To dla mnie było ogromne przeżycie ponieważ znalazłam się wśród ludzi, którzy kochali jego muzykę. Ja również poznawałam jego muzykę będąc tam. Dlaczego powstała piosenka „Zbuntowany Anioł”? On faktycznie był zbuntowany. Był taki jak my, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, nie mógł się przystosować, ciągle czegoś mu brakowało.
W zasadzie mogłabym śpiewać „Ciągle tutaj” także dla Krzyśka Klenczona. Poznałam tam również Wiesława Wilczkowiaka (prezesa Stowarzyszenia Muzycznego Christopher – dop. red.), który jest moim, do dzisiaj, wspaniałym przyjacielem. Poznaliśmy się przez internet, ale myślę, że łączy nas coś bardzo głębokiego – tak jak rodzinę. Wiesiu bardzo kocha Klenczona, cały czas propaguje jego muzykę. Bardzo mnie tam wspomagał. I duchowo i opiekował się mną i Olą, bo Ola, która wraz ze mną napisała tekst do mojej najnowszej piosenki, występowała w Szczytnie jako moja menadżerka. Dzięki Wiesiowi poznałam Janusza Kondratowicza, współautora tekstu do „Zbuntowanego Anioła” (wraz z Wiesławem Wilczkowiakiem – dop. red.), poznałam Bibi, żonę Klenczona oraz Marka Gaszyńskiego. Poznałam też wielu muzyków, bo koncertowali właśnie: Lady Punk, Skaldowie, Żuki.
Poznałam również siostrę Krzysztofa, Hanię Klenczon – wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zresztą wszyscy z jego rodziny byli bardzo mili. Poznałam też mieszkającego w USA wnuka Bibi i Krzysztofa - bardzo fajny chłopak.
E.C. Muszę dodać, że jest on bardzo dumny, że miał tak utalentowanego i sławnego dziadka.
A.Ł. Ten wyjazd był dla mnie ogromnym przedsięwzięciem. Wiadomo, ja, aż z Australii, ogromna scena, wspaniali wykonawcy... Muszę przyznać - zakochałam się w Skaldach. Myślałam zawsze, że to już nie ten rodzaj muzyki i nie to pokolenie, ale chylę czoła przed wszystkimi członkami zespołu Skaldowie, bo są bardzo energicznymi na scenie i bardzo profesjonalnymi muzykami.
E.C. Dzięki temu, że zdobyłaś jedną z głównych nagród, wystąpiłaś w koncercie finałowym, na którym prezentowały się gwiazdy polskie i zagraniczne. Największą sensacją tego festiwalu był zespół Gipsy King.
A.Ł. Gipsy King występował na samym końcu, jako gwiazda numer jeden i to było niesamowite, bo oni wystąpili około drugiej w nocy! My w Australii zapomnieliśmy, że można się bawić do rana. Kluby zamyka się najczęściej o dwunastej. A tam wszyscy się świetnie bawili. Gdy Gipsy King wyszli na scenę, stałam z tyłu i mogłam obserwować gitarzystów, to było ogromne przeżycie.
E.C. To był koncert pod gołym niebem i to nie tysiąc, ale jak mówią niektórzy szesnaście do dwudziestu tysięcy widzów obserwowało te występy.
A.Ł. Były tłumy, ludzie bawili się doskonale, atmosfera była świetna, pogoda wspaniała, piękne jezioro, łódki, czego można sobie jeszcze więcej życzyć? ...
E.C. Właśnie minęło dwadzieścia lat od czasu jak zaczęłaś śpiewać...
A.Ł. Rozpoczęłam moje śpiewanie wyjeżdżając, przez Pagart, na różne wyjazdy tzw. zarobkowe, w czasie wakacji tylko. Były to wyjazdy do byłej Jugosławii i do Niemiec. Rok przed zakończeniem studiów, w 1991 miałam swój pierwszy wielki koncert z muzykami z mojej uczelni. Od tego czasu liczę początek mojego śpiewania. Potem miałam jeszcze kilka występów i ...wyjechałam do Australii.
Tu musiałam zacząć wszystko od początku. Najpierw nauka języka angielskiego, studia, dziecko, praca, a teraz myślę, że wreszcie przyszedł czas dla mnie, żebym w jakiś sposób próbowała się realizować.
E.C. Nie każdemu udało się dobrze znaleźć w Australii. Ty miałaś szczęście. Skończyłaś studia i nadal pracujesz w swoim zawodzie, uczysz muzyki w liceum.
A.Ł. Uczę muzyki i w tym roku zaczęłam także uczyć nowego przedmiotu, wszedł do szkół średnich w 2004 r. nazywa się Entertainment. Jest to przedmiot techniczny. Uczniowie w liceum mogą zdobywać certyfikat z tego przedmiotu. Jestem jedynym nauczycielem tego przedmiotu w mojej szkole katolickiej w Newcastle i w całym regionie i jestem bardzo dumna z tego powodu.
E.C. Co obejmuje ten przedmiot?
A.Ł. Entertainment uczy wszystkiego związanego z występem, z wyjątkiem wykonawstwa. Ktoś, kto zdobywa taki certyfikat, pracuje poza sceną. Musi umieć obsługiwać światła, obchodzić się ze sprzętem nagłaśniającym, musi wiedzieć jak zaprojektować scenę, w ogóle musi wiedzieć w jaki sposób zorganizować wielki koncert. Trochę bałam się tego przedmiotu, ale moi uczniowie uwielbiają to, ja zresztą też. Wiadomo, śpiewacy też muszą umieć obsługiwać aparaturę i to doświadczenie przez wszystkie lata dało mi wiedzę, żeby uczyć takiego przedmiotu. Wybieram się też do NIDA na dwutygodniowy kurs szkoleniowy.
E.C. Jest to bardzo praktyczny przedmiot, koncerty są coraz bardziej popularne i potrzeba ludzi do pracy przy nich.
A.Ł. W tym roku był to jeden z najbardziej intratnych i poszukiwanych zawodów. Tak, że zapraszam młodzież do nauki, można w TAFE, a można w szkole, jeśli się chodzi jeszcze do liceum.
E.C. Siódmego maja w konsulacie RP odbędzie się twój koncert.
A.Ł. Już chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić. Koncert jest organizowany przez Komitet Obchodów 170-lecia Polskiej Emigracji do NSW. Dochód będzie przeznaczony na organizowanie obchodów w przyszłym roku, również część dochodu będzie przeznaczona na pokrycie części kosztów wydania mojej nowej płyty, którą poświęcam wszystkim Polakom zamieszkałym w Nowej Południowej Walii.
E.C. No... nie tylko, płyta ma być poświęcona wszystkim Polakom rozproszonym po całym świecie.
A.Ł. Myślę, że to będzie nas wszystkich dotyczyło. Muszę tu dodać, że nawiązałam kontakt z osobą, która od wielu lat pisze piosenki i dostałam od niej wspaniałe teksty, a są to teksty zabawne, tak, że koniec ze smutami. Będą to zatem piosenki wesołe i chciałabym je nagrać w dwóch językach. Dlatego, że nasze dzieci często nie rozumieją języka polskiego, a chciałabym i do nich dotrzeć. Koncert siódmego maja będzie początkiem fali spotkań kameralnych przy muzyce. Chciałabym podziękować panu Januszowi Nawrockiemu, który zainicjował ten koncert, on również podsunął mi pomysł, żebym nagrała okolicznościową płytę. Jeśli się odbywa jakieś historyczne wydarzenie, to ktoś może o tym napisać, namalować obraz, a pan Janusz wpadł na pomysł, żeby wydać płytę z piosenkami dedykowanymi Polonii. Koncert ten ma wielu sponsorów: Radio 2000FM, Express Wieczorny, Radio SBS, Blogowisko Eli Celejewskiej, Puls Polonii, dr. Kaja Łukaszewicz, Tom Williams, który weźmie udział w koncercie grając na fortepianie i na saksofonie, Darek Paczyński, który poprowadzi wieczór. Wspaniałe obrazy Krisa Kosa będą sprzedawane na aukcji, pan Jurek dostarczy pączki, pani Teresa Wolak doskonałe miody pitne, wspaniałe Delikatesy z Roseville smakołyki i zgłosił się sklep na Rocks z opalami, który również chce nam pomóc. Ktokolwiek chciałby wziąć udział w koncercie jako sponsor, to serdecznie zapraszamy. Również dziękuję serdecznie Konsulatowi i wszystkim, którzy przybędą na ten koncert przy świecach - mam nadzieję, że pan konsul pozwoli nam świece zapalić. Zatem zapraszamy państwa - w czwartek, siódmego maja o godzinie 19.00 do konsulatu RP, 10 Trelawney str., Woollahra - jestem pewna, że będziemy się świetnie bawić!
E.C. Piosenka „Ciągle tutaj” startuje do eliminacji do festiwalu opolskiego. Kiedy będziesz znała wynik?
A.Ł. W sobotę 25 kwietnia dowiem się, czy piosenka się dostała, czy nie. Mam jeden procent powodzenia, dlatego, że wiadomo, jest ogromna konkurencja, poza tym nie ma mnie tam! - w Polsce i to też może zaważyć na decyzji, ale najważniejsze, proszę państwa – trzymajcie za mnie kciuki przed!...
E.C. Myślę, że masz trochę większe szanse niż jeden procent, bo już zostałaś zauważona w Polsce. Po sukcesie w Szczytnie, dwa wywiady w popularnej Jedynce przeprowadził z tobą znany prezenter Zbigniew Krajewski, który kiedyś prowadził Lato z radiem, a teraz ma swój, chyba codzienny, program muzyczny. Mówił też o tobie Marek Gaszyński, a „Zbuntowany Anioł” był puszczany kilka razy w polskim radiu, a na YouTube, ma oglądalność ponad czternaście tysięcy i pozytywne opinie. Tak więc, myślę, że zostałaś zauważona w Polsce, chociaż mieszkasz w Australii.
A.Ł. Nie lubię mówić o tych sprawach, szczególnie, gdy usiłuję dostać się na tak wielki festiwal, ale muszę przyznać, że mam wielu przyjaciół, którzy popierają mnie i chcą pomóc. Nawet najlepszy artysta, piosenkarz, jeśli jest sam, nie może nic osiągnąć. Wszyscy młodzi, którzy teraz występują, mają za sobą wielkie korporacje muzyczne, jak SONY, czy EMI. Chyba, że wybitnie zdolni ludzie mają szansę, biorąc udział w konkursach, bardzo obecnie popularnych. A ja idę do przodu małymi krokami i muszę przyznać, że Polonia jest wspaniała. Poznałam wielu wspaniałych ludzi. W mojej działalności nie spotkałam się z niczym przykrym i cieszę się, że jest coś, co nas wszystkich jednoczy i tym czymś jest muzyka. I jeśli ja mogę wnieść trochę uśmiechu, czy nawet miłości do czyjegoś serca - to przecież właśnie dlatego się śpiewa.
E.C. Myślę, że jeżeli dostaniesz się do Opola, to będzie to nie tylko twój sukces, ale też duma nas wszystkich, bo jeszcze nie było piosenkarki z Polonii australijskiej startującej na tym najważniejszym polskim festiwalu.
A.Ł. Jeżeli nie dostanę się do Opola, nie stanie się to powodem, żeby zakończyć moje śpiewanie. W końcu, jest to tylko jeden z konkursów. Mam zamiar nagrać płytę i śpiewać jeszcze przez jakiś czas. Mam też nadzieję, że moje piosenki będą się państwu podobały. Wyrażajcie swoje opinie, chętnie ich wysłucham, bo przecież najważniejsze jest śpiewać dla kogoś.
E.C. Niewątpliwie ludzie słuchają twoich piosenek chętnie, masz powodzenie na YouTube, odkryłam też polskie strony internetowe, które przepisują twoje piosenki z YouTube, u nas jesteś na Blogowisku i na Pulsie Polonii, jesteś także częstym gościem w Radiu 2000FM, mnóstwo ludzi widziało cię na festynach na Darling Habour i na innych polonijnych imprezach. Życzymy ci zatem jeszcze wielu lat śpiewania, a czytelników Expressu Wieczornego zapraszamy na koncert do konsulatu RP w Sydney. Dziękuję ci za rozmowę.
Ela Celejewska - Sydney, Australia
Email ela.celejewska@gmail.com
radio2000fm@o2.pl
Muzyk - po szkole muzycznej II stopnia.
Zespoły:
kwartet wokalny Meteory (1965-66)- śpiewający z zespołami Bossa Nova Combo i Tajfuny. Występ w Premierach Opole 1966 z piosenką Krzysztofa Sadowskiego „Każdy człowiek ma swój dzień”. Raczej pierwsza w Polsce gitarzystka grająca na gitarze elektrycznej, najpierw w kilku zespołach dziewczęcych w Domach Kultury w Warszawie, potem sporadycznie z muzykami Bossa Nova Combo i w zespole M. Fogga – Klipsy.
1970 – 74 gitarzystka i wokalistka dziewczęcych zespołów Violinki i Heartbreaker’ s występujących na terenie całej byłej Jugosławii. (Kontrakty przez PAGART). Następne lata to występy w byłym NRD i praca jako instruktor muzyczny w warszawskich Domach Kultury.
Od 1983 roku mieszka w Australii. W latach 80-90-tych prowadzi znany dziecięcy zespół Polskie Kwiaty, w latach 1990-2006 występuje na licznych imprezach polonijnych ze wszystkimi sydnejskimi polonijnymi muzykami ( także na I Polskim Bożym Narodzeniu na Darling Habour - w sercu Sydney); ostatnie lata z wokalistką - córką Selmą, śpiewając i grając na dwóch korgach. Benefis w Konsulacie RP w Sydney 2003r.
W latach 90-tych sporadycznie współpracuje z polską sekcją radia SBS, prowadząc audycje muzyczne. W tym wywiad z Czesławem Niemenem w 1993 roku, przeprowadzony wraz z redaktorką Ernestyną Skurjat. Za wspomnienie tego spotkania dostała I nagrodę w konkursie organizowanym przez Sopockie Korzenie – marmurową gitarkę.
Od 1999 roku robi regularnie audycje w Sekcji Polskiej Radia 2000FM. W ostatnich latach jest także redaktorem programowym tego radia i prowadzi wszystkie strony internetowe radia:
http://pl2000fm.blogspot.com.au/
Ela Celejewska: W radiu 2000FM prezentowaliśmy (i była to zapewne światowa premiera...) ostatnią piosenkę Asi Łunarzewskiej „Ciągle tutaj” (Still I’m Here). Jest to piosenka poświęcona wszystkim Polakom, którzy rozproszyli się po świecie – polskim imigrantom, którzy opuścili Polskę na zawsze, czy tym, którzy wyjechali tymczasowo, za pracą... Jest to już czwarta piosenka, do której Asia skomponowała muzykę, a w tej piosence również tekst jest jej autorstwa. Piosenka już jest na popularnej internetowej YouTube – jako videoclip, w ciągu kilku dni ma ponad tysiąc wejść i wspaniałe komentarze. Opowiedz proszę o tej piosence, w jaki sposób ona powstała?
Asia Łunarzewska: Pomysł rozpoczął się dawno temu... Zawsze moim wielkim marzeniem było wyjechać do Opola na koncert Premiery, a wszystko zaczęło się również od spotkania z tobą Elu, bo Ela czterdzieści trzy lata temu występowała na deskach opolskich.Tak więc pomyślałyśmy sobie, że byłoby świetnie, żebym ja była tą następną po tylu latach... Po spotkaniu z Elą i kilkoma moimi znajomymi doszłam do wniosku, że czemu nie... Spróbuję... Jest to ogromne przedsięwzięcie, bo przecież Opole to najważniejszy muzyczny festiwal polski, ale jak człowiek nie marzy, to nie zdobywa. Postanowiłam zatem zgłosić się, ale jak termin przyjęć się kończył ...spanikowałam, pomyślałam, że to nie ma sensu. I tego samego wieczoru zadzwoniło do mnie kilka osób, wszystkie pytały „co z piosenką do Opola?”. Odpowiadałam, że zrezygnowałam, ale te osoby namówiły mnie, żebym podążała za swoimi marzeniami, tak więc zadzwoniłam do Toma i zarezerwowałam studio. Tak się złożyło, że w tym roku obchodzimy dwudziestolecie małżeństwa z Adamem, no i mąż dał mi do wyboru: albo podróż albo piosenka. I to był najpiękniejszy prezent od niego, jaki mogłam otrzymać - znalazły się pieniądze na nagranie tej piosenki! Weszłam do studia i wtedy powstał poważny problem! Wiadomo, że jak się pisze piosenkę na wielki festiwal, to musi to być piosenka przebojowa. A to nie jest takie łatwe, nagrać piosenkę – przebój.E.C. Myślę, że tobie się udało, bo piosenka wpada w ucho i właśnie jest przebojowa!
A.Ł. Piosenka nie jest skoczna, taka typu „umpa-umpa”...
E.C. Chwała Bogu!
A.Ł. ...ale jest bardzo, jak to mówią młodzi ludzie „trendy”, czyli jest to piosenka w stylu ostatnio bardzo modnym. To nie są akordy ani molowe, ani durowe, jest to piosenka innego typu. Tom już miał melodię, miał tonację, zamieniliśmy tylko części tej piosenki, żeby napięcie rosło i żeby była „pode mnie”, bo Tom dobrze zna mój styl. Napisaliśmy muzykę i powstał następny problem: tekst! Skontaktowałam się więc z pewnymi osobami na internecie i znajomymi w Polsce i każdy mi coś napisał, ale to nie było to. W piosence, która mogłaby być przedstawiona w Opolu chciałam reprezentować ludzi takich jak ja, jak państwo, czy ludzi młodych, którzy wyjechali np. do Londynu, czy Irlandii za pracą, na kilka lat. Zostawili swoich najbliższych, swoją dziewczynę, czy chłopaka. Ja w tej piosence konkretnie do nikogo nie wzdycham, myślę, że my wszyscy wzdychamy za kimś, czy czymś i ta piosenka ma nas wszystkich reprezentować. Jesteśmy „Ciągle tutaj”, a jakby nie... Gdy przeczytałam otrzymane teksty zobaczyłam, że żaden mi nie pasował, więc spróbowałam napisać go sama. Byłam wtedy dwa dni w Sydney, na konferencji, zatrzymałam się w hotelu na jednym z najwyższych pięter. Usiadłam za biurkiem, za oknem były kolorowe światła i słyszałam szum samochodów i tam powstała pierwsza zwrotka: „Piszę do ciebie, choć późno już...” Potem skontaktowałam się z moją serdeczną przyjaciółką, która skończyła polonistykę, a obecnie mieszka w Niemczech. Ola poprawiła mnie trochę, dodała swoje pomysły, tak, że jest to nasz wspólny projekt. Napisałyśmy piosenkę dla wszystkich, dla ludzi, którzy tęsknią i tak chciałabym, żeby była odbierana.
E.C. Myślę, że ludzie prawidłowo ją odbierają, o tym świadczą komentarze na YouTube - a jest to najpopularniejsza na świecie witryna internetowa, która poprzez filmy prezentuje także muzykę. Twój videoclip, mogę tak powiedzieć: „święci triumfy”, ponieważ ma ponad sto wejść dziennie i bardzo się ludziom podoba. Jakie masz wrażenia z kręcenia tego videoclipa?
A.Ł. Chciałabym serdecznie zaprosić państwa do obejrzenia tego filmu. Wystarczy w wyszukiwarce wypisać Asia Lunarzewska, czy Asia Lunarzewski i piosenka się wyświetli. To był mój pomysł, gdzie to nakręcić. Miałam tylko tydzień, żeby zdecydować się, czy nagrywać clip, czy nie, ale to jest jeden z punktów regulaminu dostania się do Opola, że w ciągu dwóch tygodni - jeżeli wykonawca się dostanie - musi zaprezentować videoclip. Zaryzykowałam. Żeby pokazać tekst i to co czuję, musiało to dziać się w Sydney. Bardzo chciałam pokazać Operę, mosty i wieżowce sydnejskie. Napisałam mały scenariusz, przedstawiłam go Ross’owi Wood’owi. Ross jest autorem videoclipów wielu sławnych australijskich artystow takich jak Tina Arena, czy zespół Human Nature i jest bardzo znany w Australii. Akurat miałam szczęście, że Tom – Tommirock Records zorganizowali mi współpracę z Rossem, ponieważ już wcześniej razem pracowali.
E.C. Muszę wyjaśnić, że Tommirock Records, jest to studio muzyczne w Newcastle, którego właścicielem jest Tom Williams, u którego Asia nagrywała wszystkie piosenki. Tom także robił aranże i grał na wszystkich instrumentach – jest multiinstrumentalistą.
A.Ł. Tom będzie również grał ze mną na koncercie w konsulacie. Wracając do videoclipa: udało nam się pokazać wszystko, co chciałam przedstawić. Przy okazji zdałam sobie sprawę, jak ciężko jest nagrywać w Sydney, np. nie wolno kręcić filmów koło Opery, a za pozwolenie, takie osoby jak ja, muszą zapłacić kilka tysięcy dolarów. Natomiast Ross, ponieważ jest sydnejczykiem, wiedział jak uniknąć kontrolerów. I nagraliśmy tyle, ile byliśmy w stanie. Ale bardzo się cieszę, bo jest wszystkiego po trochu. Ale najważniejsze, że chciałam pokazać klimat, jak my się tutaj czujemy, nie tylko Polacy, ale jak się czuje każdy człowiek w wielkim mieście, taki który wyjechał z rodzinnego miasta, często małego miasta, z innego kraju... mam nadzieję, że udało mi się stworzyć taki klimat.E.C. W jednym miejscu stoisz na tarasie, na dachu, na czterdziestym dziewiątym piętrze. Który to jest budynek i przy jakiej ulicy?
A.Ł. To jest na Pitt Street, w Meriton Apartments i tu chcę państwa zachęcić - jeśli nie mieszkacie w Sydney, to są wspaniałe apartamenty i wcale nie takie drogie. Gdy kręcilismy była niedziela, dostaliśmy apartament na najwyższym piętrze i stamtąd był wspaniały widok na całe Sydney, Ross mógł doskonale pokazać panoramę miasta.
E.C. Ponieważ jestem producentką dwóch twoich filmików, które są na YouTube: „Zbuntowany Anioł” i „Biały krzyż”, dostaję mnóstwo listów od Polaków z całego świata, z zapytaniem, gdzie można kupić twoją płytę.
A.Ł. Płytę będę sprzedawała po koncercie w konsulacie, natomiast piosenki, które do tej pory nagrałam, przejdą do następnej płyty - chciałabym połączyć je wszystkie, bo to jest historia: piosenki o Strzeleckim, o Adynie, plus te nowe. Piosenki te będzie można nabyć na stronie internetowej www.tommirock.com , podam też informacje o płycie przez radio 2000FM, Puls Polonii i Blogowisko. Natomiast będzie można je nabywać osobno na iTune - to jest bardzo popularna forma sprzedaży.
E.C. Coś takiego jak eBay?
A.Ł. Tylko, że na iTune można kupić tylko jedną piosenkę. Jest to bardzo korzystna forma, umożliwiająca sprzedaż artystom takim jak ja, którzy nie mają możliwości sprzedaży w wielkich sklepach. Natomiast całą płytę będzie można nabyć na stronie internetowej i po moim koncercie.
E.C. Wspomniałaś, że piosenka „Ciągle tutaj” powstała w ciągu dwóch tygodni. Ale nie tylko ta, wszystkie piosenki tworzysz w takim oszałamiającym tempie, tak powstał „Zbuntowany Anioł”, a piosenki o Strzeleckim?
A.Ł. Pierwszą („Edmundzie podróżniku” - dop. redakcji) też napisałam na szybko, i potem Ernestyna Skurjat-Kozek przysłała mi wzruszający tekst pana Marka Baterowicza - który jest moim ulubionym polonijnym poetą - „List do Adyny”. To było dla mnie ogromne przeżycie. Nawet dzisiaj, jadąc samochodem myślałam właśnie o tym tekście, bo jest to piękny, głęboki i nierymowany tekst. A do takich tekstów niełatwo pisze się muzykę.
E.C. Idealnie dobrałaś muzykę, są w niej piękne przejścia harmoniczne i piosenki tej słucha się z ogromnym wzruszeniem. Ja zawsze mam „gęsia skórkę”. A tak na marginesie, to wiele osób pisze, że słuchając twoich piosenek mają „ciary”. Masz wyjątkową łatwość komponowania. Tworzysz doskonale dopasowaną do tekstu linię melodyczną, świetnie dobierasz akordy, czyli tworzysz harmonię piosenki. Czy kompozycji uczyłaś się na studiach?
A.Ł. To nie był mój główny przedmiot, bo w Polsce uczyłam się Wychowania Muzycznego, tak samo tutaj. No... tutaj to zupełnie inaczej wyglądają studia niż w Polsce.
E.C. Myślę, że są bardziej praktyczne...
A.Ł. Oczywiście, że tak. A komponowanie to jest takie coś, że albo się to ma, albo się nie ma. Czasem najłatwiej się komponuje kiedy się sprząta, czy jedzie samochodem albo spaceruje...
E.C. Tylko wtedy jest problem, żeby to zapisać, bo pomysł ucieknie.
A.Ł. No... teraz to nie jest żaden problem, bo wszystkie instrumenty techniczne typu mp3, czy iPod mają mikrofony. Zachęcam zatem do spacerków i ...komponowania.
E.C. Chyba wszyscy u nas wiedzą, że napisałaś super piosenkę „Zbuntowany Anioł” o Krzysztofie Klenczonie, w Expressie Wieczornym była podana wiadomość o twoim pobycie na festiwalu klenczonowskim w Szczytnie i że zdobyłaś tam trzecią nagrodę. To był twój pierwszy polski festiwal. Jakie miałaś wrażenia?
A.Ł. To było ogromne przedsięwzięcie, bo to był kilkudniowy festiwal. W ciągu tych kilku dni odbywał się konkurs piosenek Krzysztofa Klenczona. Dlaczego w Szczytnie? Ponieważ tu spędził dzieciństwo i młodość i tutaj jest pochowany. To dla mnie było ogromne przeżycie ponieważ znalazłam się wśród ludzi, którzy kochali jego muzykę. Ja również poznawałam jego muzykę będąc tam. Dlaczego powstała piosenka „Zbuntowany Anioł”? On faktycznie był zbuntowany. Był taki jak my, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, nie mógł się przystosować, ciągle czegoś mu brakowało.
![]() |
| Wiesław Wilczkowiak, Janusz Kondratowicz i finalistki festiwalu w Szczytnie |
Poznałam również siostrę Krzysztofa, Hanię Klenczon – wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zresztą wszyscy z jego rodziny byli bardzo mili. Poznałam też mieszkającego w USA wnuka Bibi i Krzysztofa - bardzo fajny chłopak.
E.C. Muszę dodać, że jest on bardzo dumny, że miał tak utalentowanego i sławnego dziadka.
A.Ł. Ten wyjazd był dla mnie ogromnym przedsięwzięciem. Wiadomo, ja, aż z Australii, ogromna scena, wspaniali wykonawcy... Muszę przyznać - zakochałam się w Skaldach. Myślałam zawsze, że to już nie ten rodzaj muzyki i nie to pokolenie, ale chylę czoła przed wszystkimi członkami zespołu Skaldowie, bo są bardzo energicznymi na scenie i bardzo profesjonalnymi muzykami.
E.C. Dzięki temu, że zdobyłaś jedną z głównych nagród, wystąpiłaś w koncercie finałowym, na którym prezentowały się gwiazdy polskie i zagraniczne. Największą sensacją tego festiwalu był zespół Gipsy King.
A.Ł. Gipsy King występował na samym końcu, jako gwiazda numer jeden i to było niesamowite, bo oni wystąpili około drugiej w nocy! My w Australii zapomnieliśmy, że można się bawić do rana. Kluby zamyka się najczęściej o dwunastej. A tam wszyscy się świetnie bawili. Gdy Gipsy King wyszli na scenę, stałam z tyłu i mogłam obserwować gitarzystów, to było ogromne przeżycie.
E.C. To był koncert pod gołym niebem i to nie tysiąc, ale jak mówią niektórzy szesnaście do dwudziestu tysięcy widzów obserwowało te występy.
A.Ł. Były tłumy, ludzie bawili się doskonale, atmosfera była świetna, pogoda wspaniała, piękne jezioro, łódki, czego można sobie jeszcze więcej życzyć? ...
E.C. Właśnie minęło dwadzieścia lat od czasu jak zaczęłaś śpiewać...
A.Ł. Rozpoczęłam moje śpiewanie wyjeżdżając, przez Pagart, na różne wyjazdy tzw. zarobkowe, w czasie wakacji tylko. Były to wyjazdy do byłej Jugosławii i do Niemiec. Rok przed zakończeniem studiów, w 1991 miałam swój pierwszy wielki koncert z muzykami z mojej uczelni. Od tego czasu liczę początek mojego śpiewania. Potem miałam jeszcze kilka występów i ...wyjechałam do Australii.
Tu musiałam zacząć wszystko od początku. Najpierw nauka języka angielskiego, studia, dziecko, praca, a teraz myślę, że wreszcie przyszedł czas dla mnie, żebym w jakiś sposób próbowała się realizować.
E.C. Nie każdemu udało się dobrze znaleźć w Australii. Ty miałaś szczęście. Skończyłaś studia i nadal pracujesz w swoim zawodzie, uczysz muzyki w liceum.
A.Ł. Uczę muzyki i w tym roku zaczęłam także uczyć nowego przedmiotu, wszedł do szkół średnich w 2004 r. nazywa się Entertainment. Jest to przedmiot techniczny. Uczniowie w liceum mogą zdobywać certyfikat z tego przedmiotu. Jestem jedynym nauczycielem tego przedmiotu w mojej szkole katolickiej w Newcastle i w całym regionie i jestem bardzo dumna z tego powodu.
E.C. Co obejmuje ten przedmiot?
A.Ł. Entertainment uczy wszystkiego związanego z występem, z wyjątkiem wykonawstwa. Ktoś, kto zdobywa taki certyfikat, pracuje poza sceną. Musi umieć obsługiwać światła, obchodzić się ze sprzętem nagłaśniającym, musi wiedzieć jak zaprojektować scenę, w ogóle musi wiedzieć w jaki sposób zorganizować wielki koncert. Trochę bałam się tego przedmiotu, ale moi uczniowie uwielbiają to, ja zresztą też. Wiadomo, śpiewacy też muszą umieć obsługiwać aparaturę i to doświadczenie przez wszystkie lata dało mi wiedzę, żeby uczyć takiego przedmiotu. Wybieram się też do NIDA na dwutygodniowy kurs szkoleniowy.
E.C. Jest to bardzo praktyczny przedmiot, koncerty są coraz bardziej popularne i potrzeba ludzi do pracy przy nich.
A.Ł. W tym roku był to jeden z najbardziej intratnych i poszukiwanych zawodów. Tak, że zapraszam młodzież do nauki, można w TAFE, a można w szkole, jeśli się chodzi jeszcze do liceum.
E.C. Siódmego maja w konsulacie RP odbędzie się twój koncert.
A.Ł. Już chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić. Koncert jest organizowany przez Komitet Obchodów 170-lecia Polskiej Emigracji do NSW. Dochód będzie przeznaczony na organizowanie obchodów w przyszłym roku, również część dochodu będzie przeznaczona na pokrycie części kosztów wydania mojej nowej płyty, którą poświęcam wszystkim Polakom zamieszkałym w Nowej Południowej Walii.
E.C. No... nie tylko, płyta ma być poświęcona wszystkim Polakom rozproszonym po całym świecie.
A.Ł. Myślę, że to będzie nas wszystkich dotyczyło. Muszę tu dodać, że nawiązałam kontakt z osobą, która od wielu lat pisze piosenki i dostałam od niej wspaniałe teksty, a są to teksty zabawne, tak, że koniec ze smutami. Będą to zatem piosenki wesołe i chciałabym je nagrać w dwóch językach. Dlatego, że nasze dzieci często nie rozumieją języka polskiego, a chciałabym i do nich dotrzeć. Koncert siódmego maja będzie początkiem fali spotkań kameralnych przy muzyce. Chciałabym podziękować panu Januszowi Nawrockiemu, który zainicjował ten koncert, on również podsunął mi pomysł, żebym nagrała okolicznościową płytę. Jeśli się odbywa jakieś historyczne wydarzenie, to ktoś może o tym napisać, namalować obraz, a pan Janusz wpadł na pomysł, żeby wydać płytę z piosenkami dedykowanymi Polonii. Koncert ten ma wielu sponsorów: Radio 2000FM, Express Wieczorny, Radio SBS, Blogowisko Eli Celejewskiej, Puls Polonii, dr. Kaja Łukaszewicz, Tom Williams, który weźmie udział w koncercie grając na fortepianie i na saksofonie, Darek Paczyński, który poprowadzi wieczór. Wspaniałe obrazy Krisa Kosa będą sprzedawane na aukcji, pan Jurek dostarczy pączki, pani Teresa Wolak doskonałe miody pitne, wspaniałe Delikatesy z Roseville smakołyki i zgłosił się sklep na Rocks z opalami, który również chce nam pomóc. Ktokolwiek chciałby wziąć udział w koncercie jako sponsor, to serdecznie zapraszamy. Również dziękuję serdecznie Konsulatowi i wszystkim, którzy przybędą na ten koncert przy świecach - mam nadzieję, że pan konsul pozwoli nam świece zapalić. Zatem zapraszamy państwa - w czwartek, siódmego maja o godzinie 19.00 do konsulatu RP, 10 Trelawney str., Woollahra - jestem pewna, że będziemy się świetnie bawić!
E.C. Piosenka „Ciągle tutaj” startuje do eliminacji do festiwalu opolskiego. Kiedy będziesz znała wynik?
A.Ł. W sobotę 25 kwietnia dowiem się, czy piosenka się dostała, czy nie. Mam jeden procent powodzenia, dlatego, że wiadomo, jest ogromna konkurencja, poza tym nie ma mnie tam! - w Polsce i to też może zaważyć na decyzji, ale najważniejsze, proszę państwa – trzymajcie za mnie kciuki przed!...
E.C. Myślę, że masz trochę większe szanse niż jeden procent, bo już zostałaś zauważona w Polsce. Po sukcesie w Szczytnie, dwa wywiady w popularnej Jedynce przeprowadził z tobą znany prezenter Zbigniew Krajewski, który kiedyś prowadził Lato z radiem, a teraz ma swój, chyba codzienny, program muzyczny. Mówił też o tobie Marek Gaszyński, a „Zbuntowany Anioł” był puszczany kilka razy w polskim radiu, a na YouTube, ma oglądalność ponad czternaście tysięcy i pozytywne opinie. Tak więc, myślę, że zostałaś zauważona w Polsce, chociaż mieszkasz w Australii.
A.Ł. Nie lubię mówić o tych sprawach, szczególnie, gdy usiłuję dostać się na tak wielki festiwal, ale muszę przyznać, że mam wielu przyjaciół, którzy popierają mnie i chcą pomóc. Nawet najlepszy artysta, piosenkarz, jeśli jest sam, nie może nic osiągnąć. Wszyscy młodzi, którzy teraz występują, mają za sobą wielkie korporacje muzyczne, jak SONY, czy EMI. Chyba, że wybitnie zdolni ludzie mają szansę, biorąc udział w konkursach, bardzo obecnie popularnych. A ja idę do przodu małymi krokami i muszę przyznać, że Polonia jest wspaniała. Poznałam wielu wspaniałych ludzi. W mojej działalności nie spotkałam się z niczym przykrym i cieszę się, że jest coś, co nas wszystkich jednoczy i tym czymś jest muzyka. I jeśli ja mogę wnieść trochę uśmiechu, czy nawet miłości do czyjegoś serca - to przecież właśnie dlatego się śpiewa.
E.C. Myślę, że jeżeli dostaniesz się do Opola, to będzie to nie tylko twój sukces, ale też duma nas wszystkich, bo jeszcze nie było piosenkarki z Polonii australijskiej startującej na tym najważniejszym polskim festiwalu.
A.Ł. Jeżeli nie dostanę się do Opola, nie stanie się to powodem, żeby zakończyć moje śpiewanie. W końcu, jest to tylko jeden z konkursów. Mam zamiar nagrać płytę i śpiewać jeszcze przez jakiś czas. Mam też nadzieję, że moje piosenki będą się państwu podobały. Wyrażajcie swoje opinie, chętnie ich wysłucham, bo przecież najważniejsze jest śpiewać dla kogoś.
E.C. Niewątpliwie ludzie słuchają twoich piosenek chętnie, masz powodzenie na YouTube, odkryłam też polskie strony internetowe, które przepisują twoje piosenki z YouTube, u nas jesteś na Blogowisku i na Pulsie Polonii, jesteś także częstym gościem w Radiu 2000FM, mnóstwo ludzi widziało cię na festynach na Darling Habour i na innych polonijnych imprezach. Życzymy ci zatem jeszcze wielu lat śpiewania, a czytelników Expressu Wieczornego zapraszamy na koncert do konsulatu RP w Sydney. Dziękuję ci za rozmowę.
***
Ela Celejewska - Sydney, Australia
Email ela.celejewska@gmail.com
radio2000fm@o2.pl
Muzyk - po szkole muzycznej II stopnia.
Zespoły:
kwartet wokalny Meteory (1965-66)- śpiewający z zespołami Bossa Nova Combo i Tajfuny. Występ w Premierach Opole 1966 z piosenką Krzysztofa Sadowskiego „Każdy człowiek ma swój dzień”. Raczej pierwsza w Polsce gitarzystka grająca na gitarze elektrycznej, najpierw w kilku zespołach dziewczęcych w Domach Kultury w Warszawie, potem sporadycznie z muzykami Bossa Nova Combo i w zespole M. Fogga – Klipsy.
1970 – 74 gitarzystka i wokalistka dziewczęcych zespołów Violinki i Heartbreaker’ s występujących na terenie całej byłej Jugosławii. (Kontrakty przez PAGART). Następne lata to występy w byłym NRD i praca jako instruktor muzyczny w warszawskich Domach Kultury.
Od 1983 roku mieszka w Australii. W latach 80-90-tych prowadzi znany dziecięcy zespół Polskie Kwiaty, w latach 1990-2006 występuje na licznych imprezach polonijnych ze wszystkimi sydnejskimi polonijnymi muzykami ( także na I Polskim Bożym Narodzeniu na Darling Habour - w sercu Sydney); ostatnie lata z wokalistką - córką Selmą, śpiewając i grając na dwóch korgach. Benefis w Konsulacie RP w Sydney 2003r.
W latach 90-tych sporadycznie współpracuje z polską sekcją radia SBS, prowadząc audycje muzyczne. W tym wywiad z Czesławem Niemenem w 1993 roku, przeprowadzony wraz z redaktorką Ernestyną Skurjat. Za wspomnienie tego spotkania dostała I nagrodę w konkursie organizowanym przez Sopockie Korzenie – marmurową gitarkę.
Od 1999 roku robi regularnie audycje w Sekcji Polskiej Radia 2000FM. W ostatnich latach jest także redaktorem programowym tego radia i prowadzi wszystkie strony internetowe radia:
http://pl2000fm.blogspot.com.au/
Antoni Malewski - Galeria Arkady
![]() |
| „Końskie jatki” protoplasta dzisiejszej Galerii ARKADY przy ulicy Rzeźniczej |
41. GALERIA „ARKADY”
„Tomaszowskie małe sukiennice” to budowla w centrum miasta, w części północno/wschodniej pierzei Placu Kościuszki, w kompleksie architektonicznym budynku i schodów ulicy Rzeźniczej (dawna Marcepanowa) w dół do ulicy Tkackiej. Wzniesiona w I połowie XIX wieku (lata1830-1837) budowla powstała z przeznaczeniem na jatki rzeźniczo-cukiernicze. Zaistniała w planie zabudowy gospodarczej założyciela fabrycznego miasta Tomaszów Mazowiecki, hrabiego Antoniego Ostrowskiego. Funkcję jatek ze sprzedażą taniego mięsa, w tym koniny, budowla pełniła przez prawie 130 lat. Zapamiętałem tę część miasta z nie najlepszej strony, zawsze w czasie sprzedaży mięsa, warzyw, owoców, panował wokół jatek brud i bałagan. Walały się porozrzucane skrzynki, opakowania towarów, liście sałaty, kapusty, cebula. Cuchnęło zgnilizną, pokonując drogę wokół jatek przyspieszało się kroku zatykając nos. Wieczorem kiedy zamknięto sklepy, narożnik Placu Kościuszki służył miejskiemu, „szemranemu” towarzystwu na różnego rodzaju spotkania.
Podcienia jatek służyły do spożywania alkoholu, załatwiania potrzeb fizjologicznych a nawet uprawianie przygodnego seksu. Narożnik ulic Rzeźnicza/Pl. Kościuszki był kiepsko oświetlony, zawsze ciemno tu było tak, że można było robić różne rzeczy, nawet dostać po „gębie”. Gdy uzupełniano oświetlenie jatek, to trwało tylko krótką chwilę, bo jakiś zakazany typ stłukł i tak bardzo słabo świecące żarówki. Na początku lat 60-tych na samym końcu ciągu jatek, dużym wzięciem wśród młodzieży cieszyła się cukiernia pani Schabowej. By nie stracić klienta właścicielka wokół, na deptaku jatek, utrzymywała porządek i …. chwała jej za to. Dzięki temu końskie jatki nie były już śmietnikiem, stały się bardziej „cywilizowane”. Cukiernia oferowała pyszne ciasta z kremem i winogronami, wspaniałe lody czy inne wyroby cukiernicze. Te wspaniałości, kulinarne smakołyki, istniały do końca działalności handlowej jatek. Na przełomie lat 60/70 ub. wieku powstała koncepcja by „tomaszowskie sukiennice” przerobić na placówkę kulturalną, których Tomaszów Mazowiecki nie posiadał w nadmiarze.
![]() |
| „Ogródek piwny” na tarasie przed Galerią ARKADY (dawne „końskie jatki”) przy ul. Rzeźniczej |
![]() |
| „Ogródek piwny” raz jeszcze |
![]() |
| Marek Karewicz to jedna z najbardziej zasłużonych dla Tomaszowa postaci, którzy bywali w Galerii Arkady |
![]() |
| Wnętrze Galerii ARKADY |
Można znaleźć się na dnie, nie osiągnąwszy głębi.
Stanisław Jerzy Lec
Antoni Malewski urodził
się w
sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś.
Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a
ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją
rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i
Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako
nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i
młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”,
„A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w
„Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce,
która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników
Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.wtorek, 13 września 2016
Ja zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że Australia jest aż tak daleko! - ze zwyciężczynią lipcowego notowania Polisz Czart Asią Lunarzewski rozmawia Sławek Orwat
![]() |
| Asia Lunarzewski i jeden z autorów tekstu naszego numeru 1 Wiesław Wilczkowiak |
![]() |
| Janusz Kondratowicz |
![]() |
| Janusz Kondratowicz podpisuje tekst "Zbuntowanego Anioła" do ZAiKS-u |
![]() |
| Jerzy Skrzypczyk |
| Autorzy tekstu do "Zbuntowanego Anioła - Wiesław Wilczkowiak i Janusz Kondratowicz |
Podobała się, ale stwierdził, że jest za długa. Żadna stacja radiowa nie puści jej w całości. Jurek wyjął z torby swojego laptopa, załadował płytę i przez część naszej podróży poprawiał płytę. Nie wiem, co zrobił i jak ale płyta miała już czas 4: 38 zamiast prawie 6 min. Wysłałem do Asi, zaakceptowała. Można, więc powiedzieć, ze w tej piosence mają swój udział Czerwone Gitary w osobie Jurka Skrzypczyka. Następnym moim krokiem było zgłoszenie Asi do Konkursu IV Festiwalu Piosenki Krzysztofa Klenczona w Szczytnie. Przyjechała z dalekiej Australii przepięknie zaśpiewała Biały Krzyż i Zbuntowanego Anioła. Zajęła trzecie miejsce, choć zdaniem Janusza Kondratowicza i również moim była najlepsza. Pozostał niesmak. Osoba, która powinna być najbardziej odpowiednią, aby pogratulować Asi nawet do niej nie podeszła. Natomiast ładnie zachował się Adam Staniszewski z zespołu Żuki. Podszedł do Asi i powiedział, że słuchając piosenek miał „ciary”! Takich osób było więcej! Asia zaprezentowała się wspaniale! Pozwolę sobie zacytować wypowiedź Eli Celejewskiej:
![]() |
| Ela Celejewska |
| Asia i jej managerka Ola wraz z legendą polskiego dziennikarstwa muzycznego Markiem Gaszyńskim |
![]() |
| Asia w Newcastle Club w Australii - marzec 2008 |
Asia Lunarzewski: Sławku, z góry powiem, że nie lubię pisać, a już najbardziej nie o sobie! Zbyt długo, by tę całą historię opisywać, zresztą już Wiesław Wilczkowiak opisał cały ten proces doskonale. Nie ma w tym wielkiej historii oprócz faktu, że miałam ogromne szczęście poznać tych wspaniałych ludzi jak Ela Celejewska i Wiesław Wilczkowiak. Znalazłam się też w takim momencie mojego życia oraz muzycznej kariery, że chciałam jeszcze zawalczyć na polskiej scenie muzycznej. Kiedy pojawiła się propozycja napisania piosenki o Krzysztofie Klenczonie, pomyślałam: dlaczego nie? W dodatku znałam już wcześniej Toma Williams (Diesel), z którym świetnie mi się pracowało, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby to zrobić jeszcze raz. Tom wtedy zaczynał karierę producenta muzycznego, więc traktował ten projekt jako wezwanie muzyczno-producenckie.
- Na jakiej plaży kręcony był clip do "Zbuntowanego Anioła"?
Asia: Ten clip zrobiony był trochę amatorsko, co zresztą widać, ale chciałam aby słuchacze i widzowie mogli mnie również zobaczyć. Tutaj gdzie mieszkam w Newcastle w Australii, mamy mnóstwo pięknych plaż, a ta jest moja ulubiona. Nazywa się Dudley Beach. Teledysk nagrała moja znajoma Simone Holly, dla której był to debiut.
Asia: Ten clip zrobiony był trochę amatorsko, co zresztą widać, ale chciałam aby słuchacze i widzowie mogli mnie również zobaczyć. Tutaj gdzie mieszkam w Newcastle w Australii, mamy mnóstwo pięknych plaż, a ta jest moja ulubiona. Nazywa się Dudley Beach. Teledysk nagrała moja znajoma Simone Holly, dla której był to debiut.
- Ile lat jesteś na scenie?
Asia: Ho ho ho, a może i dłużej!!! (sorry to tekst Smolenia, który zresztą kocham). Chyba śpiewam już ponad 30 lat! Wliczając mój pierwszy solowy koncert w klubie studenckim “Panopticum” w Cieszynie w 1991 roku tuz przed wylotem do Australii. Wcześniej były występy w Domach Kultury oraz udziały w rożnego rodzaju konkursach piosenki, które były zaczątkiem mojej przygody ze śpiewaniem. Zapomniałam dodać, że miałam kilka występów organizowanych przez “Pagart”. Kiedyś to była poważna instytucja muzyczna. Miałam również przyjemność śpiewania za granicą dzięki właśnie “Pagartowi” m.in w Niemczech i byłej Jugosławii.
- Wyjechałaś do Australii jako Asia Łunarzewska. Obecnie jesteś znana jako Asia (Asha) Lunarzewski. Zauważyłem, że sporo Polek w Australii posługuje się nazwiskami w rodzaju męskim, czego nie spotykam wśród Polek w Wielkiej Brytanii. Czy jest to jakiś określony prawem przepis czy po prostu australijska tradycja?
Asia: A ja myślałam, że kobiety w Wielkiej Brytanii używają tych samych końcówek, co ich partnerzy czy mężowie. To tylko dla wygody.
- Brytyjki oczywiście tak, ale wśród mieszkających tu polskich rodzin nie zauważyłem takiej praktyki.
Asia: Tutaj kobiety oraz mężczyźni piszą nazwiska używając tych samych końcówek. A dlaczego Asha a nie Asia? Asia pisze się i znaczy Azja w języku angielskim. Nie chciałam, żeby moje imię wymawiali jak Azja, wiec powstała Asha.
- W piosence "Ciągle tutaj" napisałaś takie słowa: "Piszę do ciebie, choć późno już...". Od razu nasunął mi się fragment "Czarnego bluesa o czwartej nad ranem" Starego Dobrego Małżeństwa z przeszywającym serce fragmentem: "Czemu cię nie ma na odległość ręki? Czemu mówimy do siebie listami? Gdy ci to śpiewam, u mnie pełnia lata, gdy to usłyszysz, będzie środek zimy", która dokładnie teraz w Australii powoli dobiega końca, podobnie jak europejskie lato! Jak wytrzymujesz tak ogromny dystans z ojczyzną i tę odmienność pór roku? Zdarza Ci się płakać, kiedy myślisz "Polska"?
Asia: Bardzo dobrze to ująłeś! Ta piosenka jest o tęsknocie. W moim tekście adresuję tę tęsknotę do osoby, która istniała tylko w mojej wyobraźni. Ta osoba, to raczej metafora do wszystkich ludzi (emigrantów), którzy tęsknią z różnych zakamarków świata. Napisałam ten tekst w pokoju hotelowym, było bardzo późno i znalazłam natchnienie. Pisałam ją z myślą o występie w Opolu i chciałam poruszyć temat emigracji oraz samotności. W końcu tylu nas wyjechało z kraju! Oczywiście, że tęsknię za Polską, za rodzicami i przyjaciółmi i za miejscami, które są mi bliskie. Na szczęście teraz mamy Internet, Skype oraz tańsze bilety samolotowe, wiec daje jakoś rade!
- Zawsze marzyłaś o występie w Opolu, gdzie - jak sama to powiedziałaś - chciałaś reprezentować zwykłych ludzi, jakich oglądasz na co dzień, takich którzy wyjechali np. do Londynu, czy Irlandii za pracą i pozostawili swoich najbliższych. Bardziej tęsknisz za Polską jako miejscem, czy też za określonymi osobami, którzy są dla Ciebie bliscy?
Asia: Trudno jest reprezentować innych ludzi oraz ich decyzje o emigracji. Każdy przecież ma swój powód dla którego wyjechał. Prawda jest taka, że emigracja to ogromne indywidualne przeżycie. No bo trzeba mówić innym językiem, uczyć się nowych obyczajów, szukać nowych znajomości itd. Ja zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że Australia jest aż tak daleko! Wiedziałam, że to prawie koniec świata, ale byłam młoda i miałam cały świat u stop! Tutaj w Australii czekali już teściowie, wiec nasze początki nie były trudne. Potem nauka języka, znowu studia muzyczne i szukanie czegoś dla siebie. Ja nigdy nie bałam się nowych wyzwań. Nie ważne było to, że na początku umiałam tylko kilka slow po angielsku, ja chciałam po prostu śpiewać i uczyć się! Wiem, że mój głos i mój upór pozwoliły mi na szybszą asymilacją oraz na pewien spokój wewnętrzny i pogodzenie się z emigracją i tęsknotą za rodziną w Polsce. Poznałam zaraz na początku wspaniałych australijskich muzyków tutaj w Newcastle, którzy chcieli ze mną grać, zaczęłam śpiewać. Kolejne studia tez udało się ukończyć, bo magistra już miałam z Polski. Potem pojawił się syn Jakub i tak przeminęły 24 lata! Teraz córka mieszka na stałe we Francji, a syn nie ma zamiaru wyprowadzać się z Australii, wiec jestem rozdarta. Zapomniałam dodać, że ciągle jestem szczęśliwą mężatką.![]() |
| Asia z gitarą Krzysztofa Klenczona |
![]() |
| Adam Nowak |
![]() |
| Zbigniew Kurtycz i Maciej Maleńczuk w Opolu (fot. Andrzej Winiarski) |
Asia: Przykro mi ze Ciebie i być może niektórych czytelników rozczaruję, ale nie mam żadnych podstaw, żeby wywodzić się na temat Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Nigdy nie stanęłam na deskach tej sceny, aby zaśpiewać, choć byłam tego bardzo blisko. Wysłałam piosenkę do Premier, ale nie przeczytałam dokładnie regulaminu i podałam, ze współautorem muzyki do piosenki, którą tam właśnie chciałam zaśpiewać jest nie Polak. I to mnie zdyskwalifikowało. A zwyciężczynią Premier Opola 2009 została Ewa Farna, którą bardzo lobię i cenię. To niesamowite jak jej piosenka “Cicho” była podobna do mojej “Ciągle tutaj”!
A tak już ogólnie, to komercja w dzisiejszych czasach jest nie do
uniknięcia, jeśli chce się osiągnąć sukces i sponsorów. Przecież ktoś za
to wszystko musi zapłacić, nieprawda? Grechuta i Demarczyk obroniliby
się na pewno, byli bardzo ciekawi i utalentowani, a takich artystów
Opole zawsze potrzebowało. Nie odmówiłabym zaśpiewania na festiwalu w Opolu, nawet gdyby mnie poproszono o zaśpiewanie starszej piosenki w nowej aranżacji. Tego tutaj właśnie w Australii brakuje. Poszanowania dla starszych piosenek. Młodzi tutaj chcą tworzyć własne, a nie pamiętają przebojów z lat 60-tych czy nawet 80-tych. Uczę muzyki w tutejszym liceum i wiem, ze tak jest. Przynajmniej w Polsce młodzież wie, kto to jest pan Zbigniew Wodecki. Niewielu natomiast moich młodocianych uczniów pamięta artystę o imieniu John Farnham!
![]() |
| Asia Lunarzewski i Wiesław Wilczkowiak |
- Jak już wspomniał to w swoim wstępie Wiesław Wilczkowiak, na festiwalu klenczonowskim w Szczytnie zdobyłaś trzecią nagrodę. Jak postrzegasz nieustającą popularność twórczości Krzysztofa Klenczona, którego teksty, muzyka i sposób interpretacji przyprawiają o dreszcze już trzecie pokolenie Polaków?
![]() |
| Szczytno. Agnieszka Konarska II nagroda i Asia Lunarzewski III |
![]() |
| Szymon Pollak (z lewej) wraz z gitarzystą Tomkiem Olewnikiem |
- Nasz poprzedni zwycięzca Listy Polisz Czart Szymon Pollak z Mogilna, który ma dopiero 25 lat, powiedział następujące słowa: "Krzysztof Klenczon to dla mnie inspirująca postać. Trochę binarna - z jednej strony słychać w jego głosie stanowczość, a z drugiej, że miał osobowość bardzo romantyczną. Tak zawsze Go sobie wyobrażałem. Podziwiałem Go. Pamiętam kiedy jako dziecko słuchałem piosenek Klenczona i zapytałem Ojca dlaczego K.K. nie występuje w TV, przecież ma takie super piosenki. Wtedy Tata powiedział mi, co miało miejsce, popłakałem się". Po Twoim i Szymona zwycięstwach na naszej liście pomyślałem sobie, że dzięki możliwościom, jakie daje Internet, moglibyście wspólnie nagrać jakąś piosenkę w duecie. Czuję, że odbieracie na podobnych falach. Piosenka Szymona "World Without Lines", która wygrała jedno notowanie przed Tobą, ma dla niego - jak sam przyznał - bardzo osobisty charakter. Napisał ją bowiem, kiedy bliska mu osoba opuściła Polskę. Jest w niej nadzieja i powitania na lotnisku... Nie uważasz, że z tego powodu może być ona podobnie jak Twój piękny utwór "Ciągle tutaj" bardzo bliska tym wszystkim, którzy wyjechali z Polski i co myślisz o mojej propozycji Waszego wspólnego nagrania piosenki?![]() |
| Paweł Edmund Strzelecki |
- W latach 1839 - 1843 podczas pobytu w Australii wielki polski podróżnik i odkrywca Edmund Strzelecki zbadał najwyższe pasmo górskie tego kontynentu - Wielkie Góry Wododziałowe, a jego najwyższy szczyt nazwał Górą Kościuszki. Odkrył też krainę, której nadał nazwę Gippsland oraz dolinę Latrobe obfitującą w olbrzymie pokłady węgla brunatnego, ropy naftowej i złota. Edmund Strzelecki opracował też jako pierwszy aż tak szczegółową mapę geologiczną Nowej Południowej Walii i Tasmanii. Piosenkami "Edmundzie podróżniku" i "List do Adyny" postanowiłaś oddać hołd temu wielkiemu Polakowi. Czy naród australijski ma powszechnie świadomość, że ten syn polskiej ziemi ma tak ogromny wkład w rozwój ich niezwykłego kontynentu i czy Polacy przez pryzmat Jego osoby są w Australii szczególnie szanowaną mniejszością narodową?
Asia: Oczywiście za nie. To my Polacy próbujemy, jak tylko możemy, uświadamiać Australijczyków jakim ważnym był dla Australii odkrywcą. Miałam przyjemność współpracować z organizacją kościuszkowską, której prezesem jest pani Ernestyna Skurjat - Kozek, która od wielu lat organizuje festiwal poświęcony m.in Edmundowi Strzeleckiemu w Jindabyne w Gorach Wododziałowych (Snowy Mountains). To właśnie pani Ernestyna poprosiła mnie o skomponowanie muzyki do słów Reginy Sobik. “Edmundzie podróżniku” to jedna z najbardziej drogich mi piosenek.
- Polska społeczność w Australii to głównie Sydney i Melbourne, ale nie tylko. Gdzie jeszcze można spotkać Polaków i w jakich dziedzinach są oni najbardziej aktywni i rozpoznawalni?
Asia: Wszędzie!!! Kilka lat temu występowałam w małej miejscowości Armidale w Nowej Południowej Walii. Właścicielem firmy, która zajmowała się oświetleniem tego koncertu był Polak. Mamy tez w Newcastle Dom Polski ze szkolą polską dla dzieci, do której uczęszczały również i moje.
![]() |
| Asia i Ola |
![]() |
| Ela Celejewska |
- Podkreślasz olbrzymią rolę, jaką w Twoim życiu artystycznym odegrała Ela Celejewska - w Australii Człowiek Instytucja, dziennikarz, radiowiec i mecenas polskiej kultury. Mogłabyś nieco przybliżyć postać Eli i przypomnieć pokrótce jaką rolę odgrywa ona w konsolidacji polskiej społeczności w Australii.
Asia: Mogę jedynie mówić w czasie przeszłym. Ela mieszka w Sydney i ostatnio miewała problem ze zdrowiem. To kobieta, która jest wielkim pasjonatem muzyki, szczególnie Krzysztofa Klenczona. Sama występowała na scenach polskiej estrady z zespołem Bossa Nova Combo Krzysztofa Sadowskiego. Po wyemigrowaniu do Australii (Sydney) nadal występowała dla Polonii w klubach na terenie Sydney. Jest wspaniałą kobieta o wielkim sercu, dzięki której i ja zbliżyłam się do muzyki Krzysztofa.
- Czy utrzymujesz kontakt z polską sceną muzyczną? Kogo cenisz sobie
najwyżej z artystów współczesnych oraz kto z artystów, którzy zaczynali
swoje kariery jeszcze w latach 60-tych i 70-tych był i nadal jest dla
Ciebie niedoścignionym wzorem i inspiracją?
Asia: Oczywiście, że tak. Na bieżąco śledzę poczynania polskich zespołów i artystów. Mam w domu polską telewizję, którą opłacam miesięcznie (uwaga 50 AUS dolarów!!!), więc TVP I TVN oglądam na co dzień. Rano, kiedy wszyscy w Polsce gonią do pracy i oglądają w pościgu np, Dzień dobry w TVN, ja spokojnie (bo w Australii to późne popołudnie) zerkam na program np. przygotowując kolację. Opole oraz Sopot oglądam od lat na bieżąco, a ostatnio również śledzę weekendowe koncerty “Lata z Radiem” w TVP. Jeśli chodzi o moich ulubionych polskich artystów, to jest ich wielu. Oczywiście, że cenię sobie szczególnie kilku. Uwielbiam np. Kayah za jej cudowny głos, piękne piosenki, osobowość i temperament sceniczny, Mieczysława Szcześniaka za wspaniały głos, Annę Marię Jopek za ciągłe szukanie nowych dźwięków, Steczkowską za czystość dźwięków oraz oryginalność. Mogłabym tak jeszcze długo opowiadać o polskich piosenkarzach. Och, zapomniałabym o Beacie Kozidrak!!! Uwielbiam jej głos i piosenki!
| Anna Maria Jopek w Londynie (fot. Monika S. Jakubowska) |
![]() |
| Mieczysław Szcześniak wraz z laureatką Polisz Czart 14-toletnią Caroline Baran z Chicago |
Asia: Oczywiście, że tak. Na bieżąco śledzę poczynania polskich zespołów i artystów. Mam w domu polską telewizję, którą opłacam miesięcznie (uwaga 50 AUS dolarów!!!), więc TVP I TVN oglądam na co dzień. Rano, kiedy wszyscy w Polsce gonią do pracy i oglądają w pościgu np, Dzień dobry w TVN, ja spokojnie (bo w Australii to późne popołudnie) zerkam na program np. przygotowując kolację. Opole oraz Sopot oglądam od lat na bieżąco, a ostatnio również śledzę weekendowe koncerty “Lata z Radiem” w TVP. Jeśli chodzi o moich ulubionych polskich artystów, to jest ich wielu. Oczywiście, że cenię sobie szczególnie kilku. Uwielbiam np. Kayah za jej cudowny głos, piękne piosenki, osobowość i temperament sceniczny, Mieczysława Szcześniaka za wspaniały głos, Annę Marię Jopek za ciągłe szukanie nowych dźwięków, Steczkowską za czystość dźwięków oraz oryginalność. Mogłabym tak jeszcze długo opowiadać o polskich piosenkarzach. Och, zapomniałabym o Beacie Kozidrak!!! Uwielbiam jej głos i piosenki!
- Prawie każdy z nas czy to dziennikarzy, czy muzyków polskich żyjących w UK poza realizowaniem swojej pasji musi gdzieś pracować zarobkowo, aby normalnie istnieć. Jakże często nasza praca nie ma nic wspólnego z naszą pasją, a ponadto jakże często jest ona znakomitym studium obserwacji naszych cech narodowych, które na emigracji chyba zauważa się lepiej niż mieszkając w Polsce.
Czy w Australii także jest trudno wyżyć w zawodach twórczych i artystycznych i jak Tobie udaje się te dwie sfery łączyć i czy znasz wielu Polaków w Australii, którzy zawodowo realizują się w swoich pasjach?
Czy w Australii także jest trudno wyżyć w zawodach twórczych i artystycznych i jak Tobie udaje się te dwie sfery łączyć i czy znasz wielu Polaków w Australii, którzy zawodowo realizują się w swoich pasjach?Asia: Myślę, że sytuacja jest podobna. Choć znam wielu australijskich muzyków, którzy sobie nieźle radzą. Np. perkusista, który często ze mną występuje na co dzień uczy prywatnie instrumentu, a w weekendy gra jako muzyk sesyjny, czy po prostu chałturuje. Nie jest łatwo utrzymać się tylko z grań weekendowych, ale wszystko zależy od tego, gdzie się mieszka i kim się jest w świecie muzycznym. Ja na szczęście obcuję z muzyką na co dzień. Uczę muzyki w liceum katolickim w Newcastle. Tutejsze nauczanie przedmiotu jest bardzo związane ze sceną. Oprócz uczenia teorii czy historii muzyki, a ostatnio technologi w muzyce, organizuję również koncerty dla uczniów. Tydzień temu moi obecni i byli uczniowie oraz moi profesjonalni koledzy występowali wspólnie w jednym koncercie w bardzo prestiżowym klubie “Lizottes” w Newcastle. My muzycy musimy być pro aktywni i otwarci na rożne propozycje i pomysły, co ja zresztą czynię. Już myślę o zorganizowaniu w przyszłym roku Festiwalu Muzyki Francuskiej. Uwielbiam śpiewać po francusku, a moje bardzo bliskie znajome Francuski są mistrzyniami kuchni tego kraju, no więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby te dwie pasje połączyć. Przez muzykę do żołądka?
- W piosence "Ciągle tutaj" oddałaś hołd wszystkim Polakom rozproszonym po świecie. Nie zawsze - o czym oboje dobrze wiemy - jest to społeczność pozytywna i kolorowa. Pokazują to choćby piosenki Kazika Staszewskiego "Natalia w Bruklinie" Czy Pawła Kukiza "Całuj mnie". Moja matka chrzestna i jej rodzina mieszka w australijskim Melbourne od końca lat 60-tych, ja spędziłem w UK już ponad 12 lat życia, dzięki czemu także mam swoje osobiste zdanie o Polonii. Spróbujesz bardzo obiektywnie spojrzeć na to zjawisko, którego sama jesteś częścią i powiedzieć najszczerzej jak potrafisz jak postrzegasz Polaków za granicą, z jakich powodów postanowiłaś kiedyś do nich dołączyć i dlaczego aż na Antypody?
Asia: Środowisko polonijne w Newcastle jest chyba trochę wyjątkowe. Tutejsza polska emigracja w dużej mierze zaczęła się po drugiej wojnie światowej. Polonia lat 80 tych emigrowała głownie do Sydney czy Melbourne. Ja od początku mieszkałam w Newcastle, poznałam wspaniałych Polaków, z którymi do dziś się przyjaźnię. Co roku zaprażmy się na Święta, wspólnie gotujemy i dzielimy się potrawami. Niestety, nie każdego stać, aby z rodziną co roku wybrać się na Święta do Polski, to przecież ponad 22 godziny samego lotu!!! A trzeba do tego doliczyć przesiadki i wyczekiwania na lotniskach. Dlatego lubimy przebywać razem I rozmawiać po polsku. Czasem organizuję polonijne koncerty, na które zapraszam australijskich muzyków. Śpiewam wtedy polskie piosenki, które publiczność zna. Uwielbiam śpiewać piosenki wykonywane przez Hannę Banaszak oraz Annę Marię Jopek czy Kajah. Ostaniu fascynuję się muzyką francuską, dlatego oprócz Edith Piaf śpiewam po polsku również piosenki Jacques'a Brela. Oczywiscie nie wszyscy polonusi przychodzą na te koncerty, ale ja już dawno przestałam dzielić moją publiczność na polską i australijską.
- Wspomniałaś o swojej fascynacji piosenką francuską. Przed rokiem wzięłaś udział w dużym wydarzeniu muzycznym wraz z takimi wykonawcami jak: Anthea Harrington, Zoe Arthur, DJ Cotton, Vincent Parmeter, Andrew Wallace, Rob Coxon, Leigh Sherringham, John Kellaway i Jamie Pollock. Jak oceniasz swoją popularność w Australii poza środowiskiem polonijnym i czy chciałabyś jeszcze bardziej w tej świadomości zaistnieć?
Asia: Oczywiście bardzo bym chciała. Od początku mojej kariery w Australii koncentrowałam się głownie na śpiewaniu po angielsku i występach dla szerszej publiczności nie tylko dla Polonii. Jestem znana w kręgach tutejszych muzyków, bo przecież jak wszędzie świat muzyczny jest mały. Ale jak wszędzie tak i tutaj ciągle wchodzą na rynek młodsi artyści, którym trzeba ustąpić miejsca. Ja czuje się dobrze wśród młodych, uwielbiam razem z nimi występować, organizować koncerty. Mam wielkie marzenie, żeby nagrać płytę w trzech językach: polskim, francuskim i angielskim. Do tworzenia jej zaprosiłabym moich znajomych muzyków, potrzebuje tylko sponsora! A może ty kogoś znasz?
- A wiesz, że pomyślę na tym, a tymczasem... gdybyś miała opowiedzieć o swoich najbardziej zabawnych i zaskakujących wspomnieniach ze swojej kariery artystycznej, jakie zdarzenia przychodzą ci do głowy. Bywałaś tu i tam i zapewne jakieś bardzo osobiste przeżycia, o których wcześniej nikomu nie mówiłaś znajdują się w twojej pamięci.
Asia: O tych najbardziej zabawnych nie mogę mówić, ale mam takie jedno przeżycie, z którym chętnie się podzielę. Otóż wszyscy z mojego najbliższego otoczenia wiedzą, że mam problemy z zapamiętaniem tekstów. No wiec stałam na scenie gotowa do śpiewania, zespól zaczął grać, a ja? No cóż... miałam czarno przed oczami, nie pamiętałam żadnego słowa piosenki! Więc nie mając wiele czasu, postanowiłam wymyślić temat i całą piosenkę zaśpiewałam o podróży pociągiem. Nieźle co? Nie ważne czy po polsku czy angielsku, zawsze zapominam czegoś w tekście i muszę sobie pomoc wyobraźnią.
Asia: O tym, żeby nam wszystkim było dobrze. Żebyśmy jak najczęściej widywali się z rodziną i przyjaciółmi i w ogóle, żeby świat był lepszy. Co, przesadzam? Ale ja właśnie o tym marzę, a... zapomniałam o tym, żebym wygrała w Totolotka!!! Ale to już inne marzenia... takie nieciekawe, przyziemne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































































