Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uśmiechnij się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uśmiechnij się. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2013

Jedna z ostatnich tajemnic ludzkości została ujawniona!!!

A więc stało się!!! Różne były już odkrycia w historii medycyny. Były nawet i takie, które zostały uznane za tak doniosłe, że szacowna kapituła przyznająca coroczne nagrody Nobla postanowiła zachować je od zapomnienia i po wsze czasy zapisać złotymi literami dla potomnych. Przed czterema dniami wraz z Moniką i Bogumiłem podczas programu śledzikowo - walentynkowego zaprezentowaliśmy bardzo określony dorobek polskiej muzyki rozrywkowej. Specjalnie dla Was staraliśmy się z zegarmistrzowską precyzją wybrać te piosenki, które w sposób zabawny, a czasem nawet dowcipny traktują o tak zwanych sprawach damsko-męskich. Jednym słowem uczucia, erotyzm i "te sprawy", to od wieków jakże wdzięczny temat dla zdolnych autorów tekstów. Gdyby jednak przypadkiem ktoś z Szanownych Słuchaczy chciał nam zarzucić za daleko... posuniętą (wiem, że w przypadku tłumaczenia się w tej sprawie słowo to najszczęśliwsze nie jest) frywolność, odpowiem, że i tak wybraliśmy tak zwaną wersję lajtową repertuaru. Wszak nasza narodowa spuścizna tekstowej rubaszności posiada również i wersję hard, jak choćby niektóre teksty Kur, czy też większość piosenek legendarnej formacji Dr. Huckenbush. Dziś jednak chciałbym skupić  się tylko na jednej piosence zaprezentowanej podczas ostatniego programu Polisz Czart. Oto ona: 


Od razu nadmienię, iż nie zamierzam dokonywać tu szczegółowej analizy literackiej tekstu Blendersów, gdyż ufam, że 99 procent czytających te słowa i tak doskonale wie, co poeta miał na myśli. Przechodzę więc z miejsca do sedna mojego wywodu. Stosunkowo niedawno (przepraszam za wyraz niedawno) podano bowiem do wiadomości publicznej, że mieszkający na Florydzie światowej sławy emerytowany polski ginekolog - 71-letni Adam Ostrzeński jako pierwszy przedstawiciel ludzkości "dotarł" do poszukiwanego od zarania dziejów i niedostępnego jak do tej pory nawet dla najbardziej niestrudzonych śmiałków -  tajemniczego punktu G. Nasz wielki rodak swoje odkrycie oparł o setki lat badań, z których pierwsze potwierdzone pochodzi z trzeciego wieku naszej ery i aby dodać pierwiastek sensacji, pan Profesor miał rzekomo dotrzeć do sedna całej sprawy podczas szczegółowego badania... 83-letniej pacjentki. "Całe moje życie - miał powiedzieć tuż po swoim odkryciu Profesor Ostrzeński - związane jest z chirurgią i nowymi technikami chirurgicznymi i oczywiście jest to bardzo ekscytujące być pierwszym człowiekiem, który zobaczył i dotknął tego organu".

A oto jedna z wielu stron www, która stanowi potwierdzenie opisanego odkrycia:

Jeśli to wszystko, co opowiada profesor Ostrzeński jest prawdą, to dziwię się, dlaczego Polska nie jest jeszcze w posiadaniu pierwszej w swojej historii Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Być może powinniśmy nawet powołać organizację, której nadałbym roboczą nazwę Komitet Presji Narodowej (w skrócie KPN), która zajęłaby się medialnym naciskiem, pikietami, a nawet pisaniem petycji do szacownej kapituły w Sztokholmie, w celu zainteresowania się przez nią epokowym odkryciem naszego ginekologa. Myślę, że w obliczu zaistniałej sytuacji, piosenka Blendersów sprzed lat nabiera obecnie dla naszej kultury narodowej znaczenia szczególnego i w związku z tym zaryzykuję nawet stwierdzenie, że być może od dawna była ona czymś w rodzaju inspiracji dla naszego wielkiego odkrywcy.

wtorek, 29 marca 2011

Rzecz o tym jak Patryk karczmarkę potworami straszył i koniczyną Irlandię chrystianizował (Wizjer nr 66)









Dawno, dawno temu, jeszcze nim Anglowie i Sasowie Brytanię zasiedlać zaczęli, dzielne plemię Brytów z Piktów i Celtów się wywodzące, nad Szmaragdową Wyspą protektorat swój miłościwie wszelkiemu stworzeniu roztaczało. Wywodzący się z owego szczepu człek pogańskie imię Sucat noszący, z walijskiej ziemi do irlandzkiej przybywszy, ludowi tamtejszemu chrześcijańską wiarę Bogu głosić przysiągł. Ażeby jednak przynależność swą do Jezusa Chrystusa przypieczętować i z nową żarliwością prostemu acz szlachetnemu ludowi Irlandii istotę Świętej Trójcy należycie objaśnić, człek ów chrześcijańskie imię Patryk na chrzcie świętym przyjął, demony wszelakie skutecznie tym sposobem od siebie odstraszając. A, że ów niestrudzony misjonarz znany był jako człek niepospolitego konceptu i niespotykanej mądrości, trójlistną koniczynę do wyjaśnienia istoty świętej Trójcy przysposobił i symbolem Zielonej Wyspy na wieki wieków tym doniosłym gestem ogłosił.


Stare irlandzkie podanie głosi, iż dnia pewnego jedna nieuczciwa karczmarka należnej miarki trunku do kufla nie nalewając, niecnym swym uczynkiem świątobliwego Patryka tak rozsierdziła, iż ten uciec się do fortelu zmuszony został. Nastraszył on ową niegodziwą kobietę, że gdy proceder ów niecny kontynuować będzie, potwory okrutne jej karczmę nawiedzać poczną, co niechybnie wędrowców odstraszyć może, karczmę do upadku ddoprowadzając. Karczmarka w takowy sposób przez świętego męża potraktowana, od dnia owego po chrześcijańsku szklanicę po sam brzeg napełniać poczęła, a dzielny lud Irlandzki na pamiątkę tego wydarzenia każdego siedemnastego dnia miesiąca marca w karczmach spotykająca się gromadnie, szklanicę whisky zwaną dzbanem Patryka uroczyście wypijać sobie przyobiecał. A że naród ten - podobnie jak i lud sarmacki - do biesiadnego spożywania ognistych płynów szczególne nabożeństwo należne chrześcijańskim narodom jeno posiada, każdego roku dla uszanowania dnia śmierci zacnego Patryka, który na ołtarze z czasem wyniesion został, spotyka się w karczmach narodową tradycję swych ojców kultywując.


17-go marca Roku Pańskiego 2011 po Chrystusie na brytyjskiej ziemi, w pubie „O’Shea’s” w malowniczo położonej perle hrabstwa Bedfordshire – urokliwym miasteczku Luton Town niżej podpisany miał zaszczyt wraz z licznie zebranymi przedstawicielami starożytnego ludu Celtów, dla oddania czci świętemu Patrykowi niejeden kufel niebiańskiego trunku Guinessem zwanego przechylić, czym wstawiennictwo świętego męża w niebiesiech sobie zaskarbił, a ryciny tych niezapomnianych chwil niniejszym uroczyście na szpaltach Muzycznej Podróży narodowi przedstawia…

… I ja tam byłem, Guinessa piłem, a co mi zostało z brody nakapało…

poniedziałek, 21 marca 2011

Naga prawda o reklamie (wizjer 65)

Brak taktu, a czasem nawet dobrego smaku u reklamodawców znany jest powszechnie i nikogo już pewnie on nie dziwi. Reklama ma bowiem szokować, zachwycać, zniesmaczać, oburzać, byle tylko przyciągała uwagę klientów. Osobną dziedziną jest reklama wyprzedaży, zwanej w języku tubylców – „SALE”. Wyższość tubylczego słowa „SALE” nad rodzimym „WYPRZEDAŻ” objawiła się w naszej Ojczyźnie wszędobylską obecnością tego pierwszego we wszystkich rodzajach sklepów, co początkowo powodowało u ludzi nie znających języka angielskiego wiele zabawnych nieporozumień. Pewien wrocławski szewc zapytał kilka lat temu panią ekspedientkę w jednym ze sklepów, ile kosztuje wynajem sali i był zawiedziony, kiedy dowiedział się, że ów sklep żadnych sal nie wynajmuje. Ostatnimi czasy, reklama wyprzedaży, sięgnęła po dwa skrajne, ale jakże sprawdzone narzędzia mające zapewnić jej skuteczność. Nic tak bowiem nie działa na chęć zakupu samochodu, jak… ubrana w krótką spódniczkę pani, która zupełnie przypadkowo opiera się o jego maskę. Jest jednak także pokaźna grupa ludzi wyznających chrześcijańskie zasady postępowania (także podczas czynienia zakupów). Dla tej dość licznej grupy obywateli naszego kraju, wybitni fachowcy od psychologii i socjotechniki zatrudnieni przez bogate firmy opracowali hasło reklamowe, którego własnoręcznie wykonaną fotografię zamieszczam powyżej. Nie wiem jak ma się owo hasło do wyczynu innej placówki handlowej, która zamieściła na wystawie nagie manekiny, przyodziane jedynie w szarfy z wypisaną na nich informacją o wyprzedaży. Jak widać, w pojęciu niektórych rodzimych handlowców, naga prawda o wyprzedażach w ojczyźnie Jana Pawła II nie musi kłócić się z tradycyjnym polskim wychowaniem religijnym, a załączone przeze mnie fotografie stanowią na to namacalny dowód.

poniedziałek, 14 marca 2011

Shakira w Polsce! (Wizjer nr 64)

Wyczytałem niedawno na jednej ze stron internetowych , że światowej sławy kolumbijska sex bomba muzyki pop - niejaka Shakira Isabel Mebarak Ripoll, znana bardziej jako Shakira ogłosiła przedłużenie swojej światowej trasy koncertowej "Sun Comes Out World Tour". Wśród nowych miejsc pojawiła się swojsko brzmiąca miejscowość - Łódź (bardziej znana jako Miasto Łódź). Artystka obiecuje (i tu cytat z zapowiedzi organizatorów) „przekraczać ograniczenia koncertowe, dając fanom pulsujące widowisko, łamiące wszelkie muzyczne granice”. Nie bardzo wiem, co wokalistka ma zamiar łamać i czym pulsować oraz jakie granice przekraczać, ale wyrażam nadzieję, że wykonując "Waka Waka" na żywo, Shakira nie uczyni nic, co mogłoby skierować uwagę męskiej części publiczności na jakiekolwiek inne walory artystki niż wokalne. Organizatorzy ustalili, że cena biletu na koncert Shakiry w Łodzi wyniesie 154 zł i domyślam się, że owe bilety rozejdą się jak ciepłe bułeczki. Tym bardziej jestem ciekaw jaka musiała być cena nieoficjalnego przylotu Shakiry do Poznania w styczniu tego roku. Ktoś powie że to niemożliwe, gdyż żadne media nie podawały takiej sensacyjnej informacji. Musiał być to więc jak sądzę przylot objęty najwyższej rangi tajemnicą państwową, ale dowód na to że Shakira wystąpiła w jednej z poznańskich jadłodajni w styczniu tego roku posiadam i zamieszczam poniżej. A swoją drogą, nigdy bym nie przypuszczał, że gwiazda tego formatu zdecyduje się zaśpiewać do schabowego. No cóż… jeśli nawet to nie była ta Shakira tylko podszywający się pod kolumbijski symbol seksu miejscowy zespół disco polo, gratuluję pomysłu właścicielowi baru. Myślę że klientów owego wieczoru w jadłodajni nie brakowało podobnie jak nie zabraknie 17-go maja widzów na koncercie oryginalnej Shakiry z hologramem w Mieście Łodzi.

poniedziałek, 7 marca 2011

Coś mi tu śmierdzi… (Wizjer nr 63)

Po nie tak dawnej popartej przeze mnie fotograficznym dowodem w 55 numerze Wizjera intrygującej informacji, że jeden z brytyjskich producentów kosmetyków wypuścił na rynek serię dezodorantów o swojsko brzmiącej nazwie TUSK, uprzejmie donoszę, że sytuacja na tymże rynku uległa drastycznej zmianie. Nie zdążyłem jeszcze wysłać owej rewelacji do Tele Expresu, a tu brytyjski producent udowadnia naszej licznej mniejszości narodowej, że jest na bieżąco z wiedzą o wydarzeniach na polskiej scenie politycznej. Jak powszechnie wiadomo, po tarciach w łonie PO pomiędzy panami Tuskiem i Schetyną oraz po raptownym spadku popularności pana Premiera, tutejszy producent dezodorantów TUSK wykazał dużą nerwowość i świadom zaistniałej sytuacji dokonał poważnego kroku marketingowego, który także upamiętniłem na kolejnej fotografii. Obecnie można już kupić dwa dezodoranty marki TUSK za jedyne  Ł1,20. Kosmetyk stracił więc 40% wartości i do tego sprzedawany jest już w pakietach po dwa. Czy po to aby jak najszybciej się rozszedł? Tego nie wiem. Chciałem zadać sobie nawet trud, czy o większy procent spadła cena dezodorantu, czy popularność samego pana Premiera, ale w porę przypomniałem sobie, że jestem tylko redaktorem muzycznym, a na polityce się nie rozumiem. Wiem tylko od jednego bacy, że „polityka to tako długa tyka co się na kuńcu poli”. Tą informacją kończę doniesienie i pozdrawiam. Aaa…. Jeszcze tak na marginesie. Czy spadek ceny dezodorantu może oznaczać, że w naszej polityce coś śmierdzi?

poniedziałek, 10 stycznia 2011

TUSKiem pod pachę (Wizjer nr 55)

Nie tak dawno odwiedziłem znajdujące się w hrabstwie Hertfordshire, bliskie memu sercu miasteczko Hatfield. Z uwagi na mój kilkuletni związek z tym malowniczo położonym miejscem, była to dla mnie niejako podróż sentymentalna, podczas której dane mi było dokonać niecodziennego odkrycia. Odwiedzając bowiem jeden z tak zwanych funciaków, dostrzegłem półce produkt kosmetyczny zwany dezodorantem o bardzo swojsko brzmiącej nazwie TUSK. W obliczu tak doniosłego odkrycia nie omieszkałem wyjąć słynny już w dwóch hrabstwach mój wszędobylski fotograficzny aparat kieszonkowy i uwiecznić ów niesamowity produkt, a fotografię z radością zamieścić niniejszym w naszym tygodniku ku uciesze (jak mniemam) miejscowych ziomów. Zdając sobie sprawę z doniosłości odkrycia, które ucieszyć by mogło miliony widzów „Tele Expresu”, jest mi tym bardziej miło, że to właśnie nasza mała społeczność jako pierwsza może się dowiedzieć, że TUSK jest "dobry" na wszystko… nawet pod pachę.

piątek, 26 marca 2010

Arek Milczarek i Kabaret "3 x P" przed meczem strongmanów Anglia - Polska (Wizjer nr 15)


Pomysł na występ kabaretu „3 x P” w ramach powitania światowej sławy strongmanów z Polski zrodził się na krótko przed zapowiadanym meczem międzypaństwowym Anglia - Polska. W związku z międzynarodową rangą imprezy, postanowiłem nasz występ uświetnić zaproszeniem znakomitego polskiego artysty kabaretowego, znanego z wielu programów telewizyjnych – Arka Milczarka. Aby przypomnieć szanownym czytelnikom postać naszego gościa, podaję poniżej garść jego osiągnięć artystycznych:

2000 - założyciel studenckiego kabaretu CASHANKA
2001 - I Nagroda Przeglądu Kabaretów KOKS w Kielcach (indywidualnie: Tytuł Największej Indywidualności Kabaretowej Przeglądu i Nagroda Specjalna od Stanisława Zygmunta)
2001-2002 - sześciokrotny zwycięzca 'Maratonu Uśmiechu' w telewizji TVN
2002 - założyciel kabaretu POSZŁEM
2003 - Grand Prix Przeglądu Kabaretów KOKS w Kielcach
2003 - Nagroda im. Indiany Dżonsa na przeglądzie kabaretów w Tarnobrzegu
2003 - Nagroda Nocy Kabaretowej 'Gorące Wargi'
2004 - półfinał Przeglądu Kabaretów PaKA w Krakowie
2004 - Nagroda Publiczności na Przeglądzie Kabaretów 'Mulatka' w Ełku
2004 - Nagroda za najlepszy rekwizyt kabaretowy na Przeglądzie Kabaretów 'Mulatka' w Ełku
2005 - Wyróżnienie na Przeglądzie Kabaretów 'Wyjście z cienia' w Gdańsku

Arek przypomniał widzom zebranym w pubie The Heights (to właśnie tam narodził się nasz kabaret podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy) kilka swoich najsłynniejszych monologów, z których ten o jąkającym się sprzedawcy sprzętu wędkarskiego zebrał u słuchaczy największe owacje. Obecnie Arek Milczarek nie zajmuje się już kabaretem, a swoje zdolności wokalno-aktorskie realizuje w projekcie tzw. doskonałego naśladownictwa Elvisa Presleya, pomysłu artystycznego znanego z wielkich show w Las Vegas. Tym bardziej czuję ogromny zaszczyt, że udało mi się namówić tak znakomitego artystę do gościnnego występu w ramach naszego bądź co bądź bardzo amatorskiego kabaretu.