8 edycja programu The Voice of Poland rozkręca się na dobre, a w etapie bitew emocje sięgają zenitu. Udało mi się porozmawiać z wokalistą Ziemi Zakazanej, jednym z uczestników z drużyny Tomsona i Barona. Damian Kikoła – bo o nim mowa – na etapie blindów odwrócił dwa jurorskie fotele brawurowym wykonaniem utworu "Dream on" grupy Aerosmith.
- Damian dlaczego właśnie ten utwór? Wykonywałeś go wcześniej?
Masz do niego sentyment? Czy to był taki pewniak, który ma podziałać na
jury?
- To nie do końca był mój wybór... (śmiech).
Ale nie ukrywam, że dobrze się czuję w tym repertuarze. Wielu
wykonawców po niego sięgało. Pamiętam jak wiele lat temu po raz pierwszy
usłyszałem 'Dream on" w wykonaniu Ronniego Jamesa Dio i to właśnie ta
wersja była dla mnie największą inspiracją. Poza tym tekst piosenki jest
o pogoni za marzeniami, więc idealnie wpisuje się w moją przygodę z
Voice.
- A propos marzeń. O czym marzy Damian Kikoła?
- Moje marzenia są dość sprzeczne. Pewnie nie będę oryginalny jeśli powiem, że z jednej strony pragnąłbym stanąć na największych festiwalowych scenach świata, jak chociażby Rock in Rio czy Wacken. A z drugiej strony marzy mi się dom z drewna na skraju lasu i dwa duże owczarki niemieckie. Uwielbiam spędzać czas w ciszy i spokoju i potrzebuję czasem pobyć sam na sam ze sobą.
fot. Piotr Sokołowski
- Wracając do przygody z Voice. Masz za sobą wygraną bitwę z nie lada przeciwnikiem. Jak zareagowałeś kiedy dowiedziałeś się, że staniesz na ringu z aktorem Markiem Molakiem?
- W pierwszej chwili to na pewno było zaskoczenie. Nie ukrywam, że miałem gdzieś z tyłu głowy, że to gość z popularnego serialu telewizyjnego, ale jak słusznie podkreślili trenerzy, to nie 'Serial of Poland' tylko 'Voice of Poland'. Inną kwestią jest to, że ja nie uznaję czegoś takiego jak rywalizacja na scenie. Dla mnie najważniejsze jest nie położyć utworu i dać z siebie wszystko, nie myśleć z kim a o czym się śpiewa.
- A jak do tematu podszedł Marek?
- Nie chciałbym za nikogo się wypowiadać. On miał nieco inną wizję zarówno na ten utwór jak i na przygotowanie do występu. Ale w sumie chyba o to chodzi w tym programie, żeby sprzedać siebie, prawda?
- W materiale z próby wyraźnie widać, że wasza współpraca nie układała się wzorowo. Sporo tam napięcia i toksycznej wrogości. Molak mówi wprost, że czuje się lepszy od Ciebie. Tak to zostało zmontowane czy faktycznie tak było?
- Szanuję faceta, ale przyjaciółmi raczej nie zostaliśmy. Żałuję tylko, że te złe emocje w połączeniu ze stresem odbiły się na wspólnym wykonie.
- Dałeś się poznać w tej edycji jako mocny metalowy akcent, więc "Whole lotta love" zapewne Ci podpasowało? Po programie było sporo głosów, że kawałek został dobrany bardziej pod Ciebie? Zgodzisz się z tym?
- I tak i nie. Marek podkreślał, że chce śpiewać rock'n'rolla i pasuje mu taki klimat. Ja miałem świadomość, że repertuarowo jest to utwór bardziej z mojego podwórka niż jego, więc czułem presję, że muszę zaśpiewać dobrze, bo przeciwnikowi łatwiej wybaczą jakieś potknięcia. Druga sprawa to, to że choć coverowałem wielu artystów, to Led Zeppelin jest dla mnie ikoną, po którą sam bym nigdy nie sięgnął.
- Bitwa już za Tobą, przed Tobą nokaut. Jak sądzisz uda Ci się przejść dalej?
- Bardzo bym chciał, ale mamy mocną drużynę. Telewizja nie pokazuje tego, ale bardzo się zżyliśmy ze sobą i wzajemnie sobie kibicujemy, bez względu na to, kto przejdzie dalej. Śmiejemy się, że trafiliśmy do 'grupy śmierci', więc wszystko może się wydarzyć.
- A co po programie? Jakie masz najbliższe plany?
- Koncerty, doszlifowanie materiału na najnowszą płytę z zespołem Ziemia Zakazana i praca nad doskonaleniem swojego warsztatu wokalnego, żeby dalej się rozwijać i spełniać kolejne marzenia.
- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
- Ja również dziękuję. Zapraszam do oglądania programu i śledzenia naszych poczynań.
Wyjątkowa mikstura polskojęzycznych tekstów, ciężkich riffów, szybkiego tempa i w fazie końcowej kojącej ballady – Ziemia Zakazana ma swoją wypracowaną wizję, na którą składają się dźwięki wprawdzie znane, ale zestawione w spójny i przemyślany sposób.
8 lutego 2017 r. miała swoją premierę kolejna epka zespołu o intrygującym tytule '4 ściany absurdu'. Znajdziemy na niej sześć autorskich utworów – cztery soczyste i energetyczne kompozycje ("Pożegnanie", "Bez odwrotu", "Prawo czterech" oraz tytułowe "Cztery ściany absurdu"), wyciszający i refleksyjny kawałek pt."Lepszy" oraz "Modlitwa II" w nowym aranżu z gościnnym brzmieniem skrzypiec Jelonka.
Ziemia Zakazana zalicza udany rebranding. Czuć powiew świeżości i bardziej nowoczesny, dynamiczny, nastawiony na nietuzinkowość sound. Nie ma między utworami sztywnych ram czy wyraźnej granicy, wzajemnie się przenikają, tworząc spójną, zwartą całość. Nie jest to płyta z gatunku najcięższych, ale na nudę trudno narzekać. Zdecydowanie rządzi dość szybkie granie, pełne zwrotów akcji i zaskakujących zmian tempa, zdarzają się ciekawe sola, zapadające w pamięć riffy, a nawet growlowe wstawki. Muzycy szybko umieją powiedzieć sobie "dość" w odpowiednim momencie, nie przeciągają utworów do przesady, dzięki czemu mini album nie traci na sile rażenia
Epka pozostawia jednak pewien niedosyt, dlatego z niecierpliwością pozostaje oczekiwać na pełnego longplaya, który spenetruje nasze głośniki i na długo pozostanie nam w uszach i w głowach.
Za kilka dni rusza trasa koncertowa, obejmująca 13 miejscowości. Pozostaje mi zaprosić do posłuchania Ziemi na żywo, bo jeśli epka jest przystawką to pełny gig może okazać się smaczną ucztą, która zadowoli nawet wybrednych. Mam przeczucie, że ten zespół może w przyszłości solidnie namieszać na naszym rynku muzycznym.
Ziemia
Zakazana powstała w marcu 2013. Pochodzący ze Śląska wokalista Grzesiek
Żygoń postanowił skumulować siły z młodymi, pełnymi pasji muzykami z
Wielkopolski i stworzyć projekt, który będzie odzwierciedleniem
różnorodnych inspiracji w połączeniu z solidną dawką energetycznego,
ciężkiego, rockowego brzmienia. Dopełnieniem są refleksyjne i niebanalne
polskojęzyczne teksty.
fot. Adrian Łoś
Już
4 maja 2013 premierę miał pierwszy teledysk Ziemi Zakazanej do utworu
„Dla Was piekło”. Zespół bardzo szybko zaczął być dostrzegany przez
media i zdobywać wyróżnienia na festiwalach i przeglądach (m.in.
GramOffOn, Góra Rocka). Szczególnym wydarzeniem dla młodej kapeli była
możliwość otwarcia sceny Antyradia na MetalFest 2013 w Jaworznie, gdzie
został zarejestrowany klip do utworu „Inny”.
fot. Adrian Łoś
Poza
wspomnianym wokalistą w skład Ziemi Zakazanej wchodzą: Maciej Rosik -
gitara, Kacper Brzeskot - bas i Szymon Wawrocki – perkusja. 22 sierpnia
odbyła się premiera internetowej wersji pierwszego minialbumu, na którym
znalazły się utwory: „Autor słów” i „Bezimienni”, którego autorami
tekstu są Iwona Ćwikła - managerka zespołu oraz wokalista Grzegorz
Żygoń. Utwór opowiada o ich przyjaźni i relacjach, czyli o dwojgu
ludziach, którzy mimo że są tak różni od siebie, potrafią zrozumieć się
bez słów, podobnie myślą, czują i w taki sam sposób patrzą na świat.
fot. Adrian Łoś
Siłą
napędową kapeli są przede wszystkim marzenia i pozytywny odbiór ze
strony odbiorców. Na początku tego roku młodzi muzycy zostali zaproszeni
przez organizatorów patronowanej przez program Polisz Czart WOŚP w
angielskim Hull, gdzie zagrali jako jedyna kapela z Polski. Ich
brytyjska przygoda nie zakończyła się jednak na tym wydarzeniu. 7-go
marca tego roku Ziemia Zakazana wystąpiła w londyńskiej IndigO2 jako
support Lady Pank, zwyciężając pośród ogromnej liczby starających się o
to wyróżnienie zespołów.
fot. Adrian Łoś
Podczas
koncertu muzycy Ziemi Zakazanej otrzymali z rąk gościa specjalnego -
Kasi Kowalskiej ufundowaną z tej okazji przez SignTyp Events pamiątkową
statuetkę. Poniższy wywiad odbył się w styczniu tego roku tuż po WOŚP w
Hull podczas całodniowego spaceru po Londynie, na jaki zabrałem ich
wprost z autokaru. Pomimo długiej, całonocnej podróży, nikt nie czuł
zmęczenia. Wszyscy jeszcze żylismy wielkim muzycznym świętem
poprzedniego dnia. Wypowiedzi udzielane były na gorąco, a muzycy nie
myśleli jeszcze wówczas ani o supportowaniu legendarnej kapeli Jana
Borysewicza ani o tym, że wkrótce staną się jedną z najbardziej
rozpoznawalnych polskich kapel mocnego uderzenia.
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
- Kto jest odpowiedzialny za waszą nazwę?
Maciek: Wszyscy.
- Dlaczego Ziemia Zakazana?
Maciek:
Grzesiek napisał kiedyś tekst, który nazwał "Ziemia Obiecana" i ten
tekst bardzo nam się spodobał. Wspólnie z Grzesiem podczas rozmowy
internetowej zdecydowaliśmy, że właśnie tak moglibyśmy nazwać zespół i
taka też była pierwsza wersja. Potem jednak stwierdziliśmy, że bardziej
pasuje do nas wszystko to, co jest zakazane i zmieniliśmy nazwę na
Ziemia Zakazana.
Grzegorz: Nasze teksty w swoim
przesłaniu mówią o tym, co jest
powszechnie odrzucane na bok i spychane do zakazanych stref. Wystarczyło
to wszystko złożyć do kupy i nazwać tak kapelę. Zakazani powstali
gdzieś na trasie. Podszedł kiedyś jakiś facet do Maćka i mówi: "od
dzisiaj jestem Zakazany" i tak poszło. Coraz więcej Zakazanych jest w
Polsce, a od niedawna wielu nowych pojawiło się także w Anglii. .
fot. Monika S. Jakubowska
- Od kiedy jesteś w heavy metalu?
Grzegorz: Od momentu poczęcia... - Już wtedy byłeś...?
Grzegorz: ...byłem hałaśliwym plemnikiem. Później było już tylko gorzej (śmiech).
- Twoi koledzy są jakby nieco bardziej zamknięci...
Grzegorz: ...bo są trzeźwiejsi (śmiech).
- Jak czujecie się przy Grzegorzu? Jest trochę starszy i bardziej doświadczony.
Kacper:Czujemy, jakby był naszym młodszym bratem (śmiech).
- Czy mam rozumieć, że to wy jesteście tymi bardziej dojrzałymi?
Maciek:W niektórych aspektach na pewno tak, a poza tym... wcale nie uważam, że jesteśmy bardziej zamknięci od Grześka...
fot. Monika S. Jakubowska
- ... który jest z Górnego Śląska, a wy z Wielkopolski. W jaki sposób poznaliście się?
Maciek:Graliśmy wcześniej w trójkę i mieliśmy bardzo wysokie
ambicje. Kiedyś oglądaliśmy pewien popularny program telewizyjny.
Oglądał go z nami wtedy mój tata. Na scenie pojawił się właśnie
poprzedni zespół Grześka. Tata patrzy i mówi: "wy nigdy tak daleko nie
zajdziecie, bo nie macie takiego wokalu". To był strzał. Pomyśleliśmy,
że musimy poszukać wokalisty. Okazało się, że Grześka zespół rozpadł się
i Szymon rzucił pomysł: "może by się do niego odezwać" i... napisałem
do Grzesia. Na początku powiedział, że super, że przyjedzie, po czym
stwierdził, że jednak nie. Urabiałem go jednak na tyle skutecznie, że w
końcu przyjechał...
- Kto komponuje wasze kawałki?
Maciek: Muzyka metalowa to muzyka gitarowa, więc riffami
zajmuję się ja, partie basowe wymyśla Kacper, bębny Szymon, linię
melodyczną robi Grzesiek. Za muzykę odpowiedzialna jest cała Ziemia
Zakazana. Nikogo nie wyróżniamy na pierwszym miejscu. Każdy z nas robi
to w różnym stopniu.
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
- Macie jakieś inspiracje?
Szymon: Spotkaliśmy
się przy Deep Purple, a właściwie przy utworze "Black Night", ale
gdzieś tam każdy z nas miał swoje oddzielne inspiracje. Dla mnie z
polskiego podwórka jest to Acid Drinkers i perkusista Ślimak. Są też i
starsze kapele jak Turbo czy Dżem, który mocno zakorzenił się w moim
sercu i to dzięki tej kapeli obrałem taki kierunek muzyczny, w jakim
podążam. Duży wpływ na każdego z nas miała też Metallica - zespół, który
tworzy muzyczną legendę i który przecierał nowe tory.
Grzegorz: Inspiruje mnie życie... ulica, inspiruje mnie to, co dzieje się
naokoło, wszystko to, co jest zakazane i niezakazane, dobre i złe.
Najważniejsze, żeby teksty były prawdziwe. Jeżeli przesłanie jest
wymyślone, to bez sensu jest grać taką muzykę, odtwarzać coś, w czym nie
ma niczego do powiedzenia. Tekst musi wychodzić z serca, z głów, z
przemyśleń i doświadczeń. Wtedy jest o czym śpiewać i jest o czym grać.
fot. Monika S. Jakubowska
- Wszystkie teksty są twoje?
Grzegorz:No nie do końca... Iwona też trochę napisała.
- Wasza managerka?
Grzegorz: Nasz mózg. Kobieta, która walczy i myśli za nas. My używamy innych części ciała. Ona używa mózgu (śmiech).
- Gdzie odbywają się wasze próby?
fot. Monika S. Jakubowska
Grzegorz:
Na próby jadę sześć, czasami pięć i pół godziny, wliczając w to
autobus. Gdy jadę na próbę, na podróż ze Śląska do Wielkopolski
poświęcam cały dzień, a że moje miasto nie ma połączenia PKP, muszę
jechać autobusem, a później użerać się w pociągach, które w Polsce jak
dobrze wiesz jeżdżą śmiertelnie szybko (śmiech). Próby odbywają się w
Lesznie u Szymona, ku uciesze jego rodziny.
Szymon:Zgadza
się. Próby są w moim domu - jak to Grzesiek powiedział - ku uciesze
moich rodziców i sąsiadów, których serdecznie z tego miejsca.pozdrawiam
(śmiech).
- To może w ramach rekompensaty zadedykujcie im jakąś piosenkę z waszego repertuaru.
Maciek:"Walcz, nie poddawaj się..." (śmiech). Ona nazywa się "Życie".
Kacper: Może lepiej "Dla was piekło" (śmiech).
fot. Monika S. Jakubowska
- Jaki kawałek uważacie za taki wasz znak rozpoznawczy?
Maciek: "Bezimienni".
- O czym jest ta piosenka?
Grzegorz: Ona jest jest o wszystkich Zakazanych. Jest o tym, jacy
jesteśmy, jaka jest młodzież, o tym, że jest często odpychana, bo nosi
glany, bo nosi skóry, bo ma na głowach stojące irokezy albo długie
włosy...
fot. Monika S. Jakubowska
Szymon: Mów za siebie z tymi włosami...
Grzegorz: ...albo
ze niektórzy są łysi. Taka jest prawda, że ta koncertowa młodzież
uznawana jest powszechnie przez społeczeństwo za niebezpieczną i nie mam
pojęcia dlaczego tak jest...
- Rozmawiamy w stolicy
świata, jak Londyn nazywa jeden z moich znajomych. Jeszcze wczoraj
byliśmy na północy Anglii w Hull, gdzie wraz z innymi kapelami
zagraliście dla dzieciaków i byliście gwiazdą WOŚP. Widziałem Cię
wczoraj na scenie po raz pierwszy i na podstawie tej krótkiej obserwacji
uważam, że jesteś absolutnie ukształtowanym zwierzęciem scenicznym.
Przyciągasz wzrok publiczności i dokładnie wiesz jak zrobić show. Gdzie
się tej trudnej sztuki nauczyłeś?
Grzegorz: No jak to gdzie? Z autopsji, na scenie. Chłopaki też bardzo fajnie scenicznie wyglądają.
Akustyk Ziemi Zakazanej Bart Kowalski (fot. Monika S. Jakubowska)
Ja
tylko to jedno umiem w życiu robić dobrze... rozwalać scenę. Robię to
już od jedenastu lat. To wychodzi gdzieś ze środka. Ja tego nie
odgrywam. Ja bez muzyki nie pamiętam tekstu. Jakbym miał ci go teraz
wyrecytować, musiałbym się skupić i sobie przypominać. Gdy leci muzyka,
wtedy tekst automatycznie odtwarza mi się w głowie, tak jak to, co teraz
do ciebie mówię. To nie jest nauczone, tylko wychodzi ze mnie. To, że
podczas każdego koncertu śpiewam ten sam tekst, wynika z tego, że taki
jest schemat piosenki, ale tak naprawdę za każdym razem na bieżąco
wyrażam emocje, o których chcę opowiedzieć.
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
-
Wasza muzyka w moim odbiorze nie jest schematyczna, co dotyczy wielu
współczesnych kapel, gdzie jest typowy podział: zwrotka, refren,
zwrotka, refren i gdzieś pomiędzy nimi solówka. Czasem brzmi to fajnie, a
czasem jest to powielane i nudne. Mimo, że nie jesteście zespołem
progresywnym, macie w swojej muzyce częste zmiany tempa i potraficie
aranżacyjnie zaskoczyć. Kto nad tym pracuje?
fot. Monika S. Jakubowska
Maciek:To
jest moment, w którym możemy wrócić do Twojego pytania o inspiracje.
Szymon wspomniał o Metallice, Deep Purple, a ja twierdzę, że każdy z nas
tak naprawdę próbuje wyrobić sobie swój własny styl. To jest trochę
podobne do tego, w jaki sposób Grzesiek opowiadał przed chwilą o tym jak
śpiewa. To co gramy nie jest wyuczone, tylko wychodzi z nas. Muzyka
najczęściej sama wypływa nam spod palców, bo tak jak czujemy, tak gramy.
To jest nasze wyrażanie siebie. To jest to wszystko, co siedzi w nas, a
nie to, czego gdzieś nauczyliśmy się.
fot. Monika S. Jakubowska
Grzegorz: Ja
bym w ogóle muzyków podzielił na dwa typy. Pierwszy to ci, którzy chcą
coś opisać. Podobnie jak autor pisze książkę albo malarz maluje obraz,
muzycy potrafią stworzyć piękną kompozycję. Jest jednak i druga grupa
muzyków. Do niej należą ci, którzy przede wszystkim chcą na swoich
kompozycjach zarobić pieniądze. Wiesz... można zrobić piosenkę typu
zwrotka, refren, zwrotka, refren, zwrotka, pół litra, refren.
fot. Monika S. Jakubowska
Uwierz,
że taką piosenkę robi się bez większego problemu, ale nam zupełnie nie o
to chodzi... My chcemy wyjść poza schemat. No dobra... refren czasami
musi być, ale czasami wcale nie musi. Mogą być same zwrotki. Może być
dziesięć zwrotek i każda z nich będzie zaśpiewana inaczej. Wszystko
zależy od tego, co tekst piosenki ma przekazywać.
- Czy ciebie też fascynują Purple?
fot. Monika S. Jakubowska
Grzegorz: Obili mi się o uszy, ale ja jakoś nigdy nie miałem żadnych swoich idoli.
-
Pomijając ogromną ekspresję jaka jest w Twoim wokalu, to co najbardziej
mnie w nim fascynuje. to niesamowita skala. Śpiewasz na pewnej
wysokości i nagle wyskakujesz z tak wysokim tonem, jak miał to w
zwyczaju robić Glen Hughes - śpiewający basista Deep Purple. Mi ten
sposób śpiewania akurat bardzo się podoba.
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
Podobnie śpiewa też Bruce Dickinson. Ćwiczyłeś gdzieś swój wokal?
Grzegorz: Mam
to fabrycznie wbudowane. Mama nauczyła mnie grać. Kupiła mi gitarę, bo
szkolny psycholog kazał jej tak zrobić. Jak dostałem gitarę, zająłem się
muzyką. Całe moje ADHD przelałem na gitarę. Później dostałem drugą
gitarę, a za miesiąc miałem już swój pierwszy zespół i jako nastoletni
łepek grałem koncerty...
fot. Monika S. Jakubowska
- Ile miałeś wtedy lat?
Grzegorz: Trzynaście, czternaście... dokładnie Ci nie powiem.
- Czy wspólna trasa z Hunterem wniosła coś do waszej gry?
Szymon:Tak,
to było dla nas naprawdę duże doświadczenie. Wiele tematów mogliśmy
podpatrzeć i pewne rzeczy już zostały przez nas zakodowane. Grzegorz: Jedziesz z ludźmi dużo starszymi od siebie, chłopakami,
którzy już 30 lat są na scenie i siłą rzeczy, jak siedzisz z nimi w
jednej garderobie i niejeden "sok" z nimi pijesz, to uczysz się od nich.
Sam powiedz, czy lepiej uczyć się gry na gitarze samemu, czy łatwiej
jest, gdy ma się dobrego nauczyciela? Oczywiście że szybciej i lepiej
nauczysz się, gdy ktoś ci w tym pomoże, bo wtedy zabiera to mniej czasu.
fot. Monika S. Jakubowska
Tak
samo jest z rock'n'rollem. Gdybym przy nich powiedział "stary ja już
wszystko widziałem w rock'n'rollu", to mógłbym od nich usłyszeć "ty
dzieciak, ty nawet połowy jeszcze nie widziałeś".
- Czy jest szansa, że wasze pokolenie odbuduje charyzmę rock'n'rolla jaką moja generacja pamięta z lat 70' i początku 80' ?
fot. Monika S. Jakubowska
Grzegorz: Staramy
się to robić. Przede wszystkim robimy swoje. Moda ma to do siebie, że
powraca. Rock'n'roll ewoluuje, choć nie wiem czy w dobrą stronę. Teraz
mamy trochę inne czasy. Rockowa muzyka jest, tylko może nie jest tak
ciężka, jak była kiedyś. Nastąpiła ewolucja. My zostaliśmy przy
korzeniach.
Kacper: Poza tym, uważam, że świat
komputerów trochę zniszczył muzykę. Teraz na koncertach można zrobić
praktycznie wszystko... triggerować bębny albo używać efektów cyfrowych.
fot. Monika S. Jakubowska
Kiedyś tego nie było i każdy muzyk naprawdę musiał umieć grać na instrumencie.
Grzegorz: Kiedyś
rządził schemat "sex, drugs & rock'n'roll" i tak też muzyka rockowa
wyglądała i o tym mówiła. Po ewolucji mamy... mleko, chrupki i
rutinoscorbin i taki jest teraz ock'n'roll... ulizane włosy i
rureczki...
- Ostatnim znaczącym buntem w rock'n'rollu był początek lat '90 i to co przyniósł grunge.
fot. Monika S. Jakubowska
Nie
macie wrażenia, że bezkompromisowość tekstów, jaka charakteryzowała
muzę z Seatle, została dziś przejęta przez hip-hop, w którym wykrzykuje
się jakże często z użyciem dosadnych określeń to, co boli współczesną
młodzież, a tymczasem rock staje się powoli muzyką grzecznych chłopców,
którzy od czasu do czasu przypominają sobie, że wypadałoby coś
wykrzyczeć, ale tak naprawdę mają problem, aby podnieść głos i nazwać
problem po imieniu?
fot. Monika S. Jakubowska
Czyżby
znów trzeba było takich dramatów, jakimi była wojna w Wietnamie czy
strajki z 1980 roku, aby muzyka rockowa niosła społeczny przekaz?
Grzegorz: Hiphopowcy
mają w głowach to co my, tylko krzyczą w innym rytmie. Chodzi o jedno i
to samo, tylko oni należą do innej subkultury. Kiedyś można było się
buntować przeciwko władzy, przeciwko komunie, przeciwko rządom czy
wojnom, bo było to zakazane.
fot. Monika S. Jakubowska
Wtedy
chodziło o to, żeby władza zajęła się ogromnym obszarem ludzkiego
życia. Wtedy też można było doprowadzić buntującego się człowieka do
porządku pałą. Teraz są kamery, są prawa, jest mydlenie oczu, a politycy
nadal robią to, co chcą, nadal rządzą jak chcą, ale nie robią już tego
pałami i siłą, tylko dają nam w zamian... nielegalne/legalne dopalacze i
imprezy masowe.
fot. Monika S. Jakubowska
Kiedyś
istnieli ludzie, którzy wychodzili na wiec i krzyczeli, pociągając za
sobą tłumy. Teraz ludzi, którzy mogliby krzyczeć i pociągnąć za sobą
tłum nie trzeba już lać pałami, bo oni wolą leżeć zaćpani, pijani i
utaplani w błocie. Wszystko jest "super", wszyscy są zadowoleni, a
władza robi to, co chce.
- Odnoszę wrażenie, że
poprzez rosnące bezrobocie i coraz niższe płace, stworzono w Polsce
sprytny system wypychania młodych ludzi za granicę.
fot. Monika S. Jakubowska
Nietrudno
jest zauważyć, że wbrew temu co politycy mówią o Emigracji, nasz wyjazd
był im tak naprawdę na rękę. Kiedy miałem tyle samo lat, co wy, władza
trzymała nas na
uwięzi. Paszportu nikt nie mógł mieć wtedy w domu. Obecna władza bez
problemu wypuszcza młodych ludzi z
Polski, a nawet daje im ciche "błogosławieństwo", bo dzięki ich
wyjazdowi nie tylko wskaźniki bezrobocia sztucznie się obniżają, ale
przede wszystkim zagrożenie społecznego buntu spada praktycznie do zera,
co jak sądzę przekłada się też na brak społecznego przekazu w muzyce
rockowej.
fot. Monika S. Jakubowska
fot. Monika S. Jakubowska
Jak postrzegacie życie Polaków w UK?
Grzegorz: Tu jest całkiem inne życie. Ludzie tutaj są zupełnie inni. Wszystko jest tu inne. Krótko
tu jestem, ale na pierwszy rzut oka widać, jakie wszystko u was jest
bezstresowe i takie... normalne. Ludzie faktycznie gonią za pieniądzem,
prześcigają się, ale robią to z uśmiechem na twarzach. Wy nie martwicie
się o to, czy dożyjecie do dziesiątego. Owszem, macie dużo wyższe ceny
niż u nas, ale w Polsce nie przyniesiesz za 30zł z supermarketu dwóch
pełnych siatek, a tutaj za £30 tak.
Maciek:Jestem zajebiście zaskoczony tym, jak zostaliśmy przyjęci przez
Polonię. Bardzo fajni ludzie i wszystko to było sprawnie
zorganizowane, zaplanowane. Czuliśmy się w Hull jak w domu. Gratulacje i
raz jeszcze wielkie dzięki!
Dziękuję
Grześkowi, Kacprowi, Maćkowi i Szymonowi za dzień pełen
wrażeń, managerce grupy Iwonie Ćwikle za współpracę przy realizacji
wywiadu oraz Kropce i Adrianowi za rewelacyjne zdjęcia.
Wszystko zaczęło się 5-go listopada. Wystosowałem wówczas następujące zapytanie do kilkunastu wykonawców związanych z audycją Polisz Czart następującej treści:
Hej,
Otrzymaliśmy prośbę ze strony organizatora WOŚP w angielskim Hull. Jest możliwość uczestnictwa w ich WOŚP i jeśli jesteście tym zainteresowani, piszcie proszę do Magdaleny Litwin i już bezpośrednio z Magdą ustalcie wszelkie warunki ewentualnego Waszego występu. Jeśli wszystko dopniecie na ostatni guzik i Wasz występ będzie pewny, od siebie poproszę tylko o informację o tym, abym mógł zrobić promocję tego wydarzenia.
Sławek
Największym entuzjazmem z wszystkich Adresatów mojego maila okazał się być nasz nieodżałowany Robert Furman, którego zaangażowanie i ogrom pomysłów związanych z tym przedsięwzięciem z mojego nieśmiałego zapytania przekształcił WOŚP w Hull w prawdziwie rockandrollową inwazję na to Miasto. Niech o zaraźliwym optymizmie Furiego świadczy ten oto mail, jaki otrzymaliśmy wówczas od szefowej sztabu z Hull - Magdy Litwin
Moi Kochani,
Ślicznie chciałam Wam podziękować za tak szybką i pozytywną reakcję. Cieszę się że chcecie pomóc i zagrać u nas w finale. (...) Powiem szczerze, koncepcja zmieniła się po rozmowie ze Sławkiem i Robertem. Jestem bardzo szczęśliwa, że mamy tylu wspaniałych muzyków, że możemy zorganizować prawdziwy rockandrollowy koncert w Hull. Patronem jest Radio Alter Ego i program Polisz Czart. Koordynatorem ze strony wykonawców jest Robert Furman z zespołu Lynchpyn i do niego proszę się zgłaszać, jeśli chcecie przyłączyć się do grania w Hull. (...) Koncert odbędzie się 12 stycznia okolo godz 18. (...)
Pozdrawiam
Sie ma
Magda
Teraz nastąpi trzymana przeze mnie w tajemnicy niespodzianka, która - jak sądzę - dla wielu z Was - podobnie jak i dla mnie - będzie szczególnym przeżyciem. 14-go listopada ubiegłego roku otrzymałem następującej treści maila od... Roberta Furmana:
Witam Sławku
Dołączam moje wypociny - folder
Dziś specjalnie dla Was po raz pierwszy publikuję sylwetki wykonawców wykonane własnoręcznie przez Roberta. Zamieszczam je (za wyjątkiem prezentacji Toma Usshera, którą przygotowałem dla Was osobiście) w formie oryginalnej i w najmniejszym stopniu niezmienionej - tekst i zdjęcie oraz projekt wizytówki każdego z wykonawców wykonał osobiście Furi.
18:00 - 18:30
18:40 - 19:10
Tom
Ussher - brytyjski wokalista i gitarzysta heavy-metalowego zespołu Tyrian
oraz perkusista hard core punkowego bandu The Cockrockets. Niedawno
wydał swoją pierwszą solową płytę. Mieszka w Londynie. Ostatnie
dziesięć lat spędził na tworzeniu i wykonywaniu muzyki. Około
rok temu odkrył w sobie potrzebę pokazania się jako solista, gdzie
mógłby w szczery sposób wyrazić swoje artystyczne ego. Pewnego
dnia zabrał więc do studia swoją ulubioną gitarę, bass,
perkusję, pianino oraz... swój niezwykle charyzmatyczny wokal
i nagrał bardzo osobisty album, jaki od dawna drzemał w jego
muzycznej wyobraźni. Podobnie jak wielu miej lub bardziej
znanych osobowości rocka, także i Toma do tworzenia muzyki popchnęła
złość i stan przygnębienia oraz podobnie jak dla wielu z nich, także
i dla niego muzyka stała się remedium na różnorakie dolegliwości
wrażliwej duszy. Tom metaforycznie nazywa moment swoich muzycznych
narodzin wypuszczeniem „potwora” z klatki po to, by opowiedzieć
o sprawach, których nie można wyrazić w inny sposób „Latami
za agresywną muzyką skrywałem swoje emocje. Nigdy więcej chowania
się. To co czuję i wszystko co jest we mnie już zawsze pragnę
wyrażać poprzez rock, metal, gitarę akustyczną i fortepian, a
także poprzez słowo mówione...