Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabio Janiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabio Janiak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2012

Aż trójka wykonawców związanych z Polisz Czart bierze udział w londyńskim konkursie Emigranci Mają Talent. Głosujcie na nich już od 1-go października!!!

Rusza  IV edycja konkursu "Pokaż na co Cię stać... Emigranci mają talent!!!" Finał konkursu już 20-go października na scenie O2 Shepards Bush Empire w Londynie. Jury i Internauci wybiorą 5. wykonawców w konkursie, który startuje 1-go października!!! Jako gwiazda wystąpi zespół Lombard - grupa, która należała do czołówki  rockowego boomu lat 80-tych. Lombard  wylansował m.in. tak niezapomniene przeboje jak "Szklana pogoda", "Adriatyk, ocean gorący", "Nasz ostatni taniec" czy "Taniec pingwina na szkle", a nieśmiertelna kompozycja Grzegorza Stróżniaka "Przeżyj to sam", która w atmosferze politycznego skandalu została zdjęta w roku 1982 z anteny Programu III przez cenzurę, całą dekadę zagrzewała publiczność na koncertach, niosąc powiew zbliżającej się wolności. Polisz Czart pragnie zarekomendować trzech z nich w kolejności alfabetycznej, którzy wystąpili lub wkrótce wystąpią jako goście naszych programów:

Aleks Gala Ola Gala ukończyła 15 lat. Urodziła się we Wrocławiu, a do Londynu przyjechała jako mała dziewczynka. Muzyka zawsze była i ciągle jest obecna w jej domu i jak sama to określiła w jej kierunku ciągle podąża. Jej ulubionym instrumentem jest gitara, na której gra oraz komponuje muzykę pisząc do niej własne teksty. Obecnie Ola pracuje nad swoją pierwszą płytą, Debiutancki krążek Ola nagrała w studio przyjaciela jej taty. Dla przypomnienia. Ola pochodzi z rodziny o muzycznych tradycjach, a jej tatę gościłem w studio Radia Verulam w dniu 6-go lutego. Tomek "Galik" Gala jest byłym perkusistą zwycięzcy jarocińskiego festiwalu z roku 1988 - zespołu Zielone Żabki i nie tak dawno organizował koncert tej grupy w Londynie. Ulubieni wykonawcy Oli, to: Edyta Bartosiewicz, grupa Hey, znana także jako gość programu Polisz Czart odnosząca obecnie sukcesy na antenie Trójki Katy Carr i Oddział Zamknięty oraz geupa Zielone Żabki, w której kiedyś grał jej tato, a z wykonawców zagranicznych:  Men At Work, Ed Sheeran, Florence and The Machine, Nirvana i Led Zeppelin. Ola będzie gościem naszego programu juz za tydzień - w poniedziałek 8-go października i już teraz szykujcie pytania, jakie chcielibyście zadać tej utalentowanej młodej wokalistce.
Tottoos Toos (do niedawna znany z anteny naszego radia  jako Tottus Tuus) to transformacja muzyki popularnej w nowe stulecie. To piosenki proste w naturze, śpiewne i chwytliwe, ale jednocześnie powstałe na gruncie szeroko rozumianych fascynacji bluesem i rock and roll’em. Twórcami grupy i autorami piosenek są bracia: Michał i Remi Juśkiewiczowie. Ich utwory opowiadają o emocjonalnych rozterkach, o nienawiści, miłości, pogardzie i, są nacechowane energią i dynamiką. Wszystkie są śpiewane w języku angielskim. Tottoos Toos to czasem odrobinę zadziorna i przewrotna liryczna podróż w kierunku rock and roll’a 21 wieku. Mam przyjemność obserwować artystyczny rozwój grupy Tottus Tuus już ponad półtora roku i od pierwszego naszego spotkania podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Luton w roku 2011 jestem zdeklarowanym fanem ich talentu i muzycznych pomysłów. Muzycy Tottoos Toos gościli na naszej antenie 7-go maja tego roku, a wywiad z Michałem i Remim możecie przeczytać tutaj

 
Vital Kovatch Za tym określeniem kryje się dobrze Wam znany z anteny Polisz Czart Bartek Sabio Janiak. W Polsce Sabio współpracował z tak znanymi artystami jak: Antonina Krzysztoń, Tomek Budzyński, Adam Sztaba, Marcin Pospieszalski, Gabriel Fleszar i zespół Mr. Zoob.  Dwa razy wystąpił na opolskim festiwalu wspólnie z Marylą Rodowicz. W roku 2005 w Poznaniu grał jako jeden z muzyków orkiestry podczas światowej premiery musicalu „Ça ira” autorstwa muzyka grupy Pink Floyd – Rogera Watersa w reżyserii Janusza Józefowicza. Od dwóch lat Sabio pracuje jako akompaniator w prestiżowych londyńskich szkołach tańca współczesnego. Sabio w sposób perfekcyjny potrafił osiągnąć rzadko spotykany efekt harmonijnego połączenia elektronicznie generowanych dźwięków z brzmieniem klasycznych instrumentów na których równocześnie sam potrafi grać. Vital Kovatch był gościem Polisz Czart podczas audycji w dniu 16-go lipca tego roku, którą możecie wysłuchać tutaj natomiast obszerny wywiad z muzykiem znajdziecie tutaj.

wtorek, 2 października 2012

Sabio - Czarodziej dźwięków (JazzPRESS październik 2012)


Sabio w fotografii Moniki S. Jakubowskiej
Wielu współczesnych muzyków tworząc aranżacje do własnych kompozycji, nierzadko sięga do najnowszych zdobyczy technologii. Wydobywane za pomocą komputera dźwięki to jakże częsta przyczyna powielania ogranych schematów i dehumanizacja muzyki naszych czasów. Sabio Janiak jako jeden z nielicznych znanych mi artystów w sposób perfekcyjny potrafił osiągnąć rzadko spotykany efekt harmonijnego połączenia elektronicznie generowanych dźwięków z brzmieniem klasycznych instrumentów na których równocześnie sam potrafi grać. Jego pomysł na współistnienie ze sobą tych dwóch odrębnych źródeł w połączeniu ze szczególną wyobraźnią dał efekt niezwykłej świeżości i nieczęsto spotykanego wśród polskich instrumentalistów bogactwa projektów, które - jak mogę się tylko domyślać - są jedynie etapami na drodze do artystycznych szczytów.

- Bartku od kiedy jesteś znany jako Sabio ?

- Stało się to w 2003 roku jak dobrze pamiętam. Był to moment, kiedy zaczynałem myśleć o tworzeniu i promocji własnych projektów. Pomyślałem sobie wtedy, że byłoby dobrze mieć jakąś ksywę, którą będę używał na potrzeby mojej muzycznej działalności. Zawsze byłem i ciągle jestem zafascynowany Brazylią, jej kulturą, językiem, capoeirą i z tego też powodu chciałem mieć portugalsko brzmiące słowo. Poprosiłem więc moją znajomą Brazylijkę , która w tym czasie studiowała fortepian w Poznaniu, aby wypisała mi na kartce kilkanaście portugalskich wyrazów, które według niej będą ładnie brzmiały. Kiedy tylko rzuciłem okiem na listę wyrazów, od razu wybrałem „sabio”, co w języku portugalskim znaczy "mędrzec", „ten który wie”. Sabio oznacza również „czarodzieja”.

- Czy jest jakiś instrument z grupy tych najbardziej popularnych, na którym jeszcze nie próbowałeś wyczarowywać dźwięków? Na czym jeszcze nie potrafisz grać?

poniedziałek, 16 lipca 2012

Bartek Sabio Janiak w Radio Verulam



Nazywa się Bartlomiej Janiak, chociaż bardziej znany jest jako Sabio, co w języku portugalskim oznacza m.in. czarodziej. Ostatnio najczęściej występuje jednak jako Vital Kovatch. Spokojnie... Bartek nie jest właścicielem kilku paszportów i nie ma problemu ze swoją tożsamością. W Polsce współpracował z tak znanymi artystami jak: Antonina Krzysztoń, Tomek Budzyński, Adam Sztaba, Marcin Pospieszalski, Gabriel Fleszar i zespół Mr. Zoob. Przed wyjazdem do UK największe sukcesy odnosił z zespołem Drum Machina, którego wokalistą był Krzysztof Antkowiak. Dwa razy wystąpił na opolskim festiwalu wspólnie z Marylą Rodowicz. W roku 2005 w Poznaniu grał na etnicznych bębnach jako jeden z muzyków orkiestry podczas światowej premiery musicalu „Ça ira” autorstwa legendarnego muzyka grupy Pink Floyd – Rogera Watersa w reżyserii Janusza Józefowicza. Od dwóch lat Sabio pracuje jako akompaniator w prestiżowych londyńskich szkołach tańca współczesnego i to właśnie ten moment zrodził Vitala Kovatcha. Od czwartego do piętnastego roku życia uczył się gry na fortepianie. W wieku 16-tu lat rozpoczął naukę gry na perkusji i saksofonie. Perkusja klasyczna którą później studiował otworzyła mu wiele nowych możliwości. Poznał wibrafon, marimbę, ksylofon, kotły, dzwonki i całą gamę innych instrumentów. Sabio jako jeden z nielicznych znanych mi artystów w sposób perfekcyjny potrafił osiągnąć rzadko spotykany efekt harmonijnego połączenia elektronicznie generowanych dźwięków z brzmieniem klasycznych instrumentów na których równocześnie sam potrafi grać. Jego pomysł na współistnienie ze sobą tych dwóch odrębnych źródeł w połączeniu ze szczególną wyobraźnią dał efekt niezwykłej świeżości i nieczęsto spotykanego wśród polskich instrumentalistów bogactwa projektów, które jak mogę się tylko domyślać, są jedynie etapami na drodze do artystycznych szczytów.

  Dziesiątka ulubionych polskich piosenek Sabia:
   1 Czesław Niemen - Dziwny jest ten świat
   2 Czesław Niemen - Nim przyjdzie wiosna
   3 Marek Grechuta - Dni których nie znamy
   4 Grzegorz Turnau - Wszystko, co piękne
   5 Perfect - Niepokonani
   6 Edyta Bartosiewicz - Tatuaż
   7 Coma - Spadam
   8 Muzykoterapia - Winobranie
   9 Fisz - Czerwona sukienka
10 Stanisław Soyka - Czas nas uczy pogody

czwartek, 19 stycznia 2012

Orkiestra gra już 20 lat! (Nowy Czas nr 178)

Rozmowa z Michałem Jelonkiem
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to zjawisko socjologiczne nieporównywalne z czymkolwiek innym w dziejach naszego narodu. Już od dwudziestu lat każda pierwsza niedziela po Nowym Roku jest dla Polaków na całym niemal świecie dniem narodowej jedności i mobilizacji, której nie trzeba przegłosowywać w parlamencie lub regulować specjalnym aktem prawnym. Podczas dziewiętnastu dotychczasowych edycji WOŚP zebrano na potrzeby chorych dzieci ponad 440 milionów złotych. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że wyniki tegorocznej dwudziestej edycji mogą tę liczbę zbliżyć do niebotycznej kwoty pół miliarda PLN.
Będąc współorganizatorem i prowadzącym dwóch ostatnich edycji Wielkiej Orkiestry, w tym roku po raz pierwszy miałem okazję spojrzeć na to wydarzenie z dziennikarskiego punktu widzenia. Tegoroczna Orkiestra podobnie jak przed dwoma laty zagrała w Londynie dwa koncerty i podzieliła publiczność nie tylko ze względów logistycznych. Wrażliwość estetyczna każdego odbiorcy imprezy muzycznej jest inna, podobnie jak inna jest także wyobraźnia poszczególnych organizatorów o tym, co lub kto przyciągnie i zatrzyma publiczność pod sceną przez około 7 godzin.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Pierwsza audycja radiowa poświęcona ARTerii Nowego Czasu


Radiowe spotkanie z bohaterem ARTerii Nowego Czasu z lipca 2011 roku  -  Krystianem Datą i Maćkiem Pyszem, można wysłuchać pod adresem:  

http://soundcloud.com/mr-data-1/music-portrait-personality

Krystian Data i Maciek Pysz po audycji
Za nami audycja radiowa poświęcona muzyce polskich artystów związanych z ostatnią ARTerią Nowego Czasu. Był to pierwszy taki program w mojej dwuletniej przygodzie z radiem na terenie UK. Postawiłem sobie wyzwanie przedstawienia przynajmniej po jednym utworze wszystkich osób związanych w jakikolwiek sposób z tym wydarzeniem, którzy nadesłali mi swoje nagrania. Audycję wraz ze mną poprowadzili zaproszeni przeze mnie: Krystian Data oraz Maciek Pysz i z tego powodu ich utwory w programie wystąpiły dwukrotnie. Ogromnie dziękuję wszystkim artystom oraz proszę o wybaczenie, że z uwagi na ograniczający mnie czas, mogłem przedstawić tylko poniższych 15 utworów:


DobraMind - Torn (Krystian Data i Tadeusz Pałosz)
Maciek Pysz Trio - The Things I Miss
Katy Carr - Kommander's Car
Agatha Rozumek - Dancing In The Rain
Marta Carillon - To nie tak
Pola Pospieszalska - You Disappear
Monika Lidke - They Say
The Jigsaw Trio - Pure And Simple (Ula Szczepanek i Jarek Sadowski)
Sabio Janiak - Spherical
Maciej i Mateusz Rychły & Włodek Fenrych - Zdaje się ze zrobię rząd
Arteria Jam Session July 2011 (fragment live)
Ghost Town & Banita Aite - Bitches In Da Zoo
Jazzphrenia - Left Foot (Marek Tomaszewski, Kostas Karidis)
Groove Razors & Chris Webb - Night With You (Tomek Żyrmont i Chris Webb)
DobraMind - Kołysanka (Krystian Data i Tadeusz Pałosz)

sobota, 30 lipca 2011

Skazani na ARTerie (Nowy Czas nr 170)



Grzegorz Małkiewicz - Naczelny Nowego Czasu (fot. Sławek Orwat)

Radiowe spotkanie z bohaterem ARTerii Nowego Czasu z lipca 2011 roku - Krystianem Datą i Maćkiem Pyszem, można wysłuchać pod adresem:



fot. Sławek Orwat
Arteria to rodzaj naczynia krwionośnego rozprowadzającego krew z serca do narządów ciała. Polska kultura w Londynie tętni od lat rytmem serc artystów, którzy cyklicznie spotykają się w krypcie kościoła St George the Martyr niedaleko stacji Borough, ożywiając swoją twórczością jego stare mury.To właśnie tutaj można spotkać ludzi, którzy emigracyjne życie sprowadzają nie tylko do zarabiania pieniędzy. Różne są życiorysy twórców – począwszy od tych urodzonych na brytyjskiej ziemi, a swoją polską tożsamość zawdzięczających rodzicom, a skończywszy na tych, którzy przybyli na Wyspy z falą najnowszej emigracji.

Według innej definicji, „arteria” to trakt komunikacyjny charakteryzujący się dużą przepustowością. Przepustowość ostatniej ARTerii „Nowego Czasu” trudno określić za pomocą liczb. Było to wydarzenie ze wszech miar unikalne. Nie była to typowa wystawa fotograficzna z umiejętnie dobraną do klimatu prac muzyką ilustracyjną. Krystian Data postawił sobie inny cel.

Dwudziestu dwóch instrumentalistów i wokalistów, których uwiecznił podczas wielodniowej sesji fotograficznej (Music Portret Personality) zostało zaproszonych do wzięcia udziału w zaimprowizowanym wielogodzinnym jam session, które wyznaczono na 15 i 16 lipca. Wielu spotkało się ze sobą w tych dniach po raz pierwszy. W oczach niektórych z nich zobaczyłem ten rodzaj… twórczego szaleństwa, który uwielbiam. Nie wszyscy spośród portretowanych muzyków przybyli na ARTeryjne jam session. Niektórych zatrzymały inne artystyczne zobowiązania.

Leszek Alexander (fot. Sławek Orwat)
Dominika Zachman (fot. Sławek Orwat)
Wśród tych, którzy weszli na scenę, można było doszukać się debiutantów oraz postaci znane od lat bywalcom krypty. Niektóre z nich można określić wręcz jako legendarne. Leszek Alexander, jak zawsze, oprócz nieodłącznej gitary przywiózł ze sobą swój magiczny sprzęt nagłaśniający oraz kilometry kabli, których pajęcza sieć połączyła wszystkie mikrofony i instrumenty w perfekcyjną dźwiękową harmonię. Ten znakomity muzyk fascynuje mnie od pamiętnej andrzejkowej ARTerii z roku 2009, podczas której perfekcyjnie wykonał bluesowe kompozycje, a zaraz potem swoim akompaniamentem pomógł Dominice Zachman wzbić się na artystyczne wyżyny. Dzięki doskonałej grze na gitarze oraz niepowtarzalnej barwie i sile głosu, w opinii wielu miłośników bluesa, Leszek bez większego problemu mógłby zagrać na jednej scenie nawet z samym Ericem Claptonem i gdyby nie światowa popularność tego drugiego, trudno byłoby wyrokować, który z nich otrzymałby dziś większe owacje. Leszka Alexandra podziwiam nie tylko za grę i śpiew.

Agata Rozumek z zespołem (fot. Sławek Orwat)
Urodzony w Anglii, doskonale mówi w języku swoich rodziców – 16 lipca opowiadał mi o swoich początkach gry na gitarze, o nagranej w Stanach płycie i udzielał praktycznych rad jak odnaleźć się w Zjednoczonym Królestwie. Wielki muzyk, wielka indywidualność i niespotykana intuicja odnajdywania się we właściwym miejscu i czasie nie tylko podczas jam session, które mimo że pozornie spontaniczne, dzięki Leszkowi było technicznie kontrolowane w sposób dla widza prawie niezauważalny. Pierwszego dnia robił to wspólnie z Bartkiem Nowakiem.

Sabio Janiak (fot. Sławek Orwat)
Znakomity występ Dominiki Zachman w POSK-u tydzień przed ARTerią okazał się jedynie rozgrzewką przed piątkowo-sobotnim jamem. To, co najbardziej obecnie podziwiam w tej wokalistce, to umiejętność nawiązania scenicznego dialogu z grającymi dla niej instrumentalistami. Dominika, niczym orkiestrowy dyrygent wyznaczała solówki, improwizowała, przyspieszała lub zwalniała tempo, płynnie przechodząc z jednej frazy w drugą. Drugiego dnia zupełnie pochłonęło ją etniczno-jazzowo-folkowe szaleństwo zainicjowane przez Sabio Janiaka.

Sabio to postać szczególna. Łączy w sobie najlepsze tradycje polskiego jazzu lat 70. z aranżacją wykorzystującą najnowsze zdobycze elektroniki. Na jam session pokazał znaczną część swoich umiejętności. Ten wykształcony perkusista, który potrafi także grać na trąbce i instrumentach klawiszowych, sprawnie wykorzystuje urządzenia nieodzowne do wykonywania muzyki klubowej.

Katy Carr i Jarek Sadowski (fot. Sławek Orwat)


Katy Carr (fot. Sławek Orwat)
Podczas ARTerii zachwycił swoimi umiejętnościami wszystkich, włącznie z Katy Carr, która wykonując swoją utrzymaną w rytmie walca uroczą piosenkę The White Cliffs płynęła unoszona rytmem wyznaczanym przez siedzącego przy perkusji Sabia.

Katy Carr zaprezentowała się głównie w stylistyce partyzancko-patriotycznej, jakby chciała przypieczętować swoją przynależność do polskiej społeczności, a jej interpretacja ułańskiego szlagieru O mój rozmarynie zaśpiewanego przy dźwiękach czerwonego ukulele była kwintesencją prezentowanego przez nią w tych dniach wizerunku scenicznego. Jej utrzymany w całkowicie odmiennym klimacie przepiękny album Coquette objawił mi zupełnie inne oblicze Katy, które chciałbym zobaczyć kiedyś na żywo z udziałem towarzyszącego jej zespołu.

Katy i Dominika to nie jedyne wokalistki obu wieczorów. Podobał mi się kameralny występ Agaty Rozumek, której piękne poetyckie piosenki zaśpiewane przy akompaniamencie własnej gitary oraz towarzyszącego jej basisty przypominały klimatem atmosferę Piwnicy pod Baranami oraz studenckich festiwali z czasów, gdy to określenie posiadało zupełnie inny wydźwięk.

Główny bohater wystawy - autor wszystkich fotografii Krystian Data z gośćmi (fot. Sławek Orwat)

Marta Carillion (fot. Sławek Orwat)
Marta Carillon zaprezentowała gatunek, który zdaniem wielu krytyków jest najbardziej ryzykowny. Jej repertuar to muzyka środka, która mogłaby z powodzeniem podbijać listy przebojów. Grając rocka lub jazz wykonawca posiada świadomość zaszufladkowania. Repertuar Marty wpisuje się w nurt, który jest skierowany do szerszego kręgu odbiorców, co pociąga za sobą poważne wyzwanie. Marcie udało się znaleźć swój styl i jeśli będzie konsekwentnie podążać w wybranym kierunku, wróżę jej połączenie sukcesu artystycznego z karierą na listach przebojów.

Magda Filipczak jako jedyna reprezentowała skrajnie inny gatunek muzyki. Jej piękna gra na skrzypcach oderwała na chwilę skupionych na słuchaniu jazzowego jam session widzów, przenosząc ich nie tylko do innej sali, lecz przede wszystkich do innego świata wrażliwości muzycznej. Muzyka klasyczna, którą wykonuje

Krystian rozrywany przez tłum wielbicielek (fot. Sławek Orwat)

Magda Filipczak (fot. Sławek Orwat)
Magda nie jest często spotykana na ARTeriach, ale sukcesy naszych młodych wirtuozów są od lat powszechnie doceniane w Europie i na świecie. Niedawno recenzowana przeze mnie na łamach „Nowego Czasu” płyta Leszka Możdżera z kompozycjami Krzysztofa Komedy udowadnia, że fuzja muzyki jazzowej i klasycznej jest możliwa i kto wie, czy w przyszłości nie powstanie ARTeryjny projekt, który zbliżyłby do siebie te dwie pozornie różne grupy słuchaczy.

Prawdziwymi perełkami obu dni były jazzowe popisy instrumentalne, podczas których zmieniający się cyklicznie muzycy byli nagradzani żywiołowymi owacjami po niemal każdym solowym popisie. Pianiści: Ula Szczepanek z grupy The Jigsaw Trio (która koordynowała jam session) oraz Tomasz Żyrmont z Groove Razors oddawali się scenicznym konwersacjom z saksofonami Marka Tomaszewskiego oraz Filipa Filipiuka. Maciek Pysz, podobnie jak Dominika, niedawny występ w POSK-u potraktował jak preludium do ARTeryjnego szaleństwa. Jazzowa improwizacja wchłaniała muzyków niczym gąbka.

Kuba Cywiński (fot. Sławek Orwat)
Kuba Cywiński i Tomek Żyrmont (fot. Sławek Orwat)
Pojawiali się, znikali, przyciągali także tych, którzy nie stanowili ścisłej kadry zdjęciowego teamu Krystiana. Jak grzyby po deszczu pod scenicznym szyldem „Nowy Czas” zaczęli pojawiać się bezimienni muzycy, którzy albo przyszli na jam session podziwiać swoich kolegów po fachu, albo znaleźli się tam przypadkowo, zwabieni dźwiękami muzyki dochodzącej z krypty. Jak w kalejdoskopie zmieniały się także składy sekcji rytmicznej. Wirtuozi instrumentów perkusyjnych: Jarek Sadowski, Tadeusz Pałosz i wspomniany już Sabio Janiak nadawali rytm na zmianę z basistami: Chrisem Webbem i Kubą Cywińskim.

Na ARTerii pojawiły się także dwie wokalistki, które nie zaśpiewały. Moniki Lidke przedstawiać czytelnikom „Nowego Czasu” nie muszę. Jej znakomity album Waking up to Beauty to prawdziwa jazzowo-folkowa perełka. Wydawnictwo to urzekło również Marka Niedzwieckiego który piękną balladę Moniki Rozpalona kołyska zamieścił na jednej z firmowanych swoim nazwiskiem jazzowych kompilacji.

Teresa Bazarnik - wydawca Nowego Czasu z jedną z uczestniczek jamu (fot. Sławek Orwat)
Krystian Data tym razem jako muzyk (fot. Sławek Orwat)
Aksamitny głos Pauliny Pospieszalskiej znam jedynie z nagrań, a nadesłane przez nią Breath oraz You Disappear będą ozdobą niejednej mojej audycji radiowej. Współtwórca sukcesów Sade i Ive Mendes Robin Millar usłyszał w głosie naszej Poli coś takiego, co przekonało go, aby zająć się promowaniem jej talentu. Mam nadzieję, że już wkrótce uda się nam posłuchać jej pięknych piosenek na żywo.

Nie wiem, jakie emocje towarzyszyły Teresie i Grzegorzowi podczas przygotowań do pierwszej ARTerii. Zapewne mieli jakieś oczekiwania. Przypuszczam, że podejmując takie wyzwanie musieli zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojego czynu. Zawsze należy pamiętać, że gdy rzuca się jedną śnieżkę, można wywołać lawinę. Nie wiem jednak, czy lawina ludzi, z jaką zetknęli się teraz, nie przerosła ich najśmielszych wyobrażeń. Po raz pierwszy zobaczyłem Teresę, która dokonywała cudów, aby skutecznie zakończyć jam session.

Moja gorąca dyskusja z Sabio i Krystianem
Widziałem, jak muzykom trzeba było zabierać instrumenty, jak dzieciom zabiera się zabawki, aby poszły spać. Zapamiętałem moment, w którym Leszek Alexander musiał wyłączyć wzmacniacze i mikrofony, aby w końcu wszyscy poszli do domów. Muzyka, której już realnie nie było, brzmiała w uszach jeszcze godzinami. Słyszałem ją wsiadając do pociągu, słyszałem zasypiając. W tytule niniejszego artykułu nie ma błędu. Jeśli ktoś doszukuje się braku litery „ę” wyjaśniam, że nadając taki tytuł, w sposób zamierzony użyłem liczby mnogiej, skazując redakcję „Nowego Czasu” na dożywotnie organizowanie ARTerii. Jeśli ktokolwiek z moim wyrokiem nie zgadza się, uprzejmie proszę o kontakt mailowy.