Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luton. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 maja 2012

14-go maja gościem Radia Verulam będzie Monika S. Jakubowska. Specjalnie dla Polisz Czarta wywiad z Moniką przeprowadziła Aleksandra Junga.


Urodziła się w Suwałkach. Dzieciństwo spędziła w łazience, którą ojciec-artysta przy pomocy kuwet z wywoływaczem i utrwalaczem zamieniał w prowizoryczną ciemnię. Pierwsze zdjęcia DDRowską lustrzanką Exakta Monika zrobiła w wieku lat 4. W UK od 2006, w Londynie od niedawna, ale tutaj - jak mówi - znalazła swoje miejsce na ziemi. Prócz fotografii pasjonatka muzyki, kaligrafii i odkrywania Londynu. Monika S. Jakubowska jest zafascynowana przyrodą i codziennością ludzkiego życia. Dlatego pochłania ją fotografowanie ulicy. Zawsze może liczyć na nieodłączny aparat fotograficzny oraz własną cierpliwość i optymizm. W zamian otrzymuje szczery obraz otaczającego ją świata, co udowadniają jej zdjęcia. Fotografie Moniki łatwo zapadają w pamięć i od czasu do czasu przewijają się w umyśle ich odbiorcy jak niekontrolowany pokaz wirtualnych slajdów. Sprawdzone. Z wykształcenia jest anglistką. Była dziennikarka londyńskiego Nowego Czasu.

Monika jest także byłą wokalistką grupy Blues Dla Małej reprezentującej nurt poezji śpiewanej oraz zespołu Shamrock wykonującego muzykę irlandzką, wraz z którym miała okazję supportować pamiętnego zdobywcę 3-go miejsca konkursu Eurowizji z roku 2000, niezwykle popularną w Polsce łotewską grupę Brainstorm! Podczas programu zaprezentuję także kilka piosenek w wykonaniu  kilkunastoletniej Moniki S. Jakubowskiej (fot. obok) z repertuaru Blues Dla Małej .

Polska dziesiątka Moniki 
1. Hey i Bartosiewicz - "Moja i Twoja nadzieja"
2. Sztywny Pal Azji - "Wieza radosci wieza samotnosci"
3. Kult - "Arahja"
4. Obywatel GC - "Nie pytaj mnie o Polske"
5. Myslovitz & Grechuta - "Krakow"
6. Hey -"Kochaj mnie mimo wszystko"
7. Maria Peszek - "Moje miasto"
8. Kora i Soyka - "Nigdy nie zamkne drzwi przed Toba"
9. Grzegorz Turnau - "Bracka"
10. Stare Dobre Malzenstwo - "Czarny Blues o 4-tej nad ranem"

Z fotografem, wokalistką, dziennikarką, poetką, plastyczką, anglistką i radiowcem w jednej osobie rozmawia ceniona w londyńskim środowisku dziennikarskim Aleksandra Junga, o której więcej informacji można znaleźć tutaj.
 

Wywiady w założeniu są bardzo kameralne. Siedzimy twarzą w twarz z osobą, która zaraz podzieli się z nami, ze światem, swoimi przemyśleniami. Opowie o swoich sukcesach bądź porażkach. Zdradzi kilka sekretów ze swojej przeszłości. Ten wywiad, który przedstawiam słuchaczom radia Verulam, jest trochę inny. W kuchni, przy kanapkach i białym winie, nagrywane były słowa, które padły w przeciągu kilku godzin. Bardziej jako rozmowa o planach i marzeniach niż o przeszłości i odniesionych sukcesach. Bardziej jako zabawa w wywiad niż wywiad z prawdziwego zdarzenia. Bardziej szczery niż jakikolwiek inny wywiad, którego Monika S. Jakubowska udzieliła do tej pory. Zapraszam Was więc, przy kanapkach i lampce wina, do lektury o obrazach, które powstają w głowie artysty, marzeniach, których boimy się realizować i o wrażliwości na świat wokół nas.

Aleksandra Junga: Miejmy za sobą to pierwsze banalne pytanie, do jakiego jestem zobowiązana na początku. Skąd w Tobie fotografia? Jak się zaczęła Twoja przygoda z aparatem?

Monika S. Jakubowska: Momentami nie mam ochoty w zagłębianie się skąd we mnie fotografia, bo tak naprawdę fotografia zawsze była. Właściwie jest… I widzisz tu mi brakuje czasu takiego, który jest w języku angielskim i nazywa się Present Perfect czyli coś zaczęło się w przeszłości, trwa do chwili obecnej i istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie trwało nadal.

Aleksandra Junga: Dobrze to może zadam inne pytanie. Po jednej z wystaw fotograficznych ze znajomymi głośno zastanawialiśmy się nad tym czy na ścianach w swoim domu wolelibyśmy powiesić obraz czy zdjęcie. Co będzie miało dla nas większą wartość? Większość wybrała obrazy. Z różnych względów. Ty mówisz o sobie w żartach „Kobieta renesansu”. Fotografujesz, piszesz, śpiewasz, malujesz. Dlaczego wybrałaś zdjęcie, a nie obraz, skoro mogłabyś również malować?  

Monika S. Jakubowska: Czemu fotografia a nie malarstwo? Bo jest szybciej sfotografować niż namalować obraz (śmiech). Bo patrzy się inaczej. Ja patrzę zdjęciami. Gdy widzę jakąś sytuację, to gdzieś tam w głowie utrwala mi się to jako zdjęcie. To jest sprawa jakiejś wrażliwości, charakteru. Jestem osobą pełną sprzeczności. Z jednej strony jestem bardzo cierpliwa, a z drugiej brak mi cierpliwości. Widzisz ja potrafię udziać sweter. Do tego trzeba być bardzo cierpliwym... Tylko co powiesz na fakt, że ja sweter potrafię udziać w dwa dni - nie chodząc do pracy, nie wychodząc z domu. Już nie mogę się doczekać, kiedy będzie skończony. Myślę, że tak samo jest z fotografią. Chcę widzieć natychmiastowy efekt. Czy się udało, jak wygląda, jakie było światło….

Aleksandra Junga: Dokładnie tak. Przyglądając się Twoim zdjęciom, widać doskonale w jaki sposób interpretujesz świat. Czasami, patrząc na Twoje fotografie, zastanawiam się, jak udaje Ci się zaobserwować i złapać w kadr te wszystkie momenty, które przecież trwają czasami tylko kilka sekund.

Monika S. Jakubowska: Opowiem Ci teraz historię dwóch zdjęć, których nie zrobiłam, bo zabrakło właśnie tych kilka sekund na zebranie odwagi. Są to dwa zdjęcia, które mam wytatuowane w pamięci, a których nie udało mi się uchwycić, mimo tego, że stałam obok z aparatem, byłam przygotowana, obserwowałam sytuację i wiedziałam doskonale, co się zaraz zdarzy. Pierwsze zdjęcie: Londyn, ulica, stoję przy wyjściu z metra. Widzę idącego naprzeciw niewidomego człowieka. Tyłem do niego stoi młoda dziewczyna i pisze SMSa. Są od siebie w odległości ok. 30 metrów. Mam aparat w ręce. Wiem, że za chwilę niewidomy wpadnie na kobietę. Obserwuję krok za krokiem. Ona dalej pisze, on idzie ze swoją białą laską. On wpada na nią, ja nie robię nic. Jestem zblokowana. Boje się nacisnąć spust migawki bo człowiek jest inwalidą. Druga sytuacja miała miejsce w jednym ze sklepów. Przy stoisku z butami stała młoda dziewczyna bez nogi i wybierała buty. Też miałam aparat w ręce i myślę sobie: „Kurcze, no i jak ona wybierze te buty? Przecież nie można kupić jednego?” Ktoś, kto nie miałby taktu, mógłby powiedzieć: „A po co ci drugi but? Przecież masz tylko jedną nogę”. To są dwa „zdjęcia”, których nie zapomnę. Nie zrobiłam ich tylko dlatego, że sama w sobie mam bariery, których nie powinien mieć fotograf wojenny czy uliczny. Są to też te dwa zdjęcia, które w momencie zawahania wyświetlają się przed moimi oczami. Dzięki nim – zdjęciom sfotografowanym tylko okiem - dziś jest mi łatwiej naciskać spust czy mieć mniej wątpliwości.

Aleksandra Junga: Właśnie fotografia wojenna. Większość Twoich znajomych wie o niezrealizowanych jeszcze planach wyjazdu za granicę, a dokładniej wyjazdu na wojnę. Chcesz tam robić zdjęcia, choć wojnę znasz tak naprawdę tylko z filmów. Chyba że się mylę?

Monika S. Jakubowska: Rok temu, kiedy mieszkałam jeszcze w Luton, dowiedziałam się, że w mieście będzie marsz English Defence League. Jest to ugrupowanie, którego głównym założeniem jest działanie przeciwko islamskim ekstremistom. Przed pochodem w telewizji, w radio, w gazetach nawoływano, żeby pozamykać się w domach, nie wychodzić. Sklepy barykadowały się płytami, pozabijane okna i wiesz faktycznie były pustki na ulicach. Właściwie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nie było to żadne zlecenie. Chciałam po prostu zrobić te zdjęcia sama dla siebie. Stojąc u czoła pochodu widziałam przed sobą tysiące pijanych facetów, kobiet, wszyscy z jakimiś plakatami, kipiących złością i krzyczących. Naprzeciw stał rząd policji konnej. Widziałam też „poważnych” fotoreporterów w kaskach, kamizelkach, z wielkimi lufami drogich aparatów. Wszyscy jakoś tak ostrożnie i z daleka. A ja taka mała, ze swoim metr 58 wlazłam między konną policję i stanęłam naprzeciw facetów, którzy machali mi pięściami dosłownie do obiektywu.

Aleksandra Junga: Nie czułaś strachu? Nie bałaś się, że możesz od kogoś dostać pałką po głowie?

Monika S. Jakubowska: Poszłam tam z premedytacją i będąc świadoma zagrożenia. Może inaczej. Nie byłam świadoma, bo nie wiedziałam jak to wszystko potoczy się dalej, co może mi się stać. Co prawda dostałam butelką w nogę. Na szczęście butelki z piwem, które były sprzedawana nie były szklane a plastikowe. W tamtym momencie, nie chce żeby to zabrzmiało górnolotnie, ale chyba zrozumiałam, co czuje człowiek, który w pewnym momencie uświadamia sobie, że ma w życiu misję do spełnienia.

Aleksandra Junga: Co to za misja?

Monika S. Jakubowska: Wtedy chciałam, żeby ludzie, których tam nie ma, dowiedzieli się prawdy. To nie jest tak, że English Defence League to grupa sprawiedliwych myślicieli, którzy chcą walczyć w słusznej sprawie. Ja widziałam bandę rozsierdzonych, pijanych mężczyzn i kobiet. Niektórzy z nich wyglądali jakby znaleźli się tam przypadkiem. Jakby ktoś wpadł do pubu i powiedział: „Chodź! Wychodzimy, bo dzieje się coś fajnego! Chodź na ulicę!”.

Aleksandra Junga: Myślisz, że jedno zdjęcie jest w stanie zmienić świat? Przekonać polityków, opinię publiczną, że coś jest nie tak? We współczesnym świecie z każdej strony zarzucani jesteśmy obrazami. Czy one mają jeszcze jakąś siłę oddziaływania?

Monika S. Jakubowska: Wierzę, że obraz jest w stanie dużo zmienić. Było trochę takich przypadków. Znasz historię jednego zdjęcia, które pomogło zakończyć konflikt i wojnę w Wietnamie? Było to zdjęcie, fotografa, znanego jako Nick Ut. Na wioskę wietnamską zrzucono bodajże samozapalające się bomby. Z domów zaczęli wybiegać ludzie. Nick zrobił zdjęcie dziewczynce, która przerażona i naga biegła w kierunku jego obiektywu . Była dlatego naga, bo spaliło się na niej ubranie. Na zdjęciu widać w jakim przeraźliwym była szoku, bólu. Za nią biegło dwóch chłopców, chyba jej bracia. Nick zrobił jedna klatkę. Rzucił aparat, wziął dziewczynkę na ręce i zawiózł do szpitala. Dziewczyna, kobieta w tej chwili, żyje do dziś dnia. Pytasz skąd fotografia wojenna? Przede wszystkim z przeświadczenia, że musi być sprawiedliwość na tym świecie, z odkrycia tej sprawiedliwości w sobie samej. Że tak naprawdę trzeba pokazywać ludziom jakie „skurwysyństwo” dzieje się wokół nas. 

Aleksandra Junga: Ciągle jednak wydaje mi się, że taki rodzaj fotografii nie dociera tam gdzie powinien. Te zdjęcia pojawiają się oczywiście na prestiżowych wystawach jak chociażby coroczne Word Press Photo, dostają nagrody. Jednak my przeciętni odbiorcy nie chcemy takich obrazów oglądać. Żyjemy w naszym prywatnym luksusie i nie zastanawiamy się nad cierpieniem ludzi umierających z głodu czy ginących na wojnie. Przekonaj mnie, że taki rodzaj fotografii ma jednak sens!

Monika S. Jakubowska: To ja ci odpowiem pytaniem na pytanie. Czy jeśli nie potrafimy bądź nie jesteśmy w stanie sami czegoś zmienić, to mamy udawać, że coś się nie dzieje, bo jesteśmy gdzieś daleko i że to nas nie dotyczy? Fakt, że mamy na rachunki i na chleb oznacza, że mamy udawać, że nie wiemy, że ktoś nie ma wody, umiera śmiercią głodową? W życiu kieruję się taką zasadą, żeby w każdym konflikcie, czy to w życiu prywatnym z bliskimi czy z pracodawcą, zawsze patrzeć trochę dalej niż czubek własnego nosa. Żeby patrzeć nie na siebie, a z perspektywy tej drugiej osoby. Jestem w stanie zrozumieć fotografa, który ma rozterki, kiedy robi zdjęcie umierającego dziecka, bo wie, że mimo tego, że temu dziecku nie pomoże w tej chwili to może to zdjęcie wywoła takie emocje, które wpłyną na przyszłość kolejnych dzieci. Opowiem Ci jeszcze historię z jednego filmu opartego na faktach „Ban Bang Club”, który opowiada historię czterech fotografów, wojennych korespondentów w Afryce. Fotografują konflikt miedzy dwoma plemionami. Mogę sobie tylko wyobrazić, że rzeczywistość była bardziej przerażająca niż to pokazano w filmie. Oglądasz film i w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że nie jest to film tylko o zabijaniu. Że tutaj chodzi właśnie o te dylematy moralne. Jedna scena z filmu. Kevin Carter-fotograf, który ma problemy z narkotykami, zostaje wyrzucony z agencji prasowej. Jedzie gdzieś na pustynię, odpocząć sobie od tego wszystkiego. Na pustyni widzi dziecko. Dziecko siedzi w kucki, a za dzieckiem siedzi sęp. Dziecko umiera bardzo wolną śmiercią głodową, a z tyłu siedzi sęp i czeka…. Fotograf robi zdjęcie, wraca z tej „wycieczki” i dostaje Pulitzera… Sława, pieniądze… Na konferencji prasowej w końcu ktoś pyta: „Co stało się z dzieckiem?” On odpowiada: „Nie wiem”. Pada kolejne pytanie: „Ale jak to? Nie pomogłeś mu? Dlaczego?” I następuje lawina pytań. Koniec jest niestety smutny. Fotograf, który zrobił to zdjęcie, popełnia samobójstwo. Nie dlatego, że nie daje sobie rady z dylematem moralnym zrobienia tego zdjęcia, co potem ściera się z prasową nagonką. Film jest naszpikowany sytuacjami, które są - może nie takim jakim znamy, ale nadal - życiem. Nie wiem jak to zabrzmi, ale ja zwyczajnie rozumiem, że można mieć dylematy moralne i myślę, że też bym takie miała. Ale jeśli odkrywasz w sobie pasję, a za tą pasją idziesz krok dalej, to odkrywasz w sobie misję, którą masz do wypełnienia, wtedy już nie masz odwrotu. Robisz to, w co wierzysz.

Aleksandra Junga: Dobrze Moniko. Cały czas opowiadasz o mężczyznach. Fotografowie wojenni –mężczyźni, reporterzy wojenni-mężczyźni. Czemu nie ma tam kobiet? Myślisz, że odnajdziesz się w tym świecie?

Monika S. Jakubowska: Wiesz co ja myślę, że nie jest to związane ani z męskim szowinizmem ani kobiecą emancypacją. Wydaje mi się, że zarówno pragnienia jak i wrażliwość w człowieku są bezpłciowe i nie można powiedzieć, że kobieta widząca wojnę będzie bardziej wrażliwa niż facet… Może wynika to z budowy naszych mózgów? Kobiety są bardziej wrażliwe, bo kobiety spostrzegają więcej szczegółów. Faceci są bardziej skoncentrowani na jednej rzeczy. Ich mózgi działają troszkę inaczej niż nasze mózgi - mózgi kobiet. Ale jest to różnica fizjologiczna, nie jedyna zresztą. Człowiek jest pięknie skonstruowaną, nie chcę powiedzieć maszyną, ale organizmem, który naprawdę potrafi dostosować się do wszelkich warunków. Pytanie tylko: Jak bardzo tego chcesz? A wiadomo, że jak się w coś wierzysz, jest łatwiej.

Aleksandra Junga: Gdy z Tobą rozmawiam to uświadamiam sobie, że często boimy się właśnie podjąć decyzję o zmianie. O tym by zacząć realizować swoje marzenia.

Monika S. Jakubowska: Każdy z nas ma marzenia i bardzo często odkładamy ja na jakieś półki, wkładamy je gdzieś do szafek pod schodami, do piwnicy, w pudła i na strych. Albo chcemy te marzenia zrealizować później albo mamy nadzieję, że ktoś w przyszłości pomoże nam wyciągnąć to pudło z piwnicy albo spadnie nam na głowę ze strychu. Mamy nadzieję, że kiedyś będziemy mieli odwagę. Pyta mnie mama, czy po wygodnej pracy w biurze, z wygodną wypłatą daje sobie radę mając prace na pół etatu i „freelancerskie” zlecania. Powiem ci, że ja czuję się w tej chwili bardziej szczęśliwa niż kiedykolwiek byłam, nawet w tym ciepłym biurze. To właśnie ta sztuka przetrwania, sztuka adaptacji i poczucie misji.

Aleksandra Junga: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Ci, żebyś dalej z determinacją dążyła do realizacji swoich marzeń.

* W nawiązaniu do wątku EDL w powyzszym wywiadzie, zachęcam do obejrzenia moich amatorskich fotograqfii traktujących o tym, jak wyglądało Luton w przeddzień marszu, którego fragmenty mamy możliwość obejrzeć dzięki brawurze Moniki S. Jakubowskiej. Fotografie te możecie znaleźć tutaj

wtorek, 9 sierpnia 2011

Pierwsza audycja radiowa poświęcona ARTerii Nowego Czasu


Radiowe spotkanie z bohaterem ARTerii Nowego Czasu z lipca 2011 roku  -  Krystianem Datą i Maćkiem Pyszem, można wysłuchać pod adresem:  

http://soundcloud.com/mr-data-1/music-portrait-personality

Krystian Data i Maciek Pysz po audycji
Za nami audycja radiowa poświęcona muzyce polskich artystów związanych z ostatnią ARTerią Nowego Czasu. Był to pierwszy taki program w mojej dwuletniej przygodzie z radiem na terenie UK. Postawiłem sobie wyzwanie przedstawienia przynajmniej po jednym utworze wszystkich osób związanych w jakikolwiek sposób z tym wydarzeniem, którzy nadesłali mi swoje nagrania. Audycję wraz ze mną poprowadzili zaproszeni przeze mnie: Krystian Data oraz Maciek Pysz i z tego powodu ich utwory w programie wystąpiły dwukrotnie. Ogromnie dziękuję wszystkim artystom oraz proszę o wybaczenie, że z uwagi na ograniczający mnie czas, mogłem przedstawić tylko poniższych 15 utworów:


DobraMind - Torn (Krystian Data i Tadeusz Pałosz)
Maciek Pysz Trio - The Things I Miss
Katy Carr - Kommander's Car
Agatha Rozumek - Dancing In The Rain
Marta Carillon - To nie tak
Pola Pospieszalska - You Disappear
Monika Lidke - They Say
The Jigsaw Trio - Pure And Simple (Ula Szczepanek i Jarek Sadowski)
Sabio Janiak - Spherical
Maciej i Mateusz Rychły & Włodek Fenrych - Zdaje się ze zrobię rząd
Arteria Jam Session July 2011 (fragment live)
Ghost Town & Banita Aite - Bitches In Da Zoo
Jazzphrenia - Left Foot (Marek Tomaszewski, Kostas Karidis)
Groove Razors & Chris Webb - Night With You (Tomek Żyrmont i Chris Webb)
DobraMind - Kołysanka (Krystian Data i Tadeusz Pałosz)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Miło szaleć kiedy czas po temu (Nowy Czas nr 167)

Witek Węgrzyn na czele polskiej grupy
Początki karnawałowego szaleństwa w Luton sięgają 1976 roku. Ówczesne, bardzo skromne wydarzenie o zasięgu lokalnym, było jedynie częścią obchodów setnej rocznicy powstania miejscowego Borough Council i w niczym nie przypominało widowiska, którego byliśmy  świadkami w tym roku. Status międzynarodowy Luton Carnival otrzymał w 1998 roku i dzięki doskonale zorganizowanemu przez władze miasta dofinansowaniu, z czasem stał się największą jednodniową imprezą tego typu na świecie.
Spora część językoznawców doszukuje się genezy słowa „karnawał” w łacińskim określeniu wozu w kształcie okrętu. Ów carrus navalis używany w starożytnych procesjach ku czci Izydy i Dionizosa, jeśli nawet był inspiracją dla pionierów karnawałowych parad, obecnym fanom ulicznych pląsów zapewne nie kojarzy się już z niczym. Współczesna popkultura wykreowała za to zupełnie inne statki, a ich załogi od kilku lat rozgrzewają wyobraźnię milionów kinomanów.

wtorek, 29 marca 2011

Rzecz o tym jak Patryk karczmarkę potworami straszył i koniczyną Irlandię chrystianizował (Wizjer nr 66)









Dawno, dawno temu, jeszcze nim Anglowie i Sasowie Brytanię zasiedlać zaczęli, dzielne plemię Brytów z Piktów i Celtów się wywodzące, nad Szmaragdową Wyspą protektorat swój miłościwie wszelkiemu stworzeniu roztaczało. Wywodzący się z owego szczepu człek pogańskie imię Sucat noszący, z walijskiej ziemi do irlandzkiej przybywszy, ludowi tamtejszemu chrześcijańską wiarę Bogu głosić przysiągł. Ażeby jednak przynależność swą do Jezusa Chrystusa przypieczętować i z nową żarliwością prostemu acz szlachetnemu ludowi Irlandii istotę Świętej Trójcy należycie objaśnić, człek ów chrześcijańskie imię Patryk na chrzcie świętym przyjął, demony wszelakie skutecznie tym sposobem od siebie odstraszając. A, że ów niestrudzony misjonarz znany był jako człek niepospolitego konceptu i niespotykanej mądrości, trójlistną koniczynę do wyjaśnienia istoty świętej Trójcy przysposobił i symbolem Zielonej Wyspy na wieki wieków tym doniosłym gestem ogłosił.


Stare irlandzkie podanie głosi, iż dnia pewnego jedna nieuczciwa karczmarka należnej miarki trunku do kufla nie nalewając, niecnym swym uczynkiem świątobliwego Patryka tak rozsierdziła, iż ten uciec się do fortelu zmuszony został. Nastraszył on ową niegodziwą kobietę, że gdy proceder ów niecny kontynuować będzie, potwory okrutne jej karczmę nawiedzać poczną, co niechybnie wędrowców odstraszyć może, karczmę do upadku ddoprowadzając. Karczmarka w takowy sposób przez świętego męża potraktowana, od dnia owego po chrześcijańsku szklanicę po sam brzeg napełniać poczęła, a dzielny lud Irlandzki na pamiątkę tego wydarzenia każdego siedemnastego dnia miesiąca marca w karczmach spotykająca się gromadnie, szklanicę whisky zwaną dzbanem Patryka uroczyście wypijać sobie przyobiecał. A że naród ten - podobnie jak i lud sarmacki - do biesiadnego spożywania ognistych płynów szczególne nabożeństwo należne chrześcijańskim narodom jeno posiada, każdego roku dla uszanowania dnia śmierci zacnego Patryka, który na ołtarze z czasem wyniesion został, spotyka się w karczmach narodową tradycję swych ojców kultywując.


17-go marca Roku Pańskiego 2011 po Chrystusie na brytyjskiej ziemi, w pubie „O’Shea’s” w malowniczo położonej perle hrabstwa Bedfordshire – urokliwym miasteczku Luton Town niżej podpisany miał zaszczyt wraz z licznie zebranymi przedstawicielami starożytnego ludu Celtów, dla oddania czci świętemu Patrykowi niejeden kufel niebiańskiego trunku Guinessem zwanego przechylić, czym wstawiennictwo świętego męża w niebiesiech sobie zaskarbił, a ryciny tych niezapomnianych chwil niniejszym uroczyście na szpaltach Muzycznej Podróży narodowi przedstawia…

… I ja tam byłem, Guinessa piłem, a co mi zostało z brody nakapało…

poniedziałek, 21 marca 2011

Czy Brytania może się stać się wielkim śmietniskiem? (Wizjer 65)


Dziś nie będzie o muzyce. Dziś będzie o graniu na... nerwach. To ten mniej przyjemny rodzaj grania, ale także skłaniający do przelania emocji na tekst pisany.
Opieszałość w wywożeniu śmieci w niektórych brytyjskich miasteczkach wzbudza we mnie narastający niepokój, a przede wszystkim zdziwienie. Nie wiem, czy usprawiedliwieniem dla władz, które są przecież bardzo proceduralne w pobieraniu od mieszkańców należnego council taxu, może być na przykład protestacyjna akcja przedsiębiorstwa wywozowego (takie plotki obiegły mieszkańców pobliskiego Hatfield). Niewywożone stamtąd od tygodni czarne worki ze śmieciami zalegają niektóre wyznaczone miejsca do ich składowania. Jako dowód załączam powyżej fotografię posesji pomiędzy bankami Nat-West i Lloyds. Żeby nie uspokajać naszych lutońskich władz, załączam również inne zdjęcie. Tu rzecz jasna winę za stan rzeczy ponoszą miejscowi obywatele i stróże porządku. Jak bowiem określić skandaliczną sytuację, gdy obok podstawionego przez Urząd Miasta kontenera piętrzą się zwały rozrzuconych luzem odpadów. Właściciel owego „wzgórka bezmyślności” nie pofatygował się nawet, aby umieścić ten bałagan w plastikowych workach, tylko usypał stertę pod ściana domu. Nie powiem, abym odczuwał satysfakcję z powyższych znalezisk, ale poczułem się nieco lepiej w dyskusjach z Brytyjczykami odwiedzającymi Polskę, którzy zwracali niejednokrotnie uwagę na nasz polski nieporządek. A tak swoją drogą wolałbym raczej aby w obu Krajach zniknęły tego typu zjawiska, zaś odczuwanie satysfakcji pozostawiłbym na inne, znacznie przyjemniejsze dziedziny życia. 

poniedziałek, 21 lutego 2011

The Beat w Luton, czyli druga młodość drugiej fali ska, a… sprawa pol(ska) Wizjer nr 61

Muzyka ska powstało pod koniec lat 50-tych na Jamajce w skutek połączenia się rhythm’n’bluesa, jazzu i calypso. Gatunek ten reprezentował między innymi także sam Bob Marley - późniejszy twórca reggae, który chyba trochę ku swemu zaskoczeniu ponownie odkrył ska pod koniec lat 70-tych, tym razem dla Europy. Pierwsza fala ska charakteryzowała się dużo wolniejszym tempem niż to, które znamy ze współczesnych dokonań i poza Karaibami raczej nie zdobyła większej popularności. Wybuch ska w UK odnotowany w roku 1977 spowodowany był połączeniem się będących wówczas u szczytu popularności dwóch gatunków: reggae i punk rocka, co przełożyło się na znacznie przyspieszenie zapomnianego już nieco rytmu. Utwór Boba Marleya "Punky Reggae Party" był małym kamyczkiem, który uruchomił lawinę. Powstawać zaczęły jak grzyby po deszczu zespoły, z których pięć zyskało największą popularność .

poniedziałek, 14 lutego 2011

Luton w przeddzień protestu EDL (Wizjer nr 60)

5-go lutego miał miejsce w Luton protest Angielskiej Ligi Obrony (EDL) oraz organizacji antyrasistowskiej (UAF). W proteście wzięło udział około 1500 członków EDL oraz 1000 demonstratorów UAF. Przywódca EDL - Stephen Lennon znany także jako Tommy Robinson wygłosił przemówienie do wszystkich zwolenników Angielskiej Ligi Obrony zgromadzonych licznie z flagami Szkocji, Walii, London, Yorkshire, Newcastle, Milton Keynes i Wschodniej Anglii, stwierdzając między innymi, że „nie ma rasowych napięć w Luton, tylko napięcia religijne”. Do zwolenników UAF mowę wygłosił Richard Howitt, który pod adresem przybyłych demonstrantów powiedział: „To nie jest wasz dom inie jesteście tu mile widziani”. Dave Fountain, który koordynował East of England Ambulance Service poinformował, że 19 osób zostało lekko rannych, w tym sześciu z nich zostało hospitalizowanych. Drogi między George Street i Stuart Street były zamknięte dla ruchu od godziny 19.00. Mike Colbourne, dowódca Policji w Luton wyraził się o profesjonalizmie służb ochraniających mieszkańców miasta. Koszt całej akcji policyjnej szacuje się na £800,000. Fotografie, które wykonałem w przeddzień demonstracji to przykład spontanicznej akcji obywateli Luton, mającej na celu ochronę okien i dobytku przed ewentualną agresją ze strony demonstrujący członków EDL. Demonstracja nie przeszkodziła niezłomnemu w walce z ksenofobią Frankiemu Prazerowi po raz kolejny zorganizować koncert z cyklu "Luton in Harmony". Reklamy zwiastujące to wydarzenie kontrastują na powyższej fotografii z zabijaniem okien jednej z instytucji znajdującej sie w centrum miasta.

wtorek, 25 stycznia 2011

My Dear Friends... (Wizjer 57)

My Dear Friends


Michał, Sergio i Remi z Tottus Tuus
The truth is, that nobody has defined the meaning of the word Friend and that everyone understands this in his own way. I have called you Friends as what you have done during the event on the 8th and 9th of January, You- Artists, Musicians and all of you who helped during the event entitled me to call you that. I would like to thank all people, who sacrificed their own time, talent and enthusiasm for the cause of the needed- ill children. During these two days I felt like at the Jarocin concert (equivalent of Glastonbury Festival), the event in the eighties where the fight for freedom and happiness was born thanks to the rock music and overall atmosphere. I would like to praise Artur “Kred”, Maciek “Benek” from Kaloryfer ; Wojtek “Zombie” from Kaloryfer and Arnika and all others because they were  willing to perform on our stage. I would like to show my appreciation to: Tracy, Vicky, Laura and Glenn from Arnika; Rob, Kirk, Paul from The Kindred; Billy, James, John from Abadden and Dan from Abadden and Kaloryfer. Huge, huge thank you to “Zombie” who introduced me to all of you and therefore we were able to create something unique, something memorable- heavy metal concert. Special appreciation to Wojtek and Benek who supplied drums and mixer for the Sunday concert. Separate gratitude to Iza and Kred for helping out on Sunday during auction etc... All of this was possible thanks to Krystian and his professionalism, “Burza” who recorded the Saturday’s concert. I delighted that the final concert on Sunday was also a big success and therefore I  would like to say thank you to all of the artists who performed: Basia Bielecka (for the seconde time supported the WOSP action in Luton); Livka i Becia (those two young girls who sang wonderfully famous covers); Tottus Tuus- Michal, Remi, Jarek, Tomek, Timi from Romania and Brazilian Sergio; Romek and Wlodek from Emigration Blues; Rysiek from Emigration Blues and Nomoi; Tomek and Ewa from Nomoi and all members from fantastic New Groove Formation: Iain, Haydn, Lewis, Nick, Tim, Nicky, Faz, Dawn and friend Laura. Big appreciation to Greg - sound manager from The Hat Factory. If I forgot to mention anyone please forgive me. Thanks to all of the volunteers involved, we accomplished something beautiful, we have created moments which we all will remember! Furthermore, thank you people from “Nowy Czas” who attended our event- Teresa Bazarnik and Grzegorz Malkiewicz. In general, I can’t really express how much I appreciate all of your efforts in creating, supporting and making these two days unforgettable. Thank you for all of your contribution: time, talent, money etc...


With All The Love "SIEMA"


Slawek
Krystian Kwiatkowski - Akustyk
Basia Bielecka


Siema!!! (Wizjer nr 57)


"Kred" i "Zombie" z Kaloryfera podczas próby
W tym roku podczas dwu dni Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Luton zagrali  artyści sześciu narodowości: 19 Brytyjczyków, 15 Polaków, 1 Rumunka, 1 Brazylijczyk oraz Basia, która w połowie jest narodowości polskiej, a w połowie tadżyckiej. Razem na scenie pojawiło się 37 osób! Wszystkim, którzy w jakiejkolwiek formie przyczynili się do zorganizowania w dniach 8-go i 9-go stycznia wielkiego muzycznego święta w Luton składam poniżej osobiste podziękowania w języku polskim i angielskim. 


Drodzy Przyjaciele

W otoczeniu New Groove Formation
Nikt nie zna do końca definicji słowa przyjaciel i każdy rozumie to słowo na swój sposób. Nazwałem Was tak, gdyż to co zrobiliście 8-go i 9-go stycznia upoważnia mnie, aby tak Was określić. Składam podziękowania każdej osobie, która w oba wieczory podarowała swój talent i entuzjazm potrzebującym pomocy dzieciom. Czułem się w tych dniach jak podczas jarocińskich koncertów, które odbywały się w Polsce w latach osiemdziesiątych, kiedy to rodziła się tęsknota za wolnością przy akompaniamencie rockowej muzyki. Pragnę gorąco podziękować Arturowi „Kredowi” oraz Maćkowi „Benkowi” z grupy Kaloryfer, Wojtkowi „Zombiemu” z grup: Kaloryfer i Arnika oraz tym wszystkim muzykom, którzy urodzili się w UK i zechcieli po raz pierwszy w historii Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zagrać dla polskich dzieci. Thank You Tracy, Vicky, Laura and Glenn from Arnika, Rob, Kirk, Paul from The Kindred and Billy, James, John from Abadden and Dan from Abadden and Kaloryfer. Wielkie dzięki dla „Zombiego” za wprowadzenie mnie w heavy metalowe środowisko, dzięki czemu byłem w stanie Was poprosić o udział w koncercie pierwszego dnia WOŚP, z którego wszyscy możemy być dumni. Ponadto dziękuje Ci Wojtku za wypożyczenie perkusji na koncert niedzielny. Składam podziękowania Izie i „Kredowi”, którzy pomagali mi w sobotę i w niedzielę podczas licytacji. Dziękuję również Benkowi za pomoc w niedzielnym koncercie i wypożyczenie pieca gitarowego. Krystianowi Kwiatkowskiemu dziękuję za każdą minutę, którą podarował dzieciakom i za wszystkie poprzednie imprezy, jakie dla nas profesjonalnie nagłaśniał i nagrywał. Ogromne podziękowania dla „Burzy” za nagranie video koncertu metalowego. Pragnę także podziękować wszystkim artystom koncertu niedzielnego: Basi Bieleckiej, która już drugi rok z rzędu otwierała WOŚP w Luton, Lifce i Beci, które wykonały covery polskich i światowych przebojów, Michałowi, Remi, Jarkowi i Tomkowi, Sergio (z Brazylii), Timi (z Rumunii) z zespołu Tottus Tuus, Romkowi i Włodkowi z Emigration Blues, Ryśkowi z zespołów Nomoi i Emigration Blues, Tomkowi i Ewie z Nomoi oraz urodzonym w UK members of New Groove Formation - Thank you LIain, Haydn, Lewis, Faz, Tim, Nicky, Dawn and Nick. Thank you also Laura for help in organisation of New Groove Formation’s gig. Thank you Greg - sound manager of Hat Factory. Jeśli o kimkolwiek zapomniałem proszę o wybaczenie. Dzięki Wam stworzyliśmy wspólnie niezapomniane widowisko. Dziękuję za przybycie oraz miłe słowa państwu Teresie Bazarnik i Grzegorzowi Małkiewiczowi z dwutygodnika „Nowy Czas” z Londynu. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi, aby to co wspólnie przeżyliśmy mogło się wydarzyć oraz tym wszystkim, którzy licznie przybyli na obydwa koncerty. Na koniec szczególnie pragne podziękować Zuzannie, która wspierała i nadal wspiera mnie we wszystkim.

Z wyrazami najwyższego szacunku „SIEMA”

Sławek

Danny z Abaddenu
Ryszard Pihan z Nomoi
Z The Kindred

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Licytacja WOŚP (Wizjer nr 56)

Licytacje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to rodzaj swoistego spektaklu. Od lat dostrzegałem w niej zjawisko, które łączy w sobie: patos, kabaret, wydarzenie artystyczne, sportową rywalizację, a wszystko  to dzieje się spontanicznie i na oczach zebranej społeczności. Zdarza się, że człowiek który staje w szranki tego konkursu, jest w stanie przeznaczyć więcej pieniędzy na wośpowe łupy niż posiada przy sobie. Uwielbiam te nocne pielgrzymki do bankomatów w asyście zaprzyjaźnionych ochroniarzy, przypominające niekiedy wydarzenie o charakterze sakralnym. Czyż bowiem świętością nie jest poczucie moralnego obowiązku wzięcia udziału w tym zaszczytnym współzawodnictwie? Uczestnictwo w licytacjach WOŚP śmiało porównałbym do udziału w Pasterce lub święceniu wielkanocnych jaj. Niezależnie przecież od religijnych przekonań uczestników, wszyscy w poczuciu kontynuowania tradycji i wiary Ojców opuszczają wigilijne wieczerze i (niekiedy z trudem wynikającym nie tylko z przejedzenia) wyruszają, aby jednoczyć się w powszechnej radości. Podobnie jest z wielkanocnymi jajami, które smakują przecież inaczej niż te codzienne i w tym znaczeniu licytacja WOŚP nabiera znaczenia prawie sakralnego. Każdy z nas niezależnie od światopoglądu, wieku, płci, poglądów politycznych, szczodrości w rozdawaniu pieniędzy ludziom proszącym o nie na ulicach, tego dnia poczuwa się do narodowego obowiązku, który z każdą godziną licytacji przeradza się w... odkrywanie własnej osobowości. Chęć zlicytowania przedmiotu należącego do znanej osoby lub posiadającego logo Wielkiej Orkiestry w połączeniu z sarmacką duszą jest mieszaniną iście pirotechniczną i zawsze kończy się wybuchem „Wielkiej Narodowej Solidarności”, która w najnowszej historii zdarzyła się tylko podczas żałobnego pożegnania Papieża i Prezydenta.

piątek, 16 kwietnia 2010

Luton in Harmony (Wizjer nr 18)

Luton to jedno z tych miast Wielkiej Brytanii, w ktorym rożnorodność kultur i narodowości jest elementem wyrożniającym je spośrod innych miejscowości o podobnej liczbie mieszkańcow. W tego rodzaju środowiskach w naturalny sposob zawsze istniało zagrożenie aktywności ekstremalnych i agresywnych zachowań, które nawet jeśli występują tylko marginalnie, powinny zawsze spotykać się z brakiem  społecznego przyzwolenia i ostrego sprzeciwu wszystkich nacji zamieszkujących tego rodzaju skupiska. Tylko taka postawa obywatelska może stworzyć atmosferę wzajemnego zrozumienia i tolerancji niezależnie od wyznawanej religii i życiowej filozofii. „Luton in Harmony” jest akcją promującą takie właśnie pozytywne  postawy, a coroczne spotkania wszystkich jej działaczy wpisują się na trwałe do kalendarza imprez. Happeningi i uliczne pokazy mają podnieść reputację miasta w oczach brytyjskiej i międzynarodowej społeczności oraz udowodnić możliwość wielokulturowego współistnienia i trwałego budowaniu lokalnej społeczności. Byliśmy świadkami różnorodnych form teatralnych i zabaw artystów z licznie zebraną publicznością. Podziwiać było można między innymi pokazy tańca nowoczesnego i salsy, połączone z ekspresowym kursem tańca. Na fasadzie windy umieszczona była biała ogronych rozmiarów plansza, na której wszyscy widzowie i uczestnicy mieli możliwość napisania kilka słów od siebie. Dużym zaskoczeniem dla polskiej społeczności był wokalny popis stałego współpracownika technicznego, z ramienia „Luton in Harmony”. Po raz pierwszy zobaczyliśmy, że Frankie Prazer oprócz talentów technicznych, posiada również umiejętności wokalne. Jednym z ważnych elementów akcji, było uświadamianie potrzeby podnoszenia bezpieczeństwa na terenie szkół, a także poza nimi. Brak polskiego akcentu w uroczystościach był wynikiem narodowej tragedii która właśnie 10-go kwietnia w godzinach porannych dotknęła naszą ojczyznę i pogrążyła w żałobie takżę całą polską społeczność w Wielkiej Brytanii. Spotykaliśmy się na każdym kroku z wyrazami ubolewania od wielokulturowej społeczności Luton. O godzinie 18.00 polska mniejszość narodowa spontanicznie zebrała się w kościele w Dunstable na modlitwie w intencji ofiar lotniczej katastrofy w Smoleńsku.

piątek, 2 kwietnia 2010

Monika Lidke - Waking up to Beauty (UK/Polska) 2008 Wizjer nr 16

„Muzyka nigdy się nie kończy ... Muzyka jest jednym z cudów tego świata. Śpiewanie jazzu jest dla mnie koniecznością. Nie potrafię nie śpiewać.”
                                                                                                             Monika Lidke

„Piękny, delikatny, uzależniający. Nie mogę przestać słuchać.”
                                                                    Marek Niedźwiedzki o albumie


Monika Lidke już jako dziecko śpiewała w chórze a później studiowała grę na gitarze klasycznej. W roku 1992 wyjechała do Paryża, aby studiować śpiew, teatr i taniec. To właśnie tam w zafascynowała się śpiewem jazzowym. Jak sama mówi, od lat jest obsesyjnie wsłuchana w Elle Fitzgerald, co miało znaczący wpływ na jej warsztat wokalny oraz emisję głosu. Podziwia także Cassandre Wilson. W 1999 roku we Francji wspólnie z polskimi muzykami stworzyła zespół No Way i nagrała pierwsze demo. Aby doskonalić jazzowy wokal, Monika w 2004 zdecydowała się na wyjazd do Londynu. Tu dzięki edukacji u Anity Wardell, odkryła w śpiewie zupełnie nowe barwy, a spacery nad Tamiza zaowocowały takimi piosenkami jak „Barnes bridge” czy „Higher self”.
„Waking up to Beauty” jest zachwytem nad życiem. Album jest bardzo intymny i wprowadza słuchacza w klimat pozwalający oderwać się od otaczającego nas hałaśliwego świata. W swoich piosenkach Monika maluje piękne krajobrazy z dźwięków i słów.

"Przetrwałam zimę. Nie wiem jak to zrobiłam.
Sama siebie zaskoczyłam.
Obudziłam się a maj na twoich ustach wyczarował
taki uśmiech od którego lód rozpuścił się."

Monika zabiera nas w ekscytującą podróż do świata jazzu i ukrytej w nim energii. Swoboda i charakterystyczny feeling wybuchają swoją pełnią w piosence "Vincent". Nawet nie rozumiejąc tekstu śpiewanego w języku francuskim, można zatopić się w klimacie tego pięknego utworu. Rozpoznajemy tu styl starej francuskiej piosenki wzbogaconej o współczesne jazzowe brzmienie. Monika Lidke od lat ma szczęście trafiać na dobrych muzyków jak choćby Witold Pawlik, Kristian Borring, Nick Haseman, Pascal Roggen, Tim Fairhall, Maciej Pysz i Jurek Bielski. Piosenki Moniki są pełne emocji i pokazują co z każdym z nas potrafi zrobić kochająca osoba. Są w nich łzy i śmiech, poszukiwanie ciepła i zwyczajne ludzkie sprawy.

"Gdyby tylko Bóg zmrużył jedno oko,
całą gorycz moja zamieniając w żart,
śmiałabym się w glos bo płakać nie mogę.
Wypłakałam całe oceany łez."
                                       "Oceany łez"

W ujęciu całościowym chyba pierwszą rzeczą jaką uświadamia sobie słuchacz to fakt, ze Monika bardzo dobrze czuje się w tego rodzaju stylistyce. Muzyka oraz śpiew tworzą harmonijną, konstruktywna całość. Historia chwilowych przeżyć artystki została dobrze opowiedziana bez zbytniego patosu i rozwlekłości. Rozmaite subtelności życia podane są z delikatnością właściwą dla kobiecej perspektywy. Dopracowane detale brzmieniowe i widoczny ogólny zamysł albumu dopełniają obrazu dzieła, które co dobrze słychać, nie zostało zrodzone na kamieniu.

Trzynastego lutego w Hat Factory w Luton z okazji Walentynek, odbył się bardzo kameralny koncert Moniki Lidke, której na gitarze towarzyszył Jurek Bielski. Artystka zaprezentowała wszystkie piosenki z płyty oraz kilka standardów. Podczas koncertu stanowiące element wystroju sali serca powoli opadały jedno po drugim na podłogę, otaczając zewsząd artystką. Czuliśmy jak Monika stąpając po nich, swoją muzyką dotyka naszej wrażliwości.


Łukasz Żmuda - współautor recenzji
Koncert Moniki, o którym wspominam w powyższym artykule poprzedzony był występem powołanego przeze mnie do życia polskiego kabaretu "3 xP", o czym także można przeczytać w jednym z postów. Mój kabaretowy kolega i jednocześnie serdeczny przyjaciel - Łukasz Żmuda, podobnie jak ja był oczarowany śpiewem Moniki oraz grą Jurka Bielskiego. Dlatego też poprosiłem Łukasza o wspólne napisanie powyższej recenzji. Efekt naszej fascynacji koncertem i płytą przedstawiam powyżej.

piątek, 26 marca 2010

Arek Milczarek i Kabaret "3 x P" przed meczem strongmanów Anglia - Polska (Wizjer nr 15)


Pomysł na występ kabaretu „3 x P” w ramach powitania światowej sławy strongmanów z Polski zrodził się na krótko przed zapowiadanym meczem międzypaństwowym Anglia - Polska. W związku z międzynarodową rangą imprezy, postanowiłem nasz występ uświetnić zaproszeniem znakomitego polskiego artysty kabaretowego, znanego z wielu programów telewizyjnych – Arka Milczarka. Aby przypomnieć szanownym czytelnikom postać naszego gościa, podaję poniżej garść jego osiągnięć artystycznych:

2000 - założyciel studenckiego kabaretu CASHANKA
2001 - I Nagroda Przeglądu Kabaretów KOKS w Kielcach (indywidualnie: Tytuł Największej Indywidualności Kabaretowej Przeglądu i Nagroda Specjalna od Stanisława Zygmunta)
2001-2002 - sześciokrotny zwycięzca 'Maratonu Uśmiechu' w telewizji TVN
2002 - założyciel kabaretu POSZŁEM
2003 - Grand Prix Przeglądu Kabaretów KOKS w Kielcach
2003 - Nagroda im. Indiany Dżonsa na przeglądzie kabaretów w Tarnobrzegu
2003 - Nagroda Nocy Kabaretowej 'Gorące Wargi'
2004 - półfinał Przeglądu Kabaretów PaKA w Krakowie
2004 - Nagroda Publiczności na Przeglądzie Kabaretów 'Mulatka' w Ełku
2004 - Nagroda za najlepszy rekwizyt kabaretowy na Przeglądzie Kabaretów 'Mulatka' w Ełku
2005 - Wyróżnienie na Przeglądzie Kabaretów 'Wyjście z cienia' w Gdańsku

Arek przypomniał widzom zebranym w pubie The Heights (to właśnie tam narodził się nasz kabaret podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy) kilka swoich najsłynniejszych monologów, z których ten o jąkającym się sprzedawcy sprzętu wędkarskiego zebrał u słuchaczy największe owacje. Obecnie Arek Milczarek nie zajmuje się już kabaretem, a swoje zdolności wokalno-aktorskie realizuje w projekcie tzw. doskonałego naśladownictwa Elvisa Presleya, pomysłu artystycznego znanego z wielkich show w Las Vegas. Tym bardziej czuję ogromny zaszczyt, że udało mi się namówić tak znakomitego artystę do gościnnego występu w ramach naszego bądź co bądź bardzo amatorskiego kabaretu.

sobota, 6 marca 2010

Perły Polskiej Piosenki z Anetą Barcik (Wizjer nr 12)



Anetę Barcik wszyscy pamiętamy doskonale ze znakomitego występu podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Luton. Wokalistka zaśpiewała wówczas tuż po przylocie z USA i zapisała się w naszej pamięci przede wszystkim brawurowym wykonaniem legendarnego protest-songu Czesława Niemena "Dziwny jest ten świat". Tym razem Aneta z radością przyjęła zaproszenie do udziału w naszej audycji PERŁY POLSKIEJ PIOSENKI, która będzie miała wyjątkowo odświętny charakter. Jak co roku 8-go marca obchodzić będziemy Międzynarodowy Dzień Kobiet. Wspólnie z Anetą Barcik zastanowimy się nad istotą kobiecości oraz dowiemy się o marzeniach i planach naszej gwiazdy programu.
 
Aneta od 12-go roku życia mieszka w Hamburgu. Urodziła się w rodzinie artystycznej. Jej ojciec jest gitarzystą, natomiast mama podobnie jak Aneta, jest wokalistką i ma za sobą występ na jednym z opolskich festiwali. W wieku 16 lat Aneta wygrała konkurs wokalny, a zaraz po maturze otrzymała propozycję zagrania głównej roli w musicalu "Time After Time" w jednym z teatrów Hamburga. Po tym sukcesie uzyskała stypendium w prestiżowej szkole Joop Van Den Ende Academy, gdzie uczyła się śpiewu, tańca i aktorstwa. W wieku 22 lat pobierała również lekcje baletu. W Niemczech zetknęła się także z muzyką Egiptu i Turcji. Z tej fascynacji zrodził sie 9-osobowy zespół pod nazwą Aneta Barcik Oriental Project. Z jednym z muzyków tego zespołu, nasza wokalistka wystąpiła podczas jednego z programów Telewizji Polskiej. Obecnie jej koncerty to mieszanina tańca, śpiewu, multimediów oraz aktorsko-teatralnego performance'u. Aneta współpracowała również z jedną z polskich gazet z siedzibą w Hamburgu, a obecnie próbuje swoich sił w branży filmowej. Jej pierwszy zrealizowany film o big bandzie jazzowym lada moment wejdzie na ekrany, a obecnie pracuje nad dokumentem o lekcjach śpiewu, których udziela młodym adeptom wokalistyki. Wkrótce Aneta wybiera sie do Maroka, gdzie jak możemy się domyslać zaczerpnie nowych inspiracji muzycznych, a ich efekt usłyszymy już wkrótce w jej orientalnym projekcie.

Diverse FM 8. marca godzina 18.00.
Zaparzają:
Sławek Orwat i Marek Czarnota

piątek, 19 lutego 2010

Występ kabaretu "3 x P" i koncert Moniki Lidke podczas Walentynek w Luton (Wizjer nr 10)


"Paweł i Kevin"

Paweł i Kevin w jednym stali domu.
Kevin na górze, a Paweł na dole.
Kevin spokojny, nie wadził nikomu,
Paweł najdziksze wymyślał swawole.
Zwłaszcza w weekendy albo gdy brał sicki.
Wszczynał ekscesy a nawet wybryki.
Za to dla Kevina w tym była nadzieja,
Aby Paweł często szedł na holidaya.
Szczęścia Kevina w czas ten nie opiszę,
Jedno jest pewne - wsłuchiwał się w ciszę.
Lecz kiedy Paweł powracał z wycieczki,
W uszach Kevina znów brzmiały... Manieczki.
Lukasz Żmuda i Sławek Orwat
Schodzi więc Kevin i prosi sąsiada,
Lecz ta rozmowa na nic się nie nada.
I widząc Kevin, że Paweł uparty,
Uknuł plan chytry i to nie na żarty.
Wymyślił, idąc po rozum do głowy,
Że w living roomie zespolik rockowy
Próby swe miał będzie,
A hałasu ogrom zaistnieje wszędzie.
Za to dla Kevina wszystko będzie cacy,
Gdyż próby zarządził, gdy on będzie w pracy.
Paweł zwyczajowo śpi do popołudni.
Aż mu raz po uszach coś dudni i dudni.
Zrywa się więc z łóżka i oczy przeciera,
A złość przeokrutna mu z twarzy wyziera.
Tomek Pilarski
Kevin w swojej zemście nieźle się postarał.
Paweł zaniemówił... perkusja, gitara,
Wzmacniacze, kolumny oraz wokalista,
A do drzwi już puka zdyszany basista.
Cóż robić miał Paweł? Do lodówki skoczył,
Multipakiem „Żywca” kapelę zaskoczył.
Gdy Kevin wieczorem do domu powrócił
I jednym spojrzeniem imprezę obrzucił,
Załamał się wielce i to nie na żarty,
Włączając się jednak w to przedziwne party.
Od tego wieczora w domu nastał spokój.
I trwał on już zawsze - cztery pory roku.
Z tej zaś opowiastki morał też wynika:
Częstuj polskim piwem sąsiada Anglika.

Adam Górnicki i Łukasz Żmuda
Libor Pribramsky
Powyższy wiersz to fragment występu kabaretu założonego w Hatfield pod zagadkową nazwą "3 x P", który supportował walentynkowy koncert znakomitej londyńskiej wokalistki jazzowej Moniki Lidke w dniu 13-go lutego w "Hat Factory" w Luton podczas imprezy zorganizowanej przez fundację "Luton Rights". Kabaret "3 x P" był kontynuacją skeczu, który wykonałem wraz z Markiem Czarnotą ponad miesiąc wcześniej podczas WOŚP, a jego nazwa stanowi skrót od tytułu naszego ówczesnego programu radiowego "Perły Polskiej Piosenki" nadawanego w każdy poniedziałek na falach lutońskiej rozgłośni radiowej Diverse FM. Impreza walentynkowa nosiła jeszcze bardziej zagadkowy od nazwy naszego kabaretu tytuł: "Zakochaj się w pracy". Kabaret wystąpił w składzie: Adam Górnicki, Libor Pribramsky (Czechy), Łukasz Żmuda, Tomek Pilarski oraz autor powyższego tekstu i założyciel kabaretu Sławek Orwat.

Monika Lidke już jako dziecko śpiewała w chórze a później studiowała grę na gitarze klasycznej u Cezarego Strokosza. W roku 1992 wyjechała do Paryża, gdzie uczyła się śpiewu, teatru i tańca pod kierunkiem Christiana Pagesa w Ecole Superieure du Spectacle. To właśnie tam w zafascynowała się śpiewem jazzowym, a zwłaszcza wokalem Elli Fitzgerald i Cassandry Wilson. W 1999 roku we Francji wspólnie z polskimi muzykami stworzyła zespół No Way i nagrała pierwsze demo. Aby doskonalić jazzowy wokal, Monika w 2004 zdecydowała się na wyjazd do Londynu. Tu dzięki edukacji u Anity Wardell, odkryła w śpiewie zupełnie nowe barwy, a spacery nad Tamiza zaowocowały jej pierwszym albumem "Waking up to Beauty". Podczas walentynkowego występu na gitarze towarzyszył Monice Jurek Bielski. Artystka zaprezentowała piosenki ze swojej debiutanckiej płyty oraz kilka jazzowych standardów. Podczas koncertu stanowiące element wystroju sali serca powoli opadały na podłogę jedno po drugim, otaczając zewsząd uroczą artystkę.