piątek, 15 stycznia 2010

Perfect - UNU (Polska) 1982 (Wizjer nr 5)

„Miałem dziesięć lat
Gdy usłyszał o nim świat
W mej piwnicy był nasz klub.
Kumpel radio zniósł
Usłyszałem „Blue Suede Shoes”
I nie mogłem w nocy spać”

Ciekaw jestem ilu fanów „Autobiografii” pamięta, że w założonym w roku 1977 przez perkusistę Wojciecha Morawskiego, basistę Zdzisława Zawadzkiego i gitarzystę Zbigniewa Hołdysa zespole Perfect śpiewała Basia Trzetrzelewska – najbardziej znana polska wokalistka, która notabene mieszka obecnie w Wielkiej Brytanii. Nazwa zespołu pochodzi od Christine Perfect-McVie, która śpiewała i grała na instrumentach klawiszowych w zespole Fleetwood Mac. Czy Zbigniew Hołdys w 1977 roku mógł przypuszczać, że oto właśnie powołał do życia jedną z największych legend polskiego rocka? Na początku swojej działalności zespół występując w klubach polonijnych USA był raczej bardziej gronem muzyków towarzyszących tak znanym wokalistkom jak Anna Jantar czy Halina Frąckowiak.


Moje spotkanie z jedną z wokalistek wczesnego
Perfectu Basią Trzetrzelewską
Grupa nazywała się w tamtym okresie Perfect Super Show And Disco Band. Czy taka nazwa mogła być w ogóle kojarzona z rockowym brzmieniem? W Sylwestra 1980 umarł jednak Perfect Super Show And Disco Band, a narodził się jeden z największych zespołów rockowych Europy środkowowschodniej. Tego bowiem właśnie dnia Perfect zadebiutował w warszawskim studenckim klubie Stodoła z całkowicie nowym repertuarem i w kompletnie odmienionym składzie. Perkusista, Wojciech Morawski, przeszedł do zespołu Porter Band, a do zespołu dołączyli Ryszard Sygitowicz (gitara), Piotr Szkudelski (perkusja) oraz Grzegorz Markowski (wokal). Wydana tego samego roku debiutancka płyta od koloru okładki nazywana Białym Albumem pod koniec 1981 roku osiągnęła sprzedaż około miliona egzemplarzy. Mimo, że zawierała ona takie przeboje jak „Nie płacz Ewka”, „Chcemy być sobą”, „Ale wkoło jest wesoło” i „Niewiele ci mogę dać”, to największy sukces Perfectu miał jednak dopiero nadejść. W 1982 roku zespół zawiesił na kilka miesięcy działalność, aby jesienią wznowić koncerty już z całkowicie nowym repertuarem, który znalazł się na nowym krążku zatytułowanym UNU.


Legenda Radia Luxemburg - Pete Murray
„Autobiografia” już od dnia radiowej premiery rozpoczęła żyć własnym życiem i trudno właściwie jest analizować przyczynę tego fenomenu w tak krótkiej formie, jaką jest niniejsze wspomnienie. Kawałek zaczyna się od politycznych rozrachunków i ujawnienia muzycznych fascynacji podmiotu lirycznego, aby w dalszej części skupić się na emocjach wieku dojrzewania, dorastaniu, fascynacji seksem i analizom młodzieńczych dramatów. Bogdan Olewicz pisał o swoim pokoleniu. Autor pisał o ludziach, którzy muzyki słuchali poprzez głośniki prostych radioodbiorników niemiłosiernie trzeszczącej w naszych realiach stacji Radia Luksemburg, którego z pasją słuchałem jeszcze w okresie szkoły podstawowej. Radio Luksemburg to prawdziwy fenomen. Trudno dziś sobie wyobrazić jak ogromne miało to radio wówczas znaczenie dla pokolenia PRL-owskiej młodzieży. Zanim władza ludowa zezwoliła na działalność Radio Kuriera a następnie Programu III Polskiego Radia, rozgłośnia z Luksemburga była jedyną instytucją, skąd czerpało się wiedzę o wszelkich nowych trendach w muzyce.


Historyczny budynek Radia Luxembourg. Dziś mieści się tu Służba Zdrowia
Bogdan Olewicz urodził się w 1946 roku. Miał więc dokładnie 10 lat, gdy przebój Carla Perkinsa „Blue Suede Shoes” królował dzięki wykonaniu Elvisa Presleya. Działo się to wszystko w okresie politycznej odwilży po śmierci Stalina. Darowano wtedy kary polityczne i łagodzono upiorny system politycznego terroru. Nie wiem na ile w świadomości młodych czytelników istnieje wiedza, że za czasów Stalina można było być skazanym na długoletnie wiezienie nawet za śmianie się z politycznych dowcipów, nie mówiąc już o konsekwencjach będących następstwem ich opowiadania. W takich okolicznościach i czasach rodziła się świadomość, która po latach wydała na światło dzienne jeden z przebojów wszech czasów polskiej sceny. Każdy z nas w "Autobiografii" zobaczył wówczas kawałek siebie lub kogoś z bliskich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz