Opowiem wam o Peweksówce, nowej płycie Jacka Stęszewskiego. Nie będzie to recenzja, raczej jakiś szkic, impresja i wspomnienie dobrej zabawy, bowiem swoją osobą wniosłem skromny wkład w ostateczny kształt tego albumu. Teraz powinno nastąpić pompatyczne: wszystko zaczęło się od… Ale nie będę zanudzał historiami, jak to się poznaliśmy i inne trele morele. Wyszło tak, że Jacek z Ekipą Dobrzegrającą (Władek i Michał) wystąpił na recitalach w Bedford i w Londynie. Podczas pobytu w naszej pięknej Anglii padło pytanie, czy nie zechciałbym zrobić kilku zdjęć na nową płytę. Oczywiście się zgodziłem i po kilku tygodniach zaczęła się zabawa. Wizję okładki, nasz Pan Śpiewak z Katowic miał już w głowie, miała to być kaseta magnetofonowa, jeżeli młodzież nie wie co to, to ja młodzież odsyłam do Googla i Wikipedii. Jeżeli kaseta, to nie pierwsza lepsza, tylko oczywiście Stilon Gorzów. Ferrum Forte C-60, szary plastik, różowa naklejka i opakowanie w tymże kolorze, jedna z ikon mojego dzieciństwa. Okazuje się, że nie tak łatwo znaleźć dobrze wyglądający egzemplarz, znajomi nie dopisali, więc trzeba było szukać na Allegro. Z kasetą nabytą drogą kupna minąłem się podczas moich listopadowych wizyt w Polsce dwa razy, więc trzeba było pchnąć pocztą za kanał La Manche (Anglicy mówią na to English Channel).
Stęszewski Band i Chwedziak Band w Jazz Cafe POSK
fot. Marek Jamroz
fot. Marek Jamroz
Gdy już dorwałem modelką to zacząłem się nad nią fotograficznie znęcać, bo to i pod kątem, i w pudełku i tak i siak… Gdy pokazałem wypociny autorowi płyty wybrał wariant najprostszy z możliwych, więc i najlepszy. Po edycji, i lekkiej obróbce graficznej Jacka Czepułkowskiego okładka Peweksówki uzyskała swój ostateczny kształt. Oczywiście na okładce się nie skończyło. Za kartki na cukier i mięso dałem się namówić na dalszą pracę fotograficzną. Część zdjęć powstała w kuchni naszego muzyka. Zebrał on, bowiem, mnóstwo artefaktów z okresu PRL, między innymi: kartki na żywność i benzynę, Trybunę Ludu, instrukcje obsługi Malucha i Wartburga, mapy, bony dolarowe z Pewexu, oraz taką ilość starych banknotów, że w przeliczeniu mogło być tego z 15 nowych złotych (kupa szmalu). Większość kolaży była gotowa od ręki, ale kilka zdjęć wymagało nieco przygotowań. Kasety VHS pożyczyłem od znajomego, ale tytuły zrobiłem sam, Jacek dał mi jednak przykaz, że ma być coś z Bronsonem. Płytę Amy Winehouse spreparowałem sam, pomyślałem, że miała tak charakterystyczny makijaż, iż od razu wszystko będzie jasne. Wujek z RFN to mój dobry kolega Grzegorz Kowalewski, czyli Kovaleffsky, Wizytówka bedfordzkiego Hip Hopu.
fot. Marek Jamroz
fot. Marek Jamroz
Przy fotografii kubka z wodą firmową najbardziej napracowała się Justyna, dzielnie kropląc wodę do kubka z sokiem pomarańczowym. Zeszło z tym zdjęciem sporo czasu, bo fotograf od siedmiu boleści był wciąż niezadowolony z rozbryzgów. Fotografia do Commodore 64 przedstawia tak naprawdę Amigę Jacka i oczywiście dłonie artysty. Zdjęcia były tylko pretekstem, żeby pościgać się na „Lotusie”. Muszę się przyznać, że udało mi się przemycić trochę prywaty na Peweksówkę. Otóż na zdjęciu z Italii 90 oprócz sławnych Maradonnów i Schillacich, jest też mój tata, piłkarz GKS-u Grunwald Halemba, chciałem w ten sposób jakoś mu podziękować za to, że był najfajniejszym tatą, jakiego można sobie wyobrazić.
fot. Marek Jamroz
Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie wykorzystanie zdjęcia rolki papieru toaletowego. Dopiero gdy fizycznie rozpakowałem płytę, buchnąłem śmiechem, kiedy zobaczyłem, że dysk zdobi fota najbardziej wartościowego papieru w PRL-u. Zostały jeszcze telewizory. Możecie sobie pomyśleć, że znalazłem gdzieś w Internetach i kombinowałem w edycji. Owszem, bez fotoszopek się nie obyło, ale zdjęcie jest mojego autorstwa, a taką stertę telewizorów znalazłem w Jarocinie w Spichlerzu Polskiego Rocka, na dobrych kilka miesięcy przed historią z Pewexem. Oprócz moich prac, książeczkę Peweksówki zdobią jeszcze zdjęcia Maćka Skowronka (te z Maluchem), oraz fotografie z archiwum rodzinnego autora płyty. Praca nad graficzną stroną Peweksówki była niezwykłym doświadczeniem. Z jednej strony czułem ogromną odpowiedzialność, ale jednocześnie żadnej negatywnej presji. Moje zdjęcia nie są ani przełomowe, ani wybitne, spełniają swoją zasadniczą rolę, są dodatkiem do tego, co w tym całym młynku jest najważniejsze, do muzyki.
fot. Marek Jamroz
W Epilogu chcę podziękować kilku osobom: Justynie, za pomoc i wsparcie moralne, szczególnie podczas pisania tego tekstu :) Jackowi, za zaufanie i przygodę życia, Jowicie, Michałowi i Władkowi, za wspaniały czas podczas UK Tour. Asi. Bo to jej archiwum muzyczne w latach 80tych było inspiracją do zrobienia okładki albumu. I wszystkim życzliwym mi osobom.
PS Powinienem napisać recenzję najnowszego albumu Jacka Stęszewskiego, ale nie dam rady. To rewelacyjny album, ale jest mi tak bliski, że posądzilibyście mnie o stronniczość. Peweksówka jest muzycznym slajdem moich szczenięcych lat, zapisem tego wszystkiego, co było dla mnie najważniejsze 30 lat temu. Polecam, trzeba ją mieć w płytotece.
Marek Jamroz
- Muzyka
była w jego domu od zawsze, ale zawsze gdzieś w tle. Rodzice nie
kupowali płyt, tylko słuchali radia, a to co muzycznego działo się w
pokoju jego starszej siostry, było tajemnicą. Na szczęście, choć
dorastał w typowo śląskiej rodzinie, rodzice nie katowali go słuchaniem
jakże popularnych wśród sąsiadów, niemieckich szlagierów i tyrolskich
polek. Pierwsze utwory jakie Marek pamięta to piosenki z niedzielnego
Koncertu Życzeń takich wykonawców jak Irena Jarocka, Urszula Sipińska
Jerzy Połomski i nieśmiertelna Mireille Mathieu z przebojem Santa Maria.
Po słusznie minionym okresie Fasolek i Zająca Poziomki, jego pierwszą
dojrzałą muzyczną fascynacją była twórczość Jeana Michelle Jarre'a. Po
skutecznej próbie przedarcia się do pokoju siostry, Marek po raz
pierwszy usłyszał jego Equinoxe, Marka Bilińskiego, The
Beatles i Andreasa Vollenweidera. Marek zawsze był wzrokowcem - i jak
miał nie trafić po latach do Polskiego Wzroku - i prezentowane Przez
Krzysztofa Szewczyka w programie Jarmark klipy "Money for Nothing"
Straitsów, "Take on Me" A-HA wbijały go w fotel. W
późniejszych latach osiedlowa telewizja kablowa emitowała piracko MTV
(to prawdziwe, gdzie kiedyś puszczano muzykę). Marek chłonął każdy
gatunek - pop, rap, rock, metal, wszystko co brzmiało. Słuchał Trójki i
listy w każdy piątek, kupował "pirackie oryginały",
jakby chciał się tym wszystkim udławić. Nigdy nie identyfikował się z
żądną subkulturą. Jako jeden z niewielu na podwórku lubił Guns'n'Roses i
nikt nie wiedział jaka przyczepić mu łatkę. W szkole średniej zaczął
słuchać muzyki bardziej świadomie. Wsłuchiwał się w teksty polskich
wykonawców i nieudolnie starał się tłumaczyć tych anglojęzycznych. Wtedy
to kolega pożyczył mu album Meddle Pink Floyd i tak zaczęła się jego
wielka przyjaźń z muzyką brytyjskiej czwórki (a później trójki).
Pojawiły
się też kolejne fascynacje - Metallica, Biohazard, Smashing Pumpkins,
Type O Negative, Sepultura, Dżem, Ira, Kazik, Piersi, Hey ale i Turnau,
Grechuta, Soyka i Grupa pod Budą. Dżem był mu zawsze bliski, bo to
lokalny patriotyzm i przy ognisku śpiewało się Whisky i Wehikuł Czasu, a
porem namacalnie odczuł tragedię śmierci Pawła Bergera, gdy wykonywał
napis na jego płycie nagrobnej pracując jako liternik w zakładzie
kamieniarskim. Później przyszedł czas emigracji. Marek wyjechał na trzy
miesiące w listopadzie 2005 roku i... ten kwartał ciągnie mu się do
dziś. Największą pasją Marka jest robienie zdjęć. Zaczynał, gdy jeszcze
nikomu nie śniło się o aparatach cyfrowych, a na
wywołanie zdjęć (o ile nie miało się własnej ciemni) czekało się parę
dni. Łapanie
momentów upływającego czasu i zamiana ich w obrazy zawsze było dla
niego jakimś rodzajem magii. Oprócz fotografowania lubi stare polskie
filmy, absurdalny humor, historię i książki. W wolnym czasie czyta co
popadnie i sprawia mu to nieznośną frajdę. Jakiś czas temu zupełnie
przypadkowo poznał pewnego mechanika samochodowego, który najpierw
okazał się całkiem fajnym gościem, a później gościem z ogromną wiedzą
muzyczną. Tym mechanikiem jest Kuba Mikołajczyk, który wraz z Mateuszem
Augustyniakiem założyli portal Polski Wzrok, dzięki któremu Marek w
tempie pędzącego ekspresu dostał się w sam środek najważniejszych
polskich wydarzeń kulturalnych na Wyspach. Zaczął fotografować dla
portalu na koncertach, co sprawia mu wielką przyjemność i dzięki czemu
poznaje wielu ciekawych ludzi.
Za nami bardzo udana premiera płyty Püdelsów pt. Über Alles, tuż przed nami podobne wydarzenie dotyczące zespołu Manchester i jego nowego albumu noszącego tytuł Niezatapialny.
Sławek Załeński, gitarzysta i założyciel grupy, tak zapowiada: "Po długiej przerwie wydawniczej przymierzamy się do naszej trzeciej płyty. Materiał na ten krążek gotowy jest już od jakiegoś czasu, ale dopiero współpraca z HRPP Records przyniosła nam zadowalające efekty. Premierę płyty zaplanowaliśmy w Hard Rock Pubie Pamela na 18 marca 2017 roku, czyli w kolejną rocznicę powstania Manchesteru. Nowy album promowaliśmy już kilkoma singlami, m. in. piosenkami "Za mało" i "Zapominanie". Do tego ostatniego kawałka nakręciliśmy również teledysk. Utwory na ten album tworzyliśmy przez kilka lat. W tym czasie zespół ewoluował, więc krążek będzie bardzo zróżnicowany. Możecie spodziewać się Państwo powrotu do zespołowych korzeni, czyli do typowego brit – rocka, ale nie zabraknie również brzmień synth-popowych".
Manchester (fot. Agata Jankowska)
Kontynuując opowieść o albumie noszącym tytuł Niezatapialny, muzyk zdradził kulisy jego powstania: "Materiał został nagrany w Toruniu w prywatnym studio zespołu. Wspomniane single "Za mało" oraz "Zapominanie" wyprodukował Szymon Sieńko. Muzyka w całości jest mojego autorstwa. Wraz z wokalistą, Maciejem Tacherem, odpowiadamy za stronę tekstową. Wiele utworów, z tych które ukażą się na tej płycie, zostało skomponowanych i napisanych już kilka lat temu. W związku z tym postanowiliśmy dopisać jeszcze jedną, świeżuteńką piosenkę, tak aby ten krążek odzwierciedlał wszystkie te emocje, które nagromadziły się w nas przez ostatnie lata i trwają do dziś".
Do tej ciekawej opowieści warto dodać, że w wieczór premiery gośćmi Manchesteru będą: Gabriel Fleszar oraz Bartek "Bratek" Wójcik. Przypuszczam, że ich obecność zaowocuje kilkoma niepowtarzalnymi sytuacjami scenicznymi, dzięki czemu koncert ten ma szansę na stałe zapisać się w historii toruńskiego rocka. Wróćmy jeszcze na chwilę do występu Püdelsów, będącego premierą ich albumu Über Alles. Lider zespołu Andrzej Bieniasz, podkreśla często, że jego muzyczne credo brzmi: "Püdelsi ponad wszystko". W 100 procentach potwierdził to show, jaki zespół przygotował dla toruńskiej publiczności zgromadzonej w walentynkowy wieczór w Hard Rock Pubie Pamela. Świętująca niedawno swoje trzydziestolecie grupa, zapraszając do wspólnego występu syna Garry'ego Moorea - Jacka Moorea, nadała premierze swojego albumu wyjątkowy charakter. Będziecie Państwo mogli się o tym przekonać w czasie radiowej retransmisji tego koncertu.
Darek Kowalski
Autor:
Darek Kowalski -
kolekcjoner i wydawca płyt. Właściciel Hard Rock Pubu Pamela oraz HRPP
Records w Toruniu. Felietonista toruńskiego tygodnika TORONTO. Od siebie
dodam, iż jest dla mnie niedoścignionym wzorem właściciela klubu
muzycznego, któremu zależy na tym, aby ludzie, którzy postanowili
spędzić swój wolny czas na słuchaniu muzyki, nie byli zatruwani
miernotą, tandetą i obciachem, ale aby po wyjściu chcieli wrócić do
niego jak najszybciej. Spotkałem go w Toruniu i Londynie. Oba spotkania
wspominam ogromnie miło.
Na MaxFloRecTV trafił wczoraj nowy singiel tzw. rekruta inicjatywy MaxFloLab, Zena. „Piramida zobowiązań” to już trzecie wideo zwiastujące undergroundowy, solowy album rapera zatytułowany „Zimne ognie”. Wydawnictwo można już zamawiać w pre-orderze na www.MaxFloSklep.pl. Premiera krążka 16.03
– Nie tworzyłem i nie będę tworzył banalnych treści. Numer ten jest idealnym tego przykładem – mówi Zen. – Łapcie prezent na walentynki! – dodaje. Za realizację poniższego wideo odpowiada Radosław Bereś z grupy Ace of Art. Scenariusz teledysku napisał sam Zen.
Jak twierdzi Zen, system zero-jedynkowy idealnie odwzorowuje jego „algorytm działania”. – „1” to ślepa determinacja, z kolei „0” – to proste – świadomość autodestrukcji – mówi raper. – Utwór, który oddaję w wasze ręce, jest hybrydą tych dwóch czynników. Debiutancki krążek Zena jako zawodnika MaxFloLabu wpisuje się w nowy nurt królujący na polskiej scenie hip-hopowej. Wydawnictwo zawiera 13 premierowych utworów. Gościnnie pojawiają się na nim: KID i Mam Na Imię Aleksander. Za produkcję bitów odpowiadają: Markuszynsky, HVZX, Szatt, Ironic Beats i Suwal. Oprócz „Piramidy zobowiązań” album promują single: „Mało ważne”, „Kto” (ft. KID) i „Etos pracy”. Więcej o naszej oddolnej akcji promującej artystów tych mniej znanych, a zasługujących na uwagę szerszego grona odbiorców, przeczytacie tutaj (kliknij, aby poznać MaxFloLab: http://maxflo.pl/Lab.html).
Wydawcą albumu w formie fizycznej jest sam Zen. W wersji cyfrowej płyta ukazała się pod szyldem MaxFloLab i niebawem w całości dostępna będzie na kanale MaxFloRecTV. Tymczasem zamawiać można ją w przedsprzedaży pod adresem https://maxflosklep.pl/pl/c/PRE-ORDER/105, otrzymując bonusy.
We wtorek 14 lutego 2017 roku w Starym Maneżu wystąpi Ray Wilson. Brytyjski wokalista i kompozytor zaprezentuje podczas koncertu zarówno największe przeboje grupy Genesis, jak i kompozycje ze swoich najnowszych albumów. Grając rocznie ponad 100 koncertów na całym świecie spokojnie mógłby się znaleźć w księdze rekordów Guinnessa. Rok 2016 był dla Raya Wilsona bardzo owocny, na rynku pojawiły się aż dwa nowe albumy artysty - akustyczny “Song for a friend” oraz “Makes me think of home” o brzmieniu bardziej elektrycznym. Albumy spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem na rynku polskim. Podczas koncertu w Starym Maneżu nie zabraknie solowej twórczości, ale przede wszystkim wielkich przebojów jak np. “Another day in paradise”, “Jesus he knows me”, “Land of confusion”, “Follow you follow me”, “Congo” czy “Inside”. Wilsonowi towarzyszyć będą na scenie muzycy ze Szkocji, Niemiec oraz Polski, z którymi współpracuje od lat – Ali Ferguson (gitara solowa), Steve Wilson (chórki, gitary), Lawrie Mcmillan (gitara basowa), Stefanie Hoelk (Skrzypce), Marcin Kajper (saksofon), Mariusz Koszel (perkusja), Michał Łyczek (piano).
Ray Wilson został wyróżniony przez „Classic Rock Magazin“ jako jeden z najwybitniejszych wokalistów z Wielkiej Brytanii, kompozytor, autor tekstów, ceniony zwłaszcza za sceniczną charyzmę i zawsze wysoką formę koncertową. Swoją klasę potwierdził współpracą z zespołem Genesis, kiedy to w 1996 roku zastąpił w roli wokalisty Phila Collinsa. Wcześniej, w 1994 roku, debiutujący zespół Stiltskin z Rayem w składzie stworzył niezapomniany utwór Inside, który podbił listy przebojów, w tym był numerem 1 w UK. Szkocki wokalista współpracował także z takimi artystami jak Armin Van Buuren, RPWL czy Scorpions.
Zupełnie nieoczekiwanie na MaxFloRecTV trafił dziś nowy klip Vixena. Miano 6. singla promującego „Vixtorię” otrzymały rapowo-rockowe „Dwie siły”. – Najpierw ktoś zajawił się utworem na tyle, że sam postanowił zrobić do niego klip. Teraz ja chcę tym klipem zajawić fanów – mówi Vixen. Za realizację najnowszego wideo Vixena odpowiada filmowiec i fotograf, Igor Wojtkowiak. – „Dwie siły” to jego ulubiony numer z całej płyty. Pewnego dnia sam napisał mi, że chciałby nakręcić do niego teledysk – opowiada Vixen. – Przyjąłem tę propozycję bez wahania – dodaje. Dziś, po 3 tygodniach od premiery klipu do „Romantycznej miłości”, raper postanowił sprawić niespodziankę swoim fanom, prezentując im nowe wideo.
„Dwie siły” to singiel idealnie wpisujący się w hip-hopową alternatywę. To kolejny dowód na otwarty umysł Vixena i jego zamiłowanie do eksperymentowania z innymi gatunkami muzycznymi. Podstawę utworu stanowi bit wyprodukowany przez samego Vixena. Na gitarze elektrycznej gościnnie pojawia się Łukasz Goździuk, na basie – Ruszkow, a za gramofonami – DJ Bulb. Z takiej mieszkanki nie mogło powstać nic innego, jak dobry, rapowo-rockowo-rock'n'rollowy utwór.
– Chciałem się pobawić i zajrzeć tam, gdzie dotychczas nie było okazji albo gdzie nie miałem odwagi zaglądać – mówił Vixen przy okazji premiery krążka. Tłumaczył: – Najbardziej zależy mi na robieniu muzyki. Niekoniecznie musi to być rap. „Vixtoria” to muzyka, jaką miałem ochotę zrobić w określonych chwilach.
Wydawnictwo „Vixtoria” ukazało się 10 listopada ub.r. nakładem MaxFloRec. Album wciąż dostępny jest w sprzedaży.
Początek roku w świecie polskiego bluesa od lat upływa pod znakiem plebiscytów. W podsumowaniu 2016 roku, zarówno w zestawieniu kwartalnika "Twój Blues", jak i forum internetowego "Okolice Bluesa", grupa Kasa Chorych wypadła doskonale, zajmując w kategorii "Zespół Roku" odpowiednio pierwsze i drugie miejsce. Do tego muzyk zespołu - Michał Kielak - zajął pierwsze miejsce w obu rankingach w kategorii Harmonijkarz Roku. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że ta legendarna grupa od dłuższego czasu zapowiada zakończenie swojej działalności.
Jak te sukcesy wpłyną na przyszłość zespołu ? O odpowiedź na to pytanie poprosiłem lidera Kasy Chorych. Jarek Tioskow, komentując tak pomyślny obrót sytuacji, stwierdził: "Cieszę się ,że doceniono Kasę Chorych, bo rzeczywiście zakończyliśmy działalność . Czterdzieści lat z hakiem chyba całkowicie nas wyeksploatowało. Pora coś zmienić." Dalszą część wypowiedzi, w której opowiedział o czekających jego formację koncertach w Białymstoku i Chorzowie, zakończył stwierdzeniem "Co stanie się później ? Zobaczymy..." Wydaje się więc, że dla fanów Kasy Chorych istnieje nadzieja na to, iż temat zespołu nie jest do końca zamknięty.
Kasa Chorych (fot. Agata Jankowska)
Nie da się jednak ukryć, że ten charyzmatyczny muzyk powoli zmienia swoje sceniczne priorytety, angażując się w nowe dla siebie projekty, z tak cenionymi artystami jak: Jerzy Styczyński (Dżem), Krzysztof Wałecki ( Vintage / Oddział Zamknięty), Andrzej Urny (Dżem / Perfect / Krzak) czy Sławek Wierzcholski (Nocna Zmiana Bluesa). Jarek Tioskow, opowiadając o tej współpracy, stwierdził: "Chciałbym, aby były to koncerty dające słuchaczom satysfakcję i dużo zabawy. Będzie to wypadkowa twórczości poszczególnych muzyków. Jestem przekonany, że chociaż trudniej, to wcale nie znaczy gorzej". Co miał na myśli? O tym będziecie się Państwo mogli przekonać już niedługo.
Tak się złożyło, że zarówno trio Styczyński/Wałecki/Tioskow jak i projekt Blues Super Trio (Urny/Wierzcholski/Tioskow) wystąpią niedługo w Toruniu ( Hard Rock Pub Pamela kolejno 13.02.2017 oraz 27.02.2017). Pytany o pozostałe plany na 2017 rok bohater tego felietonu odpowiedział: "Nie wiem, jak odpowiedzieć. Mam już swoje lata. Jakieś choróbsko niszczy mi stawy, ale głos nadal jest. Przywróciłem do życia zespół, który już kiedyś istniał, czyli Jarek Tioskow i Przyjaciele, i na tym projekcie również się skoncentruję." Konkludując - pewne jest tylko to, że Jarek Tioskow w 2017 roku nie ma zamiaru zwolnić choć na chwilę...
Kasa Chorych (fot. Agata Jankowska)
Darek Kowalski
Autor:
Darek Kowalski -
kolekcjoner i wydawca płyt. Właściciel Hard Rock Pubu Pamela oraz HRPP
Records w Toruniu. Felietonista toruńskiego tygodnika TORONTO. Od siebie
dodam, iż jest dla mnie niedoścignionym wzorem właściciela klubu
muzycznego, któremu zależy na tym, aby ludzie, którzy postanowili
spędzić swój wolny czas na słuchaniu muzyki, nie byli zatruwani
miernotą, tandetą i obciachem, ale aby po wyjściu chcieli wrócić do
niego jak najszybciej. Spotkałem go w Toruniu i Londynie. Oba spotkania
wspominam ogromnie miło.
Fairport Convention to założony w roku 1967 angielski zespół folk rockowy, powszechnie uważany za kluczowy zespół tego gatunku na Wyspach. Ich przełomowy, wydany w roku 1969 album Liege & Lief uważa się za datę powstania tzw. folku elektrycznego, nazywanego też angielskim folk rockiem, charakteryzującego się wyraźnie zarysowaną angielską tożsamością muzyki rockowej. Zespół pomógł tym krążkiem wzbudzić znacznie szersze zainteresowanie tradycyjną muzyką ludową Wysp Brytyjskich. Większość muzyków, którzy na przestrzeni lat przewinęli się przez Fairport Convention, byli i nadal są jednymi z najbardziej cenionych i wpływowych artystów swojej epoki, którzy współuczestniczyli potem w działalności wielu znaczących zespołów lub budowali swoje kariery solowe.
Organizatorzy zapraszają na uroczysty wieczór z muzyką Fairport Convention. Koncert uświetniający ten piękny złoty jubileusz odbędzie się w moim ukochanym St. Albans w kultowej The Alban Arena w niedzielę 12 lutego o godz. 19:30. Aby oznaczyć swoją pięćdziesiątą roku fairport wydała nowy kompilacyjny album pt 50:50@50, który zawiera nowe oryginalne utwory jak i powszechnie znane przeboje w wersjach life. Aby zarezerwować bilety, należy zadzwonić pod numer 01727 844488 lub odwiedzić https://www.alban-arena.co.uk/events/fairport-convention/