piątek, 8 lutego 2013

8-go lutego w Grudziądzu wystąpi zespół ZDROWA WODA!!!

Ryszard Pihan - Od Emigration Blues poprzez Nomoi aż po FLAME


Ryszard Pihan ma za sobą współpracę z takimi grupami jak Nomoi i Emigration Blues. Z tą ostatnią formacją koncertował w klubach i pubach Londynu, St. Albans i Luton. Początkowo grał w niej z takimi gwiazdami polskiego rocka jak gitarzysta Kwadratu - jednego z najlepszych zespołów polskich początku lat 80-tych - Ryszardem Węgrzynem oraz Romanem Iwanowiczem współzałożycielem pionierów polskiego heavy metalu - grupy Korpus. Grupę Nomoi współtworzył wraz z gitarzystą Tomaszem Łabojem i wokalistką Ewą Ruszkiewicz. W swoim dorobku kompozycyjnym delikatność gitary akustycznej łączy z drapieżnością gitary elektrycznej. Jest fanem rocka progresywnego. Zagrał w dwóch edycjach WOŚP w Luton (za drugim razem reprezentując dwa zespoły). Wkrótce planuje wydanie swojego pierwszego solowego albumu pod artystycznym pseudonimem Flame, z którego pochodzi kompozycja "Golem" - kandydatka do naszej listy przebojów.


"Studiowałem historię, stosunki międzynarodowe, historię sztuki, wychowanie plastyczne... skończyłem jednak tylko historię. Stało się to w Poznaniu. Tuż po tym wyjechałem do UK. Pracuję jako menadżer. Maluję od 17 lat ale poważniej, profesjonalniej, zabrałem się za to jakieś 4 lata temu. Zawsze mnie do tego ciągnęło i miałem ambicję by malować jak najlepiej. Cenię sobie malarstwo renesansowe, impresjonizm, ekspresjonizm i surrealizm. Fascynuje mnie malarstwo figuratywne, które potrafi poruszać, które jest w stanie komunikować się z odbiorcą. Byłem ogromnie zaskoczony (pozytywnie) warsztatem artystów z Touch of Art. Odniosłem wrażenie, że zebrała się tutaj elita malarzy figuratywnych in nie tylko. W 2007 roku miałem swoją pierwszą indywidualną wystawę w Galerii POSK w Londynie. Przygotowuję się do kolejnej, również w Londynie. Maluję bo tego potrzebuję. Oprócz malarstwa interesuję się muzyką i literaturą. Komponuję, śpiewam, piszę teksty, piję kawę, potem następną, wieszam pranie, ot, życie jak każde inne. Lubię spacery, wieczory w przyjacielskim gronie i kobiety. Nigdy nie gardzę dobrą kawą, dobrym winem, towarzystwem i... czekoladą. W malarstwie szukam człowieka, chcę rozszyfrować jego reakcje, powody, jak podglądacz obserwuję jego świat, podziwiam i ekscytuję się nim. Malarstwo jest dla mnie fascynującym wyzwaniem. Przez jakiś czas wykonywałem kopie mistrzów renesansowych, żeby nauczyć się ich warsztatu. Skierowało mnie to ku studiom anatomicznym i rysunkowi z natury. Za każdym razem, kiedy się czegoś nauczę zauważam jak wiele jeszcze muszę zrozumieć i jak ogromnym tematem jest malarstwo"

Duo z Tomkiem Łobojem - kolegą z grupy Nomoi

O Ryszardzie można przeczytać także przy okazji WOŚP 2010 (tutaj), ARTerii Nowego Czasu 2010 (tutaj), WOŚP 2011 (tu i tam), WOŚP

  Ulubione polskie utwory Ryszarda:
  1. Świetliki - Delikatnienie
  2. Riverside - OK
  3. Renata Przemyk - Ten Taniec
  4. Renata Przemyk - Zero
  5. Riverside - Conceiving you
  6. Kult - 6 lat później
  7. Świetliki - Finlandia
  8. Republika - Odchodząc
  9. Closterkeller - Scarlet
10. Tomasz Stańko - Dialogue

wtorek, 5 lutego 2013

Skrzypce były mi pisane - rozmowa z Adamem Bałdychem w przeddzień jego występu na London Jazz Festival (JazzPRESS luty 2013)

Niezapomniane spotkanie w przeddzień występu na London Jazz Festival
- Czy to, że posiadasz talent muzyczny odkryłeś sam, czy ktoś Ci o tym powiedział?

- Zrozumienie talentu zawsze przychodzi z dwóch stron. Pierwsza, to podejście osobiste. Czy czuje się, że powinno się to robić? Czy sprawia to przyjemność i czy ma się ochotę to rozwijać? Druga, to odbicie relacji z odbiorcą i z ludźmi, którzy są autorytetami i mogą coś na ten temat wiedzieć i powiedzieć młodemu muzykowi, a ten weźmie sobie to do serca. W moim przypadku były to relacje z nauczycielką muzyki, która wraz z moją rodziną wierzyła w mój talent. Pokazały go także konkursy muzyki klasycznej i moje osobiste przeświadczenie o tym, że to jest droga, która powinienem iść, że kocham, to co robię i że chcę to robić. 

- Dlaczego skrzypce?

- Jest to pytanie bardzo trudne. Nie pamiętam momentu, kiedy podejmowałem tę decyzję. To była decyzja zarówno moja, jak i osób, które były blisko mnie, czyli mojej rodziny, która mnie zaprowadziła do szkoły muzycznej. Myślę, że jest to instrument, który był mi pisany. Skrzypce mi się podobały. Mój pradziadek też na tym instrumencie grał i wydaje mi się, że o skrzypcach usłyszałem jeszcze w dzieciństwie. W pewnym momencie stwierdziłem, że chciałbym spróbować na nich grać. 

poniedziałek, 4 lutego 2013

Adam Bałdych – Imaginary Room (Szwecja/Polska) 2012 (JazzPRESS luty 2013)

http://www.jazzpress.pl/

Już sama nazwa zespołu intryguje. Wszak skandynawscy wojownicy już wieki temu przestali grasować na wodach Bałtyku. Dwóch Szwedów, Fin, Duńczyk, Norweg z Kopenhagi i nasz Adam w roli kapitana langskipu. Po porcji ostrych przypraw z albumu „Magical Theatre”, tym razem „Evil” postanowił przy takiej gromadzie Wikingów nieco spiłować swoje rogi serwując potrawę przeznaczoną dla bardziej delikatnego podniebienia. Mając na względzie pochodzenie biorących udział w projekcie muzyków oraz kulturową specyfikę wschodniego wybrzeża USA w jakiej od lat nasz młody skrzypek przebywa, trudno jest uznać taki zabieg za szczególną niespodziankę. Zaskakująca natomiast dla miłośników poprzednich dokonań tego wirtuoza skrzypiec może być atmosfera melancholii, której trudno doszukać się na „Magical Theatre”. Czyżby była to próba uśpienia czujności entuzjastów ostrych przypraw przed kolejnym czartowskim pomysłem, który drzemie w zakamarkach twórczego umysłu Adama? Płyta jest niezwykle zmysłowa i sączy się leniwie. Czy autor chce tym razem odegrać rolę kolejnego „zabłąkanego we współczesności romantyka”? Myślę, że jest to raczej próba dotarcia do tej części słuchaczy, którzy uwielbiają zatapiać się w muzyce, zatracając świadomość upływającego czasu. „The Room Of Imagination”, „Zaratustra” i wiele innych utworów z tego niezwykłego krążka to muzyka, od której ostatnio całkowicie się uzależniłem. 
Tytuł jest adekwatny do tempa i nastroju znajdujących się na albumie kompozycji. Urojony pokój? Ilu z nas miało nieraz ochotę zamknąć się w niewielkiej przestrzeni z ulubionymi książkami i łagodnie sączącą się z głośników muzyką, aby pośród znanych sobie mebli, pożółkłego papieru i zapachu kawy zapomnieć o istnieniu wielkiej polityki i ulicznego zgiełku? Jestem pewien, że nieprzypadkowo na premierę tego albumu Adam wybrał akurat porę letnią. Sącząca się leniwie muzyka, zagłuszana szumem wentylatora z trudem usiłującego wywiać zapach nagrzanego słońcem urojonego niczym pustynna fatamorgana pokoju. A czy współczesny świat nie sprawia niekiedy także wrażenia mirażu? Zaszufladkowani i przypisani do określonych miejsc, z dziesiątkami numerów, kodów dostępu i passwordów. Czy i kiedy wolno nam ujawnić prawdziwą osobowość ze szczerymi emocjami i niczym niepohamowaną gamą naturalnych zachowań? Czy jesteśmy w stanie choć na chwilę wyizolować się z otaczającego nas świata, wyłączając facebook i telefon komórkowy, aby w poczuciu świętego spokoju wysłuchać dopiero co zakupionej płyty? Czy w zgiełku szarej codzienności i epoce coraz krótszego snu istnieje gdzieś czasoprzestrzeń, w której mamy szansę wsłuchania się we własne myśli? Sądzę, że w dużej mierze dlatego płyta Adama Bałdycha nosi taki właśnie tytuł. „Imaginary room” to rodzaj azylu, w którym możemy schronić się przed światem pełnym, iPadów, ipodów, Smarthphone’ów i tych wszystkich zabawek współczesności, których nazw nie potrafię spamiętać. Niczego bardziej chyba dziś nie potrzebuje człowiek, jak wyciszenia i kawałka przestrzeni do zatopienia się we własnych myślach. Ucieczka w wyobraźnię zdaje się być dla wielu z nas jedyną formą przetrwania w coraz bardziej zdehumanizowanym świecie giełdowych maklerów, sprzedających i kupujących wirtualne „coś” co nie musi mieć nawet smaku, zapachu i kształtu.

"1982 - początek inwazji" - Polisz Czart zaprasza już 4-go lutego na www.fala.fm


Rockowy boom lat 80-tych to w polskiej kulturze zjawisko socjologiczne nigdy wcześniej, ani później  niespotykane. Było ono tematem wielu prac magisterskich, poważnych rozpraw naukowych oraz docenionych (także w Europie Zachodniej) fimów dokumentalnych,  a liczba przebojów, które wylansowała złotą dekada przerasta wyobraźnię współczesnych entuzjastów tego gatunku. Tydzień temu prezentując na antenie Polisz Czart historię polskiego rocka  1967 - 1981 z trudem udało się nam zamknąć program w trzech godzinach. Audycja w dużym skrócie przypomniała pionierów i przedstawicieli wszystkich podgatunków mieszczących się w różnorodnym zbiorze wykonawców, których wspólnym mianownikiem był bunt przeciw muzycznym formom i treściom dotychczasowych - jakże często - infantylnych tekstów piosenek



Mając w planach kontynuację rozpoczętego przed tygodniem tematu jakim jest historia polskiego rocka, po raz nie wiem już który uświadomiłem sobie ogrom rozmiarów rockowego boomu jaki miał miejsce nad Wisłą wiosną roku 1982. W latach 70-tych grupy SBB, Exodus czy Dżamble słuchane były przede wszystkim przez najbardziej wyrobioną grupę entuzjastów. W roku 1982 dzięki powołanej do życia przez Marka Niedźwieckiego Liście Przebojów Programu Trzeciego, muzyka rockowa trafiła pod najmniejsze nawet strzechy, a frekwencja ówczesnych sal koncertowych porównywalna była z tą z antyrządowych manifestacji ulicznych organizowanych przez podziemne struktury Solidarności.


Ilość znakomitych kompozytorów i autorów tekstów, a przede wszystkim ilość bandów, które wietrząc historyczny dla rocka moment, zaczęły przenosić się z piwnic i osiedlowych garaży do domów kultury i poważnych sal koncertowych, spowodowała, że Lista Przebojów Programu Trzeciego na szczęście nie stała się jedynie spisem uznanych wykonawców rodem z Wielkiej Brytanii i USA, ale żywym dowodem na to, ze nasi rodzimi artyści - nie posiadając tak dobrego sprzętu i czując na plecach złowieszczy oddech cenzury - nie tylko zachodnim gwiazdom nie ustępowali talentem i twórczym potencjałem, ale potrafili stworzyć dzieła, które wspomina się jeszcze po trzydziestu latach.


Kiedy rozpocząłem układanie play listy programu mającego przypomnieć początki zorganizowanej sceny rockowej w Polsce, bardzo szybko zorientowałem się, że ilość utworów stanowiących lekturę obowiązkową audycji sprzed tygodnia, obejmującej aż 14 lat historii rocka, jest porównywalna z ilością, która zawiera najważniejsze utwory tylko... roku 1982. Powróćmy więc pamięcią do momentu, od którego nic już nie było w muzyce polskiej takie jak dawniej. Przypomnijmy sobie raz jeszcze te chwile, kiedy rodziła się muzyczna tożsamość pokolenia. Niech wybrzmią po raz kolejny niezapomniane ballady TSA i Martyny Jakubowicz, dynamiczne kompozycje Jana Borysewicza, które najpierw pisał dla Budki Suflera, a następnie powołał do życia jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Wsłuchajmy się ponownie w rewolucyjną jak na tamte czasy muzykę, jaką zaproponował pewien niezapomniany zespól z Torunia, który zjawiskiem artystycznym stał się jeszcze zanim nagrał swój pierwszy album.

niedziela, 3 lutego 2013

Angel Oliferuk - Urocza Polka z Florydy

Moja rozmowa z Angel w fotografii Moniki S. Jakubowskiej
Angel Oliferuk to niezwykle miła i prawie cały czas uśmiechnięta dziewczyna. Wczoraj przyleciała z Florydy na jeden dzień do Londynu, a już wkrótce pozna ją cały świat. 13 kwietnia właśnie w Londynie odbędzie się bowiem wielki finał Top Model Worldwide, w którym Angel wystąpi z 44 innymi dziewczynami z całego świata. Zanim zaczną ją sobie wyrywać największe nazwiska polskiego dziennikarstwa, Angel świadoma faktu, że na co dzień jestem dziennikarzem muzycznym, a o świecie wielkiej mody nie posiadam zbyt dużej wiedzy, postanowiła, że to właśnie ja będę pierwszym polskim dziennikarzem, któremu udzieli wywiadu. Na spotkanie z Angel zaprosiłem znaną Słuchaczom programów Polisz Czart - Monikę S. Jakubowską, której profesjonalne zdjęcia nie od dziś ozdabiają wiele wywiadów i artykułów "Muzycznej Podróży". Wywiad jaki zrealizowałem z Angel w dniu wczorajszym ukaże się drukiem nieco później, natomiast dziś zapraszam Was do zapoznania się z sylwetką tej uroczej dziewczyny z Florydy, która przy okazji naszego spotkania zadeklarowała chęć słuchania programów Polisz Czart. Angel towarzyszył w naszej rozmowie jej życiowy partner Emery Smith - producent filmowy z Los Angeles, który przyznał się, że jest wielkim fanem rocka.

Angel urodziła się 4 marca 1984 roku w Białymstoku na Podlasiu. Dorastała w Bielsku Podlaskim. Jej historia przypomina trochę bajkę o Kopciuszku, który niedoceniony we własnym domu, rozwinął skrzydła dopiero wtedy, gdy wyrwał się w szeroki świat. Chociaż w Polsce nikt się na niej nie poznał, za oceanem Angel Oliferuk znakomicie sobie radzi i robi karierę jako modelka. Pracę na wybiegu zaczęła zaledwie osiem miesięcy temu, a już miała okazję prezentować kreacje wielu wybitnych projektantów. Z tysiąca dziewczyn to właśnie ona została wybrana do Top Model Worldwide i z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. O tym, że chce zostać modelką, Angel wiedziała od zawsze. Już jako dziecko uwielbiała oglądać programy i czytać czasopisma o modzie. Gdy ukończyła 16 lat, wyruszyła z rodzinnego Bielska Podlaskiego do Warszawy, by spróbować szczęścia w największych agencjach modelek w Polsce. Jej nietypowa uroda nie została jednak doceniona. Przeżyła szok. Okazało się bowiem, że pomimo znakomitych warunków, nikt nie jest nią w branży zainteresowany. Pojawiły się zastrzeżenia co do figury Angel, która nie była (jak to z reguły życzą sobie agencje modelek w Polsce) wychudzona, lecz po prostu szczupła. Angel straciła wiarę w siebie i na wiele lat porzuciła myśl o zostaniu modelką.

Piękna i Bestia, czyli spotkanie Anioła z Polisz Czartem :-)
Studiowała turystykę i rekreację na SGGW w Warszawie, otrzymując stypendia naukowe. Podczas studiów wspólnie z siostrą – bliźniaczką Anią wyjechała na dwa miesiące do USA szlifować język angielski. Pewnego dnia w centrum handlowym zaczepił ją tam przedstawiciel amerykańskiego programu Top Model i zaprosił do udziału w programie. Propozycja przyszła w pechowym dla Angeli momencie – następnego dnia miała bowiem wracać do Polski. Angel nie znając tego programu... odmówiła. Po zdobyciu na studiach tytułu licencjata, wyjechała ponownie do USA, tym razem już na stałe. Zamieszkała na Florydzie, gdzie – jak większość świeżych imigrantów - imała się rozmaitych zajęć. Pracowała jako kelnerka, hostessa w restauracji i asystentka prawników. Po kilku latach pobytu w Stanach ze wzmożoną siłą wróciły marzenia z dzieciństwa. Wahała się – wspominała niepowodzenia, nie wierząc, że może się udać. Wreszcie na wiosnę 2012 roku zdecydowała się spróbować jeszcze raz. Poszła do agencji modelek i tam przeżyła kolejny szok – jakże odmienny od pierwszego. „Agentka zapytała mnie, gdzie się podziewałam przez tyle lat!” – opowiada ze śmiechem Angel. Agentka była pod wrażeniem jej urody, figury, śniadej cery, delikatnej struktury kości, wreszcie – osobowości. Inni pracownicy agencji – makijażystki, fryzjerzy, a nawet inne modelki również od razu dostrzegli jej potencjał. Wszyscy uznali, że czeka ją wielka kariera. „Już w następny weekend miałam naukę chodzenia, pozowania, reklamy i aktorstwa, a po trzech tygodniach dostałam się na pierwszy pokaz mody w największym centrum handlowym Dillards – wspomina Angel. – Wtedy byłam jeszcze bardzo spięta. Bałam się niebotycznie wysokich obcasów w połączeniu z długą suknią do ziemi. Modliłam się, żeby się w niej nie wywrócić!”.

Angel i Emery - pamiątka z wywiadu w obiektywie Moniki S. Jakubowskiej
Choć tak wiele zawdzięcza agencji w Fort Myers na Florydzie, Angel po trzech miesiącach zdecydowała się rozpocząć pracę na własny rachunek. „Dzięki tej agencji uwierzyłam w siebie, przekonałam się, że mogę zostać modelką, nauczyłam się tam też podstaw modelingu. Potem jednak praca dla nich przestała mi odpowiadać. Przełożeni starali się mnie coraz bardziej kontrolować i mieli wobec mnie konkretne plany. Ja chciałam pójść w „high fashion“, oni natomiast woleli zatrzymać mnie w modzie lokalnej. Czułam, że sama potrafię dokonać więcej”. Oczywiście nie było jej łatwo. Podczas pierwszego castingu, na który się zgłosiła, była przerażona. Zastanawiała się, czy postąpiła słusznie. „Jednak gdy okazało się, że wygrałam casting, poczułam, że wiem, co robię” – wspomina. Po pierwszym przyszły kolejne castingi, sesje zdjęciowe, pokazy i występy w programach telewizyjnych. Angel szła do przodu jak torpeda. Nosiła na pokazach i sesjach ubrania takich projektantów i marek, jak Vera Wang, Helen Gerro Couture, Zambony Haute Couture, Edward Dillard, Eric Designs, Franovik Designs, Papillion Designs oraz White House and Black Market. Fotografowały ją takie sławy, jak Jose Amigo, Nella D’Amico i David John Lantrip. „Chyba nieźle jak na osiem miesięcy?”. Na razie Angel występowała tylko na amerykańskich wybiegach, teraz jednak to się zmieni, ponieważ... wkrótce weźmie udział w światowym finale Top Model, który w kwietniu odbędzie się w Londynie, który otworzy jej możliwość zrobienia kariery na całym świecie. Angel przypomniała sobie bowiem propozycję, którą kilka lat wcześniej otrzymała w centrum handlowym, zgłosiła się więc do programu i spośród tysiąca dziewcząt wybrano właśnie ją. 



fot. Monika S. Jakubowska
Angel jest obecnie bardzo szczęśliwa nie tylko dzięki sukcesom zawodowym. W Stanach znalazła swoją wielką miłość. Jej chłopakiem jest Emery Smith, były model i obecnie producent filmowy w Los Angeles. „Znalazł mnie na lotnisku, przywiózł do swojego domu i już nie wypuścił – śmieje się Angel. – Podarował mi białego owczarka pirenejskiego, który wygląda jak niedźwiadek polarny. Nazwałam go, a właściwie ją, Sirius. I we trójkę tworzymy szczęśliwą rodzinę!”. Angel zdaje sobie sprawę, że praca modelki nie trwa całe życie, liczy jednak na to, że gdy już zakończy karierę na wybiegach, będzie mogła pozostać w świecie mody. Chciałaby zająć się projektowaniem ubrań lub biżuterii, uczeniem adeptek modelingu i pisaniem książek. Myśli również o działalności charytatywnej. Poza tym marzy o posiadaniu... jeszcze dwóch owczarków pirenejskich. Swój sukces komentuje krótko: „Praca modelki sprawiła, że jestem pewna siebie i dostrzegłam swoją wartość. Nie boję się już rozmawiać z obcymi ludźmi. Poza tym chyba nie bardzo się zmieniłam. Staram się być miła i pomocna dla innych modelek i uważam, że właśnie dlatego mi się poszczęściło”. Angel ma siostrę bliźniaczkę Anię, która jest dyrektorem klinicznym w amerykańskiej firmie biotechnologicznej oraz młodszą siostrę Violę, która robi w USA karierę piosenkarki. Najdroższa suknia, jaką do tej pory nosiła na wybiegu, kosztowała 12 tysięcy dolarów. „Gdy miałam ją na sobie, nie pozwalano mi się nawet schylić po butelkę wody!” – wspomina Angel. Jej ulubieni projektanci mody to m.in. Dior, Prada, Balmain, Tom Ford, Alice + Olivia, Diane von Furstenberg, BCBG. Lubi słuchać piosenek swojej siostry, Rihanny i Kate Perry. W USA tęskni za polskim jedzeniem, zwłaszcza za gołąbkami, pierogami, naleśnikami i goframi z bitą śmietaną. Interesuje się astrologią, modą, lubi jeździć na rowerze i chodzić na siłownię oraz zajęcia fitness. Jej trenerem jest Polak Łukasz Strankowski (www.trenerpersonalnywarszawa.pl), który ustala jej dietę i ćwiczenia przed finałem Top Model. Jej wyjazd na Top Model Worldwide sponsorują firmy EmCyte Corporation (firma biotechnologiczna) i fundacja The Human Cure Foundation. www.emcyte.com www.humancure.org  www.pureprp.com  Natomiast jej wyjazd do USA pięć lat temu sponsorowali... dziadkowie, dzięki którym mogła kupić bilet na samolot. 

10 ulubionych polskich piosenek Angel Oliferuk: 
Sistars "Skad ja cie mam "
Sistars "Sutra" 
Pinawella "Przeczucie" 
Edyta Bartosiewicz " Przemokniete serca miast" 
Natalia Kukulska "Tyle slonca w calym miescie" 
Sistars "Wstawaj"
Kasia Stankiewicz "nie wazne gdzie" 
Kayah "Supermenka" 
Edyta Gorniak "Jestem kobieta " 
Ania Szarmach "Wybieram cie"