niedziela, 10 lutego 2013
piątek, 8 lutego 2013
Ryszard Pihan - Od Emigration Blues poprzez Nomoi aż po FLAME
"Studiowałem historię, stosunki międzynarodowe, historię sztuki, wychowanie plastyczne... skończyłem jednak tylko historię. Stało się to w Poznaniu. Tuż po tym wyjechałem do UK. Pracuję jako menadżer. Maluję od 17 lat ale poważniej, profesjonalniej, zabrałem się za to jakieś 4 lata temu. Zawsze mnie do tego ciągnęło i miałem ambicję by malować jak najlepiej. Cenię sobie malarstwo renesansowe, impresjonizm, ekspresjonizm i surrealizm. Fascynuje mnie malarstwo figuratywne, które potrafi poruszać, które jest w stanie komunikować się z odbiorcą. Byłem ogromnie zaskoczony (pozytywnie) warsztatem artystów z Touch of Art. Odniosłem wrażenie, że zebrała się tutaj elita malarzy figuratywnych in nie tylko. W 2007 roku miałem swoją pierwszą indywidualną wystawę w Galerii POSK w Londynie. Przygotowuję się do kolejnej, również w Londynie. Maluję bo tego potrzebuję. Oprócz malarstwa interesuję się muzyką i literaturą. Komponuję, śpiewam, piszę teksty, piję kawę, potem następną, wieszam pranie, ot, życie jak każde inne. Lubię spacery, wieczory w przyjacielskim gronie i kobiety. Nigdy nie gardzę dobrą kawą, dobrym winem, towarzystwem i... czekoladą. W malarstwie szukam człowieka, chcę rozszyfrować jego reakcje, powody, jak podglądacz obserwuję jego świat, podziwiam i ekscytuję się nim. Malarstwo jest dla mnie fascynującym wyzwaniem. Przez jakiś czas wykonywałem kopie mistrzów renesansowych, żeby nauczyć się ich warsztatu. Skierowało mnie to ku studiom anatomicznym i rysunkowi z natury. Za każdym razem, kiedy się czegoś nauczę zauważam jak wiele jeszcze muszę zrozumieć i jak ogromnym tematem jest malarstwo"
Duo z Tomkiem Łobojem - kolegą z grupy Nomoi
O Ryszardzie można przeczytać także przy okazji WOŚP 2010 (tutaj), ARTerii Nowego Czasu 2010 (tutaj), WOŚP 2011 (tu i tam), WOŚP
Ulubione polskie utwory Ryszarda:
1. Świetliki - Delikatnienie
2. Riverside - OK
3. Renata Przemyk - Ten Taniec
4. Renata Przemyk - Zero
5. Riverside - Conceiving you
6. Kult - 6 lat później
7. Świetliki - Finlandia
8. Republika - Odchodząc
9. Closterkeller - Scarlet10. Tomasz Stańko - Dialogue
wtorek, 5 lutego 2013
Skrzypce były mi pisane - rozmowa z Adamem Bałdychem w przeddzień jego występu na London Jazz Festival (JazzPRESS luty 2013)
![]() |
| Niezapomniane spotkanie w przeddzień występu na London Jazz Festival |
- Zrozumienie talentu zawsze przychodzi z dwóch stron. Pierwsza, to podejście osobiste. Czy czuje się, że powinno się to robić? Czy sprawia to przyjemność i czy ma się ochotę to rozwijać? Druga, to odbicie relacji z odbiorcą i z ludźmi, którzy są autorytetami i mogą coś na ten temat wiedzieć i powiedzieć młodemu muzykowi, a ten weźmie sobie to do serca. W moim przypadku były to relacje z nauczycielką muzyki, która wraz z moją rodziną wierzyła w mój talent. Pokazały go także konkursy muzyki klasycznej i moje osobiste przeświadczenie o tym, że to jest droga, która powinienem iść, że kocham, to co robię i że chcę to robić.
- Dlaczego skrzypce?
- Jest to pytanie bardzo trudne. Nie pamiętam momentu, kiedy podejmowałem tę decyzję. To była decyzja zarówno moja, jak i osób, które były blisko mnie, czyli mojej rodziny, która mnie zaprowadziła do szkoły muzycznej. Myślę, że jest to instrument, który był mi pisany. Skrzypce mi się podobały. Mój pradziadek też na tym instrumencie grał i wydaje mi się, że o skrzypcach usłyszałem jeszcze w dzieciństwie. W pewnym momencie stwierdziłem, że chciałbym spróbować na nich grać.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Adam Bałdych – Imaginary Room (Szwecja/Polska) 2012 (JazzPRESS luty 2013)
http://www.jazzpress.pl/
Już sama nazwa zespołu intryguje. Wszak skandynawscy wojownicy już wieki temu przestali grasować na wodach Bałtyku. Dwóch Szwedów, Fin, Duńczyk, Norweg z Kopenhagi i nasz Adam w roli kapitana langskipu. Po porcji ostrych przypraw z albumu „Magical Theatre”, tym razem „Evil” postanowił przy takiej gromadzie Wikingów nieco spiłować swoje rogi serwując potrawę przeznaczoną dla bardziej delikatnego podniebienia. Mając na względzie pochodzenie biorących udział w projekcie muzyków oraz kulturową specyfikę wschodniego wybrzeża USA w jakiej od lat nasz młody skrzypek przebywa, trudno jest uznać taki zabieg za szczególną niespodziankę. Zaskakująca natomiast dla miłośników poprzednich dokonań tego wirtuoza skrzypiec może być atmosfera melancholii, której trudno doszukać się na „Magical Theatre”. Czyżby była to próba uśpienia czujności entuzjastów ostrych przypraw przed kolejnym czartowskim pomysłem, który drzemie w zakamarkach twórczego umysłu Adama? Płyta jest niezwykle zmysłowa i sączy się leniwie. Czy autor chce tym razem odegrać rolę kolejnego „zabłąkanego we współczesności romantyka”? Myślę, że jest to raczej próba dotarcia do tej części słuchaczy, którzy uwielbiają zatapiać się w muzyce, zatracając świadomość upływającego czasu. „The Room Of Imagination”, „Zaratustra” i wiele innych utworów z tego niezwykłego krążka to muzyka, od której ostatnio całkowicie się uzależniłem.
Już sama nazwa zespołu intryguje. Wszak skandynawscy wojownicy już wieki temu przestali grasować na wodach Bałtyku. Dwóch Szwedów, Fin, Duńczyk, Norweg z Kopenhagi i nasz Adam w roli kapitana langskipu. Po porcji ostrych przypraw z albumu „Magical Theatre”, tym razem „Evil” postanowił przy takiej gromadzie Wikingów nieco spiłować swoje rogi serwując potrawę przeznaczoną dla bardziej delikatnego podniebienia. Mając na względzie pochodzenie biorących udział w projekcie muzyków oraz kulturową specyfikę wschodniego wybrzeża USA w jakiej od lat nasz młody skrzypek przebywa, trudno jest uznać taki zabieg za szczególną niespodziankę. Zaskakująca natomiast dla miłośników poprzednich dokonań tego wirtuoza skrzypiec może być atmosfera melancholii, której trudno doszukać się na „Magical Theatre”. Czyżby była to próba uśpienia czujności entuzjastów ostrych przypraw przed kolejnym czartowskim pomysłem, który drzemie w zakamarkach twórczego umysłu Adama? Płyta jest niezwykle zmysłowa i sączy się leniwie. Czy autor chce tym razem odegrać rolę kolejnego „zabłąkanego we współczesności romantyka”? Myślę, że jest to raczej próba dotarcia do tej części słuchaczy, którzy uwielbiają zatapiać się w muzyce, zatracając świadomość upływającego czasu. „The Room Of Imagination”, „Zaratustra” i wiele innych utworów z tego niezwykłego krążka to muzyka, od której ostatnio całkowicie się uzależniłem.
Tytuł jest adekwatny do tempa i nastroju znajdujących się na albumie kompozycji. Urojony pokój? Ilu z nas miało nieraz ochotę zamknąć się w niewielkiej przestrzeni z ulubionymi książkami i łagodnie sączącą się z głośników muzyką, aby pośród znanych sobie mebli, pożółkłego papieru i zapachu kawy zapomnieć o istnieniu wielkiej polityki i ulicznego zgiełku? Jestem pewien, że nieprzypadkowo na premierę tego albumu Adam wybrał akurat porę letnią. Sącząca się leniwie muzyka, zagłuszana szumem wentylatora z trudem usiłującego wywiać zapach nagrzanego słońcem urojonego niczym pustynna fatamorgana pokoju. A czy współczesny świat nie sprawia niekiedy także wrażenia mirażu? Zaszufladkowani i przypisani do określonych miejsc, z dziesiątkami numerów, kodów dostępu i passwordów. Czy i kiedy wolno nam ujawnić prawdziwą osobowość ze szczerymi emocjami i niczym niepohamowaną gamą naturalnych zachowań? Czy jesteśmy w stanie choć na chwilę wyizolować się z otaczającego nas świata, wyłączając facebook i telefon komórkowy, aby w poczuciu świętego spokoju wysłuchać dopiero co zakupionej płyty? Czy w zgiełku szarej codzienności i epoce coraz krótszego snu istnieje gdzieś czasoprzestrzeń, w której mamy szansę wsłuchania się we własne myśli? Sądzę, że w dużej mierze dlatego płyta Adama Bałdycha nosi taki właśnie tytuł. „Imaginary room” to rodzaj azylu, w którym możemy schronić się przed światem pełnym, iPadów, ipodów, Smarthphone’ów i tych wszystkich zabawek współczesności, których nazw nie potrafię spamiętać. Niczego bardziej chyba dziś nie potrzebuje człowiek, jak wyciszenia i kawałka przestrzeni do zatopienia się we własnych myślach. Ucieczka w wyobraźnię zdaje się być dla wielu z nas jedyną formą przetrwania w coraz bardziej zdehumanizowanym świecie giełdowych maklerów, sprzedających i kupujących wirtualne „coś” co nie musi mieć nawet smaku, zapachu i kształtu.
"1982 - początek inwazji" - Polisz Czart zaprasza już 4-go lutego na www.fala.fm
Rockowy boom lat 80-tych to w polskiej kulturze zjawisko socjologiczne nigdy wcześniej, ani później niespotykane. Było ono tematem wielu prac magisterskich, poważnych rozpraw naukowych oraz docenionych (także w Europie Zachodniej) fimów dokumentalnych, a liczba przebojów, które wylansowała złotą dekada przerasta wyobraźnię współczesnych entuzjastów tego gatunku. Tydzień temu prezentując na antenie Polisz Czart historię polskiego rocka 1967 - 1981 z trudem udało się nam zamknąć program w trzech godzinach. Audycja w dużym skrócie przypomniała pionierów i przedstawicieli wszystkich podgatunków mieszczących się w różnorodnym zbiorze wykonawców, których wspólnym mianownikiem był bunt przeciw muzycznym formom i treściom dotychczasowych - jakże często - infantylnych tekstów piosenek

Mając w planach kontynuację rozpoczętego przed tygodniem tematu jakim jest historia polskiego rocka, po raz nie wiem już który uświadomiłem sobie ogrom rozmiarów rockowego boomu jaki miał miejsce nad Wisłą wiosną roku 1982. W latach 70-tych grupy SBB, Exodus czy Dżamble słuchane były przede wszystkim przez najbardziej wyrobioną grupę entuzjastów. W roku 1982 dzięki powołanej do życia przez Marka Niedźwieckiego Liście Przebojów Programu Trzeciego, muzyka rockowa trafiła pod najmniejsze nawet strzechy, a frekwencja ówczesnych sal koncertowych porównywalna była z tą z antyrządowych manifestacji ulicznych organizowanych przez podziemne struktury Solidarności.
Ilość znakomitych kompozytorów i autorów tekstów, a przede wszystkim ilość bandów, które wietrząc historyczny dla rocka moment, zaczęły przenosić się z piwnic i osiedlowych garaży do domów kultury i poważnych sal koncertowych, spowodowała, że Lista Przebojów Programu Trzeciego
na szczęście
nie stała się jedynie spisem uznanych wykonawców rodem z Wielkiej Brytanii i USA, ale żywym dowodem na to, ze nasi rodzimi artyści - nie posiadając tak dobrego sprzętu i czując na plecach złowieszczy oddech cenzury - nie tylko zachodnim gwiazdom nie ustępowali talentem i twórczym potencjałem, ale potrafili stworzyć dzieła, które wspomina się jeszcze po trzydziestu latach.
Kiedy rozpocząłem układanie play listy programu mającego przypomnieć początki zorganizowanej sceny rockowej w Polsce, bardzo szybko zorientowałem się, że ilość utworów stanowiących lekturę obowiązkową audycji sprzed tygodnia, obejmującej aż 14 lat historii rocka, jest porównywalna z ilością, która zawiera najważniejsze utwory tylko... roku 1982. Powróćmy więc pamięcią do momentu, od którego nic już nie było w muzyce polskiej takie jak dawniej. Przypomnijmy sobie raz jeszcze te chwile, kiedy rodziła się muzyczna tożsamość pokolenia. Niech wybrzmią po raz kolejny niezapomniane ballady TSA i Martyny Jakubowicz, dynamiczne kompozycje Jana Borysewicza, które najpierw pisał dla Budki Suflera, a następnie powołał do życia jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Wsłuchajmy się ponownie w rewolucyjną jak na tamte czasy muzykę, jaką zaproponował pewien niezapomniany zespól z Torunia, który zjawiskiem artystycznym stał się jeszcze zanim nagrał swój pierwszy album.
niedziela, 3 lutego 2013
Angel Oliferuk - Urocza Polka z Florydy
![]() |
| Moja rozmowa z Angel w fotografii Moniki S. Jakubowskiej |
![]() |
| Piękna i Bestia, czyli spotkanie Anioła z Polisz Czartem :-) |
![]() |
| Angel i Emery - pamiątka z wywiadu w obiektywie Moniki S. Jakubowskiej |
![]() |
| fot. Monika S. Jakubowska |
10 ulubionych polskich piosenek Angel Oliferuk:
Sistars "Skad ja cie mam "
Sistars "Sutra"
Pinawella "Przeczucie"
Edyta Bartosiewicz " Przemokniete serca miast"
Natalia Kukulska "Tyle slonca w calym miescie"
Sistars "Wstawaj"
Kasia Stankiewicz "nie wazne gdzie"
Kayah "Supermenka"
Edyta Gorniak "Jestem kobieta "
Ania Szarmach "Wybieram cie"
Subskrybuj:
Posty (Atom)













