sobota, 18 sierpnia 2012

Agatha – artystka dwóch światów


fot. Monika S. Jakubowska
Rozmowa, o którą poprosiłem Agathę 16-go lipca ubiegłego roku podczas ARTerii była krótka, spontaniczna i przerwana wywołaniem artystki na scenę. Jej treść można znaleźć w jednym z październikowych numerów Nowego Czasu oraz na blogu "Muzyczna Podróż tutaj. Teksty jej piosenek są swoistym zwierciadłem, gdzie odbijają się przeżycia i emocje, które targają tą uroczą dziewczyną z Mazowsza. Prawie zawsze uśmiechnięta i sprawiająca wrażenie, jakby sukcesy przychodziły jej bez większego wysiłku, przy bliższym poznaniu odsłania kulisy umiejętnego wykorzystania swojego nieprzeciętnego talentu. Na obranej drodze artystycznej nie uznaje kompromisów. Chciałbym bardzo, aby polski sukces naszej Agaty był kolejnym dowodem na to, że właściwie wykorzystana szansa, jaką daje emigracja i możliwość podglądania mechanizmów rządzących profesjonalnym rynkiem muzycznym, może być swoistą katapultą wynoszącą utalentowanych twórców na szczyty popularności. 

-Jak wpadłaś na pomysł, aby pojechać do Polski na konkurs dla muzycznych debiutantów zorganizowany przez Empik?

-To był totalny przypadek. Do Polski poleciałam w zupełnie innym celu. Do Empiku zajrzałam niejako przy okazji. Za każdym razem tak robię, aby zobaczyć co nowego dzieje się na polskim rynku, jakie nowe płyty i książki zostały wydane. Znalazłam przepiękne, ręcznie malowane kurpiowskie zapalniczki i pomyślałam, że będzie to odpowiedni prezent dla mojej znajomej. Stojąc w kolejce do kasy, ujrzałam ogromny plakat z napisem „Make More Music”. Okazało się, że Empik organizuje konkurs wokalny dla młodych talentów. Wystarczyło wysłać piosenkę, która istnieje gdzieś na www.youtube.com. Pierwsza myśl była taka, że moja muzyka się nie sprzeda i na pewno nie uda mi się nagrać albumu, który był główną nagrodą.
Kiedy jednak dowiedziałam się, że w jury zasiadają takie osoby jak szefowa Trójki – Magda Jethon, znany dziennikarz muzyczny Piotr Metz oraz frontman zespołu Coma – Piotr Rogucki, pomyślałam sobie, że może warto, aby mnie usłyszeli. Okazało się, że do konkursu zgłosiło się dużo hardrockowych zespołów. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani z Empiku i powiedziała, że dostałam się do ścisłego finału, czyli do pierwszej dziesiątki. Piątka została wytypowana przez jury, a piątka przez internautów. Byłam w totalnym szoku, bo szczerze mówiąc zdążyłam już zapomnieć o tym konkursie. Odwagi dodał mi fakt, że zostałam wytypowana przez jury, na czym przyznam szczerze najbardziej mi zależało. Koncert finałowy, na którym śpiewałam, odbył się w Warszawie i dopiero po nim mieli głosować internauci. W wyniku tego głosowania miała zostać przyznana nagroda, którą było nagranie płyty. Przed samym występem straciłam głos i trudno było mi nawet cos powiedzieć. Podczas próby generalnej powiedziałam dźwiękowcom, że nie jestem pewna, czy będę w stanie cokolwiek zaśpiewać. Okazało się, że jakimś cudem jednak wydobyłam z siebie głos, ale zaśpiewałam z nigdy wcześniej niespotykaną u siebie chrypką.

-Słuchałem programu Piotra Metza „Lista Osobista”, w którym gościłaś. Powiedział on wówczas o Tobie, że wśród tysiąca nadesłanych nagrań jury od razu zauważyło dziewczynę o fantastycznym głosie. Popularny dziennikarz Trójki porównał Twój zachrypnięty głos do Melanie Safka. Jak odbierasz takie porównanie i silne przekonanie Piotra Metza do Twojego talentu?

-Jestem tym trochę zaskoczona. Właśnie Piotr Metz był tym człowiekiem, który podszedł do mnie po finałowym występie w momencie, gdy najbardziej cieszyłam się, że w ogóle zdołałam wypowiedzieć jakieś słowo. Okazało się, że podszedł wtedy do mnie, aby zaprosić mnie do udziału w jego trójkowym programie. Już samo to było dla mnie sukcesem, że właśnie ktoś taki jak Piotr Metz wyraził mi swoje uznanie tuż po występie, przed którym zamiast myśleć o odniesieniu sukcesu, myślałam tylko o tym, czy uda mi się wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowo. Tworząc swoje piosenki w zaciszu małego pokoju, nigdy nie wyobrażałam sobie robienia kariery. Zazwyczaj słyszałam słowa uznania tylko od ludzi, którzy przychodzili na moje małe koncerty i takie słowa zawsze dla mnie wiele znaczyły. Kiedy słuchałam wcześniej „Listy Osobistej”, zawsze myślałam sobie, że piosenki, które Piotr Metz prezentuje nigdy zapewne nie zostałyby wybrane przez publiczność i kiedy nagle wszystkie moje kompozycje, znalazły się w jego programie to… nadal trudno jest mi w to wszystko uwierzyć.

-Jakich słuchaczy cenisz sobie najbardziej?

-Emigracja to środowisko osób, które przychodzą i odchodzą. Czasami są mili, a gdy coś nie idzie po ich myśli, wtedy odchodzą, a na ich miejsce pojawiają się inni. Dlatego zawsze cenię sobie tych wszystkich ludzi, którzy są i byli od zawsze przy mnie i którym można zaufać. Wyznaję zasadę, że do takich ludzi należy wracać i najbardziej słuchać właśnie ich opinii, a nie osób, które pojawiają się gdzieś na moment.

-Często podkreślasz w wywiadach rolę swojej mamy w motywowaniu Cię do dążenia w wybranym kierunku.

-Mama jest dla mnie osobą, której zawsze bardzo ufałam. Cokolwiek by się nie działo w moim życiu, mama nigdy nie poganiała mnie w kierunku konkretnych studiów, nigdy też nie krytykowała mojego „brzdękania na gitarze” itp. Mówiła raczej „Daj sobie jeszcze moment. Może coś zrobisz z tą muzyką”. Dlatego właśnie mama była zawsze pierwszą recenzentką każdej mojej nowej piosenki, nawet jeśli nie rozumiała angielskiego tekstu. Często z uśmiechem mówiła wtedy: „wiem, że bardzo przeżywasz to o czym śpiewasz, ale zupełnie nie mam pojęcia o czym to jest”.

-Przyjechałaś do Anglii jako stażystka jednego z czasopism polonijnych, czyli chciałaś zostać dziennikarką. Czy dasz radę pogodzić karierę artystki, która się przed Tobą otwiera ze swoim dawnym zamiłowaniem, czy dziennikarstwo raczej odłożysz na później?

-Wybrałam ten zawód ponieważ lubię pisać i podświadomie myślałam, że skoro nie mogę śpiewać, to chociaż będę „podgladać” tych, którzy to właśnie czynią. Później, przewrotnie, okazało się że to mnie bardzo drażni. Widząc jak Ci ludzie rozwijają swoją pasję , coraz silniej uświadamiałam sobie, że jednak wolałabym robić to co oni. Czasami piszę cos dla siebie i tak chyba zostanie, ale to jest też ściśle połączone z tworzeniem piosenek. Może kiedyś zacznę pisac pamiętnik lub jakieś felietony

-Pamiętasz Agato wywiad podczas ubiegłorocznej ARTerii? Tak naprawdę przeprowadziłem go z Toba spontanicznie i bardziej dla rozluźnienia przed występem. Ostatnie pytanie jakie zdążyłem Ci wtedy zadać zanim ktoś nam przerwał wywołując Cię na scenę brzmiało: „Kiedy zamierzasz wydać swój pierwszy profesjonalnie przygotowany album z piękną okładką?” Usłyszałem wówczas odpowiedź: „To jest jak wszyscy wiemy bardzo skomplikowane. Teraz jest ten moment, że nareszcie wiem, czego chcę i jaka jest moja muzyka…” Co poczułaś w momencie, kiedy dzięki Twojemu ogromnemu sukcesowi, to poważne przedsięwzięcie finansowe nagle przestało być problemem.

-Zaskoczenie. To było wielkie szaleństwo. Usłyszałam od przedstawicieli branży muzycznej w Polsce, że nieistotne czy ten konkurs wygram czy nie, zostanę zaproszona do nagrania albumu. Podeszła też do mnie pewna pani, która jest managerem Piotra Roguckiego i powiedziała, że chce się mną zająć. To wszystko było połączeniem wielkiej radości oraz poczucia ogromnego zobowiązania. Poza tym czuję, że znalazłam się w trudnej sytuacji pogodzenia własnych oczekiwań, które mam od lat z wyborem drogi artystycznej, która się nagle dla mnie otworzyła.

-Uważam nawet, że masz teraz szansę stać się takim magnesem, dzięki któremu zostanie w Polsce zauważone całe środowisko muzyków z Londynu, wśród których można znaleźć bardzo utalentowane osoby w niczym nie ustępujące topowym artystom w Polsce, a Ty jesteś tego najlepszym przykładem.

-Bardzo bym tego chciała. Nadal chcę być w tym światku, bo nas jest tutaj wielu i podczas ARTerii patrząc na tych wszystkich wspaniałych muzyków z jam session poczułam: „Co ja tutaj robie pośród tych muzycznych magików”. Oni w muzyce siedzą od lat i są artystami, których warto i należy pokazać. Nadal trudno mi to wszystko ogarnąć, że znając zaledwie kilka akordów na gitarze, zostałam zauważona (śmiech). Chciałabym bardzo przenieść wszystko do Londynu, aby Polska Telewizja zobaczyła ilu nas tu jest i co my tworzymy. Na tę chwilę sama nie wiem gdzie mogłabym grać w Polsce. Nie jestem osobą, która będzie błyszczała w programach, w których promuje się pięknie „zrobione” gwiazdki.

- O czym traktują teksty Twoich piosenek? Jakie jest przesłanie, które chcesz przekazać swoim odbiorcom?

- O tym, co we mnie siedzi. O rozdarciu między dwoma światami. Związanych z tym jest mnóstwo przeżyć i o nich właśnie piszę. Gdzie jestem, kim jestem i do czego dążę? Uczucia, które mną targają przez wiele miesięcy nagle wpadają do jednej piosenki, co jest niesłychanie intymne, bo jest to takie moje, a jednocześnie dotyczy wielu ludzi wokół mnie.

- Czujesz czasami podczas pobytów w Polsce, że po latach emigracyjnego życia staliśmy się mentalnie inni od naszych rodaków, którzy nigdy nie wyjechali z ojczyzny?

-Dzięki temu, że w Polsce jest moja mama, do której zawsze wracam, zapewne mniej to odczuwam. Często tak jest jak mówisz, bo mamy tu na pewno zupełnie inne przeżycia. Mnie bardziej denerwuje w Polsce moda na kochanie tego co nie jest nasze. Może nasze państwo nie zapewniło ludziom komfortu bycia i czucia się Polakiem. Mam nadzieję że ci wszyscy, którzy z nabytą angielską mentalnością wracają do Polski i wymagają tego wszystkiego co w kraju, w którym jakiś czas przebywali było normą, a czego ciągle w Polsce nie ma, będą zarażać swoim uśmiechem panią w sklepie, która jakże często obsługuje kupujących „z łaską”. Mam też nadzieję, że nie będziemy w Polsce się kłócić, tylko razem budować coś fajnego, aby już więcej nie emigrować. Tego dziś życzę sobie i innym Polakom. Cieszę się, że wyjechałam, bo dzięki temu mogłam sobie pozwolić na realizacje marzeń. I z jednej strony chce mi się do Polski, a z drugiej strony zadaje sobie pytanie – „Co ja tam mam robić?”. To boli...

-Czy kiedy osiągniesz już w Polsce popularność na miarę Anny Marii Jopek, to czy nadal dasz się zaprosić na ARTerię Nowego Czasu?

-Oczywiście!



24-go maja tego roku w poznańskim Centrum Kultury Zamek miałem okazję porozmawiać z wokalistą grupy Raz Dwa Trzy Adamem Nowakiem tuż po znakomitym koncercie tego zespołu. Jednym z wątków naszej rozmowy był zbliżający się opolski występ Agaty Rozumek. Jaki związek z tym wydarzeniem ma grupa Raz Dwa Trzy?

-Za kilka dni na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w koncercie debiutów wystąpi znana w naszym londyńskim środowisku Agata Rozumek, która zaśpiewa tam piosenkę zespołu Raz Dwa Trzy.

-„Jutro możemy być szczęśliwi” z tego co wiem.

-Tak. Jest to wokalistka, z którą moje środowisko dziennikarskie było od początku i myślę, że będzie to dla niej ogromna radość, jeśli Adam Nowak w związku z tym występem skieruje do niej osobiste słowa.

-Chciałbym jej powiedzieć, żeby nie przejmowała się, jeśli tą piosenką nie zrobi kariery, aby potraktowała to jako jednorazową przygodę życia i pisała swoje piosenki, jeżeli ma taki talent. Niech pisze swoje piosenki i idzie swoją drogą.

-Agata lada moment wyda swoją pierwszą płytę.

-Tak, to jest super. Jeżeli nie uda jej się wygrać debiutów, niech zostawi to w spokoju, bo fajną przygodą jest zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje w Opolu. Nie jest to najprzyjemniejsze zdarzenie w życiu, bo już kilka razy tam byliśmy. Niech zobaczy troszkę tego rezerwatu, a dalej niech podróżuje już swoją drogą, na której życzę jej wielu sukcesów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz