wtorek, 17 września 2013

16-go września w Hard Rock Pubie Pamela w Toruniu na jednej scenie wystąpią Mosaic i Jordan Reyne!



Kolejny koncert z okazji 15. urodzin Hard Rock Pubu Pamela zapowiada się wyjątkowo interesująco pod względem artystycznym. Wystąpi zjawiskowa - pochodząca z Nowej Zelandii wokalistka JORDAN REYNE supportowana przez jeden z najciekawszych polskich projektów folkowych - grupę MOSAIC. Zgromadzenie takich wykonawców w jednym miejscu organizator koncertu określa mianem "spełnienia swoich muzycznych marzeń" i chyba trzeba przyznać mu rację. Hard Rock Pub Pamela, świętując swoje urodziny, odkrywa przed publicznością zupełnie nowe muzyczne rejony, jednocześnie konsekwentnie realizując swój ambitny program artystyczny.

MOSAIC - SAMOBÓJSTWA - utwór pochodzacy z wydanej przez HRPP RECORDS Ep-ki
TRIBUTE TO MOSKWA:



Mosaic to grupa łącząca polską muzykę dawną z orientem. Grają na instrumentach historycznych i tradycyjnych z różnych krajów. W muzyce, którą tworzy Mosaic, słuchacz odnajdzie słowiańską dzikość i melancholię, orientalną tajemniczość, mieszaninę dźwięków natury, miejskiego chaosu, dawnego porządku świata i współczesnego eklektyzmu. Mosaic jest laureatem konkursów muzyki folkowej (m.in.Festiwal Folkowy Polskiego Radia "Nowa Tradycja" i "Mikołajki Folkowe") i gościem festiwali, takich jak Skrzyżowanie Kultur czy Ethnoport Music Festival. Zespół wydał dwa albumy: "Ludovava" (MC Records 2010), uznany przez portal serpent.pl za folkowe wydarzenie roku i zapis koncertu bożonarodzeniowego w Polskim Radiu "...a my do Betlejem" (Polskie Radio 2010). Wkrótce ukaże się ich trzeci album.




Jordan Reyne gra mroczny folk i jest zafascynowana rewolucją przemysłową, która miała miejsce na początku XX wieku. Jordan Ryene była trzykrotnie nominowana do nowozelandzkiej nagrody Grammy. Ma na swoim koncie sześć albumów studyjnych. Występowała również w filmie Petera Jacksona "Lords Of The Ring". Od ponad roku współpracuje z zespołem THE EDEN HOUSE i śpiewa na ich drugim albumie "Half Life".


poniedziałek, 16 września 2013

Lord Wizzard - Spóźniony buntownik cz.1

Jestem więźniem samego siebie, przetrzymując się w najciemniejszych lochach własnej duszy, udając kogoś kim nie jestem i nigdy nie będę. Próbowałem oszukać siebie, że jestem inny, ale dziś już wiem, że nie dla mnie są pieniądze i piękne samochody. Jestem muzykiem i duszę się nie mając czasu na dotknięcie instrumentu przez tydzień. Chcę być znów prawdziwy, dzwonić do prezydenta i wynosić pająki na dwór, by nie musieć ich zabić. Chcę mojego bajkowego świata Piotrusia Pana i Jacka Sparrowa. Pragnę poczuć, że umiem latać... Jestem MUZYKIEM, jestem Piratem. Nikt i nic już tego nie zmieni. Uwaga, wypuszczam się zza więziennych krat z najdalszego zakątka mej duszy. Od dziś znów nakurwiam szczęściem chcę tylko grać i pokazać Wam w końcu tę muzykę amen! Nadchodzę !!!!!

W czasach, kiedy świat pędzi bez wytchnienia, a ludzie prześcigają się wzajemnie gromadząc swój majątek materialny, zatrzymajcie się na chwilę a ja podzielę się z Wami kawałkiem tajemnicy, jakiej nigdzie indziej nie znajdziecie. Kim jest Lord Wizzard i jak zaczęła się jego miłość do muzyki?

... dawno temu, a może wcale nie tak dawno, żył sobie młody człowiek nie wyróżniający się niczym od innych. Ot, taki sobie czteroletni młodzieniec wychowywany przez rodziców na miłego gentlemana. Mieszkał w małej wiosce z rodzicami i trójką sióstr.

Pewnego razu w piękny urodzinowy dzień, dostał ciekawy prezent od swojej cioci pochodzącej z wybitnie uzdolnionej rodziny w kierunku muzycznym. Flet prosty... cóż to był za wynalazek. Małymi paluszkami zatykasz dziurki w odpowiedniej kolejności i dźwięki wydostające się z czary głosowej nabierają sensu. Mały chłopiec szybko to odkrył. Kiedy kolejno upływały dni, on grał każdą melodię, jaką udało mu się gdziekolwiek podsłuchać. Zaczął z wielką chęcią odwiedzać swoją "czarodziejkę", która obdarzyła go magicznym światem dźwięków. Podczas jego drugiej bądź trzeciej wizyty w magicznym świecie swojej Cioci, odkryła ona przed chłopcem kolejny czarodziejski instrument. Tym razem był duży, wyglądający trochę jak dziwna szafa i nie miał dziurek. To pianino Miszelku - bo tak go nazywano - usłyszał od Cioci wróżki, ktora uchyliła kawałek dziwnie wyglądającej szafki i oczom chłopca ukazała się... klawiatura. Oczy młodego człowieka rozbłysnęły niczym blask wschodzącego słońca. To była miłość od pierwszego wejrzenia, pomyśleli w tym samym momencie oboje. Młody muzyk, o czym jeszcze wtedy nie wiedział, zachorował pragnąc posiadać taki instrument na własność. Proszę zagraj coś, nie bój się, wyszeptała Ciocia.

Nieśmiało położył ręce na pianinie i ku zaskoczeniu wszystkich delikatnie dotykał palcami klawiszy wydobywając subtelnie dźwięki w odróżnieniu od innych dzieci, które zazwyczaj z dzikim impetem uderzały w klawiaturę. Od tej pory spotkania w magicznym domu Cioci "wróżki" rozpoczynały się grą improwizacyjną chłopca na pianinie, a kobieta wsłuchiwała się w przypadkowo zagrane dźwięki jak w najpiękniejszą sonatinę. Do dziś zostały mi te wspomnienia z młodych lat. Podczas gdy rówieśnicy marzyli o byciu policjantem, strażakiem czy znanym piłkarzem, w głowie młodego muzyka było jedno - pianino. Rodzice chłopca nie byli zamożni, pracowali na roli i nie było ich stać na zakup tak drogiego instrumentu. Pewnego dnia, kiedy chłopiec chodził już do przedszkola, wrócił do domu i przez szklane drzwi swojego pokoju zauważył kształt czegoś dziwnego w pokoju. Po chwili kształt wydał mu się znajomy i przez głowę przebiegła myśl... nie, to niemożliwe wyszeptał sam do siebie. Kiedy jednak zbliżył się do drzwi, rodzice z dziwnym zadowoleniem na twarzy obserwowali go z ukrycia. Stało się. Swiat oszalał, a jemu zakręciło się w głowie z wrażenia. To było jednak pianino pachnące nowością z nie do końca odpakowaną folią na niektórych elementach. Tak zaczęła się przygoda straszliwego Wizzarda z muzyką. Nawiązując do słowa straszliwy, nie zawsze takim był.

Wspominam czas w swoim życiu, kiedy bałem się wszystkiego - odezwać się do kolegi, nie wspomnę o koleżankach. Bałem się iść do łazienki, pójść do szatni czy po piłkę na wychowaniu fizycznym. Była to wtedy moja największa klątwa. Podstawówka jak i Liceum przywołują głównie te gorsze wspomnienia mojego życia. Od czasu do czasu miałem w środku uczucie, że budzi się we mnie dusza buntownika, ale było to efektownie tłumione przez wychowawców, rodziców i najbliższe otoczenie. Buntownicza dusza jeszcze się nie budziła, ona zaledwie przewracała się na drugi bok. Byłem odmieńcem od kiedy pamiętam, ale wtedy jeszcze nie uważałem tego za zaletę, wprost przeciwnie. Pamiętam ze szkoły podstawowej, jak nikt nie chciał mnie wybrać na lekcji wychowania fizycznego do swojej drużyny. Nawet jeśli zostawałem na samym końcu i miałem być gratisem dla przeciwnika to i tak nikt mnie nie chciał, nigdy nie miałem orientacji, która bramka jest moja, a tłumaczenia nauczyciela oraz kolegów o "spalonym" spływały po mnie jak jesienny deszcz po szybie.

Właściwie do niewielu rzeczy się nadawałem w szkole, póki nie odkryłem, że dziewczyny zachwycają się moją grą na pianinie. W tamtym czasie żyjąc w przekonaniu, że jestem już wykwintnym pianistą, no bo przecież kolejny piąty bądź szósty rok pobierałem prywatne lekcje pianina, pozwalano mi na lekcjach wf grywać na pianinie. Wynikało to zapewne z tego, że nikt nie musiał mi tłumaczyć do której bramki strzelać gola pod warunkiem, że udawało mi się raz po raz trafić w piłkę. Taki był Wizzard w podstawówce - lalusiowaty chłopak ze wsi, nie mający w sobie nic męskiego. Nie pluł, nie bekał, nie mówił brzydkich słów, wiele innych rzeczy nie robił, ale za to przezywali go Mozart, no bo niestety robił coś wstydliwego dla innych - grał na pianinie.

Okres, który wspominam dość boleśnie to siódma klasa szkoły podstawowej. Wszystko toczyło się jak dawniej, gdy nagle moje życie dziwoląga przerwała poważna choroba. Wylądowałem na kilkanaście tygodni w szpitalu. Była nawet szansa, że nie przeżyję, ale znów mi się upiekło. Po powrocie do szkoły było mi jeszcze trudniej. Z matematyki, którą zaliczałem ledwo dostatecznie, teraz wisiało coś nade mną jak czarne chmury. Wiedząc już, że moja choroba jest nieuleczalna, jeszcze bardziej zamknąłem się w sobie. Miałem mało kolegów, a koleżanki kolegowały się ze mną, bo byłem chory. A mnie wszystkie obrzędy związane z chorobą strasznie krępowały. Teraz już kompletnie bałem się wszystkiego. Choroba wybiła na mnie pieczęć, jak kompania Wschodnio-Indyjska na ramieniu Jacka Sparrowa.

Szkoła muzyczna... nie byłem przekonany, czy chcę następnej szkoły, ale dziś wspominam ją jako jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Choć był to czas, w którym szczególnie moi rodzice dbali o to, żebym był grzecznym chłopczykiem grającym na instrumencie, z grzyweczką przeczesaną na boczek, bialej koszuli z zapiętą muszką na szyi. Był moment, kiedy znów zbudził się we mnie buntownik. Przebiłem sobie ucho, lecz owy bunt szybko został ugaszony przez mojego profesora. Cóż, taki los... Ale możliwość dotknięcia wszystkich instrumentów, jakich nigdy wcześniej nie widziałem, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przesiadywałem więc w szkole od rana do wieczora i nauczyłem się grać na saksofonie, flecie, klarnecie, fagocie i kilku innych instrumentach. Gorzej było z poczuciem rytmu i wkuwaniem dat urodzenia kompozytorów - błagam was do cholery - myślałem w duszy -  ja sam nie wiem dokładnie w którym roku się urodziłem.

W tym samym czasie chodziłem do liceum, a żeby udowodnić Wam jaka ze mnie była gapa, opowiem anegdotę na temat kredy. Tak, kreda do tablicy do dziś wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Piękny słoneczny dzień. Pani na lekcji Biologii nagle skierowała słowa w moją stronę: "Michał skocz do sekretariatu po kredę", Trudno było odmówić wychowawczyni. Koniec końców był taki, że stałem pod drzwiami sekretariatu tak długo, aż nie usłyszałem dzwonka oznaczającego przerwę. Powód był banalny - bałem się wejść. Najśmieszniejsze było to, że z czasem, kiedy byłem coraz mniejszym tchórzem, umówiłem się z onieśmielającą mnie sekretarką na randkę haha. Niestety wytłumaczyła mi, że jest ode mnie dużo starsza i ma chłopaka. Tym sposobem śliczna blond niunia złamała mi serce, a smak jej pocałunku był jak słodkie lody latem. Coraz mocniej podobała mi się mocna muzyka, glany, spodnie ze skóry i kolczyk w uchu. Jak tylko pomyślałem, co rodzice by mi za to zrobili, odpuściłem.

 Teraz trochę przeskoczę... szkoła muzyczna II stopnia zakończona dyplomem z fagotu oraz dodatkowego fortepianu, a nawet psychologi oraz dydaktyki i metodyki nauczania niestety zniknęła z mojego życia. Szybko zacząłem pracować, grając komercyjną muzykę dla chleba. Na codzień pracowałem w firmie informatycznej, ale to część mojego życia, którą opowiem Wam kiedy indziej.

W którymś momencie mego życia obudził się we mnie prawdziwy buntownik, trochę spóźniony, ale byłem z niego dumny nie mając pojęcia, że to zaledwie początek. Motory, rajdy samochodowe, kilka wypadków, smak alkoholu i innych specyfików, a także ciepło w dołku na widok każdej niewiasty. Długo by opowiadać, lecz nigdy nie rozstałem się z muzyką, a nawet nie pogniewałem się na nią i nie przyszło mi nigdy do głowy, by żyć bez niej. W pewnym momencie mojego życia poczułem, że chcę być wolny. Nie chciałem już grać dla pieniędzy i zarządzać swoją jednoosobową firmą.

Zacząłem szukać... w zasadzie nie wiedziałem za bardzo czego szukam. W końcu pomogło mi w tym dobrodziejstwo zwane Internetem. Jest zespół - przeglądam... świetna muzyka, jest metal, jest moc, a nie komercja, którą sprzedawałem przez większość mojego życia. Moim oczom ukazał się zespół z pozycją na rynku, z teledyskiem, wydający właśnie płytę. Zachłysnąłem się. W dodatku poszukiwali kogoś do obsadzenia stanowiska klawiszowca. Rozmowy, sms-y, telefony, a nawet spotkanie, lecz w końcu z takich czy innych powodów nie wypaliło. Nie mam już firmy, nie zarabiam na muzyce w zasadzie rzuciłem wszystko, co dotychczas robiłem i dno... ale mówią, że kiedy dotykasz dna to przynajmniej jest się od czego odbić. Tak było i w moim przypadku. Dostałem numer telefonu oraz e-mail do gitarzysty (podobno niezłego).


Był to czwartek. Rozmowa, wspólne fascynacje i w końcu ten sam ulubiony gatunek muzyczny oraz inspiracje. Śpiewne i melodyjne solówki gitarowe połączone z muzyką filmową oraz Mozartem i Beethovenem na czele. Wspaniałym gitarzystą okazał się mój późniejszy kompan i Przyjaciel Sławek. Postanowiłem mu w dzień zapoznania telefonicznego wysłać kawałek mojej kompozycji, która wskazywała gatunek muzyczny. Za 15 minut przyszedł mail zwrotny z przecudowną dla moich uszu solówką. W sobotę Sławek był już u mnie. Po dziesięciu godzinach wspólnie spędzonych w garażu, obaj czuliśmy się jak po wspaniałej randce z cycatą blondynką... chociaż nie, on chyba lubi czarnule haha. W każdym razie postanowiliśmy założyć zespół.


Szybko znaleźli się kolejni członkowie grupy. Była też nazwa oraz pierwsze kompozycja z dziesięcioma tysiącami wejść i to wszystko w 3 miesiące. Cała reszta potoczyła się szybko i gładko. Zapuszczanie włosów, zarostu, słuchanie głośnej muzyki metalowej, glany, bluzki w czaszki, skórzane spodnie, rzemyki i pierścienie na rękach. Tak... nie dziwcie się, to ja - spóźniony buntownik. Moja żona obserwowała to z przerażeniem i zdziwieniem. Towarzyszyło jej jeszcze kilka bliżej nieokreślonych odczuć. Nie była tym zachwycona - teraz po kilku latach bardzo mnie wspiera w tym co robię i ciągle powtarza cytat: dopóki walczysz jesteś zwycięzcą. Jak mawia moja córka "cieszę się że mam szurniętego tatę Jacka Sparrowa, a nie sztywniaka w garniturze" niech żyje rock&roll.

Ostatnia już opowiastka o przygodzie z córką... tego dnia miałem odebrać ją ze szkoły. Za sprawą panów policjantów i rutynowej kontroli, spóźniałem się kilka minut. Córka mając dość czekania pobiegła z powrotem do szkoły, chyba nawet po kurtkę. Tego dnia dzieci na przerwie pilnowała Pani Katechetka, więc mała dziewczynka szepnęła owej pani: mam prośbę, jeśli zobaczy Pani pirata w glanach, spodniach ze skóry w długich włosach z bransoletkami i pierścionkiem z czaszką, a... i bluzką z płonącą czachą, to niech Pani powie tatusiowi, że pobiegłam po kurtkę. Ledwo ukazałem się w bramie, Pani Katechetka ostrożnie do mnie podeszła i lekko chrypliwym oraz przerażonym głosem powiedziała: tata Kasi? Ona zaraz wróci... po czym szybko się oddaliła po moją córkę. Tak oto Lord Wizzard jest postrachem w szkole i pomyśleć, że kiedyś bałem się sam iść siku.

Jak widać bardzo się zmieniłem od czasów dzieciństwa, a od życia dostałem tak wiele lekcji, że dość trudno mnie złamać. Nigdy się nie poddaję, czasem potrzebuję tylko trochę czasu na przemyślenia po czym znów "nakurwiam szczęściem" Parszywe szuje i śmierdzące wodorosty oraz szczury lądowe - serdecznie Was ściskam drodzy fani moi... AHOJ Kiedy znów mój Przyjaciel Sławek Orwat poprosi mnie o kilka słów na blog, opowiem Wam o moim zespole Kingdom Waves, choć kto wie, którą z tajemnic postanowię Wam zdradzić.

Nowy wokalista i premierowy utwór BREMENN - "Angels"!








Podczas ostatniego występu na festiwalu "Krasnystaw Rocks!" miała miejsce premiera najnowszego utworu formacji BREMENN zatytułowanego "Angels". Tego dnia, czyli 13 sierpnia, zespół po raz pierwszy od ponad roku nieaktywności scenicznej wystąpił w nowym składzie z frontmanem - wokalistą Krzysztofem Anulewiczem. "Angels" – utwór autorstwa Atka Radeja – gitarzysty i kompozytora zespołu BREMENN, jest początkiem poszukiwania nowego brzmienia, nad którym pracuje zespół z myślą o stworzeniu kolejnego albumu studyjnego. Nagranie video z premierowym utworem można zobaczyć tutaj - http://www.youtube.com/watch?v=uGPBak09XCs




Wiosną 2013 roku BREMENN wydał debiutancki album studyjny “Flowers Of Fall”. Zespół tworzy muzykę z gatunku industrial rock, pozostając praktycznie bezkonkurencyjnym na krajowym rynku. Odważnie kreuje własną wizję gatunku, nawiązując do dokonań takich wykonawców jak Rammstein, Rob Zombie, czy Marilyn Manson. Wizerunek sceniczny Bremenn podkreśla oryginalny charakter formacji z Lublina.

Na płytę “Flowers Of Fall”, która stanowi koncept-album trafiło 12 utworów:

1. Eyes On Me
2. Confused
3. Lies Won't Die
4. Alice
5. Flowers Of Fall
6. G-Sus 2006
7. Save Your Breath
8. My Veil
9. Beloved Measures
10. The Show
11. Single Idol
12. The Screen

Całość nagrano w studio FocusFog w Lublinie. Okładką i grafikami zajęły się Agnieszka Kliczka i Aleksandra Burska. Płyta jest dostępna na całym świecie za pośrednictwem serwisów iTunes, Amazon, Deezer, Spotify, Soundpark lub bezpośrednio na stronie zespołu.


Wywiad dla Magazynu Gitarzysta

piątek, 13 września 2013

"Defilada" zapowiada nowe wydawnictwo grupy Johane's


JOHANE’S zaistniała na rynku muzycznym w 2009 r. Pierwszy singiel zespołu „Wszystko co w nas” pobił wszystkie rekordy na Liście Przebojów Radia WA-WA. Przez kolejnych 80 notowań utwór ten był w jej ścisłej czołówce! W Sylwestrowym wydaniu Listy Największych Przebojów Radia WA-WA piosenka ta zajęła bardzo wysokie 7 miejsce w stawce 30 najpopularniejszych przebojów roku 2009! Piosenki zespołu JOHANE’S weszły na wiele krajowych list przebojów i mają rzeszę wiernych fanów w całej Polsce i na świecie. Na You Tube jest grubo ponad 100 tys. wejść na kanał grupy! Na wiosnę 2011 zakończono nagrywanie pierwszego dużego albumu zespołu pt. „Skazani na miłość”. Płyta długogrająca zespołu JOHANE’S ukazała się na licencji firmy fonograficznej Fonografika 25-go września 2011. Aktualnie ruszyła w mediach promocja utworu „DEFILADA” zapowiadającego II album grupy na wiosnę 2014. Wszelkie dodatkowe informacje o zespole znajdują się na oficjalnej stronie grupy JOHANE’S

JANUSZ STASIAK – kompozytor wszystkich piosenek, gitarzysta i wokalista. Współpracował kompozytorsko z Turbo, Oddziałem Zamkniętym, Rezerwatem, Syndią i wielu innymi. Jako muzyk i wokalista w zespołach Korpus, Zander, Vena.

KINGA KERPERT - piękny głos, genialny słuch harmoniczny, i niepowtarzalna uroda! Debiut na profesjonalnej scenie!

TOMASZ JACKOWIAK – aranżacje i instrumenty klawiszowe. W Polsce grał w zespołach Syndia, Roxa, Virgin. Bardziej znany na rynku francuskim. Nagrywał z Youssou N'Dorem.

NAZIM ALIJEW - perkusja. Współpracował z Jackiem Skubikowskim, Krzysztofem Cugowskim, Grzegorzem Markowskim oraz zespołami TNT, Parkway, Syndia, Lester Kidson oraz muzykami z USA (Billy „Harp” Hamilton) i z Wielkiej Brytanii (Patsy Gamble)

JAROSŁAW BĄCZKOWSKI - gitara basowa. Grał w Joy Band, Alice, Lester Kidson, Crossroads.

PIOTR SZEWCZENKO – gitary, aranżacje. Współpracował studyjnie i koncertowo z EDYTĄ BARTOSIEWICZ. Jeden z najlepszych muzyków sesyjnych w Polsce.

PIOTR WIKTOROWSKI – gitara solowa. Grał w grupach Syndia, Roxa i wielu projektach studyjnych.

Gościnnie występują:
ARTUR MIKOŁAJSKI – instrumenty klawiszowe, organy Hammonda. Współpracował z Why Ducky?, Crossroads, Fever, Chajim

CHRISTOPHE VOIS'E – Instrumenty klawiszowe, fortepian, obój, waltornia. Dyrygent opery genewskiej, wykładał muzykę na Yale University.

RAFAŁ SĘDEK - gitary

PRZEMYSŁAW GNATOWSKI - gitarzysta bluesowy

12-go września premiera teledysku do utworu “Silence” promującego album "Private Ghetto" grupy Animations. 15-go września koncert w Krakowie!

Zespół Animations zakończył prace nad trzecim albumem zatytułowanym “Private Ghetto”. Płyta pojawi się w dystrybucji cyfrowej za pośrednictwem wszystkich największych dostawców cyfrowej muzyki 15 lipca 2013 roku" (czyli w dniu kolejnego wydania Listy Przebojów Polisz Czart!) Ponadto album zostanie udostępniony w całości w kanale YouTube zespołu w postaci specjalnie przygotowanego filmu. Wersja CD oraz najprawdopodobniej kolekcjonerskie wydanie winylowe pojawią się w dystrybucji nieco później.


 

Pierwszy koncert po premierze płyty ANIMATONS zagra już w niedzielę, 15 września w Krakowskim klubie Lizard King

ANIMATIONS + Coffinfish + Stuck In Haze
Kraków, Lizard King
ul. Św.Tomasza 11A
start – 20:00
bilety – 10 zł

"Chcemy, żeby muzyka, która znalazła się na Private Ghetto jak najprędzej trafiła do uszu fanów, stąd decyzja o wcześniejszej cyfrowej premierze albumu. Zdecydowaliśmy również o udostępnieniu albumu za darmo na YouTube i to w niespotykanej dotąd na polskim rynku postaci. Jakiej? To okaże się już 15 lipca!" - mówią członkowie zespołu.

Private Ghetto to wynik ponad rocznej pracy w studio. Trzeci album zespołu, który jest również swego rodzaju trzecim debiutem, bo pierwszym z Frantzem Wołochem - nowym wokalistą, oraz pierwszym tak odważnym zwrotem stylistycznym. Na płycie ostatecznie znalazło się czternaście utworów, z których trzy stanowią interludia pomiędzy pozostałymi jedenastoma piosenkami. Tracklista prezentuje się następująco:
1. Mellah
2. Morality Failed
3. Silence
4. My Private Ghetto
5. Dawn The Day Before
6. We Are...
7. Generation Zero
8. Internal Chaos
9. Crystal Lies
10. Thieves of Dreams
11. Epiphany
12. Mea Culpa?
13. Wrath
14. halleM

Zespół przygotował także zwiastun albumu, który jest również krótką dokumentacją procesu powstawania płyty. Można go zobaczyć na kanale YouTube zespołu pod tym adresem:


Więcej informacji: