niedziela, 7 sierpnia 2016

Antoni Malewski - Arcymistrz z Inowłodza

Arcymistrz Aleksander Dutkiewicz prezentuje swoje rękodzieła
Był piękny, słoneczny poranek 11 listopada 2013 roku (Narodowe Święto Niepodległości) jak z grupą przyjaciół z tomaszowskiego koła „Klubu Gazety Polskiej” uczestniczyliśmy w patriotycznych uroczystościach składania wiązanek kwiatów, wieńców pod Pomnikiem Pamięci u zbiegu ulic Legionów/Piłsudskiego „Poległym Legionistom Piłsudskiego – Towarzysze Broni”. Udział w tym spotkaniu brały: władze miasta na czele z Prezydentem, Starostwo Powiatowe, Związki Zawodowe, młodzież szkolna oraz wiele organizacji społecznych, rządowych i poza rządowych. W uroczystych obchodach również udział brał ówczesny Poseł na Sejm RP, pan Marcin Witko (dzisiejszy Prezydent Miasta) ze swoimi pracownikami, z poselskiego biura. Po zakończonych uroczystościach, między innymi i my, z „Klubu GP”, zostaliśmy zaproszeni przez Posła na kuluarowy poczęstunek do jego poselskiego lokalu przy ul. Św. Antoniego 28. Przy suto zastawionych, szwedzkich stołach w poselskich pomieszczeniach zebrała się duża grupa osób politycznie związana z panem Posłem, urzędników miejskich, powiatowych, sporo znajomych i przyjaciół pana Marcina. Okazało się, że pan Poseł właśnie w tym dniu obchodził swoje imieniny (Bartłomieja, Marcina) z stąd między innymi zaproszenie na ten szczególny poczęstunek. Podczas kuluarowej konsumpcji gdy w podgrupach, grupach trwały ciekawe rozmowy, nie tylko polityczne, dostrzegłem wokół biurowego pomieszczenia, na rozmieszczonych sztalugach, oszklone gabloty o dużych rozmiarach (ca 0,6mx1,25m) a w nich za szkłem, na ful wypełnione ramy ludowymi wycinankami.


Pomnik Pamięci
Po złożeniu przez przybyłych gości, życzeń panu posłowi, zabrał głos sam solenizant, dziękując wszystkim za uczestnictwo, przedstawił zebranym obok niego stojącego mężczyznę, - Proszę państwa, ten obok mnie stojący pan, to Aleksander Dutkiewicz z Inowłodza. Jest autorem zamieszczonych w gablotach tych cudownych wycinanek, którymi upiększył nie tylko moje imieniny ale nasze spotkanie w tak szczególnym dla naszej ojczyzny dniu, jakim jest 11 listopada, święto Dnia Niepodległości. Pan Aleksander to prawdziwy, ludowy artysta, o czym sami się przekonacie oglądając ten mini wernisaż. Zapraszam wszystkich do wystawionych gablot na duchową ucztę, by oglądając powyższe, nakarmić zamieszczonym pięknem, swoje wnętrze. Gdy dotarłem do pierwszej gabloty byłem tak bardzo zaskoczony i oczarowany zamieszczonym rękodziełem, że brakło mi słów uznania dla ich wykonawcy. Autor tymczasem przechadzał się od gabloty do gabloty i oglądającym udzielał szczegółowych informacji o sztuce ludowej, o technice wykonywania tych dzieł i innych artystycznych formach jakimi się zajmuje. Sam jeszcze jako uczeń, na pracach ręcznych miałem osobiście okazję wykonywać podobne, bardziej proste wycinanki. Mam skalę porównawczą w tej dziedzinie sztuki. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że wycinanki pana Aleksandra to najwyższej klasy majstersztyk, arcydzieło ludzkiej pracy. Każda z nich, znajdująca się w gablotach była inna, niepowtarzalna. Nie spotkałem takiej samej, najwyżej podobne ale różniące się od siebie drobnymi niuansami, tylko dobrze znanymi artyście. Listopadowe spotkanie u Posła zaowocowało tym, że po rozmowach w zamkniętym gronie (Jacek Buczyński, Arek Lechowicz, Jarek Wojtkiewicz, ja i Marysia Biesiadowska jako przewodnicząca „Klubu GP”) naszej organizacji z posłem i członkami jego biura, otrzymaliśmy zgodę na spotkania, zebrania naszego koła w pomieszczeniach jego biura. Przez okres dwóch lat, do kiedy pan Marcin Witko nie został Prezydentem Miasta, gdzie musiał zrezygnować z poselskiego mandatu oddając lokal administracji miasta, my, członkowie KGP szczęśliwie i owocnie spotykaliśmy się w poselskich pomieszczeniach przy ul. Św. Antoniego 28. To były piękne, integrujące nas spotkania.

Właśnie artystyczną różnorodność widać na tym zestawie wycinanek
Aleksander Dutkiewicz – Urodzony i zamieszkały do dziś, w cudownej miejscowości na skraju Puszczy Spalskiej nad rzeką Pilicą – Inowłódz. W dawnych, średniowiecznych czasach była tu, w miejscu dzisiejszego Inowłodza, historyczna osada. Istniała już w X wieku o tej nazwie. Inowłódz jest wzmiankowany w dokumencie z 1145r, z którego wynika, że już wówczas istniał w tej miejscowości kościół św. Idziego (dzisiaj krajobrazowe logo nie tylko Inowłodza ale całego regionu) ufundowany przez króla Władysława Hermana w 1086 roku, gdzie Prawa Miejskie otrzymał w połowie XIV wieku od najznakomitszego króla Polski, Kazimierza Wielkiego. Wówczas to, wzniesiono również Zamek inowłodzki (dziś w jego ruinach miejsce kulturalnych spotkań inowłodczan i okolicznych mieszkańców), mający bronić północnej granicy Małopolski oraz strzec brodu na rzece Pilica. To do Inowłodza, na letnisko w latach międzywojennych i 40/50-tych minionego wieku, z pobliskiej Łodzi, przyjeżdżał nasz wielki poeta, Julian Tuwim. Aleksander Dutkiewicz zajmuje się wycinanką ludową regionu rawskiego i opoczyńskiego od ponad 40 lat. W tym roku mija dokładnie 45 lat jego twórczej pracy.


Aleksander w pracy, wycinając, tworzy swoje kolejne rękodzieło
Wywodzi się z rodziny, która niezwykle starannie pielęgnowała polskie i regionalne tradycje ludowe, związane z obrzędową plastyką, haftem czy najbardziej ulubioną dziedziną sztuki przez artystę, wycinanką. W tej arcytrudnej, wymagającej dużej cierpliwości dyscyplinie, wycinankarskie umiejętności, mały Aleks nabył od swojej babci, Agaty Sobolewskiej – uznanej twórczyni ludowej w całym regionie rawskim, opoczyńskim czy w „starym” (przed gierkowskim, administracyjnym podziałem państwa) w woj. łódzkim. Wycinać zaczął bardzo wcześnie, w dzieciństwie, a pierwszy, większy sukces odniósł mając zaledwie 14 lat. Było to szczególne wyróżnienie w konkursie pod tytułem „Wycinanka ludowa”, który zorganizowany był przez Muzeum Ziemi Rawskiej. Od tego czasu powiększał artystyczne kwalifikacje co zaowocowało uczestnictwem w wielu bardzo ważnych konkursach, wystawach tak lokalnych, powiatowych czy wojewódzkich. Kiedy turystycznej, wypoczynkowej miejscowości Spała (5 km od Inowłodza) przypadło organizowanie centralnych dożynek, Aleksander Dutkiewicz swoimi rękodziełami upiększał święto rolniczych zbiorów, wystawiając swoje prace. Pan Aleksander tworzy przede wszystkim tradycyjne „rózgi” rawskie a także ażurowe kwadraty i koła, głównie w kolorach: czarnym, czerwonym, zielonym, fioletowym. W swoich zbiorach posiada ponad 700, niepowtarzalnych wycinanek. Od 2010 roku jest członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Jego prace znajdują się między innymi: w Muzeum Ziemi Rawskiej, Muzeum Częstochowskim, Muzeum Lubelskim, Muzeum w Piotrkowie Tryb., Muzeum w Tomaszowie Maz. Ponadto aktywnie współpracuje z Łódzkim Domem Kultury.

Ruiny Zamku z fosą w Inowłodzu. Miejsce kulturalnych imprez, spotkań mieszkańców. To tu odbywają się przedstawienia, muzyczne koncerty, wystawy, wernisaże
W 2014 roku został nagrodzony w Konkursie na Twórcę Jarmarku Jagiellońskiego. Oglądając jego prace, ich różnorodność, ich skalę trudności, nie sposób nie nazwać Aleksandra mistrzem w swojej zanikającej „wielce egzotycznej” profesji. Ja natomiast pozwoliłem sobie na więcej, nazywając Dutkiewicza arcymistrzem. Czy tymczasem nie przesadziłem? Myślę, że nie. Każdy kto miał okazję obejrzeć wystawy, ekspozycje jego rękodzieł, potwierdziłby moją opinię, tak określając Aleksandra z Inowłodza. Na spotkaniu u Posła RP dużo i długo rozmawialiśmy z sobą, on opowiadał o swojej pracy, ja o zamiłowaniu do rock’n’rolla. Zaprzyjaźniliśmy się, przechodząc na „Ty”. Aleks docenia mój cykl muzycznych spotkań „Herosi Rock’n’Rolla”, w których często osobiście uczestniczy. Mogę wyznać, że obaj jesteśmy do siebie bardzo podobni poprzez amatorskie zamiłowanie do wykonywanej pracy. Kolokwialnie mówiąc jesteśmy „pozytywnie zakręceni”. A co najważniejsze, co utrwala naszą przyjaźń, obaj posiadamy jednakowe poglądy na współczesną politykę czy prawe spojrzenie na Polskę.

XI wieczny Kościół św. Idziego na inowłodzkim wzgórzu, krajobrazowe LOGO całego regionu i powiatu
Dzisiaj niejednokrotnie zastanawiam się, jak taki mężczyzna jak Aleks, przy takiej różnorodności dla męskiego gatunku zainteresowań, męskich prac, rewolucji komputerowej, wybrał tak „niemęskie”, żmudne, manualne czynności. Bywa też, że często patrzę na Aleksa z politowaniem, współczuciem ale także z wielką zazdrością. Rodzinne kontynuowanie ludowych, polskich tradycji, zainteresowań, wymierającą a jakże piękną sztuką, jest wielce szlachetnym, życiowym przedsięwzięcie, podstawą patriotyzmu, nie tylko regionalnego. Niniejszy artykuł pobudził moją próżność, kiedy Aleks umówił się ze mną na spotkanie - co skłoniło mnie do napisania i przedstawienie społeczeństwu bliżej tak szczególnego człowieka - na którym to wręczył mi ZAPROSZENIE, cytuję jego treść: Twórca Ludowy Aleksander Dutkiewicz zaprasza na wernisaż wystawy w 45-lecie Pracy Twórczej 12.08 2016r, godz. 16.00. Zamek w Inowłodzu. Również pragnę poinformować wszystkich czytających ten artykuł, i nie tylko, że Gminne Centrum Kultury (GOK) w Inowłodzu oraz Twórca Ludowy Aleksander Dutkiewicz ZAPRASZAJĄ na „Wystawę wycinanki” w dniach 13.o8 – 14.09.2016r. na Zamek w Inowłodzu. Przyłączając się tych zaproszeń pragnę powiadomić wszystkich czytelników, fanów cyklicznych spotkań „Herosi R&R”, znajomych, przyjaciół, że warto w tych dniach odwiedzić Zamek w Inowłodzu o czym zapewnia autor artykułu:

Antoni Malewski

Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock'n'rollem, z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem. O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” - książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.

sobota, 6 sierpnia 2016

Olimpijski ogień nadziei

Rok 2012 Ogień Olimpijski dotarł do St. Albans
Atena
Historia olimpijskiego płomienia to historia starożytnej idei. Niezależnie od światopoglądów i szerokości geograficznej ogień zawsze symbolizował wieczność, miłość, słońce, ciepło, życie oraz duchową przemianę. W Rzymie ogień był istotną częścią rytuału apoteozy boskości władcy, który po swojej śmierci pozostawiał syna będącego gwarantem trwałości dynastii. Płomień zapalany za pomocą słonecznych promieni w ruinach starożytnej świątyni Hery w Olimpii, przekazywany z rąk do rąk przez członków sztafety od roku 1936 nieprzerwanie stał się w XX wieku także symbolem trwałości idei olimpijskiej. W czasach starożytnych Igrzysk, święty ogień zapalany na ołtarzu Zeusa sygnalizował rozpoczęcie sportowej rywalizacji, a jego zgaszenie jej zakończenie. Idea olimpijskiej sztafety także nie wzięła się znikąd. Wywodzi się z ona bowiem z konkurencji lekkoatletycznej – biegu z pochodniami, która odbywała się przed wiekami podczas ateńskich Panatenajów. Uroczystości te rozpoczynały się całonocnym czuwaniem, po którym wczesnym rankiem chłopcy ścigali się z pochodniami biegnąc z gaju za murami miasta na szczyt Akropolu. Bieg ten stanowił jednak tylko preludium do świętej procesji, prowadzącej spod Bramy Dipylońskiej w Keramejkos do Partenonu, gdzie składane były ofiary na cześć bogini Ateny. W czasach nowożytnych Olimpijski Ogień po raz pierwszy pojawił się podczas IX Letnich Igrzysk w Amsterdamie w roku 1928, jednak dopiero osiem lat później Niemiec - dr Carl Diem zainspirowany starożytnymi freskami ilustrującymi ateńskie Panatenaje, zainicjował pierwszą oficjalną sztafetę olimpijską.


Rok2012 Hatfield (fot. Sławek Orwat)
Wyobrażenie starożytnej Olimpiady
8-go lipca 2012 miałem okazję zobaczyć olimpijski płomień po raz pierwszy na żywo. Przemierzał on miasta i wioski Wielkiej Brytanii, by poprzez bliskie memu sercu miasteczka: Hatfield, gdzie spędziłem 6 lat życia, oraz St. Albans, gdzie właśnie rozpoczynałem swój kolejny etap, trafić do stolicy Zjednoczonego Królestwa i 27-go lipca swoim światłem dać sygnał światu o otwarciu jubileuszowych XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich ery nowożytnej. Oprócz znakomicie wyreżyserowanych i dokładnie przygotowanych na tę wyjątkową okazję punktów programu, dało się zauważyć także zachowania całkowicie spontaniczne świadczące o wpisanej w naturę człowieka potrzebie łączności z lokalną społecznością. Ludzkość mimo upływu tysiącleci niewiele się zmieniła. Zmieniły się czasy, systemy gospodarcze i polityczne, uległa zmianie obyczajowość i granice tolerancji, ale stara jak świat potrzeba igrzysk jest ciągle aktualna i przekazywana z pokolenia na pokolenie. 


fot. Sławek Orwat
Już na kilka godzin przed planowanym pojawieniem się Olimpijskiego Ognia tysiące mieszkańców położonego w hrabstwie Hertfordshire niewielkiego miasteczka Hatfield zebrały się w jego centrum z narodowymi flagami w dłoniach, aby oddać się rodzinnemu świętowaniu. Dobiegająca zewsząd muzyka łączyła się z gwarem straganów oraz piskiem dzieci, dla których w Town Centre rozstawiono wszelkie niezbędne do festyniarskich harców gadżety. Chwilami czułem się wręcz jak na polskim przykościelnym odpuście, festynie Święta Kwiatów lub obchodach Dnia Wioślarza i gdyby nie dobiegający zewsząd język angielski, spokojnie mógłbym „odpłynąć” w sentymentalną podróż do krainy dzieciństwa.

Londyn w roku 2012 już po raz trzeci miał zaszczyt gościć cały sportowy świat. Pierwsze Igrzyska w stolicy Brytyjskiego Imperium miały miejsce w roku 1908. Kolejna Olimpiada była dla mieszkańców stolicy Zjednoczonego Królestwa przeżyciem szczególnym, bowiem Igrzyska z roku 1948 były pierwszym po 12 latach przerwy spowodowanej II Wojną Światową i odbudową zniszczonej Europy świętem sportowców z całego globu. 8-go lipca 2012 obserwowałem w Hatfield trzymających brytyjskie flagi przedstawicieli pokolenia, które doskonale pamiętało tamto doniosłe wydarzenie z roku 1948. Oni nieco inaczej przeżywali oczekiwanie na Olimpijski Ogień. Patrząc na ich twarze dało się dostrzec nieskrywane wzruszenie, które kazało mi na chwile przenieść się myślami z odpustowo-festyniarskiego nastroju do rozmyślań na temat pełnej patosu olimpijskiej idei. 


fot. Sławek Orwat
Pierre de Coubertin
W czasach starożytnych na czas trwania olimpiady zawieszano wszelkie wojny. Taki był zwyczaj i moralny obowiązek nawet najbardziej zwaśnionych helleńskich przywódców. Podobna idea przyświecała także baronowi Pierre de Coubertin, który w roku 1888 przedstawił w Paryżu swój szalony olimpijski projekt. Ostatnią starożytną Olimpiadę rozegrano w roku 394 n.e. Potem Igrzyska zostały zakazane, a kolejne odbyły się dopiero po piętnastu wiekach. To właśnie Pierre de Coubertin zainicjował wznowienie czystej międzynarodowej sportowej rywalizacji.

W radosnym oczekiwaniu na trzecią już Olimpiadę w Londynie stojąc z aparatem w ręku w rozbawionym tłumie zastanawiałem się, na ile szczytna olimpijska idea przekłada się jeszcze w dzisiejszych czasach na sumienia polityków i jaki będzie miała wpływ np. na wojnę domową w Syrii, która wówczas dopiero nabierała rozpędu. Zastanawiałem się także, czy olimpijska idea czystej walki sportowej, według której sam udział powinien już być wyróżnieniem i swoistym zwycięstwem, jest jeszcze aktualna w dobie stosowania sterydów i wypłacania milionowych pensji sportowym działaczom, którzy ze szczytnej idei już od wielu lat urządzają sobie igrzyska próżności i obłudy. Czy w takiej sytuacji słowa protest songu Czesława Niemena nadal każą mieć nadzieję, że ludzi dobrej woli jest więcej? Jaką możemy mieć pewność, że polityka (Moskwa 1980 i Los Angeles 1984) i terroryzm (Monachium 1972), które rzuciły ponury cień na szczytny pomysł francuskiego barona nigdy więcej już nie zniszczą święta młodych sportowców z całego świata?


Ogień Olimpijski w Hatfield (fot. Sławek Orwat)
Niosący olimpijski płomień uczestnik sztafety, którego własnoręcznie wykonane zdjęcie przedstawiam obok, to tylko ułamek sekundy całego widowiska. Ktoś może zapytać, czy warto było spędzić aż tyle godzin tylko po to, żeby przeżyć tę jakże krótką, ulotną chwilę? Tak, było warto! Nasze życie to przecież w skali globalnej także chwila, a gdyby się bardziej filozoficznie nad naszym życiem zastanowić, to kto wie, czy nie jeszcze bardziej ulotna. Sportowe zmagania w tej skali to znowu jeszcze krótszy moment, a przecież historia płomienia olimpijskiego to - jak napisałem już na wstępie - historia idei, a ta jak powszechnie wiadomo trwa wiecznie. Niestety, ludzkość w historii Olimpiad niejednokrotnie była owładnięta skrajnie różnymi ideami. Nigdy nie wolno nam zapomnieć chociażby o tym, że podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w roku 1936 czysta idea olimpijska została sprofanowana ohydną ideą faszystowskiej pogardy. Wszystkie te i podobne myśli, jakie przed czterema laty krążyły w mojej głowie, kiedy to z zapartym tchem oczekiwałem na ukazanie się Olimpijskiego Ognia, dziś z perspektywy lat są jednak niczym, w porównaniu z tym, co kłębi się w mojej głowie obecnie - na niecałe pół roku przed kolejną i zarazem pierwszą mającą odbyć się w Ameryce Południowej letnią Olimpiadą. 


Carl Diem - człowiek, który ustanowił
ideę sztafety Ognia Olimpijskiego
Niestety, ostatnie cztery lata, które miały nas szczęśliwie doprowadzić do XXXI Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, nie tylko nie zakończyły już istniejących konfliktów, a wręcz przeciwnie - przyniosły nam nowe i to o wiele bardziej groźne. Wojny i systemy nienawiści mają się dziś niestety tak dobrze, jak jeszcze nie miały się nigdy od roku 1953, czyli od śmierci Józefa Stalina. Agresja rosyjska na Ukrainę, krwawe porachunki na terenie Afryki, niestabilna sytuacja i rozkwit niekontrolowanego terroryzmu w krajach arabskich na skalę dotychczas niespotykaną i w końcu powstanie najbardziej potwornego w dziejach nowożytnych zjawiska, jakim jest kryminalne i nieludzkie w swoim założeniu Państwo Islamskie to tylko naprędce rzuconych kilka przykładów, których liczbę po dokładniejszym zagłębieniu się w serwisy informacyjne, można by pomnożyć kilkukrotnie. Możemy też godzinami zastanawiać się nad przyczynami tego zjawiska i towarzyszącą mu bezsilnością tak zwanego "cywilizowanego świata". Jedni dopatrują się tych przyczyn w doprowadzeniu do stanu niezrozumiałego kuriozum tak zwanej politycznej poprawności i pseudo tolerancji, inni widzą je we wszech powszechnej kulturze rozpasania i medialnie nakręcanego od lat hedonizmu, jeszcze inni w stopniowym zanikaniu humanistycznych wartości i więzi rodzinnych na rzecz konsumpcyjnego stylu życia i sybarytyzmu. Cóż jednak przyniesie ludzkości to nasze wywołane kolejną Olimpiadą rozmyślanie, skoro ci, którzy zbijają nieziemskie fortuny i pomnażają swoje "brudne", oparte na cywilizacji śmierci dochody włączając w to wojny, handel ludźmi czy narkotykowe uzależnianie bogatych w smartfony acz ubogich duchowo społeczeństw i tak będą to robić, a nasze symboliczne trzymanie się za ręce i odwoływanie się do piewców wolności kwitować jedynie pobłażliwym uśmieszkiem i toastem wzniesionym za kolejny kontrakt przerzutu broni lub stworzenie kolejnego ogniska zapalnego.


Na koniec ostatnia już dziś refleksja. Na ile to wielogodzinne trwanie sprzed czterech lat tylko po to, aby przez krótką chwilę zobaczyć święty Olimpijski Ogień, przełoży się na czuwanie tysięcy ludzi dobrej woli tuż po zakończeniu XXXI Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro tak, aby już nigdy nie było 12-tu lub więcej niezaplanowanych lat przerwy pomiędzy kolejnymi Olimpiadami? Wszak pomimo strasznych doświadczeń XX wieku nadal dziwny jest ten świat, a człowiekiem nieustannie gardzi człowiek.

piątek, 5 sierpnia 2016

W dniach 5 - 7 sierpnia odbędzie się jubileuszowy XX Sopot Molo Jazz Festival

Ostatecznie potwierdzony został program XX Sopot Molo Jazz Festival, który w dużej mierze zdeterminowany został faktem, że 60 lat temu, niemal w tym samym miejscu odbył się legendarny I Ogólnopolskiego Festiwalu Muzyki Jazzowej w Sopocie. Tegoroczny festiwal, tradycyjnie organizowany przez Kąpielisko Morskie Sopot, odbędzie się w dniach 5 – 7 sierpnia 2016 roku, a w muszli koncertowej na sopockim molo wystąpią:

5 sierpnia (piątek) 17:30 
London Vintage Jazz Orchestra (Wielka Brytania) z udziałem Dave’a Burmana i Laurie Chescoe, którzy grali na festiwalu w ‘56 roku.

Marcin Wądołowski Trio w programie „My Guitar Therapy” – Marcin Wądołowski (g), Piotr Lemańczyk (db), Adam Czerwiński (dr).

Janusz Strobel & Włodzimierz Nahorny - Akustyczni Panowie Dwaj

Sławek Jaskułke
Sławek Jaskułke Trio w programie „On” – Sławek Jaskułke (p), Max Mucha (db), Krzysztof Dziedzic (dr).

6 sierpnia (sobota) – 17:30 
Sir Bourbon Dixieland Band (Szwecja) ft. Ryszard Podgórski (tp) & Detko Band

Tribute to Milian – czterej wibrafoniści (Bernard Maseli, Karol Szymanowski, Dominik Bukowski, Irek Głyk plus Paweł Tomaszewski (p), Michał Barański (db) i Marcin Jahr (dr)

Maciej Grzywacz + Skandynawowie w programie „Connected” – Maciej Grzywacz (g), Jakob Dinesen (sax), Daniel Frank (db), Hakon Mjaset Johansen (dr)

Illinois Jacquet In Memoriam – projekt perkusisty Erica Allena (USA) - Wojciech Karolak (org), Maciej Grzywacz (g) oraz saksofoniści Jan Ptaszyn Wróblewski, Maciej Sikała, Przemek Dyakowski, Dariusz Herbasz, Tomasz Grzegorski, Wojciech Staroniewicz, Irek Wojtczak, Piotr Chęcki i Michał Ciesielski.

7 sierpnia (niedziela) – 17:30 
Jan Ptaszyn Wróblewski
Global Schwung Quintet - Laureat XIX Ogólnopolskiego Przeglądu Młodych Zespołów Jazzowych w Gdyni

Jazz Band Ball Orchestra plus wokalista Stanley Breckenridge (USA)

A’Freak-Komeda Project – Wojciech Staroniewicz, Przemek Dyakowski, Dariusz Herbasz, Marcin Janek (sax), Dominik Bukowski (marimba), Janusz Mackiewicz (bg), Roman Ślefarski (dr), Larry Okey Ugwu (perc.)

Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet – Jan Ptaszyn Wróblewski, Henryk Miśkiewicz (sax), Robert Majewski (tp), Wojciech Niedziela (p), Sławomir Kurkiewicz (db), Marcin Jahr (dr). Jan Ptaszyn Wróblewski grał również na festiwalu w ‘56 roku.

W sobotę (6 sierpnia) o godz. 17:00 spod kościoła Św. Jerzego przy ulicy Bohaterów Monte Cassino w Sopocie ruszy tradycyjny pochód nowoorleański, a nieco wcześniej (29 lipca g. 17:00) w Muzeum Miasta Sopotu odbędzie się wernisaż wystawy „Ale Jazz – Historia sopockich festiwali jazzowych 1956 – 1957”. Poza tym przygotowywanych jest szereg imprez towarzyszących, których zestaw ogłoszony zostanie w terminie późniejszym.

Patronami festiwalu są:
Stoart, Polskie Radio 3, TVP Kultura, PSJ, Jazz Forum, JazzPress.pl, Urząd Miasta Sopot