poniedziałek, 7 października 2013

Kocham wiele gatunków muzycznych - Basia Trzetrzelewska dla JazzPRESS-u (październik 2013)


Basia Trzetrzelewska swoją przygodę z muzyką rozpoczęła w młodzieżowym zespole Astry, gdzie została zauważona przez managera zespołu Alibabki, z którym śpiewała w latach 1972 - 1974. Od roku 1977 do 1979 występowała jako wokalistka grupy Perfect. W roku 1981 podczas pobytu z tym zespołem w Chicago postanowiła na stałe pozostać za granicą. Ze Stanów dość szybko trafiła do Londynu, gdzie rozpoczęła się jej światowa kariera. Najpierw z angielskim zespołem Matt Bianco, a następnie jako Basia zdobywała szczyty list przebojów na Wyspach, w Azji i za Oceanem. Największą popularnością piosenki Basi Trzetrzelewskiej cieszyły się w Stanach Zjednoczonych i w krajach azjatyckich, a w szczególności w Japonii. Utwory Basi osadzone są stylistycznie pomiędzy jazzem, swingiem, popem i muzyką latynoską. Jej solowy debiut „Time and Tide” z 1987 roku przyniósł platynę w USA i złoto we Francji. Kolejny krążek "London Warsaw New York" ponownie pokrył się platyną w Stanach i dodatkowo na Filipinach oraz złotem we Francji i w Japonii. W roku 2004 po latach przerwy, Basia powróciła na krótko do zespołu Matt Bianco, z którym dwadzieścia lat po debiutanckim krążku „Whose Side Are You On?” nagrała kolejną udaną płytę. Obecnie Basię Trzetrzelewską coraz częściej można spotkać na polskich festiwalach jazzowych, jak choćby na niedawno zakończonym festiwalu w Wadowicach. 30-go września Basia obchodziła swoje Urodziny. Z tej okazji Redakcja JazzPRESS-u ma przyjemność przypomnieć Czytelnikom sylwetkę tej niezwykle zasłużonej dla polskiej i światowej kultury artystki.


- Jak po latach wspomina Pani swój występ z zespołem Astry podczas festiwalu Avant Garde w Kaliszu? Czy to wówczas rozpoczęła się Pani przygoda z Alibabkami?

- Muszę przyznać, że kompletnie nie pamiętam tego występu! Ale bardzo mile wspominam moją bardzo krótką współpracę z Astrami. Zostałam zaproszona przez ten zespół do wzięcia udziału w ogólnopolskim przeglądzie muzycznym i tam właśnie usłyszał mnie manager Alibabek. Miałam wtedy 15 lat, ale po ukończeniu Liceum to on właśnie zaproponował mi pracę z tym zespołem, których piosenki zawsze lubiłam, więc spełniło się moje szkolne marzenie.

- „Hej, dzień się budzi” to chyba najbardziej ulubiona Pani piosenka z tamtego okresu? Nie tylko znalazła się ona na koncertowym albumie „Basia on Broadway” z roku 1995, ale nauczyła Pani także polskiego tekstu występujące w chórku dziewczyny, które nigdy wcześniej nie zetknęły się z naszym językiem. Co takiego jest w tej piosence, że czuje Pani do niej nieustający sentyment?


- To wspaniała piosenka – przepiękny, wzruszający tekst, znakomita melodia a oryginalna aranżacja, którą dokładnie odtwarzamy na koncertach, wciąż wywołuje u mnie gęsią skórkę; często słyszę, że również u tych, którzy jej słuchają. Na żywo ta piosenka sprawdza się najlepiej. Oczywiście, to zasługa jej wspaniałych autorów: Katarzyny Gaertner i Jerzego Kleynego.

- Czy z trudem podejmowała Pani decyzję o pozostaniu w Chicago i jak trafiła Pani do Londynu? Był to bezsprzecznie moment, który wyznaczył całą Pani karierę artystyczną.

- Przyjechałam do Chicago do pracy w polonijnym klubie w 1980 roku z zespołem Perfect. Tuż przed wyjazdem poznałam w Warszawie angielskiego muzyka, z którym wyjechałam do Londynu w styczniu 1981. Miłość kwitła, muzyka była wtedy na drugim planie. Wszystko się zmieniło, gdy poznałam Danniego White’a w 1982: muzyka zdominowała moje życie.

- Na początku lat 80' wraz z Markiem Reillym i Dannym White'em założyła Pani zespół Bronze, który z czasem przekształcił się w Matt Bianco. Przypuszczaliście wówczas, że wkrótce staniecie się jedną z najpopularniejszych grup w Wielkiej Brytanii, a album „Whose Side Are You On?” trafi do pierwszej piątki UK Charts i zdobędzie status złotej płyty? 


- Zespół ‘Bronze’ został założony przed Danniego i jego przyjaciela, również kompozytora, producenta i basistę – Warne’a Livesey, który teraz mieszka i pracuje w Kanadzie. W tych czasach naszym idolem był Quincy Jones. Po kilku nagraniach i koncertach zespół się rozpadł, gdyż nie udało nam się zainteresować naszą pracą żadnej wytwórni płytowej w Anglii. Wtedy dopiero Danny przyłączył się do zespołu ‘Blue Rondo a la Turk’, gdzie spotkał Marka Reilly i brazylijskiego muzyka – Kito Poncioni. W trójkę zaczęli pisać piosenki i to był początek ‘Matt Bianco’. Danny poprosił mnie o pomoc w nagrywaniu i natychmiast stałam się fanką ich, jak na te czasy, niezwykłego stylu. Naprawdę nie przypuszczałam, że te piosenki komukolwiek się spodobają, a jednak...

- Czy producent „Whose Side Are You On?” miał świadomość, że owe „pół minuty, pół minuty” w dwunastej sekundzie „Half A Minute”, nie są przypadkowym zlepkiem sylab, tylko polskim tekstem? Wiąże się z tym może jakaś ciekawa historia?

- Danny, Mark i Kito byli producentami całego albumu, ale wytwórnia chciała, aby 3 single zostały nagrane z jakimś bardziej doświadczonym producentem. Jednakże on, tzn. Peter Collins, jedynie odtworzył nasze oryginalne nagrania, gdyż sam był fanem tej muzyki. Miał do nas kompletne zaufanie, więc nie kwestionował moich polskich słów w tekście ‘Half a Minute’, a ten rodzimy mały akcent był dla mnie ważny.


- Stylistyka Matt Bianco osadzona była gdzieś pomiędzy jazzem, swingiem, popem i muzyką latynoską. Pani solowy repertuar w dużym stopniu także oscylował wokół latin jazzu. Czy można powiedzieć, że wydanie „Whose Side Are You On?” było momentem, w którym odnalazła Pani swoją artystyczną tożsamość?

- Zawsze kochałam brazylijską i latynoską muzykę; moją ulubioną piosenką Alibabek było ‘Grajmy Sobie w Zielone’, w tych rytmach właśnie! Ale nie zdawałam sobie sprawy, że można ją nagrywać w Europie z jakimkolwiek sukcesem. Dopiero Matt Bianco ‘WSAYO’ i sukces tej płyty mi to uświadomił. Mimo, że kocham wiele gatunków muzyki - w sambie czuję się najlepiej.

- Dlaczego więc po tak ogromnym sukcesie debiutanckiego albumu zdecydowała się Pani wraz z Dannym White'm opuścić Matt Bianco?

- Danny zachęcił mnie do komponowania i pisania tekstów, co zaczęliśmy robić po zakończeniu promocji pierwszej płyty Matt Bianco. Szybko okazało się, że nie wszystko podobało się Markowi (Kito powrócił do Brazylii, gdyż bardzo się rozchorował i kilka lat później zmarł). Danny jednak znalazł ze mną wspólny muzyczny język i postanowiliśmy odejść od zespołu. Te piosenki, które napisaliśmy wtedy razem znalazły się na płycie ‘Time and Tide’.


- Pani solowy debiut „Time and Tide” z 1987 roku przyniósł platynę w USA i złoto we Francji, a „Astrud”, „Promises” i „New Day For You” za sprawą radiowych programów Marka Niedźwieckiego nuciła cała Polska. Czuła się Pani wówczas artystycznie spełniona, czy wręcz przeciwnie... potraktowała Pani ten sukces jak rodzaj przepustki do pokazania jeszcze większych możliwości?

- Przez pierwsze dwa lata po nagraniu ‘T&T’ nie miałam pojęcia o prawdziwym sukcesie tej płyty, tzn. że słuchaczom naprawdę podobały się te piosenki. Dopiero dużo później odczułam to na trasach koncertowych, gdzie publiczność dała mi wiele na to dowodów. Ale początkowa radość zamieniła się w nerwową chęć produkowania więcej i lepiej. A to nie jest takie łatwe.

- Dwa lata później ukazał się album "London Warsaw New York" ze światowymi przebojami "Baby You're Mine" i "Cruising for Bruising". My jednak w Polsce najbardziej kochaliśmy Panią za utwór „Copernicus”. To już nie było krótkie „pół minuty, pół minuty”, lecz zaśpiewany pod sam koniec w całości polski refren!

- Ta piosenka, oprócz Polski, jest najlepiej odbierana w Japonii! Ostatnio byłam po raz pierwszy w Indonezji i tam również była przyjęta entuzjastycznie. Azja nas rozumie!


- "London Warsaw New York" pokrył się platyną w USA i na Filipinach oraz złotem we Francji i w Japonii. Co jednak najistotniejsze dla czytelników JazzPRESS-u, oba krążki: „Time and Tide” i "London Warsaw New York" trafiły na szczyt Top Contemporary Jazz Albums Billboardu, a drugi z nich wygrał roczne podsumowanie tego zestawienia. Jaki wpływ wywarł jazz na Pani twórczość?

- Jestem wielką fanką jazzu, ale to nie jest jedyny rodzaj muzyki, której słucham. Wpływ tych gatunków na moją muzyczną estetykę jest nieświadomy. Mój smak muzyczny jest bardzo podobny do smaku Danniego; dlatego tak dobrze nam się razem pracuje, ale on słucha wyłącznie jazzu i muzyki klasycznej.

- Trzeci Pani solowy album "The Sweetest Illusion" z roku 1994 największy sukces osiągnął w Japonii. Kilka lat później wraz z pochodzącym z tego kraju skrzypkiem Taro Hakase nagrała Pani znany standard Marcosa Valle "So Nice (Summer Samba)". Zastanawiała się Pani nad fenomenem popularności pani piosenek w krajach azjatyckich, a zwłaszcza w Japonii? Gdzie według Pani leży przyczyna tego zjawiska? 

- Kraje azjatyckie bardzo doceniają rytmy latynoskie; zauważyłam to nie raz. Ale jeszcze ważniejsza dla nich jest melodyjność piosenek; czasami najpopularniejsze przeboje w tych krajach mają bardzo skomplikowaną strukturę harmoniczną, co dla mnie i dla Danniego też zawsze było i jest bardzo ważne. Może udało nam się znaleźć drogę do ich muzykalnych serc? Kto wie? Trudno jest mi to wytłumaczyć racjonalnie, ale czuję się w Japonii jak w domu; kultura tego kraju, styl, architektura, wzornictwo – wszystko bardzo mi odpowiada. Mam kilku bliskich tam Przyjaciół.

- Na "The Sweetest Illusion" pod koniec utworu „Yearning” uważny słuchacz wyłapie cichutkie „szła dzieweczka do laseczka, do zielonego...” Tęskni Pani za Polską, a zwłaszcza za Jaworznem?


- Kiedyś tak; bardzo tęskniłam. Teraz jestem w Polsce raz na miesiąc, więc jeżeli tęsknię – lecę lub jadę kiedy tylko mogę. Moje wizyty w domu rodzinnym są coraz częstsze i coraz dłuższe.... Trudno jest żyć z dala od rodzinnego domu.

- Podczas gdy fani z utęsknieniem czekali na nowy album Basi, nieoczekiwanie dwadzieścia lat po „Whose Side Are You On?” zaśpiewała Pani ponownie jako wokalistka... Matt Bianco. „Ordinary Day” do dziś można usłyszeć w wielu stacjach radiowych na całym świecie, a „Matt's Mood” to niezwykle udany powrót po latach przerwy. Zgodzi się Pani z tą opinią?

- Po śmierci bardzo mi bliskich osób nie chciało mi się śpiewać przez kilka lat. W pracy moim zamierzeniem było przynoszenie ludziom nadziei, uśmiechu, optymizmu... W tych latach sama tego potrzebowałam. Danny, który nie mógł się doczekać mojego powrotu do muzyki, zaczął spotykać się z Markiem Reilly i pisać nowe piosenki. Bardzo szybko poprosili mnie o dołączenie się do nich. Z początku opornie, ale wreszcie ich świetne pomysły muzyczne zachęciły mnie do kooperacji i powolutku zaczęłam pracować z nimi. Okazało się to łatwiejsze niż się spodziewałam i sprawiło mi wiele przyjemności.


- 15 lat po "The Sweetest Illusion" ukazał się Pani czwarty album solowy „It Is That Girl Again”, który jako pierwszy uzyskał status platynowego krążka w Polsce. Po raz pierwszy także znalazł się na nim utwór w całości zaśpiewany po polsku. Czy „Amelki śmiech” to bardzo osobista dla Pani piosenka?

- Tak, bardzo. Muzykę napisaliśmy z Dannym dużo wcześniej, ale tekst był skierowany do mojej Rodziny, Przyjaciół i do mnie samej, abym nie zapominała co w życiu najważniejsze. Cała ta płyta oznaczała powrót do optymistycznego spojrzenia na świat i cały album jest bardzo bardzo osobisty.



- Przed dwoma laty nagrała Pani z Mieczysławem Szcześniakiem piękną balladę „Wandering”, a obecnie wszyscy z niecierpliwością czekamy na Pani duet z naszą ulubioną londyńską wokalistką Moniką Lidke, który pojawi się lada moment wraz z całym jej najnowszym albumem. Jaka to będzie piosenka i jak Pani wspomina współpracę z Moniką?

- Mój perkusista – Mark Parnell przekazał mi kiedyś płytę Moniki, która bardzo mi się podobała. Jej głos i kompozycje wskazywały na ogromny talent. Ku mojemu zaskoczeniu, może rok później, Monika skontaktowała się z moim managerem i przesłała mi swoją nową piosenkę z propozycją nagrania duetu. Piosenka jest śliczna! Bardzo świetnie się bawiłam nagrywając ją, zwłaszcza że tekst jest tak uroczy. Nasza wymiana emaili udowodniła mi, że osoba kryjąca się za tą kompozycją jest taka, jak się spodziewałam – równie ciepła, romantyczna i pełna humoru.

- Niejednokrotnie podkreślała Pani swój podziw dla wokalu Arethy Franklin. Która z wokalistek jazzowych i okołojazzowych wywarła największy wpływ na Pani karierę?

- Moja nauczycielka śpiewu wiele lat temu poradziła mi abym uczyła się od lepszych, naśladując ich technikę. Chodziło jej o śpiewaczki operowe, ale pamiętam, że w rezultacie całymi dniami śpiewałam z Arethą Franklin i Ellą Fitzgerald, kopiując jej wszystkie, czasami bardzo długie improwizacje. Ale w tym samym czasie słuchałam również takich piosenkarek jak Astrud Gilberto, z zupełnie innym sposobem przekazu, a także mojego ukochanego Stevie Wondera, od którego najwięcej się nauczyłam. Może dlatego też mój styl jest kombinacją tych wszystkich wpływów.

- Jak ocenia Pani swój występ podczas festiwalu jazzowego, który w połowie września odbył się w Wadowicach? 

- To była rewelacyjna impreza, zorganizowana na światowym poziomie i mam nadzieję, że z czasem jeszcze bardziej rozwinie skrzydła. W tym roku wystąpiły tam między innymi takie gwiazdy polskiego jazzu jak Jan Ptaszyn Wróblewski i Janusz Muniak. Atmosfera była znakomita i nasza publiczność przyjechała od Zakopanego po Szczecin, przez Białystok, co mnie bardzo mile zaskoczyło. Wystąpiłam ze świetnym polskim big-bandem z południowej Polski, ale z siedzibą w Jaworznie - eM Band. Z Anglii przywiozłam ze sobą mojego muzycznego partnera - Danniego White'a, mojego gitarzystę - Giorgio Serci i trębacza Kevina Robinsona. Było naprawdę wspaniale!

- Kiedy możemy spodziewać się Pani kolejnego albumu? A może – jeśli mi wolno wyjawić moje marzenie – pojawi się kiedyś krążek, na którym zaśpiewa Pani z towarzyszeniem najwybitniejszych polskich instrumentalistów jazzowych? Myślała pani kiedyś o takim wydawnictwie?

- Tak, wielokrotnie. Nie jest to łatwe do zrealizowania, gdyż moim muzycznym partnerem jest Anglik, który nie wychował się na naszej muzyce. Ale dzięki coraz częstszym ostatnio wizytom w Polsce miał już kilka okazji do poznania niektórych bardzo utalentowanych polskich muzyków, więc ta możliwość jest jeszcze przed nami. W tej chwili pracujemy nad nową płytą, która, mam nadzieję, ukaże się wiosną.

- 30 września to data Pani Urodzin. Z tej okazji Redakcja JazzPRESSU życzy Pani spełnienia wszystkich muzycznych i pozamuzycznych marzeń. O czym najbardziej marzy Basia Trzetrzelewska?

- Dziękuję bardzo! Marzę o dobrych pomysłach na piosenki, o dobrym zdrowiu i co się z tym wiąże – silnym głosie, co pomoże mi w kontynuowaniu koncertowania wszędzie tam, gdzie jesteśmy mile widziani i słuchani.

Polacy z Londynu dla małej Wandzi Babińskiej


Tomek Wybranowski
Cała akcja pomocy na rzecz małej Wandzi rozpoczęła się od apelu cioci dziewczynki - Basi Tarkowskiej, skierowanego do Tomasza Wybranowskiego, prezentera "Polskiej Tygodniówki" radiowej nadawanej z irlandzkiego Dublina. Apel ten usłyszał Redaktor Naczelny Podziemnej Platformy Radiowej FALA.FM, który powtórzył apel Tomka w trakcie trwania swojej audycji i zaoferował pomoc w dalszym rozprzestrzenianiu tej informacji. Prośbę Basi Tarkowskiej opublikowałem prawie natychmiast na blogu Muzyczna Podróż oraz kilkukrotnie powtarzałem jej treść podczas trwania radiowych programów Polisz Czart.

Basia Tarkowska (w środku) - ciocia małej Wandzi i Redakcja Polisz Czart
A Oto treść apelu:
Nazywam się Barbara Tarkowska i piszę do Państwa z polecenia Małgorzaty Filusz. Od 7 lat mieszkam i pracuję w Irlandii. Gdy dowiedziałam się o chorobie mojej siostrzenicy 10-cio miesięcznej Wandy Babińskiej, u której zdiagnozowano nowotwór złośliwy oka, moim celem stało się pomóc i uzbierać fundusze, aby umożliwić Jej leczenie w klinice w Londynie, która ma najlepsze efekty w leczeniu siatkówczaka i niestety tutaj życie tej kruszyny zostało wycenione na 25 000 funtów. Rodzice Wandzi nie są w stanie udźwignąć tej kwoty. Dlatego zwracam się do Was o pomoc. Każde wsparcie zbliży nas do celu. Im więcej osób o tym się dowie, tym szybciej uda nam się zorganizować pomoc. Retinoblastoma tzw. Siatkówczak rozwija się w komórkach siatkówki i jest najczęstszym nowotworem złośliwym gałki ocznej u dzieci. Nieleczony prowadzi do śmierci, jednak obecnie dostępne metody leczenia pozwalają na uratowanie życia. Retinoblastoma jest rzadkim nowotworem dziecięcym W Polsce rocznie jest diagnozowana u około 3 % poniżej 5 roku życia. W przypadku Wandy zaatakowane zostało jedno oko. Podjęcie szybkiego leczenia daje gwarancję, że nowotwór nie będzie się rozwijał, jak również daje nadzieję na uratowanie wzroku małej Wandy. Obecnie zbieram pieniążki na stronie Gofundme.
Organizujemy również koncert charytatywny, który odbędzie się w Swords w klubie Lamb - Main street o godz 7.30pm. Wstęp - 5 euro. Odbędzie się również losowanie nagród. Koszt jednego biletu loteryjnego to 2 euro. Zagrają zespoły lokalne APRIL SPACE, BRAND NEW DEAD THINGS, SIMON & GIRVUNKLE. W przypadku jakichkolwiek pytań jestem pod nr tel 0879935088 o każdej porze dnia i nocy. Pozdrawiam serdecznie i z góry dziekuje za pomoc. Posiadam również diagnozę małej w przypadku wątpliwości.

Po publikacji powyższego apelu staraliśmy się poszukać innych dostępnych form pomocy dla dotkniętej chorobą dziewczynki. Okazało się, że Wanda jest również podopieczną polskiej fundacji “Aby Żyć”.

Organizatorzy koncertów
Po nagłośnieniu apelu Basi, jako pierwsi odpowiedzieli muzycy i zarazem organizatorzy koncertów rockowych w Londynie spod szyldu Ptasiarnia (Piotr Wróbel, Rafał Wrona) i HC Lunatics (Krzysztof Zimnoch), którzy zaproponowali terminy trzech koncertów, z których cały dochód ma zostać przeznaczony na walkę z nowotworem oka Wandzi Babińskiej. Organizatorzy zaproponowali też programom Polisz Czart i Rebellion oraz Radio Heretica i promotorom muzyki (BUCH) wsparcie w postaci patronatu medialnego i innych form pomocy (aukcje płyt i koszulek, pomoc w prowadzeniu koncertów, propagowanie informacji o koncertach dostępnymi kanałami społecznościowymi itp). Koncerty zostały przewidziane na 3 sierpnia (organizowany przez H.C. Lunatics), 17 sierpnia oraz 19 pażdziernika (organizowane przez Ptasiarnię). Pierwszy i drugi z serii koncertów są już za nami. Na ostatni z nich zapraszamy wszystkich Polaków (i nie tylko) z terenu Wielkiej Brytanii, a także gości z Polski i innych krajów oraz zachęcamy do przekazywania funduszy na ten cel. Pierwszy koncert przyniósł ponad 1400 funtów, co można uznać za sukces.

Powyższy tekst został wykorzystany w artykule Magdaleny Czubińskiej - dziennikarki wychodzącego w Londynie Dziennika Polskiego, z którym można zapoznać się tutaj.

3-go i 17-go sierpnia oraz 19-go października w Londynie odbędą się koncerty, na których będą zbierane fundusze na leczenie nowotworu oka Wandzi Babińskiej


Witam
Nazywam się Barbara Tarkowska i piszę do państwa z polecenia Małgorzaty Filusz. Od 7 lat mieszkam i pracuję w Irlandii. Gdy dowiedziałam się o chorobie mojej siostrzenicy 10-cio miesięcznej Wandy Babińskiej, u której zdiagnozowano nowotwór złośliwy oka, moim celem stało się pomóc i uzbierać fundusze, aby umożliwić Jej leczenie w klinice w Londynie, która ma najlepsze efekty w leczeniu siatkówczaka i niestety tutaj życie tej kruszyny zostało wycenione na 25 000 funtów. Rodzice Wandzi nie są w stanie udźwignąć tej kwoty. Dlatego zwracam się do Was o pomoc. Każde wsparcie zbliży nas do celu. Im więcej osób o tym się dowie, tym szybciej uda nam się zorganizować pomoc.

Retinoblastoma tzw. Siatkówczak rozwija się w komórkach siatkówki i jest najczęstszym nowotworem złośliwym gałki ocznej u dzieci. Nieleczony prowadzi do śmierci, jednak obecnie dostępne metody leczenia pozwalają na uratowanie życia. Retinoblastoma jest rzadkim nowotworem dziecięcym W Polsce rocznie jest diagnozowana u około 3 % poniżej 5 roku życia. W przypadku Wandy zaatakowane zostało jedno oko. Podjęcie szybkiego leczenia daje gwarancję, że nowotwór nie będzie się rozwijał, jak również daje nadzieję na uratowanie wzroku małej Wandy.

Obecnie zbieram pieniążki na stronie GOFUNDME Poniżej podaję bezpośredni link do strony. Wpisując imię i nazwisko małej można na tej stronie bezpośrednio jej poszukać  
http://www.gofundme.com/2anwms

Plakat koncertu z 3-go sierpnia
Organizujemy również koncert charytatywny, który odbędzie się w Swords w klubie Lamb - Main street o godz 7.30pm wstęp to 5 euro. Odbędzie się również losowanie nagród (jesteśmy w trakcie ich organizowania. Koszt jednego biletu loteryjnego to 2 euro. Zagrają zespoły lokalne APRIL SPACE, BRAND NEW DEAD THINGS,SIMON & GIRVUNKLE. W przypadku jakichkolwiek pytań jestem pod nr tel 0879935088 o każdej porze dnia i nocy. Pozdrawiam serdecznie i z góry dziekuje za pomoc
ps .posiadam również diagnozę małej w przypadku wątpliwości .

Plakat koncertu z 17-go sierpnia

niedziela, 6 października 2013

IVAR i LECHU zapraszają! 5-go października po raz kolejny Nolens Volens zagra w pubie ROCKY!!!













IVAR i LECHU zapraszają!!! 
pub ROCKY na rogu ulic:
Gwiaździstej i Swobodnej
we Wrocławiu
05-10-2013 piątek, godz. 21.00
wstęp wolny
Nolens Volens – rock/blues

wcześniej grupa zagrała tu
22-02-2013 piątek, godz.21.00 
11-01-2013 piątek, godz.21.00 
15-03-2013 piątek,godz. 21.00


Zespół Nolens Volens powstał w Oleśnicy z inicjatywy Tomka Zaręby (gitara.) i Mariusza Jomm'a Marciniszyna (wokal, gitara basowa) w grudniu 2009 roku. Początek 2010 roku to debiut koncertowy podczas WOŚP w Bierutowie i bardzo intensywna praca nad autorskim materiałem. Latem 2010 Tomka Burzyńskiego zastępuje na perkusji Przemek Dąbrowski. Zespół wykonuje własne kompozycje, lecz w repertuarze ma również szereg coverów z klasyki rocka i bluesa. Nolens Volens - chcąc ... nie chcąc... - panowie z zespołu muszą oddać na scenie energię, która rozpala ich wnętrza i robią to na każdym koncercie. Jak sami określają swoją muzykę? "Z założenia gramy klasycznego rocka opartego na mocnych riffach gitarowych i melodyjnych liniach wokalnych. Nasza muzyka jest silnie osadzona w klasycznym rocku i bluesie". Nolens Volens to trzech facetów solidnych jak rock, którego grają.

Nolens Volens z Ivarem
Mimo krótkiego stażu grupa zagrała już ponad 60 koncertów, teraz intensywnie pracują nad swoją pierwszą płytą. Grupa wielokrotnie koncertowała we wrocławskim klubie Alive, a w roku2010 wystąpiła w OpolEJ "V Sudety Rock festival" w Schronisku Pod Muflonem w Dusznikach Zdrój.

Skład zespołu Nolens Volens:
Mariusz Marciniszyn - bas, wokal
Tomek Zaręba - gitara
Przemek Dąbrowski - perkusja

sobota, 5 października 2013

JJ Cale (Nowy Czas nr 195)

Jest sobota 5. czerwca 2004. W Anglii zbliża się pierwsza w nocy. Podczas, gdy ja zasypiam w jednym z domów na londyńskim Acton Town i tęsknię za sprawami o wiele bardziej przyziemnymi, niż atmosfera koncertu rockowego, w amerykańskim Dallas jest wczesny wieczór. Na scenę Crossroads Guitar Festival wychodzi dwóch gigantów gatunku, który w roku 1975 Jan Chojnacki określił bielszym odcieniem bluesa. Pierwszy z nich urodził się w położonym niedaleko Londynu miasteczku Ripley. Ubrany w grafitową koszulę i białe spodnie z przewieszonym na ramieniu wielobarwnym modelem Fendera Stratocaster Crash 3 z nieukrywanym wzruszeniem wpatruje się w ubranego na czarno niepozornego człowieka z kontrastującą z jego ubiorem białą gitarą. Ten pierwszy to Eric Clapton. Drugi z nich przypominający nieco starszego pana z sąsiedztwa, to John Weldon Cale z Oklahomy, bardziej znany jako JJ Cale. 


„After Midnight” to kawałek, który Cale napisał i nagrał na taśmie demo już w roku 1966. Cztery lata później własną wersję tej kompozycji na debiutanckim albumie solowym umieścił Eric Clapton, czyniąc z niej światowy przebój. W roku 1972 przyjaciel Cale'a i jednocześnie producent Audie Ashworth zachęcił go do wykorzystania sukcesu „After Midnight”, którego rozmiarów jego kompozytor dość długo nie był nawet świadomy. Za jego namową amerykański muzyk umieścił własną - oryginalną aranżację tego utworu na swoim - także debiutanckim - albumie „Naturally”. Jego singiel z tą piosenką osiągnął 42 pozycję gorącej setki Billboardu. Dopiero w 2009 roku na łamach brytyjskiego magazynu „Mojo”, JJ Cale szczerze wyznał: "Żyłem w ubóstwie, z trudem zarabiając nawet na jedzenie. Nie byłem wówczas już młodym człowiekiem. Miałem trzydziestkę i byłem bardzo szczęśliwy mając możliwość zarobienia trochę grosza."

Wróćmy jednak jeszcze na moment na Fair Park and Cotton Bowl Stadium w Dallas. Po ponad 30 latach od wydania obu wersji „After Midnight”, Eric Clapton i JJ Cale spotkali się na jednej scenie. Już od pierwszych dźwięków wydobywających się z obu gitar, w spojrzeniu Claptona dało się wyczuć szczere wzruszenie i szacunek dla artysty, którego „Cocaine” i „After Midnight” pomogły zrobić mu światową karierę. Dzięki filmowemu dokumentowi, sekunda po sekundzie możemy dziś prześledzić niezapomnianą wymianę spojrzeń i gestów pomiędzy tymi dwoma wielkimi muzykami. Przeciągając do kilku minut gitarowe intro, obaj panowie długo nie mogli się zdecydować, który z nich ma podejść do mikrofonu. Wielokrotnie odtwarzałem fragment, w którym JJ Cale lekko kiwa głową w kierunku Claptona, aby ten w końcu zaczął śpiewać. Riposta Anglika była wymowna i nie pozostawiająca Cale'owi cienia wątpliwości. Bardzo wyrazisty gest uśmiechniętego Erica Claptona był jednoznaczny: „To jest Twoja chwila JJ...”. Cale w końcu podszedł do mikrofonu, a z głośników popłynęło: „After midnight, we're gonna let it all hang down...”. Publika oszalała. Ponad trzydzieści lat fani blues-rocka czekali, aby usłyszeć ten kawałek wykonany wspólnie przez nich obu.



Z albumu „Naturally” pochodzi jeszcze jeden ważny utwór w dyskografii JJ Cale'a. „Call Me the Breeze” w roku 1974 zinterpretowała na krążku „Second Helping” amerykańska grupa Lynyrd Skynyrd, a w roku 1988 na płycie „Water from the Wells of Home” zaśpiewał go sam Johnny Cash. Podobnie rzecz się miała z „Cocaine” - kompozycją Cale'a umieszczoną przez Claptona na albumie „Slowhand” z roku 1977. Rok wcześniej utwór ten pojawił się wprawdzie na krążku „Troubadour” JJ Cale'a , ale podobnie jak miało to miejsce z „After Midnight”, po raz kolejny to wersja Claptona podbiła świat.



Dwa lata po Crossroads Guitar Festival, JJ Cale i Eric Clapton wspólnie nagrali płytę zatytułowaną „The Road To Escondido”. Początkowo Cale miał być jedynie producentem kolejnego albumu w bogatej w dyskografii Claptona, ale prace nad nim potoczyły się w taki sposób, że większość materiału jaki Clapton zdecydował się na tym krążku umieścić, okazała się być autorstwa JJ Cale'a. Nie sposób w tym momencie nie wspomnieć, że w nagraniu „The Road To Escondido” wzięło udział wielu znakomitych instrumentalistów, a jednym z nich był amerykański muzyk soulowy Billy Preston, dla którego były to ostatnie nagrania jakich dokonał w życiu i któremu obaj mistrzowie gitary to wyjątkowe wydawnictwo zadedykowali. Ich krążek zdobył nagrodę Grammy jako najlepszy współczesny album bluesowy roku 2008.

Rok 2004 był szczególnie ważnym momentem w czterdziestoletniej karierze JJ Cale'a. Dorobek tych dwunastu miesięcy to nie tylko wspólny występ z Ericem Claptonem w Dallas. Znawcy jego twórczości zgodnie przyznają, że najbardziej znaczącym krążkiem w jego dyskografii jest wydany w roku 2009, ale nagrany właśnie w roku 2004 "Roll On". Słuchając uważnie tej płyty, trudno się z tą opinią nie zgodzić. To co ją wyróżnia od innych, to jej stylistyczny eklektyzm połączony z charakterystyczną dla JJ Cale'a umiejętnością pokazania w tekstach codziennych ludzkich spraw w sposób tak nietuzinkowy, iż ich przesłanie jest czytelne zarówno dla bardziej wymagającego odbiorcy jak i dla zmagającego się z szarą codziennością bywalca bluesowych pubów. Mamy na tej płycie do czynienia ze swingującymi „Who Knew” i „Down To Memphis”, latynosko-funkową „Fonda-Lina”, countrowymi „Bring Down The Curtain” i „Strange Days”, balladowym „Leaving In The Morning” z cudnie zawodzącą gitarą w tle. W „Former Me” odnalazłem natomiast doskonały materiał na stuprocentowy radiowy przebój. Spoiwem łączącym „The Road To Escondido” z albumem „Roll On” jest nagrany wspólnie z Ericem Claptonem utwór tytułowy tej drugiej, który nie zmieścił się na albumie firmowanym przez obu muzyków. Wykorzystanie przez JJ Cale'a tytułu tej piosenki do nazwania całego albumu jest w moim odczuciu jego wyraźną odpowiedzią na postawę Claptona w Dallas jak i czytelnym gestem wdzięczności za wkład Brytyjczyka w popularyzację twórczości Cale'a.


Urodzony w 1938 roku JJ Cale na przestrzeni trwającej czterdziestu lat kariery występował ponadto z takimi artystami jak Art Garfunkel i Neil Young, a do inspiracji jego twórczością przyznaje się między innymi sam Mark Knopfler z Dire Straits. Nigdy nie zabiegał o media i nikogo nie przekonywał, że jest gwiazdą. Nie lubił udzielać wywiadów, ani nie uczestniczył w niezliczonej ilości koncertów. Żył dniem codziennym na farmie z dala od cywilizacji, a o sukcesach swoich kompozycji najczęściej dowiadywał się z radia. Był jednym z najwszechstronniejszych muzyków czasów w jakich przyszło mu żyć. Potrafił zagrać praktycznie wszystko - od bluesa, przez rock, aż do jazzu. Debiutował w położonej w stanie Oklahoma miejscowości Tulsa, której poświęcił w 2004 roku album "To Tulsa and Back". Dyskografię Cale'a zamyka krążek "The Silvertone Years", który ukazał się w roku 2011. Zmarł 26-go lipca tego roku w Scripps Hospital w La Jolla w Kalifornii. Odszedł jeden z największych artystów naszych czasów.

Klub POD PALMĄ zaprasza na jesienne koncerty! Ruszyła nowa strona klubu!

Po wakacyjnej przerwie rzeszowski Klub POD PALMĄ (ul.Cicha 4a), który już od 28 lat dostarcza atrakcji kulturalnych mieszkańcom Podkarpacia, studentom uczelni Rzeszowskich i fanom muzyki – ogłasza jesienne daty koncertów i wydarzeń! Do końca roku nie zabraknie 
atrakcji, gwiazdą zagraniczną będzie Fish - były wokalista zespołu Marillion (16 października). Jesienią w klubie będzie można zobaczyć na żywo prawie całą śmietankę polskiej sceny rockowej – m.in. HUNTER (już w najbliższy piątek!), ARMIĘ, DEZERTER, ACID DRINKERS czy STRACHY NA LACHY. O kolejnych imprezach będziemy informować na bieżąco. Jeśli chodzi o imprezy cykliczne - co tydzień zapraszamy na Studenckie Czwartki, oraz niedzielny Palmowy Dancing.

W weekend ruszyła nowa strona klubu – pod starym adresem – www.palma.rzeszow.pl. Wkrótce nabierze pełnego blasku – cały czas zapraszamy również do sprawdzania klubowych aktualności na oficjalnym profilu Facebook - www.facebook.com/podpalma.
Bilety na wszystkie koncerty dostępne są w sklepie Toxic, Kinie Zorza, Trasie Podziemnej, DS Epsilon oraz w sieci Ticketpro.

Niezmiernie miło jest nam poinformować o współpracy między klubem Pod Palmą oraz agencją FANTOM MEDIA, która w sezonie 2013/2014 będzie odpowiadać za management i PR klubu.

Oto lista już potwierdzonych wydarzeń, które odbędą się jesienią w klubie Pod Palmą:

4 października 2013
HUNTER (+Heart Attack, + Ennorath)
wejście 18:00, start 19:00
bilety 35zł/45zł

16 października 2013
FISH
wejście 19:00, start 20:00
bilety 140zł

18 października 2013
KABANOS / ZACIER
wejście 19:00, start 19:30
bilety 22zł/30zł

19 października 2013
ARMIA (+Buenos Agres)
wejście 18:30, start 19:30
bilety 35zł/40zł

25 października 2013
Gala Wrestlingu
wejście 18:00, start 19:00
bilety 20zł/30zł/40zł

26 października 2013
ZABILI MI ŻÓŁWIA (+Ziemia Kanaan, +Luka, +Nie Halo)
wejście 18:00, start 19:00
bilety 15zł/20zł

7 listopada 2013

DEZERTER (+Ortodox, +The Sabała Bacała)
wejście 18:00, start 18:45
bilety 32zł/37zł

22 listopada 2013
ŁĄKI ŁAN
wejście 19:30, start 20:30
bilety 30zł/35zł

23 listopada

CLOSTERKELLER (+Lecter)
wejście 18:00, start 19:00
bilety 30zł/35zł

6 grudnia
STRACHY NA LACHY

13 grudnia
RED LIPS (+Lustro)

15 grudnia
KONIEC ŚWIATA

21 grudnia

THE ANALOGS

4-go października w Warszawie zagra Nocna Zmiana Bluesa